1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na tropie współczesnych przejawów mitu o femme fatale

Na tropie współczesnych przejawów mitu o femme fatale

Kobieta fatalna przez lata karmiła (głównie męską) wyobraźnię. Kusi i uwodzi, innym razem wzbudza troskliwe odruchy, a wszystko po to, by zdobyć, wykorzystać i porzucić. (Fot. iStock)
Kobieta fatalna przez lata karmiła (głównie męską) wyobraźnię. Kusi i uwodzi, innym razem wzbudza troskliwe odruchy, a wszystko po to, by zdobyć, wykorzystać i porzucić. (Fot. iStock)
Kusi i uwodzi, innym razem wzbudza troskliwe odruchy, a wszystko po to, by zdobyć, wykorzystać i porzucić… Kobieta fatalna, pożeraczka męskich serc. Przez lata karmiła (głównie męską) wyobraźnię. Ile w tym obrazie prawdy, a ile lęku lub złośliwości? Czy taka kobieta naprawdę istnieje?

Mit pięknej i niebezpiecznej kobiety jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze. Wywodzi się ze starożytnych wierzeń, wczesnym przykładem femme fatale była sumeryjska bogini wojny i miłości Isztar. W greckiej mitologii występowała Kirke, która uwiodła Odyseusza, w mitologii żydowskiej pierwsza żona Adama – Lilith, która była sprawczynią szalonej miłości, ale też upiorzycą. I wreszcie biblijna Ewa – doprowadzająca Adama, a tym samym i całą ludzkość, do zguby… Przyznaję, że nie do końca czuję postać femme fatale. Próbuję zebrać wszystko, co o niej wiem: jest piękna, inteligentna, niezależna. Zna się na mężczyznach, wie, co na nich działa; nie musi chodzić w seksownych ciuchach, żeby roztaczać wokół siebie czar kobiety, o której każdy marzy. Ale co to znaczy: „nie jest w stanie się oprzeć”? Przecież dorosły mężczyzna ma siłę i wolę, by o sobie decydować. Poza tym nie każdy flirt jest grzeszny i nie każdy musi mieć finał w sypialni. Fatalna kobieta kontra wykorzystany i porzucony mężczyzna – jakoś to do mnie nie przemawia.

Świadomość atutów

Panią S. poznałam przed laty, kiedy pisałam tekst o kobietach sukcesu. Była prezeską jednego z potężniejszych koncernów. Niewątpliwie miała władzę i była świadoma, że jako kobieta w świecie mężczyzn może wiele ugrać, wykorzystując swoje kobiece atuty. Doskonale pamiętam jej czerwone szpilki i krwistą czerwień na ustach. – Na zebraniach zarządu jestem ja i 40 mężczyzn. Dlaczego mam nie korzystać z faktu, że jestem kobietą? – mówiła. Byłam pod jej ogromnym wrażeniem.

Wiktoria śmieje się, że żyje z mężczyzn, bo większość zleceń zawodowych załatwiła sobie „przez łóżko”. Dzięki temu ma pracę, pieniądze i fajny seks, czyli jak sama mówi „łączy przyjemne z pożytecznym”. Miała nawet epizod (zawodowy i prywatny) z mężem jednej z przyjaciółek. Kiedy pytam ją, czy czuła do niej złość albo zazdrość, rzuca lekko, że moralność i wierność partnerów innych kobiet to nie jej sprawa.

Moim zdaniem obie kobiety łączy jedno: są świadome siebie, swoich atutów, także cielesnych, i potrafią używać mózgu. Może to właśnie nie podoba się innym? Może tego się boją? I na podstawie tego lęku i niecheci tworzą mit, pokutujący od wieków.

Postanawiam zasięgnąć wiedzy u źródeł, u kogoś, kto poznał ten mit od podszewki. Vincent V. Severski, pisarz, autor powieści szpiegowskich, wydał w ubiegłym roku książkę „Christine” o Krystynie Skarbek, klasycznej femme fatale, agentce brytyjskich służb specjalnych w czasie II wojny światowej.

Vincent V. Severski, 'Christine', wyd. OsnoVa (2019) Vincent V. Severski, "Christine", wyd. OsnoVa (2019)

Chodzi tylko o seks?

Ulubienica Churchilla, kochanka Iana Fleminga, pierwowzór Vesper Lynd – dziewczyny Jamesa Bonda z pierwszej powieści „Casino Royale”, następczyni Maty Hari…  – Tak naprawdę są dwie Krystyny Skarbek – jedna, ta prawdziwa, która urodziła się, żyła i zginęła tragicznie, i druga – produkt medialny, w dużym stopniu wymyślony życiorys, który powstał po jej śmierci – mówi Severski.

Już sama śmierć była spektakularnym wydarzeniem – klasyczne zabójstwo w afekcie (dźgnięta nożem prosto w serce przez odrzuconego, domniemanego kochanka) i uruchomiła lawinę fantazji na temat jej życia i działalności szpiegowskiej. – Tymczasem były Polki bardziej znane i bardziej zasłużone jako agentki wywiadu – zauważa Vincent Severski. – Zbierając materiał do książki, zacząłem się przyglądać temu, gdzie jest granica pomiędzy prawdziwą Krystyną Skarbek a mitem, funkcjonującym w mediach i w książkach na temat jej życia.

Zaraz po jej śmierci zaczęli pojawiać się mężczyźni, którzy snuli opowieści o poznaniu Krystyny, zawiedzeni – mniej lub bardziej – znajomością z nią. – Z tego zrodziło się ze 150 kochanków, w tym choćby Włodzimierz Ledóchowski, hrabia, który w swoich pamiętnikach uwiecznił romans z Krystyną. Jest w nich m.in. barwna opowieść o tym, jak szedł z nią zimą przez Tatry do Polski, po ciężkim marszu położyli się w śpiworach pod gałęziami świerku, mróz -30 stopni, obydwoje zmęczeni, brudni, nagle ona zaczyna się do niego dobierać. Nie mogli zaczekać, aż dojdą do Zakopanego? To prymitywne, ale dobrze buduje postać, doskonale obrazuje przykład tworzenia się legendy kobiety wampa – tłumaczy Severski.

Przyznaję, że czuję się zawiedziona. Ale i zaintrygowana. Czyżby to właśnie mężczyźni byli sprawcami czy raczej twórcami mitu o femme fatale. – Ja doliczyłem się raptem pięciu kochanków, a nie stu – mówi Severski. – Czy pięciu kochanków w czasie wojny to jest jakieś naruszenie standardów? – pyta.

Nie mam pojęcia, ale zastanawiam się, czy w zjawisku femme fatale zawsze chodzi o seks. A może mit dotyczy właśnie liczby kochanków, podczas gdy sedno zjawiska to jej osobowość, a nie natężenie orgazmów? – Oczywiście Christine nie była purytanką, ale nie sądzę, by w pracy agentki wykorzystywała seks – wyjaśnia Severski.

Wojna moja miłość!

– Krystyna Skarbek potrafiła uwodzić, bo wiedziała, jakimi atrybutami dysponuje. Była bardzo inteligentna, miała bogatą osobowość. Gdziekolwiek się pojawiała, mężczyźni zawsze do niej lgnęli, a kobiety ją odrzucały. Była głodna życia, niesłychanie aktywna, szalenie otwarta. Wiedziała, że ma jakiś dar, urok, który potrafiła wykorzystać także jako agentka brytyjskiego wywiadu. Hasło jej życia to: wojna moja miłość! – mówi pisarz. – A co z taką prawdziwą miłością? – dopytuję. – Była wielka miłość, z Andrzejem Kowerskim. Ich relacja burzy obraz Krystyny jako bezwzględnej uwodzicielki. Spotkali się jeszcze przed wojną, w Zakopanem. Andrzej to kaleka, bez nogi, wcale nie przystojny i od niej młodszy. Ich związek był niezwykle silny, rozstawali się, a potem do siebie wracali. Dzień przed śmiercią Krystyna dzwoniła do Kowerskiego, chciała, żeby do niej wrócił. Są razem pochowani.

– No dobrze, czyli kochała prawdziwie, ale jednak zginęła z rąk odrzuconego kochanka, jak na kobietę fatalną przystało – podkreślam. – Krystyna była szpiegiem czasów wojny. Kiedy wojna się skończyła, prawdopodobnie doznała silnego syndromu odstawiennego. Wojna jest jak narkotyk, wszystko się robi na maksa, a to uzależnia. I nagle ta adrenalina, która ciągle w tobie jest, nie znajduje ujścia. Krystyna, która w czasie wojny ratowała świat, nagle musiała ścielić łóżka na statku (była stewardessą i pokojówką). To się musiało źle skończyć. Jej zabójca, Denis Muldowey był nikim, to nie był partner dla niej. Steward na statku, kucharz. Chodziła z nim do klubów, tak jakby chciała ludzi drażnić mężczyzną u boku, na widok którego wszyscy zastanawiali się: skąd on się tu wziął? Podejrzewam, że wykorzystała go jako narzędzie do samobójstwa.

Kat czy ofiara?

Zdaniem psychologów w relacjach pomiędzy kobietą wampem a mężczyznami jest coś na rzeczy, a początek historii sięga korzeniami dzieciństwa. Krystyna Skarbek była silnie związana z ojcem, była jego gwiazdeczką – rozpieszczaną i adorowaną. Kiedy stracił rodzinny majątek, jej życie się odmieniło. Być może ten fakt był powodem ogromnego rozczarowania mężczyznami. Często w rolę femme fatale wchodzą kobiety, które jako dziewczynki były emocjonalnie porzucone przez ojca. Czy chęć odwetu w dorosłym życiu jest symbolicznym aktem zemsty na ojcu? Być może. A kim są ci biedni mężczyźni, którzy w taki okrutny sposób pozwalają się wykorzystywać przez kobiety modliszki? Historia zna wiele przypadków, kiedy romans z niewłaściwą kobietą doprowadził zamożnego mężczyznę do bankructwa. Albo polityka czy innego znanego osobnika płci męskiej  naraził na zrujnowanie ciężko wypracowanej kariery. No cóż, wielu mężczyzn lubuje się w kobietach o tzw. złym charakterze, demoniczny pierwiastek może być naprawdę bardzo pociągający. A może to tęsknota za despotyczną matką, którą można było podziwiać, ale seks z nią był tabu? Toksyczne związki nie należą wcale do rzadkości, choć – przynajmniej w opowieściach – sprawcą częściej jest mężczyzna niż kobieta.

Nie zapominajmy, że kat i ofiara czerpią jednakowe zyski z utrzymywania się w swoich rolach. Wielu mężczyzn, ale też wiele kobiet wykorzystanych przez partnera, po rozstaniu wybiera kolejną osobę o typie kata. Można więc uznać, że femme fatale i jej ofiara realizują wspólny scenariusz, a ich relacja jest grą w miłość i nienawiść, a może bardziej w miłość i wojnę (pamiętacie hasło Skarbek: wojna, moja miłość?). Dziś ta relacja bardziej przypomina rywalizację, a flirt jest tu skuteczną kobiecą bronią.

Moim zdaniem współczesna femme fatale jest typem walecznej wojowniczki: wykorzystując swoje kobiece atuty, walczy o coś, co do niedawna należało do świata mężczyzn; władzę, sławę, karierę czy prawo do kochanka na jedną noc. W naszej kulturze, gdzie kobieta ciągle jeszcze może być albo kurą domową, albo facetem w spódnicy, rywalizującym z mężczyznami o stołek prezesa – to nadal szokuje. Ale sadzę, że odrobina energii femme fatale tkwi w każdej z nas i nie powinnyśmy się bać z niej korzystać. Każda z nas ma swoją historię, swoje miłości, miłostki i romanse, swój skrypt na poruszanie się w męskim świecie, ale im bardziej znamy samą siebie, tym bardziej wiemy, co jest naszym atutem. Nie bójmy się sięgać po swoje w relacjach, ale róbmy to na partnerskich zasadach, nie wchodząc ani w rolę kata, ani ofiary.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze