fbpx

Skupienie, pokonywanie strachu, zaufanie – czego uczą nas konie?

Skupienie, pokonywanie strachu, zaufanie - czego uczą nas konie?
Konie pozwalają zrozumieć jak się komunikujemy, jak jesteśmy odbierani, jakimi jesteśmy przywódcami oraz w jaki sposób budujemy relacje i jakie są nasze wartości. (Fot. iStock)

– Konie to zwierzęta stadne, płochliwe, dostrzegają napięcie w ciele człowieka z kilkunastu metrów. Ich nie da się oszukać – mówi Monika Horodeńska, która w asyście koni prowadzi szkolenia z przywództwa, komunikacji i relacji w zespołach.

Horse Assisted Education to innowacyjna metoda szkoleniowa, skierowana głównie do kadr zarządzających. Biorą w niej udział konie, ale nie chodzi wcale o jeździectwo…
Nasze konie bardzo rzadko używane są do jazdy wierzchem. Mają zupełnie inne zadanie niż współpracować z jeźdźcem. Aby je prawidłowo wykonać, muszą być zrelaksowane i czuć się dobrze w kontaktach z ludźmi. Wybraliśmy zwierzęta bardzo spokojne i przyjazne. To ważne, bo wiele osób, które nas odwiedza, nie miało wcześniej żadnego kontaktu z końmi; co więcej, prowadzimy także warsztaty dla dzieci w wieku 4–7 lat.

To metoda oparta na zasadzie uczenia się przez samodzielne stawianie sobie celów i poszukiwanie rozwiązań. Ale kierując się nazwą waszego ośrodka – Tu i Teraz – zastanawiam się, czy chodzi też o naukę uważności.

W pewnym sensie tak – wszyscy gdzieś gonimy, jesteśmy myślami w stu miejscach jednocześnie… Koń wyczuwa to od razu. Poza tym stoimy w hali przed ważącym kilkaset kilogramów zwierzęciem, i mamy do wykonania konkretne zadanie, to po prostu nie da się nie być tu i teraz. Może to być więc swego rodzaju recepta dla tych, którym tej uważności brakuje. Zwłaszcza że konie nie mają poczucia upływu czasu, one niczego nie planują i nie rozpamiętują. Najważniejsze jest dla nich to, co dzieje się w tej chwili – i tego warto się od nich uczyć.

Czego jeszcze mogą nauczyć nas konie?
Przede wszystkim pokory, a także samoświadomości. Dają silny wgląd w siebie, pokazując nam mechanizmy naszych zachowań. Pozwalają zrozumieć, jak się komunikujemy, jak jesteśmy odbierani, jakimi jesteśmy przywódcami, w jaki sposób budujemy relacje, jak stawiamy granice, jakie są nasze rzeczywiste wartości… Jeśli dobrze się zastanowię, to muszę powiedzieć, że prawie wszystkiego o emocjach nauczyły mnie właśnie konie.

Czego można się spodziewać po tych zajęciach?
Zacznę od tego, że nie znam nikogo, kto nie przyszedłby do nas i nie poczuł się choć odrobinę zaskoczony. Nie tylko kształtem zajęć, ale przede wszystkim tym, co można odkryć na swój temat i na temat otaczającego nas świata. Warsztaty skonstruowane są tak, że około jednej trzeciej czasu spędzamy na ćwiczeniach z końmi, a resztę – na przyglądaniu się sobie i temu, co wydarzyło się podczas ćwiczeń.
Jakiś czas temu zaprosiłam znajomą bizneswoman. Wykonywała ona między innymi ćwiczenie, które się nazywa „ślepiec”: jedna osoba prowadzi konia; druga z zasłoniętymi oczami idzie obok. Moja znajoma dwukrotnie zgubiła swoją partnerkę; nie mogła też zrozumieć, dlaczego tamta, gdy się gubiła, w ogóle nie protestowała. Pamiętam, że kiedy już siedziałyśmy wieczorem przy kolacji, ni stąd, ni zowąd, koleżanka zaczęła szukać możliwych przyczyn tej sytuacji. Czy nieumiejętność współpracy wynikała z tego, że jest osobą samotną? A może ma swoje podłoże jeszcze gdzieś indziej… Obserwowałam jej odkrywanie siebie z dużą ciekawością. Jednocześnie zaś wcale nie byłam zdumiona – nie mam najmniejszych wątpliwości, że Horse Assisted Education to absolutnie fenomenalna metoda na otwarcie się.

Jak rozumiem, uczestnicy warsztatów nie dostają od trenera gotowych odpowiedzi ani wskazówek. Każdy odkrywa to, co w jego sytuacji jest najbardziej pomocne – zgodnie z założeniem, że tylko my sami możemy być ekspertami naszego rozwoju. Jaka jest więc rola trenera?
Rzeczywiście nie ma u nas mentorów, ekspertów czy nauczycieli. Każde ćwiczenie, a jest ich ponad 200, zaczyna się od podania instrukcji. Klient je wykonuje, a później dyskutujemy w grupie o tym, co się wydarzyło. W wypadku szkoleń biznesowych ustalamy z klientem cel szkolenia, więc w trakcie dyskusji trener zadaje pytania i kieruje rozmową w ten sposób, aby grupa dochodziła do pewnej tezy. Jeśli na przykład najważniejsza jest integracja, planujemy ćwiczenia bazujące na komunikacji i współpracy. Jeśli celem jest umiejętność rozwiązywania konfliktów, to staramy się doprowadzić do wspólnego działania pracowników, którzy żyją w konflikcie. Próbujemy pomóc im zauważyć mechanizmy, które do konfliktu prowadzą, i zdiagnozować własne zachowania.

Konie to zwierzęta stadne, płochliwe, dostrzegają napięcie w ciele człowieka z kilkunastu metrów. (Fot. iStock)

Jestem zainteresowana rozwojem osobistym, ale jakoś nie do końca wierzę, że moje zachowanie w obecności konia ma być wyznacznikiem mojego sposobu działania w pracy.
W relacjach zawodowych często jest tak, że ludzie nie mają ani czasu, ani ochoty, ani sposobności, aby pewne rzeczy sobie wyjaśnić, nie mówiąc o spokojnym przyjrzeniu się sobie. Weźmy na przykład ćwiczenie, w którym dwie osoby prowadzą konia. Wcześniej każda z nich dowiedziała się, do jakiego celu ma dążyć; cele te mogą się nawzajem wykluczać. Obserwujemy: ile zrobisz, żeby pomóc drugiemu uczestnikowi ćwiczenia, a ile, żeby zrealizować swój plan? Czy dbasz tylko o siebie, czy także o zespół (koń i drugi uczestnik stanowią przecież właśnie rodzaj zespołu)? Jak ustawiasz granice i czy kiedykolwiek je przekraczasz, a może przekraczasz zbyt często i łatwo? Rola trenera polega na tym, aby dobrać odpowiednie ćwiczenia, a następnie przeprowadzić przez nie uczestników. Jest moderatorem. Dodam, że szkolenia biznesowe prowadzone są zawsze przez dwóch trenerów, z których jeden ma większe doświadczenie z końmi, aby odpowiednio reagować i czuwać nad bezpieczeństwem uczestników. Wśród trenerów mamy psychologów, pedagogów, wykładowców akademickich, coachów.

Przyznam, że boję się dużych zwierząt, a jednak w życiu zawodowym dosyć często podejmuję ryzyko i zdecydowanie nie jestem lękliwa.
Konie to zwierzęta stadne, płochliwe, dostrzegają napięcie w ciele człowieka z kilkunastu metrów. Ich po prostu nie da się oszukać! Dlatego często wystarczy chwila, aby przeprowadzić ćwiczenie. Zrozumienie wskazówek, które nam zwierzę dało, zabiera dużo więcej czasu. A mogą przydać się one w tak wielu dziedzinach życia… Moja dwuletnia córeczka potrafi prowadzić na uwiązie – obowiązkowo w kolorze różowym! – siedmiusetkilogramową klacz Irlandię. Koń posłusznie idzie, bo wie, że to dziecko prawdziwie chce, aby szedł. Mały człowiek nie przyjmuje do wiadomości, że plan mógłby być inny – każdy rodzic doskonale wie, jak dwulatek reaguje na odmowę! Postawni, dorośli mężczyźni nierzadko mają natomiast problem z nakłonieniem Irlandii do zrobienia choćby kilku kroków. Dlaczego? Bo oni zwyczajnie nie wierzą w to, że koń za nimi pójdzie.
Inny przykład. Jednym z pierwszych ćwiczeń na prawie każdym szkoleniu jest tzw. obserwacja. W odstępie około minuty na plac wychodzą po kolei różne konie i zostają tam przez dłuższą chwilę. Mamy się im przyjrzeć i odpowiedzieć na zadane pytanie, na przykład wskazać, który z nich jest w stadzie liderem. Ale tak naprawdę nie ma znaczenia to, który koń przewodzi stadu, a to na podstawie jakich cech ktoś wskazuje lidera, i co to o nim mówi. Czy wybiera Irlandię, która jest największa, czy Salsę, która robi dużo hałasu, skacze i zaczepia innych? Co te kryteria mogą znaczyć w szerszej perspektywie?

Czy nie jest jednak ta, że osoby znające konie czują się swobodniej?
To jest bez znaczenia w tym ćwiczeniu, bo nie ma czegoś takiego, jak właściwe i niewłaściwe reakcje czy gesty. Jeśli, dajmy na to, instrukcja do ćwiczenia brzmi: „nawiąż kontakt”, jedni konia pogłaszczą, inni poprowadzą za sobą, a jeszcze inni tylko popatrzą mu w oczy. Ważne jest, by zrozumieć, dlaczego zachowujemy się w określony sposób. Mówiąc szczerze – im mniej człowiek wie o koniach, tym więcej skorzysta na szkoleniu.

A co zaproponowałaby pani mnie? Prowadzę własny biznes i chyba nie zawsze umiem ustawić odpowiednio relacje z pracownikami. Łatwiej mi się z nimi zaprzyjaźnić niż od nich wymagać. W domu jest podobnie. Mąż mówi, że daję sobie wchodzić na głowę i nie umiem stawiać granic.
Poleciłabym pani nasze bestsellerowe warsztaty Końfrontacje lub Siła Jest Kobietą. Przeprowadzane są w grupie, uczestnicy otrzymują więc dużo informacji zwrotnych. Jakie są moje wartości? Czy na pewno chcę ich bronić? Gdzie są moje granice? Do czego dążę? I nie chodzi wcale o konfrontację z koniem, ale ze sobą. O odkrycie: ile bierzemy, ile dajemy i jak się z tym czujemy.

Czego uczą nas konie

  • Skupienia, bycia tu i teraz. Obcowanie z koniem wymaga koncentracji na kilku rzeczach naraz: musimy skupić się na sobie, na zwierzęciu, które może zachować się w nieprzewidywalny sposób, oraz na otoczeniu. Praca z koniem pozwala ćwiczyć także umiejętność odczytywania sygnałów niewerbalnych.
  • Pokonywania strachu. Konie, choć przyjazne z natury, mogą też budzić lęk – chociażby ze względu na swoje rozmiary. Pokonanie wewnętrznego oporu wobec nich przekonuje, że jesteśmy w stanie przezwyciężyć rozmaite przeszkody. Co więcej, nasza nerwowość wyczuwana jest przez konia i uniemożliwia jakąkolwiek pracę z nim – siłą rzeczy obcowanie z końmi uczy więc panowania nad emocjami.
  • Bycia liderem i pracy zespołowej. Jako zwierzęta stadne i niezwykle towarzyskie, konie pokazują nam, że bycie liderem polega na partnerstwie, zaufaniu i komunikacji, a życie w grupie nie może udać się bez szacunku i otwartości na potrzeby innych. Uczą także, jak ważna jest dbałość o własną przestrzeń i umiejętne stawianie granic – ściągając uszy czy odsłaniając zęby, dają nam jasno do zrozumienia, że naruszyliśmy ich granice, a jednocześnie pozwalają na wycofanie się bez eskalowania konfliktu.
  • Zaufania, szczerości i opanowania. Konie nigdy nas nie oceniają, oferując przyjaźń, w której możemy otworzyć się w tempie odpowiednim dla nas samych. Jednocześnie nie dają się człowiekowi oszukać, zawsze trafnie odczytując jego emocje, przez co uczą samoświadomości i samokontroli.

 

?>