1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Hipnoterapia - wrota do podświadomości - wywiad z Elżbietą Szwaczkiewicz

Hipnoterapia - wrota do podświadomości - wywiad z Elżbietą Szwaczkiewicz

Hipnoza pomaga w sytuacjach, w których świadomie nie jesteśmy w stanie znaleźć rozwiązania, nie mamy nad sobą panowania w 100 procentach, bo coś, czego nie znamy, skutecznie na nas wpływa, ma nad nami kontrolę.

Aleksandra Nowakowska: Czym jest hipnoza a czym hipnoterapia?

Elżbieta Szwaczkiewicz: Jest dużo teorii na temat hipnozy, ale podstawowe założenia są dwa. Pierwsze zakłada, że hipnoza nie jest transem. Według niego hipnotyzowany odgrywa jakąś rolę, bo zna oczekiwania hipnotyzera. Drugie stanowisko głosi, że jest to trans. Dla mnie hipnoza ewidentnie jest transem. Kiedy hipnotyzuję, czuję, że ja też zapadam się w jakiś rodzaj transu, mam połączenie z hipnotyzowanym. Mówi się, że hipnoza jest stanem między snem a jawą, jeszcze nie śpisz, ale też już nie jesteś w pełni świadomy. Jest to stan, w którym zmienia się częstotliwość fal mózgowych, obniża się z fal Beta do Alfa i Theta. Mnogość teorii próbujących wyjaśnić, czym jest hipnoza jest dla mnie tylko dowodem na to, że tak naprawdę nikt do końca nie wie, co to za zjawisko. Bezspornie są to wrota do podświadomości. Natomiast hipnoterapia jest to terapia, podczas której pacjent znajduje się w hipnotycznym transie. Dzięki temu mam możliwość porozmawiania z pacjentem na jego poziomie podświadomym, świadomość schodzi na dalszy plan, przestaje przeszkadzać.

W czym może pomóc kontakt z podświadomością?

W przeróżnych problemach. Nie ma żadnych przeciwwskazań do stosowania hipnoterapii. Jest skuteczna przy rozwiązywaniu wszelkich konfliktów wewnętrznych. Na przykład przy uzależnieniach, kiedy jedna twoja część chce palić papierosy a druga mówi, że od jutra je rzuca. Ta pierwsza utrudnia jednak tej drugiej wprowadzenie decyzji w życie i cały czas nakłania do palenia. Wiemy, jak najczęściej się to kończy. Na hipnozę często przychodzą ludzie z problemami współuzależnień w relacjach. Tacy, którzy tkwią w toksycznych związkach. Jakaś część ich osobowości poddaje się temu związkowi, a inna mówi: „Co ja wyprawiam ze swoim życiem?!”. Hipnoterapia pomaga we wszelkich lękach, zaburzeniach psychosomatycznych, jąkaniu, zaburzeniach odżywiania, fobiach, depresji. Ale hipnoza jest też doskonałym stanem do tego by się pozytywnie zaprogramować, by nastawić się na szczęście i pomyślność.

Podczas sesji hipnozy mamy szansę wejrzeć ponad ten konflikt wewnętrzny, tak?

Tak. Mogę na przykład bać się psów. Tłumaczę to sobie racjonalnie, ale ten lęk mnie paraliżuje lub wpadam w panikę, gdy tylko zobaczę psa. Jak świadomie zadam sobie pytanie, nie wiem, dlaczego się tak zachowuję. Ale gdy wejdę w stan hipnozy, mogę porozmawiać z podświadomością, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące nas. Ona pokaże nam sytuację traumatyczną, która miała miejsce i jest przyczyną obecnego lęku albo naprowadzi na jakieś skojarzenie, które wywołało tak wielki strach.

Dzięki hipoterapii możemy dotrzeć do pokładów nieświadomości, w których tkwią przyczyna i rozwiązanie problemu. Już samo uświadomienie sobie tego pomaga?

Tak, w każdej terapii tak jest. Gdy zobaczymy problem z innej perspektywy, jesteśmy już poza nim a nie w nim.

Hipnozy pewnie można się trochę bać, na przykład tego, że stracimy nad sobą panowanie, że ktoś na nas negatywnie wpłynie. 

Ludzie boją się różnych rzeczy, na przykład tego, że będzie nimi manipulować i zostaną wykorzystani. Boją się na przykład, że powiem: „A teraz podaj mi swój pin do karty.” albo „Od dzisiaj będziesz moim niewolnikiem...”. Spotykam się z takimi strachami. Dla mnie to informacja o tym, co tkwi w głowie pacjenta. Daje mi obraz jego podejścia do innych ludzi, nastawienia do siebie i do świata, jego największych obaw i sposobu rozumowania. Często zdradza, że jego świadomy umysł bardzo boi się utraty kontroli. Osobowość kogoś, kto boi się emocjonalnego zniewolenia różni się od osobowości kogoś, kto boi się utraty majątku. Ludzie, ujawniając takie obawy, nieświadomie zdradzają mi o sobie bardzo wiele informacji. Charakteryzują siebie lepiej niż zrobiliby to na świadomym poziomie, zapytani wprost.

Jednak, żeby rozwiązać głębokie problemy, których przyczyn nie znamy, potrzebujemy zagłębić się w siebie i dać się poprowadzić po swoim wnętrzu. Ale to nie musi być łatwe.

Najpierw trzeba się zmierzyć z tymi obrazami, które się wyłaniają z nieświadomości. Niektóre są traumatyczne. Przychodziła do mnie kobieta, która była molestowana w dzieciństwie. Na poziomie świadomym pamiętała tylko mgliście część zdarzenia, a chciała przypomnieć sobie wszystko. Powiedziała, że ważne jest dla niej, by znać prawdę. Ona miała ogromny lęk przed mężczyznami, niemożliwe dla niej było wejście w żaden związek, samo fizyczne zbliżenie nie wchodziło w grę. Podczas hipnozy dotarłyśmy do wielu wspomnień i traumatycznych przeżyć. Ale tych sesji odbyłyśmy kilka, bo musiała zmierzyć się z ogromnym bólem. Dzisiaj jest już wyzwolona z tego, doświadcza relacji z mężczyznami. Często podczas terapii wychodzi jakaś dziecięca emocja, która jest bardzo silna, a z której nie zdajemy sobie sprawy. Kiedyś przyszedł do mnie ponad czterdziestoletni mężczyzna z problemem impotencji. Był bardzo zakochany w niedawno poznanej kobiecie. Opowiadał, jak bardzo ona na niego działa i jak czuje się bezsilny, bo nie może się z nią kochać. Podczas hipnozy okazało się, że gdy był dzieckiem mieszkał w małym miasteczku i w pewnym momencie po całej tej mieścinie rozeszła się fama, że jego ojciec jest ekshibicjonistą. Szkolni koledzy zaczęli tak mu dokuczać z powodu ojca, że musiał zmienić szkołę. Pojawił się u niego z jednej strony ogromny wstyd, a z drugiej strony wściekłość na ojca. Podczas terapii wyszły jeszcze inne okoliczności z jego przeszłości i nagle okazało się, że całe życie tego dojrzałego mężczyzny kręci się wokół tej wypartej emocji z dzieciństwa, z której nie zdawał sobie sprawy, a która nim kierowała. Podczas hipnozy dotarł do niej.

Gdzie się trzeba cofnąć, żeby znaleźć rozwiązanie - do dzieciństwa, do poprzednich wcieleń?

To nie jest aż tak bardzo istotne, gdzie. Kiedy pacjent jest w transie, mam ułatwiony kontakt z podświadomością, a ona wie wszystko. W zależności od osoby pojawiają się obrazy, są wśród nich takie, które na pewno nie dotyczą tego życia a inne pochodzą z obecnej przeszłości. Ja tych obrazów nie oceniam i nie wartościuję. Jeśli pacjent opowiada o przeżyciach, które nie były jego udziałem w tym życiu, może są to obrazy z poprzednich wcieleń, może są to obrazy dotyczące jego przodków, a może jest to po prostu symboliczny sposób w jaki jego podświadomości jawi się dany problem. Podświadomość lubi obrazy, symbole i metafory. Ja nie prowadzę śledztwa, skąd pacjent owe obrazy wziął, ani nie poddaję ich w wątpliwość. Dla mnie ważna jest terapeutyczna rola tych przeżyć. Jeśli po dotarciu do nich, problem z którym zgłosił się pacjent, ustępuje, to tylko znak, że dla jego umysłu były one prawdziwe.

Bez hipnozy trudno do tych przeżyć dotrzeć?

W normalnym stanie umysłu trudno mieć taki głęboki wgląd w siebie. Trzeba zastosować jakąś technikę. Hipnoza jest świetnym do tego narzędziem, a hipnoterapia bardzo dobrą techniką. Dzięki hipnozie można skomunikować się z ukrytą częścią samego siebie, pozbyć się destrukcyjnych programów, czarnych myśli, irracjonalnych lęków i zbliżyć się do wewnętrznej wolności.

Elżbieta Szwaczkiewicz - hipnoterapeutka, arteterapeutka. Współautorka książki "Być mężczyzną? Zabronione!". Więcej informacji na

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Co podświadomość przekazuje nam poprzez ciało? – wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Ciało jest jak swoisty barometr. Przekazuje nam zawsze ważne dla naszego życia informacje. Jak czytać sygnały płynące z ciała? (fot. iStock)
Ciało jest jak swoisty barometr. Przekazuje nam zawsze ważne dla naszego życia informacje. Jak czytać sygnały płynące z ciała? (fot. iStock)
Jeśli podczas zwyczajnej rozmowy nagle serce zaczyna ci kołatać albo czujesz mdłości, czy jest to znak, że dzieje się coś złego? Twój rozum nie dostrzega zagrożenia, ale widzi je ciało? Czy ono wie coś, o czym umysł nie ma pojęcia? Czym jest ta mądrość ciała – jeśli istnieje – i jakie znaczenie ma dla niej duchowość – wyjaśnia psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Podczas trudnej rozmowy z przyjaciółką wsłuchałam się w to, co płynęło z mojego ciała. Było spokojne. Pomyślałam więc, że to, co słyszę, jest prawdą. Oparłam się na tzw. mądrości ciała. Czy to miało sens?
To przejaw idealizacji ciała. Uznajemy ciało za depozytariusza mądrości, prawdy, a nawet sumienia, by przeciwstawić je skołatanej i zagubionej głowie. Jazgotowi sprzecznych myśli i poglądów. To na swój sposób miłe, czasami pomocne, ale jednak tylko symboliczne uproszczenie. Bo jak się bliżej przyjrzeć temu, co się z ciałem dzieje w takich sytuacjach, to zobaczymy, że ono tylko przepisuje nasze mentalne i emocjonalne konflikty na odczuwalne sygnały. Szczególnie te konflikty, które wyrzucamy poza obręb świadomości. A więc jeśli nauczymy się trafnie odczytywać sygnały płynące z ciała, staną się one źródłem informacji o nieuświadomionym konflikcie, dyskomforcie, niechęci itp. Sygnały te mogą mieć postać np. kołatania serca, mdłości, duszności czy bólu głowy.

Mówisz o moim konflikcie, a ja myślałam, że ciało sygnalizuje konflikt, jaki przeżywa mój rozmówca, udając na przykład sympatię. Mam kłopot z połapaniem się, o co innym chodzi, więc pytam ciało: czy ta osoba jest mi życzliwa, czy nie?
To też się może zdarzyć. Jeśli jesteśmy bardziej świadomi od osoby, z którą wchodzimy w interakcję, a ona wypiera ze swojej świadomości – czyli nie chce się sama przed sobą przyznać do jakiegoś uczucia czy pragnienia – to możemy w języku doznań ciała i związanych z tym emocji przeżywać to, czego ona nie chce wiedzieć o sobie. Jeśli umówiliśmy się na kawę z kimś, kto jest zagniewany i sfrustrowany, ale nie dopuszcza tego do świadomości, to po jakimś czasie, nie mając do tego powodów, zaczynamy czuć się zagniewani i sfrustrowani. Sami się sobie dziwimy i odbieramy ten stan jako nie nasz, jakby narzucony z zewnątrz. To się nazywa identyfikacja projekcyjna. Jeśli w danej sytuacji nasze ciało milczy albo nadaje sygnały dobrego samopoczucia, to znaczy, że umysł niczego przed sobą nie ukrywa, nie przeżywa nieuświadomionych konfliktów ani wątpliwości. To znaczy także, że nie odbiera sygnałów zagrożenia z instynktownej obserwacji języka ciała, wyrazu oczu, tonu głosu, sposobu oddychania tej drugiej istoty. Ale to nie ciało, tylko umysł czyta i analizuje, tyle że poza naszym świadomym podglądem, i tłumaczy je na język ciała. Tak więc w wielu sytuacjach ciało odgrywa rolę rzecznika podświadomości, która używa języka doznań jako feedbacku – informacji zwrotnej – dla świadomej części naszego umysłu.

W baśniowej metaforze można to opisać tak: królowa Świadomość nie radziła sobie z zarządzaniem odziedziczonym po przodkach, bogatym i pięknym królestwem noszącym nazwę Życie. Postanowiła więc zatrudnić doradczynię, która cieszyła się świetną reputacją i nazywała Podświadomość. Jednak to nie załatwiło problemu. Zatrudniona Podświadomość – mimo że była kuzynką królowej – używała bowiem języka dla niej niezrozumiałego. A też często nic nie mówiła, tylko wymownie patrzyła na królową albo wymownie nie patrzyła. Świadomość rozpuściła więc wieści, że szuka tłumacza, by jej to, co Podświadomość przekazuje swoim językiem i milczeniem, wyjaśniał. Wiele czasu upłynęło i królowa już traciła nadzieję, gdy w końcu przed jej obliczem stanęła zmysłowa, niesforna i trochę dziecinna kobieta o imieniu Ciało, która bez wahania podjęła się roli tłumaczki. Od tej pory królowa wiedziała, że jeśli Ciało miało mdłości, gdy królowa zabierała się do podpisywania jakiegoś traktatu, to absolutnie nie należało go podpisywać. Że był to wyraz dezaprobaty Podświadomości, która miała dostęp do tajnych danych wywiadowczych i do prastarych archiwów. Podobnie gdy królowa Świadomość postanawiała zaprosić jakiegoś rycerza albo dworzanina – w ramach nagrody za wierną służbę – do swojej łożnicy, bacznie wsłuchiwała się w niezbędną tłumaczkę Ciało i gdy ta informowała ją o ciężarze na sercu i zaciśniętym kroczu, to Królowa odsyłała delikwenta. I tak dzięki dobrze układającej się współpracy wielkiej trójki w królestwie Życie zapanowały harmonia, dobrobyt i spokój.

Krótko mówiąc: jeśli między naszą świadomością i podświadomością pojawia się konflikt, to podświadomość wysyła do świadomości sygnał, używając do tego języka ciała. Wtedy w jakimś miejscu odczuwamy dyskomfort.

Czy to, w którym miejscu odczuwamy ów dyskomfort, ma znaczenie dla zrozumienia przekazu naszej podświadomości?
Każda przestrzeń ciała poprzez swoją funkcję specjalizuje się w dostarczaniu świadomości pewnego rodzaju doznań i emocji. (Szczegółowo mówiliśmy o tym w poprzednich wywiadach). Miednica specjalizuje się w dostarczaniu informacji o potrzebach seksualnych i preferencjach dotyczących np. doboru partnerów. Obszar splotu słonecznego i przepony specjalizuje się w motywacji w dążeniu do celu i poziomie niepokoju, frustracji z tym związanych oraz w budowaniu swojej popularności i wpływie wywieranym na innych. Obszar serca dostarcza świadomości informacji o konfliktach emocji i sumienia. Gardło informuje o poziomie wstydu i rozpaczy. Plecy i kręgosłup o przeciążeniach związanych z odpowiedzialnością. Nogi o zagrożeniu poczucia wolności i autonomii. Ręce o motywacji do działania, o bezradności i sprawczości. Bywają jednak duże różnice indywidualne. Każdy ma po części swój własny język ciała.

Na pewnej wymuszonej randce skręciłam nogę i ona boli mnie w podobnych sytuacjach od wielu lat.
To właśnie przykład mechanizmu różnicowania i indywidualizowania języka ciała. Gdy w jakiejś przestrzeni ciała nastąpi doświadczenie silnego bólu, zranienia, traumy, to ponowne zranienie przypomina cały kontekst sytuacji pierwotnego zranienia, a to powoduje podobne do pierwotnych objawy. Na tej samej zasadzie u różnych osób w różnych miejscach ciała może się pojawiać informacja o zamiecionym pod dywan podświadomości konflikcie wewnętrznym.

A kiedy serce łomocze?
Gdy serce łomocze, to zazwyczaj chodzi o zagrożenie i związaną z nim mobilizację organizmu. Może być też tak, że walczą w umyśle dwie konkurencyjne interpretacje sytuacji, w jakiej się znajdujesz, np. „jest fajnie – zostaję” i „jest okropnie – uciekam”. Konflikt sprawia, że serce łomocze. Postępujemy ze sobą tak, jakbyśmy jednocześnie dodawali w samochodzie gazu i wciskali hamulec.

To co w takiej sytuacji robić?
Zarejestrować, co się dzieje. Na przykład: „Podczas rozmowy z tym facetem dziwnie wali mi serce. O co chodzi?”. Ciało, oczywiście, nie odpowie, ono tylko nada sygnał, że coś jest nie tak, że jest jakiś konflikt, że dzieje się coś, z czego sobie nie zdajemy sprawy. To doinformowany umysł musi rozstrzygnąć: czy ten mężczyzna budzi lęk, czy pożądanie. Dobrą metodą jest dokonanie wyobrażeniowej próby obu sytuacji. I ta, w której będzie więcej energii i przekonania, to trafna odpowiedź na pytanie: o co chodzi?

Co mogłoby to jeszcze być? Te dwie interpretacje kołaczącego serca wydają się jedyne.
Serce może walić także z powodu konfliktu sumienia związanego z tym mężczyzną, z tą sytuacją. Może coś przed nim ukrywasz? Albo boisz się, że on coś ukrywa? Wiele różnych sytuacji uzasadnia bicie serca. Jeśli mamy zdolność do głębokiej i szczerej autoanalizy, to sami sobie poradzimy. W przeciwnym razie warto pójść do pracującego z ciałem psychoterapeuty. Bo łatwo tu się pomylić.

Jak można się pomylić?
Jeśli w sytuacji niemającej nic wspólnego z erotyką czy z seksem odczuwamy nagle silne podniecenie, to wcale nie znaczy, że chodzi o seks. Skojarzenie może być odległe i zapośredniczone. Gdy młoda dziewczyna doświadczała zakazanych i wypieranych ze świadomości pragnień seksualnych związanych z nieuwodzącym, opiekuńczym ojcem, to gdy w dorosłym życiu spotka mężczyznę, który podobnie jak ojciec opiekuńczo i ciepło zachowa się wobec niej, może odczuć niezrozumiałe dla niej podniecenie. Czyli kontekst sytuacyjny sprawi, że uruchomią się stare wypierane uczucia i pragnienia. Ciało reaguje zgodnie z tym, co twój podświadomy umysł pamięta.

To, co mówisz, świadczy o tym, że terapia zorientowana na ciało, o której w tym roku opowiadałeś, najtrafniej pozwala poznać siebie.
Niestety, jeszcze niewielu ludzi rozumie i praktykuje psychoterapię, używając ciała jako medium. Nikt nas tego nie uczy, więc nie ma tego w naszej kulturze. I jak coś się dzieje z ciałem, to idziemy do lekarza, a ten daje nam lekarstwo, po którym niepokojący objaw mija. Ale z punktu widzenia psychologii ciała objaw jest po to, aby skłonić świadomość do poszukiwania prawdziwych przyczyn. Bo zgodnie z tą koncepcją choroba jest spowodowana konfliktem lub traumą na poziomie emocji i umysłu. Aby naprawdę wyzdrowieć, trzeba znaleźć ten konflikt i go rozwiązać. Jeśli skoncentrujemy się na likwidacji objawu – zgubimy trop.

Jakie inne stany umysłu mogą jeszcze szkodzić ciału?
Podstawowy konflikt, który większość z nas przeżywa nieświadomie, to konflikt między tzw. małym umysłem, czyli ego, i dużym umysłem, czyli duchem. Konflikt ten bywa brzemienny w skutki, ale jest przez nas nieuświadamiany, ponieważ ego tak się panoszy, że przykrywa ducha. Doświadczamy wtedy jakichś uporczywych, ale niespecyficznych i trudnych do odczytania objawów na poziomie ciała, których lekarze nie są w stanie powiązać z zaburzeniem jego funkcji czy struktury. Czasami takie objawy nazywamy chorobą duszy.

Czyli ciało nie ma swojej mądrości, nie kombinuje po swojemu?
Nawet nie możemy być pewni, że sfera instynktów pozostaje w pełni niezależna od treści świadomości i podświadomości. Doświadczenia psychoterapeutów ciała, a także hipnotyzerów, mistyków, a ostatnio fizyków kwantowych świadczą raczej o tym, że ciało i umysł nie są odrębnymi bytami, które pozostają ze sobą w jakiejś częściowej i niejasnej relacji, lecz podobnie jak energia i materia – dwoma sposobami przejawiania się tego samego. Z tego punktu widzenia zarówno materializm uznający, że świadomość i duch są funkcjami wysoko zorganizowanej materii, jak i spirytualizm, uznający materię za emanację świadomości lub ducha, są w błędzie. Nie ma podstaw do traktowania ciała jako niezależnej od umysłu przestrzeni, gdzie tylko biologiczne i chemiczne oddziaływania mają sens. Patrzmy więc na ciało i umysł jak na dwie strony tego samego medalu. Wprawdzie jeszcze nie wiemy, z czego zrobiony jest ten medal, ale dla naszych rozważań nie ma to takiego znaczenia. Zajmiemy się tym w następnym cyklu.

Skoro ciało i umysł to dwie strony medalu, to jaki stan umysłu najbardziej szkodzi ciału
? Gdy mały umysł ego zaczyna walczyć z ciałem albo je ignoruje i nadużywa. Podejmuje skrajne decyzje, takie jak na przykład: „seks jest najważniejszy” albo „żadnego seksu”, albo „będę palić, pić i objadać się”, albo „ będę jeść ziarnko ryżu dziennie”. Tego typu decyzje to aberracje niepoukładanego ego, które nie może znaleźć ani umiaru, ani kontaktu z ciałem. W rezultacie ciało nadużywane w służbie ego prędzej czy później zachoruje, aby przywołać ego do porządku. Ciału więc pomaga temperowanie ego. Czyli psychoterapia, psychologiczna praca z ciałem, medytacja i inne zaawansowane praktyki duchowe. Ego jest fałszywym królem, więc im mniej ego, tym lepiej dla ciała. Im mniej ego, tym więcej ducha, a z duchem ciało nie ma kłopotu, bo duch widzi rzeczy takimi, jakimi są, i od niczego się nie oddziela. Nie ma więc żadnych konfliktów ani napięć. Wtedy ciało może wreszcie odpocząć od szalonego jeźdźca uzurpatora i realizować swój potencjał w spokoju.

Uważa się, że potrzeby ciała przeszkadzają w rozwoju duchowym, i to umysł musi je tonować.
Ciało jest w naszej kulturze ofiarą ego, które przypisuje mu własne aberracje. Król uzurpator o imieniu Ego, aby ukryć swoją niekompetencję i szaleństwo, znalazł w ciele kozła ofiarnego. Wygodnie jest sądzić, że to nie ja, tylko moje nieme ciało jest siedliskiem zła, zwierzęcych, nieokiełznanych popędów i agresji oraz wynaturzonej seksualności. Ale w istocie to ego wynaturza naturalne potrzeby ciała.

Św. Paweł mówił o ościeniu, z którym żył, zapewne to metafora pożądania, ale też dodawał, że to miejsce siły i spotkania z Bogiem, czyli rozwoju duchowego.
To wszytko prawda, tylko ja bym tego ościenia nie umieszczał w Bogu ducha winnym ciele.

No dobrze. To pójdziemy w stronę duchowości również po to, aby nasze ciała mogły wreszcie odpocząć.
I zachować zdrowie.

  1. Psychologia

Świat jest lustrem - nauczyć się w nie patrzeć

Wszystko, co dociera do nas z zewnątrz, to lustro, metafora naszego wewnętrznego świata. Trzeba tylko uważnie patrzeć i nauczyć się ją odczytywać. (Fot. Getty Images)
Wszystko, co dociera do nas z zewnątrz, to lustro, metafora naszego wewnętrznego świata. Trzeba tylko uważnie patrzeć i nauczyć się ją odczytywać. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wszystko, co dociera do nas z zewnątrz, to lustro, metafora naszego wewnętrznego świata. Trzeba tylko uważnie patrzeć i nauczyć się ją odczytywać. W ten sposób można nawiązać kontakt z tym, co zepchnięte w cień, poszerzyć swoje pole widzenia i rozumienia świata.

Świat jest lustrem. To jedno z tych zdań na temat rzeczywistości na tyle wyświechtanych, że nawet nie zastanawiamy się nad ich głębią. Doświadczam, jak ważnym zasobem jest ta świadomość i korzystanie z niej na co dzień. Odszukiwanie znaczeń w rzeczywistości stało się moją pasją, sposobem na nawigowanie w życiu. Wy stworzyliście metodę pracy coachingowej, która opiera się na tym założeniu. Yaron Golan:
Uświadomienie sobie tego, że w otaczającym nas świecie widzimy przede wszystkim to, co mamy w sobie, było dla nas przełomowym momentem. Oboje jesteśmy trenerami, w sposób naturalny zaczęliśmy wykorzystywać w coachingu opowiadania, zdjęcia, symbole. Zafascynowało nas, jak głęboko i skutecznie można dzięki nim pracować. A że kochamy gry, stworzyliśmy narzędzie – The Coaching Game – które wykorzystuje twórczo właśnie te elementy.

Efrat Shani:
Obraz, słowo i opowieść to trzy podstawowe składniki świata, jaki znamy. To, co nas otacza, dociera do nas głównie za pośrednictwem oczu i uszu.

A co z innymi zmysłami? E.S.:
Raczej dopełniają przekaz wizualny. W naszej kulturze najważniejszym kanałem kontaktu jest wzrok, a potem słuch.

Y.G.:
Wszystko, co widzimy i słyszymy, odbieramy na dwóch poziomach: indywidualnym oraz uniwersalnym. Obrazy, symbole i historie sięgają nie tylko do zasobów naszej pamięci jako jednostki, ale też do wspólnej „biblioteki” ludzkości, którą Jung nazywa nieświadomością zbiorową. Dlatego praca z obrazami i symbolami bywa tak głęboka. Nawet nie uświadamiamy sobie, jak bardzo zmienia nas coś, co widzimy, do jakiego miejsca w nas dociera przekaz jakiejś sceny czy obrazu. W dużym stopniu żyjemy życiem nieuświadomionym, które przemawia do nas poprzez sny, obrazy, baśnie, symbole. Czasem jedyny sposób, by dotrzeć do tych zapisów, to użyć języka, w jakim się zapisały. Można powiedzieć, że ludzka pamięć jest rodzajem albumu ze zdjęciami, które przechowujemy w folderach. Niektóre z różnych powodów trafiają do folderu z napisem „zakaz dostępu”. Nie pamiętamy ich, co nie znaczy, że znikają.

E.S.:
Te schowane przed światem i sobą obrazy bywają źródłem złego samopoczucia, napięcia, trudności, stłumionych emocji. Sporo energii życiowej zużywamy, by trzymać je w zamknięciu. Dlatego im więcej obszarów siebie wyjmujemy z tego zakazanego albumu, tym łatwiej nam się żyje, mamy więcej energii do dyspozycji, mniej nas blokuje. Najbardziej ograniczają nas nasze własne zamrożone uczucia i historie, z którymi nie chcemy się spotkać.

Praca z obrazem potrafi ten dostęp otworzyć? E.S.:
To, co widzimy, potrafi wywołać tamten schowany obraz na zasadzie skojarzeń. Jest jak lustro. Potrafi też dotrzeć bezpośrednio do poziomu emocjonalnego, głębokiego, omijając inne poziomy. Wiele razy widziałem podczas sesji, jak ktoś wyciąga kartę, patrzy na zdjęcie i zaczyna płakać. Nagle. Jakby ktoś odkręcił kurek. To momenty, w których rozszerza się pole widzenia. Zaczynamy widzieć coś, co próbowaliśmy ukryć sami przed sobą i przed innymi. A więc jakiś obszar się uzdrawia, napięcie opada. To wielka ulga. Podobnie jedno usłyszane zdanie lub słowo potrafi czasem podpowiedzieć rozwiązanie, którego nie chcieliśmy dopuścić do świadomości z lęku przed konsekwencjami. Uświadamiamy sobie, że coś nas ograniczało, na przykład nie pozwalało nam zrobić ważnego kroku.

Kiedy wydarza się coś trudnego, przerażającego, dziecko zasłania oczy. Nie chce patrzeć na to, co okropne. Y.G.:
Świetna metafora dla tego stanu. A więc coś w nas, jakaś część nas zamyka oczy, nie chce czegoś widzieć. I tak żyjemy. Aż pojawi się coś, co pomoże nam te oczy otworzyć.

E.S.:
Po angielsku to see oznacza jednocześnie „widzieć i rozumieć”. Język odzwierciedla to połączenie. Zobaczyć coś naprawdę, to znaczy zrozumieć, uświadomić sobie tego istotę. Siła obrazu jest wielka. W tym sensie mówimy, że świat jest dla nas lustrem. Wszystko wokół to przecież ruchome „zdjęcia”. Nie trzeba specjalnych narzędzi. Wystarczy się rozejrzeć i zobaczyć, co nas otacza. Nasza psychika dąży do zdrowia, więc wyłapuje w naszym otoczeniu obrazy, które są metaforą tego, z czym mamy trudność. W ten sposób świat podstawia nam lustro: pokazując kolejne historie, w których ta sytuacja się odbija. Niektórzy mówią, że specjalnie przyciągamy takie sytuacje, w których nasze chore mechanizmy i przekonania mają szansę się pokazać, żebyśmy mogli wreszcie zobaczyć, że tak działamy, i podjąć decyzję o zmianie. Na przykład mamy problem z granicami, nie umiemy odmawiać, więc nieświadomie będziemy się ciągle wmanewrowywać w sytuacje, czyli obrazy, w których powinniśmy odmówić, ale nie umiemy. I cierpimy z tego powodu. Tak długo, aż wreszcie dotrze do nas, że to my powinniśmy coś tu zmienić. Na tym polega uzdrowienie, że widzimy nagą prawdę tej sytuacji, naszą rolę w tym, co się dzieje. A następnie bierzemy odpowiedzialność za nasze reakcje, wybory.

Y.G.:
Gdy zaczynamy zauważać, że wszystko, co widzimy wokół, to wskazówki, zaczynamy też żyć bardziej świadomie. W jakimś sensie budzimy się. Wtedy każda rzecz, zdjęcie, film, nawet reklamowy billboard na ulicy przestają być tylko tą rzeczą samą w sobie. To potencjalna ścieżka dostępu do nas samych. Idąc nią, przestajemy obarczać odpowiedzialnością innych, być ofiarą sytuacji. Kolejny raz trafiam na kogoś, kto mnie nie szanuje? Zamiast się skarżyć, pytam się siebie: „Czy ja szanuję samego siebie? Czy ja szanuję innych?”. Pewnie odkryję, że coś w tej sprawie mam do zrobienia na własnym polu. Dlatego mi się znowu powtarza ta sytuacja! Co mogę zrobić, by się więcej nie powtarzała? Takie podejście daje poczucie siły, wpływu.

Gdy zobaczyłam waszą grę, skojarzyła mi się z... tarotem. Choć na tych kartach są współczesne zdjęcia. Ale pomysł wybierania karty, która naprowadza odpowiedź, przypomina wróżenie. E.S.:
Zgadza się. Fascynuje mnie obraz i symbol jako klucz do podświadomości. I choć współcześnie upowszechnił ją Jung, nie jest to wiedza nowa. Wykorzystywana jest w wielu kulturach i naukach ezoterycznych od tysiącleci. Zasada działania kart tarota jest podobna: obraz, który widzimy, potrafi wydobyć z podświadomości skojarzenia, do których inaczej nie mamy dostępu. To może brzmieć jak magia, ale taka jest po prostu właściwość naszego umysłu. Wspomnienia, myśli to są obrazy. I tyle.

Ja mam poczucie, że moje myśli są słowami, zdaniami... E.S.:
Bywają, to prawda. Albo inaczej: czasem do warstwy słownej mamy lepszy dostęp. Ale nawet te myśli zdania tworzą obrazy albo stany emocjonalne, które łatwo się na nie przekładają. Słowa, dźwięki, zapachy wywołują w nas wspomnienia, czyli obrazy. To, co się wydarzyło, historia– to kolejne obrazy.

Y.G.:
Słowo to język lewopółkulowy. Czyli porządek, logika, zasady, kategorie, przekonania, kontrola. Lewa półkula dominuje w naszej kulturze, a więc dla wielu ludzi łatwiejsza i bardziej naturalna jest ścieżka słów. Język jest rodzajem tłumacza rzeczywistości i prawej półkuli. Bo prawa półkula to emocje. A jej językiem są obrazy właśnie.

E.S.:
Ciekawa jest dynamika powstająca dzięki łączeniu obrazu i słów. Ponieważ obrazy przemawiają do prawej półkuli, a słowa do lewej, ich zestawienie tworzy nowe jakości. Na tym polega kreatywność. Proces twórczy to połączenie pracy obu półkul, znajdowanie nowych znaczeń. A więc świadoma zabawa z tym poziomem otwiera w nas obszar kreatywności. Niezbędny, jeśli chcemy żyć pełnią życia.

Mówicie, że historia to obrazy. Przyznaję, że opowieść to moja ulubiona forma lustra dla świata wewnętrznego. Y.G.:
Moja też. Czym innym są baśnie? Biblia jest tak napisana. Jezus nauczał przez przypowieści, w których słuchacze mogli przejrzeć się jak w lustrze. Czym innym są dzisiejsze filmy? Opowiadają wymyśloną historię, w której widz odnajduje siebie, identyfikując się z bohaterem. I przez to może coś zrozumieć, coś sobie uświadomić albo coś przeżyć.

Albo przynajmniej pozwala zadać sobie razem z bohaterem jakieś ważne pytania. Dziś pracując z wami, wylosowałam zdjęcie z narysowaną na murze dziewczynką, która skacze na skakance. Obok widać kawałek okna za kratami. Podpis: kreatywność. Pytanie, które zadaliście, było proste: Czego teraz potrzebuję w moim życiu? Ta karta natychmiast uświadomiła mi, że brakuje mi zabawy, lekkości. Oraz to, że tylko ode mnie zależy, czy moja kreatywność jest wypuszczona na wolność. Poczułam, że ostatnio raczej wciskałam sama siebie za te kraty. A moja wewnętrzna dziewczynka potrzebuje więcej wolności. Cała praca i uświadomienie sobie tego zajęło mi może z minutę...

Y.G.:
Jak to szybko działa, prawda? Mnie fascynuje też to, jak różnymi drogami idą ludzkie skojarzenia. Są osoby, które wyciągając tę samą kartę, nie zwracają uwagi na okno i kraty. Niektórzy skupiają się na tym, że mur, na którym narysowano dziewczynkę, jest obdrapany. Ale pani wewnętrzna sytuacja, poczucie samoograniczenia znalazło odbicie w tym oknie z kratami, które wybiło się na plan pierwszy.

E.S.:
Kolejna rzecz, która przekonuje mnie do pracy z obrazami, historiami czy symbolami jako lustrem: dają dystans. Czasem emocje związane z jakimś tematem lub pytaniem są zbyt silne, nie chcemy się przyznać, że coś czujemy, z czymś sobie nie radzimy. Ale można mówić o obrazie, o bohaterze – co przeżywa, co mógłby zrobić. Mówimy o zdjęciu albo o historii, ale tak naprawdę – o sobie. Przecież wszystko pochodzi z naszego świata wewnętrznego. To są nasze poglądy, przemyślenia, emocje. Koncepcje, spostrzeżenia, skojarzenia. Wszystko, co widzimy, jest w nas. To metafora naszego wewnętrznego świata.

Tak można pracować z dziećmi. Kiedy mój syn był mały, trudno mu było mówić o swoich przeżyciach. Więc wieczorami opowiadaliśmy bajkę o chłopcu, który był jego alter ego. Mój synek opowiadał, co się temu chłopcu wydarzyło, jak mu minął dzień. Mógł mówić o sobie, ale w trzeciej osobie, niejako z dystansu. Y.G.:
Dorośli też często chowają się za cudzą historią. Tak się dzieje, kiedy uznają jakiś temat za trudny albo wstydliwy. Mówią: „Mój przyjaciel ma taki a taki problem, co robić?”. To pozwala przerobić jakiś własny próg, dostać pomoc.

E.S.:
Chcę powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Obraz to język, którym zaczęliśmy mówić świadomie dopiero niedawno. W każdym razie na tak masową skalę. Dziś to dominujący sposób komunikacji. Bombardują nas obrazy, przekazujemy sobie wiadomości poprzez zdjęcia, wysyłamy MMS-y. To język, który się teraz rozwija. Jesteśmy tego świadkami.

Y.G.:
Choćby taka prosta rzecz: zdjęcia, które umieszczamy na Facebooku jako swoje wizytówki, czyli zdjęcia profilowe. Niektórzy mają fotografie z dziećmi, inni w kostiumie kąpielowym albo chowają się za abstrakcyjnym rysunkiem. To komunikaty. Mówią, kim jesteśmy na głębszym poziomie.

Albo i nie. Na warsztatach robiliśmy kiedyś ćwiczenie: jeden z mężczyzn usiadł na krześle przed nami, a my mieliśmy napisać o nim kilka zdań. Jaki jest, kim jest, gdzie mieszka, co robi itp. Ciekawe było, że każdy miał coś do powiedzenia na jego temat, choć go nie znaliśmy. I to, że nasze wyobrażenia były zupełnie różne: od drwala, ojca gromadki dzieci, po geja w mieście, który rzeźbi w drewnie... Y.G.:
Coś z tego było prawdą?

Naprawdę rzeźbi w drewnie. Coś tam jednak prawdziwego zobaczyliśmy. Przeczytałam kiedyś ważne zdanie: To, co widzimy w kimś, może być prawdą o tej osobie. Ale nie musi. Natomiast zawsze jest prawdą o tobie. E.S.:
Nie zobaczymy w nikim tego, czego nie ma w jakimś sensie w nas samych. To, co dla nas w danym momencie jest ważne, wysuwa się na plan pierwszy i to zauważamy, na to przede wszystkim zwracamy uwagę. Nasz umysł podsuwa nam potwierdzające sygnały. Jakbyśmy mieli założony filtr, który przeczesuje rzeczywistość w poszukiwaniu pasujących obiektów. Fakt pozostaje faktem: wyraźnie przechodzimy jako ludzkość z fazy języka mówionego do fazy języka obrazowego. Dlatego warto się uczyć z niego korzystać. To wielki zasób. Myślę, że nie zdajemy sobie jeszcze w pełni sprawy z jego mocy, możliwości. Dopiero je badamy, odkrywamy. A nasz świat przez to się zmienia. Nasz umysł się zmienia. Kto wie, dokąd nas to zaprowadzi.

  1. Styl Życia

Sztuka afirmacji, czyli dialog z podświadomością. Jak afirmować na co dzień, by przynosiło to rezultaty?

Do zapisywania afirmacji  przyda się specjalny zeszyt - to znakomita zachęta do codziennej praktyki. (Fot. iStock)
Do zapisywania afirmacji przyda się specjalny zeszyt - to znakomita zachęta do codziennej praktyki. (Fot. iStock)
Jak przejść przez czas odosobnienia i kwarantanny i zachować dobrą kondycję psychiczną? - Jako psychoterapeutka szczególnie polecam pisanie afirmacji. Trzeba pisać same afirmacje, ale i nasze reakcje na nie. Dopiero wtedy następuje zmiana myśli - radzi Katarzyna Miller. Spróbujmy więc rozmowy z naszą podświadomością!

Jak przejść przez czas odosobnienia i kwarantanny i zachować dobrą kondycję psychiczną? - Jako psychoterapeutka szczególnie polecam pisanie afirmacji. Trzeba pisać same afirmacje, ale i nasze reakcje na nie. Dopiero wtedy następuje zmiana myśli - radzi Katarzyna Miller. Spróbujmy więc rozmowy z naszą podświadomością, odkrywając prawdziwą moc afirmacji!

Afirmacja (z łac. afirmatio – potwierdzenie) oznacza wyrażenie zgody, uznanie czegoś za fakt, prawdę. To, co nasza podświadomość ocenia jako prawdziwe, staje się naszą rzeczywistością. Jeśli przyjęliśmy, że duże pieniądze nie dają szczęścia, trudno, byśmy stali się ich szczęśliwymi posiadaczami (choć nieszczęśliwymi i owszem). Podświadomość przechowuje mnóstwo takich programów – stworzonych na podstawie obiegowych opinii, komunikatu wygłoszonego (nawet jednorazowo) przez ważną dla nas osobę czy pod wpływem brzemiennej w skutki sytuacji.

Zadaniem tych programów (wzorców) jest dbać o nasze bezpieczeństwo – w pewnym sensie tworzą nam mapę świata, dzięki czemu łatwiej możemy poruszać się w terenie. Z tym, że w miarę jak się rozwijamy, taka mapa może się okazać nieaktualna. Informacje zakodowane w dzieciństwie, np. „nieposłuszeństwo i sprzeciw są karane” czy „jeśli wszystko zjem, dostanę nagrodę”, w pewnym momencie nie chronią, ale ograniczają. Wtedy warto przekonać podświadomość, by zastąpiła je nowymi.

Posługując się afirmacjami, uczymy podświadomy umysł nowych sposobów myślenia, wyobrażeń na temat nas samych i świata, korzystniejszych dla siebie zasad gry. Tak długo, aż je zaakceptujemy i zaczniemy wcielać w życie.

Najlepszą techniką afirmacji jest zapisywanie ich na kartce.
Należy je pisać codziennie, przez co najmniej 21 dni (gdybyśmy z jakichś powodów wypadli z rytmu, za każdy opuszczony dzień dokładamy kolejne trzy). Dobrze jest wrócić po jakimś czasie do „przepracowanych” już treści, by je odświeżyć i utrwalić – to klucz do skutecznej afirmacji..

Zasady prawidłowych afirmacji

Afirmacja to pozytywne zdanie dotyczące nas samych: poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa, celów życiowych, związków, finansów, emocji, zdrowia, wyglądu, czyli wszystkiego, co uważamy za ważne i co chcielibyśmy zmienić. Aby je sformułować tak, by podświadomość przerobiła je na nowy, efektywny program, trzeba znać kilka ważnych zasad wpływających na moc afirmacji:

1. Wszystkie stwierdzenia (o wyjątkach dalej) formułuj w czasie teraźniejszym. Jeśli zasugerujesz podświadomości: „Będę dbał o swoje zdrowie”, będzie to oznaczało dla niej bliżej nieokreśloną przyszłość – podświadomość nie zna pojęcia czasu, dla niej wszystko dzieje się tu i teraz.

2. Zrezygnuj ze słów: „chcę”, „pragnę”, „potrzebuję”. Posługując się nimi przekonujesz podświadomość o swoich pragnieniach, a przecież nie o to chodzi w skutecznej afirmacji, by trwać uparcie w chceniu czy dążeniu, utrwalać w sobie stan niespełnienia, ale by urzeczywistnić konkretne cele: być zdrowym, bogatym, mieć satysfakcjonującą pracę, szczęśliwy dom.

3. Pomijaj słowo „nie”. Prawdopodobnie podświadomość w ogóle je omija. Zresztą skoro masz się przeprogramować na pozytywne myślenie po co przywoływać to, co nas trapi i ogranicza? Zamiast: „Nie denerwuję się”, pisz (mów) afirmację uwalniające: „Zawsze zachowuję spokój”.

4. Treść skutecznej afirmacji musi zostać najpierw zaakceptowana – nie dogadamy się z podświadomością, faszerując ją kłamstwami. Wmawianie sobie zdrowia podczas choroby nie przyniesie rezultatów. Ale możesz afirmować, że czujesz się coraz lepiej. Trudno też utrzymywać: „Mam oszczędności na koncie”, jeśli akurat odnotowałaś debet. Ale możesz zadecydować: „Otwieram się na lepsze zarządzanie domowym budżetem”. Ważne jest, przy tym, jak podświadomość rozumie pewne kluczowe pojęcia.

5. Na podświadomość mocno działa słowo pisane, dlatego dobrze jest pracować z afirmacjami na piśmie.

Przyda się specjalny zeszyt - to znakomita zachęta do codziennej praktyki.

I jeszcze dwie bardzo istotne kwestie: w afirmacjach używamy własnego imienia, a każde zdanie zapisujemy w trzech osobach (co najmniej pięć powtórzeń dla każdej).

Ja, Marta, jestem chciana i kochana (x 5). Ty, Marta, jesteś chciana i kochana (x 5). Ona, Marta, jest chciana i kochana (x 5).

Chodzi o to, że często przyswajaliśmy negatywne opinie na własny temat wygłaszane przez innych („Jesteś...”, „Marta jest...”). Pracujemy nad tym, by przeprogramować je na wszystkich możliwych poziomach.

 

Porozmawiaj ze swoją podświadomością, wykorzystując moc afirmacji

Pisanie afirmacji nie jest zwykłym, mechanicznym odrabianiem pracy domowej, to prawdziwy dialog z podświadomością. Nowe, pozytywne treści siłą rzeczy natrafiają w niej na stare, mocno zakorzenione programy. To powoduje zwarcie, konflikt – podświadomy umysł zna inną „prawdę”, broni swoich „racji”.

Może się więc zdarzyć, że będziemy afirmować pracę, zarobki albo udany związek, a podświadomość zareaguje sprzeciwem: jesteś na to za głupi, za brzydki... Nie ignoruj takich sygnałów – to jak zamiatanie śmieci pod dywan. Każdy sprzeciw, opór to informacje o tym, co przeszkadza nam w osiągnięciu celu.

Co z takim negatywnym wzorcem zrobić? Rozwiązaniem jest tzw. kolumna reakcji – margines po prawej stronie, na którym zapisujemy wszystkie sabotujące zmianę przekonania. To podpowiedź, z czym trzeba jeszcze popracować, innymi słowy – materiał do kolejnych afirmacji uwalniających, np.: „Jestem dość inteligentny, by mieć przyjemną, spełniającą moje ambicje, dobrze płatną pracę”, „Jestem wystarczająco atrakcyjny, by być w zdrowym, w pełni satysfakcjonującym związku...”.

Bardzo dobrym sposobem na dokopanie się do negatywnych programów jest regresing – sesje oddechowe pozwalające cofnąć się do źródła niekorzystnego zapisu i pozbycie się go – w to miejsce łatwiej będzie wprowadzić nowy. Na szczęście nawet najbardziej destrukcyjne wzorce można zastąpić pozytywnymi.

Afirmacje - od czego zacząć? Jak afirmować?

Przede wszystkim nazwijmy problem, z którym się borykamy, ustalmy, co chcielibyśmy zmienić. Potem skupmy się na tym, co jest przeciwieństwem tego stanu rzeczy, co da nam satysfakcję i spełnienie w danej dziedzinie życia. Bardzo ważne jest więc wytyczenie sobie konkretnego celu. Jeśli jest nim szczupła sylwetka, nie ma potrzeby afirmować, że jemy o połowę mniej albo zdobywamy pieniądze potrzebne na kurację odchudzającą. Może się przecież okazać, że diety i zabiegi nie poskutkują albo że pieniądze, które do nas przyjdą, wydamy na inne cele. Świat dysponuje nieograniczoną liczbą rozwiązań dla każdej sytuacji. Zaufajmy, że afirmując, np.: „Z każdym dniem jestem szczuplejsza, aż do osiągnięcia najwłaściwszej dla mnie wagi”, znajdziemy najkorzystniejszy sposób pozbycia się zbędnych kilogramów.
Tekst skutecznej afirmacji powinien być prosty, krótki, jednoznaczny i jak najbardziej nasz. Chodzi o to, by słowa przemawiały do naszego wnętrza, działały na nas, żeby je poczuć.
Przyjmuje się, że lepiej jest unikać wszelkich negatywnych określeń, czasem jednak – gdy zmagamy się z wyjątkowo trudnym problemem – warto odwołać się do afirmacji uwalniających, np.: „Ja, Andrzej, uwalniam się od nałogu palenia...”. To dobry sposób na to, by na przykład pożegnać się ze szkodliwymi nawykami. Ale bardzo ważne jest, by pokazać podświadomości, że nic nie traci w związku z tą rezygnacją, zaproponować jej w zamian coś atrakcyjnego. W tym celu dodajemy formułę „na rzecz...” (ufności i lekkości, doskonałego zdrowia, wolności, świeżego oddechu) albo afirmację uzupełniającą (np. „Ja, Andrzej, żyję na luzie, płynę z nurtem”, „Ja, Andrzej, wybieram doskonałe zdrowie” itp.).

Do afirmacji uwalniających można też zaliczyć te wybaczające. Wszelkie urazy – gniew, żal, poczucie krzywdy – blokują życiową energię, sprawiają, że tkwimy w schematach, w starych strukturach. Wybaczając sobie i innym, odblokowujemy ogromne zasoby energetyczne, które możemy spożytkować na poprawę jakości naszego życia. W afirmacjach wybaczających używamy wyjątkowo czasu przeszłego, np.: „Ja, Anna, wybaczam mężowi, że mnie okłamywał”. To ważne – nawet jeśli miałoby się okazać, że sprawca nie zmienił jeszcze swoich zwyczajów. Przy okazji: afirmacje nie są do tego, by zmieniać innych. Nie pisz: „Wszyscy myślą i mówią o mnie, że jestem mądry i piękny” – lepiej popracuj nad poczuciem wartości albo nad przyciąganiem przez afirmacje uwalniające do swojego otoczenia osób, które doceniają inteligencję i atrakcyjność. Nie pisz też: „Mój szef Tadeusz lubi mnie i chwali”. Raczej: „Pracuję w idealnych dla siebie warunkach, z idealnymi dla mnie ludźmi”. Może się okazać, że naszym szefem będzie ktoś o innym imieniu. Albo nawet że sami obejmiemy kierownicze stanowisko.

Myśl, słowo, czyn

Czasem rezultaty pracy pojawiają się bardzo szybko, innym razem na działanie mocy afirmacji trzeba poczekać. Na pewno nie należy się zniechęcać skutkami ubocznymi. Podświadomość będzie się buntować przeciwko zmianom, być może podsuwając jako argumenty nieprzyjemne obrazy z przeszłości, wyparte wspomnienia, a nawet przyciągając różne przeszkody. Potrzebne będą ufność i determinacja, świadomość, że tak właśnie przebiega proces oczyszczania. Przyda się też – jak w każdej długoterminowej pracy – cierpliwość, łagodność, wyrozumiałość dla samego siebie. Podczas pisania skutecznych afirmacji niewskazany jest pośpiech – dobrze jest dać sobie więcej czasu, żeby skupić się na treści, poczuć ją, być w bliskim kontakcie ze sobą. Sprzyja temu głęboki oddech, wypowiadanie zdań na głos, wizualizacja celu.

Niektórzy powtarzają afirmacje przy wykonywaniu różnych czynności, inni nagrywają je, a potem odsłuchują, jeszcze inni wypowiadają przed lustrem albo wieszają karteczki z ich treścią w widocznych miejscach w mieszkaniu. Każdy sposób jest dobry, jeśli go polubimy i ocenimy jako skuteczny.

Afirmację możemy uznać za spełnioną, kiedy jej treść przestaje budzić w nas emocje – po prostu staje się naszą prawdą, gotową do urzeczywistnienia. I jeszcze jedno: samym pisaniem afirmacji nie przyciągniemy tego, czego pragniemy. Przygotują one pole do skutecznych działań, co nie znaczy, że obędzie się bez tych ostatnich. Bo – wiadomo – by móc wykorzystać pełną moc afirmacji, za myślą i słowem muszą pójść czyny.

  1. Psychologia

Mapa marzeń – jak stworzyć skuteczna skuteczną droga drogę do celu?

Mapa marzeń jest skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. (fot. iStock)
Mapa marzeń jest skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak dziecinna zabawa, mapa marzeń jest skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. Jak działa? Aktywizując myślenie o naszych celach, otwiera umysł na dostrzeganie szans i chwytanie okazji.

Dziś obchodzimy dzień tworzenia mapy marzeń. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak dziecinna zabawa, jest ona skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. Jak działa mapa marzeń? Kiedy robić i jak przygotować się do jej wykonania? Aktywizując myślenie o naszych celach, otwiera umysł na dostrzeganie szans i chwytanie okazji.

Kiedy kończyłam kilka lat temu szkołę trenerów prowadzoną przez psychologów, ze zdziwieniem przyjęłam instrukcję ćwiczenia, podczas którego mieliśmy przygotować mapę marzeń. Myślałam, że to raczej zadanie dla osób wierzących w czarodziejskie sztuczki zamiast siłę intelektu, a jednak… Ta z pozoru nieracjonalna czynność, z pogranicza parapsychologii i wierzeń ludowych, ma solidne podstawy naukowe – dobrze przygotowana, przemyślana mapa celów i marzeń pozwala wyodrębnić własne marzenia i potraktować je w kategorii celów. Pomaga wyciągnąć z zakamarków myśli to, co naprawdę dla nas ważne. Nazwać to i ukonkretnić. Mapy marzeń działają na zasadzie prostej techniki wizualizacyjnej. Dzięki niej programujemy mózg w taki sposób, by dostrzegać w życiu sprzyjające okoliczności. W myśl zasady: na czym się skupiasz – tego doświadczasz. Mapa marzeń to nic innego, jak sposób na aktywizowanie działań w kierunku własnych pragnień.

Potęga umysłu

Jeśli myślisz, że ci się coś uda – to masz rację. Jeśli myślisz, że się nie uda – też masz rację. Ten znany paradoks potwierdza, że to my (w dużej mierze) jesteśmy kowalami swojego losu i że prawie zawsze (poza sytuacjami losowymi) mamy wybór. To raczej dobra wiadomość, choć może nie dla tych, którzy oczekują, że okoliczności zewnętrzne – jakaś siła wyższa, Bóg czy też łut szczęścia – zadecydują za nich.

– Mapa marzeń jest niczym innym jak umową z losem – twierdzi Beata Markowska, trenerka rozwoju osobistego. – To zamówienie do naszej podświadomości napisane w jej języku, czyli w języku obrazów i emocji. Z kolei dla naszego umysłu racjonalnego mapa marzeń przedstawia się jako niegroźna, czasem infantylna zabawa z obrazkami. Niech i tak będzie. Grunt, że działa.

Mapa marzeń – kiedy najlepiej ją wykonać? Można to zrobić w każdym momencie życia, choć znawcy tematu twierdzą, że najlepiej kierować się fazami Księżyca, które mają wpływ na cykl przyrody, przypływy i odpływy mórz i oceanów, ale także na cykl kobiecy. Dla wszelkich początków, a więc także planowania i wyznaczania celów, najlepszy jest nów. To jest najlepszy czas, by usiąść nad kreowaniem swojego świata i wyrażeniem go w postaci mapy marzeń, bo wraz z nowiem każdego następnego dnia księżyca przybywa i wiedzie nas do pełni.

Jak zrobić mapę marzeń? Aktywizacja myślenia przede wszystkim

Mapa marzeń działa nie tylko dlatego, że uświadamiasz sobie, co jest dla ciebie w życiu ważne, na czym ci najbardziej zależy i do czego chcesz dążyć, ale też dlatego, że wieszając ją lub ustawiając w miejscu, na które często spoglądasz, uaktywniasz myślenie o tych celach. Ważne, by mapę marzeń skończyć przed powieszeniem. By niczego już potem nie doklejać, nie mieszać. To, że robi się ją w jeden wieczór, też ma znaczenie – chodzi o maksymalną koncentrację, a nie rozpraszanie uwagi.

– Patrząc na mapę marzeń, karmimy naszą podświadomość tym, czego pragniemy – mówi Beata Markowska. – Można ustawić ją jako tapetę w komputerze lub komórce. Dobrze jest zmieniać co jakiś czas miejsce położenia mapy celów, ponieważ umysł przyzwyczai się do jej obecności i po jakimś czasie zacznie ją ignorować. Po przestawieniu w inny punkt mieszkania zaczną się wyłaniać nowe informacje, mapa marzeń zacznie działać na nowe bodźce. Umysł dostanie świeżą pożywkę.

Mapą marzeń posługują się także psycholodzy kliniczni i psychiatrzy. Doktor Kubler-Ross opisała tę technikę w książce „Życiodajna śmierć”. Jej obserwacje, jak i wiele badań klinicznych potwierdzają nasze nieświadome projekcje, które odzwierciedlają się w każdym ludzkim tworze plastycznym, czy to będzie rysunek, pismo, wycinanka, wydzieranka, czy inne działanie, jak np. właśnie mapy marzeń. Wykonując taką pracę, piszemy swoją opowieść. Zatem wiedząc już, jak zrobić mapę marzeń, która przybliży nas do realizacji założonych celów, pora przystąpić do realizacji – do dzieła!

  1. Psychologia

Potęga podświadomości – jak zmienić swoje życie?

Potęga podświadomości to twoja ukryta moc. Scenariusz, do którego możesz nie mieć dostępu. Po prostu go nie widzisz myśląc i reagując nawykowo. (Fot. iStock)
Potęga podświadomości to twoja ukryta moc. Scenariusz, do którego możesz nie mieć dostępu. Po prostu go nie widzisz myśląc i reagując nawykowo. (Fot. iStock)
Człowiek może wpływać na swoją rzeczywistość, nadawać ton wewnętrznemu głosowi. Tak twierdzą przewodnicy duchowi, chociaż odmiennie nazywają tę moc. Potęga podświadomości to hasło, które stało się przełomowe na drodze rozwoju. Każdy już o nim słyszał, ale nie każdy wie jak praca z podświadomością może wyglądać i jakie przynosić efekty.

Zanim powstanie dom, musi zaistnieć w wyobraźni architekta projekt budynku. Wizja – układ pokoi, kształt dachu, schody i balkony – znajduje potem urzeczywistnienie w świecie realnym. Trudno o bardziej obrazowy dowód na możliwość zmaterializowania ludzkiej myśli. Posługuje się nim Joseph Murphy, autor „Potęgi podświadomości” i propagator nurtu Nowej Myśli, opisując swój program. Murphy twierdzi, że możesz zostać tym, kim chcesz. Możesz zaprogramować swój sukces, szczęśliwsze życie – jeśli nauczysz się „zasiewać” dobre myśli w swojej podświadomości, bo wszystko jest myślą i ideą – a te rodzą się w głowie człowieka, zanim zaistnieją realnie. Deepak Chopra, jeden z najbardziej znanych przedstawicieli nurtu nowej duchowości, dowodzi, że ludzie podejmujący praktyki duchowe mogą zapanować nad odruchami bezwarunkowymi: potrafią myślą ogrzać ciało, zmienić ciśnienie krwi. Dlaczego zatem nie mogliby przejąć kontroli nad swoim życiem? Według Chopry mistrzowskie opanowanie praktyk duchowych skutkuje tym, że człowiek sam pisze scenariusz swojego życia. Potrafi wydobyć się z sieci nawyków i wspomnień. W niepoznanej jeszcze do końca, duchowej przestrzeni tkwią ogromne możliwości. Bowiem ekran rzeczywistości tylko odzwierciedla film, który powstaje w myślach. Jak nimi kierować?

Korzystając z porad powyższych mistrzów, proponujemy następujący zestaw codziennych praktyk:

1. Potęga podświadomości: afirmacja

Założenie: podświadomość przejmuje wyobrażenia zapisane w umyśle. Podobnie jak wpisujesz dane do komputera, możesz wpisywać w podświadomość potrzebne ci komunikaty. Służą do tego afirmacje – czyli powtarzane konsekwentnie zdania, myśli, jeśli kto chce – modlitwy.

Jeżeli twoim marzeniem jest wielka podróż, stwórz odpowiednią afirmację. Może być powtarzanym tekstem w rodzaju: „jestem podróżnikiem i wyruszę w podróż do Japonii”. Możesz afirmację napisać, narysować, umieścić w swojej przestrzeni w widocznym miejscu i codziennie odczytywać. Uwaga – podświadomość nie rozumie zaprzeczeń, nie chwyta wątpliwości, dlatego w afirmacji nie mogą znaleźć się zdania typu: „Nie mam problemu z pieniędzmi” lub: „Kiedyś wyruszę dookoła świata”. Bądź konkretna: masz pieniądze i jesteś podróżnikiem.

Niektórzy porównują podświadomość do góry lodowej: tylko wynurzony fragmencik odzwierciedla twoją świadomość, reszta jest pod wodą. (Fot. iStock)Niektórzy porównują podświadomość do góry lodowej: tylko wynurzony fragmencik odzwierciedla twoją świadomość, reszta jest pod wodą. (Fot. iStock)

2. Potęga wyobraźni: wizualizacja

Założenie: wyobraźnia ludzka to potężna siła. Wykorzystuj ją w dążeniu do swoich celów: uporządkowania ważnych spraw w życiu, realizacji postanowień.

Codziennie wizualizuj sobie to, co chcesz osiągnąć. Jeśli marzy ci się piękny dom, bo dość już masz mieszkania w blokowisku – wyobrażaj go sobie każdego dnia, dokładnie, nawet ze szczegółami takimi jak kolor ścian czy zasłon w oknach. Przechadzaj się po własnym domu i pozwól sobie na marzenie, że już tam mieszkasz. Uwaga! Obdarz swoją wizualizację uczuciem, jakie towarzyszyłoby spełnieniu tego marzenia. Radość, poczucie spokoju, spełnienia, wygody, bezpieczeństwa. Chodzi właśnie o to uczucie – kiedy zagnieździ się w podświadomości – prowadzi do działań wspomagających realizację idei. Niekoniecznie odziedziczysz dom w spadku (chociaż czemu nie?!), ale z pewnością, ku swojemu zaskoczeniu, zaczniesz podejmować decyzje, które będą zbliżać cię wymarzonego celu.

3. Potęga ducha: medytacja

Założenie: Aby otworzyć przestrzeń na dobre zdarzenia i budujące myśli – należy wyciszyć umysł, przegonić z niego stres i lęki. Prowadzi ku temu medytacja.

Ideałem byłoby zaczynać każdy dzień od medytacji, poświęcać jej chociaż pół godziny... ale jeśli to jest niemożliwe, warto łapać nawet chwilę, by wyciszyć umysł, skupić się na punkcie przestrzeni, spróbować nie myśleć. Najtrudniejsze jest to ostatnie: nie myśleć – tak naprawdę udaje się to doświadczonym joginom, zagłębiającym się w swoje wnętrze, zwykłym śmiertelnikom bardzo trudno odgonić natłok wrażeń, planów, analiz.... Nie szkodzi! Pozwól myślom płynąć swobodnie, obserwuj, jak przepływają przez głowę. Powtarzaj wymyślone przez siebie afirmacje lub znajdź mantry, które ci się podobają. Wspomagaj się muzyką: relaksacyjną, poważną lub wschodnimi mantrami. Głęboko oddychaj, skupiona na wybranym punkcie (obraz, płomień, kwiat) lub zamknij oczy i kieruj wzrok na punkt między brwiami. Nawet kilka minut takiej medytacji powoduje, że staniesz się spokojniejsza, otwierasz się na dobre zdarzenia.

Najważniejsza zasada

Ta, która powtarza się we wszystkich systemach religijnych, pojawia się w koncepcjach filozofów i łączy prawa narodów. Jest prosta: życz szczęścia tak sobie, jak i innym ludziom. Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, ciesz się sukcesami innych i oczekuj tej radości od nich. Jeśli w swoich marzeniach będziesz programować dobro innych ludzi – świadomie czy nie – będą cię wspierać. „Nie kłam, nie oszukuj, nie kradnij, nie dogadzaj sobie nadmiernie i nie bądź zbyt skromny” – nauczał Konfucjusz. Nie czyń drugiemu... kochaj bliźniego... niech twój każdy czyn będzie taki, by mógł być prawem ogólnym... – oto mądrość ludowa. Dekalog, Kant – mówią to samo. Zacznij zatem od pochwał swoich najbliższych i prostego, pięknego słowa „dziękuję”.

Afirmacja, wizualizacja, medytacja – na tych zagadnieniach opiera się głównie praca z podświadomością. (fot. iStock) Afirmacja, wizualizacja, medytacja – na tych zagadnieniach opiera się głównie praca z podświadomością. (fot. iStock)

Jak uspokoić myśli? – radzi Maciej Wielobób, nauczyciel jogi i medytacji

1. Koncentracja wzrokowa na przedmiocie: przez 5 minut wpatrujemy się w wybrany przedmiot, a później przez kolejne 5 minut staramy się go zwizualizować, wyobrazić sobie. Takie ćwiczenie – zajmuje tylko 10 minut – polecam powtarzać z tym samym przedmiotem przez minimum tydzień lub dwa, codziennie. Po tym czasie warto zmienić przedmiot koncentracji i wydłużyć czas ćwiczenia na przykład do 10 minut wpatrywania się w przedmiot i 10 minut wizualizowania go.

2. Prosta medytacja. Siadamy z zamkniętymi oczami. Na każdym wdechu powtarzamy w myślach „wdech”, a na każdym wydechu powtarzamy w myślach „wydech”. Co więcej, gdy myślimy „wdech” lub „wydech”, staramy się jednocześnie jak najbardziej świadomie doświadczyć procesu wykonywania wdechu i wydechu. Polecam zacząć od 5 minut i potem ewentualnie stopniowo wydłużać czas.