1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zapominanie dobre dla pamięci

Zapominanie dobre dla pamięci

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
W pewnych okolicznościach zapominanie odgrywa ważną rolę w funkcjonowaniu pamięci. Nie zawsze warto przejmować się kłopotami z pamięcią.

Artykuł opublikowany w Psychological Science donosi, że zapominanie nie zawsze jest takie złe jak nam się wydaje. - Szanujmy to, że potrafimy zapominać - powiedział Ben Storm, profesor psychologii na University of Illinois w Chicago. - Nasze wspomnienia gromadzą się bardzo szybko. Jeśli wszystkie je „trzymalibyśmy” w mózgu, niemożliwym stałaby się nauka nowych rzeczy. Na szczęście tak się nie dzieje. Ludzki mózg umie zapomnieć to, co dla niego zbędne.

Profesor Storm starał się zrozumieć, w jaki sposób nasze umysły wybierają do zapamiętania odpowiednie wspomnienia. Dlaczego nie wypieramy z pamięci obrazu pięknej plaży czy wschodu słońca? Natomiast chętnie wyrzucamy z pamięci numery telefonów albo symbol miejsca parkingowego, na którym zostawiliśmy samochód? Naukowcy wykazali, że łatwiej się nam zapomina, kiedy jesteśmy rozproszeni innymi czynnościami i myślami. Kluczem więc do zapamiętywania jest zawsze koncentracja i połączenie informacji z emocjami. - Wyniki badań są dla nas podpowiedzią, żebyśmy po prostu świadomie starali się pamiętać o tym, co jest dla nas istotne, a nie skupiali się sprawach dla nas nieważnych, wówczas mózg samo o nich zapomni i nie będziemy mieć kłopotów z pamięcią - podsumował badania Storm.

Źródło: Association for Psychological Science

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Radość - gdzie jej szukać? Zastanawia się psychoterapeuta Wojciech Eichelberger

Bezinteresowna, nieuzasadniona radość istnienia jest dotknięciem prawdy. (Fot. iStock)
Bezinteresowna, nieuzasadniona radość istnienia jest dotknięciem prawdy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Jest wszędzie: w zieleni trawy, błękicie nieba, w doskonałości człowieka. Cały świat jest dziełem radości. Rabindranath Tagore, indyjski uczony i mędrzec, twierdzi, że to radość jest ostatnim wezwaniem człowieka. Dar życia to dar radości – dodaje psycholog ciała Alexander Lowen. Stan naturalny, który możemy odzyskać, gdy... Właśnie, co nam w radości przeszkadza, a co pomaga? – zastanawia się psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Alexander Lowen w książce „Radość” pisze, że tytułową radość daje nam wolność od poczucia winy. Czy naprawdę stan radości zależy od nas? Ja od rana czuję się tak, jakbym wygrała milion. Nie mam pojęcia, dlaczego. Może sfiksowałam i to jest dowód na radość bez powodu? Obawiasz się, że to nie radość, ale tzw. głupawka albo wręcz mania? Naprawdę łatwo je odróżnić od tej prawdziwej głębokiej radości, o jakiej mówili Rabindranath Tagore czy Alexander Lowen. A nie chodzi im o stan nazywany radością, w który może nas wprawić złapanie ostatniego nocnego autobusu. Nie o takiej radości też chcę mówić, ale o tej głębszej, o radości istnienia. Towarzyszą jej zawsze jeszcze inne ważne uczucia, takie jak: spokój, spełnienie, lekkość, jasność, ciepło, otwartość, zanikanie poczucia czasu, nieustraszoność, miłość. A więc chcę mówić o radości, która to wszystko zawiera. Zgadzasz się?

No pewnie! Radość ze złapania autobusu jakoś ogarniam. A tę drugą, bogatą w te wszystkie piękne uczucia, niekoniecznie. Badaczem takich radosnych stanów ludzkiego umysłu był amerykański psycholog Abraham Maslow. Najpierw zauważył, że wprawdzie każdy człowiek w jakiś sposób czuje, że jest i że żyje, lecz jakość odczuwania tego istnienia – choć fundamentalna – u większości ludzi jest słaba i na ogół obarczona smutkiem i lękiem. Postanowił więc znaleźć i przebadać tych, którzy doświadczają swego bycia w pełni i radośnie, i to tak dalece, że powoduje to zasadniczą, pozytywną przemianę w ich życiu i relacjach z  innymi. Przepytał także ich najbliższych, krewnych i przyjaciół. Gdy przekonał się, że rzeczywiście udziałem tych ludzi jest niezwykłe i radosne przeżycie, nazwał je doświadczeniem szczytowym (peak experience), czyli stanem szczęścia, radości, spokoju i spełnienia.

A więc radość dla Maslowa to z jednej strony stan naturalny, a z drugiej – dowód mądrości. Podobnie o radości piszą Rabindranath Tagore i Alexander Lowen. Taka gloryfikacja kłóci się z uznawaniem cierpienia za najistotniejsze doświadczenie transformujące? To prawda, że jest takie masochistyczne odchylenie w chrześcijaństwie.  Lecz jednocześnie wiele przeżyć mistycznych opisywanych przez praktykujących z determinacją i wiarą – również w tradycji chrześcijańskiej – jest bliskie temu, co opisał Abraham Maslow. A także temu, co w określeniu przepływ (flow) zawarł inny amerykański badacz Mihály Csíkszentmihályi. Ten przy okazji stwierdził, że ludzie najczęściej doświadczają stanu flow w pracy. Nie na urlopie, nie na łonie przyrody ani w świątyni podczas modlitwy czy medytacji, lecz – o zgrozo – w pracy! Czyż to nie wygląda na upadek religijności czy nawet świętokradztwo? Tylko na pierwszy rzut oka. Jak się chwilę zastanowić, nie ma w tym nic dziwnego. Praca stała się dla nas skrajnie wymagającą i angażującą formą spędzania czasu, wyzwaniem wymuszającym maksymalną koncentrację. A koncentracja dokonuje cudów. Sprawia, że jesteśmy nie tylko superskuteczni i kreatywni, lecz zarazem doświadczamy wolności i radości. To zgadza się w pełni z mało znaną mistyczną zasadą Pascala, którą zacytuję z pamięci: jeśli bez reszty zaangażujesz się w poznanie choćby najmniejszego skrawka rzeczywistości – odnajdziesz tam Boga. Przypuszczam, że Pascal raczej nie miał na myśli imponującego, brodatego starca o mądrym wejrzeniu, lecz tajemnicze i radosne doświadczenie pełni istnienia. Dodajmy, że z badań Csíkszentmihályiego wynika także, że flow jest doświadczeniem danym większości ludzi, lecz pozostaje ono z reguły niezauważone i niedocenione.

Praca jako źródło doświadczenia radosnego i mistycznego? Zasuwam bez pamięci, ale jednocześnie kocham cały świat i w uniesieniu widzę świętych, jeśli nie samego Boga. Dlaczego nie? W doświadczeniach mistycznych często pojawiają się symbole świętości, zazwyczaj te pochodzące z ikonografii wyznawanej religii. Ale mistyczne wglądy związane z wyobrażeniami – choćby najświętszymi – nie należą do najbardziej cenionych. Do najwyższej kategorii należy odczucie bezgranicznego, wzruszającego, radosnego i spokojnego zachwytu tym, czego doświadczamy tu i teraz, np. kwiatem, wodospadem, szklanką wody czy wina, kęsem chleba, smakiem herbaty, oczami, w które patrzymy, ciałem kochanej osoby, tańcem, dźwiękiem dzwonu, koncertem lub śpiewem słowika. Zaznaczmy, że ten mistyczny zachwyt uznaje się za jeszcze bardziej wartościowy – bliższy prawdy – jeśli dotyczy niekoniecznie tego, co stereotypowo i powszechnie uznawane za piękne i święte. Czyli gdy wyzwala go np. widok ropuchy, robala. Tak właśnie doświadczają świat dzieci. Bez ocen, nastawień i upodobań. Jak to się mówi w zen: z pustym umysłem. Cechą wyróżniającą takiego stanu jest całkowite zjednoczenie się – komunia – z tym, co jest naszym udziałem tu i teraz. Maslowowski typ B (being, czyli bycie), a także opisany przez Csíkszentmihályiego stan flow, zdarzają się często podczas ekstremalnego wysiłku. To w takim stanie umysłu sportowcy osiągają wyniki przekraczające granice ludzkich możliwości. W całkowitej koncentracji na tym, co tu i teraz, gdy żadna inna, nawykowa czy kompulsywna myśl ich nie rozprasza. Instynktownie i uparcie poszukujemy tego nagradzającego stanu. Dlatego tak chętnie np. jeździmy na nartach. Wymagający, zatłoczony stok zmusza do koncentracji. Więc being, flow czy mistyczny wgląd – wbrew przekonaniom ignorantów – nie są egzaltowanym odlotem, lecz przeciwnie – przylotem, doświadczeniem tego, co jest i jak jest naprawdę, a więc urealnieniem.

Z „urealnieniem” kojarzy mi się taki żart psychoterapeutyczny. Pacjent mówi: „Przed psychoterapią odczuwałem neurotyczne lęki, a po – grozę istnienia”. Jeśli to jest „urealnienie”, to co ma wspólnego z radością? Urealnić się to w pełni doświadczać tego, co jest, a to bywa trudne, bo przecież nieodzownym wątkiem życia w naszym dualnym świecie jest przemijanie, cierpienie i śmierć. To ważny etap w dążeniu do radości bardzo silnie motywuje do szukania rozwiązania. I znajdujemy je w rzeczywistości kwantowej i mistycznej, skoro jak się dowiadujemy, nie ma tam śmierci i nie ma życia – jako dwóch przeciwstawnych, wykluczających się bytów czy procesów. „Życie powstaje z życia i do życia powraca”. Jak tego doświadczyć i to pojąć?! Jeśli przeczuwamy, że doświadczenie nie-dualności jest doświadczeniem rzeczywistości prawdziwej, doświadczeniem wolności, radości i niepokalania – to znajdziemy drogę i nic nas na niej nie powstrzyma.

Trudno uwierzyć, że jeżdżąc na nartach, dotykam prawdy i radości, czyli zasady istnienia... Do tej rzeczywistości prowadzą dwie drogi. Ta najczęściej uczęszczana to poszukiwanie przeżyć ekstremalnych. Zwykle  prowadzi ona do radości wyjątkowej, ale raczej chwilowej, a tym samym niezdolnej do przełamania bariery dualności. Jej dodatkową wadą jest to, że by jej doświadczać, wciąż trzeba zwiększać dawkę adrenaliny, co bywa niebezpieczne.

Druga droga to prawdziwa droga mistrzów. Wiedzie dokładnie w przeciwną stronę. Uczy odnajdywania nadzwyczajnego, zachwycającego i świętego w tym, co codzienne i zwyczajne, subtelne i niezauważalne. Wymaga uporczywego treningu wyciszania i koncentrowania umysłu oraz treningu obecnego praktykowanego od wieków we wszystkich ważnych tradycjach religijnych, w postaci kontemplacji, medytacji, modlitwy, mantry czy koanu (jednoczenia się z jakimś zasadniczym pytaniem).

Wszystkie one budzą uśpioną zdolność do jednoczenia się z tym, co tu i teraz jest naszym udziałem, czyli torują drogę do rzeczywistości nie-dualnej.

Czy możemy nie-dualność świata odczuć bez duchowej praktyki? Możemy, właśnie w stanie wielkiego szczęścia. Na przykład w trakcie najczęściej przeżywanego przez ludzi prototypu doświadczenia nie-dualności, czyli w kontakcie seksualnym. Przecież w momencie głębokiego, pełnego orgazmu przestajemy istnieć jako odrębny byt. Szczęśliwi, choć przerażeni, spadamy w niepodzielną przestrzeń, gdzie nie istnieje ani ja, ani ona/on, ani nawet doświadczający podmiot. Całkowicie zatracamy się w istnieniu. Nieudolnie – ryzykując egzaltację – nazywamy ten stan radością, wolnością i miłością. I tu znowu Pascal się kłania. Bo seks zaprasza, a przynajmniej powinien zapraszać, do pełnej koncentracji i zaangażowania.

Czy ćwicząc drogę mistrzów, mogę zjednoczyć się z tym wazonikiem ze stokrotkami, stać się z nim jedną falą kwantową? Gdy dualnie – czyli z „normalnej”, egocentrycznej perspektywy – patrzysz na te kwiatki w wazonie, to myślisz albo mówisz: „Ja widzę kwiatki w wazonie”. I zobacz, ile tworzysz bytów. Aż trzy: ja, patrzenie i kwiatki w wazonie. Krótko mówiąc, roztrajasz się. Ale gdy popatrzysz na te same kwiatki i spróbujesz wprowadzić się w stan nie-dualny, myśląc: „Patrząca i to, co widziane… to nie-dwa”, czujesz w całym ciele egzystencjalny dreszcz albo…

Czuję lekkość! No właśnie! To jeden z atrybutów nie-dualnej radości. Proszę więc, nie nazywaj tego „odlotem”. Nie wolno dewaluować przeczucia prawdy. Z punktu widzenia tego, jak się rzeczy mają, to jest „przylot”. Lądujesz w krainie wolnej od lęku, chciwości, nienawiści i rywalizacji. Czyż nie to właśnie nazywamy krainą miłości? Jest okazja, by zauważyć, że na „odlocie” jesteśmy przez większość życia. Prawdziwa radość jest więc na co dzień w naszym zasięgu. Problem w tym, że siła nawykowego, dualnego myślenia jest wielka. Radość, śmiech, dystans są na to doskonałym antidotum. Bezinteresowna, nieuzasadniona radość istnienia jest dotknięciem prawdy. Smutek, nienawiść, pragnienie zemsty, zazdrość, chciwość, poczucie winy i inne negatywne stany umysłu sprawiają, że prawda znika za ciężką, odwieczną zasłoną dualności.

  1. Psychologia

Popraw swoją koncentrację - 4 ćwiczenia

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Zdolność koncentracji i opanowania emocji to cenna umiejętność, nad która można i warto pracować. Można ją bowiem wyćwiczyć. Oto 4 ćwiczenia, które mogą w tym pomóc. Przydadzą się zwłaszcza osobom, które chcą dobrze wypaść w czasie ważnych spotkań służbowych.

Ćwiczenie 1 - Zaznaczanie terytorium

Będąc pierwszy raz w nowym miejscu, świadomie rozejrzyj się, gdzie jesteś, przeanalizuj otoczenie i zaznacz swoje terytorium wzrokiem.

Ćwiczenie 2 - Oswajanie przestrzeni

Dotknij czegoś, co masz w pobliżu – stołu, przy którym siedzisz, lub krzesła. Opisz w myślach swoje wrażenia: czy przedmiot, którego dotykasz, jest ciepły czy chłodny? Gładki czy chropowaty? Twardy czy miękki? Jakich wrażeń ci dostarcza? Nie bój się swojej przestrzeni, ponieważ im więcej dostarczysz swojemu ciału informacji na jej temat, tym łatwiej będzie mu się z nią oswoić, a dzięki temu mowa twojego ciała będzie swobodniejsza.

Ćwiczenie  3 - Punkty w przestrzeni

Chcąc się szybko skoncentrować, wybierz trzy konkretne punkty w przestrzeni – np. róg biurka, szklankę i wzór na podłodze. Zauważ i odnotuj w myślach każdy z tych punktów. Następnie nadaj im numery i kolejno przywołuj każdy z nich. Zmieniaj kolejność, ale pamiętaj, by za każdym razem wracać wzrokiem konkretnie na punkt przyporządkowany numerkowi. Możesz sobie pomóc, wskazując na nie palcem.

Ćwiczenie  4 - Wizualizacja kuli

„Kula” – to ćwiczenie warto wykonać wcześniej, a na spotkaniu przywoływać stan poznany wcześniej. Można je też zrobić przy biurku w wolnej chwili, ponieważ tak naprawdę wystarczy, że popracujesz ze swoją wyobraźnią. Wyobraź sobie, że jesteś w kuli, a w jej wnętrzu umieść wszystko, co sprawia ci przyjemność, co lubisz, co jest dla ciebie ważne. To mogą być kolory i dźwięki. Gdy już „namalujesz” wszystko, co ci potrzebne – poczuj, jak zmieniło się twoje ciało, postawa, stan umysłu. Zapamiętaj stan końcowy i przywołuj go, gdy poczujesz, że spada twoje poczucie wartości czy pewność siebie.

  1. Styl Życia

Jak przetrwać kryzys i żyć dalej - list do czytelniczek i czytelników od Wojciecha Eichelbergera

Fot. Szymon Szcześniak/LAF
Fot. Szymon Szcześniak/LAF
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy „Zwierciadła” i „Sensu”, Trwająca od kilku miesięcy pandemia koronawirusa sprawia, że przyszłość stała się niepewna.

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy „Zwierciadła” i „Sensu”, Trwająca od kilku miesięcy pandemia koronawirusa sprawia, że przyszłość stała się niepewna. W dodatku jesteśmy karmieni nadmiarem alarmujących informacji płynących z używających terminologii wojennej mediów i patrzymy na obrazy przypominające krajobrazy bitewne z filmów SF: ratowników i lekarzy wyglądających jak astronauci przebywający na nie nadającej się do życia planecie, wstrząsające opowieści chorych i ozdrowieńców, ciężarówki załadowane trumnami i hektary pandemicznych cmentarzy.  Wszystko to generuje w nas nadmiarowy, nieadekwatny, długotrwały stres, który w dodatku poważnie osłabia nasze szanse w spotkaniu z wirusem. Dlatego, aby dobrze przygotować się na nieuchronną próbę naszej odporności i przetrwać pandemiczny kryzys bez uszczerbku dla naszej psycho-fizycznej kondycji, musimy potrafić opanować lęk.

Mityguj lęk

Gdy budzimy się każdego ranka z poczuciem zagrożenia, jakby w świecie ogarniętym przez wojnę, to jednocześnie nasz organizm też przestawia się w tryb wojenny. Autonomiczny system nerwowy mobilizuje tryb walka lub ucieczka. W sytuacji rzeczywistego, nagłego zagrożenia taka mobilizacja jest jak najbardziej pożądana, bo służy ratowaniu zdrowia i życia. Ale w sytuacji długotrwałego oczekiwania na zagrożenie, które nie wiadomo kiedy nastąpi, jest nie tylko przeciw skuteczna z punktu widzenia efektywnej obrony przed patogenami, lecz wręcz groźna dla organizmu - i to co najmniej z trzech powodów. Najważniejszym jest zablokowanie przez tryb walka/ucieczka układu odpornościowego na skutek wysokiego poziomu adrenaliny i kortyzolu we krwi. Drugim – spowodowanym przez ten sam mechanizm, jest zablokowanie możliwości przełączania się organizmu w tryb regeneracji i związane z tym zagrożenie nadmiernym zużyciem energii życiowej/wypaleniem. Trzecim jest zagrożenie cukrzycą odstresową na skutek zbyt wysokiego poziomu cukru spowodowanego wyrzucaniem do krwi, przez pracującą w trybie walka/ucieczka wątrobę, nadmiernych ilości glikogenu, którego nie spalamy proporcjonalną pracą mięśni. Tak więc obniżanie poziomu lęku i związanego z nim poziomu mobilizacji stresowej jest z punktu widzenia właściwego przygotowania do konfrontacji z koronawirusem sprawą nadzwyczaj ważną.

Odreaguj ruchem

Odpowiednia dawka dziennego ruchu to najskuteczniejsze antidotum na wszystkie trzy zagrożenia związane z lękiem i długotrwałym stresem. Ruch wypłukuje bowiem z organizmu adrenalinę i kortyzol, spala nadmiar cukru, odblokowuje układ odpornościowy i tryb regeneracji. Dlatego dzień warto zacząć lekką poranną rozgrzewką. Za to wieczorem (min. 2-3 godziny przed snem po wczesnej, lekkiej kolacji albo rezygnując z kolacji) zafundować sobie minimum 20 minut dowolnego intensywnego ruchu w jednym kawałku (może to być bieg na zewnątrz lub w miejscu, taniec, podskoki, inne ćwiczenia aerobowe), aby na koniec sesji mieć na liczniku dwukrotność tętna spoczynkowego, około 120-140 uderzeń na minutę. (Uwaga: Ale nie więcej! Z wyjątkiem tych, którzy regularnie i intensywnie ćwiczą). Po takiej dawce ruchu trzeba uzupełnić płyny i nie jeść już nic dużego i ciężkiego. Pełny, trawiący żołądek uniemożliwia skuteczną nocną regenerację.

Przełączaj się oddechem w tryb regeneracji

Oddychanie bezpośrednio wpływa na stan naszego ciała i umysłu. W naszej kulturze oddychamy tak by jakoś przeżyć, a nie po to, by żyć w pełni. Tymczasem efektywne oddychanie umożliwia nam życie na wyższym poziomie energetycznym i mentalnym. W trybie walka/ucieczka, któremu nie towarzyszy intensywny ruch oddychanie staje się płytkie (bowiem nie angażuje przepony i mięśni brzucha), a w rezultacie nie dostarcza organizmowi potrzebnych ilości tlenu. Wówczas pojawia się dotleniający i przełączający organizm w tryb regeneracji, odruch oddechowy zwany ziewaniem. Dzięki tym funkcjom, w sytuacji długotrwałego stresu, ziewanie może ratować organizm przed wypaleniem energetycznym. Już nawet po jednym ziewnięciu zmienia się wyraźnie nasze odczuwanie ciała: robi się ciepło, luźno, miękko i otwiera się brama do snu. To znaczy, że organizm zdołał przełączyć się w tryb regeneracji. Dlatego w sytuacji długotrwałego stresu częste ziewanie trzeba włączyć do naszego programu budowania wydolności odpornościowej.

Hartuj ciało

Nieuchronność spotkania z wirusem wymaga zdyscyplinowanego treningu wydolnościowego. W trybie pracy domowej jest to znaczne trudniejsze niż w życiu sportowca, ale mimo to zdecydowanie powinniśmy ten trening podjąć. Pomagają w tym symboliczne gesty i procedury:
  • W dni robocze wstawaj wcześnie rano, zawsze od tej samej godzinie i pościel łóżko.
  • Po porannej rozgrzewce weź zimny prysznic i zmień ubranie na dzienne/wyjściowe.
  • Jedz produkty dobrej jakości, ale tylko wtedy, gdy czujesz wyraźny głód i nigdy do syta. Wstawaj od stołu z uczuciem lekkiego głodu. Bliskość domowej kuchni i lodówki sprzyja nadwadze, a ta bardzo obniża naszą odporność.
  • Jeden dzień w tygodniu przez 24 godziny powstrzymaj się od jedzenia.
  • Często wietrz pomieszczenie, w którym pracujesz. Obniżaj jego temperaturę. Nie przegrzewaj się. Niech będzie trochę chłodno.
  • Najpóźniej dwie godziny przed snem daj sobie min. 20 minut wymagającego ruchu.
  • W nocy obniżaj temperaturę w sypialni nawet do 15C. Wszystko to, co powyżej stanowi znakomite sposoby na zwiększanie pojemności i trwałości baterii w komórkach twojego ciała zwanych mitochondriami. Na tym w istocie polega hartowanie organizmu, a tym samym podnoszenie jego odporności. Nie twórz wokół siebie inkubatora o zawsze stałych parametrach. Daj szanse swojemu organizmowi na mierzenie się z koniecznością dostosowywania się do zmiennych warunków otoczenia. Wtedy nic go nie zaskoczy.

Ćwicz obecność/koncentrację

Sportowiec, który przygotowuje się do ważnej próby, oprócz tego, że systematycznie trenuje, to musi jeszcze zachować koncentrację i spokój umysłu - po to, by nie wybiegać myślami w przyszłość, nie wizualizować i nie przeżywać w wyobraźni przyszłej walki. Wie bowiem, że traciłby przez to sporą część skumulowanej dzięki treningowi energii, a tym samym obniżał poziom swojej wydolności. Dlatego umiejętność angażowania uwagi/świadomości w to, co jest naszym udziałem tu i teraz, to podstawowy cel treningu mentalnego, niezbędnego w perspektywie czekającej nas trudnej próby.

Pomogą ci w tym rozwieszone w kilku miejscach domu kartki z następującym tekstem:

Jestem tutaj, nigdzie się nie spieszę, na nic nie czekam - to, co teraz robię, jest najważniejsze.
Przy każdej okazji koncentrujemy całą uwagę na tym, co teraz jest naszym udziałem na zasadzie: Jak pracuję, to tylko pracuję. Jak jem, to tylko jem. Jak ćwiczę, to tylko ćwiczę. Jak odpoczywam, to tylko odpoczywam. Jak bawię się z dziećmi, to tylko bawię się z dziećmi. Koncentrację można też ćwiczyć z pomocą procedur czerpanych z tradycji SLOW, które sprzyjają wyhamowaniu, wyłączeniu się z gonitwy myśli i multitaskingu.

Koncentracji służą także: medytacja, kontemplacja, modlitwa, małe domowe ceremonie i rytuały (np. wspólne dla wszystkich domowników posiłki czy herbata). Koncentracja nie tylko pozwala oszczędzać energię i podnosić wydolność, lecz oczyszcza i otwiera umysł, co sprzyja dostrzeganiu wszystkiego co potrzebne do podejmowania szybkich, kreatywnych i trafnych decyzji. W sytuacji kryzysu i towarzyszących mu zmian te możliwości bardzo się przydadzą.

Odpoczywaj/regeneruj się

Podobnie jak ruch, odpoczynek jest konieczny i zbawienny dla twojego organizmu. Szczególnie odpoczynek nocny, we śnie. Wtedy bowiem organizm regeneruje się najgłębiej i najskuteczniej dzięki czemu twój układ immunologiczny ma następnego dnia mniej zadań a tym samym większą wydolność w walce z patogenami.

Ale UWAGA: Bez przestrzegania zasad odreagowania, oddychania i obecności, efektywny odpoczynek jest niemożliwy. Jeśli jednak o nie zadbasz, twój organizm odpłaci ci głębokim, regenerującym snem. Pomoże ci w tym również wczesne chodzenie spać (najpóźniej godz. 22), także 20-minutowa drzemka w okresie twojego, dziennego dołka energetycznego i krótkie 10-minutowe przerwy po każdym 90-minutowym okresie koncentracji.

Dzięki stosowaniu na co dzień, wszystkich powyższych, prostych zasad, bez wątpienia uspokoisz swoje lęki, doładujesz baterie swojej życiowej energii i wydolność układu odpornościowego – co jeszcze bardziej uspokoi twojej lęki i pozwoli doładować baterie.

Pozdrawiam, Wojciech Eichelberger 

Ps. Strach pomyśleć czym to się skończy :)

PS.PS. Jeśli chcesz zapoznać się w pełni z sygnalizowanymi w powyższym liście procedurami pracy z lękiem i budowaniem odporności - a także z procedurą eliminowania głębokich, uporczywych lęków to kliknij na positivelife.pl gdzie znajdziesz moje warsztaty on-line: 4xOdporność na lęk oraz Uwolnij się od lęku.

  1. Materiał partnera

Niezwykły olej, który wspiera w walce ze stresem i bezsennością

Korzyści płynące ze stosowania olejku CBD są liczne, lecz kluczowe jest wybranie produktu najwyższej jakości. (Fot. materiały partnera)
Korzyści płynące ze stosowania olejku CBD są liczne, lecz kluczowe jest wybranie produktu najwyższej jakości. (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Od celebrytów po lekarzy - ostatnio uwaga wszystkich kieruje się w stronę najnowszego trendu kosmetycznego, a chodzi o kannabidiol oraz olejek CBD. Pomimo, iż znajduje się on na rynku już od pewnego czasu, wiele osób dopiero teraz go poznaje. Jakie korzyści płyną ze stosowania olejku CBD?

Zanim zdecydujesz się stosować olejek CBD, zasięgnij informacji dotyczących najlepszych źródeł jego pozyskiwania, w celu zapewnienia, że korzystasz wyłącznie z zaufanych produktów najwyższej jakości

Jakie korzyści płyną ze stosowania olejku CBD? Twojemu wujkowi łatwiej skoncentrować się na pracy. Twoja przyjaciółka jest w szoku od kiedy przekonała się, że może kontrolować swój stres. A twój partner? Nigdy wcześniej nie widziałaś, żeby spał równie spokojnie. 

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Korzyści płynące ze stosowania olejku CBD: Pomaga w zachowaniu poczucia spokoju i skupienia.

Jesteśmy częścią kultury nieustannie połączonej cyfrowo, która niesie ze sobą oczywiste korzyści, ale także może wywoływać w nas roztargnienie. Wystarczy uświadomić sobie niekończący się strumień: e-maili, lajków, zapytań z mediów społecznościowych oraz informacji dostępnych na żądanie 24 godziny na dobę. Czynniki te sprawiają, że pozostanie skupionym na codziennych obowiązkach, zarówno tych domowych, jak i związanych z pracą, czasem okazuje się bardzo trudne. 

Odnalezienie równowagi i skupienia jest jednak możliwe i wymaga to zaledwie kilku zmian w twojej codziennej rutynie. Pomocna może okazać się zdrowa dieta bogata w składniki odżywcze, takie jak warzywa, białko oraz owoce. Wytrzymałość umysłu poprawi także praktykowanie aktywności poprawiających samopoczucie, takich jak medytacja albo joga.

Na poprawę koncentracji i poczucia spokoju nie mniej pomocny okazuje się także olejek CBD. Kiedy twój kalendarz jest usiany terminami, a telefon nie przestaje sygnalizować przeróżnych powiadomień, codzienne stosowanie olejku będzie stanowić doskonały dodatek do standardowego zestawu suplementów na poprawę zdrowych nawyków myślowych.

Korzyści płynące ze stosowania olejku CBD: Wywołuje uczucie ulgi od codziennego stresu

Wolne od trosk życie w stylu zen to aspiracja większości ludzi, lecz w rzeczywistości stres przenika do życia każdego z nas, niezależnie od tego, jak bardzo czujemy się spełnieni. Wszyscy przeżywaliśmy te momenty kiedy czuliśmy, jakby wszystko szło nie po naszej myśli. Warto jednak pamiętać, że zawsze istnieje jakieś wyjście z sytuacji.

W takim momencie praktyka technik oddychania może okazać się kluczowa. Zmuszenie się do odłączenia z mediów społecznościowych i poświęcenie więcej czasu na życie „tu i teraz” sprawi, że będziemy się mniej martwić o jutro, co jednocześnie umożliwi nam skupienie się na inwestowaniu w teraźniejszość. 

Problemy z koncentracją mogą pomóc zwalczyć również ćwiczenia fizyczne. Innym sposobem na to, aby poczuć się bardziej w zgodzie ze sobą, w momentach silnego stresu, jest wyrobienie sobie nawyku przyjmowania olejku CBD. Może to pomóc w radzeniu sobie z codziennym stresem w sposób naturalny i skuteczny.

Korzyści płynące ze stosowania olejku CBD: Wspiera regenerację przy zmęczeniu wywołanym wysiłkiem fizycznym

Systematyczne wykonywanie ćwiczeń, niezależnie czy jest to joga, bieganie, czy coś całkiem innego, stanowi kluczowy element dbania o zdrowie i poziom witalności. Czasem jednak bywa tak, że nasze mięśnie ulegają przetrenowaniu. Wówczas możemy odczuwać ból, doświadczać zaczerwienienia i opuchlizny. Według licznych badań skutecznym sposobem w zwalczaniu takich dolegliwości jest zaimplementowanie olejku CBD jako stałego elementu rutyny treningowej. Stosowany systematycznie wspomaga regenerację przy zmęczeniu wywołanym wysiłkiem fizycznym.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Korzyści płynące ze stosowania olejku CBD: Wspomaga zdrowy sen

Każdy z nas to kiedyś przerabiał: nie potrafimy zmrużyć oka, choć już dawno powinniśmy odpłynąć do krainy snów. Myśli w głowie szaleją, a stres zdaje się nie dawać za wygraną. Jest to uczucie niezwykle frustrujące, z którym wiele osób boryka się regularnie, a może mieć to kolosalny wpływ na nasze zdrowie. 

Pomocne w zapewnieniu zdrowego wypoczynku w nocy są niektóre suplementy, jak na przykład olejek CBD, który ułatwi nam zasypianie, gdy będziemy go stosować każdego wieczoru, przed położeniem się do łóżka.

Czy stosowanie olejku CBD jest bezpieczne?

Olejek CBD jest bezpieczny, jednak w przypadku jego zakupu bycie wybrednym kupującym opłaca się. Konsekwencją używania słabej jakości olejku CBD jest po prostu nieodczuwanie różnicy w jakości snu i poziomie stresu.

Sedno sprawy jest więc następujące – korzyści płynące ze stosowania olejku CBD są liczne, lecz kluczowe jest wybranie produktu najwyższej jakości. Nieważne czy jesteś początkującym, czy już doświadczonym zwolennikiem konopi i CBD, odrobina rozeznania może znacznie pomóc w zapewnieniu sobie jak największej korzyści. 

 

  1. Styl Życia

Ceremonia parzenia herbaty - droga rozwoju człowieka

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Ceremonia parzenia herbaty nazywa się w Japonii chanoyu, chadō lub sadō. Chanoyu znaczy „wrzątek na herbatę”, a chadō lub sadō „droga herbaty”.

Słowo „dō” pojawia się także w takich nazwach, jak kadō („droga kwiatów” to inna nazwa ikebany, sztuki układania kwiatów), shodō (japońska sztuka kaligrafii) czy dżudo. Słowo to Japończycy rozumieją dosłownie jako drogę, ale symbolizuje ono także rozwój człowieka.

Sproszkowaną herbatę sypie się do małego lakowego naczynka, tak by na środku powstał regularny stożek, potem nabiera bambusową łyżką, starając się jak najmniej naruszyć kształt. W nim bowiem gość widzi serce gospodarza. Gospodarz natomiast widzi serce gościa w sposobie w jaki on ogląda zachowaną formę.

Tradycyjna ceremonia herbaciana odbywa się w pawilonie herbacianym usytuowanym w ogrodzie. Do pomieszczenia herbacianego prowadzi ścieżka, przy której stoi misa. Myjemy w niej jedną rękę, potem drugą, obmywamy usta i tak oczyszczeni przechodzimy do pokoju herbacianego. Po wejściu zbliżamy się do tokonoma – wnęki przeznaczonej do eksponowania przedmiotów. Oglądamy kaligrafię zawieszoną na ścianie, kwiaty w wazonie, palenisko, kociołek i zasiadamy na macie. Gdy gospodarz słyszy ciszę, rozumie, że wszyscy nasycili się oglądaniem, i przynosi do pokoju ciasteczka. Bez słowa stawia je przed pierwszym gościem (najwyższym rangą), składa ukłon i wychodzi. Potem wnosi naczynie z zimną wodą, które stawia obok kociołka. Następnie czarkę, naczynie ze sproszkowaną herbatą, naczynie na zlewki i czerpaczek do wody. Wszystko ustawia na właściwych miejscach, siada przed gośćmi, wyjmuje jedwabną chusteczkę i symbolicznie oczyszcza pojemnik ze sproszkowaną herbatą i bambusową łyżeczkę do nasypywania herbaty. Rozgrzewa czarkę ciepłą wodą, opłukuje chłodną i wyciera kawałkiem białego płótna.

Potem wsypuje herbatę do czarki, zalewa wrzątkiem, rozbija pędzlem i podaje. Po wypiciu opłukuje czarkę zimną wodą, oczyszcza naczynko z herbatą i wraz z bambusową łyżeczką podaje do obejrzenia gościom i wychodzi. To goście decydują, jak długo chcą oglądać sprzęty. Gdy zapada cisza, gospodarz wraca. Jeśli goście chcą się dowiedzieć czegoś o naczyniu, w którym herbata została wniesiona do pokoju, albo łyżce, którą była sypana, pytają. Gospodarz odpowiada, potem wynosi sprzęty, wraca. Goście dziękują i żegnają się.

Lekcje z herbaty

– W Japonii dzieci uczy się, by chwytały przedmioty w odpowiedni sposób, trzymając palce jeden przy drugim – opowiada Iwona, która od 13 lat praktykuje parzenie herbaty i przez rok uczyła się w Japonii. – Ja, Europejka, zaczynałam naukę herbaty od takich podstaw. I myślałam z zachwytem: to takie proste. Wiesz, jak trzymać przedmiot, robisz to pewnie, wszyscy to czują i  mogą jeszcze podziwiać sposób, w jaki to robisz.

Iwona wyjechała do Japonii na roczne stypendium. Tam została zaproszona na spotkanie herbaciane u pani Sugimoto, sensei (mistrza ceremonii). Na tym spotkaniu zaproponowała jej ona bezpłatną naukę. Iwona zaczęła jeździć na lekcje raz w tygodniu.

– Wtedy herbata składała się dla mnie w głównej mierze z pięknej ceramiki, kimon i kwiatów – opowiada. – Teraz wiem, że herbatę można przeżywać na wielu poziomach. Pierwszy to poziom przyjemności – czas spędzony w miły sposób z osobami, które się lubią. Drugi to poziom uważności i szacunku. Zachwyca mnie, że goście, nim wejdą do pomieszczenia herbacianego, muszą się poznać. Uśmiechają się do siebie i witają. To zauważenie się, które powoduje, że myślą o sobie w trakcie spotkania. Ale poziomów herbaty jest nieskończenie wiele.

Po powrocie do Polski miała ogromną potrzebę przekazywania swoich doświadczeń. Zaczęła opowiadać o Japonii w szkołach. W końcu zaczęła uczyć parzenia herbaty. – Właściciel restauracji japońskiej udostępnił nam pomieszczenie do ćwiczeń. Gdy została ona zamknięta, zaczęliśmy ćwiczyć w biurze u moich przyjaciół. Po jakimś czasie znalazłam osobę, która uczyła się herbaty w Japonii pięć lat, i wycofałam się z uczenia. Od tej pory herbaty uczy tylko Ula.

Grupę nazwali Tombokai (tombo to po japońsku ważka, symbol lata, kai klub). Zaczęli dawać pokazy. W 1998 roku pani Sugimoto zaczęła przyjeżdżać dwa razy do roku, żeby ich dokształcać. W 2004 roku powstał Pawilon Herbaciany, a grupa stała się Stowarzyszeniem Drogi Herbaty „Urasenke Tankokai Sunshinkai”. „Sun” oznacza odrobinę, „shin” to serce (w Japonii to siedlisko uczuć, woli, postanowień, umysłu). Jest takie powiedzenie: jeden mały krok może oznaczać daleką drogę.

– Najważniejszy w herbacie jest szacunek – tłumaczy Iwona. – Każdą czarkę i każdego człowieka traktuje się z taką samą uwagą. Herbata nauczyła mnie okazywać to wszystkim – w domu, w pracy i na ulicy. W każdym trzeba widzieć kogoś wyjątkowego z jego bardzo ważnym życiem. W drodze herbaty do ozdoby pokoju wybiera się jeden kwiat (może być zwykły, polny), wkłada się go do starego ceramicznego wazonu, by tam stał się królem. Jest jeden, jedyny, wyjątkowy. Może opowiedzieć całą prawdę o sobie.

Czarka herbaty

– Na temat herbaty miałam wyobrażenie: Japonka w różowym kimonie na tle złotego parawanu – opowiada Anna. – Myślałam, że to nie dla mnie. Nawet gdy w 1999 roku wyjechałam na stypendium do Kioto i nawiązałam kontakt z nauczycielką herbaty. Nawet gdy ona zabrała mnie na spotkanie herbaciane. Aż poszłam na pierwszą lekcję.

Od nauki, że to powinno stać tu, a to tak, do zaaranżowania całego spotkania jest długa droga. Trzeba do tego podejść bardzo świadomie. Jeżeli jest czas letni, używamy kwiatów i przedmiotów letnich. Czarki ozdobionej irysami mogę użyć tylko w kwietniu i maju, kiedy jest czas ich kwitnienia.

 
– Wiedza na temat sprzętu i sposobu ich łączenia jest ogromna – mówi Anna. – Uczymy się, że to stoi tu, a to tu, ale ważne jest też to, jak te przedmioty do siebie pasują. Bo jeżeli przedmiot jest trochę większy, trzeba go odsunąć, żeby miał swoją przestrzeń. Nie można się tego uczyć mechanicznie, trzeba rozumieć, co się robi i po co. Przed spotkaniem należy też poznać wszystkie przedmioty ze sobą i sprawdzić, czy ta łyżeczka bambusowa będzie dobrze leżała na tej czarce. Można podziwiać piękno ceremonii, ale można też widzieć więcej. To nie tylko nauka patrzenia na rzeczy, ale też zastanawiania się, co one powiedzą naszym gościom. To przyjemność obcowania ze sztuką i przyjemność tworzenia kontaktów międzyludzkich.

Jeśli nie mamy pieniędzy na słodycze, narwijmy owoców w lesie. Jeśli nie mamy herbaty, podajmy gorącą wodę, ale całym sercem. Zróbmy wszystko, żeby goście się dobrze czuli i byli zadowoleni. W ten sposób herbata nauczy nas myślenia o innych. A gdy takie myślenie odnajdziemy w herbacie, pojawi się w całym życiu. Do wszystkiego zaczynasz podchodzić ze stosowną uwagą i zaangażowaniem.

– Herbata, jak każda sztuka, wymaga praktyki. Uczy spokoju. Uczy robienia wszystkiego w odpowiednim rytmie. Jest formą medytacji w ruchu. Gospodarz, który parzy herbatę, myśli o tej konkretnej czarce herbaty, którą robi dla tej konkretnej osoby. Japończycy mówią, że to jest droga herbaty. Na początku to tylko słowo, z czasem zaczynasz to poznawać, czuć i rozumieć. Wtedy herbata rzeczywiście staje się drogą.

Herbata i zen

– Od razu zrozumiałam, że atmosfera okeiko (lekcja japońskiej sztuki tradycyjnej) bardzo mi odpowiada. Wszyscy są związani etykietą i jednocześnie nie czują się skrępowani – opowiada Ula. – Gdy wróciłam do Japonii do pracy, pani Sugimoto zapytała, czy nie chciałabym uczyć się herbaty na poważnie. W firmie spotkałam się z pełnym zrozumieniem. Poszłam do szkoły drogi herbaty Urasenke Gakuen, prowadzonej przez jedną z gałęzi rodu Sen. Skończyłam roczny kurs dla obcokrajowców i kolejny w japońskiej części szkoły. Wyznaczono mnie na osobę mającą uczyć herbaty w duchu Urasenke w Warszawie. To duża odpowiedzialność. Staram się teraz temu podołać.

Ula: – Herbata łączy kimono, architekturę, kaligrafię, ceramikę, japońską lakę, materiały japońskie, przedmioty z bambusa, drewno, układanie kwiatów, znajomość pór roku i przebieg tradycyjnych świąt. Dzięki temu czuje się powiązanie z cyklem przyrody, tradycją i kulturą. Jest bardzo wiele rzeczy, które zaczynamy studiować dzięki herbacie.

Na przykład używanie czarek do herbaty kieruje ku ceramice, a sztukę ceramiczną winduje bardzo wysoko. Nóżka czarki musi być odpowiedniej wysokości, żeby pozwoliła nam ułożyć wygodnie dłoń i pewnie trzymać. Środek musi być wyprofilowany, tak by powstało zagłębienie na resztki herbaty, które pozwoli nam zobaczyć jak najwięcej środka, a także by powstało miejsce na ucieranie herbaty. Herbata jest sumą takich drobiazgów.

– Każde spotkanie jest niepowtarzalne – tłumaczy Ula. – Wybierając miejsce, przedmioty, gości i formę, tworzymy przestrzeń, która się już nigdy nie powtórzy. Jeżeli z takim samym nastawieniem przychodzą nasi goście i tropią nasze ścieżki (dlaczego  taka kaligrafia i taka łyżeczka bambusowa), dla nich to spotkanie też jest wyjątkowe. A jeżeli będzie to dla nich wspomnieniem na całe życie, pojawia się uczucie spełnienia, które utwierdza nas na tej drodze.

Praktyka drogi herbaty uczy:

  • porządku w różnych obszarach życia,
  • koncentracji na jednej czynności,
  • bycia tu i teraz,
  • uważnego patrzenia,
  • czystości zewnętrznej i wewnętrznej,
  • zaangażowania w nasze działania,
  • przekraczania ograniczeń,
  • pracy nad sobą,
  • służenia innym,
  • przyjmowania pomocy,
  • szacunku i wdzięczności,
  • pracy dla własnego rozwoju i satysfakcji.
Bliskość, piękno i szacunek to podstawa herbaty. Nieważne, kim jesteś, spotykamy się równi. Praktyka herbaty daje wejrzenie w siebie i w innych. W prostych gestach widać nasz charakter i podejście do życia. A trening duchowy powoduje, że się zmieniamy. Uczymy się poprzez opanowanie formy, ale nie może być ona celem. To dopiero początek drogi. Forma ma pomóc w wyrażaniu siebie. Gdy wyjdziemy poza nią, otwiera się przed nami nieskończony, indywidualny świat.