1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Zawodowa niania – tajniki pracy opiekunki do dziecka

Zuzanna Kacalińska (Fot. archiwum prywatne)
Zuzanna Kacalińska (Fot. archiwum prywatne)
Są kreatywne, empatyczne i trudno wyprowadzić je z równowagi. Mają wiedzę, doświadczenie i nowoczesne podejście do wychowania. Udowadniają, że praca opiekunki to ważna i poważna profesja. W końcu – oprócz nas, rodziców – to one mają największy wpływ na to, jak przebiega rozwój dziecka.

Nigdy nie planowałam zatrudnienia niani. Gdy mój syn został przyjęty do żłobka, byłam pewna, że temat dotyczący tego, kto się nim zajmie po moim powrocie do pracy, został zamknięty. Nie miałam jeszcze pojęcia, że moje plany średnio raz w miesiącu będą blokować przynoszone ze żłobka choroby. Zanim zaczęłam przeglądać ogłoszenia opiekunek, nianie kojarzyły mi się z kimś w rodzaju „ciociobabci” – sąsiadki, która wychowała już własne dzieci, emerytowanej przedszkolanki albo dalszej znajomej rodziny. Szybko zrozumiałam, że tak może było kiedyś, ale współczesne nianie to w większości młode i kompetentne osoby, będące często po kierunkowych studiach, które opieki nad dziećmi nie traktują w kategoriach dorywczego zajęcia.

Matczyna intuicja

Barbara Karkoszka, wydawczyni programów telewizyjnych i mama trójki dzieci, pierwszą nianię zatrudniła z polecenia. Było to 14 lat temu, kiedy urlop macierzyński trwał nie rok, ale sześć miesięcy. Po urodzeniu Soni i Stacha Basia zatęskniła za byciem między ludźmi, spotykaniem się z przyjaciółmi. Nie chciała, by jej życie ograniczało się wyłącznie do tkwienia w domu i zmieniania pieluch. W tamtym czasie wiele jej koleżanek miało podobne potrzeby. Basia doskonale wiedziała, jak wyczerpującym zajęciem jest opieka nad maluchami, dlatego nie miała sumienia prosić nianię, która zajmowała się jej dziećmi w ciągu dnia, aby zostawała jeszcze po godzinach. Wtedy pojawił się pomysł, aby stworzyć agencję niań, z której usług będą mogli korzystać rodzice chcący na przykład wyjść wieczorem do kina. To była pierwsza tego rodzaju usługa na rynku. „Nasza firma zmieniała się razem z potrzebami naszych klientów. Z czasem zaczęliśmy zatrudniać nianie na stałe, na weekendy, na czas choroby” – wspomina.

Dziś Nanny Bell działa w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Przez pierwsze trzy lata każdą z niań Basia rekrutowała osobiście. Przydało się tu jej wykształcenie psychologiczne, jednak ostatecznie i tak decydowała matczyna intuicja. „Czy zostawiłabym z tą osobą swoje dzieci?” – to było pierwsze pytanie, jakie zadawała sobie podczas spotkania rekrutacyjnego. „Na wstępie przeprowadzamy oczywiście testy psychologiczne, które sprawdzają, czy kandydatka nas nie wprowadza w błąd, czy faktycznie pracowała wcześniej z dziećmi. Ale potem to jest już tylko podążanie za człowiekiem. Pytam, czy powinnam wiedzieć o czymś jeszcze, czego nie zdążyła mi powiedzieć wcześniej. Wtedy zwykle padają informacje dotyczące chorób, jak cukrzyca czy depresja. Mam obowiązek poinformować o tym rodziców. Kiedyś jedna dziewczyna przyznała, że należała do sekty” – opowiada.

Barbara Karkoszka z dziećmi (Fot. archiwum prywatne) Barbara Karkoszka z dziećmi (Fot. archiwum prywatne)

Basia od początku stawiała na współpracę z młodymi osobami, głównie ze studentkami pedagogiki czy logopedii, które szukają dodatkowego zajęcia. Zależało jej na tym, by pracujące dla niej nianie czas z dziećmi spędzały aktywnie i kreatywnie, dzieląc się swoimi zainteresowaniami. „Na przykład jeśli niania uczy się hiszpańskiego, zaprasza do wspólnej nauki swoich podopiecznych. Jest to jednak forma wspólnej zabawy, a nie korepetycji” – zaznacza.

Umowę z agencją podpisują zawsze obie strony: niania i rodzice. Jeden z punktów znajdujących się w regulaminie nadal potrafi wzbudzić sporo kontrowersji. Chodzi o zapis dotyczący tego, że niania nie jest gosposią, do jej obowiązków należy wyłącznie opieka nad dzieckiem. „Nasze nianie nie gotują, nie sprzątają, jedynym wyjątkiem jest sprzątanie z dzieckiem po skończonej zabawie. Dziecko ma drzemkę? Niania może wtedy opróżnić zmywarkę, ale nie jest to jej obowiązek” – tłumaczy Basia. Podkreśla to dlatego, że w naszym kraju opieka nad dzieckiem, tak samo zresztą jak zajmowanie się domem, wciąż należą do kategorii pracy niewidzialnej, czyli takiej, która jest niedoceniana i niezauważana przez społeczeństwo. Nadal zdarzają się ojcowie, którzy nie mają świadomości, jak wygląda codzienna opieka nad dzieckiem, jakiej uwagi, zaangażowania i odpowiedzialności wymaga. Basia z satysfakcją przyznaje, że takich klientów z jej agencją kontaktuje się coraz mniej. Z usług Nanny Bell korzystają także firmy, które aby ułatwić pracowniczkom łączenie obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem, zatrudniają nianie w swojej siedzibie.

Od zaraz, w dzień lub w nocy

Dla dziewczyn z agencji Basi ta praca to zwykle przystanek na drodze zawodowej, a zdobyte doświadczenie pomaga na kolejnych etapach kariery. Część kończy kursy i specjalizacje w pracy z dziećmi z niepełnosprawnościami, na przykład autyzmem. Jednak coraz więcej młodych dziewczyn traktuje bycie nianią jako sposób na życie.

Myśl, aby opiekować się maluchami zawodowo, dojrzewała w Katarzynie Domańskiej, odkąd była nastolatką. Po maturze wyjechała na Lazurowe Wybrzeże jako au pair, gdzie przez ponad rok mieszkała u szwedzko-francuskiej rodziny i zajmowała się ich dzieckiem. Interesowały ją medycyna i tematy okołoporodowe, więc położnictwo było oczywistym wyborem. Po skończeniu studiów nie zdecydowała się jednak na pracę w szpitalu. Pomysł na własną firmę pojawił się po tym, jak pewnego razu zaoferowała wsparcie koleżance, która właśnie urodziła drugie dziecko, a której bliscy i rodzina mieszkali za granicą. Aby mogła odpocząć po porodzie lub poświęcić trochę czasu starszemu dziecku, Kasia zaproponowała, że zaopiekuje się jej noworodkiem w ciągu dnia lub w nocy. Miała duże doświadczenie, zebrane podczas studiów i wielomiesięcznych praktyk w szpitalach, wiedziała, jak bezpiecznie karmić noworodki, jak przygotować pokarm, sprawnie je przewijała i pielęgnowała. W zasadzie nie potrzebowała żadnych wskazówek. Wchodząc do domu, od razu przejmowała opiekę nad noworodkiem. Okazało się, że matek w potrzebie jest cała masa. Postanowiła otworzyć agencję oferującą pomoc opiekunek, które są położnymi lub studentkami położnictwa. „To, co nas wyróżnia, to specjalistyczne wykształcenie, przeszkolenie m.in. z pierwszej pomocy i to – stąd nazwa Nanny Now – że jesteśmy dostępne od zaraz na kilka godzin w ciągu dnia, w nocy lub podczas wyjazdów służbowych i wakacyjnych w Europie i na świecie” – podkreśla Kasia. Jednocześnie dodaje, że choć wymagania rodziców dotyczące umiejętności, doświadczenia i wiedzy niań są coraz większe, nie zawsze idzie za tym odpowiednio wysokie wynagrodzenie.

„Rodzice przeprowadzają rozmowy na wzór castingów. Szukają osoby wykształconej, odpowiedzialnej, dobrze wychowanej, kreatywnej, zabawnej, młodej, a jednocześnie z wieloletnim doświadczeniem, do tego jeszcze mówiącej do dziecka w obcym języku, ale gdy dochodzą do punktu pt. wynagrodzenie – najchętniej płaciliby minimum. Dlatego, odkąd Nanny Now zaczęła funkcjonować, moją misją stało się sprawienie, aby zawód niani zaczęto postrzegać jak każdą inną pracę, w której jeśli jesteś bardzo dobra, to też bardzo dobrze zarabiasz. Większość osób nadal myśli, że opieka nad dzieckiem jest łatwa i przyjemna” – mówi Kasia.

Katarzyna Domańska (Fot. archiwum prywatne) Katarzyna Domańska (Fot. archiwum prywatne)

Lubię dzieci, ale tylko cudze

„Chcę być nianią, dopóki kręgosłup mi pozwoli. Znam bardzo dużo dziewczyn, które myślą podobnie jak ja. Mam wrażenie, że na rynku odbywa się właśnie rewolucja i praca niani zaczyna być traktowana jako zawód. Pojawiają się agencje, które specjalizują się w konkretnych grupach wiekowych albo podejściach do wychowania. Sama przez kilka lat byłam związana z agencją działającą w nurcie wychowania estetycznego, która kładzie nacisk na kreatywne spędzanie czasu z podopiecznymi” – mówi Zuzanna Kacalińska, studentka Communication Design w School of Form, która nianią została cztery lata temu. Po maturze zrobiła sobie rok przerwy, pomysł, by w tym czasie zająć się opieką nad dziećmi, pojawił się naturalnie. Chodziła do szkoły, w której jej mama prowadzi świetlicę, znała więc wiele zabaw i aktywnych form spędzania czasu z dziećmi. Zaskoczyło ją to, jak wyczerpująca emocjonalnie jest to praca. „Małe dzieci najczęściej mają swój rytm i konkretne przyzwyczajenia, dotyczące na przykład posiłków. Kiedy coś nie idzie po ich myśli, niełatwo jest je uspokoić. Musiałam nauczyć się rozwiązywać przeróżne dziecięce problemy, nabyć empatii i cierpliwości. Okazało się, że świetnie działa poczucie humoru i rozładowywanie trudnych sytuacji żartami” – mówi Zuzia.

Co jest w byciu nianią wyjątkowego? „Dla mnie niesamowite jest to, że mogę obserwować, jak te dzieciaki rosną, jak się rozwijają. Praca z nimi daje mi niezwykłą radość, dzięki nim potrafię cieszyć się z pozornie zwykłych rzeczy. Przebywanie z dziećmi ukształtowało mnie jako osobę dorosłą: mam zupełnie inną wrażliwość na otaczający świat. Z drugiej strony mogę znów poczuć się dzieckiem i na przykład spontanicznie śpiewać z podopiecznymi w autobusie. Żadna inna praca mi tego nie da”. To, co jednak najbardziej ją cieszy, to zmiana spojrzenia na kwestie wychowawcze, co widać także po tym, jak rodzice zaczynają postrzegać jej pracę. „Kiedyś było powszechne, że nianią była osoba starsza, a dziecko towarzyszyło jej w codziennych obowiązkach. Sama miałam taką nianię, chodziłam z nią na zakupy. Jej zadaniem było podać mi posiłki o wyznaczonych porach i dbać o moją higienę. Dzisiaj to niania podąża za dzieckiem, pomaga mu się rozwijać, dostosowuje zabawy odpowiednio do jego potrzeb i wieku” – wyjaśnia.

Bycie nianią utwierdziło ją też w decyzji, że sama nie będzie mieć dzieci. „Życie z dzieckiem jest absolutnie wspaniałe, ale też ekstremalnie trudne. Przez osiem godzin spędzonych razem daję z siebie sto procent; jeśli dziecko ma trudny dzień, jestem cierpliwa i empatyczna – wiem, że przetrwamy do tej 16.00. Potem jednak wracam do domu, mogę złapać oddech i nie mieć z tyłu głowy tego, że cały czas ktoś mnie potrzebuje, jest ode mnie zależny. Bardzo cenię swoją niezależność” – tłumaczy. I dodaje: „Moim zdaniem każda osoba, która chce mieć dzieci, powinna zrobić taki staż z rodzicielstwa, na przykład przez tydzień opiekować się dwulatkiem, zobaczyć, jak to wygląda, i dopiero wtedy zdecydować, czy ma siłę, żeby udźwignąć tę odpowiedzialność”.

Jako mama dwulatka zgadzam się z nią całkowicie: opieka nad małym człowiekiem to niezwykle wyczerpujące psychicznie i fizycznie zajęcie. Odkąd zaczęłam korzystać z usług doświadczonej niani, z coraz większym podziwem patrzę na kobiety, które zdecydowały się robić to profesjonalnie.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze