Dotyk ma moc – jak przywrócić mu właściwe miejsce w relacjach?

Przed odpowiedni dotyk możemy przekazywać różne emocje. (Fot. iStock)

Dziś częściej dotykamy ekranu smartfona i tabletu niż drugiej osoby. A szkoda, bo dotyk ma ogromną, wręcz uzdrawiającą moc. Jak przywrócić mu właściwe miejsce w relacjach?

Chciałbym wam przedstawić, moim zdaniem najważniejszą, innowację w medycynie, jaka nastąpi w ciągu 10 lat. Jest nią wykorzystanie mocy ludzkiej ręki – dotykanie, uspokajanie za jej pomocą, diagnozowanie i leczenie – mówił Abraham Verghese, lekarz i wykładowca Uniwersytetu Stanforda na konferencji TED w 2011 roku. Zaznaczył, że nie jest przeciwnikiem technologii, wręcz odwrotnie – leczy z wykorzystaniem jej najnowszych możliwości. Jest jednak przekonany, że coraz częstsze rezygnowanie z dotyku i opieranie diagnozy głównie na badaniach wykonywanych za pomocą urządzeń, takich jak tomograf czy rezonans, pozbawia lekarza szansy szybkiego wykrycia nieprawidłowości i jest rezygnacją z ważnego rytuału. Na potwierdzenie swych słów przytoczył historię pacjentki, która trafiła do szpitala z dużymi zmianami w piersiach. Zmianami, które dałoby się wcześniej bez problemu wychwycić, gdyby tylko któryś z leczących kobietę latami lekarzy ją dotknął. Wspomina też mężczyznę na łożu śmierci, którego dokładanie zbadał, opukał i osłuchał, bo uważał, że chory tego właśnie oczekuje. Verghese zdawał sobie też sprawę, jak ważny to rytuał dla nich obu – rytuał, który ma moc oczyszczającą i jest wiadomością dla pacjenta: „Będę zawsze, zawsze, zawsze tutaj. Będę cię wspierał przez ten czas. Nigdy cię nie porzucę. Będę z tobą do końca”.

Warunek przetrwania

Oczywiście problem braku dotyku dotyczy dziś nie tylko relacji między lekarzem a pacjentem. Wirtualne kontakty, które częściowo wypierają spotkania twarzą w twarz, plus doskwierająca coraz większej grupie osób samotność, zmniejszają szansę na bliski kontakt. Dotyk pojawia się głównie w kontekście seksualnym, technologicznym (ekrany dotykowe rządzą!) i nadużyć. Ten nieerotyczny, będący wyrazem wsparcia, oznaką bliskości, dodaniem otuchy czy przejawem sympatii, niestety często jest marginalizowany. No, może z wyjątkiem kontaktów z malutkimi dziećmi.

Dla niemowląt dotyk jest jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym ze zmysłów. Jak pisze psycholożka i psychoterapeutka prof. dr hab. Katarzyna Schier w książce „Brzydkie kaczątko. Psychologiczna problematyka obrazu ciała i jego zaburzeń” – matka dotykiem budzi świadomość ciała noworodka. Pomaga mu określić jego granice. Na tym etapie życia dotyk stanowi też podstawową formę komunikacji, a reagowanie nim na płacz dziecka jest wyrazem miłości, troski i ważnym fundamentem, na którym potem malec buduje poczucie bezpieczeństwa i prawidłowy obraz własnej fizyczności. Bez niego tworzenie w późniejszym życiu satysfakcjonujących relacji jest ekstremalnie trudne. Szczególnie ważny dla malucha jest kontakt ze skórą matki. „…to dzięki niemu może ono doświadczać największej przyjemności i ukojenia w relacji. Matka ubrana w różne tkaniny, skropiona perfumami, to matka, która może podlegać zmianom w czasie; jej naga skóra zachowuje natomiast stałe wartości. Ma określoną temperaturę, woń, miękkość, wilgotność” – wyjaśnia Schier.

Liczne badania dowiodły, że dla dzieci (nie tylko ludzkich) dotyk jest wręcz niezbędny do życia. Udowodnił to pochodzący z Austrii psychiatra i psychoanalityk René Spitz. W pierwszej połowie XX wieku badał maluchy, które przebywały w więziennym żłobku i miały kontakt ze swoimi mamami oraz maluchy, które żyły w przytułku prowadzonym przez wykwalifikowany, ale nie pozwalający sobie na czułości personel. Okazało się, że dzieci pozbawione dotyku opiekuna, dużo częściej chorowały i umierały.

Na szczęście w dzisiejszych czasach nikt nie wątpi w to, że malutkie dzieci potrzebują czułości, a w szpitalach położniczych nie oddziela się już matek od noworodków, tylko dąży do zapewnienia im jak najszybszego kontaktu. W przypadku wcześniaków stosuje się też powszechnie metodę kangurowania, czyli przykładania dziecka do matki „skórą do skóry”. Dzięki temu parametry życiowe niemowląt szybciej się poprawiają.

Siła dotyku

W życiu dorosłym, chociaż nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę lub o tym zapominamy, ta magia dotyku nadal działa. Przytulenie, głaskanie, trzymanie w ramionach przez osobę, która budzie nasze pozytywne emocje – uruchamia w nas mnóstwo korzystnych procesów. Zaczynają się wydzielać endorfiny, czyli tzw. hormony szczęścia oraz oksytocyna, nazywana z kolei hormonem przywiązania. Jak sama nazwa wskazuje, ma ona duże znaczenie dla tworzenia i podtrzymywania więzi. Dlatego właśnie te pary, które częściej się dotykają, nawet przelotnie, i są lepiej zsynchronizowane pod tym względem (chodzi o to, by reagować dotykiem na dotyk partnera) – mają większe szanse na utrzymanie związku.

Ten zmysł pozwala nam też dobrze się komunikować. Psycholog Matt Hertenstein z Uniwersytetu DePauw w USA udowodnił, że przez odpowiednie dotknięcie możemy skutecznie przekazać gniew, strach, wstręt, miłość, wdzięczność, współczucie, szczęście lub smutek. Co więcej, odczytanie z zamkniętymi oczami emocji osoby, która nas dotyka, jest łatwiejsze niż gdybyśmy mieli wyciągać wnioski opierając się tylko na mimice. Klepnięcie czy uściśnięcie dłoni może być też motywacją do działania. Badania osób trenujących sporty zespołowe pokazują, że bardzo skuteczną.

Jak zaspokoić deficyt dotyku?

Psycholożka i masażystka Dr Kinga Tucholska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, której zainteresowania naukowe dotyczą m.in. dotyku jako elementu komunikacji i oddziaływań terapeutycznych, zachęca, by starać się wychodzić z inicjatywą. Od czasu do czasu zapytać przyjaciela lub krewnego wprost: „Czy mogę cię przytulić?” albo „Czy mogę się do ciebie przytulić?”. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy czujemy, że ktoś potrzebuje wsparcia lub my sami przeżywamy trudne chwile. To nie tylko uruchomi wiele korzystnych procesów organizmie, ale może też poprawić relację. Oczywiście pod warunkiem, że obie strony mają na to ochotę! – Trzeba więc uważnie obserwować reakcje drugiej osoby i zachować się adekwatnie do nich, uszanować czyjś, także niewerbalny, sprzeciw – zaznacza ekspertka.

Kiedy brak nam okazji, by doświadczać dotyku, dobrze jest wybrać się na masaż. Konkretne efekty będą się różnić w zależności od rodzaju zabiegu, ale w każdym przypadku dotyk wykwalifikowanego masażysty uruchomi korzystne zmiany fizjologiczne.

– Jako psychoterapeutka kieruję czasem pacjentów, zwłaszcza tych z depresją, na masaż, bo badania potwierdzają jego skuteczność w przypadku zaburzeń nastroju. Warto jednak mieć świadomość, że chociaż masaż wykonywany przez osobę, która zajmuje się nim zawodowo, zaspokaja potrzebę dotyku na poziomie fizycznym, to nie zaspokoi potrzeb emocjonalnych. To nie jest ten typ relacji – tłumaczy dr Tucholska i mówi, że masażyści i fizjoterapeuci są wręcz szkoleni, by ich dotyk był neutralny, nie został odebrany jako przekroczenie granic, nie wywołał dyskomfortu. Uczą się jak odczytywać reakcje i w razie potrzeby np. modyfikować ucisk. Oczywiście ważne są intencje, ponieważ te również są przekazywane przez dotyk: – Jeśli więc czujemy, że masażysta przekracza nasze granice, poprośmy o przerwanie. Czasem wprawdzie możemy się mylić i z różnych powodów źle ocenić zamiary osoby, która nas dotyka, ale jeśli ciało mówi nam, że czuje dyskomfort, nie możemy temu zaprzeczać – dodaje.

Dobrym pomysłem będzie też przygarnięcie psa czy kota. Fizyczny kontakt ze zwierzakiem może przynieść wiele dobrego. Osobom spragnionym dotyku Katarzyna Schier proponuje także kontakt z wodą, w tym pływanie. „Doświadczenie poruszania się w dużym zbiorniku wodnym pozwala na przeżycie doświadczenia bycia trzymanym i utrzymywanym, kontaktu z zimnem i ciepłem, uczucia ruchu wody w zetknięciu z nagą skórą” – wyjaśnia we wspomnianej książce.

Nie ma wątpliwości, że dotyk jest jednym ze sposobów, które pomagają zachować zdrowie fizyczne i psychiczne. Stosunkowo łatwo dostępnym, prostym do zastosowania i o potężnej mocy. Z pewnością więc warto świadomie zadbać o to, by jak najczęściej go doświadczać.