fbpx

„Wyrzuciła mnie ze swojego życia”, czyli co się stało z naszą przyjaźnią

"Wyrzuciła mnie ze swojego życia", czyli co się stało z naszą przyjaźnią
Dwie przyjaciółki nagle zaczyna coś dzielić. Jedna z nich wchodzi w nowy etap życia i nie ma już czasu dla drugiej. (Fot. iStock)

Dwie najlepsze przyjaciółki od dziecięcych lat nagle zaczyna coś dzielić. Jedna z nich urodziła dziecko i nie ma już czasu dla drugiej. A może to ta druga nie rozumie problemów młodej mamy? Ewa Klepacka-Gryz przygląda się przypadkowi Basi i zastanawia, czy wejście w nowy etap życia musi oznaczać koniec przyjaźni.

Basia przyszła na tamtą sesję, jak stwierdziła: „w sprawie przyjaciółki”. – Dlaczego nie przyszła twoja przyjaciółka? – to było pierwsze pytanie, które jej zadałam. Chyba ją nieco zezłościło, bo popatrzyła na mnie wrogo i powiedziała: – Tylko mi nie tłumacz, że młodej matce jest trudno i że powinnam być dla niej wyrozumiała i takie tam…

Zanim na dobre zaczęłyśmy sesję, wiedziałam, że chodzi o przyjaciółkę i że ta przyjaciółka niedawno urodziła dziecko. Przede wszystkim jednak musiałam ustalić z Basią, na czym polega jej problem związany ze „sprawą przyjaciółki”.

Krok 1. Przekonujemy się, że po to, by nazwać problem, najpierw trzeba dać miejsce emocjom

Bardzo często pacjenci przed zapisaniem się na sesję pytają, czy mogą przyjść w sprawie ludzi dla nich ważnych: partnera, który ma depresję, ale sam na pewno do terapeuty nie przyjdzie; ojca uzależnionego od alkoholu, który twierdzi, że jeśli zechce, to przestanie pić; przyjaciółki, szefowej z pracy itp. Odpowiadam że oczywiście, ale pod warunkiem że będziemy zajmować się problemem osoby, która do mnie przychodzi, wynikającym z relacji z owym osobnikiem „od sprawy”, a nie nieobecnym.

Załóżmy, że twój partner ma depresję – z pewnością zaocznie go nie wyleczę, podobnie jak nie sprawię, by twój ojciec przestał pić albo przyjaciółka „się naprawiła”, ale możemy zająć się twoimi emocjami związanymi z depresją, uzależnieniem czy kryzysem kogoś, kto jest dla ciebie ważny czy w relacji z kim masz kłopot. Żeby to zrobić, będziemy zajmować się tobą i tylko tobą, a nie osobą, której na sesji nie ma. Brzmi nieskomplikowanie, ale zrozumienie i zaakceptowanie tego zajmuje pacjentom sporo czasu.

Również wytłumaczenie tego Basi chwilę potrwało. W pewnym momencie przypomniałam sobie jedno z pierwszych jej zastrzeżeń, żebym nie tłumaczyła, że przyjaciółce jest trudno. Postanowiłam to wykorzystać. – Najważniejsze jest to, żebyś w pełni czuła, że przyszłaś tu dla siebie i w swojej sprawie, a nie w sprawie przyjaciółki. Czy możemy dla jasności zdefiniować twój problem? – Ja nie mam problemu, to jej coś się stało po urodzeniu dziecka. – Jednak to nie ona zgłosiła się do mnie po pomoc – mówię.

Dochodzę do wniosku, że Basia jest tak obrażona na przyjaciółkę, że na razie jest w stanie głównie żalić się i narzekać. Już kilka razy próbowała mi opowiedzieć o jej „przewinieniach”, a ja celowo to przerywałam, bo monolog z cierpiącego kawałka duszy jedynie obniża napięcie emocjonalne. I kiedy pacjent już się wyżali i „upuści” trochę tzw. negatywnych emocji, zwykle uznaje problem za rozwiązany i nie ma motywacji, by zająć się tym, jak w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji.

Czuję, że bazując jedynie na dialogu, nie posuniemy się ani o krok. Stawiam więc przed Basią dwie drewniane figurki z ruchomymi stawami i mówię: – To ty i twoja przyjaciółka. Jak ona ma na imię? – Matka Polka – odburkuje Basia. – Bardzo jesteś na nią zła i tym właśnie możemy się zająć. – Każdy na moim miejscu byłby zły, ja nic złego nie zrobiłam. – Basiu, ustaw te dwie figurki tak, jak twoim zdaniem wygląda obecnie wasza relacja. – Dla mnie to nie jest zabawa. – Wiem i nie proponuję ci zabawy, tylko ćwiczenie, dzięki któremu będzie nam łatwiej zrozumieć, co się dzieje między wami.

Basia dąsa się jeszcze przez chwilę. Dobrze wiem, że ta złość, którą pokazuje, to złość na „Matkę Polkę”, a nie na mnie. W końcu przekonuje się do ćwiczenia. Najpierw ustawia obydwie figurki naprzeciwko siebie, potem jedną z nich odwraca tyłem i pochyla do przodu, drugiej prostuje ręce w geście wyciągnięcia do przodu. Właściwie nie muszę pytać, która z figurek to ona, a która przyjaciółka. Przyjaciółka stoi tyłem w pozycji jakby pochylała się nad dzieckiem, Basia wyciąga do niej ręce, jakby próbowała ją zatrzymać.

– Popatrz, proszę, na to ustawienie i powiedz, co tu się dzieje. – Kaśka ma mnie w dupie, widać to jak na dłoni, a ja dla niej… – Zaczekaj proszę. Matka Polka odwraca się od ciebie, żeby pochylić się nad dzieckiem. Czy czujesz różnicę? – Każda matka zajmuje się swoim dzieckiem, zwłaszcza kiedy jest małe – wolno mówi Basia i widzę, że zaczyna rozumieć, o co tu chodzi, co tu się dzieje. – Może to nie Kasia cię porzuciła, tylko matka, której urodziło się małe dziecko? – Tak, wiem, ale ja nie mam nic do jej dziecka, wręcz przeciwnie; to ja ją w ciąży woziłam po lekarzach, trzymałam za głowę, kiedy rzygała nad kiblem… – Basiu, zatrzymaj się, proszę… – bardzo chcę, żeby nie koncentrowała się na szukaniu winnego, tylko próbowała zrozumieć, jak zmieniły się jej relacje z przyjaciółką.

Proponuję, żebyśmy przez chwilę pomilczały i skoncentrowały się na obserwacji oddechu.

Krok 2. Próbuję pokazać Basi, że narodziny dziecka są sprawdzianem dla przyjaźni

Przez chwilę udaje mi się utrzymać kobietę w stanie relaksu, ale nie chcę wcale powstrzymywać jej żalu, bardziej zależy mi na tym, żeby go poczuła, a nie jedynie wyrażała.

– Co czujesz do Kasi w tym momencie? – Wiesz, czasami mam ochotę rozerwać ją na strzępy, wpaść do niej do mieszkania i zabrać te wszystkie rzeczy, które dostała ode mnie w ciąży i wcześniej też. – Jesteś na nią wściekła? – Ty byś nie była? – Co jeszcze czujesz? – dopytuję. – Chcę zażądać, żeby powiedziała, dlaczego mi to robi. – Co ci robi? – Nawet nie zaprosiła mnie na pierwsze urodziny dziecka. – Naprawdę poszłabyś tam z przyjemnością czy z obowiązku? – Nie o to chodzi. Ona zaprosiła nawet tę durną Izkę, z której nieraz razem się śmiałyśmy, że kretynka rodzi czwarte dziecko kolesiowi, który przeleciał chyba jej wszystkie przyjaciółki. A teraz nie przeszkadza jej gościć ich we własnym domu. – Rozumiem, że ty nie masz dzieci? – Uważasz, że matka może przyjaźnić się tylko z innymi matkami? – Wiesz, narodziny dziecka to wielki sprawdzian dla przyjaźni – bliskie dotąd sobie kobiety stają po przeciwnej stronie barykady. – Jakiej barykady? – Ona jest po stronie matek, ty – jakbyś nazwała to miejsce po przeciwnej stronie? – Nie mam pojęcia. A jakie to ma znaczenie? Ja się nie zmieniłam, to z nią się coś stało – odburkuje znowu.

Kiedy pacjent przeżywa silne emocje, trudno jest mi się przebić. Moje pytania pozostają bez odpowiedzi, a sesja utyka w miejscu. – Dlaczego w ogóle się zaprzyjaźniłyście? – próbuję więc.

Basia zastanawia się dłuższą chwilę. Widać, że stara się przypomnieć sobie różne sytuacje z przeszłości. Chyba musiało być wiele miłych, bo jej twarz po raz pierwszy podczas naszej rozmowy łagodnieje.

– Przyjaźnimy się od podstawówki, to już kawał czasu – zaczyna opowiadać o wspólnych wypadach w góry, imprezach, wagarach… Dzięki temu jej złość na przyjaciółkę osadza się na innych, bardziej przyjaznych emocjach. – Czuję, że łączy was przyjaźń na dobre i na złe. – Chyba łączyła. Ostatni raz widziałyśmy się, kiedy mała miała dwa tygodnie, a miesiąc temu skończyła rok.

Zadziwia mnie, że tak dokładnie pamięta wiek dziecka przyjaciółki. Ta relacja naprawdę musi być dla niej ważna. – Myślisz, że w przyjaźni nie może być przerw? – pytam. – Mogą, ale za zgodą obydwu stron, a tu ona sama o tym zadecydowała, nie powiedziała, że nie ma teraz dla mnie czasu, bo musi zajmować się dzieckiem. Ona… po prostu zniknęła z mojego życia…, a może bardziej: wyrzuciła mnie ze swojego!

Tak bardzo mi żal Basi, kiedy widzę, jak łzy spływają jej po twarzy. – Mam ochotę cię teraz przytulić, widzę, że ci trudno – mówię szczerze. – Nie…, może później – widzę, jak bardzo próbuje się nie rozkleić. – Wiesz, myślę, że to Matka Polka zniknęła i może nawet nie tyle z twojego życia, ale zniknęła w swoim życiu, które jest dla niej całkiem nowe i nieznane – tłumaczę.

Krok 3. Wyjaśniam Basi zasadę dawania i brania w relacji

– Ja nie jestem nieczułą suką, która nie rozumie, jak ciężko może być młodej matce, zwłaszcza że Kaśka wychowuje córkę sama. Ten s… ją zostawił, gdy tylko dowiedział się o ciąży. To ja ją pocieszałam, utulałam, oferowałam pomoc we wszystkim, a ona… – Basiu, opowiedz, jak było, zanim Kasia zaszła w ciążę.

Jak wyglądały wasze relacje? – Normalnie, przyjaźniłyśmy się, tyle rzeczy robiłyśmy razem. Wiem, że ona nie ma teraz na to wszystko czasu. – Kiedy ostatni raz ona w czymś ci pomogła, wsparła cię?

Basia patrzy na mnie szczerze zdziwiona. – Radzę sobie sama. W moim życiu nie ma dramatów, czasami potrzebuję się wygadać, jak każdy. – Czy Kasia była dobrą słuchaczką? – No wiesz, ona zawsze ma tyle do opowiadania o swoim życiu…, a właściwie miała, bo teraz… już nie pamiętam, kiedy do mnie pierwsza zadzwoniła. – A ty? – Od urodzenia dziecka nie ma czasu odbierać telefonów albo odbiera i mówi, że później zadzwoni. A przecież ja bym nawet wysłuchała opowieści o dziecku. W końcu byłam nawet przy na- rodzinach małej… – I? – pytam. – Pierwszy raz widziałam Kaśkę taką rozanieloną. – Jesteś zazdrosna o jej córeczkę? – Skąd! Jak można być zazdrosną o dziecko?! Tylko nie rozumiem, dlaczego ma czas dla innych znajomych, wszystkich poza mną.

Próbuję jej wytłumaczyć zasadę równowagi w dawaniu i braniu, która ważna jest w każdej relacji. Chcemy, żeby było sprawiedliwie, chcemy dostawać tyle samo, ile dajemy, ale w praktyce ludzie dzielą się na tych, którzy częściej biorą, i tych, którzy częściej dają. Wygląda na to, że Kasia od zawsze więcej brała – w zamian dawała towarzystwo. Kiedy urodziła dziecko, zabrała to, co było dla Basi ważne – swoją obecność, zniknęła z jej życia. Być może w relacji z dzieckiem musi dawać tak dużo, że nie starcza dla innych.

– Ale ja nadal jestem gotowa jej dawać, wiele razy proponowałam, że pomogę jej przy małej – przerywa Basia. – Rozumiem, ale ludzie nie lubią być dłużnikami. Być może Kasia czuje, że już więcej nie chce od ciebie brać, bo nie będzie w stanie ci się zrewanżować. – Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby ona tak to analizowała. – To się dzieje na poziomie nieświadomym, po prostu w pewnym momencie zaczynamy unikać ludzi, którzy ostatnio zbyt wiele nam dali, co wcale nie oznacza, że tego nie doceniamy.

Być może Kasia sądzi, że tylko od innych matek może dostać to, czego teraz najbardziej potrzebuje. Może także boi się oceny Basi na temat swojego macierzyństwa. Kobiety skoncentrowane głównie na sobie zwykle gorzej radzą sobie w tej roli.

Krok 4. Robimy krótkie podsumowanie sesji

Czuję, że Basia ma w głowie jeden wielki chaos. Może jest w niej mniej trudnych emocji, ale nadal nie rozumie, dlaczego przyjaciółka ją porzuciła. – Czy czujesz, że Matka Polka i Kasia to dwie różne osoby? – pytam. – Tak, chyba tak. – Rozumiesz, że każda młoda matka przez pierwszy okres jest skoncentrowana wyłącznie na dziecku? Świat dla niej przestaje istnieć. – Oczywiście. – Czy możesz zrozumieć, że twoja przyjaciółka przez pierwszy rok życia dziecka była głównie matką? – A ja matką nie jestem, tylko tym kimś po drugiej stronie barykady. – Dokładnie tak, jesteś kimś, komu trudno będzie zrozumieć zmęczenie młodej matki, jej lęki, rozszalałe emocje, bo sama tego nie przeżyłaś. I wcale nie musisz starać się tego zrozumieć, co nie świadczy o tym, że jesteś złą przyjaciółką. – Ale czy to znaczy, że jestem jej już niepotrzebna? – A bez bycia potrzebną nie możesz się przyjaźnić?

Basia nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. – Ustaliłyśmy, że ty w tej relacji więcej dawałaś, a Kasia brała. Chciałabyś zmienić teraz te proporcje, chociaż na jakiś czas? – Żeby przekonać się, jak to jest?

Basi wyraźnie podoba się ten pomysł: – To co mam zrobić? – Proponuję, żebyśmy teraz tego nie wymyślały. Poczekaj, aż poczujesz, że potrzebujesz Kasi, ale nie po to, żeby coś jej dać, tylko żeby coś od niej dostać. – Nie wiem, czy tak potrafię – mówi, ale czuję, że po- doba jej się ten pomysł. Wychodząc, uśmiecha się spokojnie.

Miesiąc później dostałam od niej SMS. Pisze, że spytała przyjaciółkę, czy mogłaby ją zawieźć gdzieś swoim samochodem, bo ona chwilowo nie prowadzi auta. Kasia bardzo się ucieszyła, że wreszcie mogą się spotkać same bez dziecka. I było prawie tak jak dawniej.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>