fbpx

Skąd się biorą lęki?

Skąd się biorą lęki?
fot.123rf

Czy współczesne fobie to cena za cywilizacyjny postęp? W porównaniu z naszymi przodkami, którzy żyli krócej i mniej komfortowo, jesteśmy szczęściarzami. Czego się więc boimy? I jak sprawić, by lęk nie paraliżował nam życia?
Czego boisz się najbardziej? To pytanie zadało w ubiegłym roku Centrum Badań „Pew” mieszkańcom 44 najważniejszych państw świata. Okazało się, że wśród 48 tys. ankietowanych największe obawy wywołują nienawiść religijna i etniczna. Wzbudzają lęk zwłaszcza wśród mieszkańców państw na Bliskim Wschodzie. Im dalej od tego regionu, tym częściej na pierwszy plan wysuwają się inne, bardziej „lokalne” kwestie. Dla mieszkańców Afryki większym zagrożeniem jest AIDS, w Ameryce Południowej – zanieczyszczenie środowiska i broń nuklearna. Natomiast mieszkańcy Ameryki Północnej i Europy boją się nierówności społecznej i biedy (w Polsce obawiamy się ich na równi z bronią atomową).

Ankietowanych nikt nie pytał jednak o to, co paraliżuje ich codzienne funkcjonowanie, z czym muszą walczyć, wstając rano z łóżka, albo o czym nie chcą myśleć tuż przed zaśnięciem. Bo równie ważne jak sprawy międzynarodowe są nasze fobie i codzienne lęki: przed lataniem, rakiem, odrzuceniem, utratą pracy, wystąpieniami publicznymi, bliskością… A przecież żyjemy w czasach, kiedy w godzinę możemy pokonać drogę, która jeszcze 100 lat temu zajmowała kilka dni, mamy komórki, komputery i stały dostęp do Internetu, a większość śmiertelnych do niedawna chorób jest już uleczalnych. Owszem, co chwila pojawiają się napięcia związane z konfliktami zbrojnymi na Bliskim Wschodzie czy na Ukrainie, ale przecież nasi przodkowie toczyli wojny praktycznie non stop. Może odpowiedź jest prostsza, niż myślimy, i lęk, podobnie jak miłość, wyssaliśmy po prostu z mlekiem matki?

Gdzie mieszka lęk?

W głowie – przekonują nauczyciele duchowi. – Lęku nie ma w „tu i teraz”, jest w przeszłości i przewidywaniu przyszłości, to iluzja – mówią. Jest w ciele – twierdzą terapeuci manualni: w napięciach powięzi. Ale jakie to ma znaczenie, kiedy dopada cię znienacka: dławi w gardle, łomocze w klatce piersiowej, więzi oddech w przeponie, usztywnia kręgosłup, wprawia w drżenie dłonie i stopy. Lęk ukryty jest w każdej tkance twojego ciała, zapisany w pamięci komórkowej. Jest jak pieczątka niepokoju twojej matki, wątpliwości ojca, niezbyt delikatnych dłoni położnej i ostrego światła, którym przywitał cię świat, ale też raniących słów wypowiadanych przez ważnych dla ciebie ludzi. Czai się w ciele, czekając na sygnał z mózgu: „Uwaga, zagrożenie!”. Często mylony jest ze strachem – fizjologiczną odpowiedzią organizmu na realne zagrożenie. Lęk jest odruchem nawykowym, uruchamianym na zasadzie: bodziec – reakcja. Jeśli w dzieciństwie nauczyłaś się, że obietnice matki zwykle są bez pokrycia, a nieobecny wzrok ojca oznacza odrzucenie, to dziś każda niedotrzymana umowa czy czyjaś twarz bez uśmiechu budzą wewnętrzne demony.

Każdy człowiek ma swoją indywidualną mapę lęku: miejsce w ciele, gdzie najsilniej go odczuwa. Czasami jest to twarz: zaciśnięte szczęki, przerażone oczy. Innym razem głowa – schowana między ramiona, odchylona do tyłu, drżąca. Albo klatka piersiowa – podciągnięta przepona, spłycony oddech. Lęk oznacza napięcie, a długotrwałe napięcie to ból – intensywny sygnał z ciała, którego nie sposób zlekceważyć. Jednak najbardziej na świecie boimy się bać. Zamiast poczuć i przeżyć lęk, próbujemy go zaszufladkować i stłumić tabletką.

To tylko nerwica

Ataki paniki, depresja, fobie, nerwice natręctw – to choroby, u podłoża których leży lęk. Nazwane pozornie stają się mniej groźne. „W końcu wiem, co mi jest. Dostanę leki i wyzdrowieję”, „Psychiatra kazał mi unikać stresu”…

ZAMÓW

E-WYDANIE

Kiedy słucham pacjentów siedzących w moim gabinecie, mam wrażenie, że dzieląc się opowieściami o traumatycznym dzieciństwie, stresie w pracy, paraliżującym cierpieniu ciała, łudzą się, że zabiorę ich lęki. Czasami tak robię: „Masz tu szklane kulki. Każda z nich to jeden twój lęk, nazwij go i wrzuć do miseczki. U mnie będzie bezpieczny”. Na następnej sesji pacjent mówi: „Super, nie boję się już latania samolotem, ale pojawił się nowy lęk. Czy mogę go u ciebie zostawić?”. Jasne, ale może najpierw spróbujesz go przeżyć. Gdzie i jak czujesz go w ciele? I tu zaczynają się schody. Bo większość ludzi sądzi, że lęk w głowie i napięcie w ciele to dwie odrębne bajki. Z lękiem „z głowy” idą do psychologa i łudzą się, że gdy razem z nimi poużalam się na złego szefa i uspokoję: „Na pewno cię nie zwolni”, zapewnię: „Mąż wcale cię nie zdradza, twoja podejrzliwość to jedynie zakorzeniony w dzieciństwie lęk przed odrzuceniem”, to będzie po sprawie. Z napięciem w ciele idą do lekarza albo fizjoterapeuty – tu naciśnie, tam rozciągnie, zaordynuje lek przeciwzapalny i gotowe. A jeśli ci powiem, że jedyną osobą, która jest w stanie oswoić twoje lęki, jesteś ty sama?

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>