1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Węgierskie naleśniki à la Gundel

Węgierskie naleśniki à la Gundel

Naleśniki à la Gundel to wyrafinowany specjał - nadziewany kremem orzechowym z rodzynkami, skórką pomarańczową i rumem, podawany z czekoladowym sosem. (Fot. iStock)
Naleśniki à la Gundel to wyrafinowany specjał - nadziewany kremem orzechowym z rodzynkami, skórką pomarańczową i rumem, podawany z czekoladowym sosem. (Fot. iStock)
Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.|Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.|Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.|Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.|Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.|Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.|Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.

Słynny deser traktowany na Węgrzech niemal niczym dobro narodowe. Palacsinta to po madziarsku naleśniki. Węgrzy serwują je na tysiące sposobów. Jednak sławę na całym świecie zdobyły tylko jedne, właśnie te - naleśniki à la Gundel.

Wyrafinowany specjał - nadziewane kremem orzechowym z rodzynkami, skórką pomarańczową i rumem, podawane z czekoladowym sosem, na płonącym półmisku. Ich powstanie oraz nazwę zawdzięczamy Karolowi Gundelowi, przedstawicielowi rodu najznamienitszych węgierskich kucharzy i restauratorów. Talent kulinarny przejął w genach od ojca Janosa, który po mistrzowsku komponował potrawy i łączył smaki, a także był założycielem znanej budapesztańskiej restauracji Gundel. Karol kontynuował dzieło ojca, a naleśniki jego pomysłu trwale zapisały się w światowej historii kulinarnej. Oto i one!

Składniki

Ciasto naleśnikowe:
  • mąka pszenna 200 g
  • mleko 250 g
  • mineralna woda gazowana 100 ml
  • jaja 2 sztuki
  • olej 20 g
  • sól 1/2 łyżeczki
Nadzienie:
  • biały rum 150 ml
  • rodzynki 50 g
  • kandyzowana skórka pomarańczowa 40 g
  • mielone orzechy włoskie 100 g
  • słodka śmietanka 100 ml
  • brązowy cukier 110 g
Polewa:
  • gorzka czekolada 100g
  • mleko 2 łyżki
  • mąka pszenna 1 łyżka
  • rum rum – pozostały z przygotowywania nadzienia
  • kakao 1 łyżka
  • żółtko 1 sztuka
  • słodka śmietanka 125 ml
  • brązowy cukier 100 g

Sposób przygotowania

Ciasto naleśnikowe:
  • Wszystkie składniki miksujemy ze sobą i odstawiamy na ca 30 minut. Po tym czasie  z powstałego ciasta smażymy  cienkie naleśniczki.
Nadzienie:
  • Rodzynki i skórkę pomarańczową moczymy przez kilkanaście godzin w rumie, a następnie odcedzamy je.
  • Śmietankę podgrzewamy, wrzucamy do niej orzechy, rodzynki oraz skórkę.  Gotujemy do chwili, aż całość wyraźnie nam zgęstnieje.
  • Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do  wystygnięcia. Wlewamy połowę rumu i mieszamy.
Polewa:
  • Czekoladę łamiemy na kawałki, wrzucamy do rondelka i rozpuszczamy z cukrem, mlekiem i kakao. Na wolnym ogniu doprowadzamy do zagotowania się.
  • W międzyczasie mąkę rozprowadzamy ze śmietanką i wlewamy do gorącego sosu, starannie mieszając. Rondel zdejmujemy z ognia.
  • Żółtko rozkłócamy z rumem i dodajemy je do naszej polewy.
Instrukcja montażu:
  • Naleśniki smarujemy farszem, zwijamy w rulony lub składamy w trójkąty. W warunkach domowych podajemy świeżo podsmażone na maśle, polane gorącym sosem czekoladowym. Ja, dla kontrastu termicznego, lubię dorzucić gałkę dobrych lodów waniliowych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Wszystko, co trzeba wiedzieć o czekoladzie

Dobra czekolada dostarcza wszystko, czego można chcieć od idealnego pokarmu – niezwykły, kojący, otulający ciepłem intensywny zapach, wysublimowany słodko-gorzki smak. (Fot. Getty Images)
Dobra czekolada dostarcza wszystko, czego można chcieć od idealnego pokarmu – niezwykły, kojący, otulający ciepłem intensywny zapach, wysublimowany słodko-gorzki smak. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Aksamitna konsystencja, głęboki brązowy kolor, odurzający aromat i smak, który przywołuje na myśl najszczęśliwsze chwile w życiu… I jak tu nie kochać czekolady?

Znasz to uczucie, kiedy otwierasz opakowanie czekolady, żeby tylko skubnąć jedną kosteczkę? No, może pasek. Poczuwszy ten słodki, rozpływający się na języku jedwab, sięgasz mimochodem po jeszcze jeden kawałek i jeszcze malutką cząsteczkę, a później to właściwie szkoda zostawiać taką odrobinę i zostaje ci w ręku... samo sreberko. Bez względu na wielkość tabliczki. Nie ma chyba innego produktu na całym gastronomicznym świecie, który wzbudzałby tak wiele pozytywnych emocji i sprawiał tyle przyjemności.

Czekolada dla zmysłów i umysłu

Dobra czekolada dostarcza wszystko, czego można chcieć od idealnego pokarmu – niezwykły, kojący, otulający ciepłem intensywny zapach, wysublimowany słodko-gorzki smak – eksplodujący w ustach i doprowadzający do ekstazy ślinianki, uwodzący kubki smakowe, pieszczący delikatnie, ale zdecydowanie podniebienie… No i ta konsystencja – gładka, ale jednocześnie lepka, stawiająca opór, by po chwili poddać się językowi. Płynąca do filiżanki rozpuszczona czekolada ma w sobie urok uwodzicielki, wyrafinowanego wampa – niespiesznie, powoli, leniwie obnaża swoje wdzięki, kusi zapachem i płynnością ruchów. Rozgrzewa. Do czerwoności.

Przyjemność dostarczana za pośrednictwem czekolady to nie tylko kwestia jej oddziaływania na zmysły. Jak każda szanująca się heroina, działa również na umysł. Zawiera w sobie ponad 300 substancji czynnych, w tym kofeinę, teobrominę, a nawet pokrewny amfetaminie neuroprzekaźnik odpowiedzialny m.in. za uwalnianie dopaminy, który sprawia, że po zjedzeniu czekolady czujemy stan euforyczny, podobny do tego, kiedy jesteśmy zakochani. Właściwości chemiczne czekolady sprawiły, że szybko została zatrudniona przez przemysł miłosno-walentynkowo-urodowy. Oprócz drobnych czekoladowych prezentów (na przykład w kształcie serca) można nabyć czekoladowe olejki do erotycznych zabaw, wysłać czekoladowy telegram, wziąć czekoladową kąpiel w SPA czy poddać się czekoladowemu masażowi. Można też kupić całą masę kosmetyków pachnących czekoladą.

Tabliczka historii

Nie zawsze jednak tak było. Przez tysiące lat czekolada funkcjonowała wyłącznie w postaci napoju, i to niezbyt pociągającego. Przynajmniej z naszej perspektywy. Bo Indianie w Ameryce Południowej i Środkowej pili ją pasjami. „Wstrętna dla kogoś, kto nie jest do niej przyzwyczajony, z jakąś pianą czy szumowiną i bardzo nieprzyjemnym smakiem. Napój ten jest jednak niezwykle lubiany przez Indian(…), mówią, że można ją pić na zimno lub gorąco i dodają do niej chilli. Twierdzą, że jest dobra na żołądek i katar” – tak opisywał w XVI wieku swoje doświadczenia z czekoladą José de Acosta, jezuita mieszkający w Peru i Meksyku. Montezuma podobno wypijał aż 50 porcji czekolady dziennie. Ten jeden z najsłynniejszych czekoholików swoim nałogiem zaraził Hernána Cortésa, który z kolei przywiózł czekoladę do Hiszpanii. Początkowo był to napój ekstrawagancki i ekskluzywny. W Hiszpanii podawano ją na zimno z przyprawami i wanilią, co znacznie wpływało na jej cenę. Popularność brytyjskich pijalni kawy i czekolady sprawiła, że Europejczycy stopniowo coraz bardziej przekonywali się do pobudzającego napoju, a jego ceny spadały. Przełom przyniosła rewolucja przemysłowa. Wtedy to holenderska rodzina van Houtenów wymyśliła metodę produkcji błyszczących, stabilnych i przede wszystkim słodkich tabliczek czekolady, w formie, jaką znamy dzisiaj.

Jaka czekoladę wybrać?

Dobrej jakości czekolada powinna zawierać kakao, tłuszcz kakaowy i cukier. Im więcej kakao, tym deser będzie zdrowszy i silniej będzie oddziaływał na nastrój. Minimalna zawartość dopuszczalna w Unii Europejskiej to 25 proc. Gorzka czekolada powinna mieć co najmniej 60 proc. kakao, ale według koneserów dopiero od 70 proc. możemy mówić o pełnoprawnej czekoladzie. Mleczna, żeby była jadalna, powinna zawierać co najmniej 30 proc. kakao, ale idealnie moim zdaniem smakuje, kiedy jest to 50 proc. Mleczna czekolada przeznaczona jest w sumie dla dzieci, bo w prawdziwym rozkoszowaniu się jej smakiem przeszkadza mleko – w 99 proc. przypadków w proszku.

Dobra czekolada jest błyszcząca i „strzela”, kiedy się ją odłamuje. Jej jakość zależy też w olbrzymim stopniu od tłuszczu. Aby oszczędzić, większość producentów wymienia tłuszcz kakaowy na tanie tłuszcze utwardzane. W efekcie dostajemy coś, co przypomina wyrób czekoladopodobny – tłuste, mażące się, o konsystencji plasteliny i smaku plastiku. Bardzo źle wyglądają zazwyczaj wszelkiego rodzaju cukierki, batoniki i wafelki. Są one polewane niskiej jakości kuwerturą i generalnie składają się z cukru i taniego tłuszczu.

W sklepach możemy znaleźć dziesiątki różnych rodzajów czekolady – z przeróżnymi dodatkami, nadzieniami i w finezyjnych kształtach. Jeśli jednak na serio zależy ci na smaku, jakości i zdrowiu, kupuj po prostu gorzką i nie żałuj na nią pieniędzy. Ewentualnie rozważyłbym tabliczkę inkrustowaną drobinkami chilli lub kryształkami soli morskiej – tak dla podkręcenia wrażeń. Duże kontrowersje wzbudza biała czekolada, która w myśl definicji i zgodnie z logiką – czekoladą nie jest. Nie ma przecież ani grama kakao. Na pewno jest najgorszym wyborem wśród tabliczek okupujących sklepowe półki. W sumie jest to skondensowane, bardzo słodkie mleko w postaci stałej.

Diabeł tkwi w szczegółach

Jeśli chodzi o zastosowania kulinarne, to czekolada odnajduje się głównie w deserach i ciastach. W kuchni meksykańskiej używa się jej jednak często do wzbogacania sosów do mięsa, w tym tego najsłynniejszego, czyli mole poblano. Ciekawie pogłębia smak niewielka ilość czekolady wkruszona do chilli con carne. Guru kuchni włoskiej Anna del Conte radzi wrzucić kilka cząstek do bakłażana duszonego po sycylijsku, czyli caponaty. Robiąc desery z czekolady, warto wybierać tabliczki najwyższej jakości, i rozpuszczać je powoli w misce nad gotującą się wodą, nie mieszając. Wtedy mamy pewność, że tłuszcz kakaowy nie oddzieli się od kakao, czyli innymi słowy, że masa się nie zważy.

Czekolada jest bardzo wrażliwa na temperaturę i wilgotność. Najlepiej zatem przechowywać ją w temperaturze między 15 a 17 stopni Celsjusza przy wilgotności nieprzekraczającej 50 proc. Trzymanie jej w lodówce albo w cieple (powyżej 24 stopni) powoduje powstanie białego nalotu albo oddzielenie się tłuszczu. Warto też zadbać o to, by była dobrze zapakowana i znajdowała się z dala od innych produktów, bo łatwo absorbuje zapachy.

Na koniec łyżka dziegciu w beczce czekolady, czyli coś, co powinien wziąć pod rozwagę każdy czekoholik. Prawie połowa światowej produkcji kakao przypada na Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie normalnym procederem jest wykorzystywanie pracy dzieci. Warto więc rozejrzeć się za produktem opatrzonym certyfikatem Fairtrade – to pozwoli z czystym sumieniem rozkoszować się każdym kawałeczkiem.

  1. Kuchnia

Ciasto marchewkowe z ananasem na powitanie jesieni

Fot. Getty Images
Fot. Getty Images
Pamiętam jak przed laty myśl o tym, że miałabym zjeść kawałek ciasta z marchewki, wywoływała u mnie szczere obrzydzenie. Dziś się z tego śmieję, bo nie wyobrażam sobie początku jesieni bez upieczenia choćby jednego carrot cake.

Z ciastem marchewkowym bywa rozmaicie. Czasem zdarzają się zakalce. Dzisiejszy przepis śmiem nazwać idealnym. Ciacho wspaniale wyrasta, perfekcyjnie się dopieka, a przy tym zachowuje dużą wilgotność. Dodatek ananasa wzbogaca smak, ale bez wątpienia dominuje nuta piernikowo-cynamonowa. Zamiast ananasów można dodać szklankę tartego jabłka lub... pozostać przy samej marchwi, nieznacznie zwiększając jej ilość. Jeśli nie macie jeszcze swojej ulubionej wersji ciasta marchewkowego, szczerze polecam wypróbowanie tej receptury.

Ciasto marchewkowe z ananasem i kremem śmietankowym

Składniki na tortownicę o śr. 22 cm
  • starta marchew (na średnich oczkach) 2 szklanki
  • ananas z puszki 5-6 plastrów, pokrojonych na małe kawałeczki
  • mąka 2 szklanki
  • cukier 3/4 szklanki
  • olej 1 niepełna szklanka
  • jaja 3 szt.
  • proszek do pieczenia 2 łyżeczki
  • soda oczyszczona 1 łyżeczka
  • mielony cynamon 1 łyżeczka
  • serek homogenizowany naturalny 300-400g
  • gęsta śmietana 150ml
  • cukier puder 3-4 łyżki 
Ciasto: Olej miksujemy z cukrem. Kolejno wybijamy jaja. Wsypujemy mąkę przesianą wraz z proszkiem do pieczenia i sodą oraz cynamon. Wyłączamy mikser. Dodajemy marchew i ananasa, całość dokładnie mieszając łyżką. Gotowe ciasto przekładamy do wysmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą formy. Wstawiamy do zimnego piekarnika, włączamy go i ustawiamy temperaturę 175 stopni. Pieczemy ca 50 min, do suchego patyczka. Studzimy.

Krem: Serek krótko ucieramy ze śmietaną, w trakcie wsypując cukier puder. Krem wykładamy równomiernie na zimne ciasto. Całość wkładamy na godzinę do lodówki i dekorujemy wedle uznania.

  1. Kuchnia

Kuchnie świata – 3 przepisy na dania w wersji keto

Pad thai z krewetkami (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Pad thai z krewetkami (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Niezależnie od tego, czy interesujesz się kuchnią niskowęglowodanową i wysokotłuszczową z konieczności czy chęci zmian w codziennym odżywianiu, chcę pokazać Ci, że rezygnacja z chleba, makaronów i cukru nie musi oznaczać braku fantazji i próbowania nowych rzeczy. Wręcz przeciwnie! – pisze Ewelina Podrez-Siama w swojej książce „Kuchnie świata w wersji keto”.

Poniżej 3 wybrane z książki przepisy na niskowęglowodanowe posiłki. Książka nie jest przeznaczona tylko dla osób będących na diecie ektogenicznej. Jak zaznacza autorka: Jeśli Twoim celem są wyłącznie doznania smakowe i częściowe ograniczenie węglowodanów, możesz odrobinę obniżyć zawartość tłuszczu poprzez ograniczenie oliwy, oleju czy smalcu w wytrawnych potrawach czy wybór chudszego mięsa.

Na początek azjatyckie smaki.

Pad thai z krewetkami

Pad thai to tajski street food, dzięki któremu polubiłam krewetki. Rzadko jadam owoce morza, dlatego mało ich w moich przepisach, chociaż idealnie wpasowują się w wymogi diety keto. Całe szczęście, dzięki pomocy Przyjaciółek przygotowanie krewetek nie ma już przede mną większych tajemnic i mogę podzielić się z Tobą przepisem, który przeniesie Cię przed uliczne stragany Tajlandii. Zamiast tradycyjnego ryżowego makaronu oczywiście cukinia, która świetnie komponuje się z tajskimi smakami.

Składniki:

  • 500 g cukinii (po usunięciu części niejadalnych)
  • 300 g krewetek (ok. 18 sztuk)
  • 90 g kiełków fasoli mung
  • 3 jajka
  • 4 łyżki oleju roślinnego do smażenia
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka pasty z tamaryndowca lub 2 łyżki soku z limonki
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżka sosu sriracha lub płaska łyżeczka płatków chilli
  • 3 płaskie łyżki słodzika, erytrolu lub ksylitolu
  • 40 g orzechów ziemnych niesolonych
  • 1 pęczek szczypioru
Krewetki namocz w zimnej wodzie. Następnie je obierz – oderwij głowę i pancerz. Natnij krewetkę delikatnie z góry i z dołu i usuń przewód pokarmowy. Ogon pozostaw – nada dodatkowego aromatu i ułatwi jedzenie (odgryzanie) krewetki po podaniu. Przepłucz krewetki raz jeszcze po oporządzeniu. Cukinię zetrzyj na makaron (obieraczką lub tarką julienne) i podsmaż na łyżce oleju 2–3 minuty. Przełóż na sitko i odsącz z wody. Czosnek zetrzyj na tarce, szczypior posiekaj, orzechy ziemne rozbij w moździerzu. Pastę z tamaryndowca (lub sok z limonki) wymieszaj z sosem rybnym, słodzikiem i sosem sriracha. Spróbuj i w razie potrzeby dodaj słodkiego lub kwaśnego smaku. Wok ustaw na sporym ogniu. Na trzech łyżkach oleju podsmaż starty czosnek. Następnie dodaj krewetki i smaż razem 3 minuty. Rozbij na patelni jajka i mieszaj całość przez 4 minuty. Następnie dodaj makaron z cukinii i sos. Gotuj wszystko 3 minuty i wyłóż na talerze. Dekoruj szczypiorem i orzechami.

Amerykańskie fajitas z guacamole i naciosami

Fot. Ewelina Podrez-Siama Fot. Ewelina Podrez-Siama

Inspiracja kuchnią meksykańską, czyli pikantny kurczak podawany z sosem guacamole i moją wersją nachos – chipsów, do których przygotowania służy mi mozzarella i mąka migdałowa. Stwórz własny meksykański talerz pełen smaków.

Składniki na 3-4 porcje:

„Nachos”

  • 100 g tartej mozzarelli
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki mąki migdałowej
Guacamole
  • 1 dojrzałe awokado
  • ½ limonki
  • szczypta chilli
  • 1 mały ząbek czosnku
  • garść świeżej kolendry
  • sól do smaku
Fajitas
  • 2 filety z kurczaka
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka wędzonej słodkiej papryki
  • 2 łyżki oliwy
  • ½ limonki
  • ½ łyżeczki soli i chilli do smaku
  • 2 różnokolorowe papryki
  • 1 czerwona cebula
2 filety z kurczaka pokrój na cienkie paski. Dopraw przyprawami: ½ łyżeczki kuminu, ½ łyżeczki wędzonej papryki, sól i chilli do smaku. Dodaj łyżkę oliwy oraz sok z limonki. Wymieszaj i odstaw na przynajmniej pół godziny. Tartą mozzarellę rozpuść w szklanej misce, w kąpieli wodnej. Dodaj sól, drobno mieloną mąkę migdałową i dokładnie wymieszaj. Jeśli „ciasto” zbytnio zastygnie, podgrzej je ponownie w kąpieli wodnej. Wyłóż ciasto na papier do pieczenia, przykryj drugim arkuszem papieru i cieniutko rozwałkuj na grubość ok. 1 mm. Nożem do pizzy wykrawaj trójkąty. Przełóż powstałe nachosy na blachę pokrytą arkuszem papieru do pieczenia. Opcjonalnie możesz je również posypać sezamem czy ziołami. Piecz 10 minut w 180 stopniach, a następnie pozostaw do ostygnięcia. Miąższ awokado zmiksuj z sokiem z limonki, chilli, czosnkiem i świeżą kolendrą. Dopraw solą do smaku i odstaw w miseczce, by smaki mogły się przegryźć. Paprykę i cebulę posiekaj na paski, dopraw pozostałym kuminem, wędzoną papryką, solą, chilli, oliwą. Skrop sokiem z limonki. Na dużej patelni i większym ogniu podsmaż w pierwszej kolejności kurczaka (kilka minut powinno wystarczyć). Zdejmij mięso z patelni i wrzuć paprykę i cebulę, smaż kilka minut, do miękkości. Następnie dodaj do warzyw kurczaka i podgrzewaj jeszcze minutę – dwie. Podawaj fajitas z guacamole i nachosami.

Halibut w szpinaku w greckim stylu

Fot. Ewelina Podrez-Siama Fot. Ewelina Podrez-Siama

W śródziemnomorskiej, greckiej kuchni nie brakuje szpinaku i ryb. W tym przepisie proponuję Ci filet z halibuta zapieczony na szpinaku z fetą, czosnkiem i pomidorami, który z całą pewnością zapewni Ci intensywne i przyjemne doznania smakowe.

Składniki na 2 porcje:

  • 1 filet z halibuta (400 g)
  • 1 opakowanie świeżego szpinaku (250 g)
  • 2 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 75 g fety
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i płatki chilli do smaku
  • cytryna
  • 1 pomidor (150 g)
  • świeży tymianek
Piekarnik rozgrzej do 180 stopni (góra–dół). Liście szpinaku umyj i dokładnie osusz. Oderwij dłuższe łodygi, dopraw pieprzem i wymieszaj z łyżeczką oliwy z oliwek oraz pokruszoną fetą. Przełóż szpinak do naczynia żaroodpornego. Filet z halibuta umyj i osusz. Wyłóż rybę na szpinak, posmaruj 1 łyżeczką oliwy lub masłem, skrop sokiem z cytryny, dopraw solą, drobno posiekanym czosnkiem i płatkami chilli. Na wierzch wyłóż plastry pomidora. Piecz w piekarniku 25 minut. Dekoruj świeżym tymiankiem.

  1. Kuchnia

Dieta roślinna. Jak wegańskie potrawy wpłynęły na branżę gastronomiczną?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Badania konsumenckie sprzed kilku lat wskazały, że ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Liczby te sukcesywnie rosną, wpływając tym samym na oblicze światowej gastronomii i całej branży spożywczej.

Przyczyny tego trendu są różnorakie - począwszy od kwestii ideologicznych, przez zdrowotne, aż po… chęć ochrony środowiska. Ten ostatni aspekt przypieczętowały badania, wskazujące, że samo przejście na weganizm może uratować nawet 8 milionów ludzi w zaledwie 30 lat [2]. Co więcej – dieta może przyczynić się do uniknięcia szkód klimatycznych w wysokości 1,5 biliona dolarów (dane z raportu, powstałego na potrzeby Oxford Martin School).

