1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Życie w kryzysie psychicznym. Rozmowa z Agnieszką Jucewicz, autorką książki „Czasem czuję mocniej”

Agnieszka Jucewicz, dziennikarka związana z „Gazetą Wyborczą”. Autorka i współautorka „Kochaj wystarczająco dobrze” (z Grzegorzem Sroczyńskim), „Czując. Rozmowy o emocjach” czy „Dom w butelce. Rozmowy z dorosłymi dziećmi alkoholików” (z Magdaleną Kicińską). Osoba z doświadczeniem kryzysu psychicznego. Jej najnowsza książka „Czasem czuję mocniej. Rozmowy o wychodzeniu z kryzysu psychicznego” ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Literanova. (Fot. Łukasz Sokół)
„Nie każdy kryzys psychiczny buduje. Są takie, które cię łamią, po prostu” – mówi dziennikarka Agnieszka Jucewicz. Jej najnowsza książka daje jednak nadzieję, że można z nich wyjść – jeśli nie silniejszym, to bardziej otwartym na siebie i innych.

Jaka jest Twoja definicja kryzysu psychicznego?
W moim poczuciu, ale i przeżyciu, bo też go doświadczyłam, kryzys psychiczny to pewne załamanie stanu umysłu czy też dotychczasowego sposobu radzenia sobie z trudnościami. Są kryzysy psychiczne, które niekoniecznie wymagają interwencji lekarza czy psychoterapeuty. Na przykład kiedy tracisz kogoś bliskiego i jesteś w żałobie. Inaczej funkcjonujesz, możesz mieć obniżony nastrój, nawet bardzo, i ten obniżony nastrój może utrzymywać się długo. Podobnie jest, kiedy tracisz pracę i załamuje się twój obraz siebie jako kogoś, kto pracuje na takim a takim stanowisku, wykonuje określone zadania. Dzięki wsparciu bliskich czy środowiska, dzięki życzliwości, zrozumieniu oraz dzięki własnym zasobom – można te życiowe kryzysy pokonać.

Ale są poważniejsze kryzysy psychiczne, jak: depresja, PTSD czy doświadczenie psychozy, które wymagają już interwencji – farmakoterapii, psychoterapii. Są też zaburzenia, takie jak na przykład: zaburzenie afektywne dwubiegunowe czy zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, które mają konkretne numery w klasyfikacjach DSM (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders) i ICD (International Classification of Diseases – Między­narodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych), można więc postawić diagnozę i rozpocząć ich specjalistyczne leczenie. Je również nazywam kryzysem psychicznym, bo wiem, że wiele osób, które ich doświadczyły, woli mówić o tym w taki sposób. Na przykład Katarzyna Parzuchowska, jedna z bohaterek mojej książki, woli określać siebie jako osobę z doświadczeniem schizofrenii, a nie jako chorą na schizofrenię czy jako schizofreniczkę. Nie chce się definiować poprzez kryzys, z którym się zmaga, bo ona nie jest swoją chorobą.

Powiedziałabyś, że kryzys to jest sytuacja, w której chwilowo nie jesteś sobą?
Pytanie: co to znaczy „być sobą”? A poważnie, wydaje mi się, że zawsze „jest się sobą”, nawet w kryzysie. Co więcej, to właśnie kryzys często sprawia, że jeszcze bardziej „stajemy się sobą”. Moi bohaterowie nieraz to dzięki niemu dowiadują się, co im służy, a co nie, co chcą robić w życiu, a na co się już nie zgodzą.

Twoi rozmówcy i rozmówczynie są na takim etapie, że mogą już spojrzeć na swój kryzys z dystansem, ale niesamowite było dla mnie to, że widzą, jak wiele on im dał, poza rzeczami, które im zabrał. I jak wiele zmieniło, kiedy o swoim kryzysie opowiedzieli. Na początku zwykle towarzyszyły im wstyd i lęk przed odrzuceniem, a jednak kiedy to pokonali, okazywało się, że byli przyjmowani ze zrozumieniem, wrażliwością, serdecznością.
Czasem, nie zawsze – warto to podkreślić. Nie lubię narracji, w której mówi się o kryzysie jako o lekcji.

Dlaczego?
Bo nie każdy kryzys jest budujący, są takie, które cię łamią, po prostu. Nie zawsze jesteś w stanie wyciągnąć z kryzysu coś dla siebie, bo na przykład zmagasz się z nim sama albo zaburzenie, na które chorujesz, na przykład lęk na tle społecznym, powoduje, że izolujesz się od ludzi. Gdyby spytać taką osobę, co dał jej kryzys, mogłaby nie znaleźć w nim zbyt wiele pozytywów. Moi bohaterowie i bohaterki mówią wprost, że gdyby mogli zdecydować: doświadczyć go czy nie, wybraliby: nie, ale skoro już przyszedł, starają się znaleźć taki sposób funkcjonowania, który będzie dla nich optymalny. Niekiedy kryzys trwa miesiąc, dwa, czasem rok, jeśli mówimy na przykład o depresji. Czasem człowiek z tego wychodzi, zaczyna normalnie funkcjonować i może nawet zrezygnować z leczenia, a czasem jest tak, że ta depresja czy inne zaburzenie staje się chorobą przewlekłą, objawy wracają albo się nasilają. Na przykład ja mam zaburzenia lękowe i sądzę, że one już ze mną zostaną. Będę miała momenty remisji i nawrotu, kiedy będę musiała brać leki albo korzystać ze zwolnienia, by lepiej funkcjonować. Bohaterce mojej książki Laurze Akkot zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne towarzyszy od 20 lat. To schorzenie bardzo trudno się leczy, ale ona w tym, co ma, próbuje znaleźć jak najlepsze życie.

Poruszyła mnie Wasza rozmowa, zwłaszcza fragment, w którym mówi, że planuje sporządzenie testamentu, tak by odchodząc z tego świata, zostawić po sobie ład i porządek.
Dla wszystkich moich rozmówczyń i rozmówców mam wielkie współczucie, ale jeszcze większy podziw. Każdy z nich ma, mówiąc językiem medycznym, jakąś diagnozę, a językiem ludzkim – jakieś doświadczenie kryzysu psychicznego, ale się nie poddaje. Dzięki opowieści Laury zrozumiałam, z czym właściwie wiąże się zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne. Bo mimo że ono pojawia się w naszym otoczeniu, choćby w popkulturze – że wspomnę serial o detektywie Monku czy film „Dzień świra”– to ma zwykle charakter anegdoty. Jest czymś, co uprzykrza życie, ale jednak jest zabawne, a nawet pocieszne. Wiedziałam, że tak nie jest, ale dopiero Laura uświadomiła mi, jak ogromne jest to cierpienie i z czym na co dzień zmagają się osoby z tym schorzeniem. Tu nie chodzi nawet o uporczywe powtarzanie pewnych czynności, ale o obsesyjne, drenujące umysł myśli, które krążą wokół tego, co powinno się zrobić, a czego się nie zrobiło. Często krążą one wokół brudu czy też poczucia, że jest się brudnym. Przy czym ten brud też ma własną definicję. Nie wszystko, co my postrzegamy jako ubrudzone, będzie takie dla osób zmagających się z tym zaburzeniem, i odwrotnie – rzeczy, które dla nas są czyste, im mogą się wydać brudne.

Podobnie z opowieści Katarzyny Parzuchowskiej, która ma za sobą doświadczenie schizofrenii, po raz pierwszy dowiedziałam się, na czym naprawdę polega ta choroba, co to znaczy, że jest się w remisji, a co może się stać, kiedy się doświadcza psychozy oraz tuż po niej. Na przykład bardzo częstym doświadczeniem po psychozie w schizofrenii jest depresja popsychotyczna. Każda z tych osób dała mi wgląd nie tylko w swoje indywidualne przeżycia, ale też w to, jak może przejawiać się dana choroba czy zaburzenie. Na przykład wyobrażając sobie, czym jest PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, miałam przekonanie, że jednym z jego objawów jest to, że nagle w teraźniejszość wdzierają się obrazy z przeszłości. Tymczasem kiedy słuchałam Szymona Mutwickiego, weterana wojny w Iraku i Afganistanie, który opowiadał mi swoją historię, zobaczyłam, że on wręcz całym sobą przenosi się do momentu kilkanaście lat wcześniej, kiedy został zabity jego kolega z oddziału. Opowiadał mi o tym w czasie teraźniejszym, jakby to się działo tu i teraz.

Nie obawiałaś się, że poprzez sam fakt, że podczas tych rozmów Twoi bohaterowie i bohaterki zagłębiają się w przeszłość, mogą też zagłębić się ponownie w swoim kryzysie?
Na szczęście miałam już za sobą pracę nad poprzednią książką, „Dom w butelce. Rozmowy z dorosłymi dziećmi alkoholików”, którą napisałam wspólnie z Magdaleną Kicińską. Wiedząc, jak trudne i odpowiedzialne jest to zadanie, wybrałam takich bohaterów, którzy są albo po leczeniu, albo w jego trakcie i mają zaufanego profesjonalistę, do którego mogą się zwrócić i zadbać o siebie, gdyby poczuli, że nasza rozmowa jakoś ich naruszyła. Nie zgodziłabym się na wywiad z kimś, kto nie ma wglądu w swój kryzys. A jest mnóstwo osób, które go doświadczają, lecz uważają, że nic im nie dolega i nie chcą się leczyć. Nie jestem profesjonalistką, nie mogłabym wziąć na siebie takiej odpowiedzialności.

Nie jesteś profesjonalistką, ale Wasze rozmowy są trochę terapeutyczne. Śledzimy tu praktycznie cały proces zdrowienia.
Na pewno nie było moją intencją wchodzenie w rolę terapeutki. To, że pytałam o początki choroby, o to, jak się wtedy czuli, o ich objawy, ale też o to, co wydarzyło się potem – brało się z mojej intencji, by dobrze opowiedzieć czytelnikom przebieg tego kryzysu. Moi bohaterowie różnie sobie z nim radzą – w sposób konstruktywny i niekonstruktywny. W pierwszym odruchu często sięga się po różne formy samoleczenia i one niestety bywają bardzo niekonstruktywne. Na przykład polskim panaceum na większość bolączek jest alkohol. Wielu moich rozmówców i wiele rozmówczyń próbowało się tak „leczyć”, ale to działało tylko na krótką metę, na dłuższą – pogłębiało ich cierpienie. Tym bardziej że często nie mieli pojęcia, co im dolega. Na przykład Agnieszka Jelonek, pisarka i scenarzystka, doświadczająca zaburzeń lękowych z napadami paniki, mówi, że na początku nie wiedziała, co jej właściwie jest: czy się czymś zatruła, a może to wirus, przemęczenie. Czasem wcale nie jest oczywiste, że masz do czynienia z kryzysem psychicznym.

Ja wyłapałam z tych rozmów kilka powtarzających się motywów. Na przykład problemy ze snem i powolne oddalenie się od ludzi – to właśnie pierwsze symptomy osuwania się w kryzys.
W tych opowieściach przewija się też praca ponad miarę i produktywność jako model dominujący w naszym życiu, połączony z ignorowaniem swoich potrzeb i sygnałów z ciała. Taki tryb życia może doprowadzić do absolutnego kryzysu. Tak było choćby w przypadku dziennikarki Małgosi Serafin, która pracowała na pełnych obrotach, spała po kilka godzin na dobę, aż przestała spać w ogóle. Któregoś dnia, jadąc metrem do pracy, wysiadła na stacji i nie wiedziała, gdzie jest ani co się z nią dzieje. To samo mówił Marek Plawgo, były sportowiec, który usłyszał od psychiatry pytanie: „Kiedy ostatnio był pan na urlopie?”. „Trzy lata temu” – odpowiedział.
Dlatego jeśli miałabym na coś uczulić czytelników, powiedziałabym: zwróć uwagę na to, jak pracujesz i jak odpoczywasz. Oraz: sprawdź, w jaki sposób korzystasz z Internetu i mediów społecznościowych. Wiele badań pokazuje, że ich nadużywanie nie sprzyja zdrowiu psychicznemu. I to dzieje się w sposób niezauważalny. Nie chcę zabrzmieć jak zwolenniczka teorii spiskowych, ale nowe technologie zostały zaprojektowane w sposób, który wykorzystuje działanie naszego układu dopaminergicznego i ma nas uzależniać.

Dodałabym też: zwróć uwagę na to, jak się odżywiasz, czy jesz regularnie. Anonimowi alkoholicy używają akronimu HALT – poszczególne litery oznaczają stany, które mogą doprowadzić do nawrotu uzależnienia, czyli: H jak hungry – głodny, A jak angry – zły, L jak lonely – samotny, T jak tired – zmęczony. Jeśli jesteś głodny, zły, samotny czy zmęczony – jesteś w większym niebezpieczeństwie kryzysu psychicznego. Brzmi prosto, ale my naprawdę rzadko dbamy o to na co dzień. Osoby po kryzysie psychicznym wiedzą, że dla nich to często kwestia życia albo śmierci.

One w ogóle wiedzą o wiele więcej…
Jak mówi Paweł Żukowski, aktywista i artysta, „po kryzysie nie ma small talków”. Rzeczywiście, niektóre kryzysy sprawiają, że musisz przewartościować swój sposób życia i funkcjonowania, relacje z ludźmi, to, co myślisz na swój temat – dostajesz szansę na to, by po raz pierwszy w życiu zastanowić się: No dobra, to czego ja w ogóle chcę? Co mi służy, a co mi szkodzi? Na co dzień żyjemy w takich automatyzmach, że w ogóle nie zadajemy sobie takich pytań. Małgosia Serafin i Marek Plawgo bardzo długo funkcjonowali w poczuciu, że są w stanie zrobić wszystko – są młodzi, mają dużo energii i jeszcze więcej ambicji. Ale w pewnym momencie ich ciało i psychika powiedziały: „Stop. Nie możesz funkcjonować dalej w ten sposób”.

Kryzys jest momentem, który ci pokazuje, że twoje zasoby się skończyły albo że to, co do tej pory udało ci się ogarnąć dzięki twoim umiejętnościom i pracy, na kolejnym etapie życia może być niewystarczające. Myślę tutaj choćby o Marku, który zakończył karierę sportową i zaczął żyć „w cywilu”, czyli w korporacji, i okazało się, że jego trening radzenia sobie ze stresem sportowym ma się nijak wobec stresu korporacyjnego.

Chcesz powiedzieć, że kryzysy są nam czasem potrzebne?
Słynny polski psychiatra Kazimierz Dąbrowski mówił o dezintegracji pozytywnej, czyli: rozpadasz się po to, by się zbudować na nowo. Wiele kryzysów psychicznych przychodzi do nas w zwykłych życiowych momentach, na przykład kiedy ludzie wchodzą w dorosłość, czyli kończą studia i idą do pracy; muszą się przeformułować z człowieka, który do tej pory miał „plecy” w postaci rodziców, w kogoś odpowiedzialnego za swoje życie. Takim przełomowym momentem może być kryzys wieku średniego, ale też założenie rodziny, wyfrunięcie dzieci z gniazda.

Pozornie pozytywne doświadczenia.
A jednocześnie bardzo trudne. Kilka intencji przyświecało mi podczas pisania tej książki. Pierwsza to normalizacja kryzysów psychicznych i uświadomienie ludziom, że według badań co czwarta osoba doświadcza, doświadczyła bądź doświadczy kryzysu psychicznego w szerokim znaczeniu tego słowa. Drugą intencją była chęć oddania głosu moim bohaterom i bohaterkom. Chciałam, by opowiedzieli, czym to dokładnie dla nich jest, jak sobie z tym radzą lub nie, z czym się musieli borykać. Bo choć wydawałoby się, że o zdrowiu psychicznym mówimy bardzo dużo, to jestem pewna, że gdybyśmy teraz zrobiły sondę uliczną na temat tego, czym jest schizofrenia, jak się objawia i jak się zachowuje człowiek, który jej doświadcza – usłyszałybyśmy „nie wiem” albo listę stereotypowych przekonań na ten temat.

Katarzyna Parzuchowska mówi, że osoby w kryzysie psychicznym bolą słowa. Ją bardzo zabolała kampania „Nie świruj, idź na wybory”, bo tiki, które w prześmiewczy sposób pokazywali w niej znani aktorzy, miała sama. Boli też mówienie: „Mam schizę” czy „Nie wariuj”.

Gdybyśmy pomyśleli o jakiejś przemianie społecznej, jaka mogłaby zaistnieć wokół zaburzeń psychicznych, od tego właśnie moglibyśmy zacząć – zmiany języka. Te wszystkie popularne stwierdzenia: „masz chyba paranoję” czy „nadajesz się do psychiatryka”… Nie chodzi o to, żebyśmy stali się teraz językowymi purystami, ale by pomyśleć, co się mówi. Dawid Polak i Kasia Parzuchowska pytają, czy może nie warto byłoby zmienić nazw niektórym zaburzeniom. Na przykład „nerwica lękowa” nigdzie właściwie już nie funkcjonuje, są „zaburzenia lękowe” i ich podkategorie, a my nadal mówimy, że ktoś ma nerwicę. „Nerwica kurwica” – śmieje się Dawid Polak.

Dla mnie ważne jest jeszcze jedno. Czytelnicy Twojej książki mogą odnaleźć się w tych opowieściach. Mogą poczuć, że nie są z tym sami, że inni mają podobnie, a nawet – znaleźć odpowiedź na to, o czym świadczą ich objawy.
Gdyby trzymać się danych statystycznych, to w tej książce powinno być nie 11 bohaterów, a 10 milionów. Bardzo bliskie jest mi hasło, które powtarza się wśród osób zajmujących się zdrowiem psychicznym: „Zdrowie psychiczne ma znaczenie”, ale uważam, że jest ono bezwartościowe bez innego: „Zdrowie psychiczne to nasza wspólna sprawa”. Psychiatra Tomasz Szafrański w ostatniej rozmowie z tej książki podkreśla, jak wielkie znaczenie w leczeniu kryzysów psychicznych i zapobieganiu im ma wspólnota. Każdy, kto zmaga się z jakimkolwiek kłopotem czy problemem, wie, że jest mu znacznie łatwiej, gdy obok ma choćby jedną osobę, na której może się oprzeć.

Niestety, jako społeczeństwo kulejemy w tej kwestii. Coraz częściej pewne kryzysy, które wcale nie wymagają interwencji, oddelegowuje się do ochrony zdrowia. Prawdą jest też, że psychiatria, zwłaszcza dziecięca i młodzieżowa, jest w Polsce w strasznym stanie, i to od dawna. Potrzebujemy więcej specjalistów, to pewne, ale gdybyśmy stworzyli społeczeństwo, które nie jest nakierowane na rywalizację, a bardziej na to, by troszczyć się o siebie nawzajem, to być może tylu kryzysów wśród młodych by nie było. Na przykład szkoła mogłaby być takim miejscem, gdzie dzieci czują się bezpieczne, zaopiekowane, zadbane, gdzie mają zajęcia z profilaktyki zdrowia psychicznego, a nie lekcje ze strzelania; gdzie nauczyciele poddają się superwizji i są wyposażani w narzędzia do radzenia sobie z kryzysami psychicznymi. Podobnie z pracą – mogłaby panować w niej taka kultura, która uwzględnia różne potrzeby, na przykład to, że ktoś musi zrobić sobie przerwę w ciągu dnia na sen. Mogłaby być miejscem, gdzie pyta się nas, czy na pewno damy radę i jak nam pomóc, kiedy czujemy się gorzej.

Mówi się o tym, że kryzys zamyka nas na drugiego człowieka, tymczasem ja znam osoby, które dzięki kryzysowi otworzyły się na innych i im pomagają. Myślę teraz o asystentach zdrowienia, czyli ludziach, którzy zgodnie z obecną reformą psychiatrii powinni być zatrudniani w szpitalach, przychodniach, a może i miejscach pracy, a którzy mają za sobą doświadczenie kryzysu, najczęściej psychozy. I są pomostem między rodziną, lekarzami a osobą, która aktualnie jest w psychozie.
Spójrz na moich rozmówców. Paweł Żukowski stał się społecznikiem, Katarzyna Parzuchowska założyła teatr dla osób z doświadczeniem kryzysu, Małgorzata Serafin prowadzi podcasty o zdrowiu psychicznym, Szymon Mutwicki jeździ z wystawą zdjęć, które zrobił w Afganistanie i w Iraku, Malika Tomkiel, która zmaga się z anoreksją, napisała książkę „Biel kości”.

A Katarzyna Błażejewska-Stuhr dzięki własnym doświadczeniom, o których pierwszy raz przeczytałam w Twojej książce, angażuje się w kryzys uchodźczy na naszej granicy.
Być może gdyby nie miała tych trudnych doświadczeń, nie byłaby tak wrażliwa na krzywdę ludzką? Jeśli szukać, oczywiście nie na siłę, jakichś pozytywów w kryzysie, to byłyby to z pewnością większe współczucie i zrozumienie dla innych.

Pewnie dlatego jeden z bohaterów świetnej powieści Meg Mason „Smutek i rozkosz” mówi, że nie ufa nikomu, kto choć raz nie przeszedł załamania nerwowego.
Też bardzo lubię tę książkę. Ale nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jako reklama kryzysu psychicznego. To nie jest tak, że dzięki kryzysowi stajemy się lepszymi ludźmi, ale wydaje mi się, że warto posłuchać tych, którzy mierzą się z czymś tak trudnym, a jednak życie nadal pozostaje dla nich wartością. Oliwia Ziębińska, kolejna bohaterka mojej książki, która bardzo długo żyła w uzależnieniu od narkotyków i alkoholu, też wyszła z tego kryzysu w stronę innych ludzi i została psychoterapeutką. W książce mówi, że w jej przypadku na początku leczenia nie bardzo było się czego złapać, jeśli chodzi o motywację do trzeźwienia. Okazało się jednak, że tym czymś jest jej wola życia – ostała się w niej niczym rdzeń. Kiedy myślę o współczesnych wojowniczkach czy wojownikach, to myślę właśnie o takich ludziach.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze