Dziewczyny chcą się rozwijać

Wiele kobiet po sześćdziesiątce rozpoczęło życie na nowo. Nie dlatego, że to poprzednie było złe, ale że po prostu się skończyło. Ewelina Seklecka, edukatorka i prezeska Fundacji Punkt Widzenia, uczy je komunikacji, asertywności i dbania o siebie. Twierdzi, że sama wynosi z tych zajęć ogromną siłę, energię do działania i życiową mądrość.

Kim są kobiety, z którymi pracujesz?
Jeśli chodzi o wiek, są to panie po 60. roku życia. Najstarsze skończyły 80. Prowadzę te zajęcia od dziewięciu lat i bardzo je lubię.

Dlaczego?
Obecnie pracuję głównie z osobami w wieku emerytalnym i szkolnym. Różnica jest taka, że młodym ludziom się nie chce. Do czegokolwiek ich zapraszam, muszę zużyć sporo energii, zachęcić, przekonać, podać cel ćwiczenia, by wytłumaczyć jego zasadność. Nie chce im się wstać z krzesła, nie chce im się bawić… Całkiem inaczej jest w grupach kobiet po sześćdziesiątce, są niezwykle zmotywowane. Potwierdzają to frekwencja i dynamika
spotkań. Możemy sporo zrobić – ilościowo i jakościowo. Co ciekawe, stereotypy mówią, że osoby starsze mają mało energii – moje obserwacje i doświadczenie temu przeczą.

Czego nauczyłaś się od tych kobiet?
Uczę się od nich tego, że wszystko mija, że każdy dramat, większy czy mniejszy, kiedyś się skończy. To kobiety, które mają za sobą różne historie: związków, które się skończyły rozstaniem, towarzyszenia bliskim, którzy umierali, czułej opieki, sukcesów zawodowych. Wiele z nich zajmowało się swoimi dziećmi, dziećmi swoich dzieci, a później swoimi rodzicami i często rodzicami męża, gdy ci umierali. Jako trenerka zazwyczaj jestem w nierównej roli wobec uczestników grupy warsztatowej – przekazuję wiedzę, narzucam rytm, uczę umiejętności. Z tymi kobietami czuję się bardzo partnersko,mam poczucie obcowania z ogromną mądrością. Uczą mnie wytrwałości, szacunku, godzenia się z tym,
co przynosi życie.

Nie czują się samotne?
Temat samotności pojawia się bardzo często. Czasami w postaci opowieści o tym, jak jest, gdy odchodzi ktoś, kto był obok przez 40 lat. Czasami o tym, że można wyjść z ogromnej rozpaczy i zupełnie przemodelować życie. Wiele kobiet po 60. roku mówi mi, że rozpoczęły swoje życie na nowo. Nie dlatego, że to poprzednie było złe – ale dlatego, że po prostu się skończyło: ktoś bliski umarł, zakończyła się aktywność zawodowa.
Słyszę inspirujące historie o podróżach, odnalezieniuswojej pasji i czasu na rozwój osobisty.

(…)

 

Więcej w lutowym numerze magazynu Sens

Wydanie 02/2019 dostępne jest także w wersji elektronicznej.