1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Siedem twarzy kobiety

Siedem twarzy kobiety

fot.123rf
fot.123rf
Co to znaczy być stuprocentową kobietą? Nasza kultura podsuwa proste wzorce. Kobieta ma być miła, uległa, zadbana. Łagodna i opiekuńcza. Gotowa do poświęceń. Kulturowe stereotypy duszą naszą psychikę równie mocno, jak kiedyś nasze ciało dusił gorset.

Przestań, dziewczynki tak się nie zachowują – słyszy kilkulatka, gdy wyrywa koledze zabawkę. Nie wystarczy urodzić się dziewczynką, aby wyrosnąć na „prawdziwą” kobietę. Musimy jeszcze zachowywać się zgodnie ze stereotypowymi wyobrażeniami płci panującymi w naszej kulturze. W procesie wychowania pełnią one taką samą funkcję jak w mitologii greckiej prokrustowe łoże, na którym kładziono wędrowców zmierzających do Aten. Jeśli byli zbyt mali, naciągano ich do odpowiednich rozmiarów jak na łożu tortur. Gdy byli zbyt wysocy, przycinano im wystające członki. Rodzice i wychowawcy codziennie przycinają dzieciom wystające członki i naciągają to, czego im brakuje, aby w przyszłości mogły się stać prawdziwą kobietą lub prawdziwym mężczyzną. Ale co to znaczy? Nasza kultura tworzy prostą dychotomię. Co nie jest męskie, to jest żeńskie. Męskość to siła, aktywność, niezależność. Nam pozostaje słabość, bierność i uległość. Jeśli chcemy, by uznano nas za prawdziwe kobiety, a nie kobietony czy zołzy, ukrywamy swoją siłę i waleczność. Dostosowujemy się do zewnętrznych wzorców, odcinając od tych części naszej psychiki, które do nich nie pasują. Rezygnujemy z ujawniania naszych mocnych stron, by nie zaszkodzić swojej kobiecości. „Potrafię naprawić zamek, zmienić koło, wymienić uszczelkę, ale udaję przed mężem, że musiałam wezwać fachowca. Dlaczego? Chcę, żeby widział we mnie kobietę” – oto wypowiedź jednej z uczestniczek warsztatów na temat kobiecości. Inne również bez trudu znalazły sytuacje, w których rezygnowały z ujawnienia swoich kompetencji albo uznały z góry, że mężczyzna potrafi coś lepiej, bo jest mężczyzną. I mężczyznom świetnie to służy. Ale nam?

Nasza kultura przez wieki wspierała jeden rodzaj kobiecości. A kobiety różnią się przecież od siebie. Spójrzmy na greckie boginie, one dalej w nas żyją w postaci archetypów – twierdzi Jean Shinoda Bolen, profesor psychiatrii, psychoanalityczka jungowska, autorka słynnej książki „Boginie w każdej kobiecie” (Jacek Santorski & Co 2006). Każda z nich była inna, ale żadnej nie sposób odmówić kobiecości.

Boginie urodziły się i żyły w patriarchacie, nic dziwnego, że niektóre z nich budują swoją wartość na związku z mężczyzną. Ale nie wszystkie. Artemida, Atena i Hestia stanowią wzorce kobiecej autonomii. Każda z nich przystosowała się do patriarchalnej rzeczywistości na swój własny sposób. Artemida – izolując się od mężczyzn, Atena – wkraczając na męskie terytorium i stając się sojuszniczką mężczyzn mających władzę, Hestia – wycofując się do swojego wnętrza. W przeciwieństwie do innych mieszkanek Olimpu te trzy boginie nie były skłonne do zakochiwania się. Związki uczuciowe nie odrywały ich od tego, co uważały za ważne. Symbolizują one ten aspekt kobiecej psychiki, który leży poza relacjami z innymi. Wyrażają kobiecą potrzebę niezależności. Artemida i Atena reprezentują nastawienie na cel, logiczne myślenie, dążenie do osiągnięć. Hestia jest archetypem skupiającym uwagę do wnętrza, do duchowego centrum kobiecej osobowości. Wszystkie trzy reprezentują potrzebę rozwijania talentów i zainteresowań, wyrażania siebie w twórczości, rozwiązywania problemów, współzawodnictwa, porządkowania otoczenia lub kontemplacji. Kobiety w naszej kulturze uczą się rezygnować ze swoich potrzeb, ale to nie oznacza, że ich nie mają. Pragnienie realizacji własnych potrzeb jest tak samo kobiece jak kierowanie się oczekiwaniami innych. Waleczność, siła, niezależność są równie kobiece jak delikatność, słabość czy uległość, jeśli wyjdziemy poza stereotypy.

Hera, bogini małżeństwa, Demeter, matka i bogini urodzaju, oraz Persefona, znana jako Kora-dziewica i władczyni królestwa umarłych, to wzory tradycyjnych kobiecych ról: żony, matki i córki. Boginie te nastawione są na związki z innymi, na nich budują swoją tożsamość i poczucie życiowego spełnienia. Każda z nich cierpiała – zdradzona lub upokorzona. Wszystkie znają uczucie bezsilności, na które reagowały w typowy dla siebie sposób: Hera złością i zazdrością, Demeter i Persefona depresją. Ich uwaga skupiona jest na innych ludziach i na ich potrzebach.

Siódmą, ostatnią boginią jest Afrodyta, pod której wpływem śmiertelnicy i bogowie zakochiwali się i dawali początek nowemu życiu. Afrodyta inspirowała poetów i mówców, była ucieleśnieniem twórczej potęgi miłości. Nie kierowała się potrzebą niezależności ani budowania trwałych związków. Dla niej ważne były emocje, których doświadczała.

W każdej kobiecie potencjalnie obecne są wszystkie boginie. I wszystkie razem tworzą pełnię kobiecości. Czasem boginie budzą się kolejno, w miarę upływu czasu: kochająca zwierzęta mała Artemida staje się 17-letnią Afrodytą. Potem do akcji wkracza Hera ze swoją potrzebą małżeńskiej stabilizacji, później Atena z jej potrzebą sukcesu albo Demeter, obudzona przez słowa usłyszane w lekarskim gabinecie: „Będzie pani miała dziecko”. Warto je wszystkie dopuszczać do głosu, zamiast dusić w sobie. Wtedy odzyskamy moc, jaką daje zgodność tego, kim jestem, z tym, co robię.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kobieca moc niejedno ma imię

Kobieca siła to moc płynąca z emocji, cielesności, intuicji, wglądu w siebie, proroczych snów. (Fot. iStock)
Kobieca siła to moc płynąca z emocji, cielesności, intuicji, wglądu w siebie, proroczych snów. (Fot. iStock)
Czasami myślimy o niej jak o kobiecej naturze, energii animy albo intuicji. Bardziej potrafimy ją poczuć ciałem niż rozpoznać umysłem. Kobieca moc niejedno ma imię... Psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz inauguruje nowy cykl artykułów w miesięczniku "Sens".

Wiele z nas doświadczyło szczególnych momentów, w których wyraźnie poczułyśmy swoją moc np. w trakcie narodzin dziecka, ukończenia artystycznego dzieła (to tzw. euforia ostatniego pociągnięcia pędzlem) czy podjęcia jakiejś bardzo ważnej i brzemiennej w skutkach decyzji. Co najważniejsze, ta moc pojawia się zwykle wtedy, kiedy głowa odpuszcza, a czasami nawet budzi się rezygnacja: „trudno, nie dam rady”, „nie wiem, co robić”, „to wszystko, na co mnie stać”... – i nagle gdzieś w głębi siebie już wszystko wiesz!

Siła czy moc?

Męska siła kojarzy nam się z działaniem w świecie zewnętrznym, z myśleniem analitycznym. Kobieca siła to moc płynąca z emocji, cielesności, intuicji, wglądu w siebie, proroczych snów. Mężczyzna czuje się silny, kiedy ma osiągnięcia i uznanie w zawodzie, w sporcie, w życiu. Kobieta czuje swoją moc, jeśli żyje w zgodzie z własną legendą podąża świadomie wybraną przez siebie drogą, jest obecna w „tu i teraz”, potrafi zintergrować głowę, serce i ciało... Jednak taki sposób odczuwania przychodzi z wiekiem.

Jako nastolatki czy dwudziestoparolatki chętnie próbujemy swoich sił w sportach, często ekstremalnych, lubimy rywalizować z mężczyznami. Kickboxing, MMA czy choćby zwykłe sztuki walki – czemu nie? Dieta ketogeniczna, płaski brzuch i „kaloryfer” wyćwiczony w siłowni, morsowanie czy wejście zimą na Śnieżkę w spodenkach i sportowym biustonoszu – czemu nie? Przed trzydziestką nadal realizujemy swoją moc bardziej „po męsku”: w rywalizacji, wspinaniu się po szczeblach kariery, sięganiu po eksponowane stanowiska. Momentem przełomowym często bywa ciąża. Być może to wtedy po raz pierwszy zaczynamy odróżniać siłę od mocy. Moc „z brzucha” pojawia się także w momentach, kiedy budzi się nasza energia twórcza: pragnienie namalowania obrazu, napisania książki czy ekspresji emocji poprzez ruch. Pojawia się świadomość, że siła wynika z naszego działania na zewnątrz a moc płynie z ekspresji tego, co wewnątrz.

Około czterdziestki wiele kobiet nagle odczuwa potrzebę radykalnje zmiany życia. Bywa, że bilans przeszłości wcale nie wypada na plus albo pojawia się tęsknota odnalezienia czy odkrycia celu i sensu życia. Czujemy, że dotąd żyłyśmy zgodnie z nieswoim scenariuszem. Doskonale tłumaczy to Paulina Młynarska, autorka rocznego planeru „Moc kobiet” pisząc, że jedyne, co może każda z nas, to wprowadzić korektę do wręczonego nam w chwili narodzin scenariusza – gotowca, który przypisuje określone z góry role, zadania i ograniczenia. Trzeba wiele odwagi i buntowniczej energii, aby je zakwestionować. I jeszcze więcej, aby rozpoznać czy też powołać do życia nowe wewnętrzne postaci, których energia pozytywnie zasili nasze życie psychiczne”.

Po pięćdziesiątce, kiedy siła działania w zewnętrznym świecie nie jest już taka oczywista, coraz częściej i wyraźniej zdarza nam się słyszeć głos wewnętrznej mocy. Na początku to bardziej szept: ,,Czy na pewno musisz tak dużo pracować?”, „Czy dzisiaj zrobiłaś coś, co nakarmiło twoją duszę, a jeśli nie dzisiaj, to kiedy ostatnio ci się udało?”. Dopóki traktujemy wycofanie się z jakiejkolwiek aktywności za oznakę słabości, nadal bardziej jesteśmy w energii siły niż mocy. Ale pewnego dnia, kiedy coraz częściej łapiemy się na tym, że wolimy być niż mieć, być tak prosto z brzucha; zachwycić się słońcem na twarzy, wąchać deszcz, popłakać się nad zdjęciem wnuczka tuż po narodzeniu – czujemy, że wróciłyśmy do domu. Swoją moc zaczynamy odczuwać jako wewnętrzny zew, którego nie sposób nie usłyszeć.

W podróży do siebie

Od czasu covidowej zawieruchy większość moich pacjentek przychodzi z kłopotami, które tak naprawdę są opowieściami o mocy – o tym, że czasami ona je przeraża, że nie czują się gotowe do przyjęcia, otworzenia się na tak intensywną energię, że jest jakaś ogromna siła, która próbuje się wydostać z ich wnętrza, że nagle poczuły potrzebę odmienienia całego swojego życia...

Nic w tym dziwnego, kobieca moc ma potężną energię, zarówno do działania jak i bycia w swojej prawdzie, wizji, osobistym micie. Pandemia, która w każdym z nas uruchomiła najbardziej pierwotne lęki, zmiany w tzw. ustawie antyaborcyjnej, które ,,dotknęły” kobiecych brzuchów, i era Wodnika (odpowiedzialnej wolności) – sprawiły, że nie mamy innego wyjścia jak dopuścić do głosu swoją moc. I to bez względu na wiek.

Jak przekonuje Maureen Murdock, analityczka jungowska, zadaniem, jakie dziś mają do spełnienia kobiety, jest wewnętrzna podróż ku całkowitej integracji, równowadze i pełni. Dziś, wszystkie jesteśmy w podróży „do siebie i po siebie”. Dla wielu z nas wyjście na ulice i głośny protest był początkiem tej ważnej podróży. Inne, dotknięte chorobą własną lub w rodzinie przeżyły poważne kryzysy: drobne śmierci iluzji, całkowite załamanie się dotychczasowych wartości. Niektóre, na początku nieśmiało, w oczekiwaniu na pozwolenie czy akceptację zaczęły, czasami po raz pierwszy w życiu, opiekować się sobą. Pielęgnować własne potrzeby, zagłębiać się w świat książek czy muzyki. Tańczyć, oddychać, tworzyć, być. Konfrontować się z demonami przeszłości i z lękiem.

Już czas…

Agnieszka Maciąg przekonuje, że tę moc czerpiemy ze swojego duchowego Ja, które jest pełne spokoju, pewności i siły. „Świat ducha istnieje w przestrzeni pomiędzy bodźcem i reakcją. W tej przestrzeni pojawia się świadomość. To właśnie ona daje nam możliwość dokonania wyboru reakcji” – pisze w książce „Twoja wewnętrzna moc”. Czas na porzucenie, choćby symboliczne, wszystkich ról życiowych, zmierzenie się z własnymi ograniczeniami i lękami. Czas na powrót do kontaktu z własnym ciałem i odkrycie, kim tak naprawdę jestem, co chcę albo co mogę dać światu i co chcę dostać.

Przyda nam się w tym pomoc od innych kobiet. Wiele z nas już odnalazło swojej miejsce w kręgu kobiet czy innej grupie rozwojowej. Praca z baśniami, taniec 5 rytmów, medytacje, malowanie intuicyjne – każda metoda, która porusza naszą duszę jest dobra.

Potrzebujemy wysłuchania a właściwie usłyszenia swojej indywidualnej narracji o mocy, poczucia i uwierzenia, że naprawdę ją mamy. Każda z nas musi sama odkryć swój wzorzec. Ale warto słuchać opowieści, zarówno tych przekazywanych w baśniach, jak i opowieści kobiet, które chcą się dzielić swoim doświadczeniem.

Opowieści o mocy zaczniemy od tej, która budzi się w reakcji na krzywdy z przeszłości. To moc, którą czujesz w biodrach, brzuchu, udach… To ona pozwala ci mocno stanąć na ziemi, poczuć jej energię. Odwrócić się za siebie, otworzyć drzwi do dziecięcego pokoiku i poczuć tamten ból. Popatrzeć na matkę i ojca, którzy nie umieli ochronić przed krzywdą a może nawet byli jej sprawcami i przede wszystkim zrozumieć i zaakceptować, że w dorosłym życiu nikt nie da ci tego, czego nie dostałaś od rodziców. Ty już to wiesz, bo czujesz swoją moc.

Gdzie czujesz swoją moc?

Mocno stań na nogach. Poczuj kontakt z podłożem. Lekko ugnij nogi w kolanach, zamknij oczy. Pozwól ciału odkryć swój balans i poddaj się kołysaniu. Poczekaj cierpliwie, aż poczujesz się wygodnie w tej pozycji. Lewą dłoń połóż na brzuchu, prawą na sercu. Poczuj, gdzie znajduje się twój ośrodek mocy. Czy leży w brzuchu? W sercu? A może jeszcze w innym miejscu? Jak to jest czuć moc w ciele?

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

Zapraszamy do dzielenia się swoimi opowieściami o budzeniu mocy. Czekamy na listy od kobiet, które odkryły swoje własne metody pracy z mocą, również te, które pracują w tym temacie z innymi kobietami. Piszcie na adres sens@grupazwierciadlo.pl.

  1. Psychologia

Kobiece i męskie - skąd się biorą stereotypy płci?

- Błąd polega na tym, że myślimy w stereotypowych, wykluczających się kategoriach: kobiece versus męskie. Każdy, kto urodził się człowiekiem, jest i tym, i tym - mówi Wojciech Eichelberger. (Fot. iStock)
- Błąd polega na tym, że myślimy w stereotypowych, wykluczających się kategoriach: kobiece versus męskie. Każdy, kto urodził się człowiekiem, jest i tym, i tym - mówi Wojciech Eichelberger. (Fot. iStock)
Co jest kobiece, a co męskie? A po co się nad tym zastanawiać, skoro mamy równość? Wszystko jest uniseks. A jeśli nie wszystko? I czy chcemy, żeby tak było? O tym, czy jesteśmy wolni od stereotypów i czym są antystereotypy – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Artykuł archiwalny. 

W książce „Królewicz Śnieżek. Baśniowe stereotypy płci” (Agnieszka Suchowierska, Wojciech Eichelberger, wyd. Czarna Owca) pozamieniane są płcie bohaterów. Czy stare baśnie i bajki nam się nie podobają? Ja chciałabym sobie pobyć królewną, odsapnąć od tej cudnej równości! Ale wy, proszę bardzo, psujecie bajki.
Nic nie psujemy, zainteresowało nas tylko pytanie, czy baśnie przekazują stereotypy płci, czy są nośnikiem tego, co archetypowe. Hipoteza była oczywiście taka, że lansują patriarchalne stereotypy. Ale nie byliśmy tego pewni, dlatego Agnieszka w większości bajek na opak bawi się, tworząc język, w którym wszystkie rzeczowniki są rodzaju żeńskiego. Ale tak opisany świat wydaje się absurdalny – przegięty w drugą stronę. Szukajmy więc równowagi. Jeśli jednak jest więcej takich kobiet jak ty, które tęsknią za baśniowymi prototypami, to może bajki nie były narzędziem indoktrynacji. Przypuszczam jednak, że twoja reakcja spowodowana jest tym, że pod płaszczykiem wolności i dostępu do kariery liberalny patriarchat zaprzągł kobiety do pracy ponad siły, wpuścił w kredytowo-konsumpcyjny kołowrotek.

Królewna nie musiała zakładać firmy, płacić ZUS-u.
Ale nie wiem, czy dobrze czułabyś się jako królewna? W bajkach kobiety są nijakie i naiwne albo zawistne i mściwe. Natomiast mężczyźni to silni, mądrzy, szlachetni przywódcy. No w najgorszym razie – czarnoksiężnicy. Wygląda więc na to, że baśnie jednak nie lansują archetypów, lecz stereotypy. Księżniczka to jeden z nich. Spójrz na reklamy. Tam przygłupia kobieta potrzebuje pomocy mądrego doradcy. Ten stereotyp nadal żyje – po części za sprawą bajek – ale myślę, że udało się nam go częściowo skompromitować.

Mam wrażenie, że wszyscy to robimy, zamieniając się rolami. I mamy: silne kobiety, ale samotne i sfrustrowane. I wrażliwych mężczyzn, ale z pretensjami do tych kobiet, że są kastrowani. I jak tu żyć razem długo i szczęśliwie?
Może tak się dzieje, bo nadal tkwimy w stereotypach? Mówimy: „Ona wchodzi w rolę męską, on w kobiecą”. Gdybyśmy byli wolni od stereotypów, tak byśmy nie mówili. Nawet gdy on nie ma pracy, czy jest leniuchem, a ona programistką i go utrzymuje, to i tak nie zamienili się rolami. Bycie bez pracy czy lenistwo nie jest przypisane do jednej płci.

Odwrócenie ról to nie droga do szczęścia, bo trzeba przestać myśleć w kategoriach płci i reagować adekwatnie do okoliczności. Jeśli kobieta pracuje na utrzymanie domu czy dowodzi armią, ale ma przekonanie, że występuje przeciwko świętej regule kobiecości, to na pewno cierpi. Nie cierpiałaby, gdyby czuła, że jest wolnym człowiekiem, który decyduje o sobie. Oczywiście, kobieta może dojść do wniosku, że dowodzenie nie jest tym, co chce robić. Ale jeśli wycofuje się tylko dlatego, że uważa to za sprzeczne ze społecznie zdefiniowaną płcią, to sama siebie dyskryminuje.

Jednak nawet w bajkach na opak widać różnice między nami. Jedna nosi tytuł: „Dziewczynka z zapałkami i chłopiec z petardami”, bo jak pisze autorka, do chłopca zapałczany smutek nie pasuje. Chłopiec, gdy jest mu źle, łobuzuje.
To też stereotyp. Możemy spotkać chłopca z zapałkami, który umrze z głodu i zimna bez słowa skargi czy próby buntu. Możemy spotkać też dziewczynkę, która – jak na ilustracji Lidii Dańko – podpali spodnie facetowi, który, nie zważając na jej prośby, minie ją obojętnie. Choć prawdą jest, że statystyczny chłopiec częściej złość, strach, odrzucenie odreaguje petardami. Jednak naszym zachowaniem w coraz mniejszym stopniu sterują stereotypy, a coraz bardziej osobowość. Ale tu się sprawa komplikuje: bo osobowość kształtuje się w ogniu wpływów rodziców, wychowania  i kultury, a one są przesiąknięte stereotypami płci.

Gdy jednak sięgniemy poza odziedziczony stereotyp, do najgłębszych pragnień i kobiet, i mężczyzn, to okazuje się, że różnice znikają. Im dłużej pracuję z ludźmi, tym wyraźniej widzę, że na poziomie podstawowym, egzystencjalnym między kobietami a mężczyznami nie ma żadnej różnicy.

Mamy trochę inne ciała, więc też inne możliwości, i przyzwyczailiśmy się adekwatnie do nich dzielić obowiązkami, ale tak naprawdę nie ma to znaczenia. W istocie obie strony potrzebują tego samego: wolności, autonomii, miłości, samorealizacji, szczęścia. Nie ma osobnej dla mężczyzn i osobnej dla kobiet drogi do ich zaspokojenia. Wszystkie przepisy na to, co jest właściwe (oprócz ciąży, porodu, karmienia piersią), są przejawem kulturowego stereotypu zależnego od świadomości społeczności, polityki i ekonomii. Dlatego trzeba konfrontować obowiązujące stereotypy z tym, co w nas archetypowe, podstawowe i ponad podziałami.

A może bajki to dowód, że się różnimy, tylko strach o tym mówić, bo to grozi dyskryminacją
? Weźmy Kopciuszka. Bohaterka to kobieta, która haruje w poczuciu upokorzenia w jakiejś komórce i marzy, żeby znaleźć się na balu. Ale przecież wielu mężczyzn też jest Kopciuszkami, też marzy o jakimś „balu”. W dodatku dzielenie ludzi na upokorzonych, aspirujących Kopciuszków i na książąt, od których szczęście Kopciuszków zależy, też tworzy stereotyp i pozór. Bo na podstawowym poziomie każdy z nas jest jednym i drugim. Każdy ma jakąś swoją udrękę i jakiś bal. Tylko – w zależności od charakteru, a nie od płci – na różne sposoby sobie z tym radzimy. Jedni zaciskają zęby i walczą, żeby kupić sobie bilet na wymarzony bal. A inni myślą, żeby ich ktoś tam zabrał, jakaś wróżka, książę albo księżna. Niektórzy, gdy się tam dostaną, czują się na jasnych salonach głupio, nie u siebie. Są też tacy, którzy nie dają rady i żyją w poczuciu krzywdy. Inni znowu dochodzą do wniosku, że to OK być Kopciuszkiem i w tym odnajdują szczęście.

Skoro tego samego pragniemy, to dlaczego się nie dogadujemy?
Bo nam się mylą stereotypy z tym, co podstawowe, egzystencjalne, wspólne. To są kulturowe filtry, przez które patrzymy na siebie. I to one są przyczyną niesprawiedliwości i nieporozumień. „Bo kobieta nie powinna być władcza”, „bo mężczyzna powinien być silny”. I już po porozumieniu, bo kobieta też potrzebuje być silna, a mężczyzna słaby. „Zawsze... nie wolno inaczej” – to stereotypowe myślenie.

Żeby się dogadać, iść razem na bal i dobrze bawić, trzeba dostrzec, że jesteśmy tacy sami, tego samego pragniemy, takie same pytania stawiamy. Trzeba odrzucić sztance naszego rozwoju i stawać się w pełni sobą. Nie rezygnujmy z siły dlatego, że jesteśmy kobietami, i nie rezygnujmy z empatii dlatego, że jesteśmy mężczyznami.

O uzupełnieniu siebie mówi „Książę na ziarnku prochu”. Księżniczka wybiera na męża supermacho. Ale ten po nocy spędzonej na płatku róży staje się poetą. Ofiarowuje księżniczce wiersz i wyznaje miłość. Ale ona go nie odrzuca!? Czy to możliwe, że kobieta, która chciała samca alfa, zaakceptuje w mężczyźnie wrażliwość i słabość?
Właśnie o tym mówi nowa wersja bajki, o możliwościach wyrwania się z kleszczy stereotypów zarówno kobiecych, jak i męskich. Wybranek królewny był mężczyzną świadomym tego, że kobiety cenią siłę, waleczność, odwagę, odporność na ból i zdolności seksualno-rozrodcze. Rozwinął więc w sobie te cechy aż do absurdu: „Będę taki, bo to najlepszy przepis na to, żeby podobać się najlepszym kobietom”. Chodził więc na siłownię, ćwiczył, wojował, obojętniał na ból, a przy okazji na wszystko. Być może już wcześniej poczuł, że ten mięśniak w lustrze to nie on, ale wolał o tym zapomnieć. Jednak po nocy spędzonej na płatku róży nastąpiła chwila prawdy. Supermacho odkrywa, że ma wrażliwe serce. Gdy odczytał księżniczce swój niezdarny, lecz szczery poemat, wzruszona władczyni uwalnia się od własnego – zapewne pseudofeministycznego – stereotypu zimnej suki. Oboje więc wyszli ze stereotypowych ról. I to jest wielki krok w ich rozwoju i poszukiwaniu szczęścia.

On stał się naszym ideałem: mężczyzną silnym i wrażliwym.
Mężczyzną z łamiącej stereotypy reklamy, który do wielkiej, umięśnionej klaty tuli niemowlę. Morał z bajeczki o „Księciu na ziarnku prochu” jest taki, że dopiero gdy mężczyzna zapomni o przechowywanym także w umysłach kobiet ideale męskości i stanie się prawdziwym człowiekiem, to wtedy kobieta w pełni otworzy na niego swoje wytęsknione serce. Zasada ta działa też w odwrotnej konfiguracji.

Płatek róży, który zakłócił męski sen księcia i wywołał tę przemianę, podłożył król, ojciec księżniczki.
Najwyraźniej zorientował się, że jego córka brnie w ślepą uliczkę, reagując wyłącznie na wymiary, rozmiary i twardość wybranka. Podejrzewał, że ta zbroja mięśni chroni jakieś wrażliwe, współczujące serce, i postanowił to sprawdzić, a właściwie dać temu szansę. Pewnie sam był za młodu macho okrutnikiem i uczestniczył w castingu na zięcia. Zrozumiał też, jak bardzo skrzywdził własną córkę, nie pokazując jej swojej wrażliwej strony.

Dziś bywa odwrotnie, nie serca brakuje mężczyznom. Sam w tej książce przyznajesz, że jako chłopiec przegrywałeś w rywalizacji o dziewczyny z innymi chłopakami, bo choć byłeś silny i sprawny, to wychowany przez matkę, za mało przebojowy. Dziewczyny wolały zuchwałych łobuzów... I co?
Musiałem w sobie rozwinąć macho, wojownika, czyli zrobić coś odwrotnego niż książę. Ale to nie był gwałt na sobie. Dzięki temu poczułem się bardziej kompletny, bo po drodze udało mi się zachować również wrażliwość i inteligencję. Nasze ludzkie poszukiwania prawdziwego siebie nie mogą polegać tylko na kultywowaniu tego, co nam łatwo przychodzi – np. jakiegoś talentu – lecz przede wszystkim na przekraczaniu naszych słabości i ograniczeń.

A co dzisiejsza kobieta może zrobić, żeby rozwinąć się w pełni?
Bohaterka tej nowej bajki ma coś, czego nie mają stereotypowe księżniczki z tradycyjnych bajek: naturalną, zuchwałą seksualność, siłę i władzę. Pewnie postanowiła kiedyś, że nie będzie taką nijaką i bezpłciową osobą jak tamte księżniczki. Nie zauważyła, że antystereotyp też jest stereotypem, który ją ogranicza, i zgubiła po drodze swoją wrażliwość. Ten sam błąd popełniają współczesne kobiety. Odnajdują w sobie dawno zapomniane siłę, autonomię, twardość i nieposkromioną seksualność. To dobrze. Problem w tym, że zapominają o całej reszcie. Słuszna i sprawiedliwa emancypacja kobiet sprawia, że kobiety zyskują siłę, ale tracą wrażliwość serc – a młodzi mężczyźni wprawdzie odzyskują wrażliwe serca, ale tracą tzw. jaja. Młodszy o pokolenie znajomy zwierzył mi się kiedyś: „Moja partnerka oszalała. Gdy jedziemy na rowerach, to się ze mną ściga, gdy idziemy do łóżka, to się ze mną ściga, a gdy kupuje samochód, to nie ten, który jej się podoba, tylko lepszy od mojego”. I tak jest dziś w wielu związkach, i tak byłoby w związku księżniczki, gdyby król nie podłożył płatka róży.

A jeśli nie ma króla, nie ma róży, nie ma księcia, który przeczyta wiersz, to co może zrobić królewna suka? Jak samej sobie pomóc osiągnąć pełnię człowieczeństwa, odnaleźć serce?
Błąd polega na tym, że myślimy w stereotypowych, wykluczających się kategoriach: kobiece versus męskie. Każdy, kto urodził się człowiekiem, jest i tym, i tym. Kobieta nosi w sobie mężczyznę, a mężczyzna kobietę. Jeśli uwolnieni od stereotypów płci będziemy rozwijać cały swój ludzki potencjał, to nie będzie się o co kłócić ani rywalizować. Wszyscy – bez względu na płeć – mamy te same podstawowe potrzeby, aspiracje, lęki. Wszyscy – bez względu na płeć – wybieramy różne sposoby na poszukiwanie swojego szczęścia. Wszelkie formy ideologizowania płci: feminizm i maskulinizm, matriarchat i patriarchat, nas ograniczają i niepotrzebnie antagonizują. W swej istocie są antyludzkie.

Skąd mamy wiedzieć, czy coś wynika z archetypu, czy stereotypu?
Pytanie za milion dolarów! Możemy się tylko domyślać i sprawdzać na sobie. Aby mieć pewność, musielibyśmy całkowicie utracić społeczną i indywidualną pamięć i zobaczyć, czego wtedy chcemy. I większość tych, którzy ją utracili, zmienia całkowicie swoje życie. To znaczy, że ich wartości i wybory rozmijały się z tym, co było ich indywidualną drogą do szczęścia. Ale to nie znaczy, że autonomia, wolność, miłość, szczęście i nieustraszoność przestały być najważniejszymi potrzebami. Ci ludzie przed utratą pamięci chcieli tego samego, tylko szli narzuconą im przez kulturę i wychowanie ścieżką. To, czego najbardziej potrzebujemy, jest ludzkie – ani kobiece, ani męskie. Ale prowadzą do tego miliardy dróg. Tyle dróg, ilu ludzi.

  1. Styl Życia

Okresowa sieć wsparcia - walka z ubóstwem menstruacyjnym

(Grafiki: Kasia Kaffka/ materiały prasowe Akcja Menstruacja)
(Grafiki: Kasia Kaffka/ materiały prasowe Akcja Menstruacja)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia

W ciągu trzech dni w bazie zarejestrowało się ponad 900 osób, które zdecydowały się podarować innym środki menstruacyjne. Padsharing to wirtualna sieć, która łączy potrzebujących z tymi, którzy są gotowi zasponsorować niezbędne produkty. Inicjatorem pomysłu jest Akcja Menstruacja, pierwsza w Polsce fundacja zajmująca się walką z ubóstwem menstruacyjnym i okresowym tabu. 

Wymyślona przez dziewczyny z fundacji Akcja Menstruacja inicjatywa okresowej sieci wsparcia okazała się wielkim sukcesem. "Czułyśmy, że pomysł ma potencjał - tłumaczy Emilia Kaczmarek, prezeska fundacji. “Najprostsze rozwiązania są często najlepsze, ale nie spodziewałyśmy się aż tak dużego odzewu. Bałyśmy się raczej sytuacji, kiedy zgłosi się więcej potrzebujących niż chcących pomagać i będziemy musiały wtedy same „łatać dziury”. Na szczęście osób wspierających jest niemal 10 razy więcej - w tym momencie w naszej bazie zarejestrowanych jest 1817 darczyńców i 203 osoby potrzebujące. Wciąż staramy się docierać do nowych - dzięki naszym wolontariuszkom mamy już wersję zgłoszenia po rosyjsku i angielsku i będziemy je rozsyłać wśród organizacji pomagających uchodźczyniom.”

Idea jest prosta - okresowa sieć wsparcia łączy osoby potrzebujące z osobami gotowymi pomóc. Dzięki pośrednictwu fundacji obie strony pozostają anonimowe. Na stronie fundacji znajduje się formularz, dzięki któremu osoba potrzebująca wsparcia może określić zapotrzebowanie na konkretne produkty menstruacyjne, a osoba wspierająca zadeklarować kwotę za jaką jest gotowa zasponsorować paczkę. Wielu darczyńców poza podpaskami, tamponami czy kubeczkami menstruacyjnymi, dorzuca do zamówienia jakiś miły dodatek np. tabliczkę czekolady. Akcja Menstruacja zdecydowała się prowadzić okresową sieć wsparcia za pośrednictwem największej sieci drogerii w Polsce, ale zastanawia się nad rozszerzeniem akcji również o wysyłkę paczek, żeby dotrzeć do najmniejszych miejscowości.

Ubóstwo menstruacyjne w Polsce 

Wbrew powszechnej opinii ubóstwo menstruacyjne nie jest problemem, z którym mierzą się wyłącznie najbiedniejsza społeczeństwa. Szacuje się, że w może być udziałem nawet 500 mln kobiet na całym świecie, także tych które mieszkają w Europie. W Polsce problem może dotyczyć nawet 500 tys. kobiet! Niektóre kraje, takie jak Irlandia, Wielka Brytania, Nowa Zelandia czy Australia starają się walczyć z  problemem systemowo i finansują ze swojego budżetu zakup środków menstruacyjnych do placówek edukacyjnych. W innych, jak na przykład w Polsce, do walki z ubóstwem menstruacyjnym stają aktywistki i działaczki społeczne działające w fundacjach, bo państwo w ogóle nie dostrzega problemu.

Akcja Menstruacja powstała w 2019 roku z inicjatywy czterech licealistek - Emilii Kaczmarek, Magdaleny Demczak, Julii Kaffki i Wiktorii Szpunar. Dziewczyny zastanawiały się, w jaki sposób dotrzeć z pomocą do osób potrzebujących środków menstruacyjnych. Gdy skontaktowały się z organizacjami wspierającymi kobiety, dowiedziały się, że nikt wcześniej nie zastanawiał się nad rozwiązaniem tego problemu. “Kiedy organizowałyśmy pierwszą zbiórkę, większość rozmów wokół niej dotyczyła pytania „Ale czy ubóstwo menstruacyjne naprawdę istnieje?” - wspomina Emilia Kaczmarek, prezeska Akcji Menstruacja. “Ten etap jest już powoli za nami - teraz staramy się pokazywać społeczeństwu, że to problem jak każdy inny, który jesteśmy w stanie wspólnie rozwiązać.”

Założycielki fundacji: od lewej Emilia Kaczmarek, prezeska fundacji, Julia Kaffka i Magda Demczak. (Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja) Założycielki fundacji: od lewej Emilia Kaczmarek, prezeska fundacji, Julia Kaffka i Magda Demczak. (Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja)

W 2020 roku inicjatywa społeczna Akcja Menstruacja przerodziła się w prężnie działającą fundację, w której dziś pracuje 16 osób. Głównym obszarem ich działalności są szkoły, w których prowadzą projekt “Hej, dziewczyny!”, polegający na zapewnieniu osobom uczącym się stałego dostępu do produktów menstruacyjnych. Specjalne pudełka z podpaskami i tamponami trafiają do szkolnych toalet. Akcję wspierają również działania edukacyjne, dzięki którym uczennice i uczniowie mogą zrozumieć sens stawiania pudełek ze środkami menstruacyjnymi w szkołach. Dziewczyny szykują również dwa poradniki edukacyjne - jeden skierowany do pracowników placówek edukacyjnych, drugi do młodych ludzi, którzy chcą zmieniać swoje otoczenie. Kolejnym projektem są plakaty z kieszonką, w których można umieszczać tampony czy podpaski. Wiszą w toaletach w kawiarniach, restauracjach i szkołach. Trzeci inicjatywa to Punkty Pomocy Okresowej, czyli ogólnodostępne szafki, w których wolontariusze i wolontariuszki fundacji regularnie umieszczają środki menstruacyjne. Metalowe szafeczki umieszczane są w MOPS-ach, organizacjach społecznych i ośrodkach pomocowych.

