fbpx

Kryzys męskości. Czy jego przyczyną są relacje matek z synami?

Kryzys męskości. Czy jego przyczyną są relacje matek z synami?
Czy istnieje lekarstwo na kryzys męskości? (Fot. iStock)

– Przyczyną kryzysu męskości są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo – mówi Piotr Pałagin, psychoterapeuta, lekarz.

Podobno, od dawna już zresztą, mamy kryzys męskości.
Wzorzec męski zanika po prostu w sposób skandaliczny i szybki. Kiedyś mężczyźni walczyli o terytorium, wzorcem męskim byli bohaterzy – silni, okrutni, brutalni, bo przecież wrogowi trzeba było odrąbać głowę. Nieważne, kto kogo napadał, takie same gadki były z każdej strony. Krwiopijcy – to był męski wzorzec. Od dawna jest już jednak nieaktualny. No i do czego teraz mężczyzna się nadaje?

Ma pieniądze zarobić na przykład.
Dokładnie. A to jest coś drapieżnego? W tym celu ma komuś głowę odrąbać? Dzisiejsza walka to już nie to, już nie machamy szablą. Teraz mężczyzna nie bierze spraw w swoje ręce, raczej idzie do sądu, żeby sąd to za niego zrobił. A potem może powiedzieć: „Jaki ten świat jest niesprawiedliwy!”. Albo nie idzie do sądu, tylko siedzi i wódkę pije. Bo jest załamany, zestresowany i nerwy go biorą. A jak słyszy, że ktoś mówi: „To zrób coś!”, odpowiada: „Nie, no co ja mogę? Ten system jest nie do obalenia?”. To nie jest po męsku.

Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy?
Przyczyną są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Albo ma bronić jej przed ojcem, albo jest od tego, żeby spłodzić jej wnuki i mieć grzeczną żonę. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo. Nie mają wolności, są przez matki wykorzystywani, chowani twardą ręką, krytykowani, poniżani. Muszą być słabi, żeby spełniać ich oczekiwania. Albo są skrzywdzeni nadopiekuńczością, co daje ten sam efekt. Ich męskość wcześnie zostaje złamana.

Co się dzieje potem?
Później mężczyzna spotyka kobietę, z którą jest mu cudownie, bo wydaje mu się, że ona wcale nie jest taka jak matka. Jednak kiedy ona rodzi dziecko, cały ten wstręt do matki budzi się i jest przenoszony na żonę. I przychodzi taki czas, że ten facet wpada w depresję, przychodzi do mnie i mówi: „Jest mi ciężko, czuję się osaczony. Wszyscy czegoś ode mnie chcą, a ja nie wiem czego”. I nawet gdy ma kochankę, to ona okazuje się taka sama jak żona. Żonie mówi, że jest wolny i będzie robił, co chce, a kochance mówi, że ma żonę i dzieci i nie może on nich odejść, bo nie jest wolny. Taka sytuacja ciągnie się latami.

Jacy jeszcze polscy mężczyźni do ciebie przychodzą?
Druga grupa to ci, którzy nie wiedzą, co mają w życiu tak naprawdę zrobić. Taki mężczyzna był zawsze grzeczny, bardzo dobrze się uczył, skończył prestiżowe studia i poszedł do pracy, której teraz nienawidzi, ale trzeba przecież zarabiać, żeby z czegoś żyć. Trudno mu jednak w tej pracy przejawiać własną wolę, kreatywność czy siłę. On całe życie marzy, żeby się porządnie upić, wyjechać na koniec świata albo przynajmniej na trzytygodniowy urlop. Ci wszyscy mężczyźni cały czas znajdują się w pułapce, w którą wpędziły ich mamusie. Została odebrana im władza i decyzyjność. I oni teraz czują się jak biedna śrubka w tym złym okrutnym świecie. Są wykończeni i jest im bardzo źle.

Co im te matki zrobiły?!
Co czuje kobieta, która jako dziewczynka ciągle słyszała, że ma być grzeczna i niczego jej nie wolno, a to, co chce, jest nieważne?

Ona teraz nie wie, czego chce.
Tak. A mężczyzna?

Nie działa właściwie.
No właśnie. Mężczyzna jest tak skonstruowany, że od razu to po nim widać. U kobiety są to sprawy wewnętrzne – brak jakiejś tajemnicy, umiejętności tworzenia atmosfery, tego, co jest pomiędzy wierszami. Ona to nadrabia pewnymi męskimi zachowaniami, niby świetnie sobie radzi, ma jakiś plan na życie, chociaż to nie jest jej pomysł. W dzisiejszych konsumpcyjnych czasach, gdy liczy się działanie, organizowanie i zdobywanie, trudniej to odkryć. A facet? Od razu wiadomo, że on nie robi właściwego ruchu. To widać zwłaszcza w relacjach z kobietami. Niby działa, ale boi się całkowicie zadeklarować, prawdziwie zaangażować. On będzie czekać na bieg wydarzeń. Będzie oczekiwał, że ktoś za niego zaryzykuje. On musi mieć gwarancję, że nie zostanie skrzyczany, skrytykowany, że nie spotka się z dezaprobatą swojego postępowania. Dziewczyna siedzi obok niego, niby jest kawiarnia, kwiaty, kawa, spacer, ale czegoś brak. A dziewczyna chce barbarzyńcy, chce, żeby zrobił coś tak, jak tylko facet potrafi. Tymczasem on, nawet gdy jest już w związku, jest wycofany. Jego tam nie ma.

Kobieta czuje, że go nie ma, że nigdy nie zrobił tego właściwego ruchu.
Czasem taki facet zrobi jakiś ruch, ale potem żałuje i udaje, że to wcale nie o to chodziło, że tak jakoś dziwnie wyszło i żeby sobie nikt czasami nie myślał, że on czegoś chce. Albo przegrywa i żyje z poczuciem porażki i przekonaniem, że nie ma prawa sięgać po swoje. Moja żona ma na przykład takiego wielbiciela. To dawny kolega jej starszego o osiem lat brata. Kiedy miała 15 lat, pierwszy raz się z nim całowała. On poczekał, aż ona dorośnie i poszedł zapytać mamę, czy może się z nią ożenić. A mama powiedziała: „Absolutnie nie, zabraniam, nie wolno!”. Biedny zastanawiał się, a ona w tym czasie zaliczyła paru chłopaków i 2 małżeństwa. Ale on cały czas kręcił się gdzieś w tle. Nagle niedawno wyciągam ze skrzynki na listy kartkę, a tam jest napisane: „Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu, ale ja szanuję twoją rodzinę i na pewno nie zrobię żadnego ruchu”. Wściekłem się i pytam, co to za typ. Żona opowiada mi całą historię i dodaje: „Jak matka żyła, to on się nie odzywał, a jak matka umarła, pojawił się”. Tak to już jest z takimi mężczyznami. Kobiety, które do mnie przychodzą, mówią mi czasem o tym, że spotkały się z jakimś mężczyzną, aż iskrzyło między nimi, a potem on milczy. Spotyka go przypadkowo, a on pyta: „Dlaczego nie dzwonisz?”. To niesamowite! Ona ma do niego dzwonić!

No dobrze. Mamy takiego już złamanego faceta, stało się z nim to, co się stało. Jest dla niego jakaś nadzieja? I dla jego potencjalnej kobiety?
Jak kobieta będzie za niego robić to wszystko, co on ma zrobić, nie ma szans. A kobieta zwykle nie chce czekać. Albo mu coś gada, albo robi za niego. Nie wolno! Zabójstwem dla motywacji faceta jest, kiedy kobieta sama zabierze się za podrywanie, zaciągnie do łóżka i wytapetuje ściany. Jeśli on nie chce, to trzeba zająć się swoim życiem, zacząć umawiać z kimś innym albo wynająć przystojnego fachowca od tapetowania. Niech przyjdzie, kiedy on wraca z pracy do domu. Każdy normalny mężczyzna powie: „Co? A co, ja nie mogłem tego zrobić?”. Tak trzeba postępować i wtedy facet będzie chodzić i żarówki sprawdzać sam, będzie naprawiał kran, a nawet zrobi generalny remont. Kobieta nie może gadać mu tak jak matka, bo obudzi się w nim stary mechanizm – jemu będzie się wydawać, że musi to zrobić dla matki, a nie dla siebie i partnerki. On ma uraz psychiczny, automatyczny odruch.

A jeśli on na początkowym etapie relacji nie wykonuje właściwego ruchu?
Wtedy warto, żeby kobieta się zastanowiła, czy w ogóle coś z tego będzie. Może też napisać wypracowanie na temat tego, czym różni się obraz Jasia od Jasia. Bo kobieta ma różne obrazy w swojej wyobraźni na temat wymarzonego wirtualnego mężczyzny i nawet, jak patrzy głęboko w oczy tego, który przed nią stoi, to nadal widzi cały zestaw czynności, który on musi, według jej standardów, wykonać. A on nic. Jak zacznie z nim o tym mówić, jest spalona. Jak nie zacznie, może się nie doczekać. A jak istnieje groźba, że może się nie doczekać, trzeba zadać sobie pytanie – czy jest to wyobraźnia, czy jest to rzeczywisty facet. Niech się zastanowi, czy chodzi jej przede wszystkim o to, żeby wymarzony obraz się urzeczywistnił. Jeśli tak, wtedy może dać sobie spokój z tym facetem. Albo niech poczuje w sobie, czy może jednak wartość tego prawdziwego mężczyzny jest tak wielka, że może poczekać na niego nawet 100 lat. Jeśli kobieta zrezygnuje ze swoich oczekiwań, on może zacząć postępować tak, jak chce i będzie dobrze. Co jest dla ciebie ważniejsze – kochać czy być kochaną?

Jedno i drugie.
No właśnie. Jeśli impuls idzie z dwóch stron, relacja sama się rozwija. Odbywa się w tym wymiarze, w którym impulsy się spotykają. Jeśli nic się nie dzieje, to znaczy, że kimś rządzi jakiś obraz i że ta druga osoba nie jest ważna. To nie jest miłość, tylko oczekiwanie konsumpcji miłosnej. Nikt się nie rusza i frustracja narasta. Wtedy trzeba to przerwać.

Jest jakieś lekarstwo na kryzys męskości?
Wrócić do prawdziwej idei mężczyzny i kobiety. Uszanować, że mężczyzna i kobieta to nie jest to samo. Żyjemy w czasach propagandy mediów. W filmach amerykańskich na przykład jest zawsze ten sam schemat – dobry czarny, zły biały, dobry policjant, zły złodziej. Funkcjonuje mnóstwo sloganów, którymi częstuje się ludzi. My tak samo możemy wypromować mężczyzn i kobiety. O czym marzy większość kobiet w Polsce? Obserwuję, że o tym, żeby mężczyzna dał jej poczucie bezpieczeństwa. I wtedy kobiety kreują ten obraz mężczyzny, który daje poczucie bezpieczeństwa, a on wcale nie musi być prawdziwy. A czym marzy facet w Polsce?

Zależy z jakiej grupy. Przedstawiciele pierwszej marzą o tym, żeby mieć zaradną żonę, niewiele robić i udawać, że jest się ojcem rodziny.
Stoi za tym mechanizm dominującej matki. Bo jak matka rządziła wszystkim w domu, to on chce mieć taką żonę jak ona. I mówi: „O, mamusia nie tak zupkę gotowała. Pogadaj z mamusią, ona cię nauczy”.

A druga grupa to faceci, którzy tak bardzo nienawidzą mamusi, że nie chcą żadnej żony. Mogą ewentualnie mieć kochankę bądź kochanki. Marzą o kobiecie jako o obiekcie seksualnym.
Tak. I nie chcą w ogóle rodziny. Dla jednych dom, rodzina są potrzebne, bo odebrali naukę religii katolickiej, a drudzy nie chcą tych dyrdymałów. Ani jedni, ani drudzy nie przeszli jednak inicjacji męskiej, to nie są dojrzali mężczyźni.

Nie przeszli inicjacji męskiej?
Tak. Drodzy rodzice, jak wasze dziecko robi coś od siebie, co jest dla niego wyzwaniem, mówcie: „Jak fajnie!”. Sąsiadów niech nie zabija, bomby niech nie podkłada, ale jak ma się wybrudzić, trochę połobuzować, pozwólcie mu. Kiedy mój synek zdecydował się być dorosły, palił jakieś ogniska i wracał do domu cały okopcony (ale trzeźwy). „Co się tak na mnie patrzysz? Myślisz, że piję?” – pytał mnie, a ja: „Nic nie myślę”. Kiedyś wrócił z przypalonym butem, ja nadal nic. To była taka jego inicjacja. Potem wreszcie przyszedł do mnie i powiedział, że trzeba mu buty kupić i zaczął opowiadać, jaki już będzie grzeczny. Sam sobie granicę ustawił, bo nikt mu w tym nie przeszkodził. Ta granica nie może zostać ustawiona przez kobietę, przez matkę. Ojciec co najwyżej może powiedzieć: „Uważaj!”.

Po czym rozpoznać dojrzałego mężczyznę?
Jak pytam kobiety, czego oczekują od partnera, mówią o tym poczuciu bezpieczeństwa i o tym, żeby on był dla niej dobry i ją kochał. A chodzi o to, żeby pojawił się przekaz „my”. Wtedy nie ma tego, że ktoś kimś rządzi i nikt na nikim się nie opiera, nikt nie jest krzywym słupkiem. Każdy jest prostym słupkiem, który w sobie ma oparcie i wewnętrzny spokój. I wtedy oni we dwójkę są zainteresowani, żeby zbudować wspólne życie. To jest ta dojrzałość. A co to znaczy wspólne życie? Są różne kryteria, jedni będą biznes prowadzić, drudzy dzieci płodzić, trzeci książki pisać, następni tylko seks uprawiać. Ale z dwóch stron, równolegle, jest podobna energia, podobne intencje, podobna moc. Nie identyczne, ale podobne. Tak się tworzy wspólne życie.

Czyli dojrzałość to gotowość do prowadzenia wspólnego życia?
Do partnerstwa. I dzielenie odpowiedzialności tak, jak się umówiliśmy lub tak, jak się samo ułożyło i dobrze się z tym czujemy. Nikt nie musi niczego robić, ale robi, bo tak chce. W prawdziwej chęci bycia razem nie ma sztywno podzielonych ról. Partnerstwo polega na tym, że nie ma przemocy z żadnej strony, ale obopólna chęć budowania wspólnego życia. Dojrzałego mężczyzny z dojrzałą kobietą.

Piotr Pałagin lekarz homeopata, członek Stowarzyszenia Homeopatów Wielkiej Brytanii, psychoterapeuta, astrolog, seksuolog, doradca biznesu, coach, trener sukcesu. Od 1991 roku pracuje jako terapeuta. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło mu opracować zintegrowaną metodę terapeutyczną, która oddziałuje na cztery aspekty człowieka: fizyczny, eteryczny (energetyczny), astralny (podświadomy) i mentalny (świadomy).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze