fbpx

Siła psychiczna i emocjonalna – jak być silnym psychicznie i w jaki sposób ćwiczyć silną psychikę?

Siła psychiczna i emocjonalna - jak być silnym psychicznie i w jaki sposób ćwiczyć silną psychikę?
Każdy z nas, niezależnie od okoliczności, może budować własną siłę emocjonalną. (Fot. Getty Images)

Obojętnie, czy posiadamy wiele, czy mało; jesteśmy zdrowi czy chorzy – pełnia życia jest zawsze w naszym zasięgu – przekonuje hiszpański terapeuta Rafael Santandreu. W swojej najnowszej książce pisze, że każdy z nas, niezależnie od okoliczności, może budować własną siłę emocjonalną.

Jeśli tak jak Santandreu w latach 80. byłeś nastolatkiem, zapewne przynajmniej raz widziałeś film „Karate Kid”, opowiadający o chłopcu uczącym się sztuk walki od swojego mistrza. Pamiętasz pana Miyagi? Ten cichy i niepozorny staruszek miał bardzo ciekawy sposób uczenia. Zamiast klasycznych ćwiczeń zadawał swojemu uczniowi rozmaite prace fizyczne: a to pomalowanie płotu, a to wymycie i wypolerowanie samochodu. „Woskowanie i polerowanie, woskowanie i polerowanie…” – powtarzał i pokazywał dokładny ruch dłoni. W ten sposób bohater poznał i przyswoił jedną z podstawowych technik kung-fu. I w ten sam sposób – jak przekonuje Santandreu – my możemy nauczyć się bronić przed myślami, które chcą wepchnąć nas w gorszy nastrój. Swoją technikę terapeuta nazywa: „Wyrzeczenie i tworzenie, wyrzeczenie i tworzenie”.

Po co nam wyrzeczenia?

Im większe wyrzeczenie, tym większa nagroda – przekonuje Santandreu. Bo jeśli coś wypuszczamy z rąk, mamy je wolne, by złapać coś innego, by kogoś przytulić albo po prostu klasnąć ze szczęścia. Poza tym warto wyrzec się wszystkiego, bo i tak kiedyś to wszystko utracimy. Także życie. Ale nawet w obliczu choroby czy zbliżającej się śmierci zawsze możemy wykorzystać czas, który nam pozostał i przeżyć go najlepiej jak potrafimy.

Wyrzeczenie jest niezbędne, by pojąć najważniejszą prawdę: że nie potrzebujemy prawie niczego, żeby czuć się dobrze. W tym sensie jest to radosne wyrzeczenie, w odróżnieniu od wyrzeczenia smutnego. „Radosne wyrzeczenie to zdolność nieprzywiązywania się do żadnego dobra, przekonanie, że istnieje nieskończona liczba źródeł dobrego samopoczucia, że żyjemy pośród pełni obfitości” – pisze w książce „Wszystko jest łatwiejsze, niż nam się wydaje”. Tym, co powoduje nasze emocjonalne cierpienie, są bowiem nasze bezsensowne potrzeby, których nie chcemy się wyrzec. Trzeba zaznaczyć, że terapeuta w kwestii potrzeb jest dość radykalny − większość z nich uważa za zbędne. Jak tłumaczy, jeśli bolą nas plecy, to nie sam ból jest przyczyną naszego gorszego samopoczucia, ale potrzeba bycia wolnym od bólu. A przecież – przekonuje – nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy cieszyli się życiem, jednocześnie odczuwając ból pleców. A jest to możliwe dzięki drugiemu elementowi z jego powtarzanki – tworzeniu. „Istota ludzka jest twórcą znaczenia tego, co nam się zdarza” – przekonuje dalej. Dlatego niezależnie od tego, czy – że posłużę się przykładem z minionych miesięcy – siedzimy w domu na kwarantannie, czy popijamy drinka na plaży, czy też jesteśmy w biurze zawaleni pracą – możemy czuć się zadowoleni i spełnieni. Wszystko zależy od tego, jakie znaczenie stworzymy dla danej sytuacji. Równie dobrze w domu możemy czuć się spokojnie i bezpiecznie, w biurze możemy być dumni ze swoich umiejętności i tego, że dobrze nam idzie praca, a na plaży będzie nam za gorąco, za tłoczno, a w dodatku drinka wyleje nam sąsiad rozkładający leżak – co za koszmar, prawda? Sama przypominam sobie, że nieraz jedna myśl czy kłótnia o drobnostkę potrafiła mi popsuć piękny wakacyjny wypad za granicę, o którym teraz myślę z tęsknotą. Albo jak zamiast cieszyć się tym, co mam, wyznaczałam sobie kolejne cele, mówiąc: „jest dobrze, ale będę naprawdę szczęśliwa, jeśli tylko uda mi się to albo tamto”. Od tylu rzeczy i spraw uzależniamy swoje dobre samopoczucie. Santandreu podaje kilka najczęstszych: „Bez partnerki nie mogę być szczęśliwy”, „Dopóki nie znajdę pracy, nie mogę cieszyć się życiem!”, „Jeśli nie wyzdrowieję, moje życie będzie okropne”. To wszystko nieprawda!

Nasze życie może być cudowne pomimo braku pieniędzy czy miłości, a nawet w chorobie – uwierzenie w to jest jedynie kwestią wprawy. Jeśli codziennie będziemy wzmacniać swoją siłę emocjonalną na drobnych przykładach, poradzimy sobie i z większymi wyzwaniami. Cieszmy się drobnymi rzeczami, zauważajmy piękno przyrody i doceniajmy małe gesty ludzkiej uprzejmości. I twórczo podchodźmy do przeciwności. Weźmy dość wkurzającą, ale jakże częstą sytuację: stanie w korku. Autor proponuje, by wykorzystać przymusowy postój na trenowanie swoich umiejętności wokalnych (samochód to idealne do tego miejsce – nikt z zewnątrz nas nie usłyszy, nawet jeśli śpiewamy bardzo głośno) albo powiedzieć sobie: „stanie w korkach jest konsekwencją przywileju posiadania samochodu”.

Spodziewaj się przyjemności

Dla wielu z nas jednym z najbardziej stresujących i nieprzyjemnych zdarzeń jest publiczne przemawianie. Nie na darmo powstaje tak wiele kursów i warsztatów, które mają pomóc przezwyciężyć tremę, opanować głos i zebrać myśli. Tymczasem Rafael Santandreu twierdzi, że jego samego przemawianie relaksuje. Do tego stopnia, że nawet po ciężkim dniu cieszy się na wykład. Jak to możliwe? Otóż wszystko zawdzięcza temu, że wyzwolił się od lęku przed brakiem efektywności. Można powiedzieć, że wcale nie zależy mu na samym wykładzie, na tym, by był rzetelny, dający dużo informacji i po prostu dobry. To wszystko jest bowiem o wiele mniej ważne od rzeczy naprawdę istotnych, a są nimi: bliski kontakt z ludźmi, darzenie ich sympatią i robienie czegoś, co ma sens. Dlatego nie przejmuje się tym, jak wypadł, jego celem jest nawiązanie relacji z ludźmi, którzy przyszli go posłuchać, a wykład to jedynie środek do osiągnięcia tego celu.

Obawy typu „czy dobrze wypadnę?”, „czy się nie zbłaźnię?” to typowe oznaki lęku antycypacyjnego. Santandreu twierdzi, że możemy go skutecznie wyeliminować ze swojego życia. Po pierwsze, dzięki trzymaniu się własnego systemu wartości – jak sam to robi podczas wykładów, a po drugie, zamieniając „antycypowany stres” w „antycypację przyjemności”. Chodzi o to, by wyobrazić sobie same przyjemne elementy sytuacji, która nas czeka. Tak właśnie zrobił Luis, jego pacjent. Ponieważ bardzo bał się, czy jego działalność się rozkręci (był masażystą), zaczął wyobrażać sobie swój normalny dzień w nowym miejscu. Czyli: wstaje wcześnie, je pyszne śniadanie i w dobrym humorze wybiera się w drogę do pracy. Jedzie rowerem, ładną, ocienioną drzewami trasą, a po drodze kupuje sobie drugie śniadanie w ulubionej piekarni. Pije kawę i zasiada do pracy – z zapałem zajmuje się marketingiem firmy oraz samą działalnością, aż do obiadu. Po całym dniu wraca do domu tą samą trasą, kupując tym razem składniki na pyszną kolację. Przed snem przez godzinę uczy się angielskiego. Czy to nie brzmi fajnie?

Jak tłumaczy Santandreu – nie rezultaty są ważne, ale to, by wszystko, co robimy, robić z przyjemnością. Poprzez antycypację przyjemności uczymy nasz mózg, że nowa sytuacja nie jest wcale czymś zagrażającym, on się wtedy uspokaja i staje bardziej kreatywny. Dzięki antycypacji przyjemności Luis szedł do pracy z radością i zapałem, co sprawiło, że już po miesiącu miał kilku stałych klientów. Jak widać, jeśli się tylko postaramy, znajdziemy sposób, by najnudniejsze, najbardziej prozaiczne czy wymagające trudu rzeczy robić z przyjemnością. W ten sposób uczymy się, że życie jest dobre i bezpieczne, że nie musi zamrażać pozytywnych uczuć, kiedy spotyka nas zmiana. Zresztą jedną z zasad psychologii poznawczej jest, by nie robić niczego z obowiązku, tylko z miłości i po to, by czerpać z tego radość.

Niech żyje niewygoda!

Jeden z mentorów autora zwykł mawiać, że „wszystko bierze się z MTF – małej tolerancji frustracji”. Dlatego to właśnie DTF (duża tolerancja frustracji) jest kolejnym składnikiem siły emocjonalnej. Jak pisze Santandreu: „jest ona zdolnością do czucia się dobrze nawet wtedy, gdy jesteśmy głodni, zmęczeni, a sprawy nie idą tak, jak byśmy sobie tego życzyli”. Aby osiągnąć tę moc, terapeuta poleca mechanizm mentalny, który nazywa „poczuciem mocy w warunkach niedoboru”. Wyjaśnia, że można ją porównać do wrażeń podczas trudnej górskiej wędrówki – kiedy jesteś już zmęczony i głodny, ale odkrywasz, że masz jeszcze w sobie na tyle zapału i wytrzymałości, by iść na czele wycieczki i jako pierwszy dojść do bazy. Co więcej, orientujesz się, że jest to nawet przyjemne.

Współcześnie wynieśliśmy wygodę na piedestał. Tymczasem nadmierna wygoda rozleniwia, usypia i wcale nie daje zadowolenia. Zdrowe życie to życie w ruchu, aktywne, pełne wyzwań. Nie na darmo od wieków z przyczyn duchowych praktykuje się ascezę. „Stosowały ją wszystkie religie i systemy filozoficzne starożytności. Była nieodzowna, jeśli chodziło o szlifowanie systemu wartości oraz więzi z siłą wyższą – uczyła, że radość życia i komunia z Bogiem czy Naturą jest tak potężną siłą, że żadne zło jej nie pokona. To samo daje praca nad dużą tolerancją frustracji” – czytamy we „Wszystko jest łatwiejsze…”. Polega ona na wyzwalaniu tak silnej pozytywnej emocji, by wygasiła wszystkie pozostałe (zwłaszcza tzw. negatywne). Chodzi o to, by zrozumieć, że wszelkie draśnięcia czy ciosy od losu – jak lubimy je nazywać, są niczym wobec naszej zdolności do umiłowania życia. Co więcej, są one świetną okazją, by tę zdolność w sobie rozwijać. „Kiedy czujemy się źle, mamy wyjątkową szansę rozwoju, gdyż jesteśmy znacznie bardziej nastawieni na naukę” – pisze autor. Aby udowodnić, że wie, o czym mówi, przywołuje sytuację sprzed lat, kiedy porzuciła go dziewczyna. Bardzo to przeżywał, aż usłyszał od swojego kolegi: „Chłopie, tak się cieszę! Musisz do niej zadzwonić i podziękować. Masz niewiarygodną okazję do zmiany siebie”. Po kilku dniach przyznał przyjacielowi rację. Dlatego dziś radzi wszystkim: „kiedy jesteś zgnębiony, smutny, obolały, prawie przybity – rozejrzyj się wokół siebie. Pomyśl, że mówią do ciebie liście drzew, dla ciebie świeci słońce na błękitnym niebie, symetryczne linie eleganckich budynków łączą się z tobą. Chcą ci pokazać, że wszystko jest miłością, a ty do niej należysz i jesteś tak wielki i pełen harmonii, że nic z tego, czym się przejmujesz, nie jest warte wzmianki”.

Jeśli mu wierzyć, kiedy nauczymy się być szczęśliwi bez niczego – bez partnera, bez nowego samochodu, bez podwyżki, bez podróży zagranicznej, bez wygody, a czasem też pomimo bólu, tęsknoty czy smutku – zyskamy siłę emocjonalną, a wraz z nią otrzymamy niesamowite dary – wolność, miłość, spokój i zadowolenie. Bo spełnione życie opiera się na przekonaniu, że mamy już wszystko, nawet jeśli mamy niewiele.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze