1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Najbardziej seksowne zawody dla mężczyzn

Najbardziej seksowne zawody dla mężczyzn

</a>
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Zastanawiasz się, o kim najczęściej fantazjują kobiety i z kim najchętniej umówiłyby się na randkę? Sympatia.pl postanowiła to sprawdzić i zapytać internautki, kto pojawia się najczęściej w ich marzeniach. Oto wyniki sondy, w której oddano ponad 15 tysięcy głosów. Zaskoczeni?

Fantazjują nie tylko mężczyźni. Panie również chętnie zawieszą oko na mężczyźnie, który - ich zdaniem - świetnie prezentuje się w uniformie lub wykonuje ciekawą pracę.

O kim zatem fantazjują panie? I czy chętnie się do tego przyznają? Oto 10 męskich zawodów, które - według kobiet - są najbardziej intrygujące.

Zobacz, o kim fantazjują Polki i z przedstawicielami jakich zawodów umówiłyby się na randkę najchętniej. Czy jesteś jednym z tych mężczyzn, o których marzą dziewczyny? A może dopiero zastanawiasz się, jaki wybrać fach...

Miejsce 8. Nauczyciel & aktor

Ostatnie miejsce w naszym rankingu zajęli nauczyciel i aktor, zdobywając dokładnie po 2% głosów internautów.

Co ciekawe, zawód nauczycielki zwyciężył w rankingu na najseksowniejszy zawód wykonywany przez kobiety.

Trudno też odnaleźć pozytywne opinie na temat nauczycieli w sieci. Wyszukiwarka, owszem, odnajduje ponad 185 tysięcy wyników na zapytanie „zakochałam się w nauczycielu", lecz - jak można się domyślać - są to wypowiedzi platonicznie zakochanych nastolatek, które zauroczone panem od matematyki czy języka angielskiego, szukają pomocy wśród rówieśniczek, co robić w tej trudnej dla nich sytuacji. Pomijając skrajne i niezwykle rzadkie przypadki, większość tych miłości kończy się wraz z opuszczeniem szkolnych murów. Patrząc na nasz ranking, czyżby jednak jakiś niesmak pozostał?

Co do aktorów, być może ciągłe plotki i afery z ich udziałem skutecznie zniechęciły panie, które postanowiły oddać swój głos na kogoś innego. Jak myślicie?

Miejsce 7. Pan niania

Przedostatnie miejsce i 4% głosów internautów przypadło opiekunom do dzieci. Również w rankingu damskich zawodów niania nie spotkała się z uznaniem panów, zajmując w nim ostatnie miejsce.

- Jestem panem nianią i kobiety sikają na mój widok, na razie te dwuletnie - skomentował na naszym forum PN.

Czy zarówno panie i panowie, głosując na osoby zajmujące się dziećmi, cenią sobie ich czułość i opiekuńczość okazywaną dzieciom, a może kierują się bardziej prywatnymi przesłankami, dotychczasowym doświadczeniem? Mieliście kiedyś do czynienia z panem nianią?

Miejsce 6. Gitarzysta

Wrażliwy romantyk czy nieokiełznany niegrzeczny chłopiec - gitarzyści od zawsze powodowali przyspieszony rytm serca wpatrzonych w nich dziewczyn, niezależnie od granej przez nich muzyki. Gitarzyści w naszym rankingu zajęli 6. miejsce, zdobywając 5% głosów. Panowie doczekali się nawet swojego skromnego fanpage'a na Facebooku, który zebrał ponad 600 fanów („Uwielbiam chłopaków grających na gitarze").

Miejsce 5. Masażysta & hydraulik

Łączy ich jedno - sprawne ręce, które - na wezwanie kobiety - potrafią zdziałać cuda. Masażysta i hydraulik zajęli w naszym rankingu 5. miejsce, zdobywając po 6% głosów. Dlaczego przedstawiciele właśnie tych zawodów mogą zwracać uwagę pań?

Większość wypowiedzi w sieci na temat doświadczeń z masażystami to opowieści związane z przyjemnością, jaką dają kobietom takie spotkania. Stąd zwykle ciepły stosunek do mężczyzn, którzy wiedzą, jak zrelaksować i postawić na nogi swoje klientki.

- Chodzę regularnie na masaż - mówi Maja, 31 lat, bohaterka artykułu dr Julity Czerneckiej „Singiel w salonie urody". - Oczywiście, lepiej się po nim człowiek czuje (...) Ale nie ukrywam, że chodzę też z innego powodu. Dlatego, że masuje mnie cholernie przystojny fizjoterapeuta. I fajnie mi się z nim gada, zawsze mnie podniesie na duchu, powie, że jestem śliczna i mądra. A poza tym taki męski dotyk masażysty działa na mnie tak jakoś erotycznie.

Sporo wypowiedzi należy jednak także do kobiet, które są w związkach z masażystami. Partnerki masażystów narzekają na towarzyszącą im zazdrość o tak bliski kontakt z innymi kobietami. Czy słusznie? Trzeba zapytać samych masażystów...

Hydraulik to już zupełnie inna bajka. Wszyscy kojarzymy dobrze zbudowanego blond hydraulika, który z namiętną miną prezentował swoje narzędzia. Czy właśnie taki obraz fachowca, złotej rączki pokutuje dziś w Polsce? I jak wiele ma wspólnego z rzeczywistością?

Miejsce 4. Policjant & programista Sympatii

Nie od dziś wiadomo, że mundurowi działają na kobiety. Dlaczego właśnie mundur? Wyjaśnia nam 20-letnia użytkowniczka Sympatii, która podpisuje się nickiem asz94.

- Mężczyźni w mundurach są bardziej męscy od takich w wymiętych t-shirtach i zwężanych jeansach - tłumaczy. - Wywierają na mnie duże wrażenie, wyglądają na bardziej dojrzałych, odpowiedzialnych. Aż mam ochotę się do takiego przytulić. Mam wrażenie, że jak na takiego żołnierza wskoczę, to złapie mnie w ramiona i nie upuści, tylko będzie stał jak skała (...) Mundur dodaje siły. A najważniejsze dla mnie, to czuć się przy partnerze bezpiecznie.

Te słowa krótko potwierdza Marlena. - Poznałam trzy lata temu policjanta i planujemy ślub. Już nie mogę się doczekać - w pracy jest naprawdę twardy, ale przy mnie jest miły i czuły. Często ubiera polówkę z munduru i przywozi do mnie kajdanki i jestem wtedy naprawdę podniecona...

Tuż „za pudłem" uplasował się także programista, zdobywając - podobnie jak policjant - 7% głosów.

- Informatyk? Cicha woda brzegi rwie - pojawia się głos na jednym z forów. - Kręcą mnie faceci przy komputerach, wiem, to dziwne - przyznaje kolejna internautka.

A my wcale nie uważamy, że to dziwne! Jedna z nas jest żoną programisty i wie, że programiści mają kilka wspaniałych cech, które sprawiają, że mogą oni być świetnymi kandydatami na życiowego partnera. Optymizm, bogata wyobraźnia, umiejętność planowania i odnajdywania najkrótszej drogi do rozwiązania problemu - to tylko niektóre z nich...

Dziewczyny, dajcie szansę programistom!

Miejsce 3. Lekarz

Nasza sonda pokazuje, że panowie w białych kitlach wciąż budzą pozytywne emocje, szczególnie wśród pań. Pozytywny przekaz i odbiór tego zawodu bez wątpienia wzmacniają cieszące się wielką popularnością seriale - te polskie, i te zagraniczne, w których zabójczo przystojni lekarze znajdują harmonię między bohaterskim ratowaniem cudzego życia i łamaniem niewieścich serc. Kto ich nie pamięta? George Clooney, Hugh Laurie, Paweł Małaszyński...

„Lekarze są fajni. Znam parę osób studiujących medycynę i muszę powiedzieć, że są to dość ciekawe osobowości. Z jednym takim mogę pogadać dosłownie o wszystkim, a kiedy coś mi dolega, to mogę zasięgnąć jego porady" (netkobiety.pl).

"Lekarz – magia białego fartucha" (kafeteria.pl)

Miejsce 2. Żołnierz

Zaszczytne, drugie miejsce i 14% głosów zdobył kolejny przedstawiciel służb mundurowych. Żołnierz może imponować z wielu powodów. Jednak fascynacja i randki - to jedno. Związek na całe życie - to drugie. A jak wygląda życie u boku mundurowych?

- Życia z żołnierzem trzeba się też po części nauczyć - mówi majka13. - Mój mąż też jest żołnierzem zawodowym. Jeśli chodzi o związek to jest on wystawiany na wiele prób czasowych. Częste poligony, misje pokojowe, szkolenia, takie życie zmienia ludzi. Dorosły człowiek stara się to wszystko zrozumieć, ale najbardziej chyba na rozłące cierpią dzieci. Tęsknota za mężem i ojcem jest ogromna (...) Wojsko diametralnie zmienia ludzi, najbardziej swoich pracowników ale również i ich rodziny. Jestem dumna, że mam męża żołnierza, ale jednocześnie każdego dnia boję się o jego życie.

- Mój mąż, także „wojak", niestety już nie żyje - wyznaje gramiada. - Był wspaniałym mężem, ojcem i kolegą w wojsku, a na pagonie było sporo. Na pewno są w takich związkach jakieś ustępstwa na rzecz Armii, jednak w większości są to ludzie bardzo inteligentni, ceniący rodzinę, uporządkowani w codziennej egzystencji. Ład i porządek - tam, gdzie powinien być, a nie porozwalane skarpety i nieudacznictwo życiowe (...) Cenią swoje gniazdo domowe, szacunek dla partnera - ogromny, takt, kultura, etyka. Gdybym mogła przeżyć życie ponownie, decyzja wyboru partnera byłaby identyczna.

Pojawiają się jednak i takie głosy, jak ten należący do Marty. - Moje małżeństwo z żołnierzem opierało się tylko na podporządkowaniu. Pracował w wojsku jako dowódca i niestety w domu nie potrafił pozbyć się cech przywódczych. Wielu żołnierzy ma spaczone przez wojsko charaktery i nie potrafi się odnaleźć w normalnym życiu poza jednostką.

Miejsce 1. Pilot

Oto najseksowniejszy męski zawód! Zdecydowaną większością głosów w sondzie Sympatii zwyciężył pilot, zdobywając aż 37% głosów internautów.

- Mój tata jest emerytowanym pilotem - mówi 31-letnia Joanna z Warszawy. - Wielokrotnie widziałam ten wzrok naszych sąsiadek czy kobiet, które mijał, wracając do domu. A ja, patrząc na niego, byłam naprawdę dumna. Kochał swoją pracę, ale rzadko bywał w domu. Mama wciąż tęskniła, ale gdy wracał, rekompensował jej i mnie rozłąkę, dbał o dom, choć bywało, że nie miał sił. Dziś, choć na emeryturze, też nie należy do zagorzałych domatorów. Widać, taki już charakter pilota.

- Kojarzy mi się z odpowiedzialnością, zdecydowaniem, elegancją, klasą, dobrymi perfumami, białą koszulą (netkobiety.pl).

A według Ciebie, jaka męska profesja jest najbardziej intrygująca? Z kim najchętniej umówiłabyś się na randkę?

Autorzy: Sylwia Stodulska-Jurczyk, Małgorzata Sierocińska

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Fantazje erotyczne - jakie skrywają o nas informacje?

To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W fantazjach nie chodzi tylko o podniecenie i rozładowanie jak w pornografii. To tajemniczy język, który kryje ważne treści. Warto go odszyfrować, bo pozwala poznać przyczyny niezadowolenia z życia, nie tylko erotycznego – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka zaburzeń seksualnych.

W swoich fantazjach był… maskotką: białym puszystym króliczkiem z niebieską kokardką. Jakiś nieudacznik? Gdzie tam! Miał wiele kochanek i partnerek. Ale żadna kobieta nie była dla niego dość dobra. Przyszedł do seksuolożki, bo był już tym zmęczony. No i poznał Elizę. Smukłą, wysoką blondynkę w typie sportowym. Ideał. Po kilku miesiącach, najwyżej roku, zawsze dochodziło do rozstania. Bał się więc, że i tym razem tak będzie. I że to Eliza odejdzie. Dlaczego? Adrian nie lubił inicjować seksu, chciał, żeby kobieta pierwsza go całowała, dotykała. Żeby potwierdzała jego atrakcyjność. Podziwiała. Pieściła jak króliczka…

Fantazja pomogła nam poznać przyczynę jego problemów ze zbudowaniem trwałego i dobrego związku, a także tych seksualnych schematów – mówi Karolina Strojecka, terapeutka zaburzeń seksualnych. – Spoczywała ona ukryta głęboko pod stertą wspomnień, a zwłaszcza trudnych uczuć z czasu, gdy Adrian miał kilka, a potem kilkanaście lat.

Żadna partnerka nie mogła mu dogodzić, bo nie pragnął niczego, co którakolwiek kobieta mogłaby mu dać. Którakolwiek poza jego matką. Adrian chciał tego, czego nie dostał w dzieciństwie. Bezskutecznie zabiegał wtedy o uwagę matki, zakochanej i zapatrzonej w romansującego na lewo i prawo męża. Zwracała się ku synowi tylko wtedy, kiedy odnosił jakieś dziecięce sukcesy, np. pięknie zaśpiewał na akademii w przedszkolu, wygrał konkurs na wypracowanie o babim lecie w szkole. Ładnie ubrany, z aksamitką na białej koszuli, miał rumieńce radości, mogąc przejrzeć się w oczach mamy. Cieszyła się, klaskała, a potem opowiadała jego ojcu, jakiego to mają wspaniałego synka. Reflektor jej uwagi gasł, pogrążając chłopca w mroku smutku, kiedy był zwyczajnym dzieciakiem: bawił się samochodzikami na podłodze w pokoju czy wracał z katarem ze szkoły. Adrianowi brakowało codziennej, zwyczajnej uwagi i czułości matki przez całe dzieciństwo. Ten głód wyraził symbolicznie w swojej pluszowej fantazji.

Dziura w koszyku

Brak miłości w dzieciństwie, kiedy dorośniemy, staje się jak dziura w koszyku, do którego zbieramy radość życia, poczucie bycia wartym miłości i kochanym. Cokolwiek tam wrzucimy, wyleci i koszyk pozostaje pusty, a my emocjonalnie głodni i niepewni siebie. Żadna kobieta, choćby nie wiadomo ile głasków ofiarowała Adrianowi, nie była w stanie zaspokoić jego pragnienia bycia widzianym i kochanym. Pomóc mogło tylko załatanie dziury w jego sercu. Łatą było zobaczenie tego, co odczuwał jako chłopiec. Odreagowanie trudnych emocji z dziecięcego pokoju: złości na matkę, smutku. A potem pogodzenie się z tym, że tamten czas już nie wróci i Adrian nie dostanie miłości mamy. To powinno wystarczyć, by mógł przyjąć miłość erotyczną kobiety.

Fantazje to poważna sprawa – mówi Karolina Strojecka. – Wydaje się, że mówiąc o nich, możemy tylko zawstydzić siebie i innych swoją perwersją. Otóż nie. Ujawnienie i analiza obrazów z naszej wyobraźni pomaga odkryć przyczyny braku zadowolenia z życia, nie tylko seksualnego.

Macho proszony na salony

Fantazja o dominującym kochanku, który łapie kobietę w pół, rzuca na łóżko i trzymając za włosy, bierze nawet wbrew jej woli, nie mówi wcale, że Zuza chce takiego kochanka. Że chce go mieć na co dzień. Ustalać z nim, kto rano idzie pierwszy do łazienki! Albo czy kupić auto w kolorze jej oczu, czy takie, które jest dobrze widoczne na drodze. No nie. Zuza kocha męża – ciepłego misia. Macho to tylko fantazja. Czyli co? – Zazwyczaj odpowiedź na konflikt wewnętrzny i trudności, z jakimi psychika się mierzy – stwierdza Karolina Stojecka. – Warto się zastanowić, dlaczego w lnianej pościeli w błękitne drobne kwiatki obok Zuzy i jej męża pojawia się macho?

Nie wystarczy opowiedzieć misiowi o tej fantazji? A potem wspólnie odegrać takie oto przedstawienie: misio – wciśnięty w drogi garnitur (bo to konieczny kostium macho mana z korporacji) – po przyjściu do domu bierze Zuzę. Trochę siłą, ale zgodnie z jej wolą. Na stole w kuchni albo na podłodze w salonie, byle nie w pościeli w kwiatki.

Karolina Stojecka: – Powiedzieć o swoich fantazjach partnerowi i je zrealizować? Jasne! Tylko że nie umiemy rozmawiać o seksie. Żartować z koleżankami o tym, czego byśmy posmakowały w seksie – tak. Ale odsłonić się przed partnerem? Czemu to takie trudne?

Kochanie, marzę, żebyś...

Ewa chce być jak kwiat. Związana sznurkiem, unieruchomiona. Zatrzymana w pięknie i zmysłowości. Naga. Bondage – zabawa seksualna polegająca na tym, że jeden z partnerów krępuje drugiego sznurem. Jego zwolennicy mówią, że związana tak kobieta wygląda jak bukiet. Takie fantazje ma Ewa, odkąd zobaczyła album japońskiego fotografa Arakiego. A w nim zdjęcia kobiet: jak pudełka prezenty z ciała i seksu. Poczułaby się wtedy bezpieczna. Poddana całkiem woli mężczyzny. Sama myśl ją podnieca, ale czy powie o tym Robertowi?

Kobieta mówi o fantazjach tylko wtedy, gdy ma poczucie bezpieczeństwa i bliskości w związku. Jest pewna, że partner akceptuje ją taką, jaka jest – mówi Karolina Stojecka. – Nie zaatakuje: „No co ty? Jak możesz?” albo „Takie świństwa mnie nie interesują”. Pacjentki obawiają się takiej reakcji partnera i pytają mnie często, jak sobie z tymi obawami radzić. „A jak popłaczę się i ucieknę?!” – mówią, kiedy radzę im mimo lęku opowiedzieć partnerowi o fantazjach. Odpowiadam: „Łzy to nie jest zła rekcja na »nie«”. Niech mężczyzna zobaczy, że jego partnerka ma miękki brzuszek, że jest jej przykro, a więc to dla niej ważne. Byleby odpowiedzią na jego „nie” nie była agresja: „I tak byś nie dał rady!”. Jeśli nawet partner ostro utnie propozycję sekszabawy, to wcale nie znaczy, że źle myśli o swojej kobiecie. Może naprawdę się obawiać, czy sprosta jej oczekiwaniom, czy da radę. A jak dwie osoby się przestraszą, to konflikt może pójść na noże.

Ewa powiedziała o swojej fantazji Robertowi i choć za pierwszym razem ją zbył, nie poddała się. Za radą terapeutki ponowiła prośbę po tygodniu. Robert w tym czasie zaciekawił się tym, czego pragnęła, bo też taka propozycja może rozpalić wyobraźnię mężczyzny. Trzeba mu tylko dać czas, by się z nią oswoił. By przejął kontrolę nad tym, czego chce jego kochanka, zaplanował i umiał zrealizować to, czego ona chce. Tak też się stało, bo Robert powiedział: „Dobrze, w weekend”. A jeśli mówienie o fantazji jest niemożliwe lub zbyt trudne? Albo partner naprawdę nie chce jej spełnić, ale jest otwarty na zmiany w relacji? Są inne sposoby na skorzystanie z mądrości, jaką niesie erotyczna wyobraźnia.

Zobaczyć w Misiu Rozpustnika

Dlaczego, kiedy Zuza zamknie oczy, jak diabeł z pudełka wyskakuje z jej wyobraźni macho? Łapie ją w pół i ciągnie ku całkowitemu zatraceniu zmysłów. Zuza chciała zrozumieć siebie, dlatego znalazła się w gabinecie specjalisty. Ojciec? O to zapytał ją seksuolog. Zuza miała dominującego i wybuchowego ojca. A i z mamą nie było jej lekko. Bała się ojca i czuła dystans do zimnej i wycofanej matki. Wybrała więc na partnera ich przeciwieństwo. Mimo jednak niechęci do powtórki emocjonalnej z dzieciństwa dla Zuzy, tak jak dla każdej kobiety, nieświadomym symbolem męskości pozostał ojciec. Wybuchowość i impulsywność podnieca więc Zuzę, a zarazem ją odrzuca. Odkrycie, kto tak naprawdę ukrywa się w postaci macho, to pierwszy krok. Drugi, dopełnienie jej związku o brakujący męski aspekt. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale nie ma w sobie nic z macho – nie ma nawet grama spontaniczności. Nie wykazuje też w świecie zmysłów żadnej inicjatywy. Jeśli Zuza chce być z nim szczęśliwa, musi w misiu odnaleźć rozpustnika. Czy to możliwe? Z odkurzaczem w ręku na co dzień nie prezentuje tego męskiego aspektu. Co nie znaczy, że go nie ma. Ona męski aspekt męża może też zobaczyć, kiedy pójdzie do jego firmy. Wyjęty z pościeli w drobne kwiatki misio okazuje się czasem szefem, który potrafi zdominować wielu mężczyzn. Dostrzec w mężu aspekt, którego w domu nie realizuje, to najprostsze rozwiązanie. Udało się: misio jest szefem firmy logistycznej, ma pod sobą kilkunastu kierowców. Uzupełniony o aspekt męskiej dominacji partner otworzył Zuzie drzwi do szczęścia we dwoje.

Dlaczego rozpustnik?

Mężczyźni rozdzielają często miłość i seks, żonę i kochankę. Kobiety czasem nie dostrzegają w mężu namiętnego kochanka. Takie rozszczepienie to efekt podwójnej moralności, odrzucania seksu jako czegoś złego i brudnego. To rozszczepienie (nazywane w seksuologii zespołem rycerza i rozpustnika albo madonny i ladacznicy) staje się powodem, dla którego mężczyźni szukają kochanki. Kobiety zazwyczaj tylko fantazjują, bo kultura nadal uczy je, że seks nie powinien być dla nich tak ważny jak macierzyństwo czy pomoc rodzicom. Dlatego wyobraźnia kobietom zazwyczaj wystarcza. Jednak i kobiety, i mężczyźni powinni starać się połączyć dwie postaci, na które rozpada się w ich doświadczeniu partner, aby być szczęśliwym, mieć poczucie wewnętrznej spójności. Jak połączyć rycerza i rozpustnika? Zuza przyjrzała się swoim wspomnieniom o tacie i zrozumiała, że wybuchowy ojciec był jej o wiele bliższy niż zimna matka. Bywał czuły i ciepły. Przypomniała sobie, jak jeździła z nim na żużlowe zmagania i jak się bawili, kibicując. Dopiero kiedy zaczęła dorastać, ojciec przestał mieć dla niej czas, zajęty pracą, alkoholem i konfliktem z matką. Zobaczenie ojca jako człowieka, który był i dobry, i zły, zintegrowało w wyobraźni Zuzy obraz mężczyzny. Celem jej fantazji nie był seks z macho, ale właśnie to wewnętrzne połączenie dwóch męskich aspektów.

Kiedy to on chce

Czerwone pończochy... Strój stewardesy! Mogę ci kupić! – jeśli mężczyzna przyzna się przed żoną do swoich fantazji, to, co wtedy nastąpi, zależy od tego, czy kobieta ceni siebie, czy nie. Jeśli jest pewna swojej wartości, uważa się za atrakcyjną, założy czerwone pończochy. Jeśli ma kompleksy, zrobi awanturę, że czerwone pończochy nosi żona jego brata! A w samolocie, którym lecieli do Egiptu, widziała, jak ślinił się na widok rudej stewardesy! A następnie wyciągnie z tego krzywdzące wnioski, dopasuje fantazje partnera do swoich kompleksów. Lepiej kupić pończochy i bawić się życiem we dwoje. – Wielu mężczyzn fantazjuje o kobiecych kostiumach. Takie przebieranki mogą im dać poczucie posiadania wielu kochanek, choć tak naprawdę pozostaną wierni jednej – mówi Karolina Strojecka. – Warto iść za ich wyobraźnią. Nawet jeśli żona brata nosi czerwone pończochy, a spotkana podczas lotu stewardesa była piękna, nie ma sensu tego wypominać. Wyobraźnia mężczyzny użyła tych obrazów, by pomóc mu dowiedzieć się, czego mu potrzeba.

Mężczyźni i kobiety miewają dziś często fantazje o męskiej dominacji. Czy to znak czasu? Czy mówi o jakimś wewnętrznym konflikcie toczącym się w kulturze? Mężczyźni czują się dziś niemęscy. Nie mają poczucia wpływu na rzeczywistość. Dowodem na to jest ich gremialna ucieczka w rzeczywistość wirtualną, w Internet, w gry i w pornografię – pisze prof. Philip Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni?”. Fantazje o macho są też odpowiedzią na męski kryzys. Kobiety stały się silne, decyzyjne. Kierują ludźmi w pracy i planują życie domu. Chcą więc chociaż w sypialni poczuć się małe, bezbronne i pożądane. Jak Ewa fantazjują więc o byciu bukietem kwiatów, a nie panią wiceprezes. – Kocham Roberta jeszcze bardziej, od kiedy zupełnie mu się oddałam, realizując fantazję w klimacie bondage – mówi Ewa.

Ukrywane pocałunki

Dorota fantazjuje często. Lubi to. Ale dziś jej marzenia wymknęły się spod kontroli. Dorocie „wyobraził się” pocałunek z... Kamą!? Przestraszyła się: „Czyżbym była lesbijką?”. Niekoniecznie. Może to być sygnał, że przeciwna płeć stała się dla Doroty zagrażająca. Dorota pokłóciła się z Tomkiem i od miesiąca nie śpią razem, nawet ze sobą nie gadają, poza technicznymi ustaleniami. Tomek pchnął ją tak, że kobieta ma siniaki na plecach. Jej mózg idzie więc na skróty i daje Dorocie czułość bezpieczną, bo płynącą od kobiety.

Fantazja o pocałunku z kobietą to wyraz złości i lęku, jakie budzi w niej mąż. Dorota potrzebuje namiętności i seksu, ale nie chce jej teraz od mężczyzny. Ta kobieta z jej fantazji, to… sama Dorota w masce Kamy. Bywa, że kiedy kobieta spotka swój ideał kobiecości, gdy marzy, by być tak piękną, atrakcyjną, niezależną i kobiecą jak tamta, to śni, że uprawia z nią seks, staje się więc nią.

Odkrywając fantazje, odkrywamy prawdę o człowieku – mówi Karolina Stojecka. – Jeśli tylko odważymy się im przyjrzeć. Zechcemy zrozumieć. Dorota powinna porozmawiać z Tomkiem i postawić granicę w ich relacji, by nie dochodziło do przemocy. Ale nie jest to proste, bo ojciec Doroty był „smutnym pijakiem”. Nie radził sobie ze sobą, a co dopiero z pracą, karierą. Dorota chce sobie skompensować ten brak męskiego wzorca właśnie eleganckim, ale za to agresywnym mężem. Tomek jest zadbany i silny. Agresja? To znak, że nie jest taki jak jej tato…

Internet niszczy fantazje

Pornografia podnieca. Owszem. Pokazuje kobiety zdominowane, jakimi bywają w fantazjach. Owszem. Ale tu podobieństwa się kończą. Porno to droga do szybkiego podniecenia i zaspokojenia. W fantazjach nie o to chodzi. Niosą także istotne nieświadome treści. – Fantazja pozwala poznać i rozwinąć swoją seksualność – mówi Karolina Strojecka. – Wzmocnić relację z partnerem. Podpowiada, co w niej uzdrowić. Pomaga się rozerotyzować. Otwiera na prawdziwą seksualną naturę.

Karolina Strojecka: psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej. Współpracowała z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem w Instytucie Seksuologii PTS.

  1. Psychologia

Fantazjowanie pomaga nam w życiu - przekonują twórcy psychologii zorientowanej na proces

Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Zdarza ci się odpływać myślami podczas zebrania? Nie karć się za dziecięce roztargnienie. Według Amy i Arnolda Mindellów, propagatorów psychologii procesu, śnienie na jawie sprawia, że stajemy się bardziej kreatywni i lepiej rozwiązujemy konflikty.

Według badań naukowców z Izraela ludzie, którzy dużo fantazjują, są bardziej empatyczni. Arnold: Ja bym ujął to tak: ludzie, którzy dużo śnią na jawie i cieszą się z tego, mają wysoki poziom empatii. Generalnie wszyscy śnimy na jawie, chociaż większość z nas ten fakt wypiera. Amy: Nie wszyscy też zauważają swoje śnienia albo dochodzą do wniosku, że nie mają one żadnego znaczenia. Arnold:
Powiem więcej, im mniej fantazjujemy, tym bardziej jesteśmy podatni na różne uzależnienia. Narkotyki czy alkohol pomagają oderwać się od rzeczywistości tym, którzy nie potrafią tego zrobić w inny sposób.

Czy sytuacja, w której zawieszam się, gapiąc się bezmyślnie w jakiś punkt, to także śnienie na jawie? Arnold:
Tak. Twój mózg wyłącza się i zaczynasz fantazjować.

Jak często to robimy? Arnold:
Wielokrotnie w ciągu dnia. Prawdopodobnie przynajmniej raz na dwie godziny.

A czy nie jest tak, że śnimy na jawie wtedy, gdy się nudzimy? Arnold:
To prawda. Śnienie może przegonić nudę. Dodałbym też, że każdy śni na jawie, bez względu na to, czy lubi swoją pracę, czy też nie. Fantazjowanie jest spontaniczne. Ktoś może być bardzo zainteresowany pisaniem artykułu na komputerze i nagle, nie zdając sobie z tego w pełni sprawy, zacząć bujać w obłokach. W efekcie tego np. sprawdza coś na Facebooku.

Dlaczego to robimy? Arnold:
Ponieważ jesteśmy świadomymi istotami ludzkimi. Część z nas robi to notorycznie, cały długi dzień.

Jak to cały!? Arnold:
Jeśli żołądek boli cię od rana i myślisz, że to tylko ból i nic więcej, to jesteś w błędzie. To może być związane z kwasem żołądkowym, zaś ten może wydzielić się w wyniku śnienia w nocy o czymś ostrym, spiczastym, wręcz bolesnym. Czujesz ten sen w swoim żołądku, więc śnisz na jawie cały ten czas. Jeśli nie spoglądasz w swoje sny, nie analizujesz ich, to szybko przekształcają się one w sygnały płynące z ciała.

Czy to sny wywołują dolegliwości w organizmie, czy też problemy zdrowotne wywołują sny? Arnold:
I tak, i tak. Czasami trudno stwierdzić, co było pierwsze.

O czym ludzie fantazjują? Amy:
Jest wiele odpowiedzi na to pytanie. Postrzegamy siebie jako osobę, która np. w danej chwili jest bardzo zajęta albo zmęczona. Proces śnienia wywołuje w głowie stany lub rzeczy, których w danej chwili potrzebujemy. Przykładowo po naszym wywiadzie pan może zacząć fantazjować o obiedzie albo o pięknych kwiatach, które przypadkowo zwróciły pana uwagę.

Czyli fantazjujemy o zwykłych, codziennych rzeczach? Amy:
Tak. Tych, których w danej chwili potrzebujemy. Część naszego ja może być zmęczona albo głodna – stąd ten obiad czy coś wesołego, relaksującego. A część, której nie jesteśmy świadomi, może mieć potrzebę piękna – stąd te kwiaty. Tego, czego nam brakuje, próbujemy doświadczyć właśnie poprzez śnienie na jawie.

Jestem zaskoczony, bo myślałem, że śnimy na jawie o rzeczach, które są dla nas nieosiągalne. Że śnienie na jawie to także forma wyrzucania z siebie jakichś złych emocji – jako dziecko kiedyś fantazjowałem o sprawiedliwości wymierzonej starszym chłopakom, którzy krzywdzili słabszych. Arnold:
Niektórzy fantazjują o rozwiązaniu problemów, np. ktoś został okradziony i fantazjuje o tym, że odzyskuje te rzeczy w zdecydowany sposób. Ale śnienie na jawie wychodzi daleko poza to myślenie życzeniowe. Jest ono kształtowane przez pierwsze sny z dzieciństwa. Najwcześniejszy sen, jaki pamiętasz, organizuje – jak jakiś system w mózgu – wiele snów i śnień na jawie. Aż po ostatnie pięć minut twojego życia. I w ten sposób na nie wpływa.

Naprawdę? Skąd pan to wie? Arnold:
Bo pracujemy z ludźmi, którzy są bardzo bliscy śmierci. Oni wspominają wówczas te pierwsze sny z dzieciństwa. Przykład: pewien mężczyzna pamiętał, że w jego pierwszym śnie dwie siostry podeszły do jego łóżka, a on się wtedy obudził. Jak pan sądzi, co wydarzyło się tuż przed śmiercią tego mężczyzny?

Pewnie coś, co ma związek z tymi siostrami. Arnold:
Tylko on nie miał sióstr. Sprowadził więc dwie kobiety do swojego łóżka tylko po to, by potrzymać je za ręce. I krótko potem zmarł. Byliśmy przy tym z Amy. Podobnych sytuacji widzieliśmy wiele. Stąd wniosek – pierwszy sen, który pamiętasz, organizuje wiele z twoich fantazji, śnień. Jest jak mityczny wzorzec.

Byłem kiedyś na warsztatach Instytutu Eriksonowskiego, organizowanych dla menedżerów, biznesmenów. Tam powiedziano mi, że sytuacje, w których nagle zapatrujemy się ślepo w przestrzeń, odpływamy od rzeczywistości, można wykorzystać do zwiększania swojego potencjału, np. w pracy. Czy psychologia zorientowana na proces także potrafi spożytkować takie chwile do zwiększania naszych możliwości? Amy: Oczywiście. Pracujemy często z terapeutami. Jeśli są mocno zablokowani, to wprawdzie starają się dobrze wykonywać swoją pracę, ale im się to nie udaje. Muszą coś zmienić w sobie. W takiej sytuacji prosimy ich, by na chwilę dali odpocząć swojemu mózgowi, poczuli Ziemię, Wszechświat, to, co krąży wokół ich umysłów. By wyłapywali te myśli, marzenia, fantazje, które się pojawią, wszelkie nowe pomysły, idee, które do nich napłyną. Takie ćwiczenie jest dobrym źródłem kreatywności. Arnold:
Podam przykład ćwiczenia, które zastosowałem, pracując z wysokiej rangi urzędnikami. Chcieli mojej pomocy, bo narastał pomiędzy nimi konflikt. Poprosiłem, by co najmniej przez minutę rozluźniali mięśnie szyi i ramion, zrelaksowali się. Takie warunki sprzyjają śnieniu na jawie. Powiedziałem im, by zwrócili uwagę na myśli, jakie pojawiają się w ich głowach podczas tej chwili relaksu. Jeden z nich stwierdził, że faktycznie rozmarzył się i zobaczył siebie siedzącego nad rzeką. Wtedy poprosiłem wszystkich, by zaczęli udawać, że są nad rzeką i łowią ryby. Podczas tego ćwiczenia z przyjemnością udawali wędkarzy i zapomnieli na pewien czas o konflikcie. Dopiero wówczas wróciliśmy do tematu i w dyskusji znaleźliśmy rozwiązanie problemu.

Jeśli dobrze rozumiem, opowiadając innym o swoich snach na jawie, otwieramy się na nich i zacieśniamy relację, bo mówimy o rzeczach bardzo prywatnych? Arnold:
Śnienie jest dla ciebie, ale jeśli używasz go w biznesie albo innych relacjach, to wtedy otwierasz przestrzeń między sobą a innymi.

Dzieci fantazjują znacznie częściej niż dorośli. Dlaczego? Amy: Gdy dorastamy, zakładamy, że będziemy taką a taką osobą. Dzieci jeszcze tego w sobie nie zbudowały, więc mają łatwiejszy dostęp do snów, dość swobodnie płyną od jednego śnienia do drugiego. Robią to szybko i bardziej świadomie niż dorośli. Arnold:
Dlatego też odmianą rodzicielskiego napomnienia „dorośnij wreszcie” jest: „przestań marzyć”. Czyli: bądź realistą, stań twardo na ziemi! W Australii nauczyciele zwykli karać aborygeńskie dzieci za to, że te śniły na jawie. Bo, w przeciwieństwie do Aborygenów, kultura europejska nie rozumie potrzeby fantazjowania.

Czyli rodzice powinni pozwalać dzieciom na bujanie w obłokach, bo to im pomaga? Arnold:
Nie tylko im. Także rodzicom. Oni również potrzebują takich fantazji. Śniąc na jawie, dzieci otwierają przestrzeń między sobą a rodzicami. Dzieci mogą też pokazać dorosłym, jak to robić – to także może poprawić ich relacje.

W latach 50. w USA mówiono rodzicom, by nie pozwalali dzieciom na fantazjowanie, bo to może doprowadzić je do psychozy lub neurozy. Amy:
Pamiętam przypadek małego dziecka, które leczyliśmy w naszej klinice na wybrzeżu w stanie Oregon. Kilkulatek miał tak ciężką astmę, że gdy dostawał ataku, od razu musiał jechać do szpitala. Posadziliśmy go w środku koła dużej grupy i poprosiliśmy, by bawił się zebranymi tam zabawkami. Wybrał pacynkę Dartha Vadera (negatywny bohater „Gwiezdnych wojen”, usosobienie zła i siły – przyp. red.). Z początku trochę się bał. Zachęcaliśmy go do fantazjowania, że jest Darthem Vaderem, że ma w sobie dużo siły. I tak się stało – podczas śnienia na jawie poczuł tę siłę. Po tym ćwiczeniu jego napady astmy osłabły. Doświadczał tej choroby jako siły, która naciskała na jego klatkę piersiową, utrudniała mu oddychanie. Dzięki śnieniu na jawie w trakcie zabawy odzyskał swoją siłę i uwolnił się od tego nacisku.

Czytałem, że śnienie na jawie może także pomóc w utrwalaniu nauki. Arnold:
Stan zrelaksowania na pewno pomaga w nauce. Zanim stworzyłem POP, moim terapeutą był siostrzeniec Junga. Nim został lekarzem, strasznie obawiał się egzaminów na studiach. Zapytał więc wuja, co zrobić, by się nie denerwować. „Weź apteczkę i połóż ją pod poduszką”. Zrobił tak i zdał wszystkie egzaminy z doskonałymi notami. Ale nie zapewniam, że ten sposób daje 100 proc. gwarancji sukcesu (śmiech).

Dr Arnold Mindell: amerykański fizyk i psychoterapeuta, w latach 70. stworzył psychologię zorientowaną na proces (POP), obecnie popularną metodę psychoterapeutyczną. O POP, snach i pracy z ludźmi napisał 21 książek, które przetłumaczono na 27 języków.

Dr Amy Mindell: psychoterapeutka, propagatorka POP, znana z pracy z ludźmi w stanie śpiączki oraz wykorzystywania sztuki w terapii. Poświęciła temu kilka książek. Prywatnie żona Arnolda Mindella. Razem prowadzą warsztaty i szkolenia na całym świecie.

  1. Psychologia

Czym dzisiaj jest męskość? Zastanawia się Wojciech Eichelberger

Rycerz XXI wieku musi walczyć ze stereotypami (Fot. iStock)
Rycerz XXI wieku musi walczyć ze stereotypami (Fot. iStock)
Wciąż słyszymy o kryzysie męskości i że winne mu są kobiety. Czy jednak nie jest to wygodne alibi dla mężczyzn? Czy oni sami nic tu nie zawinili? Ile dziś mężczyzny w mężczyźnie? Czym płcie mogą się jeszcze różnić, uzupełniać? A może nowym ideałem jest androgyne z cnotami obojga – zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Kiedyś ojcowie uczyli chłopców męskości, a matki córki kobiecości. Dziś nie jest to już oczywiste, a nawet nie jesteśmy pewni, czy potrzebne. Fundacja Masculinum, którą współzałożyłeś, zamieściła na Facebooku pytanie o to, jakie cechy uważamy za męskie. W odpowiedzi ludzie wyliczają tradycyjnie zalety. Czyżby więc nie było problemu? Wiemy, co to znaczy męskość, tylko gorzej z jej realizacją?
Tego właśnie chcemy się dowiedzieć: Czym dzisiaj jest męskość dla mężczyzn i dla kobiet? Z pokorą podchodzimy do tych poszukiwań, bo przestało to być tak oczywiste. Obecnie nikt nie ma dobrego dla wszystkich przepisu na męskość ani na kobiecość. Poza tymi, którzy płciowość ideologizują – co czyni konserwatywna prawica (szczególnie męskie skrzydło) i feministyczna lewica. Masculinum chce trzymać się jak najdalej od ideologii i dzięki temu przyczynić się do męskiej autorefleksji i konstruktywnej rozmowy z kobietami. Chce dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi kobietom i mężczyznom. Czego potrzebują od siebie samych i od siebie nawzajem. Nie czynimy żadnych wstępnych założeń poza jednym: że wszyscy – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – w sprawach płci i relacji między płciami się pogubili.

Na razie jesteśmy w fazie dekonstrukcji męskiego mitu, jest wielka tego potrzeba. Dlatego na stronie Masculinum na Facebooku ktoś zapytał, czy w ogóle jest potrzebny nowy wzór mężczyzny. A ktoś inny stwierdził, że dziś nie ma żadnej potrzeby przypisywania płciom określonych psychologicznych czy charakterologicznych atrybutów. Może w tę stronę to zmierza. Będziemy się tylko trochę różnić – na poziomie anatomicznym. Czyli mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet nadal nie będą zdolni do rodzenia i karmienia piersią, nie będą miesiączkować i mieć biustu. Nadal będą mieli niższy głos, zarost na twarzy i genitalia na zewnątrz. A reszta do uznania i wyboru. Może pozostałe różnice są uwarunkowane i powodowane przez wychowywanie i edukowanie dziewczynek i chłopców? Przecież można podać wiele przykładów kobiet posiadających cechy przypisywane stereotypowo męskości (np. męstwo) i przykłady wielu mężczyzn posiadających cechy przypisywane stereotypowo kobietom (np. brak kontroli nad emocjami). Czyżby pozabiologiczne cechy zależały od wpływu rodziców i wychowawców, a nie od hormonów? Jeśli tak, to ważne, by kobiety i mężczyźni dowiedzieli się od samych siebie, do czego obecnie aspirują. Jak sobie wyobrażają swój idealny zestaw kompetencji i właściwości? Na razie zaśmiecają nam głowy stosy myślowych kalk i stereotypów. Warto więc podkręcić dyskusję, by ważne pytania z obszaru męskie/żeńskie zaistniały w debacie publicznej. A potem przyjdzie czas na projekty badawcze i edukacyjne.

Czy jednak męskość można ratować po kobiecemu, ustalając demokratycznie jej nowe oblicze? Bardziej po męsku byłoby opracować kodeks cnót mężczyzny.
Jeśli okaże się, że większość mężczyzn aspiruje do archetypowych męskich cnót, że są one naturalną ekspresją męskich genów, to zapewne taki nowy kodeks samorzutnie powstanie. Choć osobiście wątpię, by tak się stało. Wszystko wydaje się zmierzać w stronę różnorodności, dowolności i indywidualizmu w psychospołecznym definiowaniu płci.

Deficyt ojców i pozytywnych męskich wzorców, inicjacyjnych doświadczeń i dokonań jest dramatyczny. Powszechne jest też pragnienie, by atrybuty i kryteria męskości, a także najgłębsze męskie potrzeby zostały na nowo rozpoznane i wyartykułowane przez samych mężczyzn. Obecnie wzorce męskości tworzą przede wszystkim kobiety: matki, babcie, wychowawczynie, nauczycielki, dziewczyny, kochanki, partnerki, żony, publicystki, reżyserki, trenerki, piosenkarki, pisarki. I czynią tak w dobrej wierze, według własnych wyobrażeń o idealnym mężczyźnie, pomyślanym najczęściej jako antyteza tych, których im było dane w życiu spotkać. Zjawisko to jest jedną z przyczyn i przejawem współczesnego kryzysu męskości. Przerwanie go nie jest prostym zadaniem, bo trzeba w tym pejzażu po bitwie na nowo namalować odpowiedzialnego i dojrzałego ojca. Córki i synowie muszą odzyskać ojców i nauczyć się ich szanować, a ojcowie muszą pokazać, że zasługują na ten szacunek. Tylko wtedy córki przestaną być wychowywane przez samotne matki na mścicielki, a chłopcy na paziów pielęgnujących rany porzuconych matek – a potem na próżno usiłujących sprostać niespójnym marzeniom partnerek mścicielek o idealnym mężczyźnie.

A może nowy wzór mężczyzny nie jest potrzebny, bo w świecie równości mężczyźni będą wreszcie mogli stać się męscy: szlachetni i prawi, a nie despotyczni i agresywni? Dla nich przecież też patriarchat był opresyjny i oni także wyzwolili się spod jego dyktatury.
Odwaga, odporność, waleczność, odpowiedzialność, wytrzymałość, pracowitość, pewność siebie, niezależność, zaradność, kreatywność, poczucie honoru i sprawiedliwości – to nie są cechy i możliwości, które utrudniałyby mężczyznom życie. Podobno kiedyś mężczyźni tacy byli. O tym, że patriarchat  zdemoralizował i ograniczył rozwój mężczyzn, zadecydował mechanizm dziedziczenia władzy. Gdy ojciec, który ogromnym wysiłkiem i pracą nad sobą doszedł do wysokiej pozycji materialnej i społecznej – po drodze stając się mężczyzną – przekazuje w spadku nieopierzonemu synowi swój dorobek i pozycję, to demoralizuje syna. Bo syn nie ma już powodu, by przejść tę drogę, która ukształtowała jego ojca. Nie musi zdobywać się na odwagę, wytrzymałość, odporność, pracowitość itd. Po co ma się wysilać, skoro z góry wiadomo, że dostanie prestiż, władzę i majątek w prezencie. W ten sposób dziedzice patriarchalnej władzy z pokolenia na pokolenie demoralizowali się i degenerowali, aż w końcu stali się niedojrzałymi i nieznośnymi pseudowładcami – świadomymi swojej uzurpatorskiej pozycji nie tylko wobec kobiet, lecz bardziej jeszcze wobec spuścizny męskich praprzodków. Krótko mówiąc, patriarchat zdemoralizował mężczyzn, pozbawiając ich konieczności doskonalenia męskich cnót i kompetencji. Męskie cnoty przekształciły się w puste, teatralne gesty, przebieranki, żałosne narcystyczne popisy i zawody.

A więc to patriarchat odpowiada za kryzys męskości?
Oczywiście, że tak. Patriarchatowi, jak każdemu systemowi opartemu na uzurpacji, nie zależało na rozwoju potencjału podległych, czyli w tym wypadku kobiet. To zrozumiałe. Ale nie docenił mechanizmu autodemoralizacji dziedziców władzy. Władzy niepotrzebne są już cnoty czy wartości, skoro może sięgać po terror i manipulację. Dlatego zapewne większość męskich władców opisanych w historii to żałośni, groteskowi i okrutni tyrani. Ale jest nadzieja, że to, co dzieje się obecnie, czyli coraz większy udział kobiet w rządzeniu światem, wymusi na mężczyznach odkurzenie rycerskich cnót i pracę nad ich urzeczywistnieniem. Jest też nadzieja, że uwolnione ze swych niewolniczych kompleksów kobiety będą wspierały mężczyzn w tym przedsięwzięciu. I wtedy dopiero skończy się przemoc w związkach, bo tylko ludzie, którzy czują się godnie i mają szacunek do samych siebie, nie odwołują się do przemocy i upokarzania.

Archetyp kobiety też nigdy nie został zrealizowany. Nie znam wielu kobiet ciepłych, akceptujących, dających życie i twórczych…
Tysiąclecia patriarchatu zdemoralizowały zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Mężczyzn zdemoralizowała dziedziczona uzurpacja przewagi i władzy. Kobiety zdemoralizowała dziedziczna klątwa podrzędności, poddaństwa i zniewolenia. Zachowanie choćby minimum kontroli nad swoim życiem wymagało od kobiet odwołania się do intryg, podstępu i manipulacji. Na tym etapie odzyskiwania wolności i samostanowienia wiele kobiet bezwiednie wylądowało w męskich butach – i nazywa to emancypacją. Z drugiej strony – mężczyźni ubolewają, że przestają być dziedzicami władzy i prestiżu wpisanych w płeć, że muszą się ratować, pracując nad sobą. Zamieszanie jest ogromne. Obie te postawy są iluzjami, które na naszych oczach ulegają dekonstrukcji. Wreszcie! Teraz – wychodząc od tej gorzkiej prawdy – obie płcie potrzebują rozpocząć poszukiwania swojej prawdziwej kulturowej i psychologicznej tożsamości. Tylko w ten sposób kobiety i mężczyźni mogą zacząć przekraczać narzucone przez patriarchat konfliktowe role i pozy. Mogą przestać definiować się przez porównanie z drugą płcią, jej deprecjację i rywalizację z nią. Tylko głęboki i uczciwy proces odkrywania autonomicznej płciowej tożsamości doprowadzi do tego, że kobiety i mężczyźni zaczną obdarzać się szacunkiem.

A na razie na psychoterapii par znajomy usłyszał, że jest dla swojej kobiety za słaby. Może więc jednak potrzebne są szkoły rycerskie?
Może? Gdy wychowywany przez samotną matkę chłopiec słyszy: „Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz taki jak twój ojciec”, to nie ma skąd czerpać wzorców, nie ma czego w sobie budować. Nawet jeśli nosi w sobie tęsknotę za rycerskimi cnotami i usłyszy od mamy: „Eee, to be… to macho”, i nie dostanie od żadnego mężczyzny wsparcia, stanie się składakiem różnych niepasujących do siebie części: trochę dziecka, trochę mężczyzny, dużo pazia mamusi, a pod spodem agresja – upokorzona męskość, od czasu do czasu przeradzająca się w przemoc. Bezradność i frustracja obu stron są ogromne.

Mężczyźni potrzebują więc, żeby mówić do nich po męsku. Kiedy któryś powie, że nie umie wbić gwoździa, powinien usłyszeć: „To się, facet, ogarnij i naucz”, zamiast: „Nie musisz umieć”, bo to jest głos nadopiekuńczej matki. A takie pocieszanie z ust mężczyzn wciąż słyszę w różnych dyskusjach o męskości.
Nigdy nie było jednego wzorca męskości. Zawsze obok rycerza był też kapłan, mędrzec itd., więc nie każdy musi umieć wbić gwóźdź. Nadal – także w czasach zamętu – męskość definiuje poszukiwanie etosu. Czy to będzie mędrzec, rycerz, czy czarnoksiężnik, czy podróżnik, czy gospodarz – nieważne. Byleby był określony i ukierunkowany. Ja bym tego, który przyznaje, że nie umie wbić gwoździa, nie wyśmiał. Pytałbym dalej, w czym jest dobry. W gotowaniu? Super! Ja umiem wbijać gwoździe, ale gotować nie bardzo. Mężczyzna potrzebuje być w czymś dobry, dążyć do jakiegoś mistrzostwa, perfekcji. Wiele kobiet też tego potrzebuje, choć częściej chcą być multidobre, prymuskami. A to zbyt dużo wysiłku kosztuje i nie prowadzi do mistrzostwa.

Czyli wszystko to, co może mieć mężczyzna, może mieć też kobieta, tylko inaczej zaakcentowane?
Może są cechy, które kobiety chcą bardziej rozwijać w sobie. A mężczyźni potrzebują rozwijać inne. A o tym, które z nich będą rozwijane, decyduje wewnętrzne przeczucie: Co sprawia, że czuję się zrealizowany jako mężczyzna? Co sprawia, że czuję się zrealizowana jako kobieta? Tradycja nie da nam na to odpowiedzi.

Ktoś na Facebooku napisał, że męskie cechy to te, które uzupełniają kobiece, a także odwaga i posiadanie swojej jaskini. I myślę, że aby kobieta mogła rozwijać swoje serce, musi czuć, że jest z mężczyzną, który daje jej poczucie bezpieczeństwa…
Ortodoksyjne feministki spalą cię za to zdanie na stosie. Ale warto pytać, na czym może współcześnie polegać komplementarność mężczyzny i kobiety. Czy tylko na tym, że mamy – na szczęście – różne genitalia? Czy jeszcze na czymś? Komplementarność wydaje się potrzebna, by istnieć w parze, by następowała wymiana, przepływ. Ale może czas zadać sobie podstawowe pytanie: Czy w ogóle mamy się uzupełniać? Ideałem jest, że każda strona relacji rozwinie w sobie w pełni zarówno Amora, jak i Psyche, a także Erosa i logos.

A na razie zamiast dążyć do ideału Androgyne, kobiety gubią kobiecość, a mężczyźni męskość.
No właśnie. Można powiedzieć, że pora się pochylić z pokorą przed złożonością tego zagadnienia. Etap chaosu to etap poszukiwań. Poszukujmy więc – nie udawajmy, że coś wiemy.

Wojciech Eichelberger
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii; www.ipsi.pl

  1. Seks

Dlaczego warto czytać powieści erotyczne?

Dzięki powieściom erotycznym możemy odkryć czym jest kobieca siła i skąd ona płynie. (Fot. iStock)
Dzięki powieściom erotycznym możemy odkryć czym jest kobieca siła i skąd ona płynie. (Fot. iStock)
Powieści erotyczne pisane przez kobiety i dla kobiet? Tsunami tytułów zalewa księgarskie półki. Czy wywołało je „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E. L. James? Czy to, że jest ich tak wiele, znaczy jednak, że warto je czytać? Psychoterapeutka Katarzyna Miller uważa, że tak. Dzięki nim możemy dowiedzieć się, czym jest kobieca siła i skąd płynie.

Przeczytałam zbiór opowiadań „Perwersjonistka” Julii Kruk i pomyślałam: autorka zna wywiady Kasi Miller! Ewa, bohaterka jednego z nich, nieszczęśliwa mężatka, dzięki kochankowi, przy którym może odkryć i skonsumować swoją seksualną naturę, nabiera kobiecej mocy. Jej mąż czuje tę przemianę, jest żoną na nowo zafascynowany i znów jej pożąda. Ewa porzuca kochanka i żyje w szczęściu z – też odmienionym – mężem. No, piękne. Tylko jak to się ma do życia?!
Dobrze się ma! Odpowiem, nawiązując do erotycznej powieści Mariny Anderson „Zakazane pragnienia”, która to książka dość mi się podobała, a nawet podnieciła. To opowieść o małżeństwie. On jest reżyserem. Jego film oparty na przeżyciach z dziewczyną, z którą się ożenił, stał się hitem. Teraz ma nadzieję na kolejny sukces i, szukając inspiracji, zaczyna niebezpieczną erotyczną grę. Zaprasza do domu przyjaciela, bo wie, że jest on uwodzicielem i pragnie jego żony Harriet. Żona dowiaduje się o grze męża i jest zszokowana, ale też szalenie ciekawa, jaki będzie seks z tym drugim. I tej ciekawości się nie wstydzi. Mówi jednak szczerze: „Nie wiem, jak to wpłynie na nasze małżeństwo”. Bo też uwodziciel chce jej bardzo – czego on nie wymyśla, żeby ją wyrwać z rąk męża! Daje jej wciąż więcej rozkoszy. Aż do pomysłu, by pewnej nocy zorganizować erotyczne zawody: ich zwycięzca, czyli ten, który da partnerce więcej orgazmów, będzie nagrodą dla Harriet!

Czy na sportowym podejściu do seksu nie przegramy miłości?
Nie, bo choć uwodziciel daje bohaterce więcej rozkoszy niż jej mąż, to ona i tak zostaje ze swoim ślubnym. Tu miłość, a tam tylko seks. Nawet jeśli technicznie tak doskonały, że dostaje od tego obłędu, to woli kochać się z mężem, bo seks z nim jest głębszy. Kiedy mówi o tym mężowi, ten poruszony przyznaje: „Teraz jestem pewny, że naprawdę mnie kochasz!”. I to jest w jakimś sensie piękna historia. Choć niektóre czytelniczki pewnie za głowę się łapią tak jak i ty teraz. Jednak w tej książce jest coś, o czym marzą kobiety: trafić w ręce faceta, który jest wirtuozem! A autorka dokładnie opisuje, co ten kochanek robi, żeby dać wybrance wielokrotne orgazmy. To nie mit: wielokrotne orgazmy istnieją, a kobiety, przeżywając je, bywają zaskoczone.

To dobra wiadomość, ale…
Nie tylko dobra. Orgazmy rodzą się w mózgu. Więc jeśli kobieta tak się rozluźni, że dozna niezwykłej rozkoszy, po takim cudzie inaczej traktuje swoje ciało. Dużo bardziej je kocha. Bo doznało i ofiarowało jej tyle dobrego! Umiała się otworzyć na tak niezwykłe przeżycia. Kobieta, doświadczając wielkiej rozkoszy za sprawą ciała, nawiązuje z nim niezwykłą więź, i ze swoją kobiecością też.

Cielesna przyjemność wzmacnia moje poczucie wartości?
Tak, bo twoje ciało jej doświadczyło, a więc ciało jest cudowne. Warte miłości. A to znaczy, że ty też jesteś jej warta. Poza tym mężczyznę to strasznie rajcuje, że daje kobiecie tyle rozkoszy. Jest jak odmieniony, bo to dla niego największe potwierdzenie jego męskości. Marzenie o spełnieniu, o pełnym wykorzystaniu jej i jego seksualnego potencjału.

Rozkosz jest więc tak samo ważna dla wiary w siebie jak dyplomy i stanowiska?
Właśnie. Dlatego ważne, by kobiety wiedziały – a wiele dowie się dopiero, kiedy poczyta – że warto dostrzegać zmysłowość świata, patrzeć na ludzi i na siebie jak na istoty zmysłowe i nie bać się doświadczać. Seks i miłość nie zawsze muszą iść w parze – wiele erotycznych powieści dla kobiet jest właśnie o tym! Dobrze, że kobiety je czytają. Zwłaszcza te grzeczne. Bo one, kiedy poczują apetyt na jakiegoś mężczyznę i pójdą z nim do łóżka, od razu wmawiają sobie, że to miłość. Czują się do tego zmuszone przez taki nakaz rodzicielski: „Pamiętaj, córko, oddawaj swoje ciało tylko temu, którego pokochasz!”. Ciekawe, dlaczego synom tego nie mówią, co? Więc dziewczyny pakują się w niezły pasztet! Muszą się ciągle zakochiwać. Kochanek, nawet niezły, wzięty na stałe do domu może okazać się kompletnym fiaskiem dla serca.

Czyli grzeczne dziewczyny mają czytać niegrzeczne książki?
Ostatnio z ciekawością  wzięłam do rąk trzy powieści erotyczne napisane przez autorki. Pomyślałam: „Mam fajne czytanie, bo lubię literaturę, którą piszą kobiety”. Ale też po „Pięćdziesięciu twarzach Greya” przekonaliśmy się, że kobiety potrzebują literatury o ich seksualności. Żeby się ośmielić, żeby nie czuć się same w swoich erotycznych fantazjach i potrzebach i żeby otrzymać wiedzę, jakiej mamusia nie dała… Potrzebują takiego czytania, bo mają swoją seksualność, do której tęsknią. Chcą, aby ona była jawna, chcą uprawiać seks tak, by dawał im satysfakcję. Dodawał życiu, które polega na ustawicznym krzątaniu się i zmęczeniu, smaku i wartości. Bardzo siebie wzajemnie w tej sprawie potrzebują, tak jak potrzebowały podczas rozmów o kobiecości w Ameryce w latach 70. XX wieku. Wtedy powstawały pierwsze kobiece grupy, które uświadamiały im, że mają prawo cieszyć się ze swoich cipek. Oglądały je, dotykały ich, uczyły się masturbować. Jednak u nas wiele dziewczyn nadal wierzy w najgorszy z przekazów: jak się kochasz sama ze sobą, to znaczy, że nikt cię nie chce.

Nikt poza wibratorem!
Mówmy poważnie. To wcale nie gorsza miłość, bo do samej siebie. Dziewczyny, które w młodości odkryły, że mogą sobie same dać rozkosz, mają lepsze życie seksualne. A takie książki podniecają i otwierają na masturbację. To naturalne. Rozkosz jest dobra. Nancy Friday, która w latach 70. zaczęła spisywać i publikować fantazje seksualne kobiet, zrobiła coś tak samo ważnego jak te kobiety, które walczyły o równe prawa ekonomiczne. Pokazała, że kobiety też mają fantazje erotyczne, w co wtedy nikt nie wierzył. Zarzucano jej, że zmyśla! Fantazje, które kobiety do niej nadsyłały, w kolejnych latach były coraz bogatsze. Kobiety mają coraz więcej seksualnej odwagi i kreatywności… I ja na moich grupach widzę coraz większą swobodę. Nie wszystkie jeszcze powiedzą: „Lubię się kochać”, ale dużo lubi o seksie rozmawiać.

To robota Greya?
Myślę, że najbardziej zmieniło nas nie to, co napisała autorka, ale to, że na całym świecie kobiety „Greya” czytały. Choćby nie wiadomo co ci nadęci faceci, ci smętni myśliciele mówili, jakkolwiek by potępiali, kobiety masowo tę książkę kupowały. Od kucharek po profesorki. Mając w poważaniu, czy się to komuś podoba, czy nie podoba.

Piszą jednak, że popularność „Greya” to dowód na klapę feminizmu. „Będziesz moją niewolnicą” – mówi on, a ona nie ucieka! No i ten seks…
Grey ma swoje gabinety z przyrządami i nie wiadomo, co tam by się mogło dziać, ale na szczęście nic się nie dzieje. On jej nie traktuje przemocą. Działa na wyobraźnię: „Nie wiem, gdzie mnie dotknie, nie wiem, kiedy we mnie wejdzie”, a takie lektury pomagają odkryć, czego pragnę, a czego absolutnie nie. Poza tym Grey ją niebywale adoruje. A co najważniejsze, daje się jej uratować, co dziewczyny uwielbiają: jest skrzywdzony, wykorzystany w młodości, a tu spotyka dziewczynę czystą, ale seksualną. Ona jest niedoświadczona, ale jak on ją tylko tknie, to reaguje od razu. Ma w sobie potencjał i właściwy mężczyzna jest w stanie ją otworzyć. A ledwo Greya widzi, już się wywala…

Znaczy wywraca?
Tak! A jak rzekł poeta Julian Tuwim: „Mężczyzna długo pozostaje pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie”. Więc Grey też oszalał, bo taka była nim przejęta i spłoniona. On na samym tylko początku mówi, że ona będzie jego niewolnicą, a tak naprawdę to on jest jej niewolnikiem.

Kobiecość daje władzę nad mężczyznami? O tym jest ta książka?
Właśnie, kobiety nie widzą, jak są potrzebne mężczyznom. Są nieustannie zajęte rozmyślaniem: „Czy on mnie kocha?”. Mówią: „Już mnie nie kochasz!”. A to niedobrze. Kobieta, która sprawuje władzę nad mężczyzną, postępuje inaczej. Gdy on zrobi coś, co jej się nie podoba, oddala się od niego. I mężczyzna leci za nią: „Już nie będę, następnym razem postąpię inaczej i zobaczysz, czy ci się to spodoba! Bo ja bez ciebie zasnąć nie mogę. Mam cię w oczach, mam cię w rękach, ja cię cały czas pragnę”. Autorka „Pięćdziesięciu twarzy Greya” wstrzeliła się w nasze marzenia! A wszystko, co kobiety robią, by wyjść z ukrycia ze swoim pragnieniem, marzeniem, jest feminizmem!

No to czytać?
Te powieści uczą, że mamy prawo patrzeć na mężczyznę jak na obiekt seksualny, że kobiecie wolno pożądać mężczyznę. Wolno o nim fantazjować. Można też go podrywać. Jak w zabawnej powieści „Uwaga, dochodzę! W 80 orgazmów dookoła świata” Henriette Hell. Bohaterka, a jest nią autorka, po nieudanych związkach, w których nie mogła doznać orgazmu, postanawia ruszyć w podróż po świecie i kochać się z facetami różnych nacji, by tego orgazmu w końcu doświadczyć. Podoba mi się w tej książce to, że Henriette wybiera facetów, a nie zgadza się na tych, którzy ją zechcą. Kocha się w różnych miejscach i okolicznościach przyrody. Pozwala sobie na to. I jest zadowolona. Gdyby każdy seks był z miłości, to byśmy wiele tego seksu nie miały. Czasem chodzi o przygodę i takie podejście przestaje być domeną mężczyzny.

To dobrze, że i dla kobiet seks to czasem tylko przygoda?
Oczywiście! Dziewczyna, która patrzy na męski tyłek albo na krocze, wcale nie jest dziwką. Wiele patrzy, ale niektóre się wstydzą i udają, że nie patrzą. A te, które rzeczywiście nie patrzą, wiele tracą! W wielu środowiskach dziewczyny już wprost rozmawiają o takich sprawach. Są też bardziej aktywne, na co narzekają matki chłopaków: „Jakie te dziewczyny teraz są! Latają za chłopakami! Zgroza!”. Może żal?! – one latają, a myśmy nie latały.

Powieści erotyczne to dowód na zmianę? Że na przykład ceną za seks bez miłości nie jest utrata szacunku?
To dobry wniosek. Kolejny to taki: seks trafił pod strzechy. Bohaterki to zwykłe dziewczyny, a nie markizy z „Niebezpiecznych związków” czy intelektualistki, jak Erica Jong, autorka „Strachu przed lataniem”. Nie mają pracy, nie mają pieniędzy. Często są poróżnione z rodzicami, samotne. Ja w tym widzę walor. Każda kobieta może się z taką bohaterką zidentyfikować. Masa erotyki w literaturze zawsze była, ale teraz pisze się wprost i nazywa rzeczy po imieniu. Kiedy Erica Jong napisała powieść o kobiecej wolności, ta stała się sztandarem feminizmu lat 70. Wyzwolenie seksualne wiąże się bowiem z niezależnością daleko głębszą i trudniejszą, z niezależnością polityczną, bo daje kobiecie siłę i wiarę, by decydować. To ważne książki. Catherine Millet, autorka głośnego „Życia miłosnego Catherine M.”, zmieniła moje podejście do kobiecej seksualności. To ważna osoba w artystycznym Paryżu, a pisze z niesłychaną otwartością o swojej totalnej nimfomanii. Ta powieść to dowód, że kobieta też może być seksoholiczką.

Czyli to ważne, by czytać, ale kobiety mówią: „Nie mam czasu na seks, a co dopiero na czytanie o nim!”.
Rezygnacja z seksu bywa smutną koniecznością. Seks jest nieważny, jeśli go unieważnimy. Można bez niego żyć i takie życie może mieć sens. Ale jednak czegoś mu brak. Napisałam dziesięć opowiadań erotycznych „Słone ciasteczka”. Dlaczego? To była moja zabawa, ale i praca – tak też można ludziom pomóc otworzyć się na prawdę o nich samych. Taką moc miewa nie tylko psychoterapia, ale i literatura.

  1. Psychologia

Prawdziwy mężczyzna. Na czym polega męska siła?

Czy prawdziwy mężczyzna musi być odważny, silny i zamożny? Jaką cenę płacimy za spełnianie społecznych oczekiwań? (fot. iStock)
Czy prawdziwy mężczyzna musi być odważny, silny i zamożny? Jaką cenę płacimy za spełnianie społecznych oczekiwań? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Prawdziwy mężczyzna powinien wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Ma być kimś, ma się wyróżniać, osiągnąć sukces, zapewnić rodzinie „wszystko”... – tego oczekuje społeczeństwo, tego oczekują też kobiety. Mężczyźni bardzo często stają się ofiarami tych oczekiwań. Bo w „męskim świecie” nie ma miejsca na odkrywanie pragnień serca, jest za to wiele cierpienia – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

„Jak wielu z nas jest wysokimi, szczupłymi, bogatymi, odnoszącymi sukcesy, cieszącymi się władzą, z dwudziestocentymetrowym i owłosioną klatką, zawsze opanowanymi... czy ktoś... o tak, tutaj jest jeden! Jedyny mężczyzna!” – Steve Biddulph, autor „Męskości”, donosi, jak poznał prawdziwego mężczyznę. Co dzieje się w wewnętrznym świecie mężczyzn? Przymierzają siebie do mało realnych wzorców. Prawdziwy mężczyzna powinien wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Co to znaczy? Przecież gdyby rzeczywiście każdy mężczyzna miał wybudować dom, to zabrakłoby miejsca na Ziemi. Gdzie byśmy je stawiali? Na Alasce? Gdyby każdemu mężczyźnie urodził się syn, to powstałaby potężna nierównowaga, bo synowie potrzebują kobiet. Jedynie sadzenie drzew potraktowałbym jako użyteczne zalecenie. Czy Einstein budował dom i sadził drzewa? Wątpię. A inni naukowcy, podróżnicy, odkrywcy, pisarze, lekarze? To popularne powiedzenie, często przywoływane, dobrze odzwierciedla sposób myślenia na temat roli mężczyzn. Widać, jak bardzo jest ograniczające, sztywne. Który mężczyzna jest w stanie mu sprostać?

My, kobiety, budzimy się z wielowiekowego patriarchalnego snu, odkrywamy swoją siłę, dary i talenty, swoje piękno i niepowtarzalność. Ale pierwsze, z czym musiałyśmy się zmierzyć, to presja, jakiej jesteśmy poddawane od dziecka. Częste pytania kobiet to: „jaka powinnam być?”, „czy jestem już wystarczająco dobra, odpowiednia?” i „czy jestem PRAWDZIWĄ kobietą?”. Pytanie: „czy jestem PRAWDZIWYM mężczyzną?”, to jest taka sama niepewność, rozdarcie, ból? Podlegamy – i kobiety, i mężczyźni – najprzeróżniejszym presjom i powinnościom. Mężczyzna ma być kimś, ma się wyróżniać, być doceniany w pracy, osiągnąć sukces, zapewnić rodzinie odpowiednie warunki materialne. Tego oczekuje społeczeństwo, ale przede wszystkim tego oczekują kobiety, partnerki mężczyzn. To jest tak głęboko uwewnętrzniony wzorzec męskiej tożsamości, że dochodzi do paradoksalnych sytuacji. Na przykład kobieta zarabia więcej niż partner, co można by uznać za sukces ich rodziny, bo oboje wykonują pracę, którą lubią, a jednak ona mówi: „Albo coś z tym zrobisz, albo musimy się rozstać”. Albo kobieta wymaga, aby jej mężczyzna się rozwijał – powinien tak jak ona ćwiczyć jogę, czytać książki, zapisać się na kurs samorealizacji. A on ciężko pracuje na budowie, przychodzi do domu zmęczony, chce odpocząć, więc włącza telewizor. Ona się denerwuje, nie może patrzeć na to, że on siedzi przed telewizorem. Gdy rozmawiamy dłużej, okazuje się, że mężczyzna całkiem nieźle ma się w swojej pracy, uśmiecha się do żony często, snują wspólne plany. Nie ma powodu upierać się, że ktoś coś powinien, a już najbliższa osoba? Na pewno nie tędy droga.

Mężczyźni przejmują się naszymi oczekiwaniami? Bardzo często stają się ofiarami tych oczekiwań. Presja ze strony partnerek ma na nich decydujący wpływ. Kobiety, mimo że narzekają na patriarchalny system, popychają mężczyzn w kierunku realizowania jego wzorców. Niewinne stwierdzenia: „Bądź mężczyzną, zrób coś wreszcie, podejmij decyzję!” albo „Rozejrzyj się, inni tyle już osiągnęli, a ty?”, mają dużą siłę. Szczególnie porównania z innymi wywierają silną presję równania do wzorca. Pozornie wspierające stwierdzenia dotyczące sytuacji w pracy: „Nie daj sobie jeździć po głowie, zrób coś, przecież to niedopuszczalne”, tak naprawdę napędzają patriarchalny archetyp walki o terytorium, eliminowania wrogów, obcych plemion czy wyłaniającego się na horyzoncie samca alfa. Wierzę, że nie takie są intencje kobiet. Warto pamiętać, że spełnianie patriarchalnego wzorca jest dla mężczyzn coraz trudniejsze, bo warunki ciągle się zmieniają, a tempo przemian i wymagania wciąż rosną. Nie chodzi o upolowanie kolejnego mamuta czy zdobycie skóry bobra, ale o coś znacznie więcej – to jest nieustająca walka o pozycję, o prestiż, lepszy samochód, lepszy wizerunek, lepszego haka na konkurencję. Ta spirala walki, konkurencji ciągle się nakręca, nie wiadomo już do czego prowadzi.

„Nie znajduję w nim radości, ognia, pasji życia” – mówią mi kobiety o swoich mężczyznach. Gdzie się podziała męska energia? Źródłem cierpienia wielu mężczyzn jest wewnętrzna nierównowaga. Na ogół mamy w sobie zbyt wiele cech typowo męskich albo – wcale nierzadko – kobiecych. Męscy mężczyźni są nastawieni na walkę, posiadanie. To jest strategia ich przetrwania. We współczesnym świecie przetrwanie nie wiąże się z tym, żeby mieć gdzie mieszkać, co jeść i w co się ubrać, wiąże się z lansowanymi standardami. Jeśli mężczyzna za nimi nie nadąża, jeśli nie zapewnia swojej partnerce, dzieciom tego, co zapewniają swoim rodzinom inni mężczyźni, czuje się zagrożony.

Taką postawę popularyzują książki dotyczące psychologii sukcesu, w których autorzy podkreślają, że czas to pieniądz. Mężczyzna czyta: „Pomyśl, ile mógłbyś zyskać, gdybyś pracował jeszcze jedną godzinę dziennie”. Sumują ten czas w skali roku i okazuje się, że po kilku latach mężczyzna mógłby opływać w dostatki. Jeśli traktuję poważnie tego typu przesłanie, wtedy tak nieproduktywne zajęcia, jak spotkania z przyjaciółmi, zabawy z dziećmi, wyprawy do lasu, niezobowiązujące lektury czy marzenia, wywołują poczucie winy. Nie mogę pozwolić sobie na nicnierobienie. Więc osiągam kolejne cele. Ale nie jestem w stanie się nimi cieszyć, doświadczać istnienia w sposób, który daje poczucie wewnętrznego bogactwa i spokoju. Można powiedzieć, że tacy mężczyźni mają w sobie za mało kobiety, równoważącego kobiecego aspektu.

Znajoma terapeutka o mężczyznach twardych, sztywnych i ciągle w pędzie mówi, że są jak bąki – zabawki dla dzieci. Taki mężczyzna bąk stoi, dopóki się kręci; gdy zwalnia, zaczyna się chybotać; gdy się zatrzymuje, przewraca się, pada. Musi być w ciągłym wirze, żeby w ogóle funkcjonować, zachować pion.

Wszystko, co najcenniejsze, jest na zewnątrz mnie, do zdobycia – to jest taki stan umysłu. Kobiety mówią wtedy do swoich mężczyzn: „Usiądź, posłuchaj mnie, popatrz na mnie, gdzie tak pędzisz?”. Mężczyźni znacznie częściej niż kobiety upatrują źródła szczęścia na zewnątrz siebie, w przedmiotach, które są do zdobycia. To jest straszliwa pułapka. Wydaje mi się, że jeśli tylko osiągnę to i to, będę szczęśliwy. Już osiągnąłem, więc myślę, że jestem szczęśliwy, ale mógłbym być jeszcze bardziej, gdybym...więc znów rzucam się w pogoń. Oczywiście czynniki zewnętrzne są ważne tak samo, jak ważni są inni ludzie, ale uzależnianie od nich szczęścia to prosta droga do nieszczęścia.

Zadania, jakie realizują mężczyźni, wymagają od nich koncentracji na świecie zewnętrznym, a wtedy bardzo łatwo zapomnieć o sobie, o swoim wnętrzu, zatracić tę część siebie, która pragnie życia kontemplacyjnego. Ta utrata to kolejne źródło cierpienia mężczyzn. Jak mężczyzna odpoczywa? Idzie do parku, bo wie, że ruch dobrze robi i spacer dotlenia. Ale myślami jest zupełnie gdzie indziej – snuje plany, odbiera telefony i załatwia sprawy. Na wakacje zabiera laptopa, przyjmuje i wysyła mejle. Nie jest w stanie zobaczyć liści na drzewach, chmur na niebie, usłyszeć śpiewu ptaków, być tu i teraz. Widziałem kiedyś taką scenę na basenie. Wszedł mężczyzna, położył telefon komórkowy na krawędzi basenu i zanurzył się w wodzie. Płynie, łapie rytm, oddech. W pewnym momencie dzwoni telefon. Nerwowo zawraca, aby zdążyć odebrać. Dopływa, ale telefon przestaje dzwonić. Zanurza się w wodzie, płynie, odzyskuje zrelaksowany oddech. Dzwonek telefonu. Znów zawraca. Tym razem się udaje, rozmawia. Znów przez chwilę płynie... I tak dalej. Ktoś, kto nie umie się zatrzymać, nie będzie szczęśliwy.

Jakie wytyczne musi spełniać mężczyzna, by zasłużyć na miano tego 'prawdziwego'? Na czym powinna polegać jego siła? (fot. iStock) Jakie wytyczne musi spełniać mężczyzna, by zasłużyć na miano tego "prawdziwego"? Na czym powinna polegać jego siła? (fot. iStock)

Wielu mężczyzn obawia się swojej kobiecej strony, wypiera ją albo odrzuca. To są ci mężczyźni, którzy nie rozumieją świata kobiet, uważają je za inny gatunek, gorszy, bo niezrozumiały. Poznałem niedawno takiego mężczyznę – kolekcjonuje albumy z malarstwem, same portrety kobiet. Kiedy ogląda te albumy, robi to z największą czułością. Tylko w ten bezpieczny dla siebie sposób może kontaktować się z kobiecością.

Czego się obawia? Pożądania, przywiązania, zależności, być może zranienia, odrzucenia, więc woli sam odrzucić, niż być odrzuconym. Oczywiście głęboko pragnie tego, co odrzuca.

Mężczyźni tęsknią za doświadczaniem bliskości zarówno w relacjach z kobietami, jak i z innymi mężczyznami. Za przyjaciółmi, z którymi można się dobrze rozumieć. Tęsknią za bliskością z samymi sobą, czyli za taką relacją ze sobą, w której nie musieliby popędzać się batem, karać siebie czy od siebie uciekać.

Elisabeth Badinter w „Tożsamości mężczyzny” przywołuje dwa określenia biegunowo różnych mężczyzn, zaczerpnięte z literatury skandynawskiej: „mężczyzna węzeł” i „mężczyzna miękki”. Mężczyzna miękki wielu kobietom wydaje się atrakcyjny, ponieważ nie ma tych wszystkich zagrażających, twardych męskich cech. Jednak Badinter obu umieszcza w rozdziale „Mężczyzna okaleczony”. Mężczyźni wrażliwi, delikatni, nieśmiali nie mają poczucia siły, sprawczości. Nie potrafią znaleźć odpowiedniej partnerki, ciekawej pracy, a jeśli już pracują, to dają się wykorzystywać, nie pozwalają sobie, by marzyć, osiągać cele. Wycofują się. To są mężczyźni wychowywani przez kobiety.

Mam klienta, którego matka zmarła dwa lata temu. Skończył czterdziestkę i właściwie dopiero teraz zaczyna życie. Z dziewczynami, z którymi był, nie łączyły go bliskie relacje. Zresztą żadna nie podobała się matce, więc odpadała jako kandydatka na towarzyszkę życia dla synka. Ten mężczyzna, który najprawdopodobniej przekroczył już półmetek swojego życia, nie wie, kim jest, co ma robić, w jakim kierunku pójść. Gdy żyła mama, wszystko było jasne, czasem się buntował, ale miał punkt odniesienia. Teraz jest zawieszony w próżni. To oczywiście skrajny przypadek, ale dobrze pokazuje skutki wewnętrznej nierównowagi, okaleczenie, o którym mówiłaś.

Za czym tęsknią mężczyźni? Za bliskością – to jest wspólne. Za doświadczaniem bliskości zarówno w relacjach z kobietami, jak i z innymi mężczyznami. Za przyjaciółmi, z którymi można się dobrze rozumieć, nadawać na tej samej fali. Tęsknią za bliskością z samymi sobą, czyli za taką relacją ze sobą, w której nie musieliby popędzać się batem, karać siebie czy od siebie uciekać. Za bliskością ze swoimi marzeniami i celami. Za bliskością z ludźmi w pracy przejawiającą się w realizowaniu wspólnych planów, we wzajemnym zaufaniu, dzieleniu się sobą, wspieraniu.

Współczesny mężczyzna jest samotny. Rzadko który mężczyzna ma głębokie, przyjacielskie relacje z innymi mężczyznami. A jeśli nie potrafi ich tworzyć, nie będzie też umiał tworzyć bliskich związków z kobietami. To jest samotność długodystansowca, który biegnie do mety, po drodze zalicza kolejne etapy, ale w końcu odkrywa, że nie ma wokół niego nikogo, z kim mógłby się cieszyć zwycięstwem.

Po co żyję? Czy mężczyźni szukają odpowiedzi na to pytanie? Najpierw musieliby je sobie zadać. Gdy rozglądam się wokoło, to mam wrażenie, że 90 procent mężczyzn cierpi i nie wie dlaczego. To pytanie nie przebija się do świadomości. Albo nie dopuszczają go do siebie, bo wtedy trzeba by dokonać jakiegoś zwrotu w życiu, podjąć ważne decyzje. Więc – jak mówią – ciągną ten kierat. Bo jak nie kierat, to co? Marzenia? Marzenia to mrzonka.

Mężczyznom brakuje poczucia misji, nie znajdują sensu w tym, co robią – to kolejne źródło cierpienia. Głębokie pragnienia ulegają zapomnieniu w takim stopniu, że trudno je odnaleźć, odzyskać. Presja, której podlegamy, spełnianie oczekiwań, powinności i standardów nie zostawiają miejsca na odkrywanie pragnień serca.