fbpx

Opowieści o czerwonej sukience

Corbis

Ta kreacja detronizuje rywalki. Prowokacyjna i triumfująca. Niczym płachta na byka – zmusza do konfrontacji. A jaka jest kobieta, która ją nosi?

Pięknie udekorowana miejscowa katedra pęcznieje od gości weselnych. W kierunku ołtarza, prowadzona przez ojca, zmierza Panna Młoda. Ma suknię w kolorze ecru, wyszywaną koralikami, z wielometrowym welonem i takim samym trenem. Oczy wszystkich zebranych są skierowane na nią. Także Pana Młodego. Nagle w drzwiach staje spóźniony gość – kobieta w czerwonej sukience. Ktoś z tłumu się odwraca, potem kolejne głowy podążają w tę stronę. Uwaga z Panny Młodej przechodzi momentalnie na kobietę w czerwonej sukience. I już wszyscy wiedzą, że będą kłopoty. Okazuje się, że jest byłą narzeczoną Pana Młodego i że tą sukienką dokonała pierwszego etapu zemsty na nim. Bo ślub to ogromne przedstawienie, w którym główną rolę może grać tylko Panna Młoda. Kobieta w czerwieni odebrała jej choć na chwilę ten splendor. Gdyby przyszła w szarej, niebieskiej czy choć różowej sukience, nie byłoby tego efektu.

Kwestia pożądania

Czerwony budzi skrajne emocje. Z jednej strony jest najbardziej erotyczną barwą – to kolor dzielnicy domów publicznych w Amsterdamie, walentynkowych serc, seksownej bielizny. Z drugiej – gdybyśmy mieli powiedzieć, z jakim kolorem kojarzy nam się furia, złość czy wściekłość – to też byśmy go wymienili. To czysty atawizm. Oznaką wielkiego wzburzenia (czasem też podniecenia seksualnego) u ludzi jest coraz większy rumieniec, a u zwierząt, np. indyka – czerwony grzebień. Nie na darmo przecież mówimy, że krew nas zalewa.

Purpurę przywdziewają rewolucjoniści, ale i królowie. Ci ostatni także z tego powodu, że kiedyś, gdy nie było jeszcze farb syntetycznych, barwnik czerwony był jednym z najtrudniejszych do uzyskania, a co za tym idzie – jednym z najdroższych. W krajach latynoskich pozyskiwano go z mikroskopijnych pajączków, znajdujących się na kwiatach opuncji. Pomyślmy, ile ich trzeba było zebrać, żeby zabarwić na przykład płaszcz! Dzisiaj, w czasach monarchii pełniącej bardziej reprezentatywną niż realną funkcję, miejscem, w którym przetrwał układ hierarchiczny, są korporacje. I tutaj kolor czerwony jest zarezerwowany dla władzy. Możemy sobie wyobrazić, że w czerwony żakiet ze złotymi guzikami będzie ubrana szefowa firmy, ale nie jej sekretarka. Wysoko postawieni mężczyźni nie założą oczywiście czerwonej marynarki – to by było zbyt ostentacyjne. Ale krawat w tym kolorze skutecznie zaznaczy ich prestiż. Na czerwień trzeba sobie zasłużyć. Ona nie jest barwą demokratyczną.

W bestsellerowej książce Romy Ligockiej „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” w takie właśnie okrycie matka ubiera swoją córkę – Żydówkę ukrywającą się po aryjskiej stronie. Potem wiąże jej czerwone kokardy, zakłada sukienkę i wdziewa buciki w tym samym kolorze. Dlaczego? By – przewrotnie – ją chronić. Zamiast chować, postanowiła niejako wypchnąć dziecko na pierwszy plan. Zadziałało. Hitlerowcy dawali małej cukierki, nie przypuszczając, że może być Żydówką. Inaczej przecież nie paradowałaby tak po ulicy, tylko przemykała ukradkiem. Starałaby się wtopić w tło, a nie z niego wybijać. Bo ktoś, kto się boi, nie założy czerwonego. W nim od razu robi się widoczny.

Tarcza i piec

Czerwień odsłania małą Romę, ale także ją chroni. Ma to związek z silnym ludowych wierzeniem, o którym pamięć nieco już zanika – przechowują jeszcze środowiska wiejskie. Otóż, według niego kolor czerwony ma moc odczyniania uroków, zwłaszcza u istot młodych. Dlatego dzieciom zawiązywano na rękach czerwone nitki, a źrebakom czy cielętom – przymocowywano czerwone wstążki. Nitka w takim kolorze powraca do nas w bardzo modnej ostatnio kabale.

Kiepskiego dnia purpurowa sukienka albo w ogóle coś w czerwieni może nam dodać sił i pewności siebie, ale wyróżnia nas z tłumu. Musimy zdecydować, czy tego dnia mamy akurat na to ochotę.

Założenie takiej sukienki zobowiązuje. Żeby to zrobić, trzeba mieć albo odpowiedni charakter, albo przynajmniej nastój. Sama kupiłam kiedyś piękną czerwoną, wieczorową suknię, która… przewisiała dwa lata w szafie. Kilkakrotnie podchodziłam do niej i już, już miałam ją wyjąć na jakąś okazję, a jednak coś mnie powstrzymywało. Aż przyszedł taki moment i taki bal, kiedy ją założyłam i czułam się w niej świetnie.

(…)

Więcej w numerze 1 / 2011