fbpx

Będąc rodzicem zadbaj o twoje wewnętrzne dziecko!

Będąc rodzicem zadbaj o twoje wewnętrzne dziecko!

Psychologowie powtarzają: zanim zostaniesz rodzicem, najpierw ukołysz i uspokój malucha w sobie. Niech się nie boi złości ani lęku. Kup mu zabawkę, zabierz na spacer, nakarm do syta i ukochaj. Ale bądź ostrożna. Dlaczego warto poznać swoje wewnętrzne dziecko i oddać je pod skrzydła wewnętrznego dorosłego, przyszłym mamom tłumaczy Małgorzata Ohme.
Nie można zapominać o sobie, dziecko nie może terroryzować rodzica. Tylko szczęśliwy człowiek potrafi dzielić się szczęściem i wychować szczęśliwe dziecko… Zapewne nieraz słyszałaś te slogany. Dobrze brzmią, prawda? I nie da się ukryć, że jest w nich sporo racji. Jednak po każdym z nich powinna nastąpić druga część: „ALE…”.

Szczęście rodzi szczęście

Współcześni psychologowie często odwołują się do koncepcji Wewnętrznego Dziecka. Bo niby jak mamy zapewnić szczęśliwe życie swoim dzieciom, bliskim, partnerom – jeśli sami żyjemy w konflikcie ze swoim „ja”, napędza nas frustracja i poczucie beznadziei? Szczęście rodzi szczęście. Jeśli pokochamy swoje życie, pokochamy siebie i o siebie zadbamy – będziemy lepsi dla innych, dla świata. Nikt chyba nie jest szaleńcem, aby stwierdzić, że człowiek nieszczęśliwy, zdesperowany i samotny będzie potrafił darzyć bezwarunkową miłością? Że nauczy cierpliwości i będzie empatyczny wobec bliźniego?

Od dziś więc, droga mamo, zanim nią zostaniesz – zaopiekuj się swoim Wewnętrznym Dzieckiem! Ukołysz, utul, uspokój. Niech znikną jego lęki i żale, niech się nie boi, nie złości. Daj mu zabawkę i zabierz do parku. Pozwól mu powiedzieć, czego pragnie i czego nie chce. Wsłuchaj się w swoje potrzeby. Ale bądź ostrożna – dzieci bywają bowiem kapryśne.

Uroczy podlotek czy rozwydrzony smarkacz?

Udało się? Doskonale. Teraz powiedz, jakie dziecko drzemie w tobie? Czy domaga się całej twojej uwagi? Szepcze ci do ucha: „JA CHCĘ, TERAZ!”? Chyba najwyższa pora zacząć tę trudniejszą część zadania. Uwolniłaś małego chochlika – każdy z nas ma go w sobie i każdy musi nieco z nim walczyć. Gdy już trochę się poznacie, pora wziąć się do jego wychowania.

„Nie wiem sama, czy będę dobrą matką. Bardzo pragnęłam dziecka, ale teraz jestem przerażona. Boję się, że ono mnie ograniczy, że moje życie się zmieni. Nie będę mogła robić tylu rzeczy. Ale przecież wiele kobiet potrafi się nie zatracić w macierzyństwie, mieć czas na własne przyjemności. To chyba tylko kwestia organizacji. Prawda?” – mówi do mnie przyjaciółka oczekująca dziecka. „A może to była pochopna decyzja, ale wiesz, tak bardzo chciałam dziecka – te wszystkie ciuszki są takie słodkie!” – dodaje. – Ale chyba nie chciałaś dziecka, bo ci się spodobał sweter dla bobasa? Chcesz się pobawić lalkami? – pytam ostrożnie. „No nie. Pewnie, że nie. Ale to taki kolejny etap. Odhaczyliśmy już z Markiem tak wiele na życiowej liście i przyszła pora na dziecko” – dopowiada.

– Nie martw się, będziesz świetną matką. Najpierw jednak, zanim zaczniesz wychowywać swoją córkę, musisz zrobić coś trudniejszego – mówię. – Wychować swoje Wewnętrzne Dziecko. Inaczej może zrobić się nieznośne. Umów je na spotkanie ze swoim emocjonalnym dorosłym – podpowiadam. I trochę mimowolnie się zastanawiam, czy mówi to moje Wewnętrzne Dziecko, czy Dorosły.

„Dzieci” mają głos, czyli syndrom niedojrzałości

„Nie wytrzymam! No ileż można! Mnie też się coś od życia należy!” – krzyczą kobiety z okładek kolorowych pism dla rodziców. „Przecież, gdy będę nieszczęśliwa, swoje niezadowolenie przeleję na rodzinę. Moje zachcianki są więc ważne! Zresztą ja chcę, i basta!”. Ale czy na pewno? Czy jesteś w takim razie dorosła, a może zamieniłaś się w Króla Maciusia? Z pewnością bez mądrego dorosłego doradcy nie będziesz dobrze rządziła królestwem. „Ale przecież dorośli w ogóle nie myślą o dzieciach! Gdyby się nimi przejmowali, byliby milsi! I dawaliby im zawsze słodycze!” – krzyczy podlotek w twojej głowie. Dzisiejszy dorosły jest bardziej dzieckiem niż kiedykolwiek wcześniej. Ma czas i pieniądze, żeby poprawiać sobie humor coraz to nowszymi zabawkami. A gdy ktoś mu je chce zabrać, złości się. Dzisiejszy dorosły często nie ma ochoty zakładać rodziny, przecież musi się najpierw wyszaleć – wszyscy (no, prawie wszyscy) przecież tak mówią. Tylko kiedy nadchodzi ten czas? Gdy „zabawki” zajmą cały pokój? I jak w ogóle rozpoznać swoją dorosłość?

To proste – dojrzałość to niezależność. I nie chodzi tu wcale o lokatę w banku na czarną godzinę. Autonomia to niezależność od pieniędzy, ale też od rzeczy. To także umiejętność uniezależnienia się od swojego wewnętrznego podlotka. Nie sposób nie słyszeć swojego wewnętrznego głosu, co więcej, grzechem jest go zagłuszać, ale równie niebezpiecznie słuchać go bezkrytycznie.

Masz czasem wrażenie, że w twojej głowie toczy się wojna dobra ze złem? A jeśli spojrzysz na tę wojnę jak na rozmowę dziecka i dorosłego?

Dziecko i dorosły – duet doskonały

„Z tymi dziećmi to naprawdę same kłopoty” – żali się przyjaciółka. „Wyobrażasz sobie, że czekaliśmy z Michałem na ten spektakl pół roku. Tak! Pół roku, takie było zainteresowanie biletami! A on akurat teraz MUSIAŁ się rozchorować?!” – narzeka, jak gdyby jej syn od pół roku planował właśnie w tę sobotę złapać anginę. Rozumiem ją, złości się, to naturalne. Tak długo czekała na chwilę dla siebie. Jej ukryte dziecko tupie głośno nogą.

„Już myślałam, że nigdy się nie wyrwę. Na szczęście Michał zapytał w pracy, czy ktoś nie chce odkupić biletów. I wiesz co…” – rzuca do słuchawki – „okazało się, że jego kolega też się wybiera, ale dopiero za miesiąc. Zamieniliśmy się biletami. Oby następnym razem młody nam już nie robił takich niespodzianek” – puentuje opowieść „dorosła” Marta. „Muszę kończyć, zadzwonię później. Zaraz jedziemy do pediatry”.

No tak – odwieczna wojna pokoleń, tyle że tym razem pole bitwy znajduje się w naszej głowie. Kto wygrywa? Chyba wszyscy są wygrani, a może to rozejm między dziećmi i dorosłymi?

Nic nowego nie powiem: jedynym wyjściem w drodze do szczęścia – swojego i innych – jest jak zawsze zdrowy rozsądek. Jeśli nie zadbasz o siebie, dużo trudniej będzie ci się troszczyć o innych.

Dlatego wychowujmy się mądrze, wychowujmy się do szczęścia! Bo dziecko bez dorosłego łatwo traci grunt pod nogami, a dorośli bez dzieci robią się strasznie poważni i nudni. Na szczęście świat jest wystarczająco pojemny, żeby pomieścić dużych i małych – tych prawdziwych i tych uśpionych w naszych sercach.

Małgorzata Ohme psycholog dziecięcy i rodzinny, redaktor naczelna portalu MamaDu.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>