1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. „To od nas zależy, czy przerwiemy tę niechlubną tradycję nękania”. O przemocy rówieśnieczej rozmawiamy z dr Magdaleną Śniegulską

„To od nas zależy, czy przerwiemy tę niechlubną tradycję nękania”. O przemocy rówieśnieczej rozmawiamy z dr Magdaleną Śniegulską

Fot. Carol Yepes/Getty Images
Fot. Carol Yepes/Getty Images
Hejt niszczy niezależnie od tego, czy zderzamy się z nim w wieku nastu czy kilkudziesięciu lat. – Internet stał się jedynie kolejnym narzędziem, niezwykle użytecznym dla sprawców. Źródłem tego zjawiska nie są jednak nowe technologie, tylko ludzie – podkreśla dr Magdalena Śniegulska, psycholożka i psychoterapeutka, wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.

Iza Nowakowska-Teofilak: Słuchając smutnych doniesień z ostatnich tygodni, można odnieść wrażenie, że przemoc wśród młodych ludzi narasta.

dr Magdalena Śniegulska: Ale tak nie jest. Kiedy powiedziałam na uczelni, że będę z panią rozmawiać, prof. Małgosia Wójcik z powołanego niedawno na Uniwersytecie SWPS Obserwatorium Praktyk Medialnych (Zespół ds. analizy praktyk medialnych) poprosiła mnie, bym podkreśliła, że wbrew pozorom przemoc nie narasta. Zmienia się natomiast jej forma, ale też świadomość tematu. Przemoc w dużej mierze przeniosła się do świata cyfrowego, gdzie bez wątpienia ma większy zasięg i łatwiej napisać coś obraźliwego, raniącego, bo nie robimy tego w cztery oczy, często nie znamy nawet obrażanego człowieka. Z drugiej strony jednak coraz więcej mówi się o tym zjawisku, przez co wzrasta jego rozpoznawalność, stajemy się bardziej wyczuleni na różne niepokojące sygnały. Widzę, jak studenci coraz częściej przeciwstawiają się niektórym wykładowcom, nie godzą się na zachowania, które ich poniżają, wskazują na brak szacunku wobec nich. Mówią wprost, że są to zachowania przemocowe. Oczywiście ten kij ma dwa końce, bo może to doprowadzić do tego, że nauczyciel, wykładowca czy rodzic będzie się bał powiedzieć cokolwiek, bo wszystko może być źle odebrane. To bez wątpienia cena za lata ignorancji i bagatelizowania problemu, mam jednak nadzieję, że z czasem ta sytuacja się unormuje. Powiedziałabym więc, że jesteśmy w okresie przejściowym, uczymy się nazywać pewne rzeczy po imieniu, wyznaczać granice i coraz bardziej uświadamiamy sobie, jak niezwykle szkodliwa jest przemoc w każdej postaci, również w świecie cyfrowym.

Moja znajoma uświadomiła to sobie ostatnio bardzo dotkliwie. Postanowiła skomentować post, który mocno ją poruszył. I do dziś nie może dojść do siebie po hejcie, który się na nią wylał. A jest to kobieta po 40. Skoro dorośli ludzie tak mocno przeżywają pierwsze zderzenie z cyberprzemocą, to czy w ogóle jesteśmy w stanie przygotować na to dzieci?

Zanim odpowiem na pani pytanie, myślę, że warto rozróżnić te dwa pojęcia: hejt i cyberprzemoc, bo choć często są stosowane wymiennie, kryją się pod nimi zupełnie inne zjawiska. Hejt dla sprawcy najczęściej jest sposobem regulowania własnych emocji, rozładowania napięcia, dlatego ma raczej charakter incydentalny i rzadko skupia się wyłącznie na konkretnej osobie. Adresatami negatywnych, upokarzających treści bywają różni, przypadkowo napotkani w cyfrowej przestrzeni ludzie.

Natomiast cyberprzemoc to proces długotrwały, przemyślany i wymierzony w konkretną osobę. Często zaczyna się właśnie od jednego komentarza, jednego mema wrzuconego na klasową grupę. Sprawca może już nic więcej nie zrobić, ale mechanizm rusza – pojawia się „kozioł ofiarny”, a efekt kuli śnieżnej robi swoje. Dlatego kluczowy jest ten pierwszy incydent, który, niestety, bywa bagatelizowany zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. Bo wydaje się „śmieszny”, niegroźny, łatwy do zracjonalizowania. A bardzo często jest to moment sondowania: sprawdzenia, czy istnieje nierównowaga sił i czy można pozwolić sobie na kolejny krok wobec tej samej osoby.

Wracając do pani pytania: czy można się do czegoś takiego przygotować? Myślę, że odpowiedź brzmi: nie, bo nawet jeśli znamy mechanizm działania sprawców, to człowiek nie jest w stanie przygotować się do żadnej formy przemocy, której nagle doświadcza. A cyberprzemoc wbrew pozorom nie jest osobnym zjawiskiem – jest częścią przemocy rówieśniczej, bullyingu.

Internet stał się jedynie kolejnym narzędziem, niezwykle użytecznym dla sprawców. Jeśli ktoś jest przemocowcem w jednym świecie, to nie będzie wcieleniem dobroci w drugim. Tymczasem my dopatrujemy się zła w nowych technologiach, zupełnie zapominając o tym, jaki przykład dają młodym ludziom dorośli. Spójrzmy, co się dzieje w mainstreamie, w mediach, w polityce, jak często promowane są osoby, które stosują przemoc, były skazane prawomocnym wyrokiem albo są zamieszane w różnego rodzaju przestępstwa. Ostatnio jeden ze studentów prawa opowiadał mi, że podczas zajęć na uczelni ćwiczą debaty, podczas których należy przestrzegać zasad regulaminu. Jeden z punktów tego regulaminu mówi, że nie można używać języka parlamentarnego. Tak bardzo zmieniła się narracja, poziom dyskursu publicznego, że w tej chwili wstydem jest posługiwanie się językiem stosowanym w sejmie. Dlatego zamiast zastanawiać się, jak przygotowywać ludzi na doświadczenie hejtu czy cyberprzemocy, zacznijmy zmieniać ten świat. Zastąpmy patoinfluencerów prawdziwymi autorytetami, pokażmy, że można ze sobą rozmawiać bez inwektyw, nieustannego obrażania. Jeśli my nie będziemy epatować przemocą, nasze dzieci też nie będą po nią sięgać.

Czytaj także: „Serial »Dojrzewanie« uruchamia nasz ogromny lęk, że źle wychowujemy własne dzieci”. Rozmowa z Pawłem Droździakiem, psychologiem

Wiadomo, kiedy młodzi ludzie zazwyczaj zderzają się z cyberprzemocą po raz pierwszy?

Badania pokazują, że największy pik jest między czwartą a szóstą klasą szkoły podstawowej, co jest rozwojowo dość zrozumiałe, bo jest to taki moment, w którym grupa rówieśnicza staje się niesamowicie ważna. W okresie adolescencji, kształtowania się tożsamości dziecko dowiaduje się, kim jest, właśnie od rówieśników. Jeśli ta grupa komunikuje: „nic nie znaczysz”, konsekwencje mogą być naprawdę dramatyczne. Tym bardziej że badania pokazują, że bullying i przemoc relacyjna najczęściej pojawiają się w takich społecznościach, w których istotna jest hierarchia i obserwuje się przyzwolenie na różne formy agresji. Dlatego my jako dorośli mamy bardzo dużo do zrobienia i dotyczy to nie tylko rodziców, ale również szkoły, bo okazuje się, że najistotniejszym czynnikiem przeciwdziałającym przemocy rówieśniczej jest klimat panujący w klasie. Nauczyciele bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielka jest siła używanego przez nich sarkazmu, wydaje im się, że w ten sposób wykazują się inteligencją i dowcipem, że jest to zabawne dla wszystkich. Tymczasem dla grupy to sygnał, że taką mamy normę i możemy się w ten sposób do siebie odnosić. Sprzyjającą przemocy atmosferę w klasie buduje również nauczyciel autorytarny, który zarządza grupą poprzez zakazy i nakazy, podkręcając rywalizację. Na tym etapie rozwoju ogromne znaczenie mają normy grupowe i to, czy klasa jest realną wspólnotą. A tej wspólnoty jako dorośli często, niestety, nie budujemy. Mówimy o pracy w grupach, ale siedzenie przy jednym stoliku to jeszcze nie jest kooperacja. Tego trzeba się uczyć, bo najlepszą szczepionką na przemoc rówieśniczą jest przyjaźń.

Ale w internecie przemocy możemy też doświadczyć od zupełnie obcych ludzi. Czy fakt, że nie znamy sprawcy, coś zmienia?

Z perspektywy młodych ludzi, niewiele. W adolescencji działa mechanizm „wyimaginowanej publiczności”, poczucie, że jestem nieustannie oceniany. A zatem każda negatywna reakcja może być równie dotkliwa, niezależnie od źródła. Dorosłym łatwiej uruchomić różnego rodzaju mechanizmy obronne w przypadku osoby obcej, ale to nie jest jeszcze dostępne dla dzieci czy nastolatków.

Tak dużo mówi się teraz o skutkach cyberprzemocy, o tym, jak bardzo niszczącym jest zjawiskiem, a mimo to jako świadkowie wciąż nie reagujemy na nią właściwie. Dlaczego?

Badania jakościowe prowadzone w polskich szkołach pokazują, że dzieci doskonale wiedzą, że bullying jest zły. Ale jednocześnie boją się zareagować. Bardzo często słyszymy: „Na początku to było śmieszne. Potem widziałem, że jemu już nie jest do śmiechu, ale wtedy bałem się odezwać, bo mogłem do niego dołączyć”.

Ten moment ogromnej bezradności jest dla mnie niesamowicie dramatyczny, bo młodzi ludzie widzą, że granica została przekroczona, ale nie wiedzą, co z tym zrobić. W medialnych przekazach dużo mówi się o konsekwencjach cyberprzemocy z perspektywy osób, które jej bezpośrednio doświadczają, ale badania pokazują, że koszty ponoszą także świadkowie. Dzieci w klasie, w której pojawia się przemoc, żyją w ciągłym napięciu, przez to mają problemy z koncentracją, osiągają gorsze wyniki w nauce, doświadczają dolegliwości somatycznych, mają też wyższą skłonność do chorób zapalnych. Przemoc rówieśnicza, niezależnie od formy, wpływa czasami na całe życie tych, którzy są jej świadkami.

Dlaczego tak rzadko młodzi ludzie szukają pomocy u bliskich? Czasami miesiącami nie mówią o tym, czego doświadczają.

Milczą, bo nie chcą martwić rodziców albo nie wierzą, że dorośli coś z tym zrobią. I na ogół nie bardzo się mylą, bo ci, którzy mówią o swoich problemach, często doświadczają nieodpowiedzialnych zachowań. Nauczyciele zazwyczaj próbują rozwiązać problem poprzez publiczne upokorzenie sprawcy, co tylko pogarsza sytuację i nasila przemoc. A rodzice, często nieznający zjawiska cyberprzemocy z autopsji, bagatelizują sprawę, mówiąc „dzieci tak mają” i dając rady w stylu „ignoruj”, „bądź ponad to”. Tymczasem jednym z najgorszych doświadczeń dla człowieka – nie tylko dziecka – jest śmierć społeczna. Ignorowanie jej konsekwencji jest po prostu okrutne. Wszystko to tworzy młodym ludziom taką wizję świata, w której lepiej nie ufać dorosłym.

Co możemy zrobić, żeby to zmienić?

Przede wszystkim być uważnym i reagować na zmiany w zachowaniu dziecka. Jeśli ono robi wszystko, żeby nie iść do szkoły, zaczynają częściej pojawiać się bóle głowy, bóle brzucha, trudności ze spaniem, jeśli widzimy, że inne dzieci zapraszają się na urodziny, a nasze jest pomijane – podpytujmy, bądźmy czujni i zainteresowani. Bliscy powinni nazwać to, czego doświadcza dziecko, powiedzieć otwarcie, że nie ma na to przyzwolenia, wzmacniać je, zapewniać, że zrobią wszystko, by to zatrzymać.

Czytaj także: Depresja młodzieńcza – jak rozpoznać, gdy dziecko woła o pomoc? Rozmowa z psycholożką Ewą Woydyłło

Absolutnie kluczowa jest jednak reakcja szkoły, bo to nigdy nie jest problem jednego dziecka, tylko całej klasy. Rodzic powinien otrzymać sensowne, systemowe wsparcie, bo walka z przemocą rówieśniczą naprawdę wymaga działań zorganizowanych. Dużym problemem jest jednak to, że wielu rodziców nie umie się skonfrontować z tym, że ich dziecko jest sprawcą. Tłumaczą, że na pewno musiało zostać jakoś sprowokowane, że nie robiło tego bez przyczyny. W ten sposób, próbując wypierać problem i bronić własne dziecko, spychają odpowiedzialność na ofiarę i wywierają presję na szkołę, której ta chętnie ulega. W efekcie do zmiany placówki zmuszeni są zazwyczaj nie sprawcy, ale dzieci, które doświadczają przemocy. To jednak tylko pozorne rozwiązanie problemu, bo ofiara jest już w takim napięciu, że spodziewa się, że w nowym miejscu zaraz zacznie się to samo. Niekiedy od razu wchodzi w buty sprawcy, żeby zapobiec temu, co mogłoby się wydarzyć.

Czy dziecko, które doświadczyło cyberprzemocy, zawsze potrzebuje profesjonalnego wsparcia psychologicznego?

Uważam, że taka pomoc powinna się pojawić dopiero wtedy, gdy mamy poczucie, że jako rodzice nie dajemy naszemu dziecku odpowiedniego wsparcia. Przedwczesna interwencja psychologiczna może być dla młodego człowieka kolejnym obciążeniem, sygnałem: „to z tobą jest coś nie w porządku”. Dlatego, kiedy pojawia się myśl o konsultacji ze specjalistą, dobrze byłoby to wspólnie z dzieckiem przegadać, wyczuć jego gotowość. A może to rodzic powinien najpierw pójść do psychologa po pomoc, żeby wiedzieć, jak wspierać dziecko?

Dla młodego człowieka pierwszą grupą wsparcia powinni być jednak bliscy. W zderzeniu z cyberprzemocą bardzo ważne jest, by pamiętać, że nawet jeśli sami czujemy się zagubieni, to też jest lekcja, którą dajemy swoim dzieciom na zasadzie: „nie wiem, dowiem się i na pewno coś razem wymyślimy”. Najważniejsze, by nie zostawić dziecka samemu sobie.

Czytaj także: Milczenie nastolatka to zawsze niepokojący sygnał, który należy czytać dość dramatycznie: stracił nadzieję, że ktoś jest ciekawy, co się z nim dzieje – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger

W przypadku cyberprzemocy ważny jest też chyba czas reakcji, bo nic, co trafia do internetu, nie znika.

Tak, a świadomość tego jest dodatkowym obciążeniem. Człowiek żyje, jakby siedział na tykającej bombie, bo w każdej chwili jakiś mem, zdjęcie czy prześmiewczy filmik z jego udziałem mogą znowu wypłynąć i wszystko zacznie się od nowa. To powoduje chroniczne poczucie wstydu, ogromne napięcie, stany lękowe, w konsekwencji może prowadzić nawet do depresji. Dzieci doświadczające cyberprzemocy często proszą rodziców, by wstrzymali się z interwencją, bo może to minie. Warto wtedy opracować plan i ustalić, na co czekamy. Po czym poznamy, że jest lepiej? A kiedy uznamy, że nie można już tego przeciągać, bo to, co się dzieje, jest złe nie tylko dla dziecka, ale dla wszystkich, którzy są w ten proces zaangażowani?

Rodzice dzieci doświadczających cyberprzemocy należą do pokolenia, w którym szkolna przemoc rówieśnicza była zjawiskiem powszechnym, choć nikt jej tak nie nazywał. Jak może to wpływać na to, w jaki sposób reagujemy?

Nie znam, niestety, żadnych badań na ten temat. Wiadomo natomiast, że kobiety, które doświadczyły w swoim życiu przemocy, zazwyczaj wycofują się w takich sytuacjach, mówią dzieciom, że takie jest życie i trzeba to znieść. Natomiast w przypadku agresywnych mężczyzn dominuje narracja odwetowa, zachęcanie do rewanżu, zemsty, budowanie w młodym człowieku przekonania, że świat jest zły i nie warto się zaprzyjaźniać. Jak wspomniałam, konsekwencje przemocy rówieśniczej doświadczanej bezpośrednio lub jako świadek niesiemy w sobie przez całe życie.

Współcześni rodzice, którzy jako dzieci często byli świadkami różnej bezpośredniej agresji szkolnej: werbalnej, psychicznej, a nawet fizycznej, mogą bagatelizować cyberprzemoc jako coś mniej konfrontacyjnego, zagrażającego, ale nienaruszającego sfery cielesnej. Być może stąd w nas ta ambiwalencja, to, że z jednej strony wiemy, że cyberprzemoc jest zła, a z drugiej staramy się ją jakoś tłumaczyć, spychamy winę na nowe technologie, choć w głębi duszy wiemy przecież, że przemoc tak naprawdę tkwi w nas, w ludziach. To od nas zależy, czy przerwiemy tę niechlubną tradycję nękania.

Dr Magdalena Śniegulska zajmuje się psychologią rozwojową dzieci i młodzieży, zaburzeniami zachowania i interwencją kryzysową. Wykłada na Uniwersytecie SWPS. Koordynatorka Specjalności „Psychologia Edukacyjna. Rozwój i Zdrowie Psychiczne”. Wiceprezeska Stowarzyszenia „Wspólne Podwórko”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE