fbpx

W łóżku i na stole

fot. Bogdan Biały

Rozkoszujemy się smakiem
i aromatem, powoli, a potem
szybko, bez zastanowienia…
W karcie dań – zakazane owoce.

Z kuchni do sypialni bywa bardzo blisko… – tak blisko, że pospieszna konsumpcja zarówno kulinarna, jak i seksualna zdarza nam się i na stole, i w łóżku. Pani i Panu też, nieprawdaż? Czasem prowadzi do wzajemnych nieporozumień, ale często przynosi ulgę. Krótko mówiąc, z jednej strony łóżko myli nam się w pośpiechu ze stołem, z drugiej – szafka, fotel, a czasem podłoga zastępują łóżko. Szybko, w biegu, czasem na tapczanie pełnym okruszków, przed telewizorem, wtedy gdy jesteśmy już bardzo, bardzo głodni… Czy jest tu miejsce na zmysłowość?

Dla tych, co pędzą

A gdyby tak się zatrzymać, zrobić coś choć raz zupełnie inaczej… Zacznijmy od przekąski. Przynieście najpierw talerz pełen koreczków z arbuza i fety, przewiązanych tymiankiem – do łóżka. Albo połóżcie je na podłodze, na dywanie, tam gdzie miękko, puszyście. Palcami mokrymi od arbuzowego soku i lepkimi od karmelu wkładajcie przysmaki prosto do ust. Rozkoszujcie się słonym i słodkim chłodem arbuza oraz delikatną strukturą twardej fety.

Albo szparagi. Już sam wygląd obfitych, zanurzonych w białym, serowym sosie uruchamia wszystkie zmysły. Atmosfera narasta i gęstnieje tak szybko jak sos pozostawiony na mocnym ogniu. To trochę trwa, więc dajcie sobie czas, a szparagów – miękkich na czubeczku i twardych u nasady – wystarczy z pewnością dla dwojga. Gdy zmęczy was ta gra, przejdźcie do konkretów. Tu może pojawić się pewne zawahanie, jakaś myśl, która przeszkadza i powstrzymuje dłoń, na przykład, jak jeść główne danie, by lepiej smakowało.

To wewnętrzny krytyk próbuje dołączyć do uczty. Ale w takiej chwili stół, a tym bardziej łóżko, to nie są miejsca dla niego. Włączajcie powoli wszystkie zmysły. Zacznijcie od aromatu: zaciągajcie się nim, węszcie, obwąchujcie wszystkie zakamarki potrawy, patrząc jednocześnie przez zmrużone oczy. Przecież każdy kawałek tego pysznego mięska pachnie inaczej: a to rozmarynem, a to tymiankiem, a ponad wszystko zniewalającą słodkością figi. Nie poznacie go, jeśli nie dotkniecie. Robicie to tylko opuszkami palców? Nieśmiało? Trzeba zanurzyć palce jeszcze głębiej, dotknąć delikatnej skórki i wydobyć zawartość figi. Posłuchajcie wszystkich towarzyszących temu dźwięków. Spróbujcie, jak smakuje. Jeśli chcecie, możecie nawet oblizywać palce…

Dla tych, co powoli się rozkręcają

Najpierw spałaszujcie suflet czekoladowy. Gorący, prosto z pieca, najlepiej od razu dwie porcje, szybko, jedna po drugiej. Nie używajcie łyżeczki. Czekoladowy, rozgrzany środeczek wydobywajcie palcem zagiętym w haczyk. Ten ruch gwarantuje dużą porcję… wrażeń?, smaku?, słodkości?, a może kremowej puszystości? Czego tak naprawdę?
To nie jest przepis na jajecznicę, która zawsze się udaje. Trzeba próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Robić to wszystko, czego normalnie „nie można”. Jeść palcami, oblizywać je, wąchać potrawy.

Jeśli wydaje się wam to obrzydliwe, zastanówcie się, KTO to (w was) mówi, KOMU to się nie podoba i dlaczego. CO się może wydarzyć, gdy zrobicie w kuchni coś, czego jeszcze nie robiliście. Gdy odważycie się sięgnąć po ten swoisty zakazany owoc, zapamiętajcie, jak wam smakował. Pomyślcie… Czy nie odczuwacie potrzeby, by choć raz na jakiś czas spróbować takiego szybkiego i energetycznego albo zmysłowego, kuszącego i powoli smakowanego przepysznego deseru? Czy z życia moglibyście czerpać, tak jak z opisanej wyżej uczty, podobne przyjemności?