O matko i córko – jak zbudować dobrą relację?

Anna Czarnota i 18-letnia Lena, "Nie jestem matką doskonałą, staram się być autentyczną", fot. Aleksandra Loska

Kolejne pokolenia matek i córek są niczym system luster. Odbijają się w nich wzory na macierzyństwo. Chłoną też epokę, w której żyją, a ona te wzory modyfikuje. Dziś matki chcą świadomie kształtować relację z córkami. Ale czy są w stanie przełamać stare schematy?

Matka i córka – najczulsza relacja, która może karmić albo niszczyć. Najeżona pułapkami i meandrująca między poczuciem odpowiedzialności za życie córki a daniem jej poczucia swobody. Między pielęgnowaniem rodzinnych rytuałów a buntem przeciwko temu, co matka odziedziczyła po swojej matce. Najważniejszy w budowaniu relacji z córką okazuje się stosunek matki do samej siebie, uporządkowanie tego, co sama dostała w swoim „bagażu”. – To, co mi pomaga i co przeszkadza w byciu z córką, to moja własna relacja z nieżyjącą już mamą – przyznaje Magda Konstantynowicz, specjalistka od komunikacji i współwłaścicielka kawiarni. Najpierw urodziła Janka, a trzy lata później Manię, dziś prawie dziewięcioletnią. – Bardzo pomogła mi w budowaniu relacji z córką terapia, refleksja nad sobą. Absolutnie nie jestem w tym mistrzynią, ale dzięki temu zrozumiałam, skąd przyszłam, kim jestem jako kobieta i matka córki, co chcę jej dać.

– Doświadczenie doznawania opieki we wczesnym okresie życia zazwyczaj dostajemy właśnie od matki, bo to ona nosi nas w ciąży, karmi i to się zapisuje w psychice dziecka – wyjaśnia psychoterapeutka Danuta Golec. – A ponieważ to córka wchodzi potem w rolę matki, dla niej matczyny wzorzec ma większe znaczenie niż dla syna i to ona przekaże go dalej. Jest nie tylko swego rodzaju emocjonalną bazą, ale też modelem tego, jak opiekujemy się same sobą. Staje się tym, co nazywamy „wewnętrzną matką”. Dlatego podczas terapii często zaczynamy pracę od tego, żeby zobaczyć, jaką matką kobieta jest dla samej siebie. Czy jest w niej głos, który wspiera i wybacza, czy też taki, który głównie wymaga i karci.

Nasz stosunek do siebie stanowi test na to, co przekazujemy dalej córkom. I jeśli chcemy zmienić coś w naszym wewnętrznym zapisie, przede wszystkim trzeba popracować nad samooceną.

Temat: BAZA

– Postanowiłam budować relację z córką na szczerości i nieukrywaniu nawet niewygodnych faktów – opowiada Magda.

Druga rzecz, którą wyniosła z przeanalizowania włas­nego dzieciństwa podczas terapii, to uważność wobec córki. – Chcę pamiętać, co mi się nie podobało w moim dzieciństwie po to, żeby podjąć próbę odbicia się od tego. Najważniejsze, co przez pierwsze trzy lata mogłam jej dać, to wyprzytulanie, wycałowanie, wygłaskanie, wypowiedzenie wszystkich najsłodszych słów do ucha małej dziewczynki. To ma stanowić mocne ukorzenienie. Teraz zależy mi, aby Mańka miała przekonanie, że nieważne, co zrobi, może powiedzieć: „Mamo, jest mi źle, narozrabiałam, przyjedź”. Moją rolą jest bycie materacem, na którym zawsze może bezpiecznie wylądować.

Najbardziej cieszą ją chwile szczerości ze strony córki. – Zawsze zaskakują mnie sytuacje, kiedy Mania oddaje mi coś, co chciałam przekazać, ale miałam wrażenie, że niekoniecznie do niej trafiłam. Czasem mówi coś mądrego, dorosłego na temat relacji z innym człowiekiem, np. o wrażliwości, empatii, ale też o równoważności w kontaktach z ludźmi. I okazuje się, że te ważne dla mnie rzeczy ona już ma w sobie.

– Nie jestem matką doskonałą, staram się być matką autentyczną – śmieje się Anna Czarnota, malarka, scenografka, fotografka, mama 18-letniej Leny i rok starszego Ignacego. Dla niej też, jak mówi, po pierwsze, ważna jest szczerość, a po drugie, zaufanie w relacji z Leną, która zresztą bierze udział w naszej rozmowie. – Popełniam błędy, ale w przeciwieństwie do mojej mamy potrafię przyjąć krytykę bez przerzucania winy na córkę. Jeśli Lena zgłasza, że coś w naszym układzie nie działa, mówię: „OK, przemyślę to i spróbuję zmienić”. Ja od mamy słyszałam: „Trudno, już się nie zmienię”. A to zamykało dyskusję. Wieczne rozczarowanie mamy i porównywanie mnie do innych wspominam jako traumatyczne doświadczenie. Budowanie relacji, według mnie, powinno się odbywać bez wywoływania w dziecku nieustannego poczucia winy. Swoją córkę chwalę i doceniam. Nie krytykuję, bo to podkopuje poczucie własnej wartości, które decyduje o naszym dorosłym życiu. Oprócz tego, że kocham, szanuję jej odrębność, a ona odpłaca mi tym samym.

O ile Anna widzi siebie jako „matkę autentyczną”, Łucja Pawlik nazywa siebie półżartem „matką zamartwiającą się”. Dzieciństwo spędziła w Kanadzie, co dało jej nieco odmienne spojrzenie na polskie standardy kulturowe. Na co dzień pracuje jako reedukatorka w gimnazjum, w domu też ma dwie nastolatki: 11-letnią Hanię i 14-letnią Józię. – Świadomie podjęłam decyzję o tym, co chcę dać córkom, na podstawie tego, czego jako dziewczynka nie miałam. Zawsze być dostępną emocjonalnie i żeby nie było w domu tematów tabu. Moja mama dużo pracowała i ciągle była zmęczona, więc kiedy wieczorem chciałam porozmawiać z nią o czymś dla mnie ważnym, często nie dawała rady i zasypiała. Nie mogłam też pomówić z nią na wszystkie tematy, np. o sprawach damsko-męskich, o seksie. Mama była ciepłą osobą, ale tak ją wychowano, że z nią też nikt o tym nie rozmawiał. Marzyłam, żeby moje córki mogły mi tak zaufać, aby mieć we mnie źródło informacji. Sama dostałam okresu, kiedy miałam dziesięć lat – bardzo wcześnie. Dlatego gdy tylko moje córki skończyły dziewięć lat, czułam, że czas je wprowadzić w temat. Przygotowywałam je do tego, dawałam środki higieny, gdy jeździły na obozy. Małe rzeczy, ale ważne.

Temat: BLISKOŚĆ

Budowanie bliskości z córką to masa konkretnych działań – uważają matki.

Magda: – Kiedy córka mówi: „Nie mam ochoty na łaskotki”, to tego nie robię. Musi wiedzieć, że ma prawo powiedzieć „nie” i nie musi się z tym źle czuć. Moim sposobem na bliskość jest też wspólne przeżywanie sztuki – film, książka, obraz mogą być pretekstem do ważnej rozmowy. Zawsze, ale to zawsze działają opowieści z mojego własnego dzieciństwa. Daję świadectwo, a Mania nie czuje się sama ze swoimi przeżyciami.

– Nasz sposób na bliskość to wspólne twórcze działanie i społeczne zaangażowanie – wyjaśnia Anna Czarnota, która przez wiele lat współprowadziła recyklingowy festiwal Przetwory. Ma manualne zdolności i twórczą fantazję, co pozwala jej „widzieć świat jako sztukę”. Fotografuje, tworzy scenografie, instalacje, przedmioty i akcesoria ubraniowe. – Obserwowanie kogoś, kto robi coś własnymi rękoma, jest inspirujące. Myślę, że to miało wpływ na to, że Lena też ma taką potrzebę. Teraz wybiera się na architekturę.

Lena śmieje się, że nawet obowiązki szkolne mama zamieniała w sztukę. Kiedy mieli zrobić na zajęcia szopkę bożonarodzeniową, stworzyli wspólnie z nietypowych materiałów, resztek i odpadków modernistyczną budowlę, która zrobiła furorę.

Lena: – Wielu moich rówieśników wstydzi się zabrać głos, ja lubię coś wymyślać, proponować, muszę być aktywna. Tata jest kreatywny bardziej w sposób techniczny, organizacyjny, a mama – koncepcyjno-artystyczny. Od nich to dostałam.

– Kiedy bawiłam się z dziećmi, starałam się wchodzić na ich poziom, osiągać stan bycia dzieckiem – opowiada Anna. – Ale jednocześnie od małego traktowałam ich jak odrębne jednostki, nie umniejszałam ich, bo „są mali”. Właściwie wydaje mi się, że Lena urodziła się już dorosła i odkąd miała roczek, wyraźnie to widziałam. Ona jest tą rozważną, ja
– romantyczną. Lena jest odpowiedzialna, uporządkowana, samodzielna, konkretna, a mnie brak trochę tej praktyczności, głowę mam zanurzoną w konceptach, artystycznych wizjach. Tak więc obie możemy się od siebie uczyć.

Temat: BAGAŻ

W rozmowach z kobietami, matkami córek i córkami matek, często pojawia się to pytanie: Dlaczego właśnie ta relacja bywa tak gorąca i trudna? Chciałoby się, żeby dawała najwięcej tego, co dobre, ale nie zawsze tak się dzieje.

– Są pozytywne rzeczy, które pamiętam z domu, i staram się je przełożyć na naszą relację: bycie razem i chęć rozmowy – wspomina Magda. – Ale to, co mi ciążyło, to moje chorobliwe uwiązanie do matki, która chciała mnie zatrzymać blisko siebie. Nie chcę tego przekazać dziecku, jednak to zawsze było dużym wyzwaniem i tu przeczuwam zagrożenie.

– Chyba „odbiłam się” od mojej mamy – zastanawia się Anna. – Była nadopiekuńcza, przekazała mi tysiące swoich lęków. W najtrudniejszych sytuacjach mnie wspierała, ale była zbyt krytyczna, co podważało moją wiarę we własne umiejętności. Później człowiek musi w dorosłym życiu udowadniać sobie wiele rzeczy: że sobie poradzi, że nikt go nie porwie na lotnisku, że nie zgubi kluczy i dokumentów, nie zaśpi na egzamin, że w ogóle przeżyje następny dzień i kolejny. Uporanie się z tym zajęło mi dużo czasu, ale dzisiaj już tak surowo nie oceniam relacji między nami, staram się być wdzięczna za to, co dostałam od niej dobrego. Wybaczyłam, że nie jest matką idealną, zrozumiałam, że nie mogła mi pewnych rzeczy dać, choć na swój sposób się starała. Ważne, że sama mogę być matką bardziej świadomą. Daję córce przestrzeń do podejmowania własnych decyzji. Zachwycam się tym, że jest tak piękna i inna ode mnie.

Jak nie manipulować i nie przekazywać problemów „po matce”? – To jest cholerne wyzwanie – mówi Magda – i myślę, że pierwszym krokiem do tego jest świadomość własnych ograniczeń i tego, co się dostało od mamy. Poszłam na terapię przede wszystkim dlatego, że było mi ciężko w relacji z mamą i tatą, ale też dlatego, że czułam, że to wpływa na moją rodzinę, którą wtedy stanowili mój syn i mąż. Będąc w terapii, zaszłam w ciążę. Okazało się, że to córka. Kiedy terapeutka zapytała, co płeć dziecka dla mnie znaczy, nie rozumiałam. Urodziłam Manię i z perspektywy czasu widzę, że w ciąży i zaraz po urodzeniu trudno mi było zaakceptować to, że mam dziewczynkę. To zapewne z powodu moich doświadczeń z mamą, ale do dziś mam do siebie o to pretensje. Przed oczami stoi mi scena, kiedy Mania jako miesięczny niemowlak leżała na przewijaku, a ja się nagle na nią otworzyłam. Stało się to, kiedy poczułam, że ona ma taki sam kobiecy zapach! Od tego momentu popłynęła moja miłość. Niesamowite przeżycie, najbardziej wzruszający moment – jednocześnie zwierzęcy, biologiczny i głęboko emocjonalny. Dopiero wtedy zrozumiałam terapeutkę i tak naprawdę stałam się matką DZIEWCZYNKI.

Temat: ROZSTANIE

– Etap nastolatki to fajny czas, ale widzę, że one już mnie trochę odpychają – wzdycha Łucja. – Nagle z mamy ogarniającej trzeba się nastawić na rolę typu: „Gdybyś mnie potrzebowała, to jestem!”. W stanie gotowości, w razie czego, ale bez pytań w stylu: „Pomóc ci w czymś? A jak było w szkole?”. Im bardziej się wpycham, tym mocniej się odsuwają. To jest dobre, naturalne, ale dla mnie jeszcze trudne. Zwłaszcza że pojawiają się w tym ich dorastaniu smutki, trudności. Dziewczyny zmagają się z relacjami, z ciałem, z otoczeniem i chciałabym im pomóc. Ale mogę im coś dać tylko wtedy, kiedy któraś do mnie po to przyjdzie. Jak słyszę: „Mamooo!!!”, podskakuję z radości: „O, wołają mnie, potrzebują”. Chciałabym cały czas móc je obserwować, być w bliższym kontakcie, ale dostaję komunikat: „Już dziękujemy, czas się skończył”. Boli. Ale uśmiecham się, kiedy to mówię, bo to jest słodko-gorzkie. To fascynujące, kiedy dziewczynka staje się kobietą.

Czy można przeżyć dorastanie córki bez walki i nastoletniego buntu, który potrafi wykończyć wszystkich? – To, co na pewno w rozwoju potrzebne, to przejście przez fazę, w której dziecko, wchodząc w okres dojrzewania, buduje własną odrębną tożsamość – mówi Danuta Golec. – Często przebiega to wybuchowo, bo dziecko potrzebuje skonstruować własne przekonania, gusta – wszystko! Bywa totalna walka i nie tylko postawa matki na to wpływa, istnieje wiele czynników. Ale dziecko może się też spokojniej oddalać, zaznaczając odrębność swoich poglądów i gustów. Nie muszą latać pióra po całym domu. Niepokoi mnie więc nie tyle brak fazy ostrego buntu, ile sytuacja, kiedy nie ma fazy różnicowania, oddalania.

Najtrudniejsze są relacje z córkami bardzo podobnymi do swoich matek, bo tym mocniej muszą się „porozrywać”. Tych tarć nie należy się więc bać, z tego należy się cieszyć. To oznacza, że wychowujemy kobietę, która się oddzieli od nas, żeby założyć własną rodzinę bez wielkich problemów emocjonalnych w tym obszarze, i symbolicznie „wróci”, by mogły spotkać się z matką już jako dorosłe kobiety.

Lena twierdzi, że nie przeżyła buntu, bo nie potrzebowała. – Rodzice pozwalali mi na wiele, w razie problemów dyskutowali ze mną, podsuwali argumenty, przekonywali. Tak było z harcerstwem, które chciałam rzucić, ale dzięki nim tego nie zrobiłam, i po trzech latach powstało z tego coś super.

Anna z Leną uważają, że „rozstawały się” spokojnie, ponieważ od początku wiadomo było, że są całkiem różne. Anna: – W wielu kwestiach mamy inne poglądy, ale szanujemy to, nie próbuję rzeźbić jej na swoje podobieństwo. Lena: – Bo się nie daję! Jestem asertywna, choć wolę rozmawiać niż się kłócić. Lubię mieć wszystko uporządkowane, mama wręcz przeciwnie. I tutaj się spieramy, czasem jestem wręcz upierdliwa, powtarzając: „Posprzątaj, goście przyjdą” [śmiech].

– Jesteśmy osobne, nie układam jej życia, nie wybieram towarzystwa – stwierdza Anna. – Doświadczenie musi zdobyć sama. Całkowicie jej ufam, wierzę w jej mądrość i intuicję. Akceptuję jej wybory, kibicuję, a w razie potrzeby jestem tuż obok. Może z dwojga rodziców to ja byłam tym dobrym policjantem, niespecjalnie zabraniałam, sama zresztą nie lubię zakazów, ale też trafił mi się dojrzały egzemplarz.

Temat: CIAŁO

Ciało to w przypadku matek i córek temat rzeka: a w nim kobiecość, fizjologia, seks, stosunek do własnej cielesności. Według psychoterapeutki to podstawa, do której potem dołączają wpływy zewnętrzne. – Na początku matka stwarza to, jak dziecko czuje się ze swoim ciałem. Wpływają na to dotyk, czułość czy niechęć, nawet skrywana. Na dalszym etapie można córkę wzmocnić albo zranić słowami (nie garb się, za gruba jesteś etc.). Jednak jakkolwiek dobre byłyby relacje z dziewczynkami, w okresie dojrzewania może być z nimi więcej tarć niż z chłopcami. Córka, tak podobna do matki, nieświadomie jest przez nią traktowana jak przedłużenie jej samej.

– To ekstremalnie ważny temat w naszym domu – mówi Magda. – Mam w sobie głód, który pewnie wynika z doświadczeń związanych z emocjami i przekłada się na moje ciało, a to jest mniej lub bardziej okrągłe. Jako dziecko też byłam okrąglaskiem, przeżywałam to, uważałam, że jestem gruba. A u mnie w domu nie było tematu ciała. To więc wyzwanie w moich relacjach z Manią i widzę, że dla niej to też niełatwy temat. Jest za to bardzo sprawna fizycznie, czego ja nie miałam. Wypycham ją na różne treningi i rozmawiamy o ciele, ona na szczęście dzieli się ze mną swoimi rozterkami. Zdaję sobie jednak sprawę, że z jednej strony mówię jej o akceptacji ciała, a z drugiej – pokazuję coś trochę innego własnym ciałem. Dostaje niespójny komunikat.

– Istnieje coś takiego, jak przekaz nieświadomy – potwierdza Danuta Golec. – Często obserwuję to w pracy z pacjentkami. Jeśli przychodzi kobieta, która widzi, że w jej rodzinie od paru pokoleń dominuje negatywny przekaz w stosunku do ciała, a ma córkę i chce uniknąć wrzucania jej na plecy tego bagażu, mogę jedynie zasugerować: „Trzeba to samej przepracować, na swoim terenie”. Mówi się, że gdy matka karmi piersią, to oprócz mleka przekazuje uczucia. To nie magia, z tego wynika praktyczny wniosek. Dla matek. Jeśli czujesz, że jest problem, to nie czytaj następnego poradnika, tylko przyjrzyj się sobie.

Temat: DOJRZEWANIE

Łucja: – Znasz swoje ciało i nagle, z dnia na dzień, ktoś je zabiera i daje ci coś obcego. Nie mieścisz się w niczym, pachniesz inaczej. To brutalne i szybkie zmiany. Dużo myślałam, jak moim dziewczynom w tym pomóc, zwłaszcza starszej córce. I wtedy spojrzałam na swoje koleżanki: są chude, okrągłe, wysokie, niskie. Tak różne i tak w tym piękne, a do tego już w momencie, kiedy osiągnęły pełnię kobiecości. Zabieram więc Józię na te spotkania, bo chcę, żeby oprócz sztucznych kobiet z Photoshopa zobaczyła prawdziwą kobiecość.

Rozmowę o sferze seksu Łucja uważa za wyzwanie, bo dzisiejsze dzieciaki są bardziej narażone na różne treści: – W Wielkiej Brytanii co czwarty ośmiolatek miał kontakt z pornografią, w Polsce tego nie zbadano, ale ja się nie oszukuję. Trzeba ośmielać córki i zachęcać do rozmowy, ale kiedy to robisz, możesz usłyszeć: „A co to jest seks analny?”. I wtedy każdą matkę zatyka, a przecież nie wykręcisz się bocianem, musisz mówić delikatnie, z wyczuciem, ale wprost. One wstydzą się trochę i ja też się wstydzę, zwłaszcza że sama tego nie dostałam. Ale wiem, że i tak się dowiedzą przez Internet, od koleżanek. A że to niekoniecznie będzie prawdą, wolę wcześniej przekazać swój pogląd.

Anna z pewnym żalem mówi: – Nie mamy dogłębnie przerobionego tematu ciała i seksu. U babć był on wyparty. Ja nie napierałam na rozmowy, uważałam za coś oczywistego – chyba błędnie – że samemu sięga się w miarę potrzeby po takie wiadomości. Zajmują mnie inne rzeczy – sztuka, kreatywność, podążanie za marzeniami. To staram się przekazywać. „Lena, jak było z okresem?” Lena: „Przyszłam do ciebie, spytałaś, czy wszystko w porządku, i tyle. Nie odczułam, żeby było za mało rozmowy. Gdybym czegoś nie wiedziała, to przyszłabym zapytać, zawsze powtarzasz, że mogę. Ale jak mam kłopot w innej sferze, to najpierw idę przegadać problem z bratem, jesteśmy trochę jak bliźniaki”.

Lena uważa, że często to ona uczy mamę cielesności, wyrażania kobiecości: – Mama czasem podgląda, jak się maluję, albo pyta, czy pożyczę jej krem. Ale jeśli chodzi o dobór ubrań, to ona robi to fajniej.

– Nie przewracajmy oczami, że dziewczynki są powierzchowne, bo myślą o ciuchach – mówi psychoterapeutka. – Nie przypadkiem najpierw wszystkie odkrywają, że są lalkami Barbie, a potem wszystkie są w glanach, bardzo oryginalne, czyli takie same. One są takim stadem. Zanim dziewczyna się wyodrębni, to się po drodze zidentyfikuje z koleżanką, z aktorką, z mamą.

Temat: ZMIANA WZORCA

Rozmówczynie czują, że ich model macierzyństwa, mimo że zanurzony w doświadczeniach z własnymi matkami, jest już inny. – Nasze matki były matkami ofiarnymi, które składały się na ołtarzu rodziny, często ze szkodą dla siebie i dzieci, bo takie miały wzorce – uważa Anna. – Sądzę, że matka też ma prawo się realizować, a córka może wziąć z niej dobry przykład. Bo osoba spełniona jest lepszą matką. Nowoczesne macierzyństwo według mnie polega m.in. na tym, żeby nie wychowywać córek w poczuciu, że muszą odgrywać jakąś konkretną rolę, której tzw. społeczeństwo od nich oczekuje. Jeśli Lena będzie chciała mieć stado dzieci, psów i kotów – OK, jeśli będzie chciała być architektką, być niezależna – też dobrze.

Lena odpowiada: – Mam już plan na życie. Chcę założyć rodzinę, ale na pewno nie będę kobietą, która tylko siedzi w domu, przejęłam od rodziców gen aktywności!

Magda też dostrzega pokoleniowe różnice w podejściu do macierzyństwa, choć chce mówić tylko za siebie. – Wychodzę z założenia, że Mania nie jest mi nic winna. Może życie to zweryfikuje, ale teraz nie uważam, że kiedy się zestarzeję, to ona będzie miała obowiązek coś dla mnie robić. Jeśli będzie miała taką potrzebę, to super, ale nie ma to być relacja wymagająca poświęcenia. Ja się dla córki nie poświęcam.

Co dla Łucji znaczy być matką kobiet, które za chwilę ruszą w świat? – To dodatkowo oznacza, że muszę zaprotestować przeciw opiniom, że kobiety czegoś nie mogą. To, że są kobietami, nie oznacza też, że coś muszą. Czuję, że to ja mam być osobą, która także swoją postawą pokaże im, że w przekazie, który płynie z mediów, „czynników oficjalnych”, społeczeństwa, nie wszystko jest prawdą. W radiu, telewizji, w kinie czy Internecie nadal dominują napompowane celebrytki, dziewczyny lalki do zabawy. A jest przecież mnóstwo kobiet, które robią odkrywcze rzeczy w rozmaitych dziedzinach i pokazują różne modele kobiecości oraz sposoby życia. Mój przekaz jest taki: mogą być sobą, decydować o sobie i swoim ciele.

Łucja przyznaje, że sama wciąż nie ma pewności, czy wszystkie jej matczyne koncepcje wychowawcze wydadzą wyłącznie dobre owoce. Magda mówi, że w tak bliskiej relacji jak ta matki i córki nie da się nie przekazać także niechcianych wzorców, które nosi się pod skórą. Wszystkie znają koncept „wystarczająco dobrej matki”, ale wiedzą, że realizowanie go nie jest proste.

– Bo to nie tylko chwytliwe hasło poradnikowej poppsychologii, ale coś prawdziwego, niezwykle ważnego – mówi terapeutka Danuta Golec. – Chodzi o to, że ta prawdziwa dobra matka i nasza wewnętrzna dobra matka to właśnie matka wystarczająco dobra. Taka matka popełnia błędy, ale nie boi się tego, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że one są nieuniknione. Potrafi się nad tymi błędami zastanowić, naprawić, co się da, a jednocześnie wie, że dziecko nie jest z cukru. Pozwala, żeby córka mogła się sama podnieść. Biegnąc za każdym razem z pomocą, wysyłamy komunikat: „Nie poradzisz sobie”. A nie to chcemy im przekazać. Chcemy, żeby wiedziały: „Dasz sobie radę, a w razie czego ja tu jestem”.

Warto przeczytać:

Leszek Talko, Nastolatek dla początkujących, Wydawnictwo Zwierciadło, 2017
Co robić, gdy zamiast uroczego, czasem kapryśnego, ale znanego dziecka pojawia się w domu ktoś, kogo właściwie nie znamy? Talko wyrusza z dziećmi do ich świata, a raczej cyberświata, by pomóc sobie i nam zrozumieć nastolatka.

Nuanprang Snitbhan, Między nami dziewczynami. Dziennik mamy i córki, Wydawnictwo Zwierciadło, 2017
Zanim dziewczynka stanie się nastolatką, trzeba dać jej umiejętność rozpoznawania emocji i przekazać, że zawsze może liczyć na wsparcie mamy. Jak nawiązać więź, jak zbudować relację matka – córka? O tym pisze psycholożka kliniczna z wieloletnim doświadczeniem.

Książki można kupić w naszym sklepie internetowym.