Robert Rient - Dwujęzyczność może dawać mózgowi nieoczywistą przewagę. Naukowcy zauważają ją już u dzieci
00:00
Badania potwierdzają, że wielojęzyczność to przepustka do bycia bardziej kreatywnym. Wiele dowodów naukowych na ten temat – a także na inne zalety znajomości kilku języków – zebrała psycholingwistka Viorica Marian z Northwestern University.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 07/2025.
Chociaż kreatywność to niezwykle trudny do uchwycenia proces, prawie wszyscy do niej dążą, świadomi, jak wielkie korzyści przynosi. Bycie kreatywnym oznacza nie tylko sukcesy w życiu zawodowym, ale pełniejsze, ciekawsze życie osobiste i więcej sposobów na radzenie sobie ze stresem. A zgodnie z dzisiejszym podejściem kreatywność to nie wrodzony talent, ale umiejętność, którą można zdobyć, a potem rozwijać. Jak? Na myśl przychodzą przede wszystkim różne ćwiczenia, treningi czy burze mózgów.
Okazuje się jednak, że jest jeden nieoczywisty, a bardzo skuteczny sposób – wielojęzyczność, między innymi w relacjach międzyludzkich.
„Osoby pozostające w bliskich relacjach z mieszkańcami innych krajów stają się bardziej kreatywne” – zauważa badająca procesy poznawcze psycholingwistka Viorica Marian z Northwestern University w książce „Potęga języka”. Dziesięciomiesięczne badanie osób randkujących z przedstawicielami innej kultury od naszej wykazało poprawę wyników w standardowych pomiarach kreatywności i wzrost umiejętności, takich jak wymyślanie wielu możliwych rozwiązań oraz łączenie różnych pomysłów w dążeniu do jednego rozwiązania.
„Im dłużej trwały w przeszłości międzykulturowe relacje miłosne, tym wyższą obserwowano później zdolność pracowników marketingu do wymyślania niebanalnych nazw produktów i usług. Im większa była częstotliwość kontaktów z zagranicznymi przyjaciółmi, tym bardziej twórczy byli badani w odniesieniu do przedsiębiorczości i innowacyjności w miejscu pracy” – podsumowuje prof. Marian.
Podróż do dalekiego kraju, a nawet stały kontakt z obcym językiem nie wystarczą. To, co przyczynia się do wzrostu poziomu kreatywności, jest bowiem tylko częściowo efektem ekspozycji na odmienne słownictwo, kulturę czy idee.
Niezbędne są równoległe przetwarzanie informacji i aktywacja zasobów językowych, czyli zmiana tego, co Marian określa architekturą poznawczą. Osoba, która zna i rozumie słowo „uwaga” w pięciu językach, gdy je usłyszy, niejako otwiera w swoim mózgu pięć możliwych dróg, którymi mogą płynąć myśli. Gdy z kolei ktoś zna tylko jedno znaczenie słowa „uwaga”, myśli podążają jedną, zazwyczaj utartą ścieżką.
„Ponieważ mózg utrzymuje wszystkie obecne w nim języki w stanie równoczesnej aktywacji, przetwarzając równolegle dotyczące ich informacje, osoby wielojęzyczne dostrzegają związki między różnymi rzeczami i łączą z sobą pozornie odmienne elementy – to zaś jest podstawą kreatywności” – czytamy w „Potędze języka” Vioriki Marian.
Warto też docenić inne, całkiem zaskakujące sposoby wykorzystania języka oraz wynikające z tego korzyści – a mianowicie w odporności na ból. Gdy podczas badania uczestnicy mieli trzymać rękę w lodowatej wodzie, okazało się, że te, które przeklinały w trakcie, mogły wytrzymać dłużej.
Fizjologicznie rozładowywały stres, a tym samym inaczej postrzegały ból.
Gdy językoznawcy przeanalizowali znaczenie ponad tysiąca wyrazów w 41 językach, okazało się, że są tu duże różnice. To dlatego, że znaczenie jest odbiciem odmiennych kontekstów kulturowych, historycznych, geograficznych, systemów wierzeń. Z tego powodu czasami można nie zrozumieć żartu albo nie umieć opowiedzieć żartu w obcym języku, nawet gdy ktoś ten język już dobrze zna.
Niuanse przekraczają słowa. Ale i z tego powodu uczenie się obcego języka zazwyczaj jest również uczeniem się obcej kultury i poszerzeniem świadomości, niejako otwieraniem umysłu na nowe sposoby patrzenia na świat, przeżywania i radzenia sobie z kryzysami. „Oczywiste jest, że język i myśli nie są jednym i tym samym. I chociaż język nie determinuje całkowicie myśli, w znaczący sposób decyduje o tym, jak myślimy i kim jesteśmy” – pisze Viorica Marian.
A zatem osoby dwujęzyczne nie tylko potrafią szerzej lub bardziej kreatywnie postrzegać rzeczywistość, lecz także w inny sposób integrują dane pochodzące z różnych zmysłów. Konkretnym, dość spektakularnym przykładem takiej integracji jest synestezja, czyli powiązanie w mózgu jednego doświadczenia zmysłowego z innymi, na przykład dźwięków z kolorami.
Autorka przywołuje przykłady Wassilego Kandinskiego, który patrząc na obraz, słyszał muzykę, czy Richarda Feynmana, który w równaniach widział kolory.
W mniejszym stopniu dotyczy to zresztą prawie każdego z nas, bo – jak potwierdzają badania – gdy przy jedzeniu czekolady słuchamy łagodnej muzyki, silniej doświadczamy jej kremowości.
A zatem łączymy w mózgu informacje, które docierają do nas różnymi zmysłami. To zaś pozwala szybciej rozpoznać nastrój, energię, ale też zrozumieć sytuację, w której się znajdujemy, niejako uporać się z nadmiarem bodźców.
Osoby wielojęzyczne częściej „integrują bodźce wzrokowe i słuchowe, ponieważ okazuje się, że ich mózgi łączą mocniej to, co słyszą, z ruchem warg mówiącego” – tłumaczy prof. Marian. Już niemowlęta dorastające w środowisku osób mówiących różnymi językami częściej zwracają uwagę na usta tego, kto mówi, niż niemowlęta ze środowisk jednojęzycznych.
Psycholożka Annette Karmiloff-Smith zbadała cztero- i pięcioletnie dzieci mówiące językiem angielskim i hebrajskim oraz dzieci mówiące jednym językiem. Ich zadaniem było narysować wymyślony kwiat. Dzieci jednojęzyczne zazwyczaj tworzyły kwiat pozbawiony jakiegoś elementu, na przykład liścia lub łodygi. Dzieci dwujęzyczne często tworzyły kwiaty będące połączeniem różnych kategorii, na przykład kwiat z ogonem, kwiat z zębami, kwiat będący żyrafą.
Wzrost kreatywności w młodym wieku zazwyczaj przekłada się na osiągnięcia w późniejszym życiu. Płynie z tego zachęta nie tylko do uczenia się obcych języków, lecz także otwartości na inne kultury, idee, wierzenia.
Sergey Brin, współtwórca wyszukiwarki Google, czy Arianna Huffington, współzałożycielka platformy The Huffington Post (jak i ogrom innych artystek, wynalazców, przywódców czy rewolucjonistów), znali kilka języków albo żyli w różnych „wieżach Babel”. Często w ich biogramach można przeczytać, że byli imigrantami albo cechowała ich pracowitość, dużo rzadziej o tym, że wpływ na ich sukces mogła mieć właśnie wielojęzyczność.
Sposób myślenia wpływa na sposób mówienia oraz odwrotnie. Żyjemy w świecie reguł i zasad, które mocno określa język. Dlatego nowe słowa witane są z ekscytacją albo wielkim oporem, co obrazuje chociażby walka o wprowadzenie feminatywów. Za jednym słowem może stać określone prawo lub jego brak.
Jedno słowo może zmienić życie, a z pewnością poznawanie nowych otwiera świat wyobraźni i kreatywności. Wystarczy pomyśleć, że Inuici mieli ponad 50 określeń na nasze jedno słowo: śnieg. I tym samym jedna opowieść zmienia się w 50.
Viorica Marian zaznacza zarazem, że zdolności kreatywne nie gwarantują bycia sławnym twórcą. „W przypadku większości ludzi mogą się one przejawiać w ich codziennym życiu jako umiejętność lepszego rozwiązywania problemów, sprawność w opowiadaniu ciekawych historii lub otwartość na nowe doświadczenia i pomysły. I choć nauka języka obcego nie sprawi, że nasza kreatywność wzrośnie od zera do stu, to jednak może ją do pewnego stopnia rozwinąć, to zaś może zapewnić nam niezbędną przewagę, ilekroć nasza praca wymaga twórczego myślenia” – zachęca badaczka.