1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co w życiu jest dla ciebie najważniejsze? - 10 inspiracji Bartona Goldsmith'a

Co w życiu jest dla ciebie najważniejsze? - 10 inspiracji Bartona Goldsmith'a

W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się czasem, co w życiu jest naprawdę istotne? Co ma dla ciebie największą wartość? Dr Barton Goldsmith napisał listę 10 najważniejszych spraw, które zawsze warto mieć na uwadze. Czy zgadzasz się z nim?

Dr Barton Goldsmith jest znanym, wielokrotnie nagradzanym amerykańskim psychoterapeutą, pisarzem i publicystą. Regularne pojawia się w: CNN, Good Morning America, CBS News, NBC News, The Greg Behrendt Show. Od ponad 30 lat pracuje jako psychoterapeuta specjalizujący się w psychologii życia, miłości i dążeniu do szczęścia. Na podstawie swojego zawodowego i życiowego doświadczenia napisał listę 10 najważniejszych spraw, o których warto w życiu pamiętać i realizować je. Oto one:

1. Najważniejsze, co rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci, to mieć dobre relacje z innymi. W ten sposób dzieci otrzymują lekcję, jak z kimś być.

2. Najważniejszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić dla drugiego człowieka, to kochać. Jeśli twój partner czuje się kochany, powstaje silny fundament związku.

3. Najważniejsze, co kobieta może zrobić dla swojego partnera, to być jego cheerleaderką. Bądźcie gwiazdami w swoich oczach.

4. Najważniejsze, co możesz zrobić dla siebie, to czuć, że jesteś wystarczająco dobra. Nie musisz być najlepsza we wszystkim, aby mieć wspaniałe życie. Nie pozwól nikomu krytykować czegoś, co zrobiłaś, by czuć się dobrze.

5. Najważniejsze w życiu jest to, żeby czuć się kochanym. Naprawdę uważam, że bycie w związku to jedyny sposób, żeby naprawdę poczuć życie w pełni.

6. Najważniejszą rzeczą do zrobienia w życiu jest przyczynienie się do dobrobytu ludzkości. Wiedza o tym, iż będąc tu, sprawiłeś, że świat stał się choć trochę lepszy, powoduje, że życie ma głębszy sens.

7. Najważniejszą rzeczą do zapamiętania jest to, że jakaś szczególna osoba była dla ciebie dobra. Na przykład nauczyciel w szkole średniej pomógł odkryć ci talent pisarski albo babcia obdarzyła cię bezwarunkową miłością.

8. Najważniejsze jest, aby nie marnować czasu na ranienie siebie takimi emocjami jak: złość, gniew, żal, poczucie krzywdy, chęć odwetu. Praca wewnętrzna nad negatywnymi emocjami pozwoli ci nie tracić cennych minut życia.

9. Najważniejszą rzeczą na świecie są ludzie. Jeśli byłabyś tu sama, jak wyglądałaby ta planeta? Ceń swoje życie i dziel się nim z innymi.

10. Najważniejszą rzeczą w życiu jest poczucie, że żyje się najlepiej, jak się potrafi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie żałować ani chwili

Tak naprawdę powinniśmy mieć w życiu jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza. (Fot. iStock)
Tak naprawdę powinniśmy mieć w życiu jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza. (Fot. iStock)
Co powiemy dzieciom, gdy zapytają: „Po co i jak mamy żyć, skoro umrzemy?”. Jeśli zajrzymy w swoje serce, być może odpowiedź pojawi się natychmiast; być może powiemy o niezliczonych radościach życia, o pięknie przyrody, o szczęściu obdarzania innych przyjaźnią i miłością, o kochaniu czegoś najgłębiej i o pozostawieniu świata w lepszym stanie niż dotychczas.

„Kiedy poznałem, co to słabość, perspektywa śmierci, cierpienia, strachu, otworzyły mi się oczy na nieskończone bogactwo życia i miłości. Wszystkie moje poprzednie priorytety legły w gruzach. Co zaskakujące – poczułem się znacznie szczęśliwszy niż przedtem”.

To są słowa lekarza Davida Servana-Schreibera po tym, jak zdiagnozowano u niego raka mózgu (z książki „Można żegnać się wiele razy”). Stan, w którym się znalazł, nazywa wprost cudownym. Chciałby, aby każdy z nas mógł doświadczyć czegoś podobnego, oczywiście, bez konieczności operacji mózgu.

Jego życie zmieniło się nie do poznania. Przede wszystkim odkrył swoją misję: uczyć ludzi, jak żyć w zgodzie z naturą, czyli dobrze się odżywiać, dbać o ciało, aktywność fizyczną, wewnętrzną harmonię i spokój, kochać, być wdzięcznym. Napisał o tym książkę „Antyrak”, którą przeczytały miliony ludzi. Miał się czym dzielić: jego choroba cofnęła się. Przez kolejne lata jeździł po świecie z wykładami niosącymi nadzieję: możemy stymulować naturalne mechanizmy obronne organizmu, w każdym z nas istnieje źródło siły; możemy być zdrowi. Co stymuluje naturalne mechanizmy obronne? Więzi – rzecz najwyższej wagi – twierdzi David Servan-Schreiber. Chodzi o fundamentalną zasadę, że życie jest wyrazem relacji w ramach społeczeństwa, a nie zbiorem celów, do których dążą różni ludzie.

Tak naprawdę jest jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza.

W pewnym momencie poczuł ogromne zmęczenie. Przyjaciele mówili: „Uważaj na siebie…”. Stosował wszystko, co zalecał w książce „Antyrak”, z wyjątkiem jednego: pracował bez wytchnienia, bez odpoczynku. Ignorował podstawowe potrzeby, takie jak sen, regularny rytm dnia i regularnie jadane posiłki. Podróże, zmiany stref czasowych i klimatycznych, zbyt wiele stresu wyczerpało zasoby sił, guz odnowił się. „Jednym z najważniejszych sposobów ochrony przed chorobą jest zachowanie wewnętrznej równowagi, spokoju. Nie udało mi się to. Nie umiałem pozostać blisko natury i naturalnych rytmów” – napisał w książce „Można żegnać się wiele razy”.

David Servan-Schreiber: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. (Fot.Wikimedia Commons) David Servan-Schreiber: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. (Fot.Wikimedia Commons)

Zmarł, mając niewiele ponad 50 lat. Przed śmiercią bracia zadali mu pytanie: „Gdyby powiedziano ci, że kontynuując taki tryb życia, doprowadzisz do nawrotu choroby, czy żyłbyś inaczej?”. Odpowiedział z całą szczerością: „Nie. Wolę takie życie, które wiodłem, nawet jeśli doprowadziło mnie na skraj przepaści. Kiedy wracam do minionych lat, czy mogę zapomnieć, jak bardzo lubiłem swoją pracę, ile satysfakcji mi dostarczała?”. David robi bilans: poznał, co to miłość, ma żonę, dzieci i wyjątkowych przyjaciół, zostawił po sobie ślad. Pisze: „Gdybym żył do osiemdziesiątki, nie zrealizowawszy żadnego z moich marzeń ani aspiracji, to dopiero byłaby udręka”. Ten niezwykły lekarz mówi: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. W jego historii skupiają się wszystkie pozytywne przesłania i odkrycia na temat tego, co może chronić nas przed trwogą, rozpaczą czy lękiem wobec przemijania.

W pełni

Te prawdy są w nas. Gdy zaglądamy w głąb siebie i słuchamy cichego, jednak pełnego żaru głosu serca, sens i znaczenie naszego życia wyłaniają się z całą jaskrawością. Amerykański psychoterapeuta Irvin D. Yalom napisał niezwykłą książkę na ten temat. Nazywa się „Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci” i jest zapisem relacji z praktyki pomocy psychoterapeutycznej, której udziela ludziom mierzącym się z podstawowym pytaniem: Skoro muszę umrzeć, jaki sens ma moje życie? Odpowiedź na to pytanie wydaje się absolutnie kluczowa. Albert Einstein jest autorem wielu inspirujących myśli. Jedną z nich jest ta: „Człowiek, który uważa swe życie za pozbawione sensu, jest nie tylko zwyczajnie nieszczęśliwy, ale i niezdolny do życia”. Doktor David Servan-Schreiber pisze, że mamy w sobie podstawowy zestaw pytań: Co zrobiłam i robię dobrego, właściwego i pożytecznego? Czy ustaliłam właściwe priorytety? Czy życie, które tworzę, ma wartość? Czy warto je kontynuować w takiej formie jak dotychczas?

Podczas rozmów z doktorem Yalomem ludzie dokonują następujących odkryć: To, co ważne, co ma sens, jest tworzeniem życia pełnego zaangażowania, bliskich relacji, znaczenia i samorealizacji. Rezygnowaniem z robienia czegoś, czego tak naprawdę nie chcemy robić. Gotowością do podejmowania ryzyka, aby wybierać to, co czujemy, że jest naszym przeznaczeniem, powołaniem czy misją. Gotowością przekraczania siebie poprzez obejmowanie świadomością całego spektrum życia, którego jesteśmy częścią; widzenie i rozumienie połączeń, relacji, wpływów, przekształceń i transformacji. Budzenia się do wyższej świadomości, do spokoju i radości. Z tych rozmów wynika, jak pisze Yalom, że istnieje ścisły związek pomiędzy lękiem przed śmiercią a poczuciem nieprzeżytego życia. Żyj pełnią życia – to podstawowe wskazanie. Jak poznać, czy żyjemy pełnią? „Niczego nie żałuję” – napisał doktor David Servan-Schreiber. Czy możemy tak powiedzieć? Jeśli nie możemy, pójdźmy dalej: Z jakich powodów nie przeżywam swojego życia dobrze? Czego w nim żałuję? Czego w nim brakuje? Co mogę zrobić już dziś, aby za rok czy za pięć lat, patrząc wstecz, nie wpadać w podobną konsternację z powodu nowych żalów? Jest tu jednak ważna kwestia: nie zajdzie żadna pozytywna zmiana, dopóki przywiązujemy się do myśli, że mamy żyć dobrze z powodu, który jest poza nami. Dopóki przerzucamy odpowiedzialność na innych, nie wyjdziemy z impasu. Zmiana zaczyna się od myśli: „Ja i tylko ja odpowiadam za kluczowe aspekty mojej życiowej sytuacji i tylko ja dysponuję mocą, która może je zmienić”.

Jak kręgi po wodzie

Okazuje się, że głęboko w nas tkwi pragnienie, by pozostawić po sobie ślad. Każdy z nas tworzy, często bez świadomej intencji czy wiedzy, kręgi wpływu, które mogą oddziaływać na innych latami, a nawet przechodzić z pokolenia na pokolenie. Kojąco może działać świadomość, że będziemy istnieć poprzez nasze „dzieła”: dzieci, książki, które napisaliśmy, instytucje, działalność społeczną. Że pozostawimy po sobie część doświadczenia, cechy, które miały wpływ na innych; wpływ, który rozszedł się jak kręgi po wodzie. Pragnienie, by dać innym coś wartościowego, pozostawić po sobie coś, co przetrwa dłużej niż my sami, to potężna podbudowa dla sensu życia pomimo przemijania.

„Kiedy tracimy kogoś bliskiego, kochaną osobę, coś z tego, co nam przekazała, nadal żyje w nas i nas inspiruje, pisze David Servan-Schreiber. Nasi zmarli żyją w naszych sercach. Ta forma »nieśmiertelności« daje mi najwięcej pocieszenia”. Zwierza się, że lubi myśleć, iż za każdym razem, kiedy jego ukochani poczują pieszczotę wiatru na twarzy, wtedy pomyślą, że wraca, by ich ucałować.

  1. Psychologia

Zrozumieć siebie. Czy wiesz, czego chcesz?

Znajomość własnych wartości to, inaczej mówiąc, samoświadomość, umiejętność bycia autentycznym, bez względu na to, jak jest to odbierane przez otoczenie. (Ilustracja Getty Images)
Znajomość własnych wartości to, inaczej mówiąc, samoświadomość, umiejętność bycia autentycznym, bez względu na to, jak jest to odbierane przez otoczenie. (Ilustracja Getty Images)
Powiedz mi, co dla ciebie ważne, a powiem ci, kim jesteś. Znajomość własnego systemu wartości to klucz do szczęścia!

Kiedy po podjęciu ważnej decyzji odczuwasz satysfakcję i wewnętrzny spokój, oznacza to, że zrobiłaś to w zgodzie ze sobą. Jeśli bliżej ci do frustracji – zignorowałaś rzeczy dla siebie istotne. Pytanie: czy wiesz, co jest dla ciebie ważne? Czy może kierujesz się cudzym systemem wartości? Robisz coś, bo tak trzeba, bo tak wypada? Większość z nas nie myśli na co dzień o rzeczach naprawdę głębokich. Koncentrujemy się raczej na sprawach bieżących. Stąd zwykle podejmujemy decyzje, z których nie do końca jesteśmy zadowoleni, godzimy się na rzeczy, których potem żałujemy. Rada? Dotrzeć do własnego systemu wartości. I kierować się nim w życiu.

Poznaj swoje wartości

– Powodów, dla których dobrze znać swoje wartości, jest cały szereg – mówi coach Łukasz Wieczorek. – Po pierwsze, pomagają dokonywać wyborów. Na przykład kiedy chcesz zrobić krok do przodu w karierze, a obecna praca nie spełnia żadnego z punktów na liście twoich wartości, to mało prawdopodobne, abyś się w niej spełniała. Wybór okazuje się prosty – jeżeli chcesz się realizować, musisz zmienić miejsce zatrudnienia. Druga kwestia to umiejętność filtrowania. Jeśli nie jesteś pewna, jak zareagować na osobę, problem czy możliwość – po prostu zdajesz się na swoje wartości. Po trzecie i najważniejsze, znając swoje priorytety, zwiększasz poczucie szczęścia.

Gdy dostosujesz codzienne działania, decyzje i zachowania do swoich wartości, poczujesz, że wszystko przychodzi ci bez wysiłku, że jesteś w stanie „swobodnego przepływu”, tzw. flow. To stan, w którym zapominasz o świecie zewnętrznym, o upływającym czasie, nie wybiegasz myślami do przodu, nie analizujesz wciąż na nowo przeszłości – przeżywasz życie dokładnie w tym momencie, kiedy się ono wydarza. – W dużym skrócie, wartości umożliwiają pozbycie się z życia tego, co do niego nie pasuje, oraz włączenie do życia tego, co pasuje – mówi Łukasz Wieczorek.

Odwaga i autentyczność

Znajomość własnych wartości to, inaczej mówiąc, samoświadomość, umiejętność bycia autentycznym, bez względu na to, jak jest to odbierane przez otoczenie. Życie zgodnie ze swoją hierarchią wcale nie musi oznaczać stanu niekończącej się radości. Czasami wręcz przeciwnie. Dlatego bycie autentycznym wymaga odwagi i determinacji.

Każdy człowiek jest inny i prawdopodobnie każdy ma swój unikalny zestaw priorytetów. Całkiem możliwe też, że co innego dla każdego znaczą. Dla jednej osoby największą wartością jest na przykład wolność i rozumie to jako niezależność finansową, dla innej to też jest wolność, ale postrzega ją bardziej jako niechęć do stałych związków. Dlatego tak ważna jest głębsza analiza – co dana wartość oznacza dla ciebie.

Bywa również, że jedna z wartości jest w opozycji do systemu wartości bliskiej osoby. I jeśli dana relacja jest istotna, potrafimy zaprzeczać własnym priorytetom lub nawet je wypierać. Niektórzy są w stanie w ten sposób żyć latami. Ale czy czują się spełnieni? Zbyt długie czy zbyt częste trwanie w stanie nieautentyczności prędzej czy później doprowadza do napięć, do poczucia braku wewnętrznej równowagi, harmonii.

– Konflikt z ideałami powoduje stres i kosztuje dużo wysiłku – mówi Łukasz Wieczorek. – Energia, którą pochłania oddalanie się od własnych zasad, wyczerpuje, czyniąc życie walką.

Lista wartości

Ustalenie kompletnej listy wartości może na początku wydawać się trudne. Pomoże ci w tym poniższe ćwiczenie. Wymaga skupienia i wykonania go bez pośpiechu. Możesz skorzystać z gotowej listy wartości wskazanych przez psychologów, np.:  miłość, akceptacja, wolność, bezpieczeństwo. Wybierz z niej to, co wydaje się dla ciebie ważne, i na tej podstawie stwórz swoją listę. Owszem, jest szansa, że należysz do grona szczęściarzy, którzy nie mają problemu z określeniem, co jest dla nich ważne, jednak większość z nas ma. Działamy w wypracowanym schemacie, iluzorycznej strefie komfortu, realizujemy marzenia, nie wiedząc nawet, czy są naprawdę nasze, czy może zapożyczoną wizją z najnowszej reklamy.

Symptomem, że podążasz za niewłaściwymi celami, jest to, że czujesz się nie do końca szczęśliwa, chociaż teoretycznie nie masz ku temu powodów. Kiedy myślisz o własnym życiu, wszystko wydaje się w porządku, jednak ty wciąż odczuwasz wewnętrzne napięcie, frustrację, niewyjaśnioną tęsknotę. Być może początek roku to najlepszy czas, żeby przeanalizować, czego pragniesz? W którym kierunku zmierzasz?

Oczywiście, nie należy popadać w skrajność. To zrozumiałe, że niekiedy sami rezygnujemy z czegoś, co jest dla nas ważne, na rzecz kogoś bliskiego. Jest jednak różnica w tym, czy robimy to świadomie, czy też błądząc po omacku w życiowych meandrach. Poza tym ustalanie wartości nie jest jednorazowym zadaniem. Z biegiem lat hierarchia będzie się zmieniać. To, co było ważne dla dziecka (miłość, poczucie bezpieczeństwa), zmienia się, kiedy stajemy się nastolatkami (wolność, niezależność) i będzie się zmieniać z upływem czasu. Stąd warto do tego tematu powracać, aby „być ze sobą na bieżąco”.

  1. Psychologia

Wyrzuć bagaż nieautentycznych potrzeb. Wojciech Eichelberger o tym, jak być bliżej prawdziwego siebie

Pandemia nauczyła nas pokory i dała szansę na przewartościowanie wielu spraw. Mogliśmy stanąć twarzą w twarz ze sobą i zastanowić się, czy nasze wybory faktycznie były nasze. (Fot. iStock)
Pandemia nauczyła nas pokory i dała szansę na przewartościowanie wielu spraw. Mogliśmy stanąć twarzą w twarz ze sobą i zastanowić się, czy nasze wybory faktycznie były nasze. (Fot. iStock)
W ostatnim czasie dostaliśmy od życia lekcję pokory, ale też szansę na przewartościowanie wielu spraw. Mogliśmy stanąć twarzą w twarz ze sobą i zastanowić się, czy wybory, których do tej pory dokonywaliśmy, były naprawdę nasze. Jak wykorzystać to doświadczenie, by być teraz bliżej prawdziwego siebie – pytamy psychologa Wojciecha Eichelbergera.

Sądzisz, że czas odosobnienia i pandemii pomoże nam zatrzymać się i zadać sobie pytanie: Czy ja żyję swoim życiem? A jeśli odpowiemy: nie, to będziemy umieli wprowadzić potrzebne zmiany?
Odbieram wiele sygnałów, że to właśnie się teraz z ludźmi dzieje. Oczywiście te sygnały przychodzą do mnie ze środowiska tzw. poszukujących. Ale już pierwszy tydzień odosobnienia skłonił wiele osób do zadania sobie nowych, ważnych pytań. Byliśmy tak rozpędzeni i zahipnotyzowani „dobrobytem”, który się już roztaczał przed naszymi oczyma i wybiegał hen, w świetlaną przyszłość, że nagłe STOP w postaci kwarantanny i myśl o recesji, która nas czeka, dały wszystkim silny asumpt do tego, by zacząć się reflektować. W czym myśmy właściwie brali udział? O co tam chodziło? Dlaczego wcześniej nie widziałem swojej rodziny i najbliższych? Dlaczego nie miałem czasu, by z nimi po prostu pobyć, a jedyną naszą rozrywką były wspólne zakupy? Czy tworzyłem jakieś dobro na tej Ziemi? W jaki sposób firma, w której pracuję, przyczyniła się do tego kryzysu? Dlaczego w tej zbiorowej konsumpcyjnej hipnozie zapomnieliśmy, że narasta pełzająca pandemia chorób cywilizacyjnych, że już nawet dzieci cierpią na depresję, że wysychają rzeki i wymierają całe gatunki zwierząt? Teraz więc mamy wreszcie czas na to, by ten wymiar naszego istnienia do nas dotarł. I jeśli tak się stanie, to jest szansa na to, że także nasza zbiorowa świadomość zacznie się zmieniać. Miejmy nadzieję, ufajmy, że świat po koronawirusie będzie lepszy. To zależy od każdego, kto skorzysta z tego unikalnego czasu na refleksję. Zmiana na dobre zaczyna się zawsze w ludzkich sercach i umysłach.

Sama zdałam sobie sprawę z tego, że do tej pory często zajmowaliśmy się rzeczami z kategorii luksusu, zbytku. Nie skupialiśmy się już na kwestiach podstawowych, tylko na dodatkowych, choćby na sprawianiu sobie przyjemności. Na przykład pracowaliśmy coraz dłużej, by zarabiać więcej pieniędzy, które przeznaczaliśmy na zakup nowych modeli sprzętów, które były całkiem dobre. Emocjonowaliśmy się sprawami, które wirus zupełnie unieważnił: skandalami, plotkami, meczami piłkarskimi...
A teraz nie będzie Euro 2020 i świat się nie zawali. Może nawet skorzysta, bo będzie mniej ruchu lotniczego. Powtórzę to raz jeszcze: dostaliśmy ogromną szansę na to, by przewartościować wiele spraw. I wierzę, że tak się stanie, pod warunkiem że to nas nie zaprowadzi do wielkiego kryzysu ekonomicznego, który wzbudzi archaiczne, egoistyczne postawy typu „muszę walczyć o swoje przetrwanie i nic więcej mnie nie obchodzi”.

Takie ryzyko oczywiście jest, ale póki kryzys jeszcze się nie rozszalał - i może się nie rozszaleje - warto się zastanowić, co zrobimy, kiedy sytuacja wróci do względnej normalności. Wielu z nas doświadcza sporych zmian w swoim życiu, tych planowanych i tych nie. 
Pewnie niewielu z nas świadomie wybrałoby izolację w domu, by oddać się planowaniu radykalnych zmian w naszych życiach. Ale chcąc nie chcąc, i tak będziemy musieli to zrobić. Bo bardzo wielu już nie ma pewności, jak będzie wyglądała ich praca w przyszłości i czy ta praca w ogóle będzie. Pod znakiem zapytania staje też perspektywa taniego latania, jeżdżenia po świecie i wydawania coraz więcej na przyjemności i zabawę. Pojawia się więc pytanie, w co w tym odzyskanym czasie będziemy chcieli włożyć ręce i serce.

Jesteś zwolennikiem hasła "twoje życie powinno być swoje"? Jednak żyjemy wśród innych i nie jesteśmy omnipotentni. Może to tylko złudzenie, że nasze życie jest tylko nasze.  
To nie takie proste. Żebyśmy mogli zacząć żyć własnym życiem, to trzeba by się najpierw dowiedzieć, jakie są nasze prawdziwe potrzeby i co jest naprawdę zgodne z naszym sumieniem. Większości z nas wydaje się tylko, że wie, jak by żyła, gdyby mogła żyć własnym życiem. Wyobraża sobie dni pełne wolnego czasu, lenistwa i przyjemności. Sądząc, że jedynie brak pieniędzy nam to uniemożliwia. To złudzenie. Takie życie nie daje bowiem poczucia sensu, spełnienia i przynależności. Doświadczenie tych, którzy od zarania ludzkości poszukiwali życia zgodnego z ich potrzebami i sumieniem, pokazuje, że nie jest to z pewnością żywot egoistycznego sybaryty, lecz życie z misją, pomocne innym i skromne – czyli zostawiające po sobie najmniejszy możliwy ślad węglowy, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli. Innymi słowy, życie zgodne z naturą i szanujące wszelkie inne formy życia. Jakiś czas temu wydałem książkę „Życie w micie”, zbiór moich rozmów z Beatą Pawłowicz ze „Zwierciadła”. Przesłanie tej książki stało się dzisiaj bardzo aktualne. Jest tam też rozmowa o złudzeniu autonomii, w której dochodzimy do wniosku, że jedyny autonomiczny sposób bytu na tej planecie został już dawno wynaleziony. Jest nim samowystarczalne gospodarstwo rolne starego typu, gdzie wszystko się do czegoś przydaje i wszystko się nawzajem sobą karmi. Kto wie, czy okoliczności nie skłonią nas w przyszłości do powrotu do tych wzorców.

Słyszałam, że już powoli wracają...
To dobry znak. Bo aby móc żyć własnym życiem, trzeba też być maksymalnie samowystarczalnym i niezależnym, a dzięki temu niepodatnym na wszelakie manipulacje, naciski i kaprysy rynku oraz polityków. Czas więc pozbyć się bagażu nieautentycznych potrzeb, a te, które nam zostaną, umieć zaspokajać samodzielnie lub we współpracy z lokalną społecznością.

A jednak wiele osób żyje ciągle pod naciskiem sił, które wydają się dla nich nie do pokonania. Są pod wpływem rodziców, partnerów, konwenansów, presji społecznej... Często dopiero w obliczu zbliżającej się śmierci zdają sobie sprawę, że przeżyli nie swoje życie.
Można powiedzieć, że przeżywamy teraz zbiorowe memento mori, gdyż nagle okazało się, że to nasze złudzenie panowania nad życiem, śmiercią, przyrodą i kosmosem – rozpadło się w pył. To kolejny wymiar pandemicznej lekcji pokory. Do wielu ludzi dotarło, że ich życie – mimo cywilizacyjnych zdobyczy i zabezpieczeń – nadal jest i zawsze będzie kruchą igraszką przyrody i że może się w każdej chwili skończyć. Można mieć nadzieję, że ta świadomość każe nam się zastanowić nad tym, w jaki sposób i w imię czego warto spędzić resztę swoich dni.

Chyba Konfucjusz powiedział, że człowiek ma dwa życia i to drugie zaczyna się wtedy, kiedy uświadomi sobie, że ma tylko jedno. 
Mądre. W psychologicznej pracy nad poszukiwaniem prawdziwej hierarchii wartości i prawdziwych potrzeb pyta się ludzi: „Gdybyś znał termin swojej śmierci, jak by wyglądał ostatni dzień twojego życia; albo ostatni miesiąc czy ostatni rok?”. Warto sobie zadawać takie pytanie, bo pozwala sporo się dowiedzieć o tym, co jest dla nas najważniejsze i bez czego możemy się spokojnie obejść.

Jak sądzisz, co myślą ci, którzy planują teraz, co będą robić w pierwszy dzień po pandemii? "Wyjdę z domu i się wreszcie zabawię"? Czy: "Wyjdę z domu i zmienię swoje życie"?
Ktoś dawno temu zauważył, że ludzie reagują na kryzys na zasadzie „jak trwoga, to do Boga”. Zawsze coś. Ale niestety, kiedy trwoga przechodzi, to często drapiemy się w głowę i dziwimy się sami sobie: „Co też za głupoty człowiekowi chodzą po głowie w stresie”. Po czym otrzepujemy się i wracamy do starych nawyków i starego sposobu życia. Jeśli tak większość ludzi na świecie zareaguje, to potrzebna będzie jeszcze większa i dużo groźniejsza pandemia, abyśmy się w końcu opamiętali.

Jest coś, co możemy zrobić, żeby tak się nie stało? Jak nie stracić ważnych wniosków, do których teraz dojdziemy?
Jeśli będziemy mieć jednoznaczne poczucie, że wnioski i doświadczenia z pandemii pozwoliły nam rozeznać się w tym, co jest naprawdę w zgodzie z nami, że dzięki temu jesteśmy bliżej prawdziwych siebie – to jest nadzieja, że się już nie cofniemy, bo serca nas będą boleć, a sumienie spać nie da. Ale sądzę, że również kryzys przyrody będzie pomagać nam w tym, abyśmy nie zapomnieli tej lekcji. Bo wygląda na to, że czas beztroskiego imprezowania na koszt naszej cierpliwej planety definitywnie się skończył.

Wojciech Eichelberger, psycholog, coach, doradca biznesu, założyciel Instytutu Psychoimmunologii w Warszawie, autor wielu książek z dziedziny psychologii i rozwoju osobistego, najnowsza to "Wariat na wolności. Autobiografia" (wyd. Znak). 

  1. Psychologia

Skup się na tym, na co masz wpływ

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
W związku z pandemią koronawirusa znaleźliśmy się w nowej sytuacji. Wszyscy. To czas wielu niewiadomych. Poza wieloma ograniczeniami, możemy jednak działać w różnych istotnych dla nas obszarach.

W związku z pandemią koronawirusa znaleźliśmy się w nowej sytuacji.  To czas wielu niewiadomych. Poza licznymi ograniczeniami, możemy jednak działać w różnych istotnych dla nas obszarach - przekonuje Jolanta Bylica, psycholożka i terapeutka.

Jednym z ważniejszych wyzwań tego czasu jest przyjrzenie się swoim życiowym priorytetom i zweryfikowanie ich pod kątem sytuacji, której obecnie doświadczamy. Analiza własnych potrzeb oraz celów da nam poczucie kontroli, które mogą okazać się szczególnie cenne w sytuacji, w której na wiele spraw nie mamy wpływu. Pozwoli także spojrzeć na swoje życie z nowej perspektywy. To, czy skorzystamy z tej możliwości, zależy od nas samych.  Jest wiele sposobów, aby to zrobić. Poniżej trzy z nich.

Potwierdź swoje priorytety

Warto rozpocząć od zdefiniowania kluczowych obszarów swojego życia. Weź kartkę i długopis. Narysuj koło i podziel je na pięć równych obszarów, na wzór pokrojonej na pięć kawałków pizzy. Każdy z obszarów symbolicznie reprezentuje ważny obszar twojego życia – nazwij go. Ludzie najczęściej wybierają z następujących: zdrowie, związek, rodzina, przyjaciele, finanse/majątek, praca/ kariera, rozwój osobisty, kondycja fizyczna, pasje/hobby, rozwój duchowy, środowisko. Jeśli masz inne, to wybierz własne. Bądź selektywny, wybierz tylko pięć. Nie pomieścisz w swoim życiu wszystkiego. A teraz linią zaznacz w jakim stopniu czujesz, że realizujesz każdy z obszarów, zakładając, że środek koła to 0 % a jego obrzeża to 100 %. Zrób to dla każdego obszaru oddzielnie (masz 100% dla każdego z obszarów, nie dla ich sumy).

Jaki poziom satysfakcji dla danego obszaru odczuwasz obecnie? Jak sytuacja pandemii wpłynęła na poszczególne obszary?

 

 

Od czego warto rozpocząć drogę do odbudowania harmonii w życiu, poczucia kontroli nad obszarami dla ciebie najważniejszymi? Pomyśl, na którym z obszarów życia warto skupić się w pierwszej kolejności. Jakie konkretne działania podejmiesz? Wypisz je, zrób listę. Czy wyznaczysz sobie zmiany w jednym czy w kilku obszarach?

Warto działać metodą małych kroków. Nie bierz na siebie w danym momencie zbyt wiele. Bądź precyzyjny, określ konkretne działania.
Na przykład: w piątkowe wieczory będziemy rodzinnie grali w gry planszowe, z klientami X i Y przeprowadzę rozmowy zdalne (zamiast spotkań w biurze), zacznę segregować bioodpady, wykonam testy nietolerancji pokarmowej, itp. Które z wypisanych działań możesz realizować już od dzisiaj? Co jest ci potrzebne, aby rozpocząć kolejne? Doprecyzuj to, jeśli możliwe zaplanuj w kalendarzu. Pomyśl, jak będziesz się czuł, jeśli zrealizujesz wszystkie lub większość założeń? A teraz pomyśl, co, jeśli nie weźmiesz się za ich realizację. Daj sobie 3-4 tygodnie i sprawdź status.

Zwizualizuj wymarzony dzień

Gdyby jutro miał się zrealizować twój wymarzony dzień, to jak by wyglądał? Zastanów się i opisz go w szczegółach. Rozpocznij od momentu, w którym  budzisz się i chwila po chwili opisz ten dzień – co dokładnie będziesz robił, z kim go spędzisz, co ważnego powinno się w nim wydarzyć, czego w nim z pewnością nie będzie, co będzie nowego, innego. Godzina, po godzinie, aż do momentu położenia się spać. Im bardziej szczegółowo opiszesz dzień, tym lepiej. Bądź wymagający i precyzyjny. A teraz zastanów się, czy takie dni zdarza ci się przeżywać, chociaż czasami. Jeśli tak, to świetnie. Dzięki czemu, to jest możliwe? Jeśli nie, to co musisz zrobić, aby stały się realne, chociaż w części. Od czego warto zacząć? Możesz to opisać, możesz namalować, możesz także komuś o tym opowiedzieć, a może nawet poprosić konkretną osobę o wsparcie w realizacji tych marzeń. Podejmuj wyzwanie, aby marzenia stały się rzeczywistością.

Napisz do siebie list

Załóżmy, że jutro kończą się wszystkie ograniczenia oraz niedogodności związane z epidemią. Wszystkie! Jak przeżyjesz ten dzień? Co zrobisz? W jakiej kolejności? Czy będzie się on różnił od tych, które pamiętasz z czasu przed kwarantanną? Zaplanuj go w szczegółach, najlepiej opisz w formie notatki lub listu do siebie. Zadbaj, aby rzeczy, których wagę i znaczenie zauważasz oraz czujesz obecnie, nie umknęły, kiedy wrócimy do nowej rzeczywistości.
Jakie dokładnie zmiany wprowadzisz w swoje życie – osobiste, rodzinne, zawodowe, społeczne? Przygotuj się to tego już dzisiaj, nie daj się zaskoczyć, wrócić do schematów, które być może ci nie służą.
Sytuacja pandemii zatrzymała nas w domach, ograniczyła funkcjonowanie zawodowe i społeczne. Dała jednocześnie czas i przestrzeń na refleksję. Zadbajmy o siebie i przygotujmy się na nowe otwarcie, z nową jakością.

Jolanta Bylica, psycholożka, terapeutka, twórczyni Pracowni Psychologicznej – Strefa Rodzica,

  1. Psychologia

To, co w życiu ważne - jak wygląda twoja hierarchia wartości?

fot. iStock
fot. iStock
Wyobraź sobie przez moment, albo przez dłuższą chwilę, że jesteś na ciepłej plaży. Zachodzi słońce. Wolno marzysz niczym nieograniczona. Nic nie robisz - jesteś - nigdzie się nie spieszysz - jesteś. Nikt cię nie woła i nic cię nie goni. Jeszcze chwila takiego bycia. Skup się tylko na sobie i sobie zadaj pytanie, co dla ciebie jest ważne w życiu, a co najważniejsze.

Z tych rozważań wyłoni się twoja hierarchia wartości. Zapamiętaj lub stwórz ją później świadomie, zadając sobie kolejno pytania: dom czy kariera, praca czy swoboda tworzenia, zdrowie czy pośpiech? itd. itd., wykluczając kolejno to, co okaże się mniej ważne tak długo, aż będziesz wiedzieć. Z tego rozmyślania wyłoni się cały szereg rzeczy ważnych i ważniejszych. Twój system wartości, który jest jak latarnia morska wskazująca drogę do domu. Być może zdziwisz się, że podróże, spokój ducha, poznawanie świata, nawiązywanie nowych przyjaźni okaże się ważniejsze od przekopania ogródka, zadowolenia mamy czy męża i ich ambicji. Być może dowiesz się, że tak naprawdę to, czego pragniesz, to swoboda działania, wolność poglądów i myśli, życie takie jak chcesz wieść i z kim chcesz je wieść.

Dopóki nie oddzielisz się od symbiotycznej zależności od innych, rodziców, rodu, partnera i nie zamienisz jej na JEDNOŚĆ, nie zauważysz że właśnie tego, co najważniejsze dla ciebie, nie masz. Masz natomiast męża, dzieci, bliskich, którzy mówią ci jak żyć, myśleć, ubierać się i co wypada robić bądź nie. Kiedy pozwalasz się zniewalać, ograniczać, przerywasz rozpoczęte działania pod czyimś wpływem, to czujesz ból istnienia i dyskomfort, a Twoja dusza płacze. Nasuwają się więc pytania, dlaczego tak się dzieje, że podporządkowujesz się innym i komu to służy? Otóż potrzebujesz zdać sobie sprawę z tego, że nie służy to nikomu, nawet jeśli się tak nam i otoczeniu dotychczas wydawało.

Zostaliśmy obdarzeni darem wolnej woli, a okazuje się, że niewielu z nas umie z niej korzystać. Ciągle obawiamy się opinii społecznej, sąsiadów, rodziców, partnerów, a nawet własnych dzieci. Zadajemy sobie pytania, co powiedzą, co pomyślą, a tak naprawdę kogo to może interesować oprócz nas, co my robimy z własnym życiem? Każdy z nas pisze opowieść o swoim życiu, dokonując lub nie dokonując właściwych wyborów. Pozwalamy natomiast naszym bliskim ingerować, wtrącać się, udzielać zbawiennych rad, gdy nikt ich o to nie prosi i sami robimy to w stosunku do innych, naruszając prawo nieingerencji. Czasami też ulegle przychylamy się do zdania innych, chcąc uniknąć nagabywania i złośliwych uwag.

Ogarnięci jesteśmy myśleniem o sobie w liczbie mnogiej, ja i moja rodzina, ja i moje dzieci, ja i mój partner, ja i moi rodzice, lub jeszcze gorzej, oni i ja. A przecież, każda z tych wymienionych osób ma swoje życie i przeznaczenie. Podłączanie się pod tę wspólnotę powoduje współuzależnienie i nikt z tego grona nie bierze odpowiedzialności za siebie, a wszyscy o wszystkich się martwią, odbierając sobie wzajemnie energię do życia i działania. Stawianie granic to sztuka, której pozbawieni są ci, którym od dziecka wmawiano, że głosu nie mają. Dlatego też jako dorośli nie potrafią sami o sobie stanowić. Teraz, kiedy jako ludzkość stajemy się bardziej świadomi, dorastamy, dojrzewamy i rozwijamy się duchowo, warto i trzeba uwolnić się od więzów swoich rodziców, rodzin, partnerów i dzieci. Dać sobie zgodę na inność i swobodny wybór. Mamy już bowiem świadomość, że każdy wybór ma swoje konsekwencje, i że w życiu chodzi o to, by być szczęśliwym.

Podkreślam, że uwolnienie z więzów nie oznacza zerwania kontaktów albo utratę miłości. Wręcz przeciwnie: oznacza jedynie zmianę jakości i swobodny jej przepływ bez ograniczeń.  Kurczowe trzymanie się tego „co mamy, posiadamy” też nas ogranicza i nie pozwala zrobić kroku do przodu.

Przypominam sobie czas, kiedy posiadałam działkę. Efekt tego był taki, że choć przyjemnie, każdą chwilę spędzaliśmy tam właśnie. Po dwóch latach od sprzedaży stwierdzamy, że nasze życie tak poszło do przodu, iż dziś nie mielibyśmy czasu z niej korzystać. To tylko materia, ale wiele osób powstrzymuje ona przed jedyną słuszną decyzją - zmianą pracy, trybu życia czy rozstaniem. Ludzie boją się straty, więc pozostają w starych układach za cenę życia z tyranem, osobą, która już od dawna nas nie kocha i nie szanuje, a nasze trwanie przynosi obojgu upokorzenie i ból. Zachowując dobra materialne i status żony, myśląc że dzięki temu jesteśmy bezpieczni. Prawda jednak jest taka, że wszystko, w tym bezpieczeństwo, możemy odnaleźć tylko w sobie.

Trzeba więc podjąć jedyną słuszną decyzję i zrobić to, co jest do zrobienia. Czasami wystarczy zaakceptować to, co jest, by postawić granice, poza które nikomu nie wolno wejść lub podjąć radykalne decyzje, ale zawsze potrzebna jest świadomość rzeczywistości i zobaczenie siebie i otoczenia w prawdzie. Prawda bowiem uzdrawia, wskrzesza, daje energię do działania i wyzwolenia z ograniczeń i wzorców. Nie jest ważne, kto uwolni się pierwszy, rodzic czy dziecko, mąż czy żona, pracownik czy pracodawca. Niech zrobi to ten, kto czuje, że się dusi, że się nie rozwija, że jego życie stanęło w miejscu, niech zrobi to ten mądrzejszy, bardziej świadomy. Niech intencją przewodnią będzie wolność i dobro wszystkich w ten proces zaangażowanych. Kiedy zrobimy to z miłością, wszyscy odczują ulgę, radość i przypływ energii. Kochajmy siebie, dbajmy o siebie, doceniajmy i szanujmy.

Odczuwanie szczęścia jest możliwe tylko w wolności, miłości, samoakceptacji.