1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak pobudzić zmysły? Proste porady na dobry seks

Jak pobudzić zmysły? Proste porady na dobry seks

Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
On jest zmęczony, ją boli głowa, przestają się dotykać, mijają się. Dużo pracują, mają małe dzieci. Czy żeby ożywić namiętność, musimy iść do seksuologa? Najpierw warto wypróbować kilka znacznie prostszych sposobów. Tak prostych, że gdyby nie pochodziły od specjalistów, machnęlibyśmy na takie mądrości ręką. Ale by zadziałały, trzeba je zastosować.

Na cyfrowym odwyku

Znajoma powiedziała mi, że „łatwiej zmienić faceta niż zmienić faceta” – i właśnie dlatego chce się rozwieść. Jej mąż woli siedzieć w Internecie niż się z nią kochać. Leżenie w łóżku i patrzenie w sufit, kiedy on obejmuje swój telefon, wykańcza. Podjęła jeszcze jedną próbę. Zorganizowała wyjazd. Wycieczkę tam, gdzie nie ma zasięgu. Tygodniowa wyprawa po lasach i górach wystarczyła, by mąż znów jej zapragnął.

Śledząc bez przerwy wiadomości czy sprawdzając Facebook w telefonie, zabijamy swoje prawdziwe potrzeby, siebie. Tak seksuolog Piotr Gumienny wyjaśnia, dlaczego taki prosty sposób pomógł. Dostarczanie sobie bodźców wzrokowych, intelektualnych w każdej wolnej chwili, a szczególnie wieczorem, sprawia, że tracimy ochotę na seks. Nie trzeba oglądać porno, bo przewijając nieustannie wiadomości na ekranie telefonu, jesteśmy na informacyjno-bodźcowym haju. Podniecenie wraca po czterech dniach w lesie, bo tyle wystarcza, by „wytrzeźwieć”.

Potrzeba odpoczynku od informacji jest blisko potrzeby erotycznej, bo gdy uwolnimy się od natłoku bodźców, od adrenaliny, kortyzolu itp., może zakiełkować w nas zmysłowość. Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido.

Pierwsza prosta rada na dobry seks to: cztery dni choć raz na dwa miesiące z wyłączonymi wszystkimi komunikatorami. Odwyk od informatorów i zaszycie się w lesie.

Intymna relacja

Do Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, trafia wiele par z problemami podobnymi do tych, które miało pewne małżeństwo celebrytów. Ludzi pięknych i z niezaprzeczalnym sukcesem. Mimo to nieszczęśliwych w łóżku. Powód: „Jej oziębłość”.

Usiedli tak daleko od siebie, jak tylko było to możliwe, na kanapie w gabinecie seksuologa. Byli tu już drugi raz. Ona spokojna, on kipiał od hamowanej złości. Zdradziła go, i to z kim?! Z grubasem!?

Andrzej Gryżewski: – Dla kobiety nie ma większego afrodyzjaku niż męska uwaga. Jej brak to powód oziębłości i niechęci do seksu. A na pierwszej sesji ona mówiła, że mąż jej nie słucha, że tylko fizycznie jest obok, że nigdy nie patrzy jej w oczy. Wszystko jedno, czy rozmawiają, czy jedzą, czy się kochają. Teraz nie chce seksu z nim właśnie przez to jego patrzenie w bok! Ten, z którym go zdradziła, był w nią wpatrzony jak w obrazek: prosto, jasno i z zachwytem! Wreszcie poczuła się widziana, ważna, kochana!  Poświęcenie kobiecie pełnej uwagi bywa przez wielu mężczyzn niedocenione. A szkoda.

„Nie patrzy w oczy? A więc coś ukrywa?! Może fantazjuje o innej?” – przyczyny mogą być różne, ale kobieta zawsze pomyśli, że chodzi o konkurentkę, i dlatego traci ochotę na seks. Tymczasem mężczyzna potrzebuje poczucia autonomii, więc bywa, że odwraca wzrok tylko z tego powodu.

Może też chcieć się chronić. Nie patrzy w oczy, bo się wstydzi, nie jest pewny swojej seksualności? Może na przykład mieć kłopoty z utrzymaniem erekcji, dodaje Piotr Gumienny. Spojrzenie w oczy mogłoby skonfrontować go z tym kłopotem, bo a nuż ona zobaczyłaby w nich wątpliwość, czy znów nie zawiedzie. Patrzenie w oczy jest jak patrzenie w lustro, dlatego mężczyzna w takich sytuacjach go unika. Woli odbębnić stosunek po niebieskiej czy innej pigułce, wykazać się wzwodem, odhaczyć seks na liście zadań i nie konfrontować się z tym, że coś mogło być nie tak.

Drugi domowy sposób na seks to: zbuduj intymną relację. To nic nie kosztuje – wystarczy uważność, bycie tu i teraz. Intymność wymaga też szczerości, ujawnienia zwłaszcza tego, co wstydliwe. Na pewno to lepsze niż ochronny dystans.

Nareszcie jesteś blisko

Przyczyny podniecenia, tego, że kobieta nabiera ochoty na seks, mogą być różne. Na przykład widok mężczyzny zmywającego naczynia. W fartuszku. Albo gotującego zupę czy sprzątającego odkurzaczem mieszkanie. Zwłaszcza jeśli jest to mężczyzna, który odnosi zawodowy sukces i ma silny charakter. Taka zabawa w odwrócenie ról? W dominację? Nie musi o to chodzić, uważa Piotr Gumienny.

Jeśli mężczyzna jest dla kobiety mało osiągalny tak na co dzień – bo poświęca wiele czasu i uwagi budowaniu kariery i swoim pasjom, nie zajmuje się więc ani dosłownie, ani mentalnie sprawami domu – ona odbiera to jako brak intymności i bliskości. Nie czuje się więc bezpieczna i kochana. W codziennym pędzie mężczyzna nastawiony zadaniowo mija partnerkę, a ona traci razem z poczuciem bezpieczeństwa ochotę na seks. Oddycha z ulgą, kiedy widzi go w kuchni, czuje, że w tym momencie, w takiej sytuacji jest blisko. A dla kobiety bliskość mężczyzny to afrodyzjak, bliskość rodzi bowiem więź niezbędną do tego, by mogła otworzyć się na seks. By chciała się kochać. Dlatego gdy jej mężczyzna jest domowy, bliski, dostępny, taki na wyciągnięcie ręki – ona w naturalny sposób może chcieć jeszcze bardziej się do niego zbliżyć. Najbardziej, jak to tylko można, czyli kochając się z nim…

Zatem trzeci domowy sposób na seks to płyn do mycia naczyń i fartuszek. Czasem bywa to tak seksowne jak perfumy, szampan i luksusowa bielizna, zwłaszcza gdy powodem oziębłości jest brak psychicznej obecności.

Blisko siebie i swojego ciała

W domu można nosić krótkie tuniki odsłaniające nogi, jeśli z nóg akurat jesteśmy dumne. Nago przechodzić między sypialnią a kuchnią albo nie zamykać drzwi do garderoby, kiedy się przebieramy, a figura czy piersi nie budzą kompleksów. Gdy partner przechodzi obok, nasz szlafrok może się zsunąć z pleców do połowy pośladków, jeśli plecy czy pupę uważamy za ładne.

Moja znajoma po związku z mężczyzną, który nie chciał seksu, obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie rozmawiać o tym, czemu on nie chce. Zastanawiała się u seksuologa nad jego dziwaczną relacją z matką. Po rozwodzie zaczęła biegać i chodzić na pilates, żeby poczuć się dobrze w swoim ciele.

– Kobieca nagość – normalny mężczyzna niewiele więcej potrzebuje, by nabrać ochoty na seks – mówi seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Kobieta nie powinna wstydzić się ciała, jeśli chce mieć radość z seksu. Dla mężczyzny większość kobiecych kompleksów nie ma najmniejszego sensu. Pewność siebie i podziw w oczach partnerki podniecają każdego. To nie cellulit czy za mały biust skutecznie niweczą namiętność, ale chowanie się pod kołdrą i gaszenie światła.

Czwarty domowy sposób na seks: pokazuj swoje ciało! A jeśli się krępujesz – zadbaj o nie. Bieganie czy taniec niewiele kosztują, a sprawiają, że poczujesz się sexy. Zniknie dystans między tobą a twoim ciałem, dystans, który budują wyłącznie kompleksy.

Użyj wyobraźni

Mężczyźni myślą, że kobiety podnieca ich męskość w stanie wzwodu, wydają więc majątek na pigułki i tym podobne specyfiki. Unikają więc seksu, gdy nie są pewni erekcji. Ale podniecenie wynikające z patrzenia na wielkie męskie atrybuty to u kobiet rzadkość, uważa Andrzej Gryżewski. Kobiety podnieca bardziej to, co sobie wyobrażą, co może się wydarzyć.

Dowodem jest choćby to, że kupując wibratory, wybierają wzory daleko odbiegające od modelu rzeczywistego. Gdy taki wibrator stanie obok łóżka, można go pomylić ze współczesną rzeźbą. Bo dla kobiety wyobraźnia, nie realny świat, to przestrzeń miłości zmysłowej.

– Kobieta potrzebuje czegoś więcej niż mężczyzna, by mieć ochotę na seks – potwierdza prof. Lew-Starowicz. – Pożądanie wybucha w niej, gdy na przykład wyobrazi sobie blisko siebie tego, kogo pragnie, fantazjuje o nim.

Pomóc jej w tym mogą zdjęcia, ale nie anonimowe akty męskie. Zdjęcia mężczyzny, który jej się podoba, pociąga ją, intryguje. Myślenie o nim może stać się jej afrodyzjakiem, gdy wyobrazi sobie siebie z nim w zmysłowej scenerii. Może nawet kiczowatej, ale co z tego. Nikt jej fantazji nie będzie przecież oceniał.

– Nie widzę w tym nic niestosownego, o ile nie fantazjujemy o panu ze zdjęcia, kochając się z mężem – mówi prof. Lew-Starowicz.

Piąty domowy sposób na seks: jeśli chcesz być namiętną kochanką, daj sobie prawo do korzystania z fantazji. To nie wymaga ani pieniędzy, ani wizyt u specjalisty.

Bądź jak stewardessa

Stewardessa zawsze najpierw podaje tlen sobie, potem dopiero pasażerom. Podobnie ma postępować w sypialni każda kobieta. Najpierw zadbać o swój orgazm. To powinien być dogmat. Nie patrz więc ukradkiem, czy on jest podniecony. Nie śledź jego reakcji. Oddaj się swojemu ciału i temu, co ono czuje i czego pragnie. Zanurz się w miłości jak w strumieniu i skup na tym, co wibruje i drży w tobie, odczytuj swoje wrażenia, śledź swoje dreszcze…

– Moim pacjentkom radzę, by przede wszystkim myślały o sobie i swojej satysfakcji – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka i seksuolożka. – Żeby postępowały tak, jak radzi już w samym tytule książki Ian Kerner, amerykański seksuolog: „Jej orgazm najpierw...”. Żeby wczuwały się w swoje ciało, skupiły na swoich odczuciach.

Szósta domowa rada na seks: zadbaj o to, by on dotykał i całował cię tak, żebyś miała orgazm. Egoizm? Nie, twoja satysfakcja jest ważna i dla ciebie, i dla niego. Podniecenie kobiety i jej ekstaza to afrodyzjak dla mężczyzny. Radość seksu sprawia, że mamy ochotę na więcej. Klapa powoduje, że chętniej sięgamy po seriale i pączki.

I na deser rada siódma! – W seksie jasno wytyczone ścieżki się nie sprawdzają – mówi Karolina Strojecka. – Lepiej szukać wciąż nowych. Bądź więc odkrywczynią, poszukuj radości seksu dla siebie, a na pewno znajdziesz ją dla was obojga.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kilka chwil dla siebie – medytacja uważności

Medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych emocji. Osoby medytujące każdego dnia czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy. (Fot. iStock)
Medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych emocji. Osoby medytujące każdego dnia czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy. (Fot. iStock)
Dopadł cię stres? Nie masz na nic czasu? Rada: znajdź chwilę na medytację uważności. Według psycholog pozytywnej Jolanty Burke, to prosty sposób na zadowolenie z życia.

Spróbowałam medytacji w centrum Rigpa w Dublinie. Wszyscy siedzieliśmy na podłodze przy ołtarzu śmiejącego się Buddy, słuchaliśmy jednego z mnichów, a potem medytowaliśmy nad jego słowami. Wiele lat później, gdy studiowałam psychologię pozytywną, trafiłam na wykład na temat Mindfulness Based Stress Reduction (Redukcji Stresu Poprzez Uważność), programu realizowanego przez klinikę o tej samej nazwie na Uniwersytecie Medycznym w Massachusetts. Klinika jest prowadzona przez psychologa, doktora Jona Kabat-Zinna, twórcę medytacji uważności, polegającej na skupianiu się na chwili teraźniejszej, tak jakby od niej zależało całe nasze życie. To forma stoickiej medytacji, której celem jest polepszenie samopoczucia.

Cel: lewa półkula

Doktor Kabat-Zinn wraz z zespołem naukowców dokonał niesamowitych odkryć na temat medytacji uważności. Według ich badań, medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych uczuć. Dlatego też osoby, które codziennie medytują, czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich ogólny stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy.

Kolejna korzyść płynąca z medytacji to istotne obniżenie symptomów depresji, niepokoju i dysforii. W ciągu zaledwie kilku tygodni osoby regularnie medytujące są w stanie poprawić swoje samopoczucie na bardzo długi czas.

Psycholog pozytywna Barbara Fredrickson w swojej książce „Pozytywność” opowiada o kobiecie, która nigdy nie miała dla siebie czasu. Z trójką dzieci, domem na głowie i pracą na pełny etat była wiecznie podminowana i zestresowana, co negatywnie odbijało się na jej relacjach z mężem. Gdy zaczęła medytować, znajdowała się w stanie przewlekłej depresji i od kilku lat cierpiała na poważną bezsenność. Po trzech miesiącach regularnej medytacji zaczęła przesypiać 7 godzin bez budzenia się. Polepszyło się też jej samopoczucie, odnalazła przyjemność w zabawie z dziećmi, a w jej związek małżeński wstąpiła nowa energia. W ciągu zaledwie 12 tygodni poradziła sobie z nękającą ją depresją. To zresztą jeden z wielu przypadków potwierdzających zasługi medytacji uważności dla osiągania trwałego stanu szczęścia.

Codzienna praktyka

Aby zrobić pierwszy krok na drodze do spokoju i zadowolenia, najlepiej zarezerwować sobie 45 minut na codzienną praktykę uważności, ale wystarczy też 10 lub nawet 5 minut. Każda chwila medytacji będzie cudownym darem.

Najlepiej medytować rano, przed rozpoczęciem dnia. Nie musisz mieć specjalnej maty czy siedzieć w stroju gimnastycznym bez ruchu ze skrzyżowanymi nogami. Medytacje uważności można wykonywać siedząc na krześle, stojąc w autobusie, chodząc po ulicy czy jedząc obiad. Jon Kabat-Zinn poleca również jogę połączoną z medytacją uważności i skanowanie ciała, czyli koncentrowanie się kolejno na każdej jego części.

Najbardziej znana medytacja to medytacja łaskawości oparta na wzbudzaniu pozytywnych uczuć.

Poniżej znajdziesz kilka przydatnych informacji. Przeczytaj je i postaraj się od razu poświęcić kilka minut na wybraną medytację.

Medytacja siedząca

Wystarczy przeznaczyć na nią 5 minut dziennie. Ale jeśli możesz, postaraj się wygospodarować 10, 20 czy nawet 30. Usiądź wygodnie na krześle lub w fotelu – zadbaj o to, by twoje plecy były wyprostowane. Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że jesteś górą. Skup się na swoim oddechu, bądź w pełni obecny. Za każdym razem, gdy uciekniesz myślami w jakimś kierunku, nie karć się za to, ale staraj się powrócić do koncentracji na swoim wdechu i wydechu. Na początku może być trudno, jednak z czasem będziesz nabierał coraz większej wprawy.

Uważne jedzenie

Wybierz jeden posiłek w ciągu dnia, może to być obiad, śniadanie lub zwykła przekąska. Postaraj się skoncentrować na każdym kęsie potrawy. Możesz na chwilę zamknąć oczy. Poczuj jej zapach, smak, zwróć uwagę na kształt, kolory czy ułożenie jedzenia na talerzu. Myśl o tym, jak każdy kęs nasyca cię i wzbogaca. Nie śpiesz się.

Skanowanie ciała

Połóż się na podłodze, macie do jogi lub na łóżku. Zacznij medytację od koncentracji na wdechu i wydechu. Po trzech wdechach przenieś swoją uwagę na palce lewej stopy, bez poruszania nimi. Skoncentruj się na swoich odczuciach. Coś cię swędzi, boli, a może odczuwasz łaskotanie? Palce są ciepłe czy zimne?

Następnie wyobraź sobie, jak twój oddech przesuwa się od klatki piersiowej, po brzuchu, lewej nodze, aż do jej palców.

Na wydechu niech rozpłyną się w stanie relaksu.

Potem skoncentruj się na dolnej części stopy, bez poruszania nią. Skup się na swoich uczuciach i znowu podczas wdechu doprowadź powietrze do tego punktu. Przy wydechu dolna część stopy rozpływa się w stanie relaksu.

Powtórz to samo, idąc kolejno przez wszystkie części lewej nogi: górną część stopy, kostkę, łydkę, kolano, udo. Potem prawa noga. Przejdź do miednicy, pośladków, dolnej i górnej części kręgosłupa, klatki piersiowej i brzucha. Potem skoncentruj się na palcach obu rąk, dłoniach, nadgarstkach, przedramionach i ramionach. Teraz kolej na twarz i szyję. Koncentruj się kolejno na szczęce, ustach, języku, dziąsłach, nosie, oczach, brwiach, czole i uszach. Wyobraź sobie, jak oddech przesuwa się w kierunku twarzy i przy wydechu pozostawia ją w stanie błogiej relaksacji. Kontynuuj tę wycieczkę aż do czubka głowy. Wyobraź sobie, że otwiera się niczym otwór na głowie wieloryba…

Weź tą drogą trzy głębokie oddechy (zamiast przez nos). Powoli skoncentruj się raz jeszcze na swoim wdechu i wydechu. Otwórz oczy. Całe ćwiczenie powinno zająć ci około 35–40 minut.

Medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych emocji. Osoby medytujące każdego dnia czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy

Jolanta Burke psycholog pozytywna, coach.

  1. Seks

Kiedy on mówi jej "nie". Dlaczego mężczyźni odmawiają seksu?

Mówienie „nie” to ważna część gry seksualnej. I choć zbliżenia odmawiają głównie kobiety, mężczyźni robią to równie często. (Fot. iStock)
Mówienie „nie” to ważna część gry seksualnej. I choć zbliżenia odmawiają głównie kobiety, mężczyźni robią to równie często. (Fot. iStock)
Ważną, ale też trudną częścią gry seksualnej jest mówienie „nie”. To zwykle kobiety odmawiają seksu, w tej grze mężczyźni tradycyjnie są bardziej aktywni. Czy tak jest też w małżeństwie? Okazuje się, że równie często, może nawet częściej, to mężowie odmawiają żonom. By uniknąć seksu, używają pokrętnych strategii. Poznacie je w tej rozmowie, może więc nie padniecie ich ofiarą. A trudno o dobry związek bez dobrego porozumienia, także w erotyce – przyznaje psychoterapeuta Krzysztof Korona.

Proponowanie seksu mężczyźnie przez kobietę, jeśli nie jest się pewnym swego, to emocjonalnie wielkie ryzyko. Faceci często próbują, więc równie często są odtrącani, jakoś się przyzwyczaili. Wielu ma grubą skórę. Dla kobiet odmowa mężczyzny to bolesne odtrącenie i wielkie poniżenie. Także dlatego mężczyznom bywa czasami trudno powiedzieć kobiecie „nie”.
W sytuacjach pozamałżeńskich on próbuje, ona często odmawia. A jeśli ona jemu proponuje, to już różnie bywa... Jednak mało która kobieta będzie ryzykować. Dziś Internet to zmienia, tam zyskujemy więcej pewności wzajemnej. Zupełnie inaczej jest w stałym związku.

W małżeństwie ta niesymetryczność nie obowiązuje?
Nie. I o tym chciałem mówić. Na odmowę faceta w małżeństwie należy patrzeć na tle statystyk dotyczących kondycji fizycznej polskiego mężczyzny. Raport z 2003 roku mówi, że kiepsko u niego z tym, co odpowiada za erekcję, za libido, czyli z układem krążenia. Dlatego wielu umrze na zawał lub wylew. Jeżeli zaczyna szwankować zdrowie, odmowa seksu nie musi mieć związku ze stanem małżeństwa, raczej z lękiem przed porażką. Jeżeli on odmawia, mądra kobieta powinna pomyśleć: „Czy nie czas zatroszczyć się o zdrowie partnera?”.

Niestety, edukacja seksualna kobiet (nie inaczej mężczyzn) opiera się na uproszczonej edukacji internetowej. Ostatnie badania prof. Izdebskiego wskazują, że w Internecie staramy się szukać rozwiązania każdego problemu. Odtrącenie przez męża kobiety często interpretują tak: „on ma inną”. Albo: „znudziłam mu się”. Czasami tak jest, ale częściej to błąd, który pogłębia problem. Żony, którym mąż odmawia, bywają złośliwe albo mówią: „Już mnie nie kochasz, nie podobam ci się”. Wtedy pojawia się męski lęk, co to będzie następnym razem. Jeżeli on podejmie aktywność seksualną, to już na progu będzie obciążona lękiem, że się nie uda. Faceci, którzy obawiają się zaczepek seksualnych swoich partnerek, mają swój system zachowań unikowych.

Chyba obie strony stosują podobną taktykę. Ona: „Jestem zmęczona, nie mam nastroju”, on: „Nie widzisz, jaki jestem zagoniony?”.
To akurat niezła strategia, bo jest wprost. Gorsze są te unikowe. Mężczyźni i kobiety mają odmienne, wiele z nich wielce pokrętnych. Najwięcej pracy w gabinecie mam z unikowymi strategiami kobiet.

One zwykle mówią: „Muszę mieć nastrój, jestem niewyspana, małe dzieci”. Brak nastroju czasami trwa całymi latami, zdarza się, że w końcu traci się go na zawsze. A przy okazji traci się męża.
Czasami tak. Ale sytuacja, kiedy w ogóle pojawia się dialog, jest już niezła. Bo najczęściej go nie ma. On kładzie się, ona rozpoczyna prasowanie, on czeka w sypialni, ona jest na etapie pieczenia placka, gotowania ogórkowej bądź robienia porządków, przecież jutro przychodzą goście. To unikowe strategie najczęściej stosowane przez kobiety. Dzisiaj coraz rzadziej kobieta powie: „boli mnie głowa”. To się zbanalizowało. Faceci są inni: nie prasują, nie sprzątają, jeżeli chcą unikać seksu, to kombinują w dwojaki sposób: angażują się w pracę, późno przychodzą do domu, przynoszą papiery z pracy, odbierają setki telefonów. Mówią: „Nie mam czasu, jestem zapracowany”. Albo: „Słuchaj, ledwie żyję, potrzebne są nam pieniądze”. To strategie ucieczkowe spod znaku „praca”.

Jest jeszcze inny system stosowany przez facetów. Mężczyzna, który potrzebuje argumentów, dzięki którym nie podejmuje współżycia, zachowuje się czasami jak detektyw. Rozpoczyna w domu szpiclowanie. Szuka notatek, przegląda Internet, sprawdza telefon: gdzie ona jest, co robi. Motywem jest wytwarzanie konfliktu, stworzenie poczucia winy. Tak może ją ukarać. To strategia, kiedy on nie podejmuje aktywności seksualnej, boi się, że nie będzie miał erekcji bądź ma problem z wytryskiem. Przypominam, mówimy cały czas o związku małżeńskim. Jeśli chce się uniknąć seksu wieczorem, można doprowadzać do porannego konfliktu. To bywa skuteczne. Kolejna strategia: „ona mnie zdradza”. Zaczynają się więc przesłuchania: „ty chyba kogoś masz”.

Robi się zimno. A wystarczy ochłodzić stosunki, by seks był dla kobiety trudny lub niemożliwy. Efektem jest obopólna niechęć. Konflikty, nieuchronne w związku, nie są łagodzone przez bliskość, jaką daje erotyka. Seks nieprokreacyjny właśnie też jest po to, by łagodzić. Jak sobie z tym radzisz jako terapeuta?
Ujawniamy przyczyny uruchamiania uników. Im ludzie byli bardziej wstrzemięźliwi przed ślubem, tym bardziej prawdopodobne jest uruchomienie tego typu strategii w okresie małżeńskim. Im mniej mieli różnorodnej aktywności na początku związku, bardziej ograniczali pieszczoty, tym większe prawdopodobieństwo, że strategie unikowe będą podejmowane przez mężczyzn. Im mniej są seksualnie wyedukowani, mało czytali, mniej rozmawiali, tym takie strategie będą się nasilały jako pretekst odmowy seksu.

Borykającym się z problemem radzę, aby sobie wyobrazili, że są nad rzeką. Mogą przez nią przejść na drugi brzeg, na którym napisane jest: „satysfakcja i orgazm”. Mają do wyboru dwa mosty. Jeden bardzo szeroki, gdzie da się bezpiecznie przejść we dwoje. Ale jest też kładka, mogą się na niej zmieścić, jednak trzeba postępować bardzo ostrożnie, by nie wpaść do wody.

Te pary, o których rozmawialiśmy wcześniej, zamiast mostu wybierają kładkę, czyli uważają, że uprawianie seksu powinno się odbywać tylko w ramach określonych norm. Seks ma polegać na tym, że najpierw powinien być pocałunek, chwila gry miłosnej, wprowadzenie członka do pochwy, wykonywanie nim ruchów frykcyjnych, by doszło do osiągnięcia orgazmów przez nią i przez niego. I powinna następować pięciominutowa gra w czułość po zakończeniu stosunku – to seks według receptury seksuologów sprzed iluś tam lat. Jeżeli mężczyzna czuje, że ma jakiś problem z erekcją, to nie wejdzie na szeroki most. Nie ma umiejętności i pomysłu, by używać miłości francuskiej, czy korzystać z pieszczot, aby tak doprowadzić kobietę do orgazmu. To wykracza poza jego myślenie, co to jest normalny seks.

Jaki typ mężczyzny tak postępuje?
Będzie to „przywódca” – nie poddaje się, nie cierpi porażki. Typ gościa, który ma niską samoocenę, dużo kompleksów, myśli o sobie jako o mężczyźnie nieatrakcyjnym fizycznie. Myśli: „Ona zrobiła mi łaskę, że za mnie wyszła”. Takie strategie stosują również mężczyźni, których partnerki są zafiksowane na myśleniu, że orgazm jest kluczem do satysfakcji seksualnej. Aktywność jej mężczyzny ma ją doprowadzić do jednego bądź wielu orgazmów, i to pochwowych, sztywnym penisem. Mężczyzna, który nie jest w stanie takiej aktywności podjąć, zacznie uruchamiać takie strategie unikowe, o których rozmawialiśmy.

Ale są też inne powody, dla których facet unika seksu, dosyć oczywiste.
Zdrada rzeczywista, gdy facet ma inną kobietę. Ale też w ramach nowych czasów należy wspomnieć zdradę wirtualną – on zdradza żonę w Internecie. I sytuacja, kiedy facet nie otrzymuje w seksie tego, czego pragnie. Wtedy często spotyka się z kobietami, które moi pacjenci ładnie nazywają „sponsorkami”, czyli kobietami, które oni sponsorują.

Wielu jest tych sponsorów?
Tego dokładnie nie wiem, ale wiem, że wzrasta liczba mężczyzn, którzy nie są w stanie z kobietami porozmawiać na temat swoich potrzeb seksualnych. Boją się, że zostaną wyśmiani lub uznani za dewiantów. W Polsce na temat dewiacji seksualnych mówi się coraz więcej: o pedofilach, o różnych zachowaniach seksualnych, które wykraczają poza normy, i mężczyzna, który ma specyficzne upodobania do prowadzenia na przykład gry wstępnej, samego stosunku seksualnego, jeśli jest otoczony taką atmosferą – o, tego robić nie wolno, bo to świadczy o twoich dewiacjach – będzie unikał rozmowy, w związku z czym nie otrzyma w łóżku tego, co chciałby otrzymać.

Częściej ona czy on odmawiają seksu?
Wiem tylko, że o wiele częściej kobiety skarżą się na mężczyzn. Często nie wprost. Pytają: „Co mam zrobić, on nie chce ze mną współżyć, podejrzewam, że mnie zdradza?”. Albo: „Mój mąż jest pracoholikiem, jest uzależniony od komputera, gier...” itp. Dopiero w dalszej rozmowie odsłania się część dotycząca seksu. Dlatego nie bardzo wierzę w badania prowadzone na dużych grupach, kiepsko tam ze szczerością.

Jak traktujesz jako terapeuta zjawisko unikania seksu?
Jeżeli obydwoje nie mają potrzeb seksualnych, najczęściej nie ma też problemu. Zwykle odmawianie seksu w małżeństwie jest dramatem co najmniej jednego z partnerów. Jeśli on odmawia kobiecie, to ona musi sobie dać radę z napięciem seksualnym. Korzysta z Internetu i próbuje nawiązywać relacje. Wtedy pojawia się poczucie winy, bo korzysta z wibratora, masturbuje się. Próbuje zaspokajać swoje potrzeby seksualne poza związkiem? Jeszcze gorzej. Jeśli tego wszystkiego nie robi, to zaczyna myśleć źle o sobie. Czasami obniża poczcie atrakcyjności seksualnej partnera. Jeśli chce ochronić siebie, musi z niego zrobić wroga. Albo pracuje, by ostudzić swe libido.

Są myśli, które zabijają miłość: „ile on mi krzywdy zrobił!”. Wspomina same złe rzeczy. Tak buduje się w głowie fortecę. I nawet jeśli on będzie próbował, to ona nie będzie w stanie zareagować na niego seksualnie.

Zawsze podejrzewałem, że w takiej sytuacji może to nie najlepiej się skończyć.
Albo nawet całkiem źle. U kobiety odtrącanej (u faceta zresztą też) łatwo o depresję, sięganie po używki, aby rozładować napięcie. Tak zaczyna się proces niszczenia miłości i autodestrukcja.

  1. Styl Życia

Zbawienne skupienie - proste ćwiczenia na uważność

Skupienie zmniejsza stres, wprowadza spokój ducha, wycisza. (Fot. iStock)
Skupienie zmniejsza stres, wprowadza spokój ducha, wycisza. (Fot. iStock)
W tych ćwiczeniach obserwujesz własny oddech. Przez 20 minut z uwagą smakujesz jedną rodzynkę. Dzięki technikom mindfulness znacznie poprawisz zdolność koncentracji.

Skupienie daje możliwość zajmowania się tylko jedną rzeczą w danym momencie i to w taki sposób, by znajdowała się ona w absolutnym centrum uwagi. Nasza multimedialna cywilizacja bombarduje nas tak dużą ilością bodźców, że coraz trudniej nam się skoncentrować na jednej kwestii, zjawisku czy czynności. Tempo życia wymusza na nas raczej chwytanie kilku srok za ogon. - Im więcej, tym bardziej trendy. Jeśli studiować, to przynajmniej dwa kierunki, jeśli sprzątać dom, to jednocześnie gotując i rozmawiając przez telefon... - wylicza psychoterapeutka Jolanta Berezowska. Efekty? Jesteśmy coraz bardziej rozkojarzeni i w rezultacie nie potrafimy na niczym skupić naszej uwagi.

Na stres i spokój ducha

Czy robienie kilku rzeczy naraz jest więc niewłaściwe? - Nie jest ani dobre, ani złe. To tylko pewna umiejętność - mówi psychoterapeutka.

- Zupełnie inna niż uważność. Skupienie zmniejsza stres, wprowadza spokój ducha, wycisza. Jedną z metod poprawiających koncentrację jest mindfulness. Ta forma medytacji, technika stosowana przez buddyjskich mnichów od ponad 2,5 tys. lat dopiero ostatnio została doceniona przez zachodnią cywilizację. Jej skuteczność w walce ze stresem potwierdziło wiele badań naukowych, prowadzonych m.in. przez Jona Kabat-Zinna w klinice redukcji stresu, w Ośrodku Medycznym działającym przy uniwersytecie stanu Massachusetts.

Praktykowanie tej metody pomaga nie tylko redukować stres, depresje, lęki, lecz także wzbogacać życie, pokonywać życiowe trudności. – W ubiegłym roku zmarł mój ojciec. Praktyka mindfulness pomogła mi łatwiej, bez histerii, przejść przez ten trudny czas. Bez niej nie byłoby to możliwe - wyznaje Berezowska, która uczy tej metody.

Czystość i energia

Mindfulness poprawia też skuteczność uczenia się. Jego twórcy zakładają, że jeżeli nauczymy się skupić uwagę na przykład na poduszce, najpierw przez 10 minut, potem przez pół godziny - to żadnym dla nas problemem nie będzie skoncentrowanie się dajmy na to na tekście filozoficznym przez 40-45 minut. Po każdej długiej sesji zajęć należy zrobić sobie jednak 10-minutową przerwę.

Praktykę uważności rozpoczyna się od podstaw, czyli koncentrowania się na swoim ciele, na prostych czynnościach, takich, jak: siedzenie, leżenie, oddychanie, jedzenie... Dopiero potem przechodzi się do bardziej skomplikowanych ćwiczeń uważności.

- Warsztaty medytacyjne mindfulness to skrzyżowanie stacji benzynowej i pralni chemicznej. Wychodzi się z nich z czystym, odświeżonym umysłem i tak naładowanym energią, jakby się nalało do swojego baku 100 litrów benzyny - przekonuje Berezowska. Po takich warsztatach człowiek zaczyna dostrzegać w otoczeniu więcej smaków, zapachów, dźwięków. W zwykłym liściu domowego kwiatka zauważa bogactwo kolorów, odcieni. - Uważność uczy odnajdywania bodźców w małych rzeczach - puentuje Berezowska.

Ćwiczenia na uważność

Należy wykonywać je w miejscu przytulnym, cichym, czystym, wypełnionym ładnymi zapachami, ciepłymi kolorami oraz inspirującymi symbolami. W praktykowaniu uważności najważniejsze jest właściwe nastawienie: nieosądzanie, bycie obecnym tu i teraz oraz otwartość na wszystko, co się zdarza.

1. Świadomość własnego ciała

Celem pierwszego ćwiczenia jest uzyskanie świadomości ciała. Najlepiej wykonać je w pozycji leżącej, ale nie relaksując się, nie odpływając myślami gdzieś daleko, tylko zachowując świadomość obecności w ciele, w danym miejscu i czasie.

Skupiamy się na palcach lewej stopy i powoli przesuwamy naszą uwagę wzdłuż nogi, aż do miednicy, rejestrując po drodze wszystkie wrażenia i kierując wdechy i wydechy w stronę „skanowanego” obszaru. Ten sam proces powtarzamy z drugą nogą i z każdą inną częścią ciała, aż po czubek głowy.

Takie „skanowanie” zajmuje uwagę całego ciała od 40 do 60 minut. W przypadku osób, które wcześniej nigdy nie medytowały, powinno trwać krócej, około 10-15 minut. Można je również wykonywać przez pół godziny w pozycji siedzącej i kolejne 30 minut, spokojnie chodząc.

 
2. Świadomość siedzenia

Jeżeli jesteśmy już w kontakcie ze swoim ciałem, następnym krokiem będzie nauka świadomego siedzenia. Ta pozycja powinna być bardzo stabilna. Najlepiej usiąść na poduszce, z nogami skrzyżowanymi oraz podpartymi kolanami, jeśli nie leżą na podłodze.

Kręgosłup musi być wyprostowany, ramiona rozluźnione. Oczy skierowane w jedno miejsce, ale niezbyt mocno w nim utkwione. Język oparty na podniebieniu, bo w ten sposób łatwiej przełyka się ślinę. Dłonie ułożone tuż poniżej pępka tworzą koszyk - palce zachodzą na siebie, a wyprostowane kciuki stykają się. Trzeba pamiętać, żeby ciało nie było zbyt spięte. Można również siedzieć na krześle, ze stopami na podłodze.

W tym ćwiczeniu ważne jest, by utrzymać właściwą pozycję przez cały wyznaczony sobie czas. - Na początku bardzo trudno wytrzymać nawet 10 minut w siadzie bez podparcia, z prostym kręgosłupem - podkreśla Jolanta Berezowska.

Samodzielne praktykowanie siedzącej medytacji nie musi zależeć od nastroju i samopoczucia. Jeśli opanuje się tę umiejętność, można ją przenieść na inne czynności, na przykład uważne pisanie tekstu czy krojenie marchewki.

3. Koncentracja na oddechu

- Oddech to kotwica „tu i teraz”. Jeśli nabierasz powietrza, to teraz, jeśli je wypuszczasz, to też teraz - mówi Berezowska.

Dlatego ważne jest uzyskanie świadomości oddechu, co wcale nie jest łatwe. Aby się o tym przekonać, spróbuj chociaż przez 5 minut nie robić zupełnie nic i być tylko z własnym oddechem.

W głowie natychmiast pojawi się ogrom różnych myśli, w rodzaju: „Kiedy to się skończy?”, „Co mam zrobić za godzinę?”, „Wczoraj rozmawiałem z kimś bardzo ważnym”... Pod ich wpływem żyjemy w czasie „potem” lub „przedtem”, czyli mamy wizje lub wspomnienia. Ale starajmy się skupić na „teraz”, na oddechu: „Wdech, jego początek, środek i koniec. Wydech, jego początek, środek i koniec...”.

To ćwiczenie nie jest łatwe, można je sobie uprościć, dodając coś, co podkreśla każdą frazę oddechu, np. liczenie (wdech - raz, wydech - dwa), kolory (wdech - wyobrażam sobie czerwony, wydech - niebieski) lub kroki (wdech - podnoszę nogę, wydech - opuszczam). To pozwoli skupić się na oddechu i ignorować pojawiające się myśli.

4. Koncentracja na jedzeniu

Ważnym fragmentem naszej rzeczywistości jest jedzenie - mindfulness uczy się na nim skupiać.

- Jabłko jemy przeciętnie 3 minuty. Ale jeśli poświęcimy temu godzinę, gryząc je powoli, dokładnie, otworzą się przed nami zupełnie inne doznania - przekonuje Berezowska. - Okaże się, że jabłko wydaje na przykład swoje dźwięki - inne, kiedy się je ściska tuż przy uchu, a inne, gdy się je gryzie.

W tym ćwiczeniu rodzynkę zjada się przez 20 minut. Najpierw uważnie się jej przygląda, dostrzega fakturę, kolor, odcienie, dokładne kształty. Potem zauważa się jej zapach, słyszy dźwięki i ją smakuje. Koncentrujemy się na doznaniach podczas jej spożywania. Jakie są, kiedy trzyma się ją w ustach, a jakie - jak rozgryzie? Co wyczuwa język, podniebienie, policzki, jak przyłożymy do nich całą rodzynkę, a co, jeśli już pogryzioną? Co odczuwa się w gardle, gdy połyka się ją w maleńkich kawałkach, i w którym miejscu układu pokarmowego traci się z nią kontakt?

- To nie tylko dobre ćwiczenie na koncentrację, ale także na odchudzanie - mówi Jolanta Berezowska. - Człowiek, który potrafi delektować się jedzeniem, czuje się po posiłku bardziej syty, nawet jeśli zje mniejszą porcję.

W analogiczny sposób można ćwiczyć, spożywając inne produkty. - Jeśli jedną kostkę czekolady zjada się przez 15 minut, to przyjemność jest znacznie większa - przekonuje psychoterapeutka. Podczas warsztatów mindfulness niektóre posiłki uczestnicy spożywają w całkowitej ciszy.

5. Świadomość fragmentów rzeczywistości

Muzycy uczą się gam, żeby zagrać cały utwór. Osoby ćwiczące mindfulness dzielą rzeczywistość na fragmenty i uczą się na nich skupiać, by uzyskać świadomość rzeczywistości. Można skoncentrować się na jedzeniu, tak jak w poprzednim ćwiczeniu, ale też na przykład na kolorach w wystroju pokoju, w którym przebywamy - na zielonych ścianach, na barwach pamiątek, obrazów czy innych elementów. Dopiero wówczas zacznie się dostrzegać, w jak wielu miejscach w danym pomieszczeniu obecny jest dany kolor.

- Dzięki temu ćwiczeniu pogłębia się też widzenie kolorów - uważa psychoterapeutka. Analogicznie można wychwytywać otaczające nas dźwięki, pojawiające się odgłosy: parkujący samochód, szelest firanek czy stukot butów na klatce.

6. Systematyczność i ta sama pora

Ćwiczenia należy wykonywać codziennie albo przynajmniej trzy razy w tygodniu o tej samej porze, przez co najmniej 10 minut. - Bez systematyczności mindfulness nie daje efektów - tłumaczy psychoterapeutka.

Należy być uważnym także w ciągu dnia - kilka razy zatrzymać się na 3 minuty, bez względu na sytuację czy wykonywane czynności. W pierwszej minucie skupić wzrok na tym, co dzieje się wokół nas, w drugiej obserwować swój oddech, w trzeciej pozostać ze swoim ciała, z tym, jak ono się czuje.

Bardziej zaawansowane praktyki medytacyjne mindfulness uczą, jak radzić sobie z trudnymi emocjami - bólem czy strachem, a także z natręctwem rodzących się w głowie myśli.

Jolanta Berezowska psychiatra, psychoterapeutka, uczy technik skupienia mindfulness.

  1. Seks

Czy mężczyźni potrafią rozmawiać o seksie?

Mężczyzna w tradycji bardziej działał, niż mówił, bardziej zdobywał, niż się dzielił; refleksja nad stanem duszy i ciała to nie jest jego specjalność. (Fot. iStock)
Mężczyzna w tradycji bardziej działał, niż mówił, bardziej zdobywał, niż się dzielił; refleksja nad stanem duszy i ciała to nie jest jego specjalność. (Fot. iStock)
Szczera rozmowa o seksie zmuszałaby wielu mężczyzn do ujawnienia prawdy o sobie, więc posługując się umiejętnościami aktorskimi, zatajają prawdę albo szybko przechodzą na inny temat, bo nie czują się na siłach, by odgrywać rolę supersamca, przed kolegą, który jest też rywalem – mówi psycholog i seksuolog dr Marek Jasiński.

Poprzednio o seksie rozmawiałem z kobietą, co wydawało mi się jakoś naturalne. A teraz czuję się niezręcznie, trochę jak hipopotam. Nie przypadkiem będziemy rozważać, dlaczego mężczyźnie z innym mężczyzną o seksie rozmawiać tak niezręcznie?
Nie jest naszym przywilejem czy cechą nas wyróżniającą dzielenie się wrażeniami, odczuciami, poruszeniami duszy. Mężczyzna w tradycji bardziej działał, niż mówił, bardziej zdobywał, niż się dzielił; refleksja nad stanem duszy i ciała to nie jest jego specjalność. Sięgając w przeszłość – człowiek pierwotny, oczywiście ten płci męskiej, musiał być skoncentrowany na działaniu, nie miał czasu na refleksje. To groziło utratą zdobyczy albo nawet własnego życia.

Konieczna była gruba skóra, by przetrwać, gdy macierzyństwo z natury musi być miękkie. Tu mieszka źródło każdej czułości. A do serdecznej rozmowy o intymnych sprawach potrzebna jest czułość. Dlatego kobiecie z kobietą jakby łatwiej...
Miękkość, czułość, tkliwość – to cechy pożądane u mężczyzny, ale w sytuacji kiedy potrafi zaspokoić kobietę w zakresie „bycia mężczyzną”, a więc zapewnić rodzinie odpowiedni byt, poczucie bezpieczeństwa, zadbać o fundamenty domu. Wtedy może spokojnie ożywić w sobie drzemiące pokłady kobiecości. I może znaleźć czas na intymne rozmowy.

Rola domu rodziców w seksualnym wychowaniu chłopca?
Kiedy prowadziłem badania, to rodzina była zawsze na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o informacje o seksie...

Teraz jest Internet, telewizja, poradniki bezwstydne. I wszystko tak szybko się zmienia. Też zmienia się nasza osobowość, płci się zbliżają. Dla mnie jest oczywiste, że dzisiaj kobiety są bardziej męskie, zaś mężczyźni kobiecy. I że to stała tendencja...
Tak, zacierają się role i nie istnieje już ścisły podział na to, co męskie, a co kobiece. Ma to duży wpływ na funkcjonowanie par, gdyż wymaga adaptacji do nowych warunków obcowania ze sobą. I wcale nie ułatwia mężczyznom pełnej identyfikacji z rolą seksualną. Wielu mężczyzn ma tendencje do ucieczki, stosuje autokastrację jako sposób unikania niepowodzeń w spełnianiu coraz bardziej wygórowanych oczekiwań kobiet.

Autokastracja… Jezus Maria, na czym to polega?
Mężczyzna rezygnuje bądź anuluje swoją potencję seksualną, by obronić się przed wymaganiami seksualnymi kobiety. Woli od razu ujawnić przed kobietą, że ma problemy z seksem, niż zostać negatywnie oceniony.

Zawsze było mi łatwiej o intymnych sprawach rozmawiać z kobietą niż z mężczyzną – nie mówię o partnerce, to co innego – ale ze znajomą lub nawet z nieznajomą. Ma to coś z flirtu i wydaje się naturalne. Czy ma pan podobne osobiste doświadczenia, oczywiście poza terapią?
Rozmowa z mężczyzną o intymnościach często zahacza o preferencje seksualne. Oczywiście, nie musi tak być, ale gdzieś w tle w niejednym mężczyźnie mogą powstać takie obawy. Jeszcze rozmowa o parametrach, osiągach seksualnych przystoi, ale już elementy czułości czy tkliwości nie mieszczą się w repertuarze tzw. normalnego faceta.

Pytałem o pana osobiste doświadczenia, a pan mi ucieka… A przecież to intymność zupełnie anonimowa, gdy chodzi o innych. Pan zapewne teraz powie, że terapeuta nie powinien...
Chcę decydować o tym, komu się będę zwierzał ze swojej intymności, i nie jest to związane z blokadą. Prawdą jest natomiast, że jako terapeuta psychoanalityk powinienem jak najmniej ujawniać siebie, a szczególnie nie epatować swoją seksualnością. I nie ma tu znaczenia płeć. Znam też kobiety, które w ogóle nie potrafią w sposób szczery i komunikatywny dzielić się swoimi odczuciami intymnymi.

Ale o ileż częściej i łatwiej one mówią niż faceci. Mężczyzna z mężczyzną o seksie pomilczy lub poświntuszy. Znamienne jest to męskie świntuszenie jako zastępcza forma rozmowy, grube dowcipasy, chamskie, wulgarne opowieści. Nieraz tak zachowują się nawet ci, dla których seks nie jest pozbawiony uczuć. Nie potrafią o tym mówić, brak im słów, nie ma tradycji...
Kiedy zaczynałem pracować w Zakładzie Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich w Warszawie, większość moich męskich pacjentów nie była w stanie powiedzieć, na czym polega ich seksualny problem. A problem był. Opisywali jakieś szczegóły techniczne, nie jak się z tym czują, co przeżywają i co czują ich partnerki... Z mojej praktyki seksuologicznej pamiętam, że dla mężczyzn musieliśmy stwarzać szczególnie dobre warunki w zakresie poczucia bezpieczeństwa. Musieli mieć pewność, że nie zostaną skrytykowani, upokorzeni, że nie będzie z mojej strony drwin. Więc zawsze był potrzebny czas na oswojenie. Potem otwierali się, tylko często brakowało słów na wyrażenie złożoności odczuć seksualnych. Tu już wychodziły braki wychowawcze i nawet najlepsza atmosfera nic w tym zakresie nie zmieniała.

Ale nastał nam Internet, co ułatwia intymną rozmowę o wszystkim.
Anonimowość jest tu ważna.

Jednak sprzyja też chamstwu i wulgarności.
Ponieważ anonimowość to też bezkarność. Ale może być również szansą, by ujawnić, co w nas miękkie i subtelne. Mężczyźni i kobiety korzystają często z Internetu, by pokazać się z możliwe dobrej strony. Robią to najczęściej mężczyźni z poczuciem niższości. Udają kogoś, kim chcieliby być. Choć na chwilę mogą wcielić się w postać, za którą tęsknią, ale której nie zdołaliby ujawnić w życiu codziennym. Można jednak przy okazji pokazać to, co miękkie i ukryte, a w Internecie to bezpieczne. Mężczyzna tradycyjnie jest nastawiony na walkę i na konkurencję, często boi się, że ktoś wykorzysta jego słabość, szczególnie tam, gdzie walka ma źródło pierwotne, czyli właśnie w seksie. Nie przypadkiem w wieku dorastania chłopcy chwalą się sukcesami, zwłaszcza w seksie. Kto lepszy. A przynajmniej kto nie gorszy. To jest istotą ich rozmów, a nie dzielenie się słabościami, problemami. Sądzą, że byłoby to ryzykowne...

Wielki jest lęk przed wyśmianiem. Szczególnie w tak delikatnej materii jak choćby problemy z erekcją, co zdarza się czasami na początku... ze strachu. Dla młodych ważne, by mieć zaliczony ten pierwszy raz. Nikt tu nie chce być gorszy. I wiele nieszczęść wynika z tego gorączkowego pośpiechu. I z poczucia, że inni już tak, a ja nie. Ciągle jednak łatwiej mi sobie wyobrazić, że dziewczęta zwierzają się sobie: „jeszcze nie miałam chłopaka...”. W świecie chłopców taka rozmowa jest nie do pomyślenia. Bo jak nie miałem jeszcze dziewczyny, to jestem fujara, i już...
To prawda, obserwujemy coraz większe zacieranie się różnic między płciami. Nie ma praktycznie czegoś takiego, co wypada chłopakowi, a nie wypada dziewczynie. Ale nadal chłopcom strasznie trudno przyznać się do porażki, niedomogi seksualnej, braku posiadania dziewczyny. W świecie męskim obowiązuje konkurencja, rywalizacja, a przyznanie się do słabości, roztkliwianie się nad sobą to oddawanie pola innym samcom. Powiedzmy jasno: mężczyźni w ogóle mają problemy, by mówić o emocjach. A o seksie najchętniej mówią w kategoriach technicznych. Myślenie o zbliżeniu plasuje się w kategorii sukcesu lub porażki. Dać orgazm kobiecie, nie myśląc nawet o swojej przyjemności, to jakby przejmować nad nią władzę, dowartościowywać się w roli męskiej. Mam pacjenta, który posiada wielkie wyobrażenie o swej potencji seksualnej, ale tego nie realizuje. Ze strachu, a nuż nie wyjdzie. Boi się weryfikacji, konfrontacji z własnym wyobrażeniem o swojej ogromnej potencji. Bezpieczniej gromadzić możliwości, sprawdzian to ryzyko ujawnienia, że nie jestem wcale taki dobry, jak o sobie myślę... Mężczyźni lubią budować dla siebie wizję supersamca o superpotencji, bez możliwości konfrontacji. Szczera rozmowa to też mogłaby być dekonspiracja.

To jasne, że im więcej fikcji w seksie, tym trudniejsza szczera, intymna rozmowa.
Szczera rozmowa zmuszałaby wielu mężczyzn do ujawnienia prawdy o sobie, więc posługując się umiejętnościami aktorskimi, zatajają prawdę albo szybko przechodzą na inny temat, bo nie czują się na siłach, by odgrywać rolę supersamca przed kolegą, który jest też rywalem.

Nigdy nie ufałem tym, którzy o seksie dużo gadają i przechwalają się – ta rycząca krowa też nigdy za wiele mleka nie daje...
O tak, często takie gadulstwo w seksie to pozorna łatwość w poruszaniu tych zagadnień. Dużo mówię, więc jestem swobodny i nie mam kompleksów. Oczywiście, to często fasada skrywająca nieśmiałość czy erotyczną niemoc. Nie bez powodu utarło się powiedzenie: erotoman gawędziarz, na określenie faceta, który jedynie przechwala się, a w konkretnym działaniu jest bardzo nieporadny i wycofany.

A byłoby naturalne i zdrowe, gdyby młodzi mężczyźni ze sobą rozmawiali o seksie, dzielili się doświadczeniami, obawami. O tym jednak nie ma mowy. Brak tu też tradycji. Ale widzę również inny problem – źle, jeśli mówi się za łatwo o seksie – jak o sporcie czy jedzeniu. Gdzie tu uczucia? One z kolei bywają zbyt intymne, by je ujawniać znajomemu, one umierają wyjęte z tajemnicy. Trudno więc o nich mówić, ale też niedobrze zupełnie milczeć...
Czasami seks wyrażany w słowach i gestach przez mężczyzn jest strywializowany, pozbawiony otoczki emocjonalnej, bardzo powierzchowny. A oceniamy ludzi zwykle po tym, jak się wyrażają, w jaki sposób ujawniają i opisują uczucia – tu wielu mężczyzn nie zdaje egzaminu. Ale należy pamiętać, że nie jest to jednoznaczne z płytkością życia uczuciowego mężczyzn. To byłoby uproszczenie.

Marek Jasiński doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii. Posiada m.in. międzynarodowy certyfikat psychoanalityka wydany przez IPA (International Psychoanalytical Association) oraz certyfikat seksuologa klinicznego. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół zagadnień psychoanalizy i seksuologii, a w szczególności obejmują problematykę patologii więzi międzyludzkich, problemów tożsamości płciowej i psychoterapii.

  1. Styl Życia

Uważność od rana do nocy - 13 ćwiczeń

Praktyka uważności sprawia, że zaczynamy dostrzegać więcej piękna wokół. (Fot. iStock)
Praktyka uważności sprawia, że zaczynamy dostrzegać więcej piękna wokół. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Uważność można praktykować codziennie, w zasadzie w każdej chwili. Naprawdę warto spróbować!

13 pomysłów na uważność

1. Kiedy się obudzisz, zwróć uwagę na oddech. Sposób, w jaki oddychasz, mówi wiele o naszym stanie bycia. Kiedy oddech jest powolny i stały, jesteśmy cisi i spokojni. Gdy oddech jest przyśpieszony, jest w nas napięcie.

2. Zanim wstaniesz, przyjrzyj się swoim myślom. Jaka była ta pierwsza po przebudzeniu? Ta praktyka pomaga nam nawiązać kontakt z tym, co drzemie w naszym umyśle.

3. Siadając do śniadania, pomyśl z wdzięcznością o tych, dzięki którym masz w miseczce jogurt i muesli. Jeśli to możliwe, jedz w milczeniu.

4. Bądź świadoma promieni słońca, kropli deszczu, wiatru, drzew, dźwięków, które wpadają ci do ucha na porannym spacerze z psem czy w drodze do pracy. Rozeznaj swój stanu ducha. Czy jesteś w chwili obecnej, czy myślisz o tym, co będziesz robić dalej? Zauważ swoje ciało, niech twój spokojny oddech sprawi, że ramiona będą rozluźnione, podobnie jak mięśnie twarzy.

5. Zauważ, kiedy ulegasz presji pośpiechu, dostrzeż swoją niecierpliwość, aby dostać się tam, gdzie cię nie ma. Ciesz się drogą do celu.

7. Pozwól sobie na ciszę i spokój. Usłysz w nich siebie.

8. Każdy posiłek jedz z uważnością i wdzięcznością. Czuj na języku smak, badaj teksturę jedzenia.

9. Co jakiś czas oddalaj się myślami od codziennej rutyny i doceń to, co udało ci się osiągnąć spokojem i uważnością.

10. W czasie powrotu do domu przestaw się na tryb przejściowy - nie myśl już o pracy, ale nie planuj już też tego, co będziesz robić wieczorem. Odciąż umysł, uświadom sobie swój oddech, zauważ jakość myśli i uczuć.

11. Powitaj domowników z uśmiechem i życzliwością. Zauważ bliskich.

12. Nie jedz na stojąco, w samochodzie, w biegu. Smakuj każdy kęs jedzenia, niech lekka kolacja będzie dla ciebie ucztą na pożegnanie dnia.

13. Wieczorem przygotuj się do snu. Wypij melisę, powdychaj zapach lawendy. Oddychaj , koncentrując się na wydechu. Przeskanuj ciało w poszukiwaniu napięć i oddychaj do tych miejsc.