Szczęśliwe życie: nauka odpuszczania

fot. iStock

Nie masz noworocznych postanowień ani marzeń do spełnienia? Też dobrze! Zamiast dążyć do czegoś, czego nie ma, lepiej zatrzymać się i pobyć w tym, co jest – twierdzi psycholożka Hanna Samson. Radzi, by w nowym roku docenić życie, które zwykle jest wystarczająco dobre, by się nim cieszyć.

Pewnie znacie opowieść o rybaku i biznesmenie, bo obiegła już świat kilka razy i niewiele z tego wynikło. Nie będę jej więc przytaczać, a jedynie przypomnę, że rybak leżał sobie na plaży, bo wypływał w morze na krótko, łowił tyle, ile było mu trzeba, żeby nakarmić rodzinę, a resztę dnia spędzał, jak chciał. Zaniepokoiło to biznesmena, bo przecież rybak mógłby łowić więcej. A gdyby łowił więcej, miałby pieniądze i mógłby kupić drugą łódź, zatrudniać ludzi i kupić trzecią – dobrze wiemy, jak to wszystko działa. – I kiedy byłbyś już bardzo bogaty, mógłbyś sprzedać swoją firmę za miliony! – ekscytował się biznesmen. – I co wtedy? – zapytał rybak. – Wtedy mógłbyś leżeć na plaży i robić to, co chcesz. – Ale ja właśnie to robię – odpowiedział rybak.

Nie, nie widzę nic złego w dążeniu do rozwoju. Jestem wręcz entuzjastką zmian, jeśli coś nam nie pasuje w naszym życiu. Ale czy cały czas musimy się ścigać, konkurować i aspirować do wzorców, które być może wcale nie są nasze? Czy musimy odnosić coraz większe sukcesy, żeby czuć zadowolenie z siebie? A nawet jeśli sukcesy są nam potrzebne do szczęścia, to czy jedyną ich miarą są pieniądze, awans i pozycja społeczna?

STAĆ W MIEJSCU CZY PIĄĆ SIĘ W GÓRĘ?

Widziałam niedawno w Internecie filmik, w którym kilka starszych kobiet dzieli się swoim doświadczeniem. Mówią, że gdyby znowu były młode, skupiłyby się na tym, żeby być, a nie na tym, żeby od rana do nocy wypełniać kolejne zadania z długiej listy rzeczy do zrobienia. Opowiadają o nacisku na to, żeby być perfekcyjną mamą, żoną, szefową – dziś potrafiłyby mu się oprzeć, bo wiedzą, co jest ważne. Całowanie dzieci przed snem, taniec, długa kąpiel z miłości do siebie. Wiedzą, że zamiast starać się mieć więcej i być bardziej jakąś, lepiej doceniać chwile. I chyba coś w tym jest. Presja na to, żeby się rozwijać i osiągać, dopada nas z każdej strony. Szkolenia zawodowe, nauka języków, warsztaty kulinarne – świat ma dla nas tysiące ofert. Wystarczy się zapisać, zapłacić, poświęcić czas i mamy pewność, że nie zostaniemy w tym samym miejscu. A jakie jest to miejsce? Jak wygląda, jak smakuje, jak się w nim żyje? Nie mamy czasu, żeby to poczuć, bo biegniemy dalej. Dalej, szybciej, więcej, bardziej – te słowa opisują nasze życie, w którym to, co jest, często jest mniej ważne od tego, co będzie, jeśli się postaramy, żeby było.

Znam osoby, które od lat się szkolą, wszystkie weekendy spędzają na takich czy innych kursach. Niektóre z nich szkolą się w jednym kierunku, podnoszą swoje kwalifikacje zawodowe, ich CV jest naprawdę imponujące. Inne uczą się różnych rzeczy i rozwijają rozmaite, mniej lub bardziej przydatne umiejętności. Jedne i drugie łączy zwykle wiara, że kiedy już ukończą te wszystkie kursy, to będą wreszcie zadowolone z siebie i szczęśliwe, co oczywiście wcale nie musi się spełnić, bo pojawią się nowe kursy i poprzeczka jak zwykle pójdzie w górę, bowiem pies jest pogrzebany gdzie indziej.
– Skończyłam trzecie studia podyplomowe! – oświadczyła z dumą Marysia na jednym z warsztatów. – To teraz wreszcie będziesz miała więcej czasu – stwierdza któraś z uczestniczek. – O nie! Nie zamierzam stać w miejscu. – Ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle? – włączam się do rozmowy. – Właśnie! – To co teraz chcesz robić? – pytam. – Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. Jest tyle możliwości! Zaraz na pewno będę miała nowy projekt!

Warsztaty, treningi, coaching! Wszystko istnieje po to, żebyśmy mogli piąć się w górę i mieć coraz lepsze życie. A może nasze życie jest już wystarczająco dobre i warto by w końcu nim pożyć? Poczuć przyjemność z tego, co robimy, a nie z marzenia o tym, dokąd nas to zaprowadzi.

PORA NA WYSTARCZAJĄCO DOBRE ŻYCIE

Skoro mowa o przyjemności, warto wspomnieć duńskie hygge – kariera tego słowa w 2017 r. obrazowała naszą tęsknotę za przytulnością, bliskością, spokojem. Teraz przyszła pora na szwedzkie lagom, czyli w sam raz. Lagom to filozofia umiaru i równowagi. Minimalizm bez wyrzeczeń, bo dostosowany do własnych potrzeb. Dbałość o siebie i świat. Sztuka zadowolenia z tego, co mam, kim jestem, co robię. Teraz, a nie kiedyś – w przyszłości. Podobno idea lagom jest głęboko zakorzeniona w szwedzkiej psychice, ale my też możemy je wprowadzać do swojego życia. Trzeba tylko uświadomić sobie, że mamy już wystarczająco dużo, żeby cieszyć się życiem. Wystarczająco dużo ciuchów, pieniędzy, sukcesów, no po prostu wszystkiego. Często nawet za dużo, co nas przytłacza. Czy to możliwe? Przecież zawsze można mieć więcej.

No właśnie! Jeśli porównujemy się z tymi, którzy mają więcej, którzy odnieśli spektakularny sukces, którzy mają wyższą pozycję społeczną, wtedy trudno uznać, że mamy już tyle, ile wystarcza do szczęścia. Ale czy na pewno potrzeba nam więcej? Czy te spektakularne sukcesy to są nasze własne marzenia, czy narzuca je świat, w którym żyjemy? Czy te wszystkie przedmioty są nam potrzebne? Kapitalizm chce nam sprzedać jak najwięcej i ma na to swoje sposoby. Ale czy my musimy to wszystko kupować? Czy nie możemy się obronić przed cudzymi wzorcami? Możemy – odpowiadają zgodnie propagatorzy lagom. Jak to zrobić? Co jakiś czas trzeba zadać sobie pytanie: A może jest wystarczająco dobrze? – Jakie wystarczająco dobrze?! – złości się Agata. – Nie masz pojęcia, jak ja cierpię! Agata ma 31 lat i jedno marzenie. Chce mieć dziecko. Bez dziecka jej życie nie ma żadnego sensu, choć ma dobrą pracę, mieszkanie, maluje fajne obrazki, ale co z tego?! Nic z tego nie ma znaczenia, bo zegar tyka, a ona nie ma dziecka ani nawet chłopaka, z którym mogłaby stworzyć rodzinę. Szuka go desperacko na wszystkich możliwych portalach i wciąż od nowa przeżywa rozczarowanie, bo okazuje się, że żaden chłopak nie chce zostać ojcem jej dziecka od pierwszego wejrzenia, a na drugie wejrzenie już zwykle nie mają ochoty.

– Pewnie dlatego, że jestem brzydka – stwierdza Agata, która z wyglądu jest bardzo atrakcyjną dziewczyną. – Muszę zrobić operację nosa. – A co z twoim nosem jest nie tak? – Nie udawaj, że tego nie widzisz. – Nie udaję. Nie wiem, co jest z nim źle – przyglądam się uważnie nosowi Agaty i nic złego w nim nie ma, naprawdę. Powiedziałabym nawet, że jest wyjątkowo zgrabny, ale w to już mi Agata na pewno nie uwierzy, więc nic więcej nie mówię. – Jest za duży! Gdybym miała mały nosek, pewnie już dawno miałabym dziecko i ciepły, przytulny dom. – A jak jest teraz w twoim mieszkaniu? Ciepło i przytulnie? – Chyba żartujesz? Jest pusto i beznadziejnie! – Rozumiem, że dziecko ma spełnić rolę rycerza i odmienić całe twoje życie? – Dzieci zawsze odmieniają życie. – A gdybyś tak zadbała o to, żeby w tym życiu, które masz w tej chwili, było ci lepiej? Zaczęła od mieszkania? Urządziła je tak, żebyś lubiła w nim być? – To bez sensu, skoro nie mam dziecka.

SKUP SIĘ NA TYM, CO JUŻ MASZ

Skupianie się na tym, czego nam brakuje, utrudnia docenienie tego, co mamy, i zadbanie o to. A gdyby tak w nowym roku zmienić perspektywę? Pomyśleć o tym wszystkim, za co możesz być wdzięczny – sobie, losowi, innym ludziom. Niektóre rzeczy wydają się tak oczywiste, że o nich zapominamy. Warto o nich pomyśleć. O tym, że mamy gdzie mieszkać i co jeść. Nawet jeśli w naszym kraju ostatnio nie dzieje się dobrze, to przecież nie padają tu bomby. Miliony ludzi na świecie nie mają tyle szczęścia, dla nich nasze życie jest luksusem. Mamy wystarczająco dużo, żeby cieszyć się życiem już dzisiaj, a nie dopiero wtedy, gdy zostaną spełnione jakieś warunki.

A co z Agatą? Ostatnio pokazała mi zdjęcia swojego mieszkania. Jest ciepłe i przytulne, jest fotel i sofa, są kolorowe poduszki i koce. – I jak ci się żyje? – zapytałam. – Trochę zaczęłam doceniać to, co mam. I w sumie nie jest źle. Już nie szukam tak desperacko faceta, ale oczywiście nadal chcę mieć dziecko. – Powodzenia, Agata! Trochę zwiększyłaś swoje szanse na to, żeby je mieć.

Kiedy łapiemy kontakt z rzeczywistością, a nie skupiamy się na tym, czego nie ma – zauważamy zwykle, że jest wystarczająco dobrze. To nie znaczy, że na tym musimy poprzestać, ale mamy większy luz. Możemy stawiać sobie cele bez napięcia i poczucia presji, możemy nawet zadbać o umiar i równowagę w kontaktach ze sobą i światem. Wystarczy pytać siebie, czy to jest lagom. Co? Wszystko. Mój stosunek do pracy. Liczba butów. Kolejny kieliszek wina. Dokładka pierogów. Moje życie.

Pamiętajmy o lagom, a łatwiej znajdziemy drogę. Swoją własną, a nie pod dyktando świata.

Przeczytaj więcej w artykule: Lagom: szwedzki sposób na szczęśliwe życie