1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Użyteczne, przyjemne, czy szlachetne – jakie przyjaźnie nawiązujemy?

Użyteczne, przyjemne, czy szlachetne – jakie przyjaźnie nawiązujemy?

Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Dlaczego niektóre osoby znajdują się w „zewnętrznym” kręgu przyjaciół, a inne są nam szczególnie bliskie? Czy widzisz możliwość, by daleki znajomy stał się bliskim przyjacielem? Co sprawia, że jedne relacje są silniejsze, a inne słabsze? – pyta Hope Kelaher, terapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Wiele osób zadających sobie te pytania poszukuje odpowiedzi u Arystotelesa, starożytnego greckiego filozofa. Nie bez powodu jego przemyślenia i idee wywołują oddźwięk od tysięcy lat! W Etyce nikomachejskiej Arystoteles przedstawił swoje poglądy na to, jak najlepiej żyć. Dwie z dziesięciu ksiąg poświęcił przyjaźni – i nic dziwnego, uważał ją bowiem za klucz do dobrego życia. Utrzymywał, że przyjaźń może istnieć, jedynie opierając się na wzajemnym dobru pomiędzy dwiema osobami. Wymienił także trzy motywacje dla miłości i przyjaźni: użyteczność, przyjemność i szlachetność. Przyjrzyjmy się im i sprawdźmy, jak mogą przekładać się na nasze życie.

Przyjaźnie użyteczne

To relacje korzystne lub przydatne dla obydwu stron (zgodnie z łacińską maksymą quid pro quo, czyli coś za coś). Przyjaźnie użyteczne zawiera się dla osobistego zysku, nie dla przyjemności, a wszystkie związane z nimi kontakty muszą być wzajemnie opłacalne. W takich relacjach nie spotykamy się z przyjaciółmi dla samego spotkania. W efekcie przyjaźnie te są dość słabe, a więzi, na których się opierają, bywają powierzchowne. Przyjaźń użyteczna może służyć określonemu celowi, ale nie jest nim towarzystwo. Na przykład dana osoba może zaplanować weekendowe wyjście z drugą osobą, ale odwołać je, kiedy pojawi się korzystniejsza propozycja. Początkowo wydaje się, że wspólnym celem jest spędzenie razem czasu, ale z uwagi na powierzchowny charakter przyjaźni, jedna z  osób nie bierze pod uwagę uczuć drugiej, kiedy postanawia zrezygnować z planów. Robi to wyłącznie dla własnej korzyści.

Takie relacje często tworzą się wśród znajomych i podczas poszukiwania nowych przyjaciół. Bodaj najlepszy i najpowszechniejszy przykład przyjaźni użytecznej stanowią kontakty nawiązywane w  nowej szkole lub pracy bądź w nieznanych okolicznościach. Czy zdarzyło ci się kiedyś pójść na imprezę, na której nikogo nie znałeś, aby uniknąć siedzenia w domu w piątkowy wieczór? Usiadłeś w stołówce z grupą popularnych uczniów, aby podnieść swój status społeczny? A może zakolegowałeś się z osobą poznaną na siłowni, aby mieć z kim pogadać podczas treningów, zamiast stać w niezręcznej ciszy? Jeśli tak, to była przyjaźń użyteczna. Takie relacje, choć nie są bardzo znaczące, mogą być przydatne – dlatego wszystkim zdarzyło się, i nadal będzie zdarzało, je zawierać.

Przyjaźń przyjemna

Drugi rodzaj przyjaźni opiera się wyłącznie na uczuciu przyjemności, a celem jest dążenie do jego odczuwania. Takie relacje zwykle nawiązuje się w trzecim kręgu społecznym, wśród około 50 osób, z  którymi spotykamy się na imprezach lub w miejscach publicznych. To bliżsi znajomi, jednak nie aż tak bliscy, by zaliczyć ich do najintymniejszych kręgów. Przypomnij sobie ludzi, z którymi spędzałeś czas na studiach, bo byli zabawni, rozrywkowi lub żądni przygód. Być może coś błyskawicznie cię do nich przyciągnęło. Taka relacja opiera się na naturalnych podobieństwach, ale Arystoteles porównuje ją do przyjaźni „młodych”, ponieważ z czasem zmienia się to, co daje nam przyjemność. W efekcie takie przyjaźnie są zwykle krótkotrwałe. Podobnie jak pierwsze fazy zakochania, kiedy miłość wydaje się przepełniać wszystko i dodaje energii, przyjaźnie przyjemne na początku często dostarczają wspaniałych przeżyć. Z czasem relacja może jednak ulec ochłodzeniu ze względu na swój brak głębi.

Choć przyjaźnie przyjemne bywają nietrwałe, odgrywają istotną rolę nie tylko w spędzaniu czasu, ale także w budowaniu tożsamości. Pomagają nam przekonać się, co i kogo lubimy lub nie lubimy, i dają okazję do rozwijania intymności emocjonalnej z innymi. Przypomnij sobie drużynę sportową, do której należałeś, kolegów z pracy, z którymi wspólnie wychodzicie, albo osoby, z którymi grasz w gry wideo. To pozytywne, przydatne w danej chwili relacje, skupione na określonym rodzaju aktywności. Niektóre z nich mogą się rozwinąć, większość jednak wygasa, kiedy jedna ze stron traci zainteresowanie danym sposobem spędzania czasu. Uważam jednak, że wszyscy możemy, a wręcz powinniśmy, utrzymywać takie relacje.

Przyjaźnie szlachetne

Najbardziej wartościowa przyjaźń, zwana przez Arystotelesa „szlachetną”, opiera się na wzajemnym podziwie i miłości. W idealnych okolicznościach taka relacja może zawierać pewne aspekty przyjaźni przyjemnej, ale w tym wypadku przyjaciel to prawdziwy towarzysz wspierający cię na dobre i na złe. Panuje całkowita wzajemność i otwartość. Przyjaciel bez wstydu mówi ci całą prawdę o sobie i w niczym nie umniejsza to wzajemnej miłości i troski. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie do takich przyjaciół można zadzwonić o każdej porze, z dowolnego powodu, czy chodzi o problemy w pracy, czy złamane serce. To oni nie pozwalają ci się zagubić – zagrzewają do boju, kiedy potrzebujesz motywacji, lub studzą zapał, kiedy staje się niebezpiecznie intensywny. Wiele osób, mówiąc o przyjaźniach szlachetnych, posługuje się określeniami „bratnia dusza” lub „najlepszy przyjaciel”.

Przykłady platońskich bratnich dusz i najlepszych przyjaciół można spotkać w niezliczonych filmach i serialach, jak: Ekipa, Thelma i Louise czy Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Mnie przychodzą na myśl Wariatki z Bette Midler. Film opowiada historię dwóch dziewczyn – brunetki i rudej – które pochodzą z  zupełnie innych środowisk i nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak po tym, jak przypadkiem nawiązują znajomość, ich relacja okazuje się trwała. Dziewczynki wyrastają na nastolatki, potem młode kobiety i panie w średnim wieku, wciąż niewiele je łączy, a jednak więź między nimi trwa. W jednej z najbardziej wzruszających i wymownych scen widzimy łączącą je czystą, platoniczną miłość, kiedy dociera do nich, że jedna z nich umiera.

Takie przyjaźnie nie muszą być egzaltowane czy pełne melodramatycznych uczuć – są za to swobodne, pomagają nam się rozwijać i okazują się znacznie trwalsze niż wszystkie pozostałe rodzaje przyjaźni, które dotąd omówiliśmy.

Jak wyglądają twoje więzi? – ćwiczenie

Różne aspekty rzeczywistości, z  jakimi musimy mierzyć się w wieku średnim – praca zawodowa, dzieci, spłacanie kredytów, życie uczuciowe, opieka nad starzejącymi się rodzicami – nie pozostawiają wiele czasu na nawiązywanie nowych przyjaźni i podtrzymywanie istniejących. Nawet jeśli nie wszedłeś jeszcze w ten etap życia, poniższe ćwiczenie pomoże ci określić, jak dobrze radzisz sobie z podtrzymywaniem więzi ze starszymi i nowszymi przyjaciółmi i, w razie potrzeby, dokonać zmian.

Wymień ostatnich 5 osób, z którymi się kontaktowałeś (przez telefon, esemesa, komunikatory internetowe, wiadomości prywatne).

Czy w tych kontaktach widać jakiś schemat? Na przykład czy komunikowałeś się z jedną osobą, czy z wieloma? Być może znaleźli się wśród nich twój partner, rodzice lub szef. Zastanów się, kogo jeszcze chciałbyś zobaczyć na tej liście – może przyjaciela, z którym od dawna się nie widziałeś ani nie słyszałeś?

Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak czułbyś się, gdybyś teraz się do niego odezwał i powiedział, że o nim myślałeś? A może potencjalnego przyjaciela, którego niedawno ci przedstawiono – może mógłbyś wykorzystać tę okazję, aby zacieśnić znajomość?

Fragmenty pochodzą z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu Hope Kelaher Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Słuchanie jest aktem miłości

Umiejętność słuchania wiąże się z otwartością na autentyczne zaangażowanie się w relację. (Fot. iStock)
Umiejętność słuchania wiąże się z otwartością na autentyczne zaangażowanie się w relację. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy naprawdę kogoś słuchamy, to ta osoba trafia do centrum naszej uwagi, staje się  ważniejsza niż jakiekolwiek inne nasze potrzeby.

Gdy całkowicie się na kimś koncentrujemy i poświęcamy mu całą swoją uwagę, rozmówca czuje, że dajemy siebie całkowicie. Wtedy w pewnym sensie traci poczucie własnej odrębności i energetycznie zespala się z nami.

Sztuka słuchania w 6 krokach

1. Prawdziwe słuchanie polega na tym, że przestajemy oceniać. Nasz rozmówca staje się dla nas jak czysta biała kartka. Przyjmujemy tę osobę w danym momencie taką, jaka ona jest.

2. Prawdziwe słuchanie polega na tym, że kiedy druga osoba mówi, nie planujemy tego, co mamy zamiar powiedzieć. Nie zajmujemy się sobą, swoim punktem widzenia i swoimi emocjami, tylko próbujemy wczuć się w położenie rozmówcy.

3. Prawdziwe słuchanie jest celem samym w sobie.

4. Prawdziwe słuchanie wymaga uważnej obecności. To stan bycia, którego doświadczasz, dając całą uwagę temu, co robisz. W takim słuchaniu nie jest nawet konieczna bliska fizyczna obecność, w ten sposób można też rozmawiać przez telefon. Chodzi po prostu o pełną świadomość tego, co się wydarza podczas rozmowy.

5. Prawdziwe słuchanie polega nie tylko na uważności na słowa, ale także na sygnały pozawerbalne, na przykład ton głosu czy mowę ciała.

6. Po prawdziwym wysłuchaniu, kiedy odpowiadamy tej drugiej osobie, więcej jest w nas empatii i autentyczności. Jesteśmy bardziej w tu i teraz, a więc także bliżej siebie.

  1. Psychologia

Szczerość daje nam siłę - dlaczego tak mało jej w obecnym świecie?

Ilustr. Aleksandra Morawiak
Ilustr. Aleksandra Morawiak
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Naszą codzienność wypełniają na ogół relacje powierzchowne i mało satysfakcjonujące. Czy zdobędziemy się na szczerość, żeby je pogłębić?

Czy w świecie, w którym żyjemy, możliwa jest szczerość? Podziwiamy ludzi, którzy w sposób spójny i przejrzysty komunikują się ze sobą i z innymi. A jednocześnie cenimy nowe technologie, które dają narzędzia do prezentowania światu poprawionego wizerunku siebie. Skupiamy się raczej na korzyściach płynących z pozycji, jaką zajmujemy w społeczeństwie, niż na szczerości opartej na wewnętrznej prawdzie uczuć.

Szczerość nie jest łatwa w świecie, w którym musimy zachować pracę. Naszym największym narodowym lękiem – jak pokazują badania – jest właśnie utrata pracy. Zdecydowana większość polskich firm to instytucje hierarchiczne, a często nawet feudalne. Te struktury, do których musimy się dopasować, tworzą urazy, gorycz i konflikty, o których rzadko mówimy otwarcie. Obawiamy się, że zostaniemy zwolnieni, staniemy się obiektem plotek albo stracimy przyjaciół. Wolimy milczeć albo uśmiechamy się pomimo wewnętrznej irytacji i złości. Umiejętność maskowania uczuć staje się przydatnym narzędziem społecznym.

Często też naszą codzienność wypełniają powierzchowne relacje pozbawione wzajemnego zrozumienia. Czujemy się bezsilni, miotani przez okoliczności zewnętrzne. Tracimy poczucie sprawczości, energię do życia, witalność i radość. Jednak wiele się zmienia. Istnieją firmy, tak zwane turkusowe organizacje, które właśnie na szczerości budują własną siłę, dzięki czemu osiągają niestandardowe sukcesy. Wiele organizacji pozarządowych, instytucji pożytku publicznego oraz systemów edukacyjnych, opartych na nowej świadomości twórczego współistnienia, szczerość i przejrzystość traktują jako warunek swojego istnienia.

Potrzebujemy szczerości. Potrzebujemy przyjacielskich, empatycznych związków, w których czujemy się widziani, słyszani, rozumiani i akceptowani bez warunków. Potrzebujemy uczciwości w życiu publicznym i społecznym, ponieważ szczerość uwalnia i rozwija potencjał, któremu dotąd nie pozwalaliśmy istnieć. Szczerość przemienia nas i świat, który staje się bogatszy o nowe możliwości. Szczerość nas spełnia; sprawia, że czujemy się ożywieni i silni.

Ta podróż zaczyna się od szczerości ze sobą. Możemy być ze sobą szczerzy, gdy siebie znamy; wiemy, co właśnie w tym momencie myślimy i czujemy, co się w nas dzieje, czego pragniemy. Możemy szczerze wyrażać siebie, gdy jesteśmy świadomi swoich potrzeb i granic. Możemy jasno komunikować, co ma dla nas znaczenie, gdy słuchamy wewnętrznego głosu, ufamy mu i podążając za nim, podejmujemy samodzielne decyzje.

Co czuję właśnie w tym momencie? Zadowolenie, satysfakcję, złość, gniew, niepewność? Czego potrzebuję? Więcej spokoju, troski o siebie? W jaki sposób czuję swoje granice i jak je określę wobec innych? To początek praktykowania szczerości. Wtedy znacznie swobodniej przyjdzie nam wyrażać, co czujemy wobec innych: partnera, dzieci, przyjaciół, współpracowników. Wtedy intencją będą porozumienie i dobro wszystkich, a nie kompulsywne wyrzucanie z siebie niekontrolowanych emocji. Zaczniemy traktować ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Szczerość wobec innych wydarza się w relacji. To nie jest jednorazowy akt. Wymaga czasu, zaangażowania i odwagi, a także zaufania, że druga osoba jest w stanie ją przyjąć. Zaczyna się od słuchania, zrozumienia i troski.

To, co w nas nieuświadomione i niewyrażone, łatwo zamienia się w osądy i uprzedzenia. Dlatego to od szczerości ze sobą (a potem w konsekwencji z innymi) zaczynają się zdrowe, oparte na zaufaniu relacje wspólnotowe i społeczne. Szczerość jest siłą napędową rozwoju. Jest szansą dla nas wszystkich.

  1. Styl Życia

10 sposobów, aby wyrazić miłość

Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe ci osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

1. Okaż wdzięczność.
Powiedz wprost, jak bardzo doceniasz obecność tej osoby w swoim życiu.

2. Zaoferuj pomoc.
Zapytaj: „Co mogę dla ciebie zrobić, żeby uczynić twoje życie lepszym, radośniejszym, mniej stresującym?”

3. Zamień się w słuch.
Znajdź czas i kilka chwil spokoju, aby wysłuchać drugiej osoby całą sobą. Nie komentuj, nie doradzaj. Słuchaj.

4. Bądź wielkoduszna.
Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nikt z nas nie jest idealny. Doceniaj pozytywne cechy, nie skupiaj się na tym, co niedoskonałe - w ten sposób pokażesz, że naprawdę kochasz.

5. Znajdź czas na chwile beztroski.
Kolacja z ukochanym, zabawa z dzieckiem, wypad na zakupy z przyjaciółką... a może po prostu ulubiony serial pod kocem na kanapie? Życie składa się z drobnych przyjemności. Jeśli będziemy stwarzać sobie ku nim okazję, będziemy mieli więcej powodów do wspólnej radości.

6. Podaruj coś bez okazji.
To może być drobiazg, ale zrobiony albo kupiony z myślą o tej osobie. Coś, co sprawi że poczuje, że o nim myślisz i jest dla ciebie ważna.

7. Upiecz ciasto lub ugotuj coś pysznego.
Przez żołądek do serca - nakarm ukochaną osobę czymś, co lubi najbardziej.

8. Ofiaruj kwiaty bez powodu.
Kwiaty to jeden z piękniejszych sposobów na podziękowanie za czyjąś obecność - dzięki nim „Dziękuję za to, że jesteś” brzmi piękniej.

9. Napisz krótki liścik.
Mała karteczka zostawiona w kuchni przy ulubionym kubku z ciepłą kawą, liścik miłosny pod poduszką, kartka z pozdrowieniami z wakacji... małe, codzienne wyznanie miłości.

10. Nie bój się słowa "kocham"
- słowa mają moc, a to chyba szczególną. Jednak nie wtedy, gdy wypowiadamy je od niechcenia. Wyznanie miłości potrzebuje dotyku, spojrzenia w oczy, intymnej chwili.

 

  1. Psychologia

Relacje jako antidotum na samotność

Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku. (Fot. iStock)
Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku. (Fot. iStock)
Jak to się dzieje, że w świecie, który podsuwa tyle narzędzi służących komunikacji, daje tyle możliwości spotkania nowych osób coraz więcej ludzi czuje się samotnie? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia?

Jak to się dzieje, że w świecie, który podsuwa tyle narzędzi służących komunikacji, daje tyle możliwości spotkania nowych osób coraz więcej ludzi czuje się samotnie? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia?

Artykuł archiwalny

Samotność zwykła kojarzyć się z wiekiem podeszłym, jednak w ostatnich latach sytuacja zmieniła się fundamentalnie - problem samotności dotyka coraz większej liczby osób. Według danych przytoczonych przez Susan Pinker w znakomitej i szeroko komentowanej książce „Efekt wioski” 12-23% współczesnych Amerykanów nie ma z kim porozmawiać. W krajach takich jak Polska, Węgry, Słowacja czy Rosja aż 34% społeczeństwa deklaruje, że boryka się z samotnością. Może ona oczywiście być następstwem rozwodu, wyprowadzki dzieci z domu, ale nie omija również osób żyjących w związkach czy w rodzinie.

Samotność zabija. I to dosłownie. U ludzi, którzy przez dłuższy czas odczuwają bolesną samotność, podnosi się poziom kortyzolu – hormonu stresu, którego długotrwałe działanie wyniszcza organizm. To między innymi dlatego ludzie ci są bardziej podatni na choroby, częściej zapadają na depresję oraz mają duże trudności z rozwiązywaniem problemów. W trakcie wieloletniej praktyki terapeutycznej zaobserwowałem, że samotność towarzyszy niemal wszystkim problemom, z jakimi zgłaszają się pacjenci. Co więcej: często jest ich pierwotnym źródłem. Dokładnie odwrotnie sprawy wyglądają u ludzi, którzy otoczeni są gronem oddanych przyjaciół: osoby te żyją dłużej, są bardziej optymistycznie nastawione do życia, szybciej dochodzą do siebie nawet po bardzo ciężkich chorobach oraz znacznie lepiej radzą sobie z rozwiązywaniem problemów.

Dlaczego samotność jest aż tak destruktywna? Wyjaśnienie znajdujemy w przytoczonych w „Efekcie wioski” naukowych dociekaniach profesora Johna Cacioppo z University of Chicago. Skoro ludzkie mózgi ewoluowały w czasach, gdy przetrwanie mogła zapewnić jedynie społeczność, a izolacja wcześniej czy później prowadziła do śmierci poprzez głód lub atak drapieżnika, nie powinno nas dziwić, że pojawił się pewien system ostrzegawczy. Systemem tym jest dotkliwe uczucie samotności, które w swej istocie podobne jest do głodu, pragnienia czy bólu fizycznego. Jeśli z jakiegoś powodu jednostka odłączyła się od grupy, uczucie to spełniało rolę alarmu, który mówił: jeśli szybko nie znajdziesz swoich, zginiesz.

Pułapki współczesnego świata

Po pierwsze: zwodnicza łatwość. Pozorny kontakt. To, że w każdej chwili możemy otworzyć Internet i wejść na portal randkowy, Facebook, Skypa czy grupę tematyczną i poznać nową osobę, wcale nie znaczy, że nawiążemy z nią bliższą relację.

Po drugie: brak czasu. Nie jest tajemnicą, że współczesny świat wymusza na nas coraz szybsze tempo życia: awanse w pracy, podążanie wybraną ścieżką kariery czy nacisk na samodoskonalenie. Jeśli dodamy do tego rodzinę i osobiste problemy, to okazuje się, że w takiej rzeczywistości wyjścia ze znajomymi czy rozmowy z przyjaciółką traktowane są najczęściej jako strata czasu.

Po trzecie: brak świadomości. Czy zdajemy sobie sprawę, jak ważne są dla nas autentyczne więzi z innymi? Czy świadomie uczymy się, w jaki sposób możemy je budować i utrzymywać? Prawda jest taka, że jeśli nie mamy odpowiednich wzorców wyniesionych z domu lub z natury nie jesteśmy osobami zbyt towarzyskimi, często zbyt późno orientujemy się, że wpadliśmy w samotność.

Tylko głębokie i trwałe więzi mogą nas uzdrowić. Jednak ich nawiązanie i podtrzymanie kosztuje: wymaga czasu, energii, oddania, dzielenia wspólnych doświadczeń. Czy potrafimy inwestować w relacje? Przyjrzyjmy się pod tym kątem własnemu życiu.

Nauka nawiązywania relacji w pigułce

Czy nawiązywania szczerych i głębokich relacji można się nauczyć? Tak, podobnie jak każdej innej umiejętności. Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku.
  • Zaryzykuj kontakt twarzą w twarz, zastąp nim kontakty wirtualne.
  • Wyjdź do świata, poznaj swoje najbliższe otoczenie, zaciekaw się nim. Choćby miały to być 5–minutowe pogawędki przy okazji wyjścia do sklepu czy koszenia trawy.
  • Zauważ, że wokół Ciebie mieszkają inni ludzie. Sprawdź, czy odwzajemnią Twoje spojrzenie, uśmiech. Poczuj, jak przyjemnie jest być zauważonym.
  • Inwestycja wymaga wysiłku – pamiętaj o urodzinach i ważnych dla bliskich Ci osób wydarzeniach. Świętuj z nimi, ciesz się ich radościami, płacz z nimi w smutku, złość się, kiedy jest to potrzebne.
  • Zaangażuj się we "wspólne chwile". Zaproś znajomych do siebie na mecz, na wspólne zabawy waszych dzieci, na twoje urodziny albo bez okazji.
  • Daj sobie szansę, żeby poczuć się dla innych kimś ważnym. Oczywiście jesteś ważny pomimo wszystkiego, stwórz jednak okazję, aby osoby z Twojego otoczenia mogły to wyrazić. To bardzo przyjemne i budujące.
  • Myśl o relacjach tak, jak myślisz o ćwiczeniach, rozwijaniu różnych umiejętności.
  • Zarezerwuj sobie miejsce w kalendarzu na spotkania z przyjaciółmi.
  • Dziel pasje z innymi.
  • Naucz się budować relacje, być blisko, ale po swojemu. Pamiętaj, nie ma żadnego wzorca bycia w bliskich związkach, nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak Ty.
  • Bierz i dawaj tyle, ile potrzebujesz i tylko tyle. Bliskość i relacje to najlepsza i najpewniejsza inwestycja, na jaką możesz się w życiu zdecydować. Zwrot gwarantowany.
Przy pracy nad artykułem opierałem się na książce Susan Pinker „Efekt Wioski”, której przeczytanie w całości gorąco polecam osobom zainteresowanym budowaniem głębokich, uzdrawiających więzi.

  1. Psychologia

Dziadkowie - mogą dać wnukom to, czego nie dają rodzice

Do roli dziadków nie startuje się z pozycji zero. Przenosi się do niej dużo wcześniejszych napięć z relacji z dziećmi. Do tego dochodzą obecne stosunki z zięciami, synowymi, ich rodzicami, którzy są „współdziadkami”. (Fot. iStock)
Do roli dziadków nie startuje się z pozycji zero. Przenosi się do niej dużo wcześniejszych napięć z relacji z dziećmi. Do tego dochodzą obecne stosunki z zięciami, synowymi, ich rodzicami, którzy są „współdziadkami”. (Fot. iStock)
Dziadkowie nie są wnukom niezbędni do życia. Ale mogą dać im to, czego nie dają rodzice: spokój, czas. Pod warunkiem, że i rodzice, i dziadkowie nie potraktują dzieci instrumentalnie, czyli nie wykorzystają ich do swoich rozgrywek.

Hanna, lat 59, emerytowana nauczycielka, sama wychowuje wnuka, trzyletniego Błażejka. Jej córka Justyna uznała, że dla samotnej matki to optymalne rozwiązanie. Babcia ma domek, dużo czasu i przygotowanie pedagogiczne. Justyna – ciekawą pracę, do której szybko po porodzie wróciła. Odwiedza syna w weekendy. Błażejek za mamą specjalnie nie tęskni, raczej za prezentami, którymi hojnie go obdarowuje. Babcia Hania radzi sobie nieźle, choć coraz częściej przebąkuje o oddaniu wnuczka córce. A córka właśnie awansowała i próbuje ułożyć sobie życie z nowym partnerem.

Zofia Milska-Wrzosińska, psychoterapeutka z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, zauważa, że model, w którym dziadkowie przejmują funkcję rodzicielską, nie jest wcale nowy. – W latach 70. i 80. studenci oddawali dzieci do swoich rodziców na wsi na czas potrzebny do ukończenia studiów, czyli na kilka lat. To było dość powszechne zjawisko. Jej zdaniem z relacji pacjentów, którzy byli na dłuższy czas przekazani dziadkom, wynika, że rodzice nie zawsze biorą pod uwagę uczucia dziecka. W jakimś momencie odbierają je jak bagaż z przechowalni.

– Z jednej strony to zrozumiałe, że rodzice wspierają swoje dzieci, zajmując się wnukami, ale z drugiej – warto zadbać, by nie powodowało to u dziecka dodatkowych kosztów psychicznych. Dlatego ani powierzenie, ani odebranie dziecka dziadkom nie może być nagłe. Dziecko powinno, stosownie do swoich możliwości wiekowych, rozumieć przyczyny tych wędrówek i wiedzieć, że jest dzieckiem rodziców, a nie dziadków, no i oczywiście rodzice powinni utrzymywać z nim stały kontakt.

Krystyna i Jan (60-latkowie) mają dwie córki i pięcioro wnuków, najstarszy kończy studia, najmłodszy ma półtora roku. Nigdy – ani wtedy, gdy pracowali, ani teraz, gdy są na emeryturze – się nimi nie zajmowali. Krystyna jasno zakomunikowała córkom: „Nam nikt nie pomagał, wy też sobie radźcie same”. Pamięta o urodzinach i to wszystko. Córki w końcu zaakceptowały postawę rodziców, choć z zazdrością patrzą na innych dziadków zakochanych w swoich wnukach. Natomiast zięciowie, ich rodzice i większość członków rodziny nie kryją oburzenia.

Młodzi na starość

W Polsce taka postawa jest rzadka i szokująca. Zdaniem Zofii Milskiej-Wrzosińskiej zupełnie odwrotnie niż w wielkomiejskich społeczeństwach zachodnich, gdzie szokuje pomysł, że dziadkowie mieliby poświęcić się wnukom. Tam bardziej niż u nas starszym ludziom daje się prawo do swojego życia.

– Współcześni dziadkowie są nie tyle metrykalnie, ile biologicznie młodsi – mówi psychoterapeutka. – Kiedyś w wieku pięćdziesięciu kilku lat byli staruszkami, teraz są w pełni sił, mogą pracować, realizować zainteresowania, wchodzić w nowe związki. Nie muszą nikomu dowodzić swojej przydatności, biorąc sobie na głowę pełnoetatową opiekę nad wnukiem. Bywają dziadkowie, którzy wyraźnie mówią: „Traktuj mnie jak pogotowie ratunkowe w sytuacjach skrajnych, ale nie licz na mnie na co dzień”. Młodym czasem wydaje się to bezduszne i egoistyczne. Inni dziadkowie godzą się na nadmierne obciążenia, przyjmując argumenty, że córka musi pracować, żeby zarobić na spłatę kredytu, bo „przecież obcej osobie dziecka nie powierzymy”. W rezultacie mają poczucie krzywdy i przeciążenia.

Zofia Milska-Wrzosińska zwraca uwagę na inny błąd popełniany wobec babci i dziadka – traktowanie ich jak płatnych opiekunów. Na przykład mówienie do babci: „Pamiętaj, Kasia nie je cukru w żadnej postaci, nie opowiadaj jej bajek o czarownicach, bo się boi, codziennie wyjdź z nią na dwugodzinny spacer”.

– Proszę bardzo, jeżeli zawiera się kontrakt z opiekunką, to można od niej wymagać. Ale babcia to babcia. Ona kocha wnuka, a nie świadczy płatnej usługi. Jeśli prosimy o pomoc, to nie możemy oczekiwać, że ktoś zgodzi się na relacje przełożony – podwładny. Oczywiście, ustalenia dotyczące zdrowia – np. dieta przy uczuleniach – powinny być respektowane. Ale ubezwłasnowolnienie dziadków jest bezzasadne. Jeżeli babcia najlepiej swą miłość wyrazi tym, że upiecze szarlotkę, to nie można jej tego zabraniać. Jeśli matka nie chce szarlotki w jadłospisie dziecka, niech sama się nim zajmie albo zapłaci opiekunce.

Rodzinne potyczki

Basia i Jan przeszli na emeryturę tylko dlatego, żeby zająć się wnukiem Kacprem. Ich córka Kinga jest samotną matką, więc ustalili, że ona wraca do pracy (w korporacji, gdzie świetnie zarabia), a oni przychodzą do wnuka codziennie, a czasem i w weekendy, bo Kinga często wyjeżdża w delegacje. Świata nie widzą poza wnukiem, ale Kinga do końca im nie ufa. Przeszła kilka warsztatów świadomego rodzicielstwa, dużo czyta na temat wychowania. Dzwoni więc kilka razy dziennie, sprawdzając, czy rodzice robią wszystko, co powinni. A im to przeszkadza. Kinga jak wielu współczesnych rodziców powierza dziecko dziadkom, ale ma z tego powodu poczucie winy. Egzekwuje od nich to, co jej się nie udało.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Nie można wmawiać dziadkom, że ich doświadczenie się przedawniło. Dziadek strugał łuk ze swoim synem, teraz chce zrobić to z wnuczkiem, a synowa krzyczy: „Ależ tato, dajesz mu nóż do ręki, on jest za mały, skaleczy się”. Trzeba pamiętać, że dziadkowie mają swoje zasoby, coś wiedzą o życiu. Jeśli im ufamy na tyle, by powierzyć dzieci, to nie możemy wciąż podważać ich doświadczenia.

Jak obie strony mogą ułożyć swoje relacje? Psychoterapeutka proponuje: – Przekaz dziadków do rodziców może być taki: „Pozwólcie, że my będziemy kierowali się tym, co nam się wydaje słuszne. Chcemy wiedzieć, co dla was jest nie do przyjęcia, a my powiemy, z czego my nie możemy zrezygnować. Ale nie może być tak, że wy nam całkowicie ustawiacie życie, bo opiekowanie się wnukami to też nasze życie”. Rodzice z kolei mogą powiedzieć, co dla nich jest ważne.

Zdaniem Milskiej-Wrzosińskiej relacja dziadkowie – wnuki nie jest niezbędna do przeżycia. Wnukom szkodzi nie brak kontaktów z dziadkami, tylko to, że dokoła nich jest jakiś konflikt. Bo często wnuki są używane do rozgrywki. Na przykład teściowa na różne sposoby próbuje udowodnić synowej, że ona jest lepszą opiekunką. Często pyta wnuka: „Dobrze ci u babusi, prawda?”. I nęci propozycjami: „Usmażylibyśmy placki, pooglądali filmy, poczytałabym ci, nigdzie byśmy się nie śpieszyli, nie tak jak w domu”. Po czym matka słyszy od dziecka, że ono woli być u babci, więc zagrożona w swojej roli ogranicza te kontakty.

Ale rozgrywki toczone są też przez rodziców. Na przykład syn próbuje ukarać dziadków: „Jeżeli tak się odezwaliście do mojej żony, to my wam dzieci więcej nie damy”. Na skutek takich rozgrywek, niestety, obrywają dzieci. Często traktuje się je instrumentalnie – mówi psychoterapeutka.

– Na przykład matka po rozwodzie w złości utrudnia kontakty dzieci z dziadkami ze strony rozwiedzionego ojca, nawet jeśli ci dziadkowie są dla dzieci bardzo ważni.

Co dziadkowie mogą dać wnukom? Spokój i czas. Zapracowani rodzice są pełni napięć, stresów, mają na głowie wiele spraw. A dziadkowie widzą życie we właściwych proporcjach. Wiedzą, jakie błędy popełnili z własnymi dziećmi, mają inną perspektywę i więcej cierpliwości. A poza tym wnuki to nie własne dzieci, o które trzeba nieustannie się troszczyć: karmić, przewijać, wstawać do nich w nocy. Dziadkowie nie muszą ich wychowywać. Mogą dla nich odłożyć wszystkie swoje zajęcia, być uważni, zaangażowani, bo potem dzieci wracają do domu i oni znów mają czas dla siebie.

Atrakcyjni dziadkowie

Zofia Milska-Wrzosińska uważa, że rodzice, którzy boją się, że ich wpływ na dzieci będzie mniejszy niż wpływ dziadków, tak naprawdę są niepewni swej roli. Bywają jednak sytuacje, które upoważniają do obaw. Choćby gdy młodzi wiedzą o swoich rodzicach coś takiego, co powinno powstrzymać ich przed decyzją o oddaniu w ich ręce dziecka, np. że cierpią na chorobę alkoholową czy wulgarnie się zachowują.

– Pamiętajmy, że rodzice mają swoje nawyki. Jeśli dziadek często klnie, możemy oddać mu dziecko pod opiekę, ale powinniśmy liczyć się z tym, że ono zacznie po nim powtarzać. Tłumaczenie, żeby dziadka nie naśladowało, poskutkuje albo nie. A dziadek na nasze prośby może odrzec, że całe życie tak mówił i na starość nie da rady się zmienić. Możemy mimo to skorzystać z jego pomocy, jednak nie zadręczajmy go potem pretensjami. Wnuki są często dla dziadków jedynym sensem ich życia. Dzięki nim na nowo czują się potrzebni, nabierają sił i odwagi.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Dziadkowie czasem nie pamiętają, że ich dzieci mają swoją oddzielną rodzinę i siedzenie im na głowie do niczego dobrego nie prowadzi. Jeżeli chcemy mieć udane kontakty z wnukami i dziećmi, to nie narzucajmy się. Im więcej mamy swojego życia, tym jesteśmy atrakcyjniejsi. Jeżeli nas nie chcą, to zamiast użalać się i narzekać, zastanówmy się dlaczego. Powinniśmy znaleźć swoje obszary kontaktu z wnukami, żeby nie wchodzić w rolę rodziców, tylko proponować coś własnego, co ich trochę odciąży. Z kolei jeżeli rodzice widzą, że dziadkowie nie chcą pomagać, choć mogliby, to niech się zastanowią, czy część winy nie leży po ich stronie. Może sami niszczymy kontakt dziadków z wnukami? Może podkpiwamy z nich przy dzieciach, mówiąc: „Dziadek znowu nie pamięta, no tak, dzieci, starość nie radość” albo „oj, babciu, już nie wygłaszaj nam tu tych swoich mądrości”. Nic dziwnego, że dziadek czy babcia mówią: „Dziękuję, pójdę tam, gdzie mnie szanują”.

Psychoterapeutka uważa, że jeśli relacje między wnukami a dziadkami bywają złe, to niemożliwe, żeby to działo się bez udziału rodziców. To nie znaczy, że rodzice są winni, tylko że ich relacja ze swoimi matkami i ojcami jest utrudnieniem w kontaktach ich dzieci z dziadkami. Bo – z drugiej strony – bywa, że dziadkowie traktują swoje dorosłe dzieci jak smarkaczy. Uważają, że wiedzą lepiej.

– Do roli dziadków nie startuje się z pozycji zero. Przenosi się do niej dużo wcześniejszych napięć z relacji z dziećmi. Do tego dochodzą obecne stosunki z zięciami, synowymi, ich rodzicami, którzy są „współdziadkami”. Dorośli powinni zachować zdrowy rozsądek, otwarcie komunikować swoje oczekiwania i słuchać oczekiwań drugiej strony, a także wykazać się sporą wrażliwością. Bo relacje dziadków z wnukami tak naprawdę zależą od relacji między dorosłymi.