1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Z niczym się nie wyrabiam - nie daj się frustracji

Z niczym się nie wyrabiam - nie daj się frustracji

123rf.com
Ty ciągle w biegu, a lista spraw do załatwienia wcale się nie skraca... A może problemem wcale nie jest zła organizacja, tylko to, że za dużo na siebie bierzesz? W trzeciej odsłonie Terapii Jednego Spotkania psycholożka Ewa Klepacka-Gryz pomaga uwolnić się od obciążających przekonań.

Edyta zadzwoniła do mnie późnym popołudniem. – Od miesiąca zbieram się z telefonem do pani, ale... ciągle z niczym się nie wyrabiam. Siedzę w pracy do późna, potem biegnę do siłowni albo na basen, w drodze powrotnej robię zakupy, a gdy dotrę do domu, zwykle już na nic nie mam siły – usłyszałam w słuchawce. – Jesteś tym pewnie bardzo zmęczona – stwierdziłam. – To rehabilitant zalecił mi, bym poszła do terapeuty, bo stres rozwalił mi kręgosłup. Pierwsze słyszę, że psychoterapia leczy bóle szyi. – Rozumiem, że masz kłopoty z kręgosłupem? – próbuję wbić się w jej monolog. – Kiedy mam znaleźć czas na terapię? Mój grafik pęka w szwach, a zaległości piętrzą się z godziny na godzinę.

Czułam, że Edyta nie była w stanie mnie wysłuchać. Jej napięcie ujawniło się w formie agresji, zalewała mnie frustracjami. Słyszałam jej cierpienie, ale musiałam zadbać o swoje granice, co także, gdyby zdecydowała się na sesję, byłoby dobrym sposobem pokazania jej, jak nie dać sobie wejść na głowę całemu światu. – Posłuchaj, skoro masz mało czasu, mogę zaproponować ci sesję przez Skype. SMS-em wyślę ci dostępne terminy, a teraz muszę już skończyć, bo jest późno i kładę się spać.

Edyta wybrała jeden termin, który tuż przed sesją odwołała. Kiedy odezwała się do mnie w kolejnym wyznaczonym dniu, po 10 minutach musiałyśmy przerwać, bo zadzwonił jej szef. Za trzecim razem w końcu udało nam się odbyć sesję.

Krok 1. Pokazuję Edycie skutki niestawiania granic

– Jestem zła, że muszę zapłacić za tamtą dziesięciominutową sesję – powiedziała Edyta na dzień dobry. – Jesteś na mnie zła? – Nie skorzystałam z tej sesji. – Uważam inaczej. Ta sesja pokazała coś ważnego w twoim funkcjonowaniu. Jak myślisz, co? – Że nie umiem odmawiać szefowi? – zgadywała. – Że nie szanujesz swojego prywatnego czasu. – Jasne, mogłam nie odebrać, ale miałabym noc z głowy. – Dlaczego? – Przez cały czas zastanawiałabym się, po co do mnie dzwonił. – Czy odebranie telefonu uspokoiło cię? – Nie. Okazało się, że szef dołożył mi kolejne zadanie na przedwczoraj. – I? – dopytywałam. – On wie, że to prawie niewykonalne, ale wie też, że ja dam radę. – Jakim kosztem? – Dziś wszyscy tak pracują. Jeśli chcesz do czegoś dojść, musisz natyrać się jak wół. – Czy jesteś dumna z tego, że robisz coś, co jak sama twierdzisz, jest niewykonalne? – Muszę się utrzymać, mam kredyt i pomagam rodzicom. Lubię swoją pracę, bez pracy bym oszalała. Gdyby tylko moja doba była z gumy. – Ja też lubię swoją pracę, ale muszę stawiać pacjentom i światu granice. Czy wiesz, o czym mówię? – Gdybym ja nie wykonała do końca swojej pracy, nikt by mi za nią nie zapłacił – odparła Edyta z lekkim przekąsem. – Wykonałam swoją pracę: wyznaczyłam ci termin, miałam dla ciebie godzinę, ty nie zdecydowałaś się z tego w pełni skorzystać. Uprzedziłam cię, jak innych pacjentów, że wszystkie umówione sesje są płatne. Nie można ich odwołać.

Brak możliwości odwołania sesji budzi protest pacjentów, którzy mają kłopot ze stawianiem i akceptowaniem granic. Nie potrafią odmawiać, nie szanują czasu swojego i innych, oczekują specjalnego traktowania, a lęk i napięcie często zamieniają w złość. Dotyczy to między innymi tych, dla których doba jest za krótka. Biorą na siebie za dużo obowiązków, pozwalają sobie dorzucać kolejne i tego samego oczekują od świata. A jeśli tego nie dostają, mają poczucie niesprawiedliwości i rozczarowania.

Krok 2. Dotykamy złości Edyty

– Co teraz się dzieje z twoją złością? – spytałam. – Nie rozumiem. – Czy nadal ją czujesz? – Chyba nie mam wyjścia, muszę przyjąć twoje warunki. – Masz wybór. Możesz poszukać innego terapeuty. – Próbowałam, większość także każe płacić za odwołane sesje. – Co czujesz w związku z tym? Złość czy rezygnację? – próbowałam ustalić, jakie emocje dominowały w tamtej chwili. – Jak mam to sprawdzić? – Posłuchaj przez chwilę swojego ciała. Skoncentruj się na klatce piersiowej, brzuchu, nogach, dłoniach. Co tam się dzieje? – Jak zwykle boli mnie kark, w gardle mam gulę, trudno mi przełykać ślinę, w klatce piersiowej czuję ciężar. – Które z tych doznań najczęściej ci towarzyszy? – Poszłam do rehabilitanta, podobno najlepszego w Warszawie, z bólem ramion i szyi. A ten mnie obejrzał, podotykał i powiedział, że to stres. – Na niego również jesteś zła? – spytałam. – Z trudem udaje mi się wygospodarować chwilę, żeby… – Żeby zająć się sobą? – Idę do specjalisty z konkretną dolegliwością i zamiast dostać pomoc, każdy próbuje wytykać mi, co robię nie tak. – Chciałabyś dostać magiczną tabletkę na ból karku czy na lepsze gospodarowanie czasem i złości cię, że takiej tabletki nie ma? – Gdyby każdy robił to, co do niego należy, a nie wymądrzał się i zadawał tysiące pytań… – Słyszę złość i rozczarowanie, ale ich nie widzę – powiedziałam, przyglądając się Edycie na ekranie komputera. – To znaczy? – Twoje ciało nie pokazuje złości. Spróbuj pokazać mi, jak bardzo jesteś zła.

Edyta wyprostowała się, jednocześnie zatrzymując oddech w klatce piersiowej. Odchyliła głowę do tyłu. Widoczny przy tym ruchu grymas na twarzy wskazywał, że napięcie w szyi było bolesne. Poprosiłam, żeby wstała i jeszcze wyraźniej pokazała złość. Edyta chwiała się na nogach. Napięcie w górnej części tułowia sprawiało, że jej ciało zaczynało się kołysać na boki. Widziałam, że złość, którą z łatwością potrafiła wyrazić za pomocą słów, to jedynie próba zmuszenia do działania zmęczonego i zrezygnowanego ciała. Złość to emocja bardzo energetyzująca. Dlatego, kiedy czujemy się zrezygnowani, smutni albo bezsilni, podświadomie przywołujemy ją na ratunek.

Krok 3. Odsłaniamy to, co kryje się pod złością

Kiedy ciało Edyty zaczęło coraz wyraźniej drżeć, usiadła i skuliła się. Opuściła ramiona i pochyliła głowę. – Bardzo boli mnie szyja. – Czy w takiej pozycji jest ci wygodnie? – Zaraz się zbiorę. Nie lubię siebie w roli sieroty. To tylko chwilowe zmęczenie – powiedziała, próbując się wyprostować. – Zostań w pozycji, w której jest ci wygodnie, a szyja mniej boli. Twoje ciało mówi, że jest zmęczone i przestraszone. Pod złością jest dużo lęku i cierpienia. Napięte kark, szyja i ramiona nie chcą już dłużej ukrywać bezsilności. Nie bój się tego stanu, a za chwilę poczujesz ulgę.

Ciało Edyty nie potrafiło dłużej udawać, że jest pancerne, niezniszczalne i że ze wszystkim da sobie radę. – Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że staję za tobą i podtrzymuję ci ramiona Poczuj, że przez chwilę niczego nie musisz – poprosiłam. Zaczęła lekko drżeć. – Pozwól na to drżenie. W ten sposób uwalnia się napięcie. Za chwilę poczujesz ulgę. – Jeszcze brakuje, żebym się rozryczała. – Rób to, na co ciało ma teraz ochotę. Płacz to najprostszy sposób rozładowania napięcia. Edyta ziewnęła. – Ojej, przepraszam. – Mądre to twoje ciało. Ziewanie cudownie cię rozluźni. Nie hamuj tego. Oddychaj spokojnie. – No i wyszłam na mięczaka, który udaje siłę – powiedziała. – Być może po raz pierwszy od dawna posłuchałaś ciała. Jak szyja? – O! Nie boli – zdziwiła się. – No właśnie. – Ale czuję się taka słaba, a jeszcze tyle pracy przede mną. Jeszcze muszę… – Do końca sesji niczego nie musisz. – Ale sesja się skończy, a ja taka rozmemłana będę musiała popracować. – To zajmijmy się teraz twoimi „musami”. Każde zadanie, które cię jeszcze dziś czeka, wyobraź sobie jako jedną cegiełkę. Każda waży pół kilo. – Już – powiedziała Edyta po chwili. – Teraz ułóż cegiełki na swoim ciele; na szyi, głowie, ramionach, klatce piersiowej. Poczuj ich ciężar. – Wow. Jest tego trochę. Znowu boli mnie szyja.

Osoby, które dźwigają świat na swoich barkach, nagłe doznanie rozluźnienia może przestraszyć. Wyzwala poczucie bezsilności, nieważności, potrzebę opieki, a to dodatkowo generuje lęk. Dlatego w terapii najpierw należy nauczyć pacjenta świadomego odczuwania napięcia i rozluźnienia, a w kolejnym kroku kontrolowania i zmieniania tych stanów.

Krok 4. Przedefiniowujemy kłopot Edyty

– Postaraj się popatrzeć na siebie z dystansu i zobaczyć osobę, która dźwiga na własnych barkach tyle cegieł. Policz, ile waży ciężar, który sama na siebie nałożyłaś. – Ale ja ze wszystkim muszę dać sobie radę. – Bingo! Powtórz to zdanie – poprosiłam Edytę. – Ze wszystkim muszę dać sobie radę. – No właśnie. Może wcale nie chodzi o to, że się z niczym nie wyrabiasz, tylko o przekonanie, że ze wszystkim musisz dać sobie radę. Sama. – A co to zmienia? – Wstań, uważaj, żeby twoje cegiełki nie pospadały, bo wtedy na pewno ze wszystkim się nie wyrobisz – powiedziałam. Edyta podniosła się powoli. Szyja drżała z napięcia, by podtrzymać uniesione ramiona, na których „znajdowało się” najwięcej cegiełek. Oddech spłycony, kość ogonowa podwinięta pod miednicę, zaciśnięte pięści, a drżące kolana z trudem utrzymywały ciężar górnej części ciała. – Popatrz na siebie w okienku ekranu komputera. – O matko, masakra! – Powtarzaj: „Ze wszystkim muszę dać sobie radę sama”. – Boże, już dłużej tego nie wytrzymam, nie dam rady. Chce mi się płakać, nie mogę się rozkleić. To jakaś porażka. Chcę już skończyć sesję – spanikowała. – Oddychaj, nic się nie dzieje. Zaufaj ciału. Ono ci podpowie, co zrobić. – Mam ochotę zrzucić to wszystko z siebie. – Zrób to. – Nie mogę, muszę dać radę. – Spróbuj. Nie myśl, tylko poczuj, że zrzucasz ten ciężar – powtórzyłam prośbę.

Edyta gwałtownie potrząsnęła ramionami, głową. Zaczęła tupać. Zaciskała i rozluźniała pięści. Jej twarz zrobiła się czerwona. – Ale jestem wściekła. – Tak, teraz widzę twoją złość. Wyraź ją jeszcze silniej. Edyta zaczęła boksować rękoma w powietrzu i krzyczeć: – Dość już tego. Odczepcie się wszyscy ode mnie. – Dalej, idź za ciałem – zachęcałam. – Ale ja nie mogę tak tego wszystkiego zostawić. Pomóż mi. – Usiądź. Poczuj swój oddech. Uspokój się. Zajmijmy się teraz głową, bo lekceważona zaczyna straszyć ciało. Postarajmy się odkryć drugie dno twojego: „Ze wszystkim muszę dać sobie radę sama”. – Bo to prawda. Nikt za mnie tego nie zrobi. – O, głowa odzyskała głos. OK, wykreślmy wyraz: „ze wszystkim”. Co nam zostaje? – Muszę dać sobie radę sama. – Dobrze. Jaką radę dałabyś sobie? Poszukaj jej w głowie – podpowiedziałam. – Rzuć to wszystko w cholerę. – Może mniej dramatycznie. Rozejrzyj się i zastanów, czy komuś mogłabyś oddać trochę swoich cegiełek. – Masz na myśli delegowanie obowiązków? – Nie, mam na myśli zdjęcie z pleców kilku cegiełek. Może na początek połóż je na ziemi. Zobaczymy, czy to wywoła lęk. Sama je sobie włożyłaś na plecy, a teraz twoja głowa daje ci radę: „Zdejmij kilka z nich i odłóż”. – To takie proste?

Trudno nam uwierzyć, że większość „musów” sami na siebie nakładamy z lęku, by świat nie przestał nas dostrzegać, żeby nikt nie zauważył naszej słabości czy braku mocy. Kiedy ciało zaczyna protestować i generuje symptomy bólowe, idziemy do specjalisty po pigułkę znieczulającą. I choć dobrze wiemy, że taka pigułka nie istnieje, domagamy się jej agresją. Zmieniamy specjalistów, wierząc, że w końcu ktoś da nam moc, byśmy z własnej woli odpuścili. Rady w stylu: nie musisz tyle pracować, zwolnij tempo, naucz się delegować obowiązki – nie skutkują. Bo to my sami musimy podjąć decyzję, które cegły chcemy zdjąć z siebie.

Podsumowanie: trening czyni mistrza

Pod koniec sesji, zwłaszcza jeśli wiadomo, że na kolejną się nie umawiamy, pacjenci często proszą: „Napisz mi receptę, jak krok po kroku mam zmienić życie”. To dobry moment, by trochę odwrócić role.

– Okej, w scence, którą odegrałam, wszystko się dobrze kończy, ale jak konkretnie mam sobie odpuścić? – spytała Edyta. – To twoje cegiełki. – Tak, ale one mają konkretną zawartość. – Kiedy zaczynałam pracować z pacjentami, sama brałam na siebie zbyt dużo. Pod koniec dnia miałam ramiona twarde jak kamienie, z trudem poruszałam szyją. Załóżmy, że zdejmę z ciebie cegiełki i włożę je na własne barki. Po tobie mam jeszcze dwóch pacjentów. Ich cegiełki także położę na swoich plecach. Wyobraź sobie, jak będę wyglądać. Ratunku! – powiedziałam. Edyta wybuchnęła śmiechem. – Jaką radę ty dałabyś sobie? – spytała. – Kiedy pacjent zdejmuje z siebie cegiełki, mów, że czas sesji dobiega końca i wiej, gdzie pieprz rośnie.

Wbrew powszechnej opinii, że terapeuta ma siłę słonia i moc Boga, odmitologizowanie tego zawodu i pokazanie, że ja też jestem tylko człowiekiem, który musi znać swoje ograniczenia, dbać o swoją energię, stawiać granice i pobierać należytą opłatę za pracę, w terapii, zwłaszcza z silnymi osobowościami – ma działanie lecznicze. Wszak wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Wierzę, że Edyta z czasem stanie się specjalistką od radzenia sobie z samą sobą.

Czytaj też: Autoterapia dla tych, dla których doba jest za krótka

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze