fbpx

Mogę Ci ufać

fotochannels.com

Wśród narodów całego świata panuje zgoda co do tego, że najważniejszą cechą spełnionego życia są ożywcze relacje z innymi. Przyjacielskie, bliskie związki z ludźmi są jednym z najsilniejszych źródeł dobrostanu, poczucia, że warto żyć. Jeśli możemy komuś ufać, śmiać się z nim i płakać, ma to bezcenny wpływ na zdrowie. Pozytywne zmiany zachodzą na poziomie komórkowym naszych ciał! Troszczenie się o kogoś i bycie otoczonym troską jest afirmacją istnienia. Już jedna przyjacielska relacja czyni różnicę w jakości przeżywanych dni. Wakacje to dobry czas, aby przyjrzeć się naszym związkom. Ile w nich życiodajnego zaufania, poczucia bezpieczeństwa, otwartości, troski, oddania i miłości?

– Anię i Pawła znaliśmy z mężem od roku – opowiada Dorota, 30-latka, redaktorka z agencji wydawniczej.
– Zapraszali nas do siebie na wieś, wpadali do nas, ilekroć byli w Warszawie. Któregoś razu gościliśmy u nich, mamy wyjeżdżać, a nasz samochód nie odpala. „Weźcie nasz” – powiedzieli bez namysłu i dali nam kluczyki do swojego nowego volvo. Wracaliśmy do domu we mgle, gdy nagle usłyszeliśmy huk. Ocknęliśmy się w szpitalu. Potrącił nas tir, cudem ocaleliśmy. Samochód nadawał się na przemiał. W szpitalu ledwo otworzyłam oczy, a zobaczyłam zapłakaną, ale szczęśliwą Ankę, bo udało nam się wyjść cało z katastrofy. Oboje z Pawłem zachowywali się tak, jakby strata wymarzonego, wypasionego samochodu, który sprowadzili sobie z zagranicy, nie miała dla nich większego znaczenia; liczyliśmy się tylko my, nasze życie i zdrowie. Odtąd kocham Anię, przyjaźnimy się.

„Wiesz, że jesteś dla kogoś kimś wyjątkowym, ważnym – musisz tego doświadczyć, nie tylko usłyszeć. Wystarczy, że to zdarzy się raz, a już na zawsze masz siłę płynącą z tego przeżycia” – pisze doktor nauk medycznych, profesor medycyny klinicznej Dean Ornish w znakomitej książce „Miłość i przetrwanie” (Jacek Santorski & Co 1999).
Doktor psychologii Daniel Goleman w swoich bestsellerowych pozycjach „Inteligencja emocjonalna” (Media Rodzina 2007) i „Inteligencja społeczna” (Rebis 2007) przywołuje czas, kiedy mieszkał na indyjskiej wsi. Zaintrygowało go, że szpitale w tym regionie na ogół nie zapewniają pacjentom wyżywienia. Dlaczego? Ponieważ kiedy przyjmują chorego, przybywają z nim rodzina i przyjaciele i obozują w jego pokoju, gotując mu posiłki i pomagając w inny sposób w opiece nad nim. Jakie to cudowne, myślał, mieć wokół siebie dzień i noc osoby, które nas kochają i nie pozwalają, aby przygniótł nas ciężar cierpienia. Jakiż stanowi to kontrast z izolacją społeczną ludzi na Zachodzie.

Goleman przytacza mnóstwo badań na temat znaczenia przyjaciół. Między innymi takie: poproszono Amerykanki, aby oceniły wszystkie swoje zajęcia w danym dniu pod względem tego, co robiły, z kim były i jak się czuły. Okazało się, że najsilniejszy wpływ na poziom ich szczęścia i spełnienia miały nie dochody, praca czy stan cywilny, lecz ludzie, z którymi spędzały czas. Jacy ludzie? Ten ranking wygrały przyjaciółki! Przed krewnymi, mężem lub partnerem, dziećmi i współpracownikami. Przez 30 lat Mihály Csíkszentmihályi, profesor psychologii na Uniwersytecie w Chicago, badał czynniki, które wpływają na nasze poczucie dobrostanu. Te badania są już powszechnie znane – wynika z nich, że na poziom odczuwanej przez nas szczęśliwości największy wpływ mają relacje z ludźmi, a także to, co uwielbiamy robić i w czym możemy się zatracić bez reszty.

Inny profesor psychologii Leo Buscaglia w książce „Radość” (GWP 2007) pisze o swoim przekonaniu, że jedna bliska osoba czyni istotną różnicę w naszym życiu. Jedna! Nie ma znaczenia, kim jest ta osoba, kobietą czy mężczyzną, i ile ma lat. Ważne, że można pójść do niej i być z nią szczerym, jak to tylko możliwe, można śmiać się i płakać do woli. Można powiedzieć: „Tak czuję, taka jestem”, a przyjaciel albo przyjaciółka wysłucha i odpowie: „Jesteś OK”. Buscaglia często pyta swoich studentów: „Czy macie taką osobę w swoim życiu?”. Profesor zauważa, że dzisiejsze społeczeństwo nie sprzyja bliskości. Kiedy robi się trochę trudno albo nieprzyjemnie, nie wytrzymujemy i odchodzimy, bo po co się męczyć, jest przecież tyle innych, nowych ludzi. Tak jakby bliskość była jakimś przestarzałym konceptem. Jednak on upiera się, że bliskość jest absolutnie niezbędna, że bez niej oszalejemy. „Uważam, że poziom zdrowia psychicznego można mierzyć stopniem zdolności do budowania trwałych i ważnych związków z innymi” – pisze. Nie chodzi o liczbę tych związków, ale o ich jakość. Bo przecież mamy dużo znajomych. Czas upływa na: „Cześć. Co słychać?”. „W porządku. A u ciebie?”. „Też dobrze”. A paplanina na przyjęciach? „Poruszamy wszystkie możliwe bezpieczne tematy, które nie mają żadnego znaczenia – przypomina Buscaglia. – Czy zdarzyło ci się na jakimś przyjęciu powiedzieć: »Porozmawiajmy o prawdziwej przyjaźni, o miłości«? Nikt by cię drugi raz nie zaprosił!”.

 

O jaką jakość chodzi?

Jedną z naszych najbardziej podstawowych potrzeb jest relacja z kimś, komu możemy ufać, pisze Dean Ornish. Bliskość to zaufanie. Mogę ci ufać, ponieważ wiem, że nie użyjesz mnie do swoich celów. Wiem, że zależy ci na mnie. Wiem, że w naszej relacji mogę bezpiecznie dawać i bezpiecznie brać. Ty wiesz o mnie, że nie chcę cię wykorzystać. Chcę z tobą być. Chcę cię doświadczać, poznawać, dotykać. Chcę cię słuchać. Chcę się tobą cieszyć.
Prawdziwie bliskie związki opierają się na umowie, że będziemy sobie szczerze mówić, co się dzieje w naszej relacji, co nas zabolało, a co uszczęśliwiło

Leo Buscaglia zwraca uwagę na to, że wiele związków kończy się dlatego, iż nie pokazujemy przyjacielowi, co czujemy w danej chwili. Jeśli możemy wyznać swe sekrety komuś, kto wysłucha bez osądzania, wydarza się wówczas coś najcenniejszego dla naszej psychiki – integrujemy najboleśniejsze, najbardziej wstydliwe i odrzucone części siebie. Jeśli przyjaciel potrafi okazać współczucie i akceptację dla tych niegodnych miłości części nas, wówczas i nam łatwiej je zaakceptować.

Przemiana pod wpływem dobrych uczuć dokonuje się na poziomie komórkowym naszych ciał – biologia dosłownie domaga się związków. Naprawdę zdrowiejemy wtedy, gdy nie chronimy swej miłości żadnym pancerzem.

Renata Arendt – Dziurdzikowska

Bliska osoba, o której wiemy, że kocha nas i akceptuje, sprawia, że odważniej patrzymy w przyszłość, szybciej podnosimy się po emocjonalnych upadkach i zawodach, jesteśmy mniej podatni na ból. Przyjaźń wspiera też nasz podstawowy, partnerski związek. Zwraca na to uwagę Sondra Ray w książce „Cud związków miłości” (Jacek Santorski & Co 2004). Pisze, że oczekiwanie, aby jedna osoba – mąż, żona, partnerka – spełniła wszystkie nasze potrzeby, jest wywieraniem na nią ogromnej presji. Bliskie relacje z innymi zdejmują ten ciężar z głównego związku.

Tysiące badań potwierdziło, że przyjaciel to zdrowie. Piszą o tym wybitni uzdrowiciele i lekarze w swoich książkach: Caroline Myss w „Anatomii duszy” (Medium 2005), Deepak Chopra w „Zdrowiu doskonałym” (W.A.B. 2007), Bernie Siegel w „Miłości, medycynie i cudach” (Limbus 2005), Dean Ornish, Carl Simonton i inni. Wszystko, co wzmacnia uczucie bliskości, jest uzdrawiające, pisze Ornish. Wszystko, co wzmacnia izolację i samotność, prowadzi do cierpienia, choroby i przedwczesnej śmierci. Energia emocjonalna jest paliwem dla ludzkiego ciała i ducha, przypomina Caroline Myss. Przemiana pod wpływem dobrych uczuć dokonuje się na poziomie komórkowym naszych ciał – biologia dosłownie domaga się związków. Naprawdę zdrowiejemy wtedy, gdy nie chronimy swej miłości żadnym pancerzem. Wtedy cały organizm powraca do równowagi. Jak pisze Goleman, bliskość inicjuje złożone reakcje hormonalne, które regulują wszystko: od pracy serca po układ odpornościowy. I jeszcze jeden cytat: „Silny system odpornościowy może pokonać raka” – pisze Bernie Siegel. A co wzmacnia system odpornościowy? Oczywiście zdrowy styl życia. Ale co to znaczy? Dobre odżywianie się, ćwiczenia fizyczne. To także. Ale przede wszystkim miłosne związki z ludźmi i kontakt z naturą. Brak ujścia dla uczuć jest częstym tematem historii pacjentów cierpiących na wszelkie schorzenia. Z przyjacielem, z przyjaciółką jest wesoło, możemy się beztrosko śmiać, aż do bólu przepony. A – jak wiadomo– rozkurczowe działanie przepony wpływa na płuca, podnosi poziom tlenu, tonizuje system sercowo-naczyniowy. Śmiech, czyli „wewnętrzny jogging”, jest jak delikatny, głęboki masaż.