1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jedna tęskni za młodością, druga za dawnym życiem, trzecia za utraconą miłością. Psycholożka wyjaśnia, co łączy te 3 kobiety

Jedna tęskni za młodością, druga za dawnym życiem, trzecia za utraconą miłością. Psycholożka wyjaśnia, co łączy te 3 kobiety

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. WeBond Creations/Getty Images)
(Fot. WeBond Creations/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Ewa Klepacka-Gryz - Jedna tęskni za młodością, druga za dawnym życiem, trzecia za utraconą miłością. Psycholożka wyjaśnia, co łączy te 3 kobiety

00:00 16:56
15s
0,5 x
15s
Zdaniem psychoanalityczki Judith Viorst, autorki książki „To, co musimy utracić”, już od momentu przecięcia pępowiny jesteśmy skazani na straty. Tracimy ważnych ludzi, beztroskie dzieciństwo i niespełnione nadzieje. Zamiast jednak zastanawiać się, za kim czy za czym tęsknimy, warto zapytać siebie, jakiego stanu wewnętrznego dziś nam brakuje – podpowiada psycholożka Ewa Klepacka-Gryz, inspirując się historiami ze swojego gabinetu.

Spis treści:

  1. Dlaczego tęsknimy za młodością i dawną wersją siebie? Historia Magdy
  2. Co zrobić, gdy nagle tracimy poczucie celu? Historia Grażyny
  3. Dlaczego tak trudno zakończyć związek, który już nie daje szczęścia? Historia Krystyny
  4. Tęsknota za przeszłością. Jak pogodzić się z tym, że nie jesteśmy już tacy jak kiedyś?

Tekst pochodzi z miesięcznika „Sens” 11/2026.

Tęsknota za przeszłością, zauważa Judith Viorst, jest konsekwencją najbardziej dotkliwej straty – utraty dawnej wersji siebie, osoby, którą wtedy byliśmy, tego, co w tamtym czasie czuliśmy, w co wierzyliśmy i jakie możliwości widzieliśmy przed sobą. Każda strata przynosi ból i trzeba ją rozpoznać, nazwać i opłakać, żeby naszego życia nie zdominowała rozpacz za utraconą wersją siebie.

Dlaczego tęsknimy za młodością i dawną wersją siebie? Historia Magdy

Magda to piękna, pełna energii 35-latka. Kilka razy umawiała się na wizytę i kilka razy odwoływała ją w ostatniej chwili, za każdym razem deklarując, że kiedy się zobaczymy, ureguluje honorarium. Gdy wreszcie usiadła przede mną w fotelu, zaproponowała, żebyśmy się rozliczyły.

– Za co chciałabyś się rozliczyć? – zapytałam. – No, za te wszystkie odwołane wizyty. – Odwołane z jakiego powodu? Kobieta długo szukała odpowiedzi. – Kiedy moje ciało przypominało mi o wieku, natychmiast dzwoniłam i prosiłam o umówienie terminu, a kiedy koleżanki uświadamiały mi, że wszyscy się starzejemy, dochodziłam do wniosku, że to nie jest żaden problem do terapii – przyznała.

– Wiesz, przyszło mi teraz do głowy, że chciałabyś podpisać pakt z diabłem. Zapłacić za wszystkie swoje zobowiązania, a w zamian zobowiązać mnie do zatrzymania upływu czasu. – No nie, nie jestem naiwnym dzieckiem, ale kiedy coraz częściej muszę farbować włosy, okulistka poleciła mi zrobić blefaroplastykę i odnowiła mi się kontuzja kolana, to nie mogę się tym nie martwić.

– A co konkretnie cię martwi? – Wiesz, bo kiedyś nic nie musiałam, a wszystko mogłam. – Brzmi jak dziecięca omnipotencja. Chyba wszyscy tęsknimy za tym stanem wszechmocy. Przeraża cię upływ czasu, fakt, że twoje ciało może być coraz mniej sprawne, że być może pojawią się jakieś dolegliwości somatyczne? – To też, ale jest coś jeszcze, nie bardzo potrafię to nazwać. Kiedyś nie miałam takich rozterek, bo kiedyś było inaczej.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul.webp

Zaproponowałam, żeby usiadła wygodnie, spokojnie pooddychała w swoim rytmie i przypomniała sobie to swoje „kiedyś”. – Tęsknię za tym? – Za czym dokładnie? – Za tym, że po zajęciach na uczelni balowałam do późna, a potem spałam dwie godziny, budziłam się i znowu byłam wulkanem energii – uśmiechnęła się do swojej wizji. Za tym, że rzadko mnie cokolwiek bolało, a jak bolało, to krótko i niepotrzebny był lekarz, że uwielbiałam szalone wypady nad morze ostatnim nocnym pociągiem. Ech, pewnie pomyślisz, że jestem wariatką, która chciałaby być wiecznie młoda.

A, już rozumiem, to stąd ten pomysł o pakcie z diabłem. – Czy na pewno tęsknisz za tym wszystkim, co wymieniłaś? – Pewnie nie, wiem, że to wszystko mnie cieszyło, kiedy byłam tuż po dwudziestce. Dziś jestem przeciętną 35-latką. Czy inni ludzie w moim wieku też chcieliby mieć znów 20 lat?

– No właśnie, ty nie tęsknisz za tymi imprezami do rana, szalonymi wypadami nad morze… – Dziś by mi się już nawet nie chciało – zgodziła się. – Ty tęsknisz za sobą z tamtego czasu, bo dzisiejszej siebie jeszcze nie znasz i chyba w tym momencie nie bardzo masz ochotę poznać.

Magda chwilę się zastanawia i pyta, co to za różnica, bo przecież nie cofnie zegara. – Przynajmniej na razie to niemożliwe, ale może, jeśli przestaniesz rozpaczać za rozlanym mlekiem i posłuchasz swojego ciała, to okaże się, że 35-letnia, chociaż nie wszystko może i trochę już musi, to nadal jest młodą, fajną kobietą.

Wiele kobiet po trzydziestce zauważa siwe włosy, zmianę figury czy ból pleców po długim siedzeniu. To naturalne. Ciało zaczyna domagać się troski i przede wszystkim zauważenia, a brak snu czy niezdrowe jedzenie przestają uchodzić na sucho. Te nieznane wcześniej „dolegliwości” mogą budzić lęk przed przemijaniem, a w konsekwencji uaktywniać najsilniejszy z naszych lęków – przed śmiertelnością. Pożegnanie się z przekonaniem, że ciało zawsze będzie dostępne bez wysiłku i ograniczeń, jest wielką stratą. Strata budzi żal i tęsknotę.

Kim jesteś, kiedy masz naturalnie siwe włosy, potrzebujesz więcej czasu na odpoczynek, kiedy boli cię kolano, musisz iść do lekarza i nie jesteś już tak szalona, ale… może za to bardziej odpowiedzialna? Z łatwością utożsamiamy się z obrazem osoby zawsze sprawnej i samowystarczalnej, ale – czy potrafisz włączyć do obrazu siebie również potrzebę odpoczynku, troski i pomocy?

Co zrobić, gdy nagle tracimy poczucie celu? Historia Grażyny

– Mam 48 lat i już nic nie muszę – to było pierwsze zdanie Grażyny. – Brzmi świetnie, też bym tak chciała. Grażyna pracowała, od kiedy była nastolatką. Jej rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, dlatego obiecała sobie, że szybko zacznie zarabiać duże pieniądze, przed trzydziestką miała już dobrze prosperującą firmę.

– Osiągnęłam wszystko, co sobie zaplanowałam. Rok temu przestałam codziennie jeździć do pracy, zapisałam się na zajęcia sportowe, zaczęłam gotować, przyjmować gości. Za podróżami nie tęsknię, bo dużo wyjeżdżałam służbowo. Od miesiąca wstaję rano i zadaję sobie pytanie: co teraz?

– Mogłabyś jeszcze trochę pobyć z tym pytaniem? – To znaczy? – nie udawała, naprawdę nie zrozumiała, o co mi chodzi. – Wstawaj rano i zanim wyjdziesz z łóżka, pytaj swojego ciała, na co ma ochotę. – A na co może mieć? – nadal była zdziwiona. – Sprawdź to. Jak do tej pory wyglądało twoje życie? – Tak jak każdej zapracowanej kobiety: śniadanie w pośpiechu, makijaż w samochodzie, telefony, spotkania, ważne decyzje. Bywały dni, kiedy wracałam do domu późno w nocy i padałam na łóżko w ubraniu. – Co wtedy czułaś? – Ogromne zmęczenie. – Co myślałaś? – Obiecałam sobie, że kiedy osiągnę zaplanowany cel, to sobie odpocznę. – Co teraz czujesz? – Brakuje mi tego, choć bywało naprawdę intensywnie. – Chcesz wrócić do tamtego życia? – Skąd, na pewno wiem, że nie chcę już takiego tempa. Chcę sobie jeszcze pożyć. Mam dopiero 48 lat. – Ta pewność to twój największy zasób. Wykorzystaj go – zachęciłam.

Przez wiele lat kolejne cele zawodowe organizowały życie Grażyny. Teraz, gdy już nic nie musi, straciła kierunek, w którym chce podążać. Podobnie jak Magda, Grażyna tęskni za dawną sobą, kimś, kto miał wyraźny cel, czuł mobilizację i wiedział, jaki kolejny krok zrobić.

Sukces zawodowy przyniósł jej swobodę, ale zabrał poczucie kierunku. – Wiesz, to trochę jak w bajce o królewnie i królewiczu, którzy poznali się, pokochali, wzięli ślub, a potem żyli długo i szczęśliwie – czyli jak? Nie wiadomo, co było dalej. Kim jesteś, kiedy nie musisz osiągać kolejnego celu? Kim jesteś, kiedy budzisz się rano i zastanawiasz, po co wstawać z łóżka? – zapytałam. Grażyna przyznała, że dokładnie tak się czuje, ale kiedy zaproponowałam, żeby nie wstawała z łóżka tak długo, dopóki ciało nie podejmie decyzji, że chce wstać – okazała się wzorową pacjentką. Przez tydzień wstawała, kiedy zachciało jej się jeść, pić, wyjrzeć przez okno albo pójść do toalety. To „wyjście z głowy” i koncentracja wyłącznie na potrzebach ciała sprawiły, że zapomniała o poszukiwaniu sensu życia i zaczęła po prostu żyć.

Dlaczego tak trudno zakończyć związek, który już nie daje szczęścia? Historia Krystyny

Krystyna zakochała się przed pięćdziesiątką, zupełnie jak nastolatka. Niestety, w żonatym mężczyźnie. Poznali się w pracy; trafiła do jego pracowni architektonicznej, kiedy chciał zatrudnić architekta krajobrazu. – To było jak grom z jasnego nieba. Nigdy nie przypuszczałam, że w tym wieku można się tak zakochać – opowiadała.

Romans trwał pięć lat, żadne z nich nie planowało rozbijać rodziny, ale ukrywanie się i wieczny lęk, że wszystko się wyda, stawały się coraz bardziej uciążliwe, a relacja coraz mniej romantyczna.

– Przestaliśmy się dogadywać w pracy. Kiedy on unikał intymności, ja znikałam, nie przychodziłam do pracowni, nie odbierałam telefonów. Wtedy on przyjeżdżał i czekał, aż wyjdę. Kilka razy został nawet na noc, bo ja jednak rozstałam się ze swoim partnerem. Zabiegał o mnie, a ja znowu się czułam jak nastolatka w ciele pięćdziesięcioparoletniej kobiety.

Kiedy to powiedziała, pomyślałam, że z czegoś takiego trudno zrezygnować. Niedawno minęło 15 lat, nadal razem pracują, ale obojgu ta praca nie przynosi satysfakcji, a przyjaźń nie bardzo im wychodzi. – Może będziesz się śmiać, ale niedawno byłam u wróżki, która stwierdziła, że zrobiliśmy już wszystko, co mieliśmy razem do zrobienia, i już pięć lat temu powinniśmy się rozstać. To wtedy on zaproponował przyjaźń. Zabolało, poczułam się odrzucona, ale zgodziłam się, bo nie wyobrażałam sobie życia bez niego. – A dziś? – Dziś nadal nie wyobrażam sobie tego, chociaż do pracy chodzę z niechęcią i wiem, że już razem nie zrobimy takich projektów jak kiedyś.

Takie późne miłości, na dodatek połączone z ekscytującą współpracą, są bardzo więziotwórcze i trudno z nich zrezygnować. Ta miłość i ta praca pojawiły się, kiedy kobieta zgodnie z mitem społecznym powinna powoli schodzić ze sceny i jako atrakcyjna kochanka, i jako doceniana pracownica.

Kiedy Krystyna sądziła, że nic szalonego już jej nie spotka, dała jej poczucie zakochania, twórczej energii i cudownej przyszłości. Dlatego rozstanie może oznaczać dla niej nie tylko utratę człowieka, którego kochała, lecz także pożegnanie z własną wersją sprzed ponad dekady.

Podtrzymywanie relacji, choć rozsądek mówi, że z tej mąki chleba już nie będzie, może być próbą zachowania dostępu do tamtych uczuć.

– Rozumiem, że to dla ciebie bardzo trudne. Gdybyś mogła wymienić jedną cechę waszej relacji, której najbardziej ci brakuje i którą chciałabyś odzyskać, to co by to było? – Intensywność. Wyobrażasz sobie, że pięćdziesięciolatka może nie jeść i nie spać z miłości? – Nie straciłaś tego. Nikt nie zabierze ci tamtych przeżyć. One na zawsze będą w twoim sercu. Twoje ciało ich nie zapomni. – Wiesz, kiedy to powiedziałaś, to po raz pierwszy od dawna poczułam swój brzuch. – To cudnie. Połóż dłonie na brzuchu i poczuj swoją żywotność. – To on ją we mnie obudził. Chcę odzyskać dawną siebie. – To nie on ci to dał i nie on może ci to zabrać. To twoje przeżycia, twoje ciało, twoja kobiecość, seksualność, żywotność. Bez niego również możesz do tego dotrzeć – przekonywałam.

Kiedy powiedziałam te słowa, Krystyna popatrzyła na mnie z niedowierzaniem. Poprosiłam, żeby odpowiadała sobie na trzy pytania. Pierwsze z nich to: za czym konkretnie tęskni, kiedy mówi: „chcę dawnej siebie”. Za młodością, ciałem, seksualnością, możliwościami, uwagą mężczyzn, energią? A może za poczuciem, że wszystko jest jeszcze przed nią? Drugie: co z niej dawnej rzeczywiście powinno zostać odzyskane, a co może już odejść?

– Tylko od ciebie zależy, czy będziesz pragnęła wskrzesić tę namiętną, żywotną kobietę, którą przed laty zauważył w tobie kochanek. Nie straciłaś jej – dodałam. I na koniec: gdyby przez rok żaden mężczyzna nie potwierdził, że jest atrakcyjna, to gdzie szukałaby swojej kobiecości? To ostatnie pytanie jest najważniejsze.

Następnie zaproponowałam jej ćwiczenie; postawiłam naprzeciwko siebie dwa krzesła: – Usiądź na jednym jako Krystyna sprzed 15 laty. Spróbuj poczuć się tak jak wtedy. Dokończ zdanie: „Boję się, że jeśli mnie puścisz, to…”. Potem przejdź na drugie krzesło jako Krystyna z dziś i dokończ: „Nie chcę cię stracić. Ale nie potrzebuję już od ciebie…”. Na koniec połóż rękę na klatce piersiowej lub brzuchu i zapytaj ciało: „Co z tamtej siebie chcę zachować?”. Poczekaj, aż odpowiedź sama się pojawi. Może przyjść jako słowo, obraz, wspomnienie albo odczucie. Na zakończenie poprosiłam, żeby powiedziała: „Nie muszę wracać do dawnej siebie. Mogę zabrać ją ze sobą”.

To ogromna różnica. Czasami w relacji z konkretnym mężczyzną budzą się w nas potrzeby, talenty, pragnienia, jakich istnienia u siebie nawet nie podejrzewałyśmy. Ale to nie oznacza, że ten mężczyzna jest ich jedynym sprawcą i bez niego to się nie ma prawa ujawnić. Kiedy w relacji dochodzą do głosu silne uczucia, może pojawić się projekcja – przypisywanie partnerowi wyłącznego dostępu do naszej żywotności, seksualności, umiejętności kochania. Żeby odczarować tę relację, zaproponowałam Krystynie pożegnanie się z nadzieją, że w relacji z mężczyzną wróci ta intensywność, która była dla niej taka atrakcyjna. To był pierwszy ważny, ale bardzo trudny krok. Kobieta potrzebowała czasu na przeżycie żałoby, której zakończeniem była akceptacja, że ten stan z tym mężczyzną już nigdy nie wróci. Kolejnym ważnym zadaniem było sprawdzenie, jak może rozwijać seksualność, bliskość i ekscytację najpierw w relacji z samą sobą, a później być może z partnerem.

Tęsknota za przeszłością. Jak pogodzić się z tym, że nie jesteśmy już tacy jak kiedyś?

W przedstawionych historiach przedmiotem straty był przede wszystkim dawny sposób odczuwania siebie: „jestem swobodna”, „wiem, dokąd zmierzam, mam kolejny cel”, „jestem pożądana, mogę jeszcze przeżyć wielką miłość”. Czy wspomnienia i tęsknota za przeszłością pomagają budować obecne życie, czy stają się warunkiem jego wartości?

Nasze mózgi nie przechowują wspomnień tak wiernie jak film, ale za każdym razem je odtwarzają, na dodatek z takimi emocjami, jakie znaczenie nadajemy tym wspomnieniom.

Mamy tendencje do idealizowania przeszłości, przechowywania w pamięci momentów ważnych emocjonalnie. Czasem tęsknimy za przeszłością, ponieważ trudno nam uwierzyć, że cechy dawnej siebie: swoboda, zaangażowanie, zdolność do zakochania – mogą znaleźć miejsce również w obecnym życiu. Często tęsknimy nie tyle za konkretnym okresem życia, ile za młodością, nieograniczonymi możliwościami, straconymi relacjami, dawną tożsamością albo poczuciem sensu i przynależności. Dojrzałość polega na uznaniu, że tamten etap nie wróci w tej samej postaci, przeżyciu żalu i szukaniu nowych sposobów zaspokajania ważnych potrzeb. Pożegnanie dawnej siebie nie musi oznaczać utraty wszystkiego, co w niej kochałyśmy.

Zamiast zastanawiać się, za czym tęsknisz, zapytaj samą siebie, jakiego stanu wewnętrznego dziś ci brakuje. Za czym z tamtego czasu najbardziej dziś tęsknisz i czy możesz również dziś to mieć? Nostalgia może podtrzymywać poczucie ciągłości między dawnym i obecnym życiem. Tęsknota nie jest przeszkodą, a wspomnienia mogą przypominać o zasobach, które wciąż mamy.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka książek psychologicznych, z których ostatnia nosi tytuł „Gdy emocje ranią ciało. O psychosomatycznych źródłach chorób”

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE