fbpx

Zrób coś dobrego – małe akty dobroci zmieniają świat wokół

Każdy może uczynić świat lepszym. Nawet drobne gesty życzliwości zmieniają rzeczywistość na lepsze. (Fot. iStock)
Każdy może uczynić świat lepszym. Nawet drobne gesty życzliwości zmieniają rzeczywistość na lepsze. (Fot. iStock)

Serdeczny uśmiech, miły list, niewielki datek, przytrzymanie drzwi, skoszenie trawnika – codzienność jest pełna okazji do zrobienia czegoś bezinteresownego dla innych.

Pamiętasz filmową Amelię, bohaterkę stworzoną przez Jeana-Pierre’a Jeuneta i Guillaume’a Lauranta? Pracująca w paryskiej kawiarni dziewczyna odkrywa, że jej prawdziwym powołaniem jest uszczęśliwianie innych. Drobnymi gestami wspiera administratorkę budynku, w którym mieszka, bywalców kawiarni, w której jest zatrudniona, sprzedawcę warzyw, u którego robi zakupy. Ta urocza opowieść nawiązuje do setek innych podobnych historii, przypominając, że nie ma nic piękniejszego niż pomaganie.

Inspirujące historie

W roku 2010 roku młoda Amerykanka Hanna Brencher zaczęła pisać czułe listy do nieznanych sobie osób. Zostawiała je w miejscach publicznych, a jej pełne życzliwości teksty zmieniały nastrój setkom znajdujących je ludzi. Po dziewięciu latach założona przez nią organizacja More Love Letters skupia ponad 20 tysięcy wolontariuszy kierujących dobre słowo do nieznajomych w potrzebie, mieszkających w różnych częściach globu.

Pod koniec lat 50. minionego wieku w Polsce swoją postawą zaskoczył Maciej Zimiński – nauczyciel, który poprawiał rzeczywistość i pokazywał, co potrafi człowiek. Działał w ukryciu, pozostawiał jedynie ślad, bilet albo kartkę, z odciśnięta w atramencie dłonią. Jako redaktor popularnego w PRL-u „Świata Młodych”, w setkach tysięcy dzieciaków rozbudzał chęć pomagania. Zorganizowana przez niego akcja „Niewidzialna ręka” miała na celu niesienie pomocy osobom starszym, chorym i wszystkim, którzy jej potrzebowali.

Maleńkie akty dobroci – do stosowania na co dzień

Amelia, Hanna, uczestnicy akcji „Niewidzialna ręka” pokazują, że różne są motywacje, które kierują czyniącymi dobro, różne sposoby, w jakie można pomagać. Tym, co łączy je wszystkie, jest wiara, że wielkie zmiany zaczynają się od jednostek, a maleńkie akty dobroci mogą nadać światu nowy, lepszy kształt. Warto spróbować już dzisiaj. Oto kilka pomysłów, które możesz wykorzystać:

1. Uśmiechnij się do świata. Włoski reżyser Carlo Mazzacurati często powtarza w wywiadach frazę przypisywaną filozofowi Filonowi z Aleksandrii: „Każdy, kogo spotykasz, jest w trakcie walki, o której nic nie wiesz. Bądź uprzejmy, zawsze”.

2. Przekaż darowiznę. Zamiast kupować kolejną kawę, wpłać drobny datek na konto instytucji charytatywnej, organizacji pozarządowej czy hospicjum.

3. Rozejrzyj się wokół. Może starsza sąsiadka potrzebuje pomocy w dźwiganiu zakupów na wysokie piętro. Albo znajoma z dwójką małych dzieci doceniłaby, gdyby ktoś zabrał je na chwilę na plac zabaw.

4. Zauważ najbliższych. Czasem ci, z którymi spędzamy najwięcej czasu – rodzina, współpracownicy, przyjaciele – otrzymują od nas najmniej uwagi. Kiedy ostatni raz pytałeś o samopoczucie koleżankę z działu albo zadzwoniłeś w ciągu dnia do rodziców, tak po prostu, by zapytać, co słychać?

5. Wykorzystaj siłę mediów społecznościowych. Namów znajomych do przekazania książek dla pacjentów szpitala albo zorganizuj urodzinową zbiórkę na Facebooku, zachęcając do wpłat pieniężnych na cele charytatywne.

6. Zatrzymuj się. Wszyscy pędzimy, a pomaganie wymaga nierzadko chwili zastopowania – czy jest to asysta kierowcy, któremu pękła opona, czy zmiana osobistych planów, by wysłuchać cierpiącej przyjaciółki.

7. Ucz innych. Dziel się wiedzą, doświadczeniem, dobrymi emocjami. Pokaż babci, jak korzystać z poczty mailowej, a koleżance z pracy, jak radzić sobie z tremą przed ważną prezentacją.

8. Praw komplementy i udzielaj publicznych pochwał. Głośne wyrażenie podziwu czy wdzięczności sprawi, że druga osoba poczuje się doceniona, mocniejsza, radośniejsza.

9. Oddawaj krew w punkcie krwiodawstwa. Ten gest trwa chwilę, a ratuje życie. Na dodatek przysługuje ci dzień wolny.

10. Słuchaj, by zrozumieć. Poznaj perspektywę drugiej osoby. W dyskusji nie dąż za wszelką cenę do przekonania jej do swoich racji, ale zaangażuj się w pełni w zrozumienie i próbę akceptacji.

Im mniej opowiadam o tym, co robię, tym więcej robię. (fot. iStock)
Im mniej opowiadam o tym, co robię, tym więcej robię. (fot. iStock)

Rozmowa z Maciejem Wasilewskim, autorem książki o Niewidzialnej ręce

Na okładce książki „Niewidzialna ręka” pojawiają się zdania: „2 miliony dzieci zrobiło 10 milionów dobrych uczynków. Ta historia wydarzyła się w Polsce”. To, że Polacy zrobili coś dobrego, jest aż tak zaskakujące?
Wydaje mi się, że stanowią one kontrapunkt dla dominującej defetystycznej narracji o Polsce i w ogóle – o rzeczywistości. Nie posądzaj mnie jednak, proszę, o naiwność. Te zdania to raczej sygnał – patrzę na zdarzenia jak Forrest Gump albo jak Guido z filmu „Życie jest piękne” – na przekór, ze świadomością, że rzeczywistość rozszczepia się na wiele realności. Taka była „Niewidzialna ręka” i taka, wierzę, jest moja książka.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że praca nad tą książką była dla ciebie odtrutką po poprzednim reportażu. Czy opowieść o młodzieży niosącej bezinteresownie pomoc rzeczywiście spełniła taką rolę, czy tylko doprowadziła do nowych pytań?
Chyba znów poszedłem za moją tęsknotą – za życiem wspólnotowym. W dzieciństwie i wczesnej młodości utożsamiałem je z życiem religijnym. Potem odkryłem, że nie mam genu wiary, dalej jednak szukałem wspólnoty, która wypełniałaby uniwersalne przykazanie miłości. I odnalazłem to w tych trzech zdaniach: „Niewidzialna ręka gotowa jest nieść pomoc potrzebującym. Niewidzialna ręka może robić wszystko, co pożyteczne. Niewidzialna ręka zawsze i wszędzie działa niewidzialnie”.

Powiedziałeś, że rzeczywistość ma wiele odcieni – odnosi się to chyba także do postaci pana Macieja Zimińskiego, bohatera tej książki. Z jednej strony był twórcą akcji „Niewidzialna ręka”, autorem pouczającego „Teleranka” i „Piątku z Pankracym”, a z drugiej – członkiem PZPR i ORMO.
Maciej Zimiński otrzymał – uwaga, dziwacznie to zabrzmi – honorową legitymację ORMO tylko dlatego, że przeprowadził telewizyjny kurs na kartę rowerową. Nie brał udziału w akcjach. I choć nie rzucił legitymacją PZPR, to jednak stoi za nim dziesięć milionów dobrych uczynków. Poznaliśmy się na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Dziennikarstwa. Byłem jego studentem. W „Życiu Warszawy”, gdzie pracowałem, przygotowywaliśmy cykl o zapomnianych niezapomnianych. Spytałem, czy zechciałby ze mną porozmawiać. Opowiedział mi o „Niewidzialnej ręce”. Tak zaczęła się ta przygoda. Był moim najwspanialszym nauczycielem.

Czego cie nauczył?
Wierzę, że samodzielnego myślenia. Nasze spotkania, rozmowy, lektury, które mi podtykał, sprawiły, że nie odnajduję się w dominujących narracjach, nie czuję się uczestnikiem plemiennej wojny w Polsce, w której dwa największe plemiona opowiadają o braterstwie bratobójczym językiem. A obu brakuje wyobraźni. Wyobraźnia, powtarzał pan Maciej, jest nową formą państwa podziemnego na trudne czasy.

Jak bardzo samodzielne myślenie jest ważne w czynieniu dobra?
Najlepiej spytać tych, którzy czynią więcej dobra, ale oni o tym mało mówią. Dobro, zdaje się, jest najpiękniejsze, kiedy się wydarza, a nie, kiedy się je opisuje. Tu jednak rodzi się pytanie – jak w takim razie uczyć czynienia dobra? Mój nauczyciel powtarzał, że człowiek potrzebuje opieki od narodzin aż do końca. Dlatego tydzień w tydzień przez 24 lata opisywał w „Świecie Młodych”, a potem pokazywał w programie telewizyjnym, jak Niewidzialni wypełniają przykazanie miłości.

W wypadku „Niewidzialnej ręki” mówimy o prawdziwie cichej satysfakcji z niesienia pomocy. Dzisiaj nawet pomaganie dokumentujemy w mediach społecznościowych.
Być może dla niektórych jest to paliwo: uprzątnę prawy brzeg Wisły, jeśli potem zrobię selfie nad workami śmieci, które zebrałem. Nie krytykuję tego, tym bardziej że ma to wymiar edukacyjny. Jest jednak dalekie od ideałów „Niewidzialnej ręki”, która kształtowała altruizm. Dlatego skupię się na moim doświadczeniu: im mniej opowiadam o tym, co robię, tym więcej robię. Mam rodzinę: żonę, córki, mamy psa, przyjaciół, starszych sąsiadów i karmniki, które zimą będziemy napełniać słonecznikiem.

Maciej Wasilewski – autor książek, m.in. „Niewidzialna ręka” (Wielka Litera), „Jutro przypłynie królowa”. Prowadzi zajęcia w Polskiej Szkole Reportażu (Instytut Reportażu), uczy na Wydziale Dziennikarstwa UW

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze