1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Gdzie się podział wolny czas? – rozmowa z Katarzyną Miller i Wojciechem Eichelbergerem

Gdzie się podział wolny czas? – rozmowa z Katarzyną Miller i Wojciechem Eichelbergerem

Dla mnie czas wolny to czas przeżywany w zwolnionym tempie, uważnie, który daje poczucie kontaktu z człowiekiem, obrazem, dźwiękiem, sobą, jakaś medytacja... Jednak dla większości ludzi czas wolny to czas wolny od pracy, a to o wiele za mało – mówi Wojciech Eichelberger. (Fot. iStock)
Kiedy się spotkamy? W tym miesiącu nie dam już rady. Chciałabym się zapisać na jogę, ale nie mam wolnego popołudnia. Nie wezmę tego zlecenia, bo ledwo się wyrabiam. W tym roku nie pojechałam na urlop, bo byłam zawalona robotą. Padam z nóg, ale nie mam kiedy odpocząć... Brak czasu to mantra i zmora współczesności. Gdzie się podział wolny czas? – rozmowa z Katarzyną Miller i Wojciechem Eichelbergerem.

Proponuję dziś podróż w poszukiwaniu zaginionego czasu.
Katarzyna Miller: Idealny temat dla nas: mamy rozmawiać o wolnym czasie o ósmej wieczorem, po ciężkim dniu pracy.
Wojciech Eichelberger: By poradzić ludziom, jak mają żyć...
K.M.: Coś nas coraz bardziej pogania. Taki smok poganiacz, jak to nazywa moja pacjentka, którego każdy z nas ma w środku. Ciągle się czegoś domaga. Mówi, że coś musimy osiągnąć, mamy być tacy, a nie inni, mieć to czy tamto. Więc coraz więcej pracujemy, by zaspokajać jego ambicje. Coraz więcej jest też atrakcji dostępnych za pieniądze. A my chcemy być spełnieni i w sposób wartościowy spędzać... czas wolny. Skoro mamy go coraz mniej, musi być niezapomniany. Dlatego pędzimy i wszystko wokół pędzi.

Uświadomiłam to sobie po wizycie na Nowej Fundlandii. Tam życie toczy się wolniej, trzy samochody na drodze to już korek. Gdy po miesiącu wylądowałam na lotnisku Heathrow, zobaczyłam jadące chodniki. A na nich biegnących ludzi – to dawało efekt niesamowitej prędkości. Ruchomy chodnik, po którym wszyscy biegną, by gdzieś zdążyć – tak wygląda nasz świat?
K.M.: Świetna metafora. Ruchome chodniki stworzone zostały przecież po to, byśmy mogli zdążyć, idąc. A tymczasem my po nich biegniemy. Przestajemy już nawet zauważać, że wciąż gdzieś pędzimy. Tylko czujemy się coraz bardziej zmęczeni i coraz mniej się cieszymy z czegokolwiek. Nawet z urlopu. Aż zatrzyma nas ciało: przyjdzie depresja, załamanie nerwowe albo tak zwane choroby cywilizacji.
W.E.: Przerażenie mnie ogarnia, kiedy myślę o nowych pokoleniach. Powtarzają jak mantrę: nie mam czasu, a nawet nie wiedzą, za czym tęsknią. Nie sposób się spotkać z człowiekiem, jakąś sensowną rozmowę nawiązać. Liczy się nie jakość, tylko ilość spotkań. Pozór, image, PR. Pamiętam, jeszcze w czasach komuny Teatr Telewizji pokazał sztuki Pintera, które obnażały degrengoladę ludzkich kontaktów na „zgniłym, kapitalistycznym Zachodzie”. Wówczas było to dla mnie niezrozumiałe. Teraz to nasz chleb powszedni.
K.M.: Mamy szczęście, że żyliśmy, kiedy jeszcze było mnóstwo wolnego czasu.
W.E.: Zastanawiam się, co mnie ratuje – bo nie mam poczucia, że jestem zabiegany, choć większość czasu spędzam w pracy. Pewnie dlatego, że w gabinecie terapeutycznym czas się zatrzymuje. Jestem skupiony na konkretnej osobie, toczymy głęboką rozmowę, która często bywa odkrywcza. Nic innego się wówczas nie liczy. Czas spędzony w ten sposób w zestawieniu z tym, co dzieje się w tzw. normalnym świecie, wydaje się nieraz odpoczynkiem.

Co robić, kiedy człowiek pracuje po godzinach świątek i piątek? Praca go nudzi, przychodzi do domu, je późną kolację i pada spać.
W.E
.: Tacy właśnie ludzie trafiają do Instytutu, którym kieruję, by uczyć się, jak w natłoku zadań znaleźć jednak wolną chwilę. To wymaga świadomości i dyscypliny – paradoksalnie bardziej od dyscypliny pracy potrzebujemy dziś dyscypliny wypoczynku. Jeśli puścimy to na żywioł, praca i trud ponad siły nas pochłoną.

Co to jest czas wolny, skoro mówicie, że dzisiejsze pokolenia go nie znają?
W.E
.: Trudne pytanie. Dla mnie czas wolny jest przeciwieństwem czasu szybkiego. Czas przeżywany w zwolnionym tempie, uważnie, który daje poczucie kontaktu z człowiekiem, obrazem, dźwiękiem, sobą, jakaś medytacja... Jednak dla większości ludzi czas wolny to czas wolny od pracy. To o wiele za mało, stąd często poczucie marnowania czasu.

Można zmarnować czas wolny?
W.E
.: Można. Łatwo nam to przychodzi. Jak się uprzemy, potrafimy całe życie przepuścić między palcami. By zwolnić, nie ulec naciskowi większości, trzeba silnej woli, autonomii i nonkonformizmu. Nie jest to łatwe. Nawet gdy daję sobie przyzwolenie, by się „odmóżdżyć”, zresetować i np. czytam gazetę od deski do deski czy oglądam głupi film, mam potem poczucie zmarnowanego czasu.
K.M.: A dla mnie właśnie to jest czas wolny. Nie muszę wreszcie robić rzeczy istotnych, do których się zobowiązałam. Mogę obejrzeć film – nawet głupi. Przeczytać książkę, bo mnie ciekawi – nie dlatego, że mnie wzbogaci czy mam z niej napisać recenzję. Mogę leżeć do góry brzuchem i nic nie robić. Uwielbiam rano siedzieć sobie na kibelku wśród róż, bo mam tapetę w róże – siedzę, budzę się do życia. Opowiadam sobie, co będę robiła. Kiedy poczuję, że warto, ruszam do zajęć. To czas tylko dla mnie. Oczywiście, każdy może mieć go na swój sposób. To może być 10 minut, ale świadomie przeznaczone dla siebie. Regeneruje i daje poczucie osadzenia, zadbania o siebie w tej ciągłej pogoni. Czas wolny to moja wolność.
W.E.: Nie ma zasadniczej różnicy między dłubaniem w nosie czy siedzeniem w toalecie a medytacją, pod warunkiem że robimy to w sposób zaangażowany.
K.M.: Wówczas nie ma mowy o marnowaniu. Jest to, co ma być. Dla mnie zmarnowany czas wolny byłby wtedy, gdybym zmęczona jeszcze się zabrała do „robienia czegoś”, na przykład sprzątania. Albo będąc w lesie, zadręczała się myśleniem typu, co by było, gdyby... Takie nakręcanie się potrafi skutecznie zabić dowolną ilość czasu.
W.E.: Rozmawiałem niedawno ze specjalistą w dziedzinie zarządzania wolnym czasem, który sformułował taką definicję: czas wolny to czas wolny od obowiązku robienia czegokolwiek. Czyli siedzę i nic nie robię.

No i zaczynają się schody. Jak można nic nie robić?
K.M
.: Przerażenie ogarnia. Nie mamy tego wolnego czasu, marzymy o nim, a kiedy przychodzi, boimy się go. Moja pacjentka mówi mi: „Cały tydzień marzę o weekendzie, a kiedy w sobotę się budzę, wpadam w panikę, pierwsza moja myśl to: Co mam teraz robić?”. To ból ludzi przyzwyczajonych do tego, że mają cały tydzień zaplanowany co do minuty. Czują się bezpiecznie jedynie, gdy ów wolny czas zagospodarują ciasno rozrywkami. Skontrolują go. Ale nie wiedzieć czemu, są ciągle przemęczeni i ich dusza woła: a gdzie czas wolny?
W.E.: Gdy żyjemy w pędzie, nasze organizmy są w stanie długotrwałej, silnej mobilizacji. Przychodzi niedziela, a w nas nadal wszystko biegnie, adrenalina niesie, irytuje powolność. Wtedy nie powinniśmy fundować sobie nagłego hamowania, bo to tylko pogorszy sprawę. Trzeba stopniowo zwalniać. Pomagać adrenalinie odparować, zamieniając codzienną harówkę umysłową i nerwową na jakieś działanie fizyczne: taniec, spacer, rower, bieganie. Nicnierobienie w takim przypadku to tylko dodatkowy stres.
K.M: Chcemy mieć wszystko, a czasu jest tyle, ile jest. To oznacza wieczną konieczność wyboru, decyzji. Frustruje i męczy. Łatwo się wpędzić w poczucie, że nic nie cieszy, bo coś innego trzeba było w tym czasie odwołać.
W.E.: Tu pojawia się kolejna definicja czasu wolnego: czas, w którym sprawiamy sobie przyjemność. Utrzymując tę perspektywę, łatwiej uniknąć frustracji pochodzącej z nadmiaru możliwości. W czasie wolnym róbmy tylko to, co naprawdę niesie radość.

Tę definicję lubię najbardziej.
W.E.: A ja wolę definicję czasu wolnego jako czasu, w którym nasza dusza nas dogania. Prawdziwa radość i wytchnienie dla duszy to moment, w którym zwalniamy i zaczynamy słuchać siebie, przytomnie i uważnie robić to, co w danej chwili robimy. Dużo jest ludzi, którzy nigdy nie są tu i teraz. W dodatku nic o tym nie wiedzą. Nie doświadczyli tego, że tu i teraz czas się zatrzymuje. Nie znają tej cudownej właściwości teraźniejszości, która w istocie jest wiecznym trwaniem.

Można się tego nauczyć?
W.E.
: Tak, choć nie jest to łatwe. Pomaga w tym dowolna forma medytacji.
K.M.: Trzeba zagrodzić dostęp do siebie temu smokowi poganiaczowi. Łatwości, z jaką przychodzi uleganie mu – łatwo się wpada w koleiny, trudniej się z nich wydostać. Poza tym te koleiny zostały wyżłobione przez tłumy. I to jest jakiś rodzaj nagrody – wspólnota w biegu. Inni pędzą wraz z tobą i narzekają na brak czasu. To daje poczucie bezpieczeństwa, jest się w grupie, świat jest zrozumiały. A na ścieżce ku byciu tu i teraz jesteśmy zdani na siebie. Ale to największa nagroda. Wiem to, a i tak daję się z tego poczucia wytrącić.

Skąd w nas ten smok poganiacz?
W.E
.: Większość ludzi goni, by nadążyć za standardem własnej grupy odniesienia, który jest ciągle podkręcany przez reklamę, rozwój technologii. Konsumpcja to dziś wręcz patriotyczny obowiązek. A żeby iść na zakupy, trzeba najpierw zarobić. Dlatego proponuję dla kontrastu założyć towarzystwo slow time, które promowałoby smakowanie czasu wolnego, tak jak ruch slow food propaguje tradycyjne wytwarzanie żywności i kontemplacyjne biesiadowanie.

Smutne, że musimy dziś uczyć się na nowo tego, co było naszą naturalną właściwością...
W.E.: Czyli odpoczywać. Z punktu widzenia fizjologii wolny czas to ten, w którym nasz organizm przełącza się z trybu mobilizacji w tryb regeneracji.
K.M.: Tak jak w tej przypowieści: rybak siedzi oparty o przewróconą łódź i patrzy na morze. Idzie bogaty pan obwieszony złotem. „Rybaku, dopiero południe, dlaczego tak siedzisz i nic nie robisz”? „Już łowiłem” – odpowiada rybak. „Ale gdybyś jeszcze raz wypłynął, miałbyś więcej ryb”. „A po co”? „Miałbyś więcej pieniędzy”. „A po co”? „Za jakiś czas kupiłbyś drugą łódź”. „A po co”? „Żeby łowić więcej ryb”. „A po co”? „Miałbyś dużo więcej pieniędzy i na starość mógłbyś tak jak ja patrzeć w morze i nic nie robić”. „A co ja innego robię”?
W.E.: Czas wolny to będzie coraz większy problem społeczny. Europa się starzeje, przybywa sprawnych fizycznie i umysłowo emerytów. Pojawią się tłumy starszych ludzi z małymi dochodami i z mnóstwem wolnego czasu do zagospodarowania. Co z nimi robić? Wyrzuceni nagle z głównego, pędzącego nurtu nie będą mieli jak wyhamować. Każdy człowiek, żeby żyć w zdrowiu, potrzebuje odpowiedniego dla siebie dociążenia obowiązkami i aktywnością, z których wynika jakiś pożytek.

Czyli żeby czas wolny był wartościowy, trzeba dla kontrastu mieć czas zajęty?
W.E.: Inaczej czas wolny staje się pułapką, niewolą.
K.M.: To samo dotyczy ludzi młodych. Nie mają pomysłu na zagospodarowanie wolnego czasu, więc się pętają i ulegają wpływom patologicznym. Na wsi wspólnota buduje się naturalnie, mimo wszystko łatwiej coś wspólnie zrobić. Ale nikt nie myśli dziś o mieście w kategoriach tworzenia przestrzeni dla starszych, młodszych. Budujemy bloki i centra handlowe. Nic dziwnego, że coraz więcej ludzi tam właśnie się wybiera, kiedy chce wyjść z domu i być wśród innych. Ale to nie jest żadna sensowna propozycja, a innych ze świecą szukać. W gruncie rzeczy świat, który dysponuje tak niewiarygodną ilością możliwości spędzania czasu, nie oferuje nic tym, którzy nie mają pieniędzy. Stąd siedzenie przed telewizorem, ławkowy alkoholizm, choroby, uzależnienia. Czas wolny to olbrzymie zadanie. By umieć nim zarządzać, trzeba świadomie coś w tym kierunku robić, a nie tylko narzekać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze