1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Liczba przyjaciół a budowa mózgu

Liczba przyjaciół a budowa mózgu

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Duża liczba przyjaciół świadczy o większej korze przedczołowej mózgu - wynika z nowych badań przeprowadzonych na University of Oxford.

Okazuje się, że w celu utrzymania kilku głębokich przyjaźni, konieczne jest wykorzystanie tego, co psychologowie nazywają „mentalizing” czyli „czytanie umysłu”. Chodzi o zdolności rozumienia, co inna osoba myśli. Ta umiejętność jest niezbędna w chociażby w prowadzeniu szczerej rozmowy. Badanie oksfordzkich naukowców jest pierwszym, które udowadnia, że przyjaźnienie się powiązane jest z rozmiarem kluczowych obszarówmózgu, zwłaszcza płata czołowego.

- To wielkość mózgu określa nasze umiejętności społeczne, a one pozwalają mieć wielu przyjaciół - mówi dr Joanne Powell, psycholog z Uniwersytetu w Liverpoolu. Na potrzeby badań naukowcy wykorzystali rezonans magnetyczny do skanowania mózgów 40 ochotników w celu pomiaru wielkości kory przedczołowej. - Odkryliśmy, że ludzie, którzy mieli więcej przyjaciół, lepiej rozumieli co inna osoba myśli, a ich połączenia nerwowe w mózgu były bardziej aktywne w orbitalnej korze czołowej, bezpośrednio nad oczami - powiedział Robin Dunbar z University of Oxford. - Zrozumienie związku między wielkością mózgu a liczbą przyjaciół pomaga zrozumieć mechanizmy, które doprowadziły do rozwoju większych mózgów u ludzi niż innych gatunków naczelnych.

Wyniki badań opublikowano w Proceedings Journal of the Royal Society.

Źródło: University of Oxford

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Do czego jest nam potrzebna inteligencja seksualna? - pytamy Kasię Miller

Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (fot. iStock)
Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Pojęcie „inteligencja seksualna” stworzyli dr Sheree Conrad i dr Michael Milburn, badając, dlaczego mimo rewolucji seksualnej nadal brak nam w łóżku szczęścia. Z kolei autorką pojęcia „inteligencja erotyczna” jest Esther Perel, która w książce o tym samym tytule zastanawia się, jak dziś, w czasach „dyktatury równości”, mamy zaakceptować, że właśnie seksualna nierówność gwarantuje udany seks? Czy naprawdę inteligencja jest nam potrzebna, gdy nie mamy na sobie ubrań – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Seks w naturalny sposób łączymy z instynktami, podnietami, chemią, czyli siłami niezależnymi od naszej woli czy rozumu. Tymczasem pisze się i mówi o inteligencji kochanków. Czy więc to, co myślimy, ma znaczenie w łóżku? Przecież nie zakładamy firmy, tylko mamy się kochać. A może ta inteligencja to tylko taki amerykański modny wymysł? Ma znaczenie nie tylko, jak myślimy, ale i jak działamy, co wybieramy. Na początek opowiem dwie anegdoty z życia. Pierwsza to tragifarsa miłosna o obdarzonej inteligencją erotyczną młodej kobiecie, która umówiła się w hotelu na seks z atrakcyjnym, onieśmielającym ją starszym mężczyzną. Była tą randką tak przejęta, że jak tylko trafili do pokoju, chciała koniecznie umyć zęby i zrobiła to z takim zaangażowaniem, że wypadła jej koronka i utknęła w kolanku umywalki. Biedulka załamała się, była już i tak speszona, a tu jeszcze – szczerbata! Cała ochota na seks jej odeszła, chciała już tylko wrócić do domu. Ale jak?! Bez koronki? Sama jej jednak nie mogła wyjąć...

Zadzwoniła do seksownego polskiego hydraulika – a jej seks-inteligencja polegała na tym, że miała pod ręką jego numer!? To dobry pomysł mieć taki telefon zanotowany, ale akurat zrobiła coś innego, co też potwierdziło jej inteligencję erotyczną, a nawet seksualną mimo małego doświadczenia. Czekającemu na nią mężczyźnie powiedziała, choć bardzo się wstydziła, że nie dość, że brak jej wprawy w takich hotelowych schadzkach, to jeszcze nie ma zęba z przodu, bo koronka jej wpadła do kolanka umywalki. Na co on podskoczył uradowany. Jemu też niedawno przydarzyła się podobna przygoda, a więc więcej ich łączy, niż myślał. I zamiast spojrzeć na zegarek, mówiąc, że zapomniał o ważnym spotkaniu, lub też zająć się owym kolankiem umywalki, z ogniem w oczach zajął się jej kolankami. Jej bezradność, szczerość i otwartość plus urocze kobiece skrępowanie go urzekły. No i mieli udany seks, bo on wspiął się na wyżyny swojej sztuki, widząc w niej prawdziwą dziewczynę bez grama pozy, gry czy manipulacji… I, oczywiście, sam wykazał się wysokim poziomem inteligencji erotyczno-seksualno-emocjonalnej.

Jeśli więc stracimy ząb, nie musimy tracić okazji do superseksu i być skazani na randkę z dentystą? Na tym polega inteligencja seksualna, by coś, co mogło być brakiem, przekuć w atut. A teraz druga anegdota z życia, ale tym razem o braku inteligencji seksualnej i erotycznej u pewnej atrakcyjnej i doświadczonej damy, która miała całe mieszkanie wytapetowane swoimi zdjęciami w różnych gorsetach i innych peniuarach, by przypadkiem ktoś z gości nie przegapił, jaka to jest piękna. Owa dama zawsze przechwalała się przed przyjaciółkami, że w łóżku potrafi przybrać najbardziej korzystną pozę, a więc też każdego mężczyznę owinie sobie wokół małego palca. No i pewnego dnia poznała atrakcyjnego pana. Ów obciął ją od stóp do głów i powiedział, że wchodzi w to, ale tylko na rok. Nie jest bowiem jego zdaniem kobietą na całe życie, ale na udany romans, owszem. Nasza bohaterka co prawda myślała o czymś na stałe, ale była tak pewna swojej erotycznej siły, że już widziała, jak po roku ów mężczyzna traci na jej punkcie głowę i to ona zadecyduje, co z nim będzie dalej.

Rozumiem, że się przeliczyła? Całkowicie, bo choć żyli jak para, a nawet pomieszkiwali u siebie, to po roku on rzekł: „Dziękuję ci” (bo był dobrze wychowany), i zniknął. Odchorowała to. Nic dziwnego, trafiła na wyjątkowo zimnego i egotycznego faceta. Ale dostała nauczkę za swoją głupotę i prztyczka w nos za pychę. Zlekceważyła jego słowa, myśląc, że on nie wie, co gada. Ale wiedział. No ale jej brak inteligencji seksualnej widać było już w tym przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, a potem i tego mężczyzny. Te jej pozy w łóżku, z których była tak dumna, to sygnał, że nie ma pojęcia, na czym seks i erotyzm polegają. Dowód na to, że nigdy nie traci kontroli, nie pozwala się unieść fali pożądania ani rozkoszy. Nie pozwalała sobie na to, by podążyć za swoimi potrzebami ani za mężczyzną, a to oznaki braku mądrości i seksualnej, i erotycznej.

Zgodnie z definicją inteligencja seksualna to wiedza o tym, co jest nam potrzebne do udanego seksu, empatia na potrzeby partnera i sygnały płynące z naszego ciała. Umiejętność rozmowy, kreatywność – o tym nieraz już pisaliśmy. Ale też dowodem na nią ma być, jak wynika z badań (m.in. prof. Johna Gottmana), bycie w stałym związku. Ci, którzy w nich są – osiągali w testach wysoką IS, a w łóżku poznali rozkosz. Głupcami okazali się za to podrywacze i „puszczalskie”. Bo nie idą w głąb, nie rozwijają się, powtarzają ciągle tylko początek – zakochanie, fascynację itd. A to dopiero pierwszy krok! Jednak wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. Nikt nam nie powie, że trzeba szukać i znajdować, odkrywać swoje pragnienia zwłaszcza w seksie. Seksualność ludzka, a szczególnie kobiet, jest nadal poddawana obróbce, jeśli już nie przez tabu, to przez kompleksy, a od czasu, gdy uzyskaliśmy „wolność” – przez modę i pornografię. I jeśli już dziś czegoś powszechnie poszukujemy w seksie, to poklasku, uznania, połechtania próżności czy pogłaskania kompleksów. Nawet nasi kochankowie nie pytają, czego chcemy. Sami musimy to odkryć i jeszcze nauczyć się, jak to sobie dać, a to naprawdę ciężka praca. No i często jej nie wykonujemy i dlatego – sfrustrowani – wciąż zmieniamy partnerów.

Zamiast jakości ilość. Tymczasem to, co nas łączy z drugim człowiekiem, może się rozwijać w nieskończoność i w nieskończoność dostarczać nam coraz więcej, a nie coraz mniej, także rozkoszy. Drugim człowiekiem nie można się znudzić. Szaleństwo zakochania mija i dobrze, bo byśmy kręcili się w kółko naćpani hormonami, a seksualność może i nawet powinna się rozwijać, a wówczas obejmuje nie tylko nasze ciało, ale też umysł, serce, aż sięga po duchowość i dalej jeszcze po wszechświat. I gdy jesteśmy sobie bliscy na tych wszystkich poziomach, w tych wszystkich wymiarach bytu, możemy osiągnąć najwyższą, absolutną rozkosz.

Tak to czuję i tak sobie wyobrażam. Myślę też, że taki jest sens seksu tantrycznego, który stanowi jedną z dróg ku pełnej ekstazie. A mówiąc po europejsku: im więcej między kochankami intymności, bliskości, zrozumienia i zgody na siebie nawzajem, zachwytu, fascynacji, tym więcej doświadczą rozkoszy. Za byciem z jednym partnerem przemawia też sama fizjologia mózgu, bo jak się okazuje, im częściej ćwiczymy jakieś zachowania, tym silniejsze powstają w naszym mózgu tzw. ścieżki neuronowe. I wyobrażam sobie, że dwoje bliskich sobie ludzi może mieć orgazm, patrząc sobie w oczy z dwóch stron wypełnionej ludźmi sali.

Seksuolodzy jednak ostrzegają, że nadmierna bliskość to koniec pożądania. Perel pisze, że pożądanie rodzi się w szczelinie między kochankami, w tym, co ich różni, ciekawi, ku sobie ciągnie. I że ci inteligentni erotycznie nie pozwalają sobie na całkowite odsłonięcie. Zgadza się, nie można stopić się w jedno, zrezygnować z siebie. To nie jest intymność i bliskość. Nie wolno zostawiać siebie, zawieszać się na drugim człowieku, bo wtedy nie jesteśmy blisko nawet ze sobą, a co dopiero z kimś innym. By tworzyć intymność, dwoje ludzi ma mieć odrębne tożsamości, sprawy i tajemnice. Ale też intymność buduje to, że oni szepczą sobie na ucho, że nie opowiadają innym o tym, co razem przeżyli, że mają swoje wspólne sekrety, tajemnice, marzenia. Kobieta jest dla mężczyzny pociągająca, bo jest inna niż on. A mężczyzna jest dla kobiety sexy, bo nie jest jej lustrzanym odbiciem.

Właśnie! A polityczna poprawność w stylu amerykańskim, czyli równość niwelująca różnice, prowadzi do nudy w sypialni. Perel głosi genderową herezję, że seks demokratyczny, na równych prawach, to nuda, bo pożądanie to nie dziecko demokracji. Kobieta i mężczyzna, jeśli są wolni i spontaniczni, mogą być w sypialni panem i niewolnicą lub panią i niewolnikiem, a w salonie, kuchni i w pracy – partnerami. To wyraz prawdziwej wolności, inteligencji seksualnej i erotycznej. Możliwość zmiany, wybierania schematów zachowań w zależności od sytuacji i potrzeb, celów, do których się dąży, to prawdziwa mądrość sypialniana.

Perel pisze, że dla kobiet sukcesu, które kontrolują, kierują, planują i realizują, oddechem jest latynoski kochanek, który dominuje i napastuje, bo w jego świecie mogą odpuścić, oddać się, ulec. Opisuje właśnie taką parę: Amerykankę i Włocha. Kobieta przyznaje, że w sypialni zapomina o politycznej poprawności, stawia na rozkosz. Seks jest przygodą, dlatego nie może w nim być planów i nie może być demokracji. Jest jak przeprawa przez rzekę. Może nas porwać prąd, możemy z nim popłynąć cudnie bez wysiłku na drugi brzeg lub wpaść w wir, który nieźle nas wyobraca, tak że nie będziemy mogły złapać oddechu. Możemy też przedostać się na drugi brzeg, łapiąc jakiś konar... Nie da się nie zamoczyć i nie da się uniknąć szybszego bicia serca. Oczywiście, można cały czas być po tej samej stronie rzeki, ale to naprawdę nudne. Zamiast więc składać – wszędzie, a więc i w sypialni – deklarację bycia nowoczesną, genderową czy jakąś tam, lepiej być uczciwszą wobec siebie. Odkryć, gdzie i jak same siebie okłamujemy, i przestać to robić. Zignorować naszego wewnętrznego rodzica, czyli nadzorcę tego, co nie wypada – i zapytać wewnętrzne dziecko, czego ono pragnie od seksu, co lubi, czego by chciało. I tak idąc za swoim wewnętrznym głosem, takim płynącym z brzucha, krok po kroku rozwinąć własną erotyczną inteligencję. Jak zwykle gdy chodzi o coś ważnego i trudnego – małymi krokami, ale wytrwale. Zrobić więcej miejsca dla wewnętrznego dziecka, czyli naszych uczuć, potrzeb i energii. Sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Co nam odpowiada, sprawia przyjemność, daje rozkosz, a czego się wstydziłyśmy tak, że dotąd sobie na to nie pozwalałyśmy? Jeśli mamy ochotę, zacznijmy sobie na to pozwalać. Wrócić do przeszłości i przypomnieć sobie, czego nie zrobiliśmy, choć nas korciło, ale nie pozwolił nam na to lęk, wstyd. Jest wysoce prawdopodobne, że dotrzemy do zakazów z domu rodzinnego, i trzeba będzie wybierać, czy nadal być grzeczną, czy wreszcie szczęśliwą. Warto też czytać lektury pełne seksu o bohaterach przekraczających granice, oglądać takie filmy, rozmawiać o swoich zahamowaniach, dzielić się z zaufanymi osobami, najlepiej wzajemnie. Pisać do siebie listy z nowymi scenariuszami i potem je w realu urzeczywistniać.

A czy Katarzyna Miller ma inteligencję seksualną i jest erotycznie mądrą kobietą? Mam nadzieję, że tak, choć początki były nieudane. Ale dałam radę nie zrazić się całkiem i poczekać, aż trafię na mężczyznę, który mnie otworzy seksualnie. A wtedy przeżyłam niezwykłą wizję, że oto mam dłuuuugie srebrne włosy, które przeciągają mnie na drugą stronę kosmosu. Dziękuję mu za to! Bo też znalazłam się naprawdę po drugiej stronie, stałam się kimś innym. Już byle czym nie można było mnie zadowolić i wiedziałam, czego chcę od seksu, co on mi może dać i co ja mogę dać.

  1. Styl Życia

10 sposobów, aby wyrazić miłość

Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe ci osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

1. Okaż wdzięczność. Powiedz wprost, jak bardzo doceniasz obecność tej osoby w swoim życiu.

2. Zaoferuj pomoc. Zapytaj: „Co mogę dla ciebie zrobić, żeby uczynić twoje życie lepszym, radośniejszym, mniej stresującym?”

3. Zamień się w słuch. Znajdź czas i kilka chwil spokoju, aby wysłuchać drugiej osoby całą sobą. Nie komentuj, nie doradzaj. Słuchaj.

4. Bądź wielkoduszna. Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nikt z nas nie jest idealny. Doceniaj pozytywne cechy, nie skupiaj się na tym, co niedoskonałe - w ten sposób pokażesz, że naprawdę kochasz.

5. Znajdź czas na chwile beztroski. Kolacja z ukochanym, zabawa z dzieckiem, wypad na zakupy z przyjaciółką... a może po prostu ulubiony serial pod kocem na kanapie? Życie składa się z drobnych przyjemności. Jeśli będziemy stwarzać sobie ku nim okazję, będziemy mieli więcej powodów do wspólnej radości.

6. Podaruj coś bez okazji. To może być drobiazg, ale zrobiony albo kupiony z myślą o tej osobie. Coś, co sprawi że poczuje, że o nim myślisz i jest dla ciebie ważna.

7. Upiecz ciasto lub ugotuj coś pysznego. Przez żołądek do serca - nakarm ukochaną osobę czymś, co lubi najbardziej.

8. Ofiaruj kwiaty bez powodu. Kwiaty to jeden z piękniejszych sposobów na podziękowanie za czyjąś obecność - dzięki nim „Dziękuję za to, że jesteś” brzmi piękniej.

9. Napisz krótki liścik. Mała karteczka zostawiona w kuchni przy ulubionym kubku z ciepłą kawą, liścik miłosny pod poduszką, kartka z pozdrowieniami z wakacji... małe, codzienne wyznanie miłości.

10. Nie bój się słowa "kocham" - słowa mają moc, a to chyba szczególną. Jednak nie wtedy, gdy wypowiadamy je od niechcenia. Wyznanie miłości potrzebuje dotyku, spojrzenia w oczy, intymnej chwili.

 

  1. Psychologia

Terapia trudnej przyjaźni. Dlaczego przyjaciele coraz częściej nas zawodzą?

Coraz bardziej potrzebujemy przyjaciół, ale też coraz bardziej się nimi rozczarowujemy. (Fot. iStock)
Coraz bardziej potrzebujemy przyjaciół, ale też coraz bardziej się nimi rozczarowujemy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Coraz bardziej potrzebujemy przyjaciół, ale też coraz bardziej się nimi rozczarowujemy. Dlaczego tak się dzieje - próbuje ustalić psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz, komentując kłopot swojej pacjentki, Marzeny.

Przede mną siedzi młoda, elegancka kobieta i szlocha jak nastolatka. Rozczula mnie, kiedy wyciera łzy rękawem jedwabnej bluzki. Marzena poprosiła o sesję, ponieważ rozstała się z przyjaciółką. Kiedy spytałam, czego potrzebuje, odpowiedziała, że chce zrozumieć, co tak naprawdę się stało. – Nawet nie wyobrażasz sobie, jak to bardzo boli – wymawia na jednym wydechu. – Wyobrażam sobie – mówię. – Sama przeżyłam dwa rozstania z ważnymi dla mnie przyjaciółkami, a właściwie trzy, bo była jeszcze przyjaźń z mężczyzną. To strata wcale nie mniejsza od straty partnera miłosnego.

Marzena opowiada, że od miesiąca nie może spać, jeść, pracować. Bezustannie rozmyśla, dlaczego tak się stało i czy dałoby się cofnąć czas. Słucham jej uważnie i w pewnej chwili uświadamiam sobie, że tak naprawdę nie wiem, co się stało. Strata przyjaciółki może oznaczać śmierć, wyjazd gdzieś daleko albo po prostu rozstanie, zerwanie przyjaźni. – Czy twoja przyjaciółka zmarła? – pytam, choć intuicja mi podpowiada, że nie o śmierć chodzi. – Skąd, nie – Marzenę przeraża sama myśl o tym. – Czy wasza przyjaźń umarła? – nie wiem dlaczego, ale czuję, że wątek nieodwracalności ma tu znaczenie. Marzena przez chwilę się zastanawia: – Nie, mam nadzieję, że nie. – Czyli jest jeszcze jakaś nadzieja?

Kobieta spuszcza głowę, a potem obejmuje ją dłońmi. – To ja zrezygnowałam z tej przyjaźni – szepcze. – Już dłużej nie mogłam.

Czyli to głowa Marzeny powiedziała: dość. Ciekawe, jakich jej oczekiwań nie spełniała przyjaciółka.

Krok 1. Ustalamy, dlaczego Marzena płacze

Bardzo lubię i cenię sobie te pierwsze momenty sesji, kiedy pracujemy na symbolach; pacjent coś mówi, dużo pokazuje gestem, milczy w znaczących momentach, zastyga, a potem nagle gwałtownie się ożywia…, a ja chwytam te wszystkie znaki i jeśli tylko głowa mi w tym nie przeszkadza – nie włącza się potrzeba zbyt pochopnej interpretacji, nazywania – nanizuję je na sznureczek intuicji i przyglądam się, co z tego powstaje.

– Za czym płaczesz? – pytam. Marzena w lot łapie, o co mi chodzi, podnosi głowę, uśmiecha się i zaczyna snuć swoją opowieść o tym, jak się poznały, jak szybko doszły do wniosku, że są duchowymi siostrami, jak zgadzały się we wszystkim, tylko na szczęście faceci inni im się podobali. – Choć to ostatnie do czasu – Marzena poważnieje. – Anka wspierała mnie w decyzji o rozstaniu z Kubą, właściwie sama mnie do tego zachęcała, a potem została jego najwierniejszą przyjaciółką. Wtedy powiedziałam: dość.

Zatrzymuję ją gestem dłoni: – Zanim przejdziemy dalej, zróbmy krótką przerwę. Oprzyj się wygodnie, zamknij oczy, poobserwuj przez chwilę swój oddech.

Ja robię to samo, w wyobraźni próbując przywołać obraz mojego sznureczka intuicji. Czuję, że na ten moment jest już gotowy: przyjaźnią się od czterech lat, to czas pierwszego kryzysu i spadnięcia różowych okularów, czyli pierwszych rozczarowań przyjaciółką – relacja przyjacielska ma identyczną dynamikę jak relacja miłosna. Idziemy dalej: płacze po rozstaniu, co oznacza, że przyjaciółka jest nadal dla niej ważna, choć to ona zerwała przyjaźń. Zrobiła to, kierując się głosem rozsądku, co oznacza, że Anka nie spełniła jej oczekiwań, zaprzyjaźnienie się z jej byłym chłopakiem było kroplą, która przelała czarę…, ale jest jeszcze jakaś szansa na reaktywację.

Krok 2. Przyglądamy się przekonaniom na temat przyjaźni

Wiem, że Marzena bardzo potrzebuje opowiedzieć, a właściwie wyrzucić z siebie wszystkie przewinienia przyjaciółki. To jest ta potrzeba pacjentów, której nie lubię, bo wiem, że to strata czasu i nie ma żadnego wpływu na efekt terapii, za to pacjenci głównie z jej powodu przychodzą na sesje. Sama nieraz zalewałam potokiem żali swoich terapeutów, choć od dawna wiedziałam, że to jedynie kompulsja i odwlekanie chwili, gdy wreszcie pozwolę sobie czuć. Kiedy nadchodzi ten moment, zawsze zastanawiam się, jak go poprowadzić, żebym ja była w stanie wytrzymać, a pacjent miał poczucie, że opowiedział całą historię z detalami.

Podaję Marzenie kartkę i proszę, żeby wypisała wszystkie cechy dobrej przyjaźni.

– Napisz kilka, kilkanaście zdań zaczynających się od: „Moja prawdziwa przyjaciółka powinna…” – myślę, że to pozwoli Marzenie odreagować napięcie wynikające z rozczarowania przyjaźnią.

Następnie proszę, żeby zaznaczyła te oczekiwania, które spełniała Anka. Nietrudno się domyślić, że na początku – wszystkie, a pod koniec przyjaźni – żadnej. Pytam, czy chce zagłębiać się w wady przyjaciółki, czy bardziej skoncentrować się na swoich uczuciach.

– Tych dziś czy wtedy? – pyta, a ja cieszę się, że zadała to pytanie, i proszę, żeby zaczęła od „wtedy”.

Marzena wylicza wszystkie… no właśnie, chyba bardziej przewinienia niż to, co w naprawdę czuła, bo wygląda to mniej więcej tak: „Myślę, że było mi smutno, kiedy ona kolejny raz obiecała, że gdzieś się razem wybierzemy, a potem odwoływała”, „Pamiętam, że czułam się zawiedziona, gdy zapomniała o moich urodzinach”. Wyliczanka poparta jest gestem odliczania na palcach, a każde zdanie zaczyna się od: „myślę…”, „wydaje mi się…”. Znów wygląda na to, że Marzena kontaktuje się z głową, a nie z sercem.

Przyjaciół, podobnie jak partnerów miłosnych, wybieramy na podstawie tzw. deficytów, czyli emocjonalnego głodu, którego nie zaspokoili nasi rodzice. Stąd oczekiwania, że przyjaciel nigdy nie zawiedzie, będzie rozumiał bez słów itd. Problem w tym, że przyjaciółka również jest głodna i to bardzo często tego samego co my i wtedy pojawiają się pierwsze rozczarowania.

– Co teraz czujesz, kiedy myślisz o przyjaciółce? – pytam. Widzę, że oczy Marzeny znowu się zaszkliły. – Ryczę jak po stracie kochanka, wstyd mi. – To nic wstydliwego, że kochasz przyjaciółkę – mówię. – To piękne i ważne.

Marzena kładzie skrzyżowane dłonie na sercu. – Za bardzo mnie zraniła – szepcze. – Musiałam bronić siebie. Długo dawałam jej szansę.

Krok 3. Obalamy najbardziej szkodliwy mit na temat przyjaźni

Marzena nie tyle chce zrozumieć, co się stało, ile dlaczego jej przyjaciółka tak się zmieniła. – Od jakiegoś roku zaczęła być taka… nierówna; przez tydzień dzwoniła do mnie codziennie, pytała, co w pracy, jak się czuję, czy Kuba znowu nie wywinął mi jakiegoś numeru, a potem przez kolejny tydzień nie odbierała ode mnie telefonów. Kiedy ją w końcu dopadałam, była zła, mówiła, że nie ma czasu, że dużo pracuje, a ja przypadkiem dowiadywałam się, że w ostatni piątek nieźle balowała w klubie. Dowiedziałam się, że plotkuje na mój temat, cieszy się, że nie dostałam tego awansu, który szef obiecywał mi od roku.

Klasyczny przypadek nierównej albo ambiwalentnej przyjaciółki. To drugie to oczywiście określenie amerykańskich psychologów – ich zdaniem mamy wokół siebie coraz więcej ambiwalentnych przyjaciół, czyli takich, co to ranią nas bardziej niż najgorsi wrogowie: zawodzą, umawiają się i odwołują, zgadzają się pomóc nam przy projekcie, a potem wybierają korzystniejszą dla siebie ofertę… Powoli przestajemy móc na nich polegać, przyjaźń z nimi staje się coraz bardziej stresująca, a jednak trudno jest nam z niej zrezygnować.

Broniąc samych siebie, staramy się być asertywni, ale nasza asertywność szybko zamienia się w agresję, a potem w poczucie winy – w efekcie gubimy się w tym wszystkim, zastanawiając się, kto jest bardziej toksyczny: ja czy ona?

– Jak się teraz czujesz? – pytam. – Ciągle zastanawiam się, dlaczego tak bardzo się zmieniła? – Myślę, że ona zastanawia się nad tym samym – mówię. – Jestem pewna, że rozczarowanie jest obopólne.

Marzena sprawia wrażenie jakby mnie nie słyszała. – Z jednej strony czuję ulgę, że to wszystko się już skończyło – mówi wreszcie. – Ile razy można przeżywać rozczarowanie. Z drugiej strony tęsknię za nią, ciągle myślę, żeby do niej zadzwonić. – Co byś jej chciała powiedzieć? – Zapytać, co się stało. – A co ty sądzisz? – Ona chyba mnie już nie potrzebuje. – A co czujesz? – Czuję, że Anka nadal jest dla mnie ważna. – Możesz jej to powiedzieć? – No co ty? A jeśli mnie wyśmieje? Albo powie, że jej już nie zależy? – No właśnie, to co wtedy? – Muszę się jeszcze nad tym zastanowić.

I w tym momencie mogłybyśmy zakończyć sesję. Marzena przyszła do mnie w rozpaczy po zerwaniu przyjaźni. To trudne, bolesne, rozczarowujące – nic dziwnego, że cierpi. W trakcie sesji uświadomiła sobie, że przyjaciółka jest dla niej nadal ważna, a czuje, że ona dla niej nie – to dodatkowe źródło cierpienia. Chciała zrozumieć, co tak naprawdę się stało – właściwie to oczywiste: po czterech latach przyjaźni przyjaciółka przestała spełniać jej oczekiwania, więc zakończyła relację. Dlaczego przestała, a właściwie dlaczego, zdaniem Marzeny, tak się zmieniła? – tego bez samej zainteresowanej nigdy się nie dowiemy. Zwłaszcza że Marzena rozczarowywała się Anką w milczeniu.

To jest właśnie najbardziej szkodliwy mit na temat przyjaźni – przekonanie, że prawdziwa przyjaciółka nigdy nas nie zrani, nie zawiedzie, nie skrytykuje, a kiedy to jednak zrobi – sama się przywoła do porządku, bo powiedzenie jej o tym, co nas rani, przekreśla przyjaźń.

Krok 4. Marzena dostaje pracę domową

Zdałam sobie sprawę, że ta ambiwalencja dotyczy przede wszystkim nas samych, albo nas i naszych przyjaciół w jednakowym stopniu. Pomyślałam, że bardzo chcę, żeby Marzena na zakończenie sesji też to poczuła. – Czy to, że Anka zawiodła twoje oczekiwania, a mimo to nadal jest dla ciebie ważna i nadal jest w twoim sercu (zależało mi, by naprowadzić ją na trop serca ) – jest dla ciebie trudne? – No właśnie tego nie rozumiem. – Wiesz, te wszystkie powinności, które naszym zdaniem ludzie mają wobec nas, zwłaszcza ci ważni, to przekonania idące z głowy. – Nie bardzo rozumiem. – Chociażby to, że przyjaciółka zawsze musi stać przy nas murem albo że nie ma prawa zawieść. – To od czego w takim razie jest przyjaźń? – A może od tego, żebyśmy mieli w sercach wiele osób, które kochamy i które są dla nas ważne?

Marzena przez chwilę się zastanawia: – Rozumiem, ale ja też chciałabym być kochana i ważna. – I na pewno jesteś dla przyjaciół, dla Anki również. – To dlaczego mi tego nie okazuje? – Nie wiem, nigdy jej o to nie zapytałaś – mówię. – Wiesz, największa trudność polega na tym, że przyjaciół wybieramy z serca, a oczekiwania stawiamy im z głowy. Dopóki w sobie nie zintegrujemy głowy i serca, relacje z innymi ludźmi nie przestaną nas ranić.

Po tym zdaniu ogłaszam koniec sesji. Proszę, by Marzena została z tymi słowami i odezwała się do mnie, kiedy poczuje je sercem i zrozumie głową. Jeszcze tego nie zrobiła, ale jestem spokojna, że poczuła i zrozumiała tyle, ile była gotowa w danej chwili.

Autoterapia trudnej przyjaźni

  • Jeśli czujesz się rozczarowana przyjaciółką, przeanalizuj wszystkie swoje przekonania na temat przyjaźni (nie przyjaciółki). Potem zastanów się, ile z tych przekonań/oczekiwań sama spełniasz.
  • Jeśli nie zrobiłyście tego na początku, a teraz czujesz, że przyjaźń bardziej cię rani niż wspiera, wspólnie z przyjaciółką ustalcie, co jest dla was najważniejsze w tej relacji. Powiedz otwarcie i odważnie o swoich oczekiwaniach, ale zaakceptuj fakt, że przyjaciółka może nie chcieć/nie móc ich spełnić.
  • Kiedy czujesz, że wasza przyjaźń przechodzi kryzys – stań z boku i z dystansu spróbuj się zorientować, co się między wami dzieje. Oddziel uczucia od faktów.
  • W sytuacjach spornych, kiedy rozmawiacie o tym, co każdą z was rani, mów o uczuciach, a potem o zachowaniach, np.: „Kocham cię, bardzo wiele dla mnie znaczysz, ale kiedy kolejny raz obiecujesz, że zadzwonisz a nie dzwonisz, czuję się dla ciebie nieważna”.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  1. Psychologia

Przyjaźń w dorosłym życiu – ważniejsza jest jakość niż liczba

Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
W ciągu ostatnich dwudziestu lat opublikowano wiele wyników badań potwierdzających pogląd, że przyjaźń stanowi jeden z najistotniejszych elementów ludzkiego zdrowia, samopoczucia i szczęścia. Jeśli się nad tym zastanowić, to takie stwierdzenie ma sens! – pisze Hope Kelaher w swojej książce „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Pogawędka, aby nadrobić zaległości lub błyskawiczne znalezienie ponownie wspólnego języka ze starym przyjacielem, z którym nie widzieliśmy się od lat, znakomicie wpływa na samopoczucie, podobnie jak zaśmiewanie się do łez z osobistych żartów lub wstydliwych historii z osobą, z którą łączy nas poczucie humoru. Wywołują one uczucie, którego nie da się porównać z żadnym innym, a przy tym są dobre dla zdrowia! Dowiedziono, że przyjaźń i więź emocjonalna z innymi pomagają zmniejszyć ryzyko śmierci i skrócić czas trwania chorób fizycznych i psychicznych, mogą również korzystnie wpływać na zdrowie, przyczyniając się do wydzielania endorfin.

Przyjaciele nie tylko udzielają wsparcia emocjonalnego i społecznego, ale też, z perspektywy ewolucyjnej, zapewniają ochronę, wsparcie praktyczne, a w niektórych przypadkach także pomoc finansową. Przyjaźń stanowi element rozmaitych intymnych relacji, w tym między partnerami i członkami rodziny, ważne jednak, aby odróżnić zaprzyjaźnione osoby z rodziny (krewnych) od przyjaciół. Za przyjaciół uznaje się osoby znajome, z którymi łączy nas więź oparta na emocjonalnej bliskości i wzajemności (czyli dawaniu i braniu w relacji). W przeciwieństwie do przyjaźni rodzinnej, taka przyjaźń jest wynikiem wyboru i  może zakończyć się w każdej chwili. W rezultacie poświęcamy więcej czasu i energii na nawiązywanie i podtrzymywanie przyjaźni z osobami niespokrewnionymi.

Liczba a jakość

Dla wielu osób kolejne oczywiste pytanie brzmi: co jest ważniejsze, liczba przyjaciół czy jakość przyjaźni? Wyniki badań wskazują wprawdzie, że zarówno wielkość kręgów społecznych, jak i jakość relacji z ich członkami mają istotne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia, jednak biorąc pod uwagę zobowiązania ciążące na współczesnych dorosłych, nie zawsze da się zachować równowagę między tymi dwoma czynnikami. Co ciekawe, wyniki badań przeprowadzonych przez antropologa i psychologa Robina Dunbara wskazują, że istnieje maksymalna liczba znajomości, jaką każdy z nas jest w stanie podtrzymać w danym momencie. W swoich pracach Dunbar stwierdza, że zdolności poznawcze ludzkiego mózgu wystarczają na utrzymanie jednocześnie relacji ze 150 osobami. Nie wszystkie z nich są naszymi bliskimi przyjaciółmi: część to przygodni znajomi. Wyniki badań wskazują, że z około 50 spośród tych 150 osób mógłbyś znaleźć na proszonej kolacji lub imprezie u wspólnego znajomego. Znacznie mniejszą liczbę ludzi – około 15 – uważamy za przyjaciół, którym możemy w razie potrzeby się zwierzyć lub poprosić ich o wsparcie. Badania Dunbara wykazały też, że każdy z nas ma plus minus 5 osób, które uznajemy za najbliższych przyjaciół i którym możemy wyznać najskrytsze tajemnice, pragnienia i problemy. Granice tej grupy są płynne, a poszczególne osoby mogą przemieszczać się między kręgami przyjaciół i najlepszych przyjaciół.

Cyfrowe platformy, takie jak: Facebook, Snapchat, Twitter czy Instagram doprowadziły wprawdzie do poszerzenia sieci przyjaźni, ale jedno pozostało bez zmian: siła długotrwałych relacji zależy od osobistych kontaktów.

Spotkania twarzą w  twarz sprzyjają powstawaniu więzi, jakiej nie da się nawiązać poprzez media społecznościowe.
Udostępnienia i  polubienia w internecie nie mogą równać się z pozytywnymi doświadczeniami, takimi jak: osobiste powitania, jedzone razem posiłki czy wspólny śmiech. Takie przeżycia częściej doprowadzają do wydzielania endorfin – hormonów wiązanych z przyjemnością, redukcją stresu i tworzeniem więzi społecznych. Z badań wynika, że co prawda znajomości w mediach społecznościowych łatwo jest nawiązywać i dokumentować, ale wirtualne kontakty nie mogą skutecznie zastąpić przyjaźni w prawdziwym życiu. Najłatwiej wyjaśnić to faktem, że wartościowe relacje wynikają z czasu, a interakcje z wirtualnymi znajomymi zmniejszają ilość czasu i energii, jakie możemy poświęcić na dbanie o osobiste relacje.

Aspekty dobrej przyjaźni

Świadomość, że jesteśmy w stanie utrzymywać kontakty jedynie z ograniczoną liczbą osób, może dodawać otuchy, zwłaszcza tym z nas, dla których zbieranie internetowych znajomości stanowi hobby. Wiąże się jednak z pytaniem, czy nasze przyjaźnie są wystarczająco dobre, a ich jakość –wysoka. Zdaniem wielu osób, odpowiedź na to złożone pytanie ma subiektywny charakter. Większość badaczy zajmujących się tym tematem twierdzi, że wysokiej jakości relacje wyróżniają się wysokim poziomem wzajemnych zachowań pomocowych, współzależności, intymności emocjonalnej i konstruktywnego rozwiązywania konfliktów.

Wzajemność

Wyniki nowszych badań wskazują jednak, że istnieje wiele aspektów i wskaźników jakości relacji. Dobre przyjaźnie, zarówno w dzieciństwie, jak i w wieku dorosłym, charakteryzuje wzajemność pochlebstw – przyjaciele często wzajemnie chwalą się za sukcesy, wspierają w przypadku porażek i pomagają wzmacniać poczucie własnej wartości.

Współzależność

Kolejnym aspektem dobrej przyjaźni jest współzależność. Podobieństwo pomiędzy dwiema osobami zapewnia skoordynowaną relację, pozwalającą każdej ze stron czerpać więcej przyjemności i korzyści. Nawet jeśli każda z osób zyskuje na przyjaźni co innego, jest to równie przydatne jak to, co daje drugiej osobie. Na przykład Jen może otrzymywać od Kit wsparcie w swoim związku i udzielać jej wsparcia w sprawach rodzinnych.

Intymność emocjonalna

Trzeci najważniejszy i najlepiej opisany aspekt wysokiej jakości przyjaźni to intymność emocjonalna –pozytywna komunikacja i wzajemne dzielenie się tajemnicami w relacji. Badania nad bliskimi przyjaźniami wśród dzieci wykazały, że te z nich, które określiły poziom intymności w relacji jako wysoki, wskazywały również na wysoki poziom innych pozytywnych cech, co sugeruje, że intymność może stanowić najistotniejszy czynnik w wysokiej jakości relacjach.

Rozwiązywanie konfliktów

Przyjaźń idealna nie istnieje, a nawet najlepsza wykazuje cechy negatywne, warto zatem zbadać również, w jaki sposób rozstrzyga się konflikty w wysokiej jakości relacjach i jak może to przyczynić się do ich dalszego zacieśniania. Wysokiej jakości przyjaźnie zwykle charakteryzują się minimalnym poziomem konfliktów, nie są od nich jednak całkowicie wolne. W gruncie rzeczy taka sytuacja byłaby niepokojąca, a nawet szkodliwa dla relacji. Konflikty rozwiązywane w zdrowy sposób mogą prowadzić do większej intymności i mocniejszej więzi w relacji, zwłaszcza przyjacielskiej. Przypomnij sobie nieporozumienie pomiędzy tobą a jednym z twoich przyjaciół. Zapewne doświadczałeś obaw i niepokoju, zastanawiając się, jak podejść do sprawy, ale kiedy podjąłeś ryzyko i udało ci się ją rozwiązać, poczułeś ulgę wynikającą z rozstrzygnięcia.

Wyobraź sobie na przykład, że od jednego z najbliższych przyjaciół dostajesz esemesa i nie rozumiesz jego wymowy. Druga osoba zwraca się do ciebie w nietypowy sposób, wskazujący, że coś jest nie tak. Być może wyczuwasz gniew przyjaciela. Choć boisz się zaognienia sytuacji, wykonujesz ważny krok i mówisz mu o swoich obawach, a on wyznaje, że rozczarowało go coś, co powiedziałeś lub zrobiłeś. Nie rozstrzyga to konfliktu ani kwestii twojego zachowania, ale możecie teraz otwarcie porozmawiać o napięciu, które wcześniej kryło się pod powierzchnią. Każde z was zna perspektywę i uczucia drugiej strony. Możecie odetchnąć z ulgą i przejść do rozwiązywania problemu. Wynik badań nad konfliktami w relacjach nastoletnich sugerują, że z wiekiem sposób rozwiązywania konfliktów zmienia się z wymuszającego na konstruktywny. W okresie dojrzewania rozwija się empatia – zdolność do rozumienia stanu emocjonalnego drugiej osoby – dzięki której przyjaciele mogą lepiej zrozumieć nawzajem swoje uczucia i punkt widzenia.

Przyjrzyjmy się, jak może wyglądać rozwiązywanie konfliktów w wysokiej jakości przyjaźni. Shay i Jen zaplanowały wspólne wyjście, ale dzień przed nim Shay pracowała do późna i źle się czuje. Wie, że Jen bardzo zależy na realizacji planów, ale jej samej brak do tego energii i motywacji. Wyjaśnia przyjaciółce, że jest bardzo zmęczona, ale obawia się, że rozczaruje ją, rezygnując z wyjścia. Jen istotnie jest zawiedziona, ale mówi Shay, że rozumie sytuację i że na pewno będą jeszcze miały okazję się spotkać. Jen nie ma pretensji do Shay, ich przyjaźń wraca do normy i rozwija się dalej. Bez empatii konflikt w tej sytuacji mógłby rozstrzygnąć się w zupełnie inny sposób, a obie strony czułyby się niewysłuchane, niedostrzeżone i lekceważone. Przyjaciółkom udało się jednak porozmawiać otwarcie, bezpiecznie i konstruktywnie, a rozwiązanie wzmocniło ich relację.

Mam nadzieję, że dotychczasowa lektura uświadomiła ci, że liczy się nie liczba, a jakość relacji. Zwykle mamy około 5 najbliższych przyjaciół, 15 przyjaciół orbitujących wokół nich, 50 znajomych, przy których czujemy się swobodnie na imprezach, i 150 dalszych znajomych. Aby przyjaźnie i więzi były jak najgłębsze, nie należy skupiać się na rozszerzaniu zewnętrznego kręgu znajomych, ale poświęcać czas i energię osobom z najbliższych kręgów społecznych. Trzeba również pamiętać, że najbliżsi przyjaciele mogą w różnych momentach życia przemieszczać się z jednego kręgu do drugiego. Na przykład bliski przyjaciel ze studiów może przestać należeć do kręgu najbliższych przyjaciół po twojej przeprowadzce do innego miasta, ale pozostać wśród piętnaściorga przyjaciół. Takie przejścia pomiędzy kręgami są naturalne, a jeśli znów zdarzy się wam zamieszkać w tym samym mieście, może się okazać, że przyjaciel w naturalny sposób powróci do najbliższego kręgu.

Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Inteligencja emocjonalna - jak zarządzać emocjami 

Gdy czujesz, że tracisz kontrolę - zatrzymaj się i wsłuchaj w swoje emocje. Jaką emocję czujesz? Nazwij ją. (Fot. iStock)
Gdy czujesz, że tracisz kontrolę - zatrzymaj się i wsłuchaj w swoje emocje. Jaką emocję czujesz? Nazwij ją. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Wielu z nas nie potrafi panować nad swoimi emocjami, co przekłada się na relacje z innymi, atmosferę w domu, wyniki w pracy. Zestresowani rodzice powielają utarte schematy wychowania, w których nie ma miejsca na rozwijanie inteligencji emocjonalnej u dzieci. Traci na tym każda ze stron.

Wielu z nas nie potrafi panować nad swoimi emocjami, co przekłada się na relacje z innymi, atmosferę w domu, wyniki w pracy. Zestresowani rodzice powielają utarte schematy wychowania, w których nie ma miejsca na rozwijanie inteligencji emocjonalnej u dzieci.  Traci na tym każda ze stron.

Każdy z nas ma dni, w których czuje, że wszystko wymyka się spod kontroli. Nad niczym nie panuje i najchętniej zapadłby się pod ziemię, albo zniknął na kilka dni. Ciągłe wrażenie przytłoczenia i natłoku pracy, wywołuje w nas ogromny stres i poczucie bezsilności. Albo co gorsze - wybuch napięcia.

Ale są też tacy, którzy pomimo licznych przeciwności losu każdego dnia są pełni energii i optymistycznie patrzą w przyszłość, a wszystkie napotykane na swojej drodze problemy potrafią przekuć w sukces.

W czym tkwi sekret? W poziomie inteligencji emocjonalnej i umiejętności zarządzania własnymi emocjami. Inteligencja emocjonalna to zbiór określonych kompetencji, dzięki którym łatwiej człowiekowi funkcjonować w społeczeństwie. Można do nich zaliczyć cztery główne umiejętności: rozpoznawanie emocji i ich rozumienie, wykorzystywanie ich potencjału w działaniu i myśleniu, empatyczne ich wyrażanie oraz korzystne regulowanie. Wysoki poziom inteligencji emocjonalnej przekłada się na lepsze radzenie sobie w sytuacjach konfliktowych czy stresujących, a także wpływa na tworzenie zdrowych relacji międzyludzkich.

Zarządzanie emocjami, a dzieciństwo  

Właściwego rozpoznawania emocji warto uczyć już małe dzieci. Powinno się też tłumaczyć, dlaczego dana emocja się w ogóle pojawiła. Pamiętajmy, aby rodzice mieli wspólną definicję dla opisywania znaczenia emocji. Dzieci uczą się poprzez naśladownictwo, dlatego tak ważne jest, by mieć świadomość, że nasze komunikaty i reakcje stanowią dla nich przykład i wzór do naśladowania. Rolą rodziców, dziadków, pierwszych nauczycieli w żłobku czy przedszkolu jest nie tyle nauczenie ich czym są w ogóle emocje i dlaczego ich doświadczamy, ale przede wszystkim swoją postawą, pokazywanie właściwych reakcji na nie.

Tak samo jest w przypadku dorosłych. Chociaż umiejętność zarządzania swoimi emocjami teoretycznie powinien mieć opanowaną każdy z nas, to jednak wiele osób miewa z tym trudności. Dzisiaj większość z nas chce regulować emocje, omijając inną ważną umiejętność jaką jest wyrażanie, czyli empatyczne pokazanie tego, jak się czuje. Samo wyregulowanie emocji nie wystarczy do dobrej komunikacji a wręcz może ją  utrudniać.

Rodzice mający problemy w tym obszarze nie będą w stanie przekazać niezbędnej wiedzy dziecku, aby potrafiło ono, w dorosłym już życiu, wyrażać i odczytywać emocje we właściwy sposób. Na szczęście inteligencja emocjonalna nie jest cechą genetyczną i można ją kształtować przez całe życie.

Inteligencja emocjonalna, a jakość życia

Dobrze rozwinięta inteligencja emocjonalna może w znaczący sposób wpłynąć na jakość naszego życia, związków z innymi, naszą samoocenę i postrzeganie samych siebie, a nawet na naszą motywację i zaangażowanie w pracy. Powinna to być umiejętność, którą rozwija się w przedszkolu czy szkole, tak jak uczy się pisania i czytania. W ten sposób można  kształcić dzieci tak, aby wyrosły na ludzi świadomych siebie, swojej wartości, pewnych siebie, ale przede wszystkim – zwyczajnie szczęśliwych.

Osoba inteligentna emocjonalnie to przede wszystkim taka, która jest świadoma swoich emocji, uważnie je obserwuje i pokazuje je innym, w czytelny i bezpieczny sposób, aby inni wiedzieli jak dokładnie ona się czuje. Kiedy jest potrzeba  zmniejszenia swojego pobudzenia emocjonalnego używa takich sposobów, który przede wszystkim jest skuteczny i “zdrowy” dla niej samej. Taka osoba nie tłumi w sobie uczuć, nie krzywdzi innych używając agresji pasywnej czy fizycznej, ponieważ każda pojawiająca się emocja jest dla niej konkretnym komunikatem. Na co dzień chcielibyśmy otaczać się właśnie takimi osobami, które swoją postawą i umiejętnością empatycznego podejścia do każdej emocji powodują, że czujemy się przy nich  po prostu bezpiecznie. Takie osoby jasno komunikują innym swój smutek, powody pojawienia się złości czy gniewu, widać jak zmniejszają zbyt intensywną radość. Potrafią również okazać ogrom wsparcia, empatii i zawsze nas wysłuchają, a przede wszystkim wiemy, jakiej reakcji możemy się po nich spodziewać. Swoją postawą sprawiają, że mamy pewność, że żadna kłótnia czy inna sytuacja konfliktowa z ich udziałem nie zamieni się w burzę słów, wyścig krzyków, obwiniania, szukania winnego i plotkowania.

Warto też pamiętać, że starając się o pracę potencjalny szef nie będzie tolerował wybuchów złości czy krzyków, które bardziej pasują do nastolatka wkraczającego w okres dorosłości, a nie przyszłego pracownika międzynarodowej korporacji. Jego oczekiwania dotyczyć będą tego, aby pracownik jasno i empatycznie wypowiadał się na temat powodu swojej złości. Żyjemy w dynamicznych czasach, w których zdolność do jasnego komunikowania swoich potrzeb, radzenia sobie ze stresem, rozwiązywania sytuacji konfliktowych, czy umiejętność pracy w zespole niejednokrotnie bardzo różniących się od siebie ludzi często bywają ważniejsze niż faktyczny poziom wykształcenia potwierdzony uzyskanymi dyplomami.

Zawsze jest dobry czas na rozwój emocjonalny

Inteligencję emocjonalną możemy rozwijać niezależnie od wieku, czy posiadanego wykształcenia. Pierwszym krokiem ku zmianie jest uświadomienie sobie swojego problemu, przyznanie się przed samym sobą, że nie potrafimy panować nad swoimi emocjami i reakcjami na różne sytuacje. Przerasta nas to, nie wiemy jak się zachować, jak zareagować, a co najważniejsze – jak odwrócić naszą uwagę od bodźców, które wywołały w nas niepożądane emocje. Gdy przez lata tłumiliśmy w sobie wszystkie emocje, bo tak zostaliśmy wychowani i żyliśmy w przeświadczeniu, że przyznanie się do odczuwania danej emocji jest złe lub nie na miejscu, albo nikt wcześniej nam nie pokazał jak w zdrowy sposób radzić sobie z narastającą w nas złością czy poczuciem bezsilności, to sami nie będziemy w stanie sobie pomóc. Niezbędne będzie wsparcie specjalistów.

Jednym ze skutecznych rozwiązań może być trening rozwoju inteligencji emocjonalnej, podczas którego uczestnicy uczą się zarządzać swoimi emocjami. Jest on dopasowany do indywidualnych potrzeb danej osoby, co weryfikują poprzedzające go testy sprawdzające m.in. aktualny poziom wszystkich kompetencji. Każdego dnia możemy również ćwiczyć naszą inteligencję emocjonalną za pomocą krótkich ćwiczeń wyrabiających w nas określone nawyki i uważność na reakcje naszego organizmu.

Z rozwijaniem inteligencji emocjonalnej powinno być tak, jak z nabywaniem każdej nowej umiejętności. Żeby nie zniechęcić się brakiem znaczących rezultatów warto zacząć od małych kroków, dzięki którym powoli zaczniemy w sobie wyrabiać nawyk pewnej uważności na reakcje naszego organizmu i emocje temu towarzyszące.

Pomocne wskazówki:

1. Gdy czujesz, że tracisz kontrolę - zatrzymaj się i wsłuchaj w swoje emocje. Jaką emocję czujesz? Nazwij ją.

2. Co się dzieje z twoim ciałem, kiedy ją odczuwasz, w którym miejscu najbardziej odczuwasz daną emocję?

3. Co wywołało tę emocję? Dlaczego ją odczuwasz?

4. Jak powinieneś wyrazić tę emocję, aby nie krzywdziła innych, ale była dla nich czytelna?

5. Co możesz zrobić, aby zmniejszyć jej siłę?

6. Co możesz zrobić, aby zmienić swój nastrój?

(Fot. archiwum prywatne) (Fot. archiwum prywatne)

Marzena Martyniak – psycholog, specjalista w dziedzinie rozwoju inteligencji emocjonalnej, stowarzyszony partner International Society of Emotional Intelligence (ISEI). Autorka polskiej wersji SEL (Social Emotional Learning) oraz unikalnego programu edukacyjnego Land of Emotions.