1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie i sprawach intymnych?

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie i sprawach intymnych?

(Ilustracja Agata Nowicka)
(Ilustracja Agata Nowicka)
Zobacz galerię 3 zdjęcia
W tej dziedzinie czas jakby zatrzymał się w miejscu. Mamy problem, co i kiedy mówić dziecku o seksualności, jak reagować na jego zainteresowanie tą sferą. No i co z edukacją seksualną – posyłać na lekcje czy lepiej nie? Nie wiemy, co pomaga w edukowaniu, a co szkodzi. I komu wierzyć, bo teorii, często sprzecznych, pojawia się wiele. Do tego dochodzą stereotypy, podsycane zewsząd lęki. Jak się w tym odnaleźć? Sprawdzamy.

W dziedzinie edukacji seksualnej czas jakby zatrzymał się w miejscu. Mamy problem, jak rozmawiać z dzieckiem o seksie, co i kiedy mówić mu o seksualności, jak reagować na jego zainteresowanie tą sferą. No i co z edukacją seksualną dzieci w szkole – posyłać na lekcje czy lepiej nie? Nie wiemy, co pomaga w edukowaniu, a co szkodzi. I komu wierzyć, bo teorii, często sprzecznych, pojawia się wiele. Do tego dochodzą stereotypy, podsycane zewsząd lęki. Jak się w tym odnaleźć? Sprawdzamy.

Mama czteroletniego Kacpra żali się na jednym z forów dla rodziców: „Jestem zdruzgotana, bo chyba dałam straszną plamę. Kacper turlał się po dywanie, po czym zdjął spodenki i dotykając sterczącego siusiaka, krzyknął: »Mamo, popac!«. Zamurowało mnie. Natychmiast włączyłam bajkę, żeby odwrócić jego uwagę. To był odruch. Jak powinnam zareagować?”.

Seksuolożka Izabela Jąderek nie dziwi się, że mama Kacpra straciła w tej sytuacji głowę. Nawet młodzi rodzice, zdecydowanie lepiej wyedukowani niż ich matki i ojcowie, mają silne opory przed otwartą rozmową o seksualności ze swoimi dziećmi. Bo z nimi też nikt o tym nie rozmawiał. Bo nie wiedzą, jak to robić. Bo straszy się ich, że zbyt wczesne poruszanie tego tematu rozbudzi dziecko seksualnie.

– Te wszystkie obawy wynikają z niewiedzy, że małe dziecko nie ma wykształconego napięcia seksualnego – mówi seksuolożka. – Ono, oczywiście, jest istotą seksualną, bo ma płeć, natomiast nie ma ochoty na seks! Napięcie seksualne rozwija się dopiero w okresie dojrzewania, wraz z przemianami hormonalnymi w całym organizmie. Dziecko w tym wieku, czyli kiedy zaczyna poznawać świat, chce nie tylko wiedzieć, jak zbudowane jest jego ciało: noga, ręka, głowa, także siusiak, cipka, spontanicznie i naturalnie pyta o to, co je zaciekawia. Patrzy na świat bez skojarzeń i rozumienia, które ma osoba dorosła. Wynika to z jego naturalnego rozwoju poznawczego, a nie z jakiejś dewiacji. Tymczasem dorosłym penis kojarzy się z kontaktem seksualnym.

Ono pyta, ja odpowiadam

Mama Kacpra powinna zatem powiedzieć: „Widzę”. Tylko tyle, bo o to pytał synek. Nie odwracać jego uwagi, ale też nie obrzydzać dziecku stref intymnych, nie mówić: „A fuj”, bo w ten sposób wzbudzamy poczucie zawstydzenia i opór przed dotykaniem swojego ciała.

Psycholożka i edukatorka seksualna Agnieszka Stein: – Na tym etapie wystarczy, że rodzice odpowiadają na pytania, nie rozszerzają wypowiedzi. Bo jak będą próbować mówić więcej, to dziecko przestanie ich słuchać. Dzieci w każdym wieku dużo lepiej współpracują, gdy dostają konkretną odpowiedź niż wtedy, gdy robi się im wykład. Możemy zapytać, co ono na ten temat myśli, skąd takie pytanie. W ten sposób razem sprawdzamy, co już wie, i zamiast sytuacji: pytanie – odpowiedź, rodzi się rozmowa.

Izabela Jąderek apeluje: – Nie reagujmy złością, gdy na przykład maluch zajrzy w majteczki siostry. Małe dziecko jest ciekawe także tego, jak zbudowane są inne osoby, w tym mama i tata, zadaje pytania, obserwuje. To jedno z zadań rozwojowych wieku przedszkolnego – zobaczyć, że ludzie są różni: dziewczynka ma waginę, zwaną cipką, chłopczyk ma penisa, którego nazywa się siusiakiem. I niezależnie od tego, czy ktoś założy sukienkę, czy spodnie, czy ma włosy dłuższe, czy krótsze, to jest tym, kim się czuje. Mówimy to, gdy nadarzy się ku temu okazja, sięgamy po książeczki, których jest na rynku coraz więcej.

Psychologowie podkreślają, że okres przedszkolny jest kluczowy dla rozwoju dziecka, poznawania siebie, innych i rozumienia, w jakim świecie funkcjonujemy. Po pierwsze, dlatego że dzieci w tym wieku są bardzo otwarte. A po drugie, w tym okresie malec najintensywniej czerpie wzorce od starszych, obserwuje, jak traktują się rodzice, i powiela te obserwacje w zabawach w mamę i tatę.

– To dobry moment, żeby korygować postawy, przede wszystkim swoje – zauważa Izabela Jąderek. – Bo rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co dziecku powiedzą, to jest jedno, ale najważniejsze jest to, co robią. Jeżeli tata rozkazuje, mama zajmuje się tylko domem, to te stereotypy zaczną się już w tym wieku utrwalać. A one też są częścią edukacji seksualnej. I mogą rzutować na późniejsze życie.

Taka scenka: mama z kilkuletnią córką maszerują wzdłuż sklepowych stoisk. Nagle dziewczynka zatrzymuje się przy samochodzikach, bierze jeden do ręki, ogląda. Na co mama gwałtownie: „Chodź, to nie dla dziewczynki, to dla chłopców”. I odkłada zabawkę na półkę.

Izabela Jąderek: – Jeśli takich sytuacji jest więcej, to potem ta córka, już jako nastolatka czy dorosła kobieta, może mieć stereotypowe przekonania dotyczące ról społecznych, tego, co wypada albo nie kobiecie, jak powinna się zachowywać, jak wyglądać. Ale na ogół nie widzimy między tymi faktami związku.

Wyprzedzamy zmiany

Wpis na forum: „ Moja Maja nie ma jeszcze dziesięciu lat, a już dziwnie się zachowuje. Ostatnio zamknęła się w łazience i nie chciała mnie wpuścić. Zbieram się do rozmowy z nią na temat miesiączki, jak zmieni się jej ciało, podsunęłam jej nawet książkę dla nastolatków, ale ona nie jest zainteresowana. Może to za wcześnie?”.

Izabela Jąderek wyjaśnia, że na etapie wczesnoszkolnym, od siódmego do dziesiątego roku życia, zainteresowanie seksualnością trochę się wycisza.

– To tak zwany okres latentny, dziecko skupia się wtedy na innych zadaniach. Ale to nie znaczy, że nie należy mu wtedy przekazywać wiedzy. Przeciwnie, powinno się przygotować je do dojrzewania. W tym okresie zasada dotycząca małych dzieci – żeby mówić tylko to, o co pytają – nie obowiązuje, tu podajemy informacje wyprzedzająco. Czyli mówimy ośmiolatkom, co będzie się zmieniać w ich ciele, że ona dostanie miesiączki, że może boleć ją brzuch, a jemu zaczną rosnąć wąsy, będzie przechodził mutację, miał nocne wytryski. I że to wszystko jest OK. Mówimy też o związkach, o tym, że rodziny są różne, o emocjach czy treściach, które można znaleźć w Internecie.

Psychologowie mówią zgodnie: zadaniem rodziców jest zbudowanie w dziecku do 12. roku życia przekonania, że zawsze może się do nich zwrócić z pytaniem, prośbą o pomoc, nie tylko jeśli chodzi o edukację seksualną, ale w ogóle. W okresie dojrzewania coraz bardziej liczą się bowiem rówieśnicy. I jeśli rodzice nie zbudują wcześniej autorytetu, to potem będzie im bardzo trudno to nadrobić.

– Burza hormonalna wieku dojrzewania sprawia, że świat dziecka wywraca się do góry nogami – mówi Izabela Jąderek. – Dziewczynki na lekcjach edukacji, które prowadziłam, mówiły, że czasem same nie mogą ze sobą wytrzymać, bo raz są wesołe, raz płaczą. Nastolatek jest zagubiony, nie rozumie, co się dzieje z jego ciałem i jaki jest cel tych zmian. W związku z tym rośnie w nim napięcie. Może je rozładowywać zachowaniami agresywnymi, zupełnie przy tym nie rozumiejąc, skąd one się biorą. Badania mówią, że co drugi nastolatek (zdecydowana większość to chłopcy, nawet w wieku 9–11 lat) miał styczność z pornografią. Nikt ich nie edukuje, czym pornografia różni się od seksu i w ogóle od bliskości. Jeśli dajemy dziecku do ręki telefon z dostępem do Internetu, to powinniśmy je przygotować na to, że może natknąć się na takie treści. Dlatego tak ważna jest edukacja. Problemy nastolatka nie znikną, gdy zakaże się takich zajęć. To infantylizm.

Rodzice odgrywają tu jednak rolę najważniejszą. Agnieszka Stein pytana, kiedy zaczynać edukację seksualną, odpowiada: – Od urodzenia. Nigdy nie jest na to za wcześnie. Edukujemy dzieci stosunkiem do swojego ciała, swoim poczuciem wartości, tym, czy komunikujemy swoje granice, czy nie, i jak rozumiemy bliskość i miłość. Tym, jak traktujemy dziecko, czy słuchamy, co ma do powiedzenia, czy uwzględniamy jego odmowę, w tym do jedzenia. Tym, jak traktujemy innych. To są podstawowe elementy edukacji seksualnej, którą buduje się od małego, a nie w wieku 15 lat, kiedy nastolatek jest w dużej mierze ukształtowany.

– Seksualność to nie jest obszar leżący w oddzielnej szufladzie, tylko sfera powiązana z innymi sferami życia – mówi psycholożka. – Zauważyłam, że jak rodzice zdają sobie sprawę, czym jest seksualność, jak to bogaty temat, to chcą wspierać swoje dzieci, ale też bardziej chcą zadbać o siebie. A to bardzo ważne.

Dlaczego? Bo zdaniem psycholożki dbanie o siebie, akceptowanie siebie pozwalają lepiej radzić sobie z własną seksualnością, a to przekłada się na akceptowanie podmiotowości seksualnej swoich dzieci. Zadaniem rodziców jest wspieranie dzieci w wyznaczaniu własnych granic oraz szanowaniu granic innych. Jak to robić?

– Nie ma prostej odpowiedzi – mówi Agnieszka Stein. – Nie chodzi o to, żeby ktoś przeczytał, że jak zrobi tak, to jest dobrze, a jak inaczej, to źle, tylko o to, żeby się dowiedział, że w dziedzinie seksualności może wybierać i decydować. Ale najpierw trzeba rozpoznać, co mi służy. A potem uczyć tego samego dziecko. Jeden z przekazów naszej kultury mówi, że jak się troszczymy o siebie, to coś innym zabieramy. Moje doświadczenie jest inne – od tego, jak dbamy o siebie, czy robimy coś z tym, że nasze granice były kiedyś naruszane, zależy nasza wrażliwość na naruszanie granic dzieci. Bo nie chcemy przecież robić dzieciom tego, co nas bolało. Komuś, kto nie czuje siebie, trudno poczuć dziecko i wspierać je w tym, żeby czuło siebie.

 (Ilustracja Agata Nowicka) (Ilustracja Agata Nowicka)

Edukacja seksualna w szkole, czyli czego uczą edukatorzy

Rozwiedziony tata z forum dla ojców: „Moja była dręczy mnie, żebym pogadał z synem, jak powinien się zabezpieczyć, bo ma już dziewczynę. Powtarza, że to moja działka. Próbowałem kilka razy, ale nie umiem. Czy ktoś z was ma już taką rozmowę za sobą?”.

Dla wielu rodziców rozmowy na temat seksualności są bardzo trudne. Często sami nie otrzymali odpowiedniej edukacji w tym zakresie, nigdzie też nie uczy się tego, jak poruszać takie tematy z dziećmi. Nie możemy wymagać od opiekunów posiadania specjalistycznej wiedzy na przykład o tym, jak dokładnie działają poszczególne środki antykoncepcyjne, jak chronić się przed zakażeniami przenoszonymi drogą płciową, jak w asertywny sposób odmawiać niechcianych kontaktów seksualnych. Dlatego tak ważna jest rzetelna edukacja, oparta na wiedzy naukowej i badaniach. No, ale edukacją seksualną się straszy: że pozbawia rodziców wpływu na dziecko, że przemyca ideologie, że seksualizuje dzieci.

To po kolei: czy edukacja seksualna w szkole pozbawia rodziców wpływu na dziecko?

Katarzyna Banasiak, koordynatorka grupy edukacyjnej Ponton: – Absolutnie nie. Rola rodziców w edukacji seksualnej dzieci jest niekwestionowana. To oni przekazują im światopogląd, wartości, dają przykład, jak budować relacje. Natomiast szkoła powinna być merytorycznym uzupełnieniem tej wiedzy. Edukacja seksualna to taki sam przedmiot jak matematyka czy WOS. Opieramy się na wiedzy medycznej, biologicznej, psychologicznej. Dużo uwagi poświęcamy zagadnieniom z obszaru praw człowieka.

Drugi mit: edukacja seksualna przemyca ideologie.

Katarzyna Banasiak podkreśla: – Profesjonalnie przeprowadzone zajęcia wykluczają przekazywanie zideologizowanych treści. Podczas warsztatów nie ma miejsca na dzielenie się swoimi prywatnymi przekonaniami. Jasno komunikujemy, że ludzie wyznają różne wartości, że dobrze jest je poznać, ale decyzja, jakimi będziemy się kierować, należy do nas. Na warsztatach rozmawiamy o tym, co to jest asertywność, czyli jak mówić „nie”, jak wyznaczać swoje granice, że nie trzeba się na wszystko zgadzać. Ale też jak respektować granice drugiego człowieka. Rozmawiamy o tym, jak budować relacje, o prawach, jakie nam przysługują, i o tym, jak możemy się ich domagać. Przedstawiamy wiedzę na temat antykoncepcji, ale też podkreślamy, że znajomość metod nie obliguje do ich stosowania.

Mówimy o zakażeniach przenoszonych drogą płciową. To ważne, bo punkty konsultacyjno-diagnostyczne, w których można anonimowo i bezpłatnie się przebadać, biją na alarm, że mamy obecnie w Polsce epidemię kiły, zwłaszcza wśród osób młodych. Nastolatki najbardziej obawiają się ciąży, natomiast małą uwagę skupiają na infekcjach, które są naprawdę niebezpieczne, bo często przebiegają bezobjawowo i młodzi ludzie zakażają siebie nawzajem, nie wiedząc o tym.

Okazuje się, że młodzież ma wiele pytań, czasem podstawowych: Co to jest miesiączka? Jak dochodzi do zapłodnienia? Czy dojdzie do niego, kiedy intymne narządy mają kontakt, ale w majtkach? A gdy jest penetracja, ale bez wytrysku? Pewna dziewczynka zapytała, czy może zajść w ciążę, jak usiądzie na sedesie, na którym przed chwilą siedział jej brat, bo nie wiadomo, co on tam robił. Czasem dziewczynki boją się, że się wykrwawią, pytają, jak używać tamponów. To są realne problemy młodych ludzi. Czy rozmowa na ten temat to ideologizacja?

 (Ilustracja Agata Nowicka) (Ilustracja Agata Nowicka)

Stop seksualizacji? Pełna zgoda!

Kolejny głos z forum: „Hej, powiedzcie, czy się bać, bo słyszałam, że w Warszawie seksualizują przedszkolaki, a ja właśnie się tu przeprowadziłam i nie wiem, czy posłać moją Malwinę do przedszkola, czy ściągać babcię”.

– Seksualizacja to kolejny mit – mówi Katarzyna Banasiak. – W przedszkolach nie ma w ogóle systemowej edukacji w tym zakresie. Ta przewidziana jest dopiero od czwartej klasy szkoły podstawowej w ramach lekcji wychowania do życia w rodzinie. My prowadzimy warsztaty dla młodzieży od 15. roku życia do matury, robimy to na zaproszenie pedagogów, dyrektorów, rodziców – wolontaryjnie, zawsze za pisemną zgodą wcześniej poinformowanych opiekunów. Bardzo przykro czyta się takie głosy, one nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Skąd się biorą? Z nagłośnienia słynnej już tabelki WHO, która jest częścią wytycznych tej organizacji. W ocenie specjalistów podstawowy problem polega na tym, że mało kto przeczytał całość wytycznych, tylko wyrywa się jedno zdanie z całego dokumentu i straszy, że to instrukcja. Edukatorzy zauważają, że wytyczne WHO nie są programem zajęć ani żadną instrukcją. To informacja o rozwoju człowieka przeznaczona dla rodziców, osób pracujących z dziećmi i młodzieżą. Można się z niej dowiedzieć na przykład, że na danym etapie dzieci mogą, ale nie muszą się masturbować. I jak wtedy reagować: że nie należy tych czynności wyśmiewać, karać za nie. Dziecko powinno usłyszeć: „To normalne, ale nie rób tego w miejscach publicznych, nie używaj do tego żadnych przedmiotów”. Rodzice dowiadują się także, że masturbacje są różne, nie tylko te czysto rozwojowe. Dziecko może w ten sposób odreagowywać stres, radzić sobie z trudnymi emocjami. Warto wtedy poszukać pomocy u specjalisty. Zadaniem rodziców jest obserwowanie dziecka, wyjaśnianie, co się z nim dzieje, i czuwanie nad jego bezpieczeństwem.

Katarzyna Banasiak: – Wytyczne WHO to pomoc w nawigowaniu po tym szerokim obszarze zagadnień. To przykre, że osoby pełniące odpowiedzialne funkcje w kraju posługują się pojęciami, których definicji nie znają. Bo co to jest seksualizacja? To wartościowanie człowieka na podstawie jego atrakcyjności fizycznej, sprowadzanie osoby wyłącznie do jej wyglądu, uprzedmiotowienie jej. Często możemy zauważyć to zjawisko w reklamach, w których półnagim ciałem kobiet sprzedaje się różne towary czy usługi, albo w social mediach, gdzie promowane są osoby, które przede wszystkim chwalą się swoim idealnym ciałem. Seksualizacja wpływa destrukcyjnie na postrzeganie siebie, swojego ciała, na zdrowie psychiczne i fizyczne, gdy dążymy do nierealistycznych wzorców piękna. Na zajęciach tłumaczymy, na czym polega seksualizacja i jak możemy się jej przeciwstawiać.

Edukuję, nie manipuluję

Seksuolożka Izabela Jąderek: – W moim przekonaniu boimy się edukacji seksualnej dlatego, że bardzo wiele osób, a w zasadzie większość, sądzi, iż służy ona temu, żeby nauczyć dzieci seksu. Może z powodu słowa „seksualna”? Tymczasem „seks” po angielsku znaczy „płeć”, a edukacja seksualna ma za zadanie wykształcenie prawidłowej postawy względem własnej płciowości, począwszy od wiedzy dotyczącej fizjologii, anatomii, poprzez stereotypy kulturowe i przekłamania związane z płcią, po relacje i emocjonalność. Jesteśmy seksualni, bo przynależymy do określonej płci, z czym wiążą się wszystkie nasze doświadczenia. Edukacja w równym stopniu służy także temu, żeby wyposażyć dziecko w informacje pomocne do tego, by mogło wchodzić bezpiecznie, świadomie, odpowiedzialnie i z zaangażowaniem w różne relacje romantyczne czy partnerskie.

Agnieszka Stein zauważa, że rodzice często nie protestują przeciwko edukacji seksualnej w ogóle, tylko nie chcą, żeby ich dziecko uczył konkretny nauczyciel. Jej zdaniem edukacji seksualnej nie pomagają też napięcia wokół edukacji w ogóle. Bo żeby nauczać, powinniśmy się zgadzać, co do tego czego. A zgody nie ma, każdy ma swoją perspektywę.

– Seksualność nie jest prostym obszarem, w którym wiedzę da się oddzielić od przekonań, emocji, od wartości, które ludzie wyznają – mówi psycholożka. – Moim zdaniem większe znaczenie dla edukacji seksualnej w szkole ma to, jak zachowują się nauczyciele wszystkich przedmiotów, co mówią o innych ludziach, jak traktują uczniów, niż treści przekazywane na lekcji z przedmiotu poświęconego tej sferze. Dlatego edukację seksualną zaczęłabym od wszystkich nauczycieli. Powiem więcej – od specjalistów, bo niektórzy zatrzymali się na wiedzy z ubiegłego stulecia. Tak jak jedna seksuolożka, która mówi w wywiadzie, że kąpiel rodzica z trzylatkiem jest molestowaniem. I jak tu się dziwić, że rodzice są zagubieni. Największym narzędziem samoedukacji jest obecnie Internet, a tam są różne treści. Przed tym tematem więc nie uciekniemy.

Rodzicom wydaje się, że edukacja seksualna w szkole jest zagrażająca, bo propaguje inne wartości niż te przez nich wyznawane.

– To nie jest prawda – mówi Izabela Jąderek. – Na lekcjach w równym stopniu omawia się różne normy i wartości, wedle których ludzie podejmują swoje decyzje, na przykład w zakresie zapobiegania ciąży. Nie krytykuje się światopoglądów czy religii, przedstawia się szerokie spektrum różnych zjawisk, które dotyczą lub w przyszłości będą dotyczyć każdej osoby. Jeśli edukatorzy coś propagują, to wiedzę opartą na badaniach – ona nie stanowi zagrożenia.

Katarzyna Banasiak: – Obawy, że przekazywanie wiedzy spowoduje zainteresowanie dziecka tą sferą i że będzie chciało uprawiać seks, nie mają potwierdzenia w badaniach. Te jasno mówią: rzetelnie prowadzona edukacja seksualna opóźnia wiek inicjacji seksualnej! Współczesne nastolatki żyją w podwójnym świecie. Jeden to świat social mediów, gdzie przekaz jest następujący: musisz być seksowna, hot, podobać się, podejmować aktywność seksualną, bo dzięki temu będziesz megapopularna. A z drugiej – słyszą, że wszystko, co wiąże się z seksem, jest złe, grzeszne i niebezpieczne. Trudno im potem cieszyć się seksem, nawet jeśli znajdą właściwego partnera. Mogą mieć zaburzone relacje, co jest m.in. skutkiem braku rzetelnej edukacji.

Izabela Jąderek: – Jesteśmy karmieni strachem, bo ludźmi, którzy się boją, łatwiej manipulować i łatwiej ich kontrolować. Buduje się na tym podziały, niechęć czy przemoc. To smutne. Bo brak edukacji seksualnej odbija się i na dorosłych, i na dzieciach.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze