Pokaz mi swoje ciuchy, a powiem Ci kim jesteś! Co mówi o nas nasz ubiór?

fot. iStock

Ubranie może być twoim lustrem – bo ukazuje prawdę o tobie. Może być twoim lekiem – kiedy chcesz dodać sobie energii, siły czy poprawić samopoczucie. Ale może być też przydatnym narzędziem do znalezienia nowej pracy czy idealnego partnera.

Żaden inny element naszego wyglądu nie mówi o nas tak wiele, jak strój. Może dlatego, że jako jedyny jest o zależny wyłącznie od naszego wyboru. Każdego dnia stając przed szafą, decydujemy o tym, jak dziś zaprezentujemy się światu. Czy wtopimy się w tło, czy z niego wyróżnimy. Co odkryjemy, a co zasłonimy. Postawimy na ekstrawagancję czy na klasykę? Zaskoczymy czy utwierdzimy w opinii, jaką inni mają o nas. Przy czym to wszystko to są rzeczy, z których zdajemy sobie sprawę…

Ubrania mówią o nas o wiele więcej, a większości z tych komunikatów nie jesteśmy nawet świadomi.

Informują innych o naszym nastroju, o naszym stosunku do siebie samych, a naszym charakterze, guście, o naszych zwyczajach, także o statusie społecznym. Pokazują nawet to, czy jesteśmy gotowi na nowy związek czy raczej szukamy przelotnego flirtu.

Mając świadomość związku między naszym wyglądem a samopoczuciem oraz tym, jak jesteśmy odbierani – jesteśmy w stanie tworzyć lepsze relacje z samym sobą i innymi ludźmi. Okazuje się bowiem, że mamy wpływ, na to jak wyglądamy oraz, jakie pierwsze wrażenie robimy na otoczeniu (co potwierdzają liczne badania z nowej dziedziny psychologii, jaką jest psychologia wyglądu). Nic dziwnego, że praca nad wizerunkiem i własnym stylem to coraz częstszy element coachingu.

O czym świadczy nasz styl, nasz sposób ubierania się?

Wizerunek, styl jest po prostu przedłużeniem naszego „ja”. Pokazaniem tego, co w nas gra.

I możemy to pokazać poprzez kolor, fakturę czy krój naszych ubrań?

Te wszystkie elementy wiele o nas mówią, o tym, co nam się podoba, co jest dla nas ważne. Ale najpierw trzeba to wiedzieć, nie jedynie kierować się najnowszymi trendami.

Kiedy pracowałam jako kreator wizerunku, zauważyłam, że kobiety, które do mnie przychodziły, w większości nie wiedziały, jaki jest ich styl, co do nich pasuje, co lubią, jak chciałyby się ubiera. Najczęściej mówiły: „chcę wyglądać jak…” I tu zwykle padało nazwisko Małgorzaty Sochy lub Małgorzaty Kożuchowskiej. W sumie dobrze, że chociaż to wiedziały, czyj styl im się podoba. Ale to niewiele mówiło o nich samych.

Więcej w majowym numerze magazynu Sens!
Wydanie dostępne jest także w wersji elektronicznej.