fbpx

Dlaczego Facebook tak mocno uzależnia?

Dlaczego Facebook tak mocno uzależnia?
fot. iStock

Facebook i inne media społecznościowe mogą mieć wpływ na twój rozwój. Zarówno pozytywny, jak i negatywny. Od czego to zależy? Od kilku kwestii. Po co tam wchodzisz? W jakich sytuacjach? Jak spędzasz tam czas i jak długo? Wreszcie: z czym, jakim uczuciem, zostajesz po wylogowaniu?

O tym, że media społecznościowe mogą nas sprytnie podejść, uwieść, omamić, wyprowadzić w pole, wpuścić w maliny tudzież zwieść na manowce, wiemy nie od dziś. Tracimy czas. Energię. A co więcej – nerwy. Bo okazuje się, że ktoś, kogo uważaliśmy za przyjaciela, ma nieco dziwne poglądy, a nawet wartości (w każdym razie bardzo odstające od naszych). Bo porywa nas niepotrzebna polemika. Bo ktoś obraził się za jakiegoś brakującego lajka (może nawet ty?). Niektórzy po takich incydentach zarzekają się: nigdy więcej, po co mi to? Może nawet „wypisują się” z całej zabawy. A potem wracają – często popełniając te same błędy.

Co FOMO ma wspólnego z Facebookiem?

Kiedy zasiadłam do pisania tego tekstu, pojawiło się porównanie. Myśl, że Facebook przypomina pod pewnymi względami umysł. Świetne narzędzie – ileż tam gigabajtów, połączeń, ileż możliwości. Brać, przebierać, używać i cieszyć się! A tymczasem nierzadko cierpimy. Nie, nie przesadzam. Na pewno nieraz dałaś się wciągnąć umysłowi – w jego historie, konfabulacje, żale, spory, obrazy, ostrzeżenia, lęki, przewidywania, analizy, osądy i lamenty – i wiesz, dokąd to prowadzi. Czy nie podobną władzę daliśmy mediom społecznościowym? Pozwalamy, by nami manipulowały, narzucały swoją wizję świata, prowadziły w miejsca, które niekoniecznie były na naszej mapie marzeń… By systemowe emotikony modelowały nasz wyraz twarzy i nasze samopoczucie. Wchodzisz i wsiąkasz. Dowiedziałaś się czegoś o kimś (albo o świecie) i już masz powód do zmartwień. Bo to niesprawiedliwe, tak nie powinno być! Albo oglądasz czyjeś zdjęcia i uruchamia się jakaś tęsknota, pragnienie… I znów trafiasz do miejsca, które niewiele ma wspólnego z prawdziwym życiem. Do własnej głowy.

Kiedy amerykańska psycholożka Suzana E. Flores zaczęła odnotowywać kolejne przypadki pacjentów, którzy zgłaszali się z załamaniem nerwowym, związanym w jakimś stopniu z Facebookiem, postanowiła zgłębić temat. Trafiła na ludzi cierpiących na FOMO – fear of missing out, czyli lęk, że coś ich ominie (kiedy się wylogują). Takich, którzy wdali się z powodu mediów społecznościowych w poważne spory (robić czy nie selfie w chwili zawarcia ślubu?). Których tajemnice zostały ujawnione na czyjejś tablicy. Albo zaręczyny zerwane poprzez nieoczekiwaną zmianę statusu związku. Na tych nękanych w sieci przez byłych partnerów. Zwolnionych z pracy przez „zaprzyjaźnionych” szefów. Wreszcie na takich, co to po prostu przeżywają odrzucenie, kiedy ich post zostanie zignorowany (niedostatecznie zalajkowany). Albo wpadają we frustrację, kiedy zapominają zameldować się na siłowni

Zakładamy, że to nie o tobie. Że nie dałaś się sfejsować. Nie zamierzamy cię straszyć. Facebook jest narzędziem – od ciebie zależy, jak go użyjesz. Czy pozwolisz, by twoje poczucie wartości było definiowane poprzez reakcje innych na twoje posty i zdjęcia (bądź ich brak). Jak chcesz budować swoją tożsamość, do jakiego stopnia dzielić sobą. I czego oczekiwać w zamian.

Czy Facebook pomaga wyrazić siebie…?

Przeglądając posty na Facebooku, często nie posiadam się ze zdumienia. Co na przykład powoduje ludźmi, którzy dzielą się swoim codziennym menu – fotografują posiłki czy opisują je (gdyby chociaż podawali przepis, miałoby to jakąś wartość praktyczną). Dlaczego ktoś chce, żeby zaglądać mu w talerz? Że je? Że je zdrowo? Oryginalnie? Ma talent kulinarny? Szuka zatrudnienia w branży? Chce się dostać do reality show na zadany temat? Inny przykład: kobieta pisze, jak to wszyscy pędzą, a ona przysiadła na ławce, choć chłodno, i się resetuje. Że jest taka wyjątkowa? Uduchowiona? Wrażliwa? Odporna na powszechne zabieganie? Chce nawrócić tych frenetycznych? A nie może po prostu zostać na tej ławce i cieszyć się chwilą, kontynuować reset z dłońmi w rękawiczkach? Zdumiewające jest to parcie na obwieszczanie światu swoich mikroruchów i głęboka blokada, kiedy trzeba stanąć twarzą w twarz i zakomunikować coś naprawdę ważnego. Może czasem, przed opublikowaniem kolejnego posta, warto zadać sobie pytanie: Dlaczego zamierzam to powiedzieć? Co stoi za tą potrzebą? Jak chcę siebie zaprezentować? Co chciałabym, żeby myśleli o mnie inni? A jak jest naprawdę? Co ja myślę na swój temat? I co z tym zamierzam zrobić?

Każdy z nas ma potrzebę wyrażania siebie. Ale też podglądania innych. Facebook zaspokaja obie. I – siłą rzeczy – prowadzi nas w stronę porównań. A więc też do frustracji. Porównujemy się i wychodzimy na gorszych. Bo jeszcze nie byliśmy na Sri Lance, nie dorobiliśmy się domu na Ibizie, mamy parę zmarszczek więcej niż koleżanka z klasy i nigdy nie jedliśmy tego dziwnego dania na „p” (a może to było „s”?). Zapominamy, że – tak jak my sięgamy po retusz – mogą się też do niego odwołać inni. Że po zjedzeniu najlepszego posiłku zostają brudne talerze, w ciepłych krajach też padają deszcze, a najlepszy makijaż czasem się rozmaże.

Nie ulega wątpliwości: za sprawą mediów społecznościowych nasze życie jest łatwiejsze i przyjemniejsze. Internetowe relacje dostarczają nam rozrywki i cennych informacji. Jest tu miejsce na żarty, wymianę różnych dóbr i rad. Możesz oderwać się od presji i obciążeń. Poczuć się częścią czegoś większego. A nawet zostać „wysłuchaną”. Dostać zrozumienie, akceptację i wsparcie. Kopa do działania. Również – co nie jest bez znaczenia – pomóc innym. Mija 50 lat od chwili, kiedy amerykański psycholog społeczny, Stanley Milgram, przeprowadził słynny eksperyment, po którym ogłosił, że od każdej osoby na świecie dzieli nas zaledwie sześć kroków (jeśli uruchomisz swoje kontakty, to poprzez znajomych znajomych dotrzesz do każdego!). Dziś wystarczy czasem jeden krok. Wchodzisz na czyjąś stronę na FB i – kto wie – może ci odpowie? Masz dostęp do całego świata: pytasz, ogłaszasz, sondujesz. Możesz skrzykiwać się z innymi w słusznej sprawie, przyłączać do różnych akcji. Promować i propagować. Zapraszać i wypraszać sobie. Dla introwertyków to prawdziwy poligon doświadczalny – mogą tu rozwijać umiejętność bezpiecznego nawiązywania relacji.

Czasem Facebook pomaga mi zrozumieć, co w trawie piszczy. Może nie tylko ja mam nagły spadek nastroju? Może rozgrywa się coś na szerszym planie? Na przykład jakiś tranzyt astrologiczny. Zwykle znajdzie się ktoś, kto trzyma rękę na pulsie… Przyznaję, że o wielu metodach rozwoju czy wydarzeniach, opisanych na łamach SENSu, dowiedziałam się z Facebooka. Choćby o warsztatach „Karmienie swoich demonów” z lamą Tsultrim Allione (ta technika na długo zagościła w moim życiu). Wiele artykułów, filmów, książek, polecanych przez znajomych, okazało się cenną inspiracją. Czerpię z opowieści, doświadczeń, wdzięczna jestem za niektóre ostrzeżenia. I od czasu do czasu zadaję sobie pytanie: Dlaczego tak zareagowałam? Na co dałam się złapać? A robiąc krok wstecz: Co było wyzwalaczem, który odpalił impuls, by znów tam zajrzeć? Nuda? Poczucie izolacji? Wspomniane wyżej FOMO? Pod tym względem Facebook jest jak bardzo czuły emocjonograf.

Czego mogą nauczyć nas media społecznościowe?

Przez jakiś czas spotykałam się regularnie z przyjaciółką zaangażowaną w samorozwój. Opowiadałyśmy sobie o tym, co nas spotkało i co nam to robi, rozmontowywałyśmy wzorce, jakie się za tym kryły. Taka dwuosobowa grupa wsparcia. Pamiętam, że jednym z tematów takiej „sesji” było bycie widoczną. Moja przyjaciółka założyła właśnie konto na Facebooku i mierzyła się z lękami dotyczącymi ochrony prywatności. Był tam strach przed oceną i przed utratą kontroli. Przed tym, że być może trzeba będzie coś oprotestować, powiedzieć stanowcze „nie”. Potem doszły kolejne wątki: Co zrobić, kiedy ktoś z fejsbukowych znajomych ujawnia agresję albo jakąś fobię? Jak radzić sobie z gniewem, który się wtedy pojawia? Z nietolerancją na nietolerancję?

Media społecznościowe to świetne ćwiczenie na asertywność. Na testowanie tego, jak blisko chcesz być z innymi. Co powiesz im, kiedy – według twoich kryteriów – się zapędzą? A może będziesz przymykać oko, a potem nagle usuniesz z grona znajomych bez słowa wyjaśnienia? Czy nie tak właśnie postępujesz „w życiu”?

Możesz też zapobiegać. Działać, gdy pojawiają się niepokojące sygnały. Dbać o swoją prywatność. Zmienić ustawienia (swoją drogą: kiedy ostatnio do nich zaglądałaś?). Pogrupować znajomych. Decydować o tym, kto ile zobaczy. Zrezygnować z subskrypcji niektórych stron. Wyszukać takie, które zawierają wartościowe, inspirujące treści. Takie, które pomogą ci poszerzyć wiedzę na interesujące tematy, dodadzą energii, wywołają uśmiech. Co powiesz na podnoszące na duchu cytaty? Ich czytanie zajmie chwilę, a korzyść może być duża.

Jak nie wpaść w pułapkę uzależnienia?

Mam wrażenie, że przy korzystaniu z Facebooka kluczowe są trzy rzeczy. Po pierwsze: zadbać o bezpieczeństwo, prywatność. Po drugie: o limit czasu. Wreszcie: o nasz wizerunek i związane z nim poczucie wartości. Na szczęście w każdej z tych spraw wciąż masz wiele do powiedzenia. To ty wybierasz, co pojawia się na twoim profilu i w śledzonych aktualizacjach. Jeśli któryś ze znajomych przynudza, uprawia propagandę czy „spamuje”, możesz po prostu (zmiana ustawień!) przestać go obserwować. Jeśli obraża, jest agresywny – może pora go pożegnać?

Jest jeszcze kwestia wyobraźni i zdrowego rozsądku. Czy na pewno chcesz być w bliskim kontakcie „fejsowym” z szefem i kolegami z pracy? Czy na pewno warto informować wszystkich, że zaczęłaś nową relację (do tego podając personalia wybranka)? Czy rzeczywiście musisz meldować się w jakimś miejscu, podczas gdy twoje mieszkanie pozostaje bez opieki? Wreszcie: czy swoimi działaniami w sieci nie działasz na czyjąś szkodę? Chronisz własność autorską? Pytasz znajomych, którzy są na wspólnych zdjęciach, co sądzą na temat ich upublicznienia? Niektórzy uważają, że to przesadna ostrożność. Że mają prawo szafować czyimś wizerunkiem, wykorzystywać go do promocji – klubu, warsztatów… Nie! Są na to stosowne regulacje. Dbaj o prawa swoje i cudze. Pomocne jest zablokowanie innym możliwości tagowania, a w pewnych sytuacjach stanowczość.

Co do czasu, możesz wyrobić w sobie nawyk wylogowywania się po każdej wizycie na portalu. Usunąć stosowne zakładki z paska menu, żeby ograniczyć dostęp. Zrezygnować z powiadomień w komórce. Wyłączać komputer i telefon przed pójściem spać (a najlepiej godzinę wcześniej). Odstawiać urządzenia mobilne na czas spotkań, posiłków, kąpieli. Ćwiczyć obecność, chłonąć życie wszystkimi zmysłami. Dawać osobie, z którą spędzasz czas, niepodzielną uwagę (i oczekiwać tego samego). Doktor Flores sugeruje też, żebyś – jeśli skomplementowałaś kogoś na Facebooku – postarała się powiedzieć komuś coś miłego poza siecią. Tego samego dnia. Ważne, żeby zachować zdrowe proporcje między tymi równoległymi światami.

I jeszcze trochę o poczuciu wartości. Jeśli pieczołowicie retuszujesz swoje zdjęcia czy próbujesz podrasować szczegóły z życia, wciąż szukasz w Internecie poklasku albo pocieszenia, a na najmniejszą krytykę reagujesz obrazą i lękiem – pora na chwilę refleksji. Prawdopodobnie znasz pojęcie zewnątrz sterowności – czy na pewno chcesz, żeby inni pociągali za twoje sznurki? Nawet, gdyby to miały być zachwyty, podziwy i tzw. podbijanie bębenka? Przecież sama wiesz, na co cię stać i jak wykorzystujesz ten potencjał. Sama też możesz siebie pochwalić. Swoją drogą: zwróć uwagę, jak piszesz o sobie w postach. Czy nie jest to prześmiewcze, lekceważące, umniejszające. Czy nie wzmacniasz w sobie tożsamości ofiary albo nieudacznika. Być może nawet w chwilach sukcesu zamiast „zrobiłam to!” dominuje u ciebie niepewne „udało mi się”. OK, masz w ten sposób szansę wyjść na szczęściarę. Ale czy naprawdę o to ci chodzi

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>