1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Apetyt na lekturę - czyli o tym, co wspólnego ma kuchnia z literaturą

Apetyt na lekturę - czyli o tym, co wspólnego ma kuchnia z literaturą

 Fot. Studio FRU
Fot. Studio FRU
Zobacz galerię 2 Zdjęć
„Droga przez mąkę, czyli literatura dla kucharek” Łukasza Modelskiego to dużo więcej niż zgrabna gra słów w tytule. To wciągająca opowieść o literaturze i kuchni, zbudowana z rozmów autora z jemu podobnymi, ze smakoszami erudytami. O książkach, o potrawach, o obyczajach. A w bonusie dostajemy przepisy związane z wielką literaturą.

Która pasja jest dla ciebie ważniejsza? Ta do czytania czy do jedzenia i gotowania? Wiadomo, że najpierw są książki, to od nich się zaczyna. Tym bardziej że czyta się je w – mniej więcej – młodości, bo jeśli do pewnego momentu czegoś się nie przeczyta, to już  – powiedzmy wprost – zawsze będzie nieprzeczytane. Nie będzie się do tego wracać, człowiek nie będzie sobie zadawać trudu, żeby być swoim własnym Pigmalionem. Na to jest czas w młodości i potem koniec. Czytanie na pewno przychodzi wcześniej niż zastanawianie się, jak przyrządzić flaki.

Twoja książka, która jest głównie o literaturze, zaczyna się od postaci nieliterackiej, ważnej dla ciebie w życiu. Choć i ona mogłaby być bohaterką francuskiej powieści z początku XX wieku. I imię ma francusko-literackie, przywodzące na myśl Prousta. Owszem, Franciszka Coirault nadawałaby się na postać literacką, ale była prawdziwa i stała się moją ciceronką po świecie francuskich potraw i win. Poznałem ją w Poitiers – kiedy studiowałem, mieszkałem w akademiku i koniecznie chciałem się z niego wyprowadzić z powodu potwornych zapachów z tamtejszej stołówki. Tak trafiłem do starego, mieszczańskiego domu pani Coirault, wdowy po lekarzu. Zamieszkałem w malutkim pokoiku na parterze, obok kuchni, w której gospodyni codziennie gotowała i jadała bardzo tradycyjne, często regionalne posiłki. A ja zostałem beneficjentem sytuacji.

Zapraszała cię na obiady? Przynosiła mi do spróbowania różne dania i zapraszała na kieliszek wina. I właściwie prowadziła akcję edukacyjną. Zaczęła od farci poitevin, które jest rodzajem gołąbka à rebours, czyli z kapustą w środku. Nigdy nie jadłem czegoś podobnego. Kiedy to zobaczyłem, nie wiedziałem, czy  mam do czynienia z pasztetem, serem, czy ciastem. Pani Coirault gotowała w wielkiej kuchni ze stołem obitym blachą, paleniskiem wysokości człowieka i miedzianymi rondlami. A mnie wysyłała do piwniczki po wino. Najczęściej po wina bordoskie, osobliwie Saint-Émilion.

Może z powodu tej edukacji w książce jest tak dużo francuskiej literatury i potraw. Prawdopodobnie, ale tak się też składa, że chociaż Włosi lepiej gotują, to Francuzi lepiej o tym piszą. We Francji w wielkiej literaturze XIX wieku jest mnóstwo książek, w których dużo mówi się o kulinariach.

Rozmawiacie też o innych krajach, innych literaturach. O Erenburgu, Lejzorku Rojtszwańcu i gęsim pipku z Homla, o Josephie Rotcie i wiedeńskich kawiarniach, ale do „Zwierciadła” wybraliśmy głównie potrawy rodem z Francji. Na przykład normandzkie maślane galettes, czyli herbatniki związane z… …z Gustawem Flaubertem i „Panią Bovary”, choć dosyć luźno. To ciastka pochodzące z Normandii, gdzie dzieje się akcja powieści, ale one same w niej nie występują.

W „Pani Bovary” występuje za to i pełni ważną funkcję szampan. W rozmowie z Bogusławem Deptułą cytujecie opis  balu u markiza d’Andervilliers, na którym pani Bovary pije właśnie szampana. Zdradliwy szampan! Jest ważny, jest w powieści symbolem przejścia. Na tym balu Emma poznaje inny świat i od tego zaczyna się jej tragedia. No, ale nie mogliśmy podać przepisu na szampana, więc są galettes. Nie ma wątpliwości, że i Flaubert, i Emma musieli je jadać. Okrągłe, jak należy, i z samego masła. Takie jak z naszego przepisu.

Mamy też francuską, i to do szpiku  kości, choć wegetariańską, zupę. Czyli cebulową. Występuje w twojej książce jako dziecko Emila Zoli i jego powieści o paryskich halach. To jest danie mityczne, legendarne, najbardziej może ze wszystkich kojarzone z Francją. Na co dzień się jej nie jada, ale pozostaje symbolem chłodnej jesieni, zimy. To prosta potrawa. Ma tylko dwie zmienne. Pierwsza – to czy cebulę gotujemy, czy smażymy, a druga – to czy dodamy miód, tak jak w naszym przepisie, czy nie dodamy. Jest zawiesista, sycąca. Nie wiem, ile ma kalorii, ale sporo…

W książce są też potrawy z literatury polskiej. Na przykład sandacz w sosie koperkowym z „Lalki”. Sam przepis pochodzi z Ćwierczakiewiczowej, a scena jest symboliczna… To scena kolacji u Łęckich, podczas której Wokulski pozwala sobie zażartować, nie używa specjalnych sztućców i je rybę nożem i widelcem, a wszyscy muszą z tym żyć.

Robi to prowokacyjnie… Oczywiście, choć, jak się dowiedziałem podczas tej rozmowy od Wandy Klenczon, „peerelowski” zwyczaj jedzenia ryby dwoma widelcami też już był w tamtej epoce znany. No, ale nie u Łęckich.

A gdyby ktoś chciał napisać wielką realistyczną powieść o współczesnej Polsce, to jak musiałby ją opisać kulinarnie? Co jest najistotniejsze dziś? Zmiany są galopujące, wszystko dzieje się na naszych oczach. W powieści opisującej 2019 rok trzeba by napisać coś innego niż w dziejącej się w 2017 roku. Rzeczą stałą jest dziś supermarket, czyli sklep, który sprawia, że wszędzie dostępne są produkty zewsząd. W gotowaniu domowym cechą naszego czasu jest to, że wszędzie gotujemy to samo.

A snobizm jest dziś czymś istotnym? Tak, nadal, choć nie tak bardzo jak w latach 90. Wydaje mi się, że dzisiaj nośnikiem snobizmu jest koktajl. Powstała instytucja koktajlbarów, czyli drinkowni, gdzie facet za barem wykonuje „sztukę miksologii”.

To cię śmieszy? No tak, „miksologia” jest przecież słowem kretyńskim, a sztuka jest tu terminem mocno na wyrost. Ale miejsca „statusowe” to dziś właśnie koktajlbary.

W jedzeniu tak naprawdę nie chodzi przecież ani o status, ani o snobizm. Tylko  o  to, o  co w „Uczcie Babette”, książce Karen Blixen, skąd przepis na bliny z kawiorem. Czyli o  co? O emocje? W „Uczcie Babette” chodzi jednak o sztukę. W tej książce to właśnie sztuka przemienia ludzi.

Ale to sztuka w formie kulinarnej. Blixen pisze: „Im dłużej jedli i pili, tym lżejsze były ich serca”. To się zdarza? Tak, kiedyś uczestniczyłem w takim posiłku. Przystąpili do niego różni ludzie, naburmuszeni, trochę kolczaści, i ten posiłek sprawił, że oni, zupełnie jak uczestnicy uczty Babette w Danii, byli potem sobie radzi i przyjaźni. Po prostu biesiadowanie sprzyja ludziom, to truizm truizmów, no ale tak już jest. I w historii podpisywania wielkich umów, i w rodzinach. Wszystkim pomaga.

A można czytać przy jedzeniu? Ja czytam. Ale tylko wtedy, kiedy jem sam.

Jakieś danie z literatury przeniosłeś do swojego życia? Tak jeden do jednego? Może „pulardę na poły w żałobie”, czyli z truflami pod skórą. To danie z Lyonu,wspominane przez Hemingwaya w „Ruchomym święcie”.  Z  ciekawości wywołanej lekturą przyrządziłem je. Wiem, że brzmi to nieznośnie pretensjonalnie.

Ale za to jakie literackie danie! W twojej książce jak najbardziej na miejscu.

Łukasz Modelski „Droga przez mąkę”, Wyd. Znak.

Zupa cebulowa

Emil Zola, „Brzuch Paryża”.To przepis prosty. Wariantów jest, oczywiście, mnóstwo, nie ma chyba jednego kanonicznego.
Fot. Studio FRU Fot. Studio FRU
Przepis na niewielkie porcje dla czterech osób.
0,5 kg cebuli, masło, tymianek, szałwia, odrobina miodu, 0,5 szklanki białego wina, 2–3 szklanki dowolnego bulionu, sól, pieprz, bułka, ser tarty, z preferencją dla gruyère, ewentualnie ementalera
Cebulę kroimy w piórka, rzucamy na masło, ona absolutnie nie może się spalić, bo cebula będzie gorzka i cała zupa na nic. Kiedy nam się zezłoci, dodajemy odrobinę miodu, tymianek – mniej więcej łyżeczkę, trochę szałwii. Zalewamy białym winem w ilości takiej, żeby się to nie gotowało, ale wchłonęło to, co cebula do tej pory z siebie wydzieliła. Zalewamy bulionem, trzymamy na małym ogniu dwadzieścia do trzydziestu minut. Dodajemy soli i pieprzu. W międzyczasie przygotowujemy grzanki z bułki, może to być bagietka. Zupę wlewamy do naczyń. Na wierzch kładziemy grzanki, posypujemy serem. Wrzucamy wszystko na chwilę do piekarnika, niezbyt gorącego, żeby nam się wszystko ładnie zapiekło, a nie przypaliło.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Pieczone placuszki owsiane w wersji dla najmłodszych – wypróbuj smakowity przepis z wykorzystaniem kaszki!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Okres urozmaicania diety jest wyjątkowy pod wieloma względami. Poznawanie nieznanych dotąd smaków, zapachów i rozwijanie zmysłu dotyku z miesiąca na miesiąc otwiera malucha na kolejne doświadczenia związane z jedzeniem. Podawanie kaszek zbożowych to świetna okazja do próbowania przez dziecko posiłków w różnorodnych odsłonach. Odkryj smakowity przepis na placuszki owsiane, które z pewnością zainteresują niejednego małego smakosza!

Urozmaicone i wartościowe posiłki to bardzo ważny element prawidłowo zbilansowanego jadłospisu już w okresie niemowlęcym. Różnorodność w miseczce czy na talerzyku zachęca malucha do próbowania nowych smaków, a co za tym idzie – buduje fundament prawidłowych nawyków żywieniowych w przyszłości.

Kaszki to delikatne zbożowe posiłki, które wspierają rodziców podczas wprowadzania nowości do diety dziecka.

Kaszki przeznaczone dla najmłodszych – czyli te ze wskazaniem wieku na opakowaniu – zawierają różnorodne zboża, których każda ich partia przechodzi nawet kilkaset testów jakości i bezpieczeństwa. Ich wartość odżywcza jest zgodna z wymaganiami prawa, dzięki czemu niemowlęta i małe dzieci otrzymują posiłek dostosowany do ich potrzeb na różnych etapach rozwoju.

Przykładem produktów zbożowych odpowiednich dla najmłodszych są kaszki BoboVita Porcja Zbóż. Poza tym, że stanowią dobry wybór, zawierają nawet 7 rodzajów starannie wyselekcjonowanych różnorodnych zbóż. Charakteryzuje je 0 % dodatku cukru*, a także zgodnie z przepisami prawa dla tej kategorii produktów 0 % konserwantów**, 0 % barwników** i 0 % wzmacniaczy smaku**. To wartościowe propozycje, które świetnie urozmaicą jadłospis niemowlęcia – czy wiesz, że sprawdzą się także w nietypowym wydaniu?

Pieczone placuszki owsiane z twarożkiem i bananem dla niemowląt po 8. miesiącu życia

Do przygotowania ok. 10 sztuk placuszków potrzebne będą:

Piekarnik nagrzej do ok. 180 stopni Celsjusza. W misce wymieszaj kaszkę z sodą. W oddzielnym naczyniu połącz za pomocą miksera lub blendera masło, przecier owocowy, jajo oraz twarożek. Masę przełóż do miski z suchymi składnikami i wymieszaj do uzyskania zwartej i jednolitej konsystencji. Z całości uformuj ok. 10 kulek i umieść je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Każdą kulkę delikatnie spłaszcz. Przygotowane placuszki piecz ok. 20 minut, aż do momentu delikatnego zrumienienia. Gotowe!

*Zawierają naturalnie występujące cukry, pochodzące ze zbóż, owoców i mleka.

**Zgodnie z przepisami prawa kaszki dla niemowląt i małych dzieci nie mogą zawierać konserwantów, barwników i wzmacniaczy smaku.

Ważne informacje: Zaleca się kontynuację karmienia piersią podczas wprowadzania pokarmów uzupełniających. Karmienie piersią powinno trwać tak długo, jak jest to pożądane przez matkę i dziecko. Karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka.

  1. Kuchnia

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Tak przygotowane orzechy pasują niemal do wszystkiego – mogą być podawane jako samodzielna przekąska lub stanowić przepyszne uzupełnienie niesłodkich dań. Gdy zdrowe tłuszcze z orzechów połączą się z leczniczymi właściwościami rozmarynu, otrzymamy prostą, ale jakże mocarną strawę dla mózgu.

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Składniki na 2 szklanki/8 porcji

2 łyżki oleju kokosowego, roztopionego 11/2 łyżki świeżego rozmarynu, posiekanego 1/2 łyżeczki soli morskiej 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne 1 łyżka cukru kokosowego 2 szklanki surowych połówek orzechów włoskich

Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do temperatury 170–180°C. Wyłóż blachę do pieczenia papierem do pieczenia. 2. W średniej misce wymieszaj olej kokosowy, rozmaryn, sól, pieprz cayenne i cukier kokosowy. Wsyp orzechy i mieszaj tak długo, aż będą dokładnie obtoczone tłuszczem i przyprawami. Rozłóż je na blasze i piecz przez 10–15 minut lub do czasu, aż orzechy zrobią się złotobrązowe i aromatyczne. Pozwól im wystygnąć przed podaniem. 3. Pieczone orzechy można przechowywać kilka tygodni w temperaturze pokojowej w pojemniku próżniowym, jednak lepiej trzymać je w lodówce, dzięki czemu na dłużej zachowają wartościowe tłuszcze.

Warto wiedzieć - już samo wąchanie rozmarynu sprawia, że do organizmu dostaje się acetylocholina, która wspomaga pamięć i prawidłową pracę mózgu.

Nootropowy zastrzyk dla mózgu: Przed wsypaniem orzechów do miski z olejem i rozmarynem, wymieszaj je z 1 łyżeczką reishi w proszku.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.

  1. Kuchnia

Osładzanie codzienności. Rozmowa z Elizą Mórawską-Kmitą

 (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)
(Fot. Eliza Mórawska-Kmita)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
"Nie ma chyba nikogo, kogo zapach szarlotki, nie przeniósłby do krainy wspomnień" - mówi autorka bestsellerowej książki kulinarnej „Słodkie”, która po kilku latach nieobecności na rynku, została na prośbę czytelników, wydana ponownie.

Czy masz swój rytuał „słodkości”? Codziennie? Po obiedzie? Do kawki? Tylko w weekendy? Kiedyś nie mogłam żyć bez codziennej dawki słodyczy, ale dziś to się zmieniło i jem tylko to, co naprawdę lubię - najchętniej coś domowego, świeżo wyjętego z piekarnika. Piekę ciasta zazwyczaj 1-2 razy w tygodniu, czasem częściej. Zawsze mam też ochotę na domową chałkę z dużą ilością kruszonki.

„Słodkie” to Twoja pierwsza książka kulinarna - ukazała się w 2014 r., doczekała się kilku dodruków i wyprzedała się do ostatniej sztuki.  A teraz wróciła. Z tymi samymi przepisami, ale nowymi zdjęciami. Oprawa wpływa na smak? Moim zdaniem tak. To książka, do której sama chętnie wracam, korzystam z niej, podarowałam ją też w ciągu tych kilku lat wielu osobom, ale chciałam nieco odświeżyć jej wygląd.

Wszystkie zdjęcia do nowego wydania zrobiłaś sama. Jak stałaś się zawodowym fotografem? Robię zdjęcia już prawie dwadzieścia lat, każdego dnia. Zaczynałam na potrzeby bloga, a potem pasja się rozwinęła i zaczęłam robić zdjęcia również zawodowo. Inspiracji szukam przede wszystkim w naturze - dziś interesuje mnie głównie fotografia, przy której jak najmniej "majstrowano", taka niedoskonała, naturalna, zwyczajna. Przeszłam długą drogę od fascynacji wielkimi sesjami zdjęciowymi ze scenografią, stylistami jedzenia, a dziś najbliżej mi do zdjęć naturalnych, minimalistycznych.  

Przeżywasz fascynację kulturą Korei, interesujesz się Japonią - czy w swojej następnej książce podzielisz się z nami niezawodnymi przepisami na dania kuchni azjatyckiej? Jeśli opanuję je w satysfakcjonujący sposób, to czemu nie?  

Liczymy na to, bo przepisy od Ciebie po prostu wychodzą. Obserwując Twojego Instagrama (whiteplatecom) nie można mieć wątpliwości - w gotowaniu i pieczeniu osiągnęłaś mistrzowski poziom. Ramen, burger, pączki, chałka - to tylko kwestia zachcianki, decyzji. Czy tak było zawsze? Czy miałaś jakieś wpadki?  Zrobiłaś kiedyś zakalca? To jest dosyć zabawne, ale rzeczywiście to prawda - właściwie nie ma rzeczy, na którą miałabym ochotę, a nie umiałabym jej sama zrobić w domu. Jeśli za czymś tęsknię, to są to zazwyczaj dania jedzone w jakichś określonych "okolicznościach przyrody", związane z miejscami, sytuacjami, emocjami. Tego oczywiście w domu powtórzyć się nie da, ale cała reszta jest do zrobienia. Kiedyś dużo podróżowałam, a w tych podróżach jedzenie stanowiło jeden z najważniejszych elementów - jadłam, notowałam, kupowałam książki kucharskie i uczyłam się odtwarzać w domu to, co lubię. Wiadomo, że nauka to też wpadki i nieudane dania - dziś jest tego zdecydowanie mniej, ale po prostu gotuję już na tyle długo, że umiem uniknąć wielu wpadek  - bo już je zaliczyłam ;)

Czy jakieś przepis wciąż stawia Ci opór? Miałam kilka podejść do francuskich macarons i niestety nie wychodziły tak, jak powinny. Idealne macarons to te prosto z Paryża, z cukierni Ladurée, jedzone na miejscu. Dla mnie najlepsze i już nie próbuję robić ich sama w domu.

Wiele osób zaczyna swoje kulinarne eksperymenty właśnie od deserów, od pieczenia ciast  - czy masz dla nich jakiś złoty standard działania? Jeśli zaczynamy to najważniejsze jest staranne czytanie przepisu i instrukcji - wiele początkujących osób uważa, że to mało istotne, bo "babcia robiła na oko i było pyszne", ale ja uważam, że bez opanowania podstaw, trudno jest iść dalej i rozwinąć skrzydła.

Przepisy z książki "Słodkie" 

Brownie z suszonymi śliwkami

(Fot. Eliza Mórawska-Kmita) (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)

Składniki: gorzka czekolada 200 g, masło 160 g, cukier puder 200 g, jajka 4 szt., mąka 80 g, proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki, śliwki kalifornijskie bez pestek, drobno pokrojone, zalane szklanką (250 ml) mocnej herbaty

Przygotowanie: 1. Czekoladę połamać na małe kawałeczki, masło drobno pokroić. W garnku zagotować wodę. Czekoladę i masło włożyć do miski i postawić ją na garnku z gotującą się wodą, która nie powinna dotykać dna miski. Mieszać czekoladę i masło, aż się rozpuszczą. Lekko przestudzić.

2. Jajka ubić z cukrem pudrem, dodawać powoli czekoladę z masłem. Mąkę przesiać, połączyć z proszkiem do pieczenia i powoli dodawać do masy jajecznej, delikatnie mieszając łyżką.

3. Śliwki odcedzić na sitku i wmieszać do masy.

4. Masę wlać do formy (20x30 cm) i wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C) na 25 minut. (Ważne − proponuję sprawdzić drewnianym patyczkiem stan upieczenia w środku, pod warstwą ciasta. Niektóre piekarniki pieką szybciej i brownie można wyjąć już po 15 minutach).

Sernik śliwka w białej czekoladzie

(Fot. Eliza Mórawska-Kmita) (Fot. Eliza Mórawska-Kmita)

Składniki:  Spód: cukierki śliwka w czekoladzie 200 g, masło 100 g, brązowy cukier 100 g, mąka 100 g, proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki, jajko 1 szt. Masa serowa: serek waniliowy (dowolny) 200 g, trzykrotnie mielony twaróg (może być z wiaderka) 600 g, cukier puder 250 g, jajka 4 szt. Wierzch: biała czekolada 200 g, niesłodzone mleko skondensowane lub śmietanka 36% 5 łyżek, cukierki śliwka w czekoladzie bardzo drobno pokrojone (opcjonalnie) 100-150 g

Przygotowanie:

1. Cukierki, masło i cukier włożyć do garnuszka i podgrzewać na małym ogniu, aż czekolada i masło się rozpuszczą. Zdjąć z ognia, odstawić na 1o−15 minut, następnie zmiksować na purée. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i jajko, dokładnie wymieszać.

2 . Tortownicę (24 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, posmarować masłem, wysypać tartą bułką (lub mąką). Przełożyć do niej ciasto − będzie gęste i lśniące. Wyrównać wierzch, wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C)  i piec 15 minut. W tym czasie przygotować masę serową.

Masa serowa

3. Sery umieścić w misce, zmiksować z cukrem pudrem, następnie dodawać po jednym jajku. Nie należy miksować zbyt długo, wystarczy kilka minut.

4. Wyjąć z piekarnika tortownicę ze spodem, wlać masę serową, wstawić do nagrzanego piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec 5o minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i ostudzić sernik w piekarniku. Po całkowitym ostudzeniu ciasta przygotować wierzch.

Wierzch

5. Czekoladę i śmietanę umieścić w szklanej misce ustawionej na garnku z gotującą się wodą. Mieszać, aż czekolada się rozpuści. Polać wierzch sernika. Cukierkami obsypać brzeg ciasta i odstawić do czasu, aż polewa czekoladowa stężeje.

Książka "Słodkie" to 55 sprawdzonych przepisów. Większość z nich autorka napisała sama od początku, niektóre pochodzą ze starych zapisków, jeszcze inne zostały przywołane, bo cieszyły się powodzeniem na blogu. Oprócz przepisów w książce każdy początkujący cukiernik znajdzie informacje dotyczące przyborów, akcesoriów, składników i praktycznych porad dotyczących pieczenia. Książkę można kupić  wyłącznie na: jgpublishing.pl

  1. Kuchnia

Jaka marynata do kiełbasy z grilla będzie najlepsza?

 Kupowanie kiełbasy z lady- zalety - infografika. ((ot. materiały partnera)
Kupowanie kiełbasy z lady- zalety - infografika. ((ot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Czy wiesz, że marynować możesz nie tylko surowe mięso na grilla, ale również kiełbaski? To nada im soczystości i smaku oraz urozmaici twoje grillowanie. Dowiedz się, jak przygotować kiełbasę do marynowania i ile czasu trzymać ją w marynacie. Jak dobrać marynatę do kiełbasy?

Jaka kiełbasa do marynowania?

Sekretem udanego grilla jest zawsze dobra kiełbasa. Czy do marynowania nadaje się każdy jej rodzaj? Nie do końca. Warto szukać przede wszystkim kiełbas, które są przeznaczone do grillowania. Najlepsze kiełbasy tego typu:

  • znajdują się w naturalnym jelicie – jeśli kiełbasa wygląda tak, jakby była sztuczna (wrażenie plastikowego połysku), prawdopodobnie otoczka nie jest naturalna;
  • nie są za chude – podczas grillowania wytapia się tłuszcz i zbyt chuda kiełbasa może stać się sucha),

Dobrze jest wybierać kiełbaski wieprzowe, zamiast tych z dużym dodatkiem cielęciny – są tłustsze i w rezultacie będą bardziej soczyste.

Kiełbasy najlepiej też kupować z lady. Gdy są pozbawione opakowania łatwiej określić ich świeżość i jakość. Paczki często są tylko częściowo prześwitujące, miewają fakturę lub są na nich zasłaniające mięso nadruki i nalepki. To utrudnia wypatrzenie niepokojących sygnałów jak np.:

  • śliskiej otoczki na kiełbasie – jeśli jest ona obślizgła, to znak, że jest nieświeża;
  • wytrącenia się tłuszczu – może świadczyć o sztucznym dodawaniu wody lub tłuszczu do wyrobów;
  • amoniakowego zapachu – również świadczy o tym, że mięso zaczyna się psuć. Takiego mięsa nie powinno się spożywać nawet po obróbce cieplnej.

Wiele osób uważa jednak, że kupowanie kiełbasy z lady jest trudniejsze niż kupowanie gotowych paczek, gdyż nie można sprawdzić składu mięsa. To nie prawda – w sieciach, w których znajduje się lada takich jak np. Delikatesy Centrum można zapytać osobę obsługującą o dokładny skład danego mięsa. Pracownik ma obowiązek nam go podać.

Sprawdź oferty i promocje na kiełbasę grillową w aktualnej gazetce Delikatesów Centrum >>

A czy warto kupować kiełbasy od razu w marynacie? To zależy. Jeśli są w gotowych paczkach, marynata może utrudnić wizualne rozpoznanie świeżości. Aromat przypraw może też maskować zapach nieświeżego mięsa. Dlatego bezpieczniej jest kupić kiełbasę bez marynaty i przygotować ją domowym sposobem.

Kupowanie kiełbasy z lady- zalety - infografika. ((ot. materiały partnera) Kupowanie kiełbasy z lady- zalety - infografika. ((ot. materiały partnera)

 Jak przygotować kiełbasę do marynowania?

Przygotowywanie kiełbasy do marynowania jest podobne, jak przygotowywanie jej po prostu na grilla. Kiełbaski należy lekko ponacinać pod skosem, zanim umieścimy je w przyprawach. Nacięcia nie mogą być zbyt głębokie, alby mięso nie rozpadało się na ruszcie. Powinny sięgać maksymalnie połowy kiełbaski.

W rozcięcia można nie tylko wlać marynatę, ale również włożyć ząbki czosnku, kawałki sera lub inne dodatki.

Jaka marynata do kiełbasy z grilla?

Wybór przypraw zależy tylko od nas i naszego gustu. Można dowolnie je miksować, a nawet wykorzystywać znane już sobie przepisy na marynaty do mięsa wieprzowego.

Podstawą marynaty może być:

  • tłuszcz – może to być np. olej rzepakowy, oliwa z oliwek. Pomaga wydobyć aromat z ziół i sprawa, że odpowiednio wnikają w szczeliny w kiełbasce i trzymają się mięsa;
  • gotowe przyprawy ze słoika np. musztarda, keczup, chrzan;
  • sos sojowy – wykorzystywany w ostrych marynatach z papryką, częsty składnik marynat w stylu azjatyckim.

Ciekawymi dodatkami, które przełamią smaki, mogą być:

  • miód – łączone z ostrymi przyprawami np. musztardą, daje pyszne połączenie;
  • piwo – dodaje aromatu i charakterystycznej goryczki. Znanym przepisem, który wykorzystuje piwo, jest grillowana kiełbasa po bawarsku;
  • karmelizowana cebula – ma inny aromat niż zwykła cebulka. Może być też ciekawym dodatkiem na stół do grillowanych potraw;
  • imbir – podkreśla smak białej kiełbasy.

 Ile czasu marynować kiełbaski na grilla?

Po obtoczeniu kiełbasy w marynacie należy pozostawić ją do nabrania smaku. Zwykle wystarczy około dwóch i pół godziny, by uzyskała aromat. Jeśli lubisz silne smaki, możesz pozostawić mięso w przyprawach nawet na całą noc.

Aby zapachem kiełbasy i marynaty nie przeszły inne produkty w lodówce marynuj mięso zawijając je w folię aluminiową albo umieszczając je w szczelnie zamykanych pojemnikach. Możesz też przykryć talerz folią spożywczą lub aluminiową.

Grillowanie marynowanej kiełbasy

Marynowaną kiełbasę grilluje się podobnie jak zwykłą. Jeśli składniki marynaty nie ciekną, można położyć mięso bezpośrednio na ruszcie. Jeśli przyprawa jest bardziej płynna użyć aluminiowych tacek lub folii aluminiowej na spód.

Smażenie marynowanej kiełbasy trwa mniej więcej tyle samo, co smażenie kiełbasy bez przyprawy. Warto jednak uważniej kontrolować ogień pod rusztem, by nie przypalić cebulki lub innych składników marynaty. Wówczas uzyskamy bardziej estetyczny sos.

Gotową kiełbasę można podawać z frytkami lub pieczonymi ziemniakami, ale także z ryżem czy kaszą, które staną się wilgotniejsze dzięki sosowi wytworzonemu przez marynatę.

Jak grillować marynowaną kiełbasę? – infografika. (Fot. materiały partnera) Jak grillować marynowaną kiełbasę? – infografika. (Fot. materiały partnera)

  1. Zdrowie

Sen to zdrowie - smacznych snów!

Amerykańska Narodowa Fundacja Snu oraz WHO zalecają, aby dorośli spali średnio osiem godzin na dobę. (Fot. iStock)
Amerykańska Narodowa Fundacja Snu oraz WHO zalecają, aby dorośli spali średnio osiem godzin na dobę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Jesteśmy chyba jedynym na świecie gatunkiem kwestionującym rolę snu. Pozwalamy sobie na niego coraz rzadziej, czas w łóżku rodzi wyrzuty sumienia, a liczba chorób spowodowanych jego deficytem rośnie.

Najpierw ogień, świeczki, lampy naftowe i pochodnie umożliwiały nam funkcjonowanie po zmierzchu. Kolejnym krokiem była elektryczność i światło, z którego korzystać możemy nieustająco, przez całą dobę. Podświetlane tablety, smartfony i ekrany poszły o krok dalej.

Ogromną popularnością cieszą się kofeina oraz inne używki, dzięki którym zachowujemy jasność umysłu na dłużej, odwlekając moment pójścia spać. Czy też dzięki którym niewyspani możemy funkcjonować dalej. Widział ktoś kota okładającego się łapkami lub dolewającego espresso do swojego mleczka, aby zrezygnować z wylegiwania się, mruczenia i spania?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła epidemię niedoboru snu. Amerykańska Narodowa Fundacja Snu oraz WHO zalecają, aby dorośli spali średnio osiem godzin na dobę – wam się to udaje?
Niedobory snu między innymi obniżają odporność, zwiększają ryzyko wystąpienia nowotworów aż dwukrotnie, przyczyniają się do rozwoju choroby Alzheimera oraz otyłości, miażdżycy i depresji. Krótszy sen – krótsze życie. Zaburzenia snu w tydzień spowodowały nieprawidłowy poziom glukozy u badanych! Zmiany wywołane niewystarczającym odpoczynkiem mają szkodliwy wpływ na tętnice wieńcowe, nasilają ryzyko wystąpienia stanów zapalnych oraz w dalszej kolejności niewydolności serca. W 2013 roku w magazynie „Science” ukazała się praca dowodząca, że podczas snu przyspiesza oczyszczanie organizmu z toksyn – zamiast męczyć się detoksami, śpijmy! Ma to też wpływ na ochronę przed alzheimerem (bezpośrednio skorelowanym z funkcjonowaniem mózgu).

Zmęczenie nasila głód, obniża poziom hormonów sygnalizujących sytość – więc nawet gdy zjemy, będziemy nadal głodni. Dlatego młode mamy, wycieńczone pobudkami, nie mogą schudnąć. Zamartwiając się nadwagą, budzimy się o świcie na trening, a wciąż nosimy dodatkowy bagaż kilogramów. Pierwszym krokiem powinien więc być zdrowy i spokojny sen! Dzięki spaniu logicznie myślimy, mamy lepszą pamięć i koncentrację. Jesteśmy uważniejsi i popełniamy mniej błędów. Profesor Russell Foster z Instytutu Neurologii Okołodobowej i Snu mówi, że jesteśmy skrajnie aroganckim gatunkiem – myślimy, że możemy przechytrzyć 4 miliardy lat ewolucji. Przestawianie zegara biologicznego może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. Brak snu zaburza niemal wszystkie procesy fizjologiczne w organizmie. Hormony są zależne od regularności, ale i jakości wypoczynku. Dlatego niewyspanie doprowadza do zaburzeń psychicznych, lęków, obniżenia nastroju, anemii i otyłości. Otyłość jest jednym ze stanów połączonych z zaburzeniami rytmu dobowego, a jedną z metod terapii jest kontakt ze światłem dziennym od samego rana i wyciszanie bodźców świetlnych (szczególnie fal niebieskiego światła) wieczorami. Ostatnie godziny dnia spędzajmy z książką, w delikatnym oświetleniu. A może przy świecach?

Jest także korelacja z dietą – rytm dobowy wyznacza, co i kiedy powinniśmy jeść. Zbyt późny posiłek wieczorem może zaburzyć sen, spowodować rozchwianie funkcjonowania poszczególnych narządów. Wyobraźmy sobie wahadło Newtona, którego kulki bujają się każda w swoją stronę, czasem się zderzą, czasem uda im się odchylić w tym samym kierunku, a niekiedy wypchną którąś z kul na bok. Zdrowy sen, korzystanie ze światła dziennego (lub na przykład silnego światła lamp) powinno się odbywać w pierwszej części dnia. Zadbajmy o ruch na świeżym powietrzu, obniżmy temperaturę w sypialni. I śpijmy smacznie. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.