Powyższe zalety bezsprzecznie napędzają trend diet roślinnych. Co więcej - alternatywy dla dań mięsnych spotkamy nie tylko we własnej kuchni, ale także w znanych na całym świecie lokalach gastronomicznych, taki jak np. https://burgerking.pl/menu/meals/119/plant-based.

Trend na dietę wegańską

O ile dotychczasowe prognozowanie obejmowało głównie rynek zagraniczny, o tyle coraz częściej w statystykach uwzględnia się także Polskę. W przeprowadzanym przez Ibris badaniu dowiadujemy się, że chęć zmiany nawyków żywieniowych, które sprowadzają się do ograniczenia spożywania mięsa, deklaruje ponad 70% Polaków. Ten wysoki procent dotyczy zwłaszcza mieszkańców dużych miast, którzy wskazują, że głównym powodem dla tej decyzji jest…  szeroka dostępność roślinnych alternatyw.

Co ciekawe - chęć ograniczenia mięsa deklarują zarówno kobiety (ponad 62%), jak i mężczyźni (ponad 52%). Moglibyśmy sądzić, że te deklaracje są czymś “nowym”, ale w rzeczywistości zapowiedzi tych zmian mogliśmy dostrzec już w 2017 roku. To wtedy popyt na bezmięsne produkty wzrósł o 987%, zapowiadając tym samym nową rewolucję żywieniową [1][2].

Według raportu “RoślinnieJemy”[3], powstałego w 2019 roku, dużym zainteresowaniem dla wege produktów wykazuje się zwłaszcza młode pokolenie. Co więcej - prawie co trzeci Polak jest otwarty na to, by spróbować roślinnych alternatyw mięsa [3]. Chęć eksperymentowania dotyczy zarówno osób będących na diecie, jak i osób, które są otwarte na poszukiwanie nowych smaków.

Polacy, którzy szukają roślinnego produktu oczekują, że ten będzie:

  • zdrowy,
  • smakiem lub formą podobny do produktów mięsnych [3],
  • wzbogacony o cenne właściwości odżywcze,
  • łatwy w przygotowaniu i spożyciu,
  • powszechnie dostępny [3],
  • wyróżniał się jakością,
  • powstawał bez udziału zwierząt [3].
Potencjał tych deklaracji wykorzystują więc producenci i cała branża gastronomiczna, która poddaje się trendom i stwarza szereg, nowych perspektyw.

Dieta roślinna a zdrowie

Obecnie przeprowadza się szereg badań, które mają za zadanie zdefiniować wpływ diety roślinnej na nasze zdrowie i samopoczucie. Okazuje się jednak, że dotychczasowe wyniki nadal pozostają niejednoznaczne. Dlaczego? Nie da się ukryć, że ewentualne niedobory witamin lub minerałów to wina niezbilansowanej diety i niewystarczającej wiedzy w zakresie prawidłowego żywienia, a nie bezpośredniego spożywania produktów na bazie roślin.

Uogólniając dotychczasowe wyniki możemy wnioskować, iż stosując dietę wegańską niezbędna będzie dodatkowa suplementacja witamin z grupy B. Jednocześnie to właśnie dieta bogata w roślinne zamienniki dostarcza ogromu witaminy C [4], która między innymi hamuje proces starzenia skóry i wspomaga układ krążenia.

Dodatkowo, wyniki badań z 2015 roku wykazały, że dieta wegańska charakteryzuje się prawidłową strukturą energii z makroskładników, niskim udziałem tłuszczu (w tym nasyconych kwasów tłuszczowych) oraz odpowiednim poziomem błonnika [5].

Co ciekawe - udowodniono, że dieta wegańska korzystnie wpływa na florę bakteryjną naszych jelit, zmniejszając występujący stan zapalny. Ostatecznie więc związek między dietą a profilem drobnoustrojów jelitowych ma charakter ciągły (co ciekawe weganie wykazują mikrobiotę jelitową najbardziej odmienną od mikrobioty wszystkożernych) i istotny z punktu widzenia leczenia dolegliwości gastrologicznych [6].

Wśród zalet diety wegańskiej wymienia się więc między innymi:

  • zmniejszenie ciśnienia krwi,
  • obniżenie ryzyka występowania cukrzycy typu 2,
  • zmniejszenie ryzyko chorób przewlekłych,
  • wzmocnienie naczyń krwionośnych,
  • obniżenie cholesterolu LDL (tzw. złego),
  • regulacja tzw. lepkości krwi, co doprowadza do lepszego zaopatrzenia tkanek w niezbędny tlen.

Wegańskie produkty w gastronomii

Raporty przeprowadzane od 2014 roku wskazują, że Polacy coraz częściej i chętniej poszukują wegańskich dań w restauracjach. Szacunkowo, nawet 63% z nich jest otwarta na spożywanie wegańskich lub wegetariańskich dań poza domem [3]. Co więcej, 20% regularnie decyduje się na tą opcję, a 18% wskazuje w ankietach, że dania roślinne zamawia “często”. Zdecydowanie najchętniej robią to smakosze w wieku od 24 do 34 lat (jest to prawie dwa razy więcej niż w innych grupach wiekowych) [3] oraz mieszkańcy dużych aglomeracji (ponad 70%).

Nic więc dziwnego, że restauracje i znane marki coraz chętniej proponują roślinne alternatywy - nawet dla znanych i kultowych już dań. Na owe trendy odpowiedział między innymi Burger King, który wprowadził do stałej oferty roślinne menu. Tak oto, w popularnej restauracji, znajdziesz rośliną wersję kultowego Whoppera oraz roślinne nuggetsy, przypominające klasyczną do tej pory wersję. Dokładne informacje, składniki i opis roślinnego menu znajdziesz na oficjalnej stronie Burger King’a.

Bibliografia:

[1] Raport “Plant Based Diet”, 2018

[2] Artykuł “Why the Global Rise in Vegan and Plant-Based Eating Isn’t A Fad (600% Increase in U.S. Vegans + Other Astounding Stats)”, 2018

[3] Raport RoślinnieJemy, 2019

[4] Winiarska-Mieczan, A., & Mazurek, K. (2005). Porownanie wartosci odzywczej diety tradycyjnej, semiwegetarianskiej i weganskiej. Żywienie Człowieka i Metabolizm, 3(32), 203-213.

[5] Myszkowska-Ryciak, J., Hornberger, R., Harton, A., & Gajewska, D. (2015). Ocena spożycia wybranych składników pokarmowych u osób stosujących dietę wegańską. Probl Hig Epidemiol, 96(4), 769-72.

[6] Glick-Bauer, M., & Yeh, M. C. (2014). The health advantage of a vegan diet: exploring the gut microbiota connection. Nutrients, 6(11), 4822-4838.

  1. Kuchnia

Krem z kalafiora z oliwą truflową i migdałami

Zupa, która robi się w try miga. Prosta, a wyjątkowo smaczna. Płatki migdałów i oliwa truflowa przydają jej wyjątkowego smaku.

Krem z kalafiora

1 biała cebula 2 ząbki czosnku 1 duży kalafior 600 ml wywaru warzywnego 200 ml mleka 3,2-proc. oliwa truflowa płatki migdałów

Kalafior kroimy na mniejsze kawałki (ważne, aby były tej samej wielkości).

Cebulę należy poszatkować w piórka, czosnek posiekać, zeszklić na oliwie i  dodać kalafior. Posolić wszystko.

Zalać mlekiem i wcześniej przygotowanym wywarem warzywnym.

Kalafior gotować do miękkości.

Zmiksować i  ewentualnie przecedzić przez drobne sito.

Doprawić solą do smaku.

Podawać z  płatkami migdałów i  oliwą truflową.