Idea jest prosta - okresowa sieć wsparcia łączy osoby potrzebujące z osobami gotowymi pomóc. Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja) Idea jest prosta - okresowa sieć wsparcia łączy osoby potrzebujące z osobami gotowymi pomóc. Fot. materiały prasowe Akcja Menstruacja)

W Polsce nadal brakuje szczegółowych badań dotyczących ubóstwa menstruacyjnego, a bez nich nie da się oszacować prawdziwej skali problemu i dotrzeć do wszystkich grup potrzebujących pomocy. Badania mogą również pomóc w znalezieniu odpowiedzi na wiele ważnych pytań - dowiedzieć się, co leży u podstaw ubóstwa menstruacyjnego, jak dużą rolę odgrywa w nim edukacja na temat samej menstruacji, ile nieobecności w szkole związanych jest z brakiem środków higienicznych czy samą miesiączką.

Brak debaty społecznej to jedna z wielu, ale prawdopodobnie jedna z najważniejszych kwestii, która stoi na przeszkodzie rozwiązania problemu ubóstwa menstruacyjnego w Polsce.

“Póki nie będziemy mieć rzetelnych i kompleksowych badań, będzie trudno.  - wyjaśnia Emilia Kaczmarek. Niestety interpelacja poselska w sprawie ich przeprowadzenia nie została rozpatrzona. Dla nas, jako fundacji, kluczowe jest teraz dotarcie do każdego powiatu w kraju. W większych miastach powstaje coraz więcej inicjatyw zwalczających ten problem - sporo w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii, w której same zaczynałyśmy. A pomoc potrzebna jest wszędzie. Wszystkie wymienione kwestie są moim zdaniem istotne, ale gdybym miała wskazać jedną, wybrałabym bagatelizowanie problemu - bez zrozumienia i zaakceptowania tego, że problem istnieje, nie pójdziemy dalej.”

  1. Psychologia

Wzajemne wsparcie w związku - ważna jest harmonia kobiecej i męskiej energii

Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski.

Jak wspierać mężczyznę? Jak wpierać kobietę? -

Męskość i kobiecość – archetypowe energie spotykają się…
To spotkanie najlepiej oddaje taka metafora: mężczyzna przedziera się przez dżunglę, wyrąbuje ścieżkę maczetą, rani się, potyka i przewraca. Za nim podąża kobieta. Idzie tym tunelem, który on wyrąbał. Wie jak wspierać mężczyznę. Kiedy on upada, ona pomaga mu się podnieść.

Nie łapie za maczetę, nie wyręcza go.
Tak, kobieta nie musi walczyć z przeciwnościami losu, nie musi się potykać, ranić, ponieważ to jest przestrzeń, którą zagospodarowuje mężczyzna. On podejmuje to wyzwanie, ponieważ ma w sobie taką energię. My, mężczyźni, często się potykamy, a nawet przewracamy, niestety, z różnych powodów nie przyznajemy się do tego. Gdy mamy przy sobie kobietę, która wie jak wspierać mężczyznę i mówi: „OK, wywaliłeś się, nie szkodzi, zaraz coś zaradzimy”, nabieramy sił i idziemy dalej, testujemy różne ścieżki, sprawdzamy siebie.

To znana prawda, że za sukcesem mężczyzny stoi kobieta.
Tak, aura, którą ona tworzy, pozwala mu efektywnie funkcjonować. Takie kobiece kobiety nie muszą być wyłączone z życia zawodowego. Wiele z nich pracuje, ponieważ mają misję. Nie muszą jednak koncentrować się na przetrwaniu, myśleć o pieniądzach. Gdy zmieniamy te role, osłabiamy siebie. Po pierwsze dlatego, że mężczyźni mają w swoim męskim pierwiastku niewiele takiej opiekuńczości, o jakiej tu mówimy.

Gdy kobieta łapie za maczetę, bywa zmęczona i poraniona, a znikąd ratunku.
Jest wewnętrznie wściekła. Dlaczego? Bo gdy idzie w świat, musi się utwardzić, zrezygnować ze swojej łagodności, wrażliwości. Gdy jest szefową, nie może się rozpłakać, bo takie zachowanie zostanie uznane za nieprofesjonalne. Reguły funkcjonowania w świecie biznesu są męskie, zostały wymyślone setki lat temu przez mężczyzn. Kobiety wchodzą w ten świat i dostosowują się, starają się sprostać oczekiwaniom, zaczynają funkcjonować w trybie przetrwania. Odrzucają miękką, przyjmującą kobiecą energię. Aby przetrwać w biznesie, muszą uznać kobiecą energię za słabość. Płacą za to wysoką cenę.

Załóżmy jednak, że mężczyzna wspiera taką kobietę po kobiecemu (bo nie wie jak inaczej wspierać kobietę).
Kobieta zaczyna nim gardzić.

Gardzić?
Celowo użyłem takiego słowa. Ta wzgarda nie jest wypisana w domu na plakacie, przejawia się raczej w postaci pobłażliwości dla mężczyzny: to taki mój misiu, chodzi w kapciach, prowadzi dzieci do przedszkola. Kobiety biznesu na psychoterapii skarżą się, że straciły partnera. Mężczyzna przestał się rozwijać, nie ma z nim o czym porozmawiać.

Mamy brak wsparcia w związku... Wracamy więc do tradycyjnego podziału ról?
W swojej istocie ten podział nie jest zły, pod warunkiem że nie deprecjonujemy żadnej ze stron. Jeśli docenimy te role, uznamy, że są komplementarne, ani lepsze, ani gorsze, wtedy będziemy wspierać siebie nawzajem niejako automatycznie. Z doświadczenia wiem, że to nie wymaga żadnego wysiłku. Nie trzeba niczego wymyślać, kombinować. Gdy spotkają się dwie osoby ze zintegrowanymi pierwiastkami męskości i kobiecości, wtedy naturalnie znajdują te obszary związku, które pragną zagospodarować. Brak wsparcia w związku nie występuje. Wzajemne wsparcie wydarza się samo. Można więc żyć stosunkowo prosto. Żeby to jednak mogło się wydarzyć, i żeby nie dotknął nas brak wsparcia w związku, trzeba sporo rzeczy w sobie wypracować. Przede wszystkim znaleźć kontakt z wewnętrznym źródłem swojej męskiej i kobiecej energii.

W jaki sposób mężczyzna może wspierać kobiecość kobiety? Jak wspierać kobietę mądrze?
Większość mężczyzn ma z tym kłopot, ponieważ ma kłopot z odnalezieniem w sobie męskiej siły. Kobiecość i męskość wzajemnie się dopełniają. Gdy w relacji występuje deficyt którejś z tych energii, dochodzi albo do rozpadu związku, albo jedna ze stron musi nadrobić ten deficyt. Kobieta, która ma u boku mężczyznę bez zintegrowanego pierwiastka męskiego, będzie miała trudność w realizowaniu w codziennym życiu pierwiastka kobiecego. Będzie odczuwała konieczność sprostania oczekiwaniom, jakie stawia jej współczesny świat. Stanie się kobietą niezależną, sprawczą, osiągającą sukcesy. Jednak w rozmowie z psychoterapeutą ta kobieta powie, że tęskni za tym, aby – z jednej strony – zrzucić maskę niezłomnej, wziąć głęboki oddech i oprzeć się na kimś, kto ją utrzyma. Z drugiej strony – by zrealizować swoją opiekuńczość. Jak wspierać taką kobietę? W jaki sposób mężczyzna może wesprzeć te pragnienia? Tylko poprzez wsparcie własnej męskości, ponieważ to jest właśnie rusztowanie, na którym on buduje swoją wewnętrzną siłę.

W jaki sposób my, kobiety, możemy pomóc w budowaniu tej męskiej siły? Jak wspierać mężczyznę?
Na warsztaty dla mężczyzn, które prowadzę, przychodzą mężczyźni, bo „żona kazała”, „siostra wykupiła miejsce”. Dobrze, że ci mężczyźni w ogóle przychodzą, jednak to jest właśnie ten kłopot. Mężczyźni potrzebują odbudować swoją męskość. Niestety, budują swój pomysł na męskość w oparciu o oczekiwania świata kobiet. Bo ona zarabia, ma to i tamto, tak myśli, tak czuje, ma kosmiczne potrzeby seksualne – te punkty a, b, c, d, g – nie wiadomo już, gdzie one są. No więc mężczyzna się stara, a i tak w końcu dowie się, że jest z nim coś nie tak i najlepiej, żeby się naprawił. Wtedy on przestaje się starać, włącza swoją grę komputerową albo pornografię. Przechodzi na tryb oporu, wycofuje się z sypialni, odmawia współżycia. Kobieta jest zdezorientowana: „Co tu się dzieje, teraz ja mam inicjować współżycie, chodzić, pytać, prosić, bo jego boli głowa, jest zmęczony?”. To jest opór związany z dominującą rolą kobiety w związku: „Nie dam ci satysfakcji”. Za tym idą zachowania bierno-agresywne: przedwczesny wytrysk, problemy z erekcją.

Ten wygodny układ staje się nie do zniesienia.
Tak, on jest pozornie wygodny. Żadna ze stron nie czerpie realnych korzyści. Mamy brak wsparcia w związku. Kobieta ma wrażenie, że coś kontroluje, a jednocześnie bardzo się męczy. Mężczyzna ma wrażenie, że jest zaopiekowany i nie musi wkładać wysiłku, ale tak naprawdę traci sens życia. My, mężczyźni, w procesie rozwoju zatrzymaliśmy się tu na poziomie: być miłym chłopcem dla mamy.

Jak wspierać kobietę? Miły chłopiec nie jest w stanie wspierać kobiecości kobiety.
Moim zdaniem to nie jest możliwe. Może kobietę wspierać operacyjnie, ale kobiecości raczej nie. My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia.

Jak mu pomóc? To niestosowne pytanie. Pytanie mamusi.
Gorzej. To pytanie ratowniczki. A ratowniczka zawsze na końcu przegrywa. Wystarczy, że kobieta przestanie przeszkadzać mężczyźnie w odbudowywaniu jego męskości, przestanie go kontrolować, naprawiać. Im bardziej chcecie coś zrobić, tym gorzej to wychodzi. Dam przykład. Moja żona za chwilę idzie do szpitala rodzić, zostaję z dzieciakami w domu. Dziewięć na dziesięć kobiet w takiej sytuacji ugotuje jedzenie, poodkurza, posprząta, przygotuje dzieciom ubranka, zrobi rozpiskę, co on ma robić i w jakiej kolejności. „Dlaczego to robisz?”. „Wspieram go”. „Nie, nie wspierasz. Uczysz go, że on właściwie nic nie musi robić. Idź spokojnie do szpitala, zajmij się rodzeniem dziecka, a nie tym, co dzieje się w domu”. Jak wspierać mężczyznę? Fundamentalną męską potrzebą w związku jest bycie docenionym, uznanym przez kobietę: „Widzę w tobie mądrość, ufam ci”.

Kobieta chętnie to powie, pod warunkiem że naprawdę może zaufać.
Jak być mądrym mężczyzną? Jak wspierać kobietę? Wielu z nas zatraciło zdolność do bycia mężczyznami męskimi. Nie wiemy, czym jest męskość, jak to się robi. Raczej nie mamy wspierających przekazów pokoleniowych. Męski mężczyzna wie, kim jest, co sobą reprezentuje, jakie ma zasoby, deficyty, przekonania, potrzeby, jakie są jego wartości, co jest dla niego ważne. Wie, dokąd zmierza. Steve Biddulph w książce „Męskość. Nowe spojrzenie” zwraca uwagę, że współcześni mężczyźni nie zadają sobie odpowiednich pytań w odpowiedniej kolejności. Zanim wejdziemy w relacje z kobietami, powinniśmy wiedzieć, dokąd zmierzamy. I kto tam pójdzie z nami. Większość mężczyzn przygląda się, kto chce z nimi gdzieś iść, a dopiero potem pyta, dokąd idziemy. Mądrość bierze się z doświadczenia, nie z wiedzy, nie z książek.

W jaki sposób kobiecość kobiety wpływa na mężczyznę?
To coś bardzo miękkiego, po prostu widzi się zachwyt w jej oczach, potwierdzenie: „Tak, jesteś moim mężczyzną”. To wszystko. Mówimy tu o kobiecie, która ma otwarte serce, uznaje mężczyznę za tego, któremu chce się choć trochę poddać…

…raczej oddać.
Tak, to chyba lepsze słowo. Pozwala na to, aby jego zdanie było ważne, żeby miał wpływ, na przykład na wychowywanie i kształcenie dzieci. Niewielu mężczyzn ma na to wpływ. Stanowczość, odpowiedzialność, decyzyjność mężczyzny nie jest równoznaczna z tym, że kobieta jest bezwolna. „Ufam ci, czuję się przy tobie bezpieczna” – taki przekaz sprawia, że energia męska się podnosi. A wtedy kobieta może się odprężyć w przestrzeni miękkości i łagodności, może wspierać mężczyznę.

Dojrzały mężczyzna wspiera kobiecość kobiety. Jakby to miało wyglądać?
Możemy być ze sobą w ciągu dnia krótko, pół godziny, godzinę, ale wtedy jesteśmy tylko dla siebie. Najważniejsza jest obecność: widzę cię, reaguję na to, co mówisz, jestem zainteresowany, spójny, transparentny. Kobieta nie musi wtedy tracić energii, żeby mężczyznę doganiać, przeganiać, przesuwać czy w jakikolwiek inny sposób funkcjonować w relacji. Może realizować swoją kobiecość, którą on szanuje. Ona wie, że on jest autonomicznym mężczyzną i nie wymaga bycia obsługiwanym. Gdy gotuje obiad i podaje mu go, on to docenia. Jednak gdy nie ugotuje obiadu, nie będzie katastrofy, on spokojnie zrobi obiad sam, także dla dzieci. Mężczyzna, który przez jakiś czas mieszka sam, bez kobiety, uczy się żyć samodzielnie. Potem, gdy wchodzi w relację z kobietą, przestaje być petentem, który ciągle czegoś oczekuje i żąda. Wręcz przeciwnie – sam wiele oferuje, zapraszając tym samym kobietę, aby odprężyła się i pielęgnowała swoją kobiecość. To bardzo ważne, abyśmy my, mężczyźni, zrezygnowali z takiego wymagania, które wielu mężczyzn stawia kobietom: zaopiekuj się mną, ugotuj mi, posprzątaj, jak mama. A najlepiej bądź na każde moje wezwanie. Autonomiczność jest kluczowa w przypadku obu płci, bez tego nie ma szans na wzajemne wspieranie się. Wyzwanie dla kobiet, które wchodzą w relacje z męskimi mężczyznami, to zrezygnowanie z kontroli, z oceniania, wtłaczania w wymyślone role, scenariusze na temat związku.

Żyjemy w czasach, które stawiają bezwzględne wymagania obu płciom. Jednym z nich jest młodość. A przecież przemijamy. Jednak nasza męskość i kobiecość nie przemija.
Bardzo ważne jest, żeby mimo upływu lat mężczyzna widział piękno kobiety. Najpierw kobieta jest ładna, a dopiero potem piękna. Piękno emanuje ze środka – wyraża się w sposobie myślenia, ubierania, w ruchach, w spojrzeniu, w twórczości, w trosce o dom. Gdy widzimy to piękno, to tak, jakbyśmy podlewali kwiat, a on ciągle na nowo rozkwitał. Widzę twoją siłę i mądrość, i ufam ci – to przekaz kobiecości. On nieustająco pragnie to wiedzieć.

  1. Styl Życia

Sprzedawanie przez zawstydzanie? To nie fair!

Marieke Eyskoot (Fot. Melody Lieftink/materiały prasowe)
Marieke Eyskoot (Fot. Melody Lieftink/materiały prasowe)
Marieke Eyskoot, duńska aktywistka, edukatorka i konsultantka mody odpowiedzialnej, rozpoczęła na Instagramie akcję #SustainabilityAgainstShame, którą zwraca uwagę na to, w jaki sposób producenci odzieży i kosmetyków, ale także media głównego nurtu, zawstydzają kobiety, by w ten sposób nakłaniać je do zakupu swoich produktów.

Czy można kupić pewność siebie lub dzięki zakupom bardziej pokochać samego siebie? Gdy w ten sposób zadamy pytanie, odpowiedź wydaje się oczywista. Jednak producenci ubrań, kosmetyków, sportowych akcesoriów czy odchudzających diet, starają się nas przekonać, że dzięki ich produktom będziemy czuły się seksowne, pewne siebie, szczęśliwe, wystarczająco dobre. Ile takich komunikatów w mediach społecznościowych, w papierowych magazynach czy telewizji oglądamy codziennie? Takich, które sygnalizują, że nasza skóra jest za mało promienna albo za mało gładka, że jesteśmy zbyt szczupłe, albo zbyt pulchne; że nasze włosy nie są wystarczająco lśniące, że nosimy nieodpowiednie ubrania, bo w tym wieku już nie wypada.

W filmie dokumentalnym „Still Killing Us Softly: Advertising’s Image of Women” reżyserka Jean Killbourne pokazuje, w jaki sposób prezentacja kobiet w mediach społecznościowych systematycznie zmienia ich sposób postrzegania siebie. Film opowiada o niepokoju, jaki odczuwa wiele kobiet, przeglądając magazyny o modzie czy spoglądając na kolejną wyretuszowaną reklamę. Producenci odzieży i kosmetyków, ale także media mainstreamowe grają decydującą rolę w promowaniu obsesji piękna i sprawiają, że nie czujemy się dość seksowne, dość młode, dość szczupłe czy dość białe (bo media głównego nurtu nadal pokazują przede wszystkim białe kobiety). „Jesteśmy zalewani obrazami bardzo wąsko zdefiniowanego kobiecego piękna – przekonuje Renee Engeln,  autorka doskonałej książki „Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety”. „Niezadowolenie kobiet z własnego ciała nie byłoby tak powszechne, gdyby nie zasilał go niekończący się strumień nierealistycznie wyglądających, nieprezentatywnych i zaburzających naszą wiedzę o tym, jak faktycznie wyglądają kobiety na całym świecie.”

Technikę zawstydzania stosują jednak nie tylko twórcy reklam, pracownicy mediów, producenci kosmetyków czy odzieży, ale także same kobiety. Zjawisko „women shamingu” zostało wzięte pod lupę przez dr Martę Bierca i Alicję Wysocką-Świtałę, w raporcie „Krytyka kobiet codzienna, czyli women shaming w Polsce”, który powstał na zlecenie agencji Clue PR. Jakie wnioski płyną z raportu? Ponad 90 proc. badanych kobiet usłyszało słowa krytyki na temat swojego wyglądu lub sposobu wychowywania dzieci. 73 proc. kobiet, głównie tych, które deklarują się jako singielki, spotkało się z krytyką dotyczącą swojego wyglądu i wagi. Najczęściej jesteśmy oceniane i krytykowane przez bliskie znajome, kobiety z naszej rodziny, współpracowniczki, ale także kobiety, których w ogóle nie znamy. Jesteśmy oceniane, choć o to nie prosimy. Dostajemy „dobre rady”, albo wysłuchujemy słów, które pod płaszczykiem komplementu przemycają drobne złośliwości na nasz temat.

Tak długo, jak nie podobamy się sobie, jesteśmy cennymi nabytkami dla producentów i twórców reklam, którzy wmawiają nam, że tylko dzięki ich produktom mamy szansę stać się kimś lepszym.

Odpowiedzialność producentów odzieży nie powinna dotyczyć wyłącznie poszanowania planety i zapewnienia godnej płacy swoim wykonawcom, ale także odpowiedzialnych komunikatów, które kierowane są w stronę odbiorców.

Presja, której jesteśmy poddawane, wpływa nie tylko na nasze szczęście i zdrowie psychiczne, ale także na sposób, w jaki robimy zakupy. Im więcej produktów nabywamy, tym mniej odpowiedzialne stajemy się w stosunku do planety. Biznes, który wykorzystuje nasze poczucie niepewności, również nie funkcjonuje odpowiedzialnie. Jeśli jeszcze dodamy do tego fakt, że kupując ubrania czy kosmetyki, które nie zostały wyprodukowane w sposób zrównoważony, zgadzamy się na to, żeby powstawały w takich warunkach, na jakie nigdy nie zgodzilibyśmy się w naszym kraju, to okazuje się, że wspieramy producentów, którzy bogacą się kosztem zarówno naszego zdrowia, jak i środowiska naturalnego.

Marieke Eyskoot, ekspertka od zrównoważonej mody, która doradza markom, prowadzi edukacyjne warsztaty i wykłady, zapoczątkowała na swoim Instagramie akcję skierowaną przeciwko technikom zawstydzania. Sustainability Against Shaming (Zrównoważony rozwój przeciwko zawstydzaniu) ma za zadanie obnażyć mechanizmy i pokazać sposoby, dzięki którym zawstydzają nas reklamy, artykuły w mediach oraz komunikaty, które otrzymujemy od marek odzieżowych. Moda oparta na takim mechanizmie wzbogaca się na podsycaniu naszego uczucia niepewności.

Jak można temu przeciwdziałać? Przede wszystkim zwracać uwagę na tego typu reklamy czy artykuły w prasie, piętnować je i komentować. Wskazywać, dlaczego nam odbiorczyniom, do których kierowane są te treści, nie podobają się komunikaty, które słyszymy i widzimy. Marieke zachęca również do tego, żeby wspierać media, które są inkluzywne i odpowiedzialne. Wybierać marki, które traktują z szacunkiem każdego –  począwszy od pracownika w fabryce i kończąc na nas, konsumentach.