fbpx

Kaizen w wychowaniu

Kaizen w wychowaniu
Jeśli rodzic poprawi wartość swojego życia, zacznie robić coś dla siebie, dzieci to odczują pozytywnie. (Fot. Getty Images)

Żeby przejść sto mil, trzeba zrobić pierwszy krok. To istota filozofii kaizen. Coraz częściej stosowanej w pedagogice.

Kaizen jest filozofią wywodzącą się z Japonii. Oznacza ciągłe doskonalenie się, ulepszanie. Filozofia wielkich zmian poprzez małe kroczki. Japończycy zastosowali ją z powodzeniem w zarządzaniu, jej mistrzem jest Masaaki Imai. Okazuje się, że kaizen doskonale sprawdza się w wychowywaniu dzieci.

Kiedy? Jeśli czujesz, że tkwisz w niedobrej sytuacji po uszy, nie możesz poradzić sobie z jakimś wychowawczym kłopotem, zaczynasz nie lubić własnego dziecka. Czujesz, że tak dalej być nie może. Chciałbyś rewolucyjnej zmiany. Kaizen obiecuje zmianę, ale bez gwałtownej rewolty. To inny sposób spojrzenia na wyzwanie. Nastawianie się na wielki wysiłek sprawia tylko, że odsuwamy termin startu zmian. Po feriach, po świętach, po konferencji, czyli… nigdy. Wyszukujemy racjonalne powody, dlaczego teraz jest zła pora, żeby przemodelować naszą rodzinę. Święta, zima, koniec roku, napięcie w pracy… W ten sposób nie dość, że nic nie robimy, to jeszcze utrwalamy w sobie poczucie winy za nicnierobienie.

Kaizen pozwala odzyskać nadzieję, że nie wszystko stracone, że mimo braku czasu i energii być może nam się uda. Istota metody polega na tym, by dokonać tylko jednej małej rzeczy – ale za to codziennie; konsekwentnie i systematycznie. W ten sposób utrwali się dobry zwyczaj – bo według psychologów u nas, Europejczyków, nowy nawyk utrwala się po upływie 90 dni; po tym czasie staje się twoim naturalnym zachowaniem.

Najpierw Ty

Kto jest źródłem najsilniejszych bodźców dla dzieci? Rodzic. Pilnie obserwowany, punktowany i rozliczany. Jeśli rodzic poprawi wartość swojego życia, zacznie robić coś dla siebie, dzieci to odczują pozytywnie. Pomożesz im, pomagając sobie. Dlatego wychowawcze kaizen zacznij od siebie. Jakie masz złe nawyki, co chciałbyś w sobie zmienić? Wybierz jedną rzecz najistotniejszą i poświęć jej 30 sekund dziennie. Tylko pół minuty – zrób jeden przysiad, złóż porządnie jedną rzecz, tylko raz uśmiechnij się do lustra. Najlepiej o tej samej porze. Jeśli wykażesz się konsekwencją, zmiany nadejdą, bo muszą nadejść.

Kaizen bazuje na tym, że lubimy nawyki. Jeśli przez 90 dni każdego wieczoru zamkniesz oczy i pomyślisz, co czujesz, polubisz to, przyzwyczaisz się i coś w sobie zmienisz na lepsze. Zatem pierwszy mały krok: zmienia się rodzic, minutę dziennie poświęcając dla siebie. Nie będziesz autorytetem dla dzieci, jeśli sam słabo radzisz sobie z życiem. A kaizen to właśnie szansa dla rodziców, którzy mają wątpliwości, czy radzą sobie z czymkolwiek.

Czy lubisz swoje dziecko?

Ten temat nadal traktujemy po macoszemu, bo trudno się z nim zmierzyć. A można kochać, ale nie lubić. Masz w domu dziecko chciane, kochane, ale na przykład nieznośne: złośliwe, leniwe, denerwujące. Uosabia to, czego u dzieci nie znosisz. Nie umiesz z nim normalnie rozmawiać, a częstą formą kontaktu jest krzyk. Po prostu: masz swojego dziecka dość. W takiej sytuacji zaleca się bardzo głęboką i wieloletnią terapię lub… niepozorną filozofię kaizen. Wybierasz kaizen? Pomyśl więc, co możesz zrobić drobnego, najmniejszego, prostego, żeby poprawić wizerunek swojego dziecka we własnych oczach.

Najmniejsza rzecz, niemal bezwysiłkowa, nieodczuwalna i prawie niezabierająca czasu, to…

  • kanapka do szkoły – ale z rysunkiem w środku.
  • samoprzylepna karteczka na lodówce (z uśmiechem, żartem, pochwałą).
  • całus w czółko, gdy już śpi.
  • w drodze do pracy jedna pozytywna myśl o swoim dziecku.
  • raz dziennie serdeczny SMS.
  • zawsze przed wyjściem przytulas w drzwiach. Na dobry dzień.

W ten sposób uczysz się żyć z pozytywnym postrzeganiem dziecka, a ono po jakimś czasie (nie krótkim, ale nam nie zależy na szybkim, lecz na trwałym efekcie) pojmie, że się o nie troszczysz, i być może coś się między wami zmieni. Zmieni się twoje postrzeganie dziecka, za tym zmieni się twoje zachowanie, a następnie zachowanie dziecka. A robisz tylko jedną małą rzecz dziennie…

Kaizen i bałaganiarze

Czy jedno dobre słowo dziennie może naprawić moje relacje z dzieckiem? Tak. W tym właśnie tkwi siła kaizen. Jedna maleńka zmiana, utrwalona w takim stopniu, że staje się silnym nowym nawykiem, musi pociągnąć za sobą inne zmiany, bo natura (także psychiczna) człowieka ciągle się przekształca.

Przykład: Wracasz do domu zmęczona, zastajesz bałagan jak po rewizji. Nie umiesz się powstrzymać i krzyczysz. Wiesz, że nie powinnaś, masz poczucie winy, a jednak nie umiesz inaczej…

Kaizen zaczyna się od zadania sobie pytań: co mogę zrobić bez wysiłku, żeby zmienić to, co mi się nie podoba? Czy stać mnie na to, by za każdym razem wejść i wesoło powiedzieć „cześć”? To zajmie ułamek sekundy, a w wieloletniej perspektywie daje nadzieję na trwałe zmiany w rodzinnych relacjach.

Pomoc: Zanim otworzysz drzwi, wyobraź sobie wszystkie swoje dzieci zaraz po porodzie lub jako rozkoszne maluchy czy w innej miłej sytuacji. Łatwiej będzie o uśmiech mimo… pobojowiska. Gdy czujesz, że musisz krzyknąć na dziecko, nie licz do dziesięciu, ale do jednego. To zaledwie pół sekundy – pomaga. Liczenie do dziesięciu wymaga sporo czasu i jest obciążające. Za to powiedzieć w myślach „jeden” dasz radę. Potem krzycz, jak zawsze, ale to już nie będzie jak zawsze, bo odroczyłaś krzyk o ułamek sekundy.

Przykład: Masz w domu bałaganiarza. Zwykle ty sprzątałaś, a dziecko beztrosko rzucało, co gdzie popadnie. Nie nauczysz go utrzymywać porządku z dnia na dzień, ale wprowadź śmieszną zasadę: każdego dnia niech codziennie, zawsze o tej samej porze, syn/córka, odkłada coś na miejsce. Jeśli w przedpokoju jest sterta butów, niech schowa do szafy jedną parę. Niech cię nie ciągnie aby do generalnych porządków! Jedna rzecz na miejsce i koniec. Potem pochwal dziecko – i siebie, że wreszcie wzięłaś się za solidne wychowanie. Jutro znów jedna para do szafy.

Co to daje? W tym właśnie tkwi nowatorstwo tej metody, bo w kaizen nie skupiamy się na celu. Zamierzony efekt jest inny. Być może dziecko polubi tę czynność, może przeniesie drobne kroczki na inne obszary życia, a może tylko ty rozładujesz napięcie, twój stan emocjonalny się poprawi. Jakaś korzyść będzie. Nie myśl jaka, daj jej spontanicznie nadejść.

Kaizen w akcji

  • Beata ma zalecone ćwiczenia, które korygują płaskostopie poprzeczne i oczywiście uparcie nie ćwiczy…

Zaproponuj tylko raz dziennie jedno ćwiczenie, zapytaj, jaką porę Beatka wybiera. Jeśli jest to popularne ćwiczenie (z podnoszeniem palcami stóp ołówka), raz dziennie o stałej porze podaj jej ołówek i niech go raz podniesie do góry. Potem jej ołówek zabierz. Po 90 dniach będzie jej brakować podnoszenia ołówka. Sama zacznie myśleć o tym, że go chce, oswoi się z ćwiczeniami, przestanie je postrzegać w kategoriach nudnej mordęgi, a może nawet zobaczy, że stópka jest mniej zdeformowana i to ją zmotywuje.

  • Michał się przejada…

Nałóż mu na talerz i na jego oczach odłóż jeden kęs, jedną frytkę, ciastko. To samo z cukierkami. Daj mu trzy i jeden zabierz. Z każdej porcji na jego oczach odkładaj troszkę. Z czasem (trzy miesiące!) zacznie sam odkładać. Nabierze nawyku, żeby odruchowo zmniejszać porcje. To nawet mu się nie skojarzy z dietą, więc nie będzie stawiał oporu.

  • Bartosz – czeka z odrabianiem zadań, aż ty wrócisz z pracy, sam lekcji nie ruszy

Umówcie się, że Bartek zrobi tylko jeden przykład, jedno zadanie bez ciebie. Absolutnie nie wszystko. Nie nalegaj, bo natrafisz na bunt i bardzo silny opór. Po jednym przykładzie dziecko poczuje satysfakcję, że robi coś samo. Być może powoli polubi samodzielność intelektualną i przestaniesz być konieczna. Po dwóch latach będzie sam odrabiał lekcje i okaże się to trwałą inwestycją. Pamiętaj, ile czasu go do tego przyzwyczajałaś. Odzwyczajenie się nie zajmie mu kilku chwil.

  • Ania nie uczy się angielskiego, przeraża ją ogrom materiału

Anię trzeba zachęcić, by uczyła się przy śniadaniu jednego (nie dwóch, nie trzech, tylko jednego) słówka. W tej metodzie oddziaływania na dzieci ważny jest przekaz filozoficzny – oto, co jesteśmy w stanie osiągnąć systematycznością. Dlatego im mniejszy wysiłek, tym metoda kaizen lepiej i trwalej podziała na dziecko.

  • Karol kłóci się z młodszą siostrą Gosią

Codziennie przy obiedzie pytaj, co lubi w Gosi lub kiedy i jak fajnie się z nią bawił. Niech wymieni jedną rzecz. W jego psychice uruchomią się zmiany mentalne dotyczące postrzegania siostry.

  • Justyna wydaje wszystkie pieniądze

Poproś ją, żeby przed wyjściem zawsze wrzuciła jedną monetę do puszki. Puszkę chowaj i daj jej przeliczyć dopiero po trzech miesiącach.

  • Martyna naciąga mamę na różne rzeczy w sklepie

Przed podejściem do kasy poproś, żeby odłożyła jedną rzecz. Niech sama wybierze.

  • Asia zawsze odzywa się do ciebie niegrzecznie

To już znasz; policz do jednego i dopiero się odezwij.

  • Magda cię wyraźnie nie lubi

Każdego dnia poszukaj okazji, żeby ją przez chwilę dotknąć, pogłaskać, poczuć swoje dziecko. Wystarczy.

Nie zwierzaj się nikomu, także dorosłym, którzy mają kontakt z twoim dzieckiem. Jeśli dziecko dowie się, że stosujesz wymierzone w niego kaizen, zrobi wszystko, by zmianom zapobiec. Bunt przeciwko zmianom jest naturalnym zachowaniem i jeśli będzie wiedzieć, co się dzieje, użyje wszystkich dostępnych mu środków: wyśmieje cię, nasili niepożądane zachowania, przekroczy w stopniu znacznym dotychczasowe granice. Nie licz, że zobaczysz zmiany od razu. Ty masz się zmienić powolutku i ono ma prawo zmienić się równie powoli. Od jakiej małej zmiany zaczniesz?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze