1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Przyjaciółka, czyli kto? Kobiece relacje na czynniki pierwsze rozbiera psychoterapeutka Katarzyna Miller

Kadr z serialu „Grace i Frankie” (dostępnego w serwisie Netflix) Fot. materiały prasowe
Kadr z serialu „Grace i Frankie” (dostępnego w serwisie Netflix) Fot. materiały prasowe
Możemy gadać całą noc o głupotach i o imponderabiliach. Możemy nie widzieć się miesiącami, ale mamy poczucie, że gdzieś jest ta druga i w razie czego wesprze. Tym bardziej boli koniec przyjaźni. A może to nie było to? Kobiece relacje na czynniki pierwsze rozbiera psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Baśka i Jolka, 40-latki, przyjaźnią się od szkolnej ławki. Kiedyś papużki nierozłączki – razem wyjeżdżały na wakacje, bywały u siebie w domach, czytały te same książki, chodziły na te same filmy. Nic nie było w stanie zmącić ich przyjaźni. Nawet to, że zakochały się w liceum – platonicznie – w jednym chłopaku. Ani inne kierunki studiów i, co za tym idzie, inne studenckie życia. – Studia akurat jeszcze naszą przyjaźń scementowały, bo każdą wolną chwilę starałyśmy się spędzać razem – ocenia Baśka.

Ciach i nie ma nas

Potem Jolka była świadkinią na jej ślubie, chrzestną jej synka, sama nie wyszła za mąż. – Pół roku temu wszystko się skończyło – opowiada rozżalona Baśka. – Ciach i nie ma nas! Jolka dostała propozycję pracy w Londynie, wyjechała i milczy jak zaklęta. Dzwonię, zaczepiam na FB, na co odpisała tylko: „Daj mi trochę czasu”. Czuję, że to koniec naszej przyjaźni. Dlaczego jednak taki?

Katarzyna Miller przypuszcza: – Wyobrażam sobie, że Jolka ma teraz nowe życie, którym musiała się zająć, wciągnąć w nie, przyjąć nową perspektywę, zawrzeć nowe znajomości. Mogło nie starczyć jej energii na przyjaciółkę, szczególnie że trzeba by zrobić duży wysiłek, żeby się wyjąć z nowego życia i przyjechać do Polski albo zaprosić przyjaciółkę do siebie. Nie dziwię się ani Jolce, ani Baśce. Rozumiem tę, która tęskni, która jest zawiedziona, bo dużo straciła, czegoś jej zabrakło, więc musi sobie to czymś zapełnić. Ale rozumiem też tamtą dziewczynę, która wyjechała. Ona ma więcej miejsca do zapełnienia niż ta, która została, musi sobie całe życie urządzić na nowo.
Nie mogła jakoś inaczej zareagować?
– Oczywiście – odpowiada Katarzyna Miller. – Ja bym przynajmniej zadzwoniła i powiedziała: „Słuchaj, tyle mnie kosztuje to nowe życie, tak fascynuje albo tak boli, tyle pracy muszę włożyć w urządzenie się w tym nowym świecie, że już na nic innego nie mam mocy przerobowych. Zachowam cię w sercu, pamięci, nie zapomnę, ale nie mogę ci dać teraz nic więcej”.

Psychoterapeutkę ciekawi, jak Jolka rozumie przyjaźń, a także to, jaki ma stosunek do innych spraw. Bo może być typem osoby, która jest tu i teraz i nie umie żyć inaczej. A jaki typ reprezentuje Baśka? Dlaczego jest obrażona, zaborcza, zazdrosna? Dlaczego nie stara się zrozumieć przyjaciółki, nie daje jej czasu, o który ta prosiła? Być może nie umie radzić sobie ze zmianami, ceni sobie to, co stałe, znajome. Może też coś między nimi po prostu wypalało się powoli, ale tego nie zauważyły. A może wygasło nagle, bo już nie było zasobów do czerpania, więc jedna rzuciła, a druga czuje się porzucona. Tak bywa.

Zwykło się sądzić, że cechą przyjaźni, tej prawdziwej, jest trwałość. Że przyjaźń, tak jak miłość, powinna trwać na dobre i na złe.
– Ja bym powiedziała, że przyjaźnie zależne są od potrzeb – nie zgadza się Katarzyna Miller. – Na przykład po to, żeby się wspierać w czasie studiów, w pracy w jednej firmie, w sąsiedztwie. Można taki związek oczywiście nazwać sojuszem. Ale jeżeli te osoby mają dla siebie serdeczność, jeżeli sobie nawzajem dużo dają, to dlaczego tego nie nazwać przyjaźnią? Niektóre takie przyjaźnie rzeczywiście trwają, mimo że przyjaciółki się rozjeżdżają, że rzadko się widują. Ale to się udaje na ogół wtedy, gdy mają w stosunku do siebie dużo otwartości, a mało oczekiwań.

Psychoterapeutka uważa, że przyjaźnie możemy zawierać na pewne okresy życia, dla zaspokojenia określonych potrzeb. I to wcale nie umniejsza ich ważności. Zgadzam się z nią. Ja na przykład przyjaźniłam się z matką kolegi syna ze szkoły. Myślę, że obu nam wiele to dawało. Zostały wspomnienia i duża serdeczność. A także znajomość, którą udaje nam się podtrzymać, choć już nie tak intensywna, bo każda z nas jest gdzie indziej. – Chwała tej przyjaźni, że była w twoim życiu! – komentuje psychoterapeutka.

Pojedyncze i sparowane

Jest taki film „Facet na miarę”. Jego bohater prosi swoją partnerkę, żeby na dowód, że traktuje go poważnie, przedstawiła go swoim przyjaciółkom. Ona mu odpowiada: „Po rozwodzie nie mam przyjaciółek, stanowię dla nich zagrożenie, boją się, że odbiję im mężów”.
Znam podobną historię. Atrakcyjna 50-latka, nazwijmy ją Ewą, i jej były mąż mieli spore grono przyjaciół. I kiedy on ją zostawił dla młodszej, przyjaciele, oburzeni tym, co zrobił, przygarnęli ją towarzysko. Jednak do czasu pierwszego wspólnego wyjazdu. Ewa, jak potem słyszałam od jej najlepszej przyjaciółki, za dobrze się bawiła, przekraczała granice, tańcząc z jej partnerem. – A może to twój partner przekraczał granice? – zapytałam. – Też, ale ona na to pozwalała.

I tak przyjaźń się skończyła, nie tylko ta, ale i dwie następne, bo poszła fama, że Ewa jest niebezpieczna.
– To były niby-przyjaciółki – komentuje Katarzyna Miller. – Można oczywiście zrozumieć coś takiego, że przyjaciółki mają jakiś „przepis” na przyjaźń, że wyobrażają sobie swoje relacje w bardzo określony sposób, na pewnych warunkach, że na przykład spotykają się parami, że każda ma swojego partnera, ale nie flirtują. Albo dopuszczają flirty, ale jak przyjdzie ta pojedyncza, bez pary, to ją outują. To ewidentny brak kobiecej solidarności. Bo znam wiele fajnych par, które spotykają się z pojedynczymi kobietami i hołubią je, starają się, żeby nie czuły się samotne, a jak gdzieś jadą, to taką pojedynczą zabierają. I kobiety z tych par jakoś nie mają obawy, że pojedyncza odbije im faceta albo że ona mu się za bardzo spodoba. Przecież miło, że ludzie wzajemnie się sobie podobają, jeszcze z tego nic złego nie musi wynikać.

Katarzyna Miller zauważa, że może też być tak, że jeśli dziewczyna traci sparowane przyjaciółki, a przed rozwodem nie miała tych niesparowanych – to znaczy, że może sama żywiła do nich podobny stosunek, czyli je odrzucała. Bo gdyby miała inny, otwarty na pojedynczych, gdyby miała zaprzyjaźnione różne kobiety – to by nie została sama. Według psychoterapeutki fajnie jest przyjaźnić się z różnymi kobietami, młodszymi od siebie i starszymi. Także na przykład z siedemdziesięciolatką, która ma dużo do powiedzenia o życiu i do wzajemnej wymiany.

Kobiety często traktują swoją przyjaciółkę jak rywalkę o serce mężczyzny. O czym to świadczy? – To pokazuje kawałek patriarchatu, jaki mieszka w nas, kobietach – odpowiada psychoterapeutka. – Czyli że możemy stracić przyjaciółkę, ale nie faceta, bo to będzie straszna strata. No przepraszam bardzo, czasem strata przyjaciółki jest większa niż strata faceta! Więc jeżeli te damy myślą, że sam fakt utrzymania męskich gaci jest absolutnie priorytetowy, to niech się z nikim nie przyjaźnią, będą miały spokój. Tylko nie będą miały fajnych kobiet wokół siebie. Pamiętam, jak dawno temu kolega, który właśnie się ożenił, zaprosił mnie do domu. Przyjeżdżam, a jego żona wita mnie słowami: „Nie lubię kobiet”. „Dobrze, że mi to powiedziałaś – ja jej na to – bo to o tobie bardzo dużo mówi”.

Jednocześnie pomyślałam: „Ale kretyn z niego, z kim on się związał? Ta kobieta, potwornie o niego zazdrosna, będzie go ograniczać, robić mu z domu klatkę”. No a przede wszystkim słowa tej żony świadczyły o tym, że nie lubi siebie, bo przecież też jest kobietą. Jak mi jakaś pani mówi, że nie lubi kobiet, to tym samym pokazuje, że miała złe relacje z mamą lub babcią i prawdopodobnie nie umie nawiązać dobrych. To nie jest tak, że kobiety są niefajne, tylko że ta jedna nie umie nawiązać z nimi relacji. Bo oczywiście niektóre kobiety są wredne, niektóre nieszczere, inne są oszustkami. Ale wywalić kobiety z życia? Dziewczyny zamykające się na kobiecą przyjaźń bywają urazowe, wręcz zbierają urazy do koszyczka. I tracą. Ja rozstałam się z moją najukochańszą przyjaciółką w dużych bólach, miałam długą po niej żałobę, ale to nie znaczy, że się nie zaprzyjaźniam i że nie cenię kobiet. Po prostu przeżyłam zawód, czyli jedno z życiowych doświadczeń.

Często zdarza się, że przyjaźń między kobietami kończą mężczyźni. Czyli przyjaciółka wybiera jego zamiast ją. Wątpię, czy na przykład da się ocalić przyjaźń, gdy zakochujemy się w tym samym facecie.
Katarzyna Miller: – Kiedy pewna moja przyjaciółka miała poznać mojego męża, powiedziała niby żartem: „Jeżeli zakochałabym się w twoim facecie, to bym w to weszła. Miłość to miłość”. Miałam wtedy podwójne myślenie. Z jednej strony jakoś ją rozumiałam, oczywiście jeszcze potrzebna byłaby wola mojego faceta. Ale z drugiej strony człowiek może pilnować własnych uczuć, to nie jest tak, że jak w nas rąbnie uczucie, to jak piorun i nie mamy co zbierać. Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonana, że ze swoimi uczuciami można sobie radzić, nawet jeśli są silne. I jeżeli decyduję się wejść w relację z partnerem przyjaciółki, to trzeba jej powiedzieć: „Zdradziłam cię, chcę jego, nie ciebie, to uczucie jest silniejsze”.

Ta trzecia

Maja, lat 55, przyjaźniła się przez pół życia z Kasią, poznaną w młodości na wakacjach, równolatką. Maja mieszka w Sopocie, Kasia w Krakowie. Odległość nie przeszkadzała im w zacieśnianiu przyjaźni. Czekały na spotkania, starannie je planowały, to było ich święto. Bez rodziny, pełen relaks. Potem wprowadzały siebie nawzajem do swoich kręgów rodzinnych i przyjacielskich. Po jakimś czasie Maja zauważyła, że Kasia zaprzyjaźnia się z jej drugą przyjaciółką. Zaprzyjaźnia się bardziej niż z nią. Że mają więcej wspólnych tematów i – co gorsza – odkryła, że Kasia opowiedziała tamtej powierzoną jej tajemnicę. A w dodatku życie Kasi zaczęło się wspaniale układać – awansowała, kupiła dom na Mazurach, dokąd częściej zabierała tę trzecią. Jej dzieciom też wszystko wychodziło, a Mai wprost przeciwnie: córka nie dostała się na studia, syn się rozwiódł. Potrzebowała jak nigdy dotąd wsparcia przyjaciółki. Niby je dostaje do dziś, ale to już nie jest to, co było.

– Do tej przyjaźni wkradła się zazdrość – diagnozuje Katarzyna Miller. – A czasem zazdrość potrafi przerodzić się w zawiść. Zwłaszcza gdy przez dłuższy czas jedna przyjaciółka ma coraz lepszą sytuację: sukcesy zawodowe, udane dzieci, pieniądze, a druga nie.
Może to nie jest przyjaźń? Bo oczekiwania wobec niej są…

– Stop, stop. Oczekiwania, myślenie życzeniowe to pułapka, ponieważ nie ma czegoś takiego jak przyjaźń sama w sobie, jako wyabstrahowane uczucie – mówi psychoterapeutka. – Przyjaźń zawsze istnieje pomiędzy tymi, a nie innymi ludźmi. Marzenie o idealnej miłości to bzdura, robi dużo krzywdy, tak samo jak marzenie o idealnej przyjaźni, która jest uczuciem bardzo szlachetnym i potrzebnym, ale nie jest wyjęta z życia, postawiona obok niego, ponad nim. Jest tak długo ważna i tak długo działa, jak może działać, jak ludzie są w stanie się przyjaźnić. I albo przyjaciółki się rozwijają, idą w podobnym kierunku, i wtedy jest większa szansa, że ta przyjaźń się utrwali, albo jedna stoi w miejscu i oczekuje holowania. To na dłuższą metę nie może się udać.

Dziękuję, że jesteś

Zofia i Maria, wdowy, obie po siedemdziesiątce, kiedyś tylko sąsiadki, teraz jak siostry. Kiedyś patrzyły na siebie wilkiem, bo Zofia była mocno kościółkowa, a Maria miała z religią na bakier. Kiedy zostały wdowami, zaczęły przysiadać razem na ławce, odwiedzać się. I poszło. Polubiły się.
Zofia jest teraz schorowana, po zawale serca, Maria sprawniejsza, choć po operacji biodra. Spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Maria opiekuje się Zofią, robi zakupy, załatwia sprawy w urzędach, a Zofia gotuje, piecze. Razem oglądają seriale, słuchają audiobooków, ale też dwa razy do roku jadą na wakacje w ukochane góry. Zofia uczy Marię francuskiego (jest emerytowaną nauczycielką), Maria gry w pokera, bo jest w tym mistrzynią. Obydwie mają w sumie czterech synów, pięcioro wnuków i prawnuczkę. Ale przede wszystkim siebie, co podkreślają wszem wobec.

– Czasem przyjaźń kończy się tam, gdzie trzeba bardzo dużego poświęcenia się drugiej osobie – tłumaczy Katarzyna Miller. – Ale bywa, że wtedy wręcz rozkwita, bo są ludzie, którzy potrafią i kochają pomagać, którzy cieszą się, że są przydatni. Czasem ktoś przyjaźni się z kimś, bo ta osoba jest atrakcyjna, ale to nie znaczy, że jest totalnie niedobry. Bo ludzie złożeni są z różnych, nie zawsze do siebie pasujących części, nie zawsze zintegrowanych. Przyjaźnimy się z ludźmi z podwórka, szkoły, pracy, sąsiedztwa. Ale możemy poznać kogoś, kto jest fajny, dobry i mądry, choć mówi innym językiem niż mój. Z jedną panią było ci po drodze przez tyle lat, z drugązaczynasz nowe życie na innym etapie. Ja mam poczucie, że przeżyłam już z dziewięć takich żyć!

Moim zdaniem szczerość to jedna z fundamentalnych cech przyjaźni. Przyjaciółki nie mogą przecież się oszukiwać.
Katarzyna Miller nieco niuansuje problem: – Co innego oszustwo, a co innego ukrycie prawdy. Czasem nie chcę o czymś mówić, bo to sfera tak intymna, że nawet tobie nie powiem. Mieć pretensję do przyjaciółki, że wszystkiego ci nie powiedziała? Nie możesz wymagać, żeby się cała przed tobą otwierała. Jeżeli ty chcesz się cała otwierać, to OK. Powiem może coś obrazoburczego – dziewczyny, które sobie wszystko opowiadają, to są dziewczynki. Owszem, fajnie jest mieć dziewczynkę w sobie. Ale te dziewczynki powinny rozróżniać, w którym miejscu są dorosłe. Możemy się chichrać, wygłupiać, robić sobie kawały, ale nie wymagajmy, by przyjaciółka była dla mnie zawsze cała na talerzu. Ona ma swoje życie. Przyjaźń to wzajemny szacunek, uznanie. Wdzięczność, że jest, że coś mi daje, że coś mogę dać. Wymiana w przyjaźni jest szalenie istotna. I wzajemne inspirowanie się.
– A poleganie na sobie, z czym w pierwszym odruchu kojarzy się ta relacja? – pytam. – Oczywiście to jest bardzo ważne – podkreśla psychoterapeutka. – Na pewno nie chciałabym przyjaźnić się z kimś, kto coś obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Może zdarzyć się, że o czymś zapomni, ale nie oszuka. Ja w ogóle zakładam we wszystkim możliwość popełniania błędów. A właściwie uważam, że nie ma błędów, jest tylko życie. Przyjaźń jest twórcza, bo nas rozwija, sprawia, że nie stoimy w miejscu, że mamy więcej korzyści psychicznych niż strat, ta relacja po prostu nam się opłaca. Słowo „opłaca” kojarzy się z pieniędzmi, ale tu chodzi o wewnętrznego dorosłego. Z przyjaźni wynika coś dobrego dla nas. Jesteśmy razem, ale też dajemy sobie przestrzeń, wolność. Przyjaciółka może chcieć robić coś innego niż ja. Możemy się o coś pospierać, coś negocjować, ale nie ma zawłaszczania, chęci dominowania. Jest za to poczucie zrozumienia i akceptacji.

Czyli przyjaźń nie różni się od miłości. I jedna, i druga nie jest dana raz na zawsze. Wymaga podlewania, pielęgnowania. Wtedy rozkwita. A jeśli się kończy, to nie znaczy, że nie była przyjaźnią.
Katarzyna Miller uważa, że my, kobiety, jesteśmy stworzone do przyjaźni. Usłyszała kiedyś od swojej przyjaciółki coś, co ją wzruszyło: „Wiesz, zdałam sobie sprawę, jak zmieniało się moje życie, od kiedy cię spotkałam, i ile we mnie się zmieniło!”. 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze