fbpx

Tsunami tandety

Tsunami tandety
Michael Morgenstern

Człowiek Kulturalny to gatunek zagrożony wyginięciem. Jego miejsce zajmuje Człowiek Stabloidyzowany – bezkrytyczny konsument popkulturowej szmiry. Jedyna nadzieja w idei slow culture. Po co i jak bronić swoją duszę przed zalewem dobrze sprzedającej się tandety, wyjaśnia Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta i twórca programu rozwoju wewnętrznego.

– Przyznaję, lubię seriale, „Dr House”, „Paragraf Kate”. Czasem nawet obejrzę „Dextera” albo jakiś program z udziałem gwiazd. Czy to źle z punktu widzenia kogoś, kto zajmuje się rozwojem wewnętrznym?

– Wszystko jest pokarmem. Jeśli będziemy żywić nasze umysły i dusze tandetą, to skutki będą fatalne. Podobnie jak fatalne dla naszego ciała i zdrowia jest odżywianie się fast foodem. Wzorce osobowe proponowane przez bohaterów pop- kultury są z reguły schematyczne, jednowymiarowe. Stąd gdy na przykład naoglądamy się „Dr. House’a”, będziemy wzorem bohatera medykalizować wszystkie zjawiska otaczającego nas świata. Wtedy patrząc na bohaterkę filmu „Czarny łabędź”, zamiast głęboko przeżywać jej wewnętrzny dramat, będziemy się zastanawiać, na co jest chora. Nadmiernie obcując z popkulturą, przestajemy rozumieć symbole i metafory, przestajemy stawiać sobie ważne pytania, zubażamy swój wewnętrzny świat, a tym samym możliwość rozumienia innych. Najbardziej narażone na to są dzieci, które od urodzenia stają się konsumentami fastfoodowej kultury. Pozbawione bardziej wyrafinowanych smaków mogą do końca życia nie znaleźć powodu, by wejść do kulturalnej restauracji. Jeśli chcemy, aby nasze dzieci miały jakiś estetyczny i etyczny ład w sercach i umysłach, musimy je chronić przed bylejakością.

– Ale jak to zrobić, skoro sami już trochę… hm… zgłupieliśmy?

– Wciągać dzieci w świat wyższej, bardziej wyrafinowanej kultury. Pokazywać im sztukę ludzi doceniających piękno świata, wrażliwych, czujących mocno, myślących odważnie, a nade wszystko uśmiechniętych. Prowadźmy je na koncerty, do muzeów, pokazujmy sztukę, która inspiruje i uwzniośla. W samochodzie słuchajmy audiobooków i dobrej muzyki. W telewizji szukajmy programów kulturalnych. Trzymajmy się z dala od informacyjno-publicystycznych tabloidów. Pamiętajmy, że w necie jest wszystko i po kilku bardziej wyrafinowanych wyborach, na przykład na You Tube, wyszukiwarka sama zacznie nam oferować dobre propozycje. Nad smakiem trzeba pracować. Jeśli my, rodzice, tego nie robimy, to jak i gdzie nasze dzieci wyrobią sobie instynkt poszukiwania tego, co otwiera serce i umysł? Uczmy je też doceniać i chronić harmonię przyrody. 

– Na szczęście jeździmy czasem do lasu, podobnie jak chodzimy do teatru czy opery. Tyle że staliśmy się wszystko- żerni. Z takim samym smakiem konsumujemy Chopina, jak i Nergala. A przecież kiedyś inteligent nie wziąłby do ust niczego, co upichcono w popkulturowej kuchni.

– Nadwrażliwy kulturalny system trawienny nie jest dobry. Najważniejsze to świadomie wybierać i zachować umiar w kontakcie z tym, co nam szkodzi. Nie zaśmiecać umysłu chaosem i agresją. Skoro mamy coraz mniej czasu na dobre jedzenie, to tym bardziej sięgajmy po to, co najlepsze. Internet daje nam dostęp do sztuki z najwyższej półki. Ale bądźmy ostrożni, bo równie łatwo możemy wpaść w internetowe piekła, które nas zdołują, popsują nam smak albo wpędzą w paranoję i zdemoralizują.

– Jak poznać to, co wartościowe? Kiedyś to krytycy oddzielali ziarno od plew. Dziś nadają jakiś wykręcony sens dziwacznym, a nawet przerażającym rzeczom, jak perforacje zwłok.

– Kultura musi zarabiać pieniądze, więc krytycy są coraz bardziej uwikłani w rynek. Tracą zdolność do niezależnej oceny. Gdyby zaczęli tworzyć wysokie standardy, mówić: „to jest nijakie, to jest nic niewarte, a to szkodliwe”, od razu znaleźliby się pod naciskiem producentów kulturowej tandety i zostali oskarżeni o zapędy cenzorskie. I tak w tsunami tabloidowo -medialnej popkultury znikają ambitne dzieła i ambitni twórcy. Wygrywa to, co łatwo się sprzedaje. Trzeba więc obniżać standardy, uwodzić, budzić apetyt na to, co szybko i łatwo można przyswoić: produkty pozbawione wartości odżywczych, których konsumpcja nie wzbudzi w nas żadnej refleksji, żadnych pytań ani głębszych uczuć. Trzeba mieć tego świadomość, troszczyć się o swój dobry smak i w doborze kulturalnej diety polegać na własnym instynkcie jakości.

– O tym, że kultura już nas nie edukuje, nie karmi pięknem, nie przypomina, że jesteśmy zdolni do szlachetnych czynów, pisze prof. Zygmunt Bauman w najnowszej książce „Kultura w płynnej nowoczesności”. Jego zdaniem kultura to tylko dział marketingu, ma budzić apetyt na coraz łatwiej strawne wytwory. Jak się jej nie dać uwieść?

(…)

Więcej w Zwierciadle 07/2011