Jak pies z kotem, czyli jak przyjaźnić się lub stworzyć związek pomimo ogromnych różnic?

Coraz częściej mówi się o osobowości ambiwertycznej, łączącej w sobie cechy intro- i ekstrawertyków. (fot. iStock)

Czy ekstrawertyk może przyjaźnić się z introwertyczką? Albo czy mogą tworzyć udany związek? Jasne, że tak – uspokaja psycholożka Hanna Samson. Pod warunkiem, że wzajemnie zaakceptują swoje różnice.

Przyznam się od razu, że jestem introwertyczką, co wcale nie oznacza, że nie lubię kontaktu z ludźmi. Nie przepadam za tzw. small talkami, ale rozmowy z sensem są moim żywiołem. W pracy spotykam się z różnymi ludźmi, ale po tych spotkaniach lubię odpocząć w samotności, a potem porozmawiać z Martą, moją przyjaciółką. Widujemy się rzadko, ale codziennie do siebie dzwonimy, czasem kilka razy. Przebieg rozmów jest zwykle podobny. Marta mówi, ja słucham, czasem próbuję wtrącić jakiś komentarz, co nie jest łatwe. Na koniec zwykle Marta pyta, co u mnie, odpowiadam, że nic takiego, i kończymy. W życiu Marty dużo się dzieje, a nawet jak się nie dzieje, to zawsze coś zobaczy, przeczyta i opowiada mi, co o tym myśli i co przeżywa, jej opowieści są barwne, pełne ciekawych spostrzeżeń, lubię ich słuchać. Marta lubi do mnie mówić, ale co jakiś czas ma pretensje.

– Ja o wszystkim ci mówię, a ty nic o sobie mi nie mówisz, mam tego dość – wybucha, gdy chcę skończyć rozmowę po jej opowieści. Ale szybko sobie o czymś przypomina i zaczyna opowiadać, dzięki czemu pretensje rozchodzą się po kościach. Nie jest prawdą, że nic jej nie mówię, ale faktem jest, że moja potrzeba dzielenia się przeżyciami jest duża mniejsza niż jej. I mogę to złożyć na karb swojej introwersji, Marta to ekstrawertyczka. Ta różnica nie przeszkadza nam przyjaźnić się od lat i towarzyszyć sobie w życiu.

Różne źródła energii

Pojęcia ekstrawersji i introwersji wprowadził do psychologii Carl Gustaw Jung w 1920 roku i odtąd narosło wokół nich wiele mitów. W naszym ekstrawertycznym świecie szczególnie introwersja jest podejrzana. Introwertykom przypisuje się wycofanie, nieśmiałość, brak umiejętności komunikacyjnych, apatyczność, nadmierną wrażliwość, tendencje depresyjne. Tymczasem badania wykazują, że nie ma związku między tymi cechami a introwersją.

Różnica między ekstrawersją a introwersją dotyczy głównie źródeł energii. Jung określił introwertyków jako czerpiących energię z samotności, podczas gdy ekstrawertycy czerpią ją z otoczenia i z relacji z innymi. Nie znaczy to, że introwertycy zawsze chcą być sami, choć wolą zwykle kameralne spotkania niż wielkie imprezy. Mają mniej znajomych niż ekstrawertycy, ale za to potrafią się głęboko przyjaźnić. Umieją słuchać innych ludzi i to jest ich siła. Angażują się w jakąś działalność zbiorową, jeśli widzą jej sens. Często są refleksyjni, odpowiedzialni i kreatywni, mają naprawdę wiele mocnych stron. W związku z ekstrawertykiem źródłem problemu wcale nie musi być ich odmienność.

Introwertycy i ekstrawertycy mogą się świetnie uzupełniać, jeśli pozwolą sobie na bycie sobą. (fot. iStock)

Po co nam etykiety?

Niedawno odezwał się do mnie Maciek, lat 36, nie widziałam go od kilku lat, ale pamiętam, że to wspaniały facet. Wrażliwy, uczynny, ma wielu znajomych i przyjaciół, potrafi dbać o relacje z ludźmi, chętnie spełnia ich oczekiwania, nie lubi sprawiać przykrości, czasem czuje się wykorzystywany, ale to nic, najważniejsze, że wszyscy go lubią i jest miło. Przez kilka lat był z Zosią, tworzyli związek idealny, czas wolny spędzali razem, nigdy się nie kłócili, termin ślubu był ustalony i wtedy nagle Maciek zerwał z Zosią.

– Od dawna czułem, że się duszę, że zamiatamy problemy pod dywan, nic nie mówiłem, bo Zosia jest taka delikatna i wrażliwa, nie chciałem jej zranić, aż stało się to nie do zniesienia. Do dziś mam poczucie winy, że tak ją rozczarowałem i skrzywdziłem, ale nie mogłem dłużej w tym żyć – mówi. – W czym? Co ci najbardziej przeszkadzało? – Wszystko było tak jak Zosia chciała, ona lubiła spędzać wieczory w domu, więc i ja spędzałem. Ona lubiła spacery po lesie, więc z nią chodziłem. Ona lubiła razem milczeć, więc milczeliśmy, trzymając się za ręce – wyjaśnia. – A ty co chciałeś robić? – dopytuję. – Żyć, spotykać się z ludźmi, bywać na imprezach. – Zosia nie pozwalała ci na to? – No nie zakazywała, ale rzadko miała ochotę na jakieś wyjścia. Nie chciałem chodzić sam, bo wiedziałem, że będzie jej smutno, więc siedziałem w tym domu jak w klatce. Lubię zapraszać ludzi do siebie, przyjaciele mogli do mnie zawsze wpadać, ale kiedy była Zosia, to nie mogli. Nic nie mówiła, ale widać było, że jej to nie bawi. Ona jest introwertyczką, a ja ekstrawertykiem, tego nie dało się na dłuższą metę pogodzić.

Ale czy na pewno poszło o to, że on jest ekstrawertykiem, a ona introwertyczką? Problemem było raczej to, że Maciek rezygnował z zaspokojenia własnych potrzeb, chcąc spełnić oczekiwania Zosi. Ale czy Zosia naprawdę je miała? Czy nie była gotowa iść przynajmniej na jakieś kompromisy? Tego się nie dowiemy, bo Maciek jest już w związku z Agatą i nie zamierza popełniać starych błędów. – Postanowiłem sobie, że nie będzie żadnego zamiatania pod dywan – stwierdza z przekonaniem. – Chcemy ze sobą być do końca życia, razem kupiliśmy mieszkanie, świadomie budujemy nasz związek. Kiedy pojawia się problem, tak długo o nim rozmawiamy, aż rozwiążemy.

Agata, lat 33, też jest introwertyczką jak Zosia, choć chyba bardziej pasuje do niej pojęcie ekstrawertycznej introwertyczki, o którym powiem za chwilę. Lubi kontakty z ludźmi, ale lubi też być sama ze sobą, co przy Maćku jest trudne.

– Kocham go i nie chcę mu robić przykrości, ale to jego ciśnięcie, żeby wszystko przegadać i rozwiązać strasznie mnie męczy. Wystarczy, że się nie uśmiecham, a on już widzi smutek w moich oczach, że nie wyrażę entuzjazmu dla jego pomysłu, a on już rozkminia, dlaczego mi się jego pomysł nie podoba i godzinami może o tym rozmawiać. A ja wolę coś sama przetrawić niż tłumaczyć się z moich nastrojów. – Nie próbujesz zaprotestować? – pytam.

– Trochę próbuję, ale on nie odpuszcza, bo uważa, że wynalazł sposób na dobry związek.

Prędzej czy później Agata będzie miała dosyć. Nie dlatego, że jest introwertyczką, ale dlatego, że dostosowuje się do cudzego pomysłu na życie. Często etykiety, które sobie i innym przypinamy, ograniczają nas i utrudniają porozumienie i rozwój. Introwertycy i ekstrawertycy mogą się świetnie uzupełniać, jeśli pozwolą sobie na bycie sobą. Będąc sobą, mamy dużo więcej do zaoferowania partnerce lub partnerowi niż wtedy, gdy udajemy i staramy się upodobnić do czyjegoś świata.

Nie różnice a potrzeby

Różnice w temperamentach mogą stymulować do rozwoju, a nie ograniczać. Zarówno ekstrawertycy, jak i introwertycy mają mocne strony, którymi może karmić się związek. A w dodatku większości z nas nie można określić jako introwertyków albo ekstrawertyków. Choć chętnie używamy tych etykietek, najczęściej nie jesteśmy na żadnym z biegunów, lecz pośrodku, łączymy w sobie cechy obydwu typów osobowości. Już Jung zauważył, że jest trzecia grupa, najliczniejsza, w przypadku której trudno jest powiedzieć, czy ich energia i motywacja pochodzą z wnętrza czy z zewnątrz. Takie osoby nazywa się czasem ekstrawertycznymi introwertykami i tak naprawdę sama tak myślę o sobie. Kiedy prowadzę zajęcia z grupami ludzi albo jestem na imprezie, gdzie spotykam dużo bliskich osób, staję się ekstrawertyczką i lubię być w centrum uwagi. Za to, gdy wracam po takich wydarzeniach do domu, muszę odpocząć w samotności, nim znów wyjdę do świata. Coraz częściej mówi się też o osobowości ambiwertycznej, łączącej w sobie cechy intro- i ekstrawertyków. To, które cechy są bardziej aktywne, zależy od sytuacji, otoczenia, zadań, które wykonujemy, ogólnego samopoczucia i tak dalej. Każdy z nas jest trochę inny w różnych okolicznościach, możemy się zmieniać i dobrze to dostrzec, zamiast zamykać się w samoograniczających przekonaniach.

Po siedmiu wspólnych latach związek 35-letniej Julki i trzy lata starszego Krzyśka przeżywa kryzys. Do tej pory wszystko było dobrze, jasne, że czasem się kłócili, ale nie mieli wątpliwości, że chcą być razem. Mityczna siódemka sprawiła, że Julce spadły różowe okulary i teraz wszystko widzi w innych barwach. Kiedyś była zachwycona tym, ile energii Krzysiek wnosi do jej życia, teraz nie może znieść tego, że on wypełnia sobą całą przestrzeń, nie ma gdzie przed nim uciec.

– Ja coś piszę, a on do mnie mówi, więc mówię mu, że pracuję, a on na to, że tylko chce mi opowiedzieć i opowiada. Musi mi opowiedzieć o wszystko, co się zdarzyło, co planuje, a z czego zrezygnował, co ktoś powiedział i co on odpowiedział, no nie mogę! – skarży się Julka. – Kiedyś cieszyło cię, że jesteście tak blisko, że wszystkim się z tobą dzieli, że jesteś dla niego taka ważna – przypominam, bo znam tę nierozłączną parę od lat. – Jaka ważna? Przecież on w ogóle mnie nie widzi i nie słyszy. Czasem coś mówię, a jak tylko skończę, on rzuca jakiś komentarz i natychmiast opowiada o swoich sprawach, moje nie są dla niego ważne! – Jak to jest, że przez kilka lat ci to nie przeszkadzało? – Nie wiem, chyba się zmieniłam. Kiedyś myślałam, że jestem introwertyczką, więc dobrze, że on mówi i działa za nas dwoje. Ale teraz już nie. Już nie chcę żyć jego życiem, tylko swoim. Chcę mieć swoje kontakty z ludźmi, czasem chcę być w centrum uwagi, a on wszystko zawłaszcza. – Mówiłaś mu o tym, że ci to przeszkadza? – Jasne, że tak. Ale on się natychmiast obraża, że go nie doceniam, bo wszystko robi dla nas, ciągnie naszą parę, a ja już nie chcę być ciągnięta!

Nie wiem, jak skończy się ta historia, ale przykład Julki pokazuje, że ludzie mogą się zmieniać. Problem nie leży w tym, czy jesteśmy ekstrawertykami, czy introwertykami, ale w tym, czy umiemy dbać o potrzeby własne i partnera. Bez tego żaden związek nie będzie szczęśliwy.