1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak pobudzić zmysły? Proste porady na dobry seks

Jak pobudzić zmysły? Proste porady na dobry seks

Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
On jest zmęczony, ją boli głowa, przestają się dotykać, mijają się. Dużo pracują, mają małe dzieci. Czy żeby ożywić namiętność, musimy iść do seksuologa? Najpierw warto wypróbować kilka znacznie prostszych sposobów. Tak prostych, że gdyby nie pochodziły od specjalistów, machnęlibyśmy na takie mądrości ręką. Ale by zadziałały, trzeba je zastosować.

Na cyfrowym odwyku

Znajoma powiedziała mi, że „łatwiej zmienić faceta niż zmienić faceta” – i właśnie dlatego chce się rozwieść. Jej mąż woli siedzieć w Internecie niż się z nią kochać. Leżenie w łóżku i patrzenie w sufit, kiedy on obejmuje swój telefon, wykańcza. Podjęła jeszcze jedną próbę. Zorganizowała wyjazd. Wycieczkę tam, gdzie nie ma zasięgu. Tygodniowa wyprawa po lasach i górach wystarczyła, by mąż znów jej zapragnął.

Śledząc bez przerwy wiadomości czy sprawdzając Facebook w telefonie, zabijamy swoje prawdziwe potrzeby, siebie. Tak seksuolog Piotr Gumienny wyjaśnia, dlaczego taki prosty sposób pomógł. Dostarczanie sobie bodźców wzrokowych, intelektualnych w każdej wolnej chwili, a szczególnie wieczorem, sprawia, że tracimy ochotę na seks. Nie trzeba oglądać porno, bo przewijając nieustannie wiadomości na ekranie telefonu, jesteśmy na informacyjno-bodźcowym haju. Podniecenie wraca po czterech dniach w lesie, bo tyle wystarcza, by „wytrzeźwieć”.

Potrzeba odpoczynku od informacji jest blisko potrzeby erotycznej, bo gdy uwolnimy się od natłoku bodźców, od adrenaliny, kortyzolu itp., może zakiełkować w nas zmysłowość. Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido.

Pierwsza prosta rada na dobry seks to: cztery dni choć raz na dwa miesiące z wyłączonymi wszystkimi komunikatorami. Odwyk od informatorów i zaszycie się w lesie.

Intymna relacja

Do Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, trafia wiele par z problemami podobnymi do tych, które miało pewne małżeństwo celebrytów. Ludzi pięknych i z niezaprzeczalnym sukcesem. Mimo to nieszczęśliwych w łóżku. Powód: „Jej oziębłość”.

Usiedli tak daleko od siebie, jak tylko było to możliwe, na kanapie w gabinecie seksuologa. Byli tu już drugi raz. Ona spokojna, on kipiał od hamowanej złości. Zdradziła go, i to z kim?! Z grubasem!?

Andrzej Gryżewski: – Dla kobiety nie ma większego afrodyzjaku niż męska uwaga. Jej brak to powód oziębłości i niechęci do seksu. A na pierwszej sesji ona mówiła, że mąż jej nie słucha, że tylko fizycznie jest obok, że nigdy nie patrzy jej w oczy. Wszystko jedno, czy rozmawiają, czy jedzą, czy się kochają. Teraz nie chce seksu z nim właśnie przez to jego patrzenie w bok! Ten, z którym go zdradziła, był w nią wpatrzony jak w obrazek: prosto, jasno i z zachwytem! Wreszcie poczuła się widziana, ważna, kochana!  Poświęcenie kobiecie pełnej uwagi bywa przez wielu mężczyzn niedocenione. A szkoda.

„Nie patrzy w oczy? A więc coś ukrywa?! Może fantazjuje o innej?” – przyczyny mogą być różne, ale kobieta zawsze pomyśli, że chodzi o konkurentkę, i dlatego traci ochotę na seks. Tymczasem mężczyzna potrzebuje poczucia autonomii, więc bywa, że odwraca wzrok tylko z tego powodu.

Może też chcieć się chronić. Nie patrzy w oczy, bo się wstydzi, nie jest pewny swojej seksualności? Może na przykład mieć kłopoty z utrzymaniem erekcji, dodaje Piotr Gumienny. Spojrzenie w oczy mogłoby skonfrontować go z tym kłopotem, bo a nuż ona zobaczyłaby w nich wątpliwość, czy znów nie zawiedzie. Patrzenie w oczy jest jak patrzenie w lustro, dlatego mężczyzna w takich sytuacjach go unika. Woli odbębnić stosunek po niebieskiej czy innej pigułce, wykazać się wzwodem, odhaczyć seks na liście zadań i nie konfrontować się z tym, że coś mogło być nie tak.

Drugi domowy sposób na seks to: zbuduj intymną relację. To nic nie kosztuje – wystarczy uważność, bycie tu i teraz. Intymność wymaga też szczerości, ujawnienia zwłaszcza tego, co wstydliwe. Na pewno to lepsze niż ochronny dystans.

Nareszcie jesteś blisko

Przyczyny podniecenia, tego, że kobieta nabiera ochoty na seks, mogą być różne. Na przykład widok mężczyzny zmywającego naczynia. W fartuszku. Albo gotującego zupę czy sprzątającego odkurzaczem mieszkanie. Zwłaszcza jeśli jest to mężczyzna, który odnosi zawodowy sukces i ma silny charakter. Taka zabawa w odwrócenie ról? W dominację? Nie musi o to chodzić, uważa Piotr Gumienny.

Jeśli mężczyzna jest dla kobiety mało osiągalny tak na co dzień – bo poświęca wiele czasu i uwagi budowaniu kariery i swoim pasjom, nie zajmuje się więc ani dosłownie, ani mentalnie sprawami domu – ona odbiera to jako brak intymności i bliskości. Nie czuje się więc bezpieczna i kochana. W codziennym pędzie mężczyzna nastawiony zadaniowo mija partnerkę, a ona traci razem z poczuciem bezpieczeństwa ochotę na seks. Oddycha z ulgą, kiedy widzi go w kuchni, czuje, że w tym momencie, w takiej sytuacji jest blisko. A dla kobiety bliskość mężczyzny to afrodyzjak, bliskość rodzi bowiem więź niezbędną do tego, by mogła otworzyć się na seks. By chciała się kochać. Dlatego gdy jej mężczyzna jest domowy, bliski, dostępny, taki na wyciągnięcie ręki – ona w naturalny sposób może chcieć jeszcze bardziej się do niego zbliżyć. Najbardziej, jak to tylko można, czyli kochając się z nim…

Zatem trzeci domowy sposób na seks to płyn do mycia naczyń i fartuszek. Czasem bywa to tak seksowne jak perfumy, szampan i luksusowa bielizna, zwłaszcza gdy powodem oziębłości jest brak psychicznej obecności.

Blisko siebie i swojego ciała

W domu można nosić krótkie tuniki odsłaniające nogi, jeśli z nóg akurat jesteśmy dumne. Nago przechodzić między sypialnią a kuchnią albo nie zamykać drzwi do garderoby, kiedy się przebieramy, a figura czy piersi nie budzą kompleksów. Gdy partner przechodzi obok, nasz szlafrok może się zsunąć z pleców do połowy pośladków, jeśli plecy czy pupę uważamy za ładne.

Moja znajoma po związku z mężczyzną, który nie chciał seksu, obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie rozmawiać o tym, czemu on nie chce. Zastanawiała się u seksuologa nad jego dziwaczną relacją z matką. Po rozwodzie zaczęła biegać i chodzić na pilates, żeby poczuć się dobrze w swoim ciele.

– Kobieca nagość – normalny mężczyzna niewiele więcej potrzebuje, by nabrać ochoty na seks – mówi seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Kobieta nie powinna wstydzić się ciała, jeśli chce mieć radość z seksu. Dla mężczyzny większość kobiecych kompleksów nie ma najmniejszego sensu. Pewność siebie i podziw w oczach partnerki podniecają każdego. To nie cellulit czy za mały biust skutecznie niweczą namiętność, ale chowanie się pod kołdrą i gaszenie światła.

Czwarty domowy sposób na seks: pokazuj swoje ciało! A jeśli się krępujesz – zadbaj o nie. Bieganie czy taniec niewiele kosztują, a sprawiają, że poczujesz się sexy. Zniknie dystans między tobą a twoim ciałem, dystans, który budują wyłącznie kompleksy.

Użyj wyobraźni

Mężczyźni myślą, że kobiety podnieca ich męskość w stanie wzwodu, wydają więc majątek na pigułki i tym podobne specyfiki. Unikają więc seksu, gdy nie są pewni erekcji. Ale podniecenie wynikające z patrzenia na wielkie męskie atrybuty to u kobiet rzadkość, uważa Andrzej Gryżewski. Kobiety podnieca bardziej to, co sobie wyobrażą, co może się wydarzyć.

Dowodem jest choćby to, że kupując wibratory, wybierają wzory daleko odbiegające od modelu rzeczywistego. Gdy taki wibrator stanie obok łóżka, można go pomylić ze współczesną rzeźbą. Bo dla kobiety wyobraźnia, nie realny świat, to przestrzeń miłości zmysłowej.

– Kobieta potrzebuje czegoś więcej niż mężczyzna, by mieć ochotę na seks – potwierdza prof. Lew-Starowicz. – Pożądanie wybucha w niej, gdy na przykład wyobrazi sobie blisko siebie tego, kogo pragnie, fantazjuje o nim.

Pomóc jej w tym mogą zdjęcia, ale nie anonimowe akty męskie. Zdjęcia mężczyzny, który jej się podoba, pociąga ją, intryguje. Myślenie o nim może stać się jej afrodyzjakiem, gdy wyobrazi sobie siebie z nim w zmysłowej scenerii. Może nawet kiczowatej, ale co z tego. Nikt jej fantazji nie będzie przecież oceniał.

– Nie widzę w tym nic niestosownego, o ile nie fantazjujemy o panu ze zdjęcia, kochając się z mężem – mówi prof. Lew-Starowicz.

Piąty domowy sposób na seks: jeśli chcesz być namiętną kochanką, daj sobie prawo do korzystania z fantazji. To nie wymaga ani pieniędzy, ani wizyt u specjalisty.

Bądź jak stewardessa

Stewardessa zawsze najpierw podaje tlen sobie, potem dopiero pasażerom. Podobnie ma postępować w sypialni każda kobieta. Najpierw zadbać o swój orgazm. To powinien być dogmat. Nie patrz więc ukradkiem, czy on jest podniecony. Nie śledź jego reakcji. Oddaj się swojemu ciału i temu, co ono czuje i czego pragnie. Zanurz się w miłości jak w strumieniu i skup na tym, co wibruje i drży w tobie, odczytuj swoje wrażenia, śledź swoje dreszcze…

– Moim pacjentkom radzę, by przede wszystkim myślały o sobie i swojej satysfakcji – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka i seksuolożka. – Żeby postępowały tak, jak radzi już w samym tytule książki Ian Kerner, amerykański seksuolog: „Jej orgazm najpierw...”. Żeby wczuwały się w swoje ciało, skupiły na swoich odczuciach.

Szósta domowa rada na seks: zadbaj o to, by on dotykał i całował cię tak, żebyś miała orgazm. Egoizm? Nie, twoja satysfakcja jest ważna i dla ciebie, i dla niego. Podniecenie kobiety i jej ekstaza to afrodyzjak dla mężczyzny. Radość seksu sprawia, że mamy ochotę na więcej. Klapa powoduje, że chętniej sięgamy po seriale i pączki.

I na deser rada siódma! – W seksie jasno wytyczone ścieżki się nie sprawdzają – mówi Karolina Strojecka. – Lepiej szukać wciąż nowych. Bądź więc odkrywczynią, poszukuj radości seksu dla siebie, a na pewno znajdziesz ją dla was obojga.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Podejście do seksualności - kobiecy i męski punkt widzenia

Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Akt seksualny jest pewnego rodzaju tańcem płci, dialogiem, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć istniejące w każdym z nas pierwiastki męskie i żeńskie. Często jednak, zamiast doświadczać wspólnie ekscytujących chwil to, czego doznajemy podczas erotycznych sytuacji, przypomina raczej przeciąganie liny czy walkę.

Mężczyźni chcą dostać seks od kobiet, a one stawiają zaciekły opór i robią wiele, aby mężczyźni ich nie posiedli. Mężczyźni wpadają we wściekłość, widząc, że kobiety dysponują seksem i umyślnie im go odmawiają. Kobiety natomiast złoszczą się, bo czują, że są traktowane jak narzędzia służące jedynie do zaspokajania samczych popędów. Stopniowo pogrążamy się w wyszukanych grach seksualnych, nieskrywanych i potajemnych. Erotyka zamiast jawić się jako miłosny i osobliwy taniec, staje się areną wzajemnej manipulacji. Zwracamy się przeciwko naszemu popędowi, jakby to on był wszystkiemu winien.

Przyczyny tego konfliktu w dużej części wynikają z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. Niemal od samych narodzin dorośli inaczej odnoszą się do ciała chłopców i ciała dziewczynek. Chłopców rzadziej się przytula czy obdarza pieszczotami, uczy się ich, że nie powinni okazywać uczuć, ponieważ uczuciowość jest domeną kobiet. Kiedy chłopcy nie proszą o przytulenie i pocieszenie, gdy odrzucają chęć bycia pogłaskanym, upewnia się ich, że postępują właściwie. W związku z tym typowym modelem postępowania staje się model, gdzie męską sprawą jest pragnienie seksu. Jedynie poprzez seks mężczyzna może zaspokoić tłumione pragnienia bycia dotykanym, pocieszanym, pieszczonym, tylko w tej dziedzinie może pozwolić sobie na intymność i łagodność.

Tymczasem dziewczynki uczy się, że seks jest ich wrogiem. Zawiera w sobie niebezpieczeństwo zajścia w ciążę oraz zagrożenie zniszczenia własnej pozycji w społeczeństwie porządnych dziewczynek. Czerpanie rozkoszy z seksu jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy wiąże się on z wyrażaniem miłości, natomiast seks motywowany czystym pożądaniem nie przystoi przyzwoitej kobiecie.

Różnice w podejściu do seksualności maja też podłoże biologiczne. Dziewczynki w okresie dojrzewania, rozwijającą się seksualność najczęściej doświadczają jako pragnienie więzi uczuciowej, która objawia się dążeniem do bliskości emocjonalnej. Dorastająca dziewczyna poszukuje osoby, którą mogłaby obdarzyć czułością i zaufaniem i która mogłaby te uczucia odwzajemnić. Jednocześnie uczucia te najczęściej pozbawione są pożądania seksualnego. Dezintegracja seksualna początkowej fazy okresu dorastania wyraża się jako demonstracyjne zaprzeczanie i eliminowanie seksualności. Z czasem dziewczynka poznaje swoje ciało, poszerza wiedzę o zmianach. Zaczynają się pierwsze związki z chłopcami, gdzie pojawia się coraz więcej zachowań seksualnych. Zamiast zaprzeczania seksualności pojawia się świadomość stanów podniecenia i ich akceptacja. Zamiast idealizowania zachowań aseksualnych następuje stopniowa akceptacja złożonej natury potrzeb seksualnych.

U chłopców jest odwrotnie. Początkowa faza okresu dojrzewania jest zdominowana przez różnego rodzaju zachowania seksualne: masturbacja, oglądanie i porównywanie między sobą narządów płciowych, podglądanie innych, oglądanie filmów czy gazet o treści erotycznej, zaczepianie dziewcząt w celu kontaktu fizycznego, zrywanie z nich ubrań czy nawet kradzież ich bielizny. Można powiedzieć, że postępują tak, jakby cały świat miał dla nich znaczenie seksualne. Wchodząc w relacje z dziewczętami najczęściej poszukują takich partnerek, które również pragną kontaktów seksualnych lub godzą się na nie i jedynie to kryterium decyduje o stworzeniu związku w tym okresie. Jednocześnie rodzące się pragnienie czułości i miłości powoduje poszukiwanie obiektów, które na te uczucia zasługują. Dla niektórych chłopców objawia się to funkcjonowaniem w dwóch związkach jednocześnie: w związku, w którym dochodzi do kontaktu seksualnego i który z tego powodu jest przez niego dewaluowany, i w związku, w którym o takich kontaktach nie ma mowy, a aseksualna partnerka ulega idealizacji.

Integracja tych dwóch aspektów seksualności, czyli kontaktów fizycznych i uczuciowości, w miarę rozwoju i zdobywania doświadczeń będzie przejawiać się jako zwiększająca się świadomość własnych pragnień seksualnych, jako ich akceptacja oraz jako zdolność do podejmowania dojrzałej decyzji, z kim i kiedy nastąpi ich realizacja. Integracja dokonująca się u progu dorosłości polega na traktowaniu bliskości fizycznej i emocjonalnej jako całości zbudowanej z różnych jakościowo i równoważnych elementów.

I tak chłopcy, a potem mężczyźni, próbują wydobyć od dziewcząt i kobiet wszystko, co wtłoczyli w ramy seksu, podczas gdy większość kobiet zredukowała seksualne pożądania do romantycznych pieszczot. Konsekwencją tego jest odczuwane przez mężczyzn wrażenie odtrącenia, co wywołuje u nich wściekłość, u kobiet natomiast charakterystyczne jest poczucie bycia ofiarą, co wyrażają w złości. Wtedy wszyscy czują się pokrzywdzeni, bo  gdzieś po drodze gubimy to, co najprzyjemniejsze w zbliżeniu fizycznym, czyli rozkosz, relaks, poczucie intymności i spełnienie.

  1. Psychologia

Odpowiedź przychodzi w ciszy

Każdy, kto potrafi się zatrzymać, ma z tego pożytek. Jedni będą się cieszyć z samego faktu zatrzymania, inni dostaną okazję do zobaczenia tego, czego dotąd nie widzieli, dla innych będzie to luksus, snobizm nawet, że proszę, wszyscy się śpieszą, a ja nie muszę. (Fot. iStock)
Każdy, kto potrafi się zatrzymać, ma z tego pożytek. Jedni będą się cieszyć z samego faktu zatrzymania, inni dostaną okazję do zobaczenia tego, czego dotąd nie widzieli, dla innych będzie to luksus, snobizm nawet, że proszę, wszyscy się śpieszą, a ja nie muszę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Zatrzymują nas choroby, wypadki, utrata pracy, ale to niebezpieczne przystanki. Więc sama się zatrzymaj, zanim życie cię zatrzyma – mówi Małgorzata Jakubczak, nauczycielka uważności i empatycznej komunikacji. 

Wszyscy dzisiaj nie mamy czasu, przynajmniej tak mówimy. No właśnie – tak mówimy, bo tak myślimy. Ale też odwrotnie – tak myślimy, bo tak mówimy. Powtarzając jak mantrę: „nie mam czasu”, a tym samym wdrukowując w swój umysł takie przekonanie, z czasem zaczynamy wierzyć, że tak jest.

Lepiej nazywać konkretne czynności, jakie mamy do wykonania? Zdecydowanie tak. Bo jeżeli określenie „nie mam czasu” zastąpimy innym, konstruktywnym własnego autorstwa, to zobaczymy, że tak naprawdę sami wybieramy sposób, w jaki swój czas wykorzystujemy. Dostrzegamy też, że powodem braku czasu jest pośpiech, przymus. To właśnie przymus czyni nas niewolnikami nie tylko swoich obowiązków, ale także tego, co lubimy. Raptem okazuje się, że wszystko jest przymusem. Alternatywą dla „nie mam czasu” może być powiedzenie „zajmuję się tym i tym, jestem zaangażowana w to i to”. Im bardziej precyzyjne określenie, tym większa jasność, co mamy zrobić i dlaczego.

Robimy jednak sto rzeczy naraz. Taka strategia jest stresująca i nieproduktywna. Lepiej ustalić plan zajęć. Na przykład: przez godzinę bawię się z dzieckiem, przez kolejną sprzątam, a na koniec gotuję.

Dlaczego takie podejście bardziej się sprawdza? Ponieważ poszczególne czynności wymagają innego rodzaju skupienia – jedne twórczego myślenia, inne mechanicznego powtarzania. Gdy robimy jednocześnie kilka rzeczy, nasz biedny mózg przeskakuje z aktywności na aktywność i nie nadąża. Bardzo trudno wtedy tak naprawdę na czymś się skupić.

Nawyki jednak trudno zmienić. Jestem fanką „efektu aha”. Czyli doświadczenia, które weryfikuje myślenie. Aha! Jednak dzień, w którym do tego wszystkiego, co robię, dorzucam półgodzinny spacer, o paradoksie, okazuje się spokojniejszy, choć przybyło mi zajęć! Co tu zadziałało? To, że zrobiłam coś dla siebie. Każdy rodzaj aktywności nastawionej na siebie ma magiczną właściwość mnożenia czasu.

Pośpiech wynika z nadmiaru zajęć? W ogóle nie. W jakimś sensie każdy z nas ma tyle obowiązków, ile lepiej lub gorzej jest w stanie wypełnić. Nawet ci, którzy biorą udział w wyścigu szczurów, są w stanie podołać swoim zadaniom, przynajmniej przez jakiś czas. Śpieszymy się, bo mamy wdrukowany od dziecka taki oto przekaz: człowiek, który nic nie robi, marnuje czas. Słyszymy: nie siedź tak, rusz się, weź się do czegoś. Czas jawi się w tych naukach jako wartość, którą trzeba w dwójnasób wykorzystać. To bardzo mocno uwewnętrznione przekonanie.

Co zrobić, żeby zwolnić? Zwalniają ci, których zatrzymało życie: choroba, wypadek, utrata pracy, emerytura. To są jednocześnie bardzo niebezpieczne momenty, bo mogą nas załamać. Więc sama się zatrzymaj, zanim życie cię zatrzyma.

Tak po prostu? Niewykonalne. Dla człowieka smakującego życie jak najbardziej! Smakosz delektuje się tym, co robi, nie żałuje na to czasu, pieniędzy, pozwala sobie na zagłębienie się w coś, co go ciekawi, co sprawia mu radość. Każdy, kto potrafi się zatrzymać, ma z tego pożytek. Jedni będą się cieszyć z samego faktu zatrzymania, inni dostaną okazję do zobaczenia tego, czego dotąd nie widzieli, dla innych będzie to luksus, snobizm nawet, że proszę, wszyscy się śpieszą, a ja nie muszę.

Trzeba jeszcze wiedzieć, co z tym odzyskanym czasem zrobić? Założyć nogę na nogę i patrzeć w sufit? Jeżeli to sprawia komuś frajdę, czemu nie? Ważne, żeby wiedzieć, co lubimy, co jest dla nas ważne. Żeby jednak to wiedzieć, trzeba siebie poznać. Z założenia wiele czasu poświęcamy innym, natomiast sobie – mało. Nie mamy takiego nawyku. Minęły czasy robienia rachunku sumienia, który był rodzajem dialogu ze sobą. Kiedyś ludzie pisali dzienniki, teraz piszą blogi, ale bardziej dla innych, świata.

Dlaczego nie lubimy posiedzieć sam na sam ze sobą? Bo to tak, jakbyśmy siedzieli z nieznajomym. Ktoś, kto siebie zna, z przyjemnością pobędzie ze sobą, nie szuka wtedy panicznie zajęcia ani towarzystwa. W takich chwilach przychodzi refleksja, co mam dziś naprawdę do zrobienia. Wystarczy, że ze sobą pogadam, i już mam świadomość wyboru – czy zrobię coś powoli, czy będę pędzić bez trzymanki, na oślep. Nie chodzi jednak o to, żebyśmy zamieniali się w mędrców, zagłębiali w zakamarki duszy, tylko żebyśmy mieli nawyk kontaktowania się ze sobą.

Masz na to jakiś sposób? Tak, zadawanie sobie prostego pytania: jak się mam? Jeżeli odpowiedź będzie brzmiała: mam się niefajnie, to spróbuję ten stan zmienić, bo pierwszym powodem do zmiany jest niewygoda. Ale to nie musi być rewolucyjna zmiana. Zacząć jednak trzeba od dialogu ze sobą: dlaczego jestem zdenerwowana? Nikt mi tego nie powie. Odpowiedzi są w nas, musimy tylko skontaktować się ze sobą. Namawiam ludzi na codzienny rytuał, wystarczy zatrzymać się na cztery minuty. Jak się mam? Odpowiedź przychodzi w ciszy, kiedy umysł i ciało są zintegrowane.

Dzisiaj nie wypada się nie śpieszyć… To prawda. Śpieszymy się, bo wszyscy się śpieszą. Panuje moda na życie w pędzie, na próbowanie wszystkiego, co życie zsyła. Jeżeli mamy trzy propozycje na wieczór, to wydaje nam się, że jak z którejś zrezygnujemy, to dużo stracimy. Już samo słowo „rezygnacja” rodzi żal. Świat ma nam dużo do zaproponowania, a my musimy wybierać to, co dla nas najlepsze.

Pomocne lektury: Małgorzata Jakubczak „Rozwijanie uważności na co dzień”, Difin, Warszawa 2011, Dominique Loreau „Sztuka umiaru”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011, i „Sztuka prostoty”,  Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2008, Jon Kabat-Zinn „Gdziekolwiek jesteś, bądź”, IPSI Press, Warszawa 2007.

Małgorzata Jakubczak pedagożka, nauczycielka uważności i empatycznej komunikacji. 

  1. Psychologia

Słuchanie jest aktem miłości

Umiejętność słuchania wiąże się z otwartością na autentyczne zaangażowanie się w relację. (Fot. iStock)
Umiejętność słuchania wiąże się z otwartością na autentyczne zaangażowanie się w relację. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Kiedy naprawdę kogoś słuchamy, to ta osoba jest w centrum naszej uwagi, staje się  ważniejsza niż jakiekolwiek inne nasze potrzeby.

Kiedy naprawdę kogoś słuchamy, to ta osoba trafia do centrum naszej uwagi, staje się  ważniejsza niż jakiekolwiek inne nasze potrzeby.

Gdy całkowicie się na kimś koncentrujemy i poświęcamy mu całą swoją uwagę, rozmówca czuje, że dajemy siebie całkowicie. Wtedy w pewnym sensie traci poczucie własnej odrębności i energetycznie zespala się z nami.

Sztuka słuchania w 6 krokach

1. Prawdziwe słuchanie polega na tym, że przestajemy oceniać. Nasz rozmówca staje się dla nas jak czysta biała kartka. Przyjmujemy tę osobę w danym momencie taką, jaka ona jest.

2. Prawdziwe słuchanie polega na tym, że kiedy druga osoba mówi, nie planujemy tego, co mamy zamiar powiedzieć. Nie zajmujemy się sobą, swoim punktem widzenia i swoimi emocjami, tylko próbujemy wczuć się w położenie rozmówcy.

3. Prawdziwe słuchanie jest celem samym w sobie.

4. Prawdziwe słuchanie wymaga uważnej obecności. To stan bycia, którego doświadczasz, dając całą uwagę temu, co robisz. W takim słuchaniu nie jest nawet konieczna bliska fizyczna obecność, w ten sposób można też rozmawiać przez telefon. Chodzi po prostu o pełną świadomość tego, co się wydarza podczas rozmowy.

5. Prawdziwe słuchanie polega nie tylko na uważności na słowa, ale także na sygnały pozawerbalne, na przykład ton głosu czy mowę ciała.

6. Po prawdziwym wysłuchaniu, kiedy odpowiadamy tej drugiej osobie, więcej jest w nas empatii i autentyczności. Jesteśmy bardziej w tu i teraz, a więc także bliżej siebie.

  1. Zdrowie

Naturalne sposoby na podwyższenie sprawności seksualnej

Dawanie siebie i przyjmowanie drugiej osoby w akcie miłosnym ma wymiar duchowy i energetyczny. Aby się do niego przygotować, a potem nie roztrwonić pozytywnej energii, potrzebujemy równowagi. (Fot. iStock)
Dawanie siebie i przyjmowanie drugiej osoby w akcie miłosnym ma wymiar duchowy i energetyczny. Aby się do niego przygotować, a potem nie roztrwonić pozytywnej energii, potrzebujemy równowagi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Obniżenie sprawności seksualnej i libido bardzo często jest skutkiem nie problemów zdrowotnych, lecz stresu i braku wypoczynku. Jak wrócić do formy i mile zaskoczyć ukochaną osobę – radzą eksperci medycyny naturalnej. 

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Człowiek, który kocha i jest kochany, a jego życie intymne należy do udanych, ma na ogół lepsze samopoczucie, rzadziej choruje i dożywa późnej starości. Dawanie siebie i przyjmowanie drugiej osoby w akcie miłosnym ma wymiar duchowy i energetyczny. Aby się do niego przygotować, a potem nie roztrwonić pozytywnej energii, potrzebujemy równowagi.

W osiągnięciu jej pomoże nam codzienna chwila medytacji. Zastanówmy się nad tym, kim jesteśmy, czego oczekujemy, co robimy, by zrealizować swoje cele. Pomyślmy, czy postępujemy godnie i nie ranimy innych. Jeśli tak – czas to zmienić. Pracujmy nad sobą i relacjami z partnerem, by miał poczucie, że jest kochany i rozumiany. W ten sposób będziemy wzmagać Wiatr (jeden z trzech elementów chi-shara-bagdana), który jest bardzo ważny w sferze intymnej, m.in. odpowiada za ruch substancji ingerujących (spermy, wydzielin) w organizmie oraz za orgazm.

Warto wiedzieć, że im mniej będziemy mówić o seksie, oglądać go (np. na filmach) i prowokować poprzez odkrywanie ciała, tym więcej będziemy o nim myśleć i zauważymy wzrost libido. Podobnie zadziała regularne jadanie produktów zawierających mangan, jod, magnez, żelazo, wapń i cynk. Swoim pacjentom  zalecam zabiegi akupunktury i moksoterapię, bo wzmacniają cały organizm i odblokowują meridiany. Polecam również stosowanie aromaterapii. Zapachy lawendy, róży, piżma rozpylone w powietrzu mają działanie stymulujące.

Masaż dla kobiet

Codziennie wieczorem przez siedem dni delikatnie wcieraj ciepły olej sezamowy w podbrzusze, krocze i pachwiny. Zabieg wykonuj po dziesięciominutowej ciepłej kąpieli z dodatkiem olejków zapachowych lawendy, róży i piżma. Masaż poprawi krążenie krwi w tych partiach ciała, doda energii i zrelaksuje.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Za pomocą leków homeopatycznych można odmłodzić układ hormonalny, co przełoży się na większe zainteresowanie seksem, a także powstrzyma przedwczesne starzenie się całego organizmu. Ważne są także działania profilaktyczne zmniejszające ryzyko rozwoju schorzeń narządów rodnych, m.in. torbieli jajników i przerostu prostaty.

Afrodyzjak w koktajlu

Zwiększą ochotę na seks i poprawią funkcjonowanie narządów rozrodczych. Pijemy je regularnie. Eliksir dla pań: 200 ml mleka sojowego, 100 g malin, figi, po łyżeczce siemienia lnianego, zarodków pszennych, po pół łyżeczki syropu z lukrecji, melasy trzcinowej lub miodu. Eliksir dla panów: 20 ml mleka ryżowego lub owsianego, 100 g czarnych jagód lub borówek, łyżeczka melasy trzcinowej, po pół łyżeczki sproszkowanego skrzypu i toniku z żeń-szenia, pół łyżki pestek dyni.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Ajurweda wiąże sprawność seksualną i poziom libido z tkankami reprodukcyjnymi, które nazywa shukra dhatu u mężczyzn i artava dhatu u kobiet. Jeśli niedomagają, tracimy zainteresowanie seksem. Najczęstszą tego przyczyną jest wysoki poziom stresu i niehigieniczny tryb życia. Terapię należy więc zacząć od nauki relaksu i zmiany codziennych nawyków.

Ajurweda zaleca ponadto ziołowe medykamenty i programy wzmacniające układ rozrodczy. Na przykład kurację migdałową: codziennie rano zjada się dziesięć migdałów bez skórki (trzeba je na noc namoczyć) lub wypija napój ze zmiksowanych dziesięciu migdałów bez skórki, filiżanki ciepłego mleka, łyżeczki ghee, łyżeczki naturalnego cukru i szczypty szafranu. Tym, którzy od migdałów wolą daktyle, proponujemy dziesięciodniową kurację daktylową: 10 daktyli zanurzyć w ghee, dodać łyżeczkę mielonego imbiru, 1/8 łyżeczki kardamonu, szczyptę szafranu. Składniki nakryć i trzymać w cieple dwa tygodnie. Zjadamy jednego daktyla zaraz po przebudzeniu.

Na deser przygotowujmy mus z pięciu startych jabłek doprawionych miodem, 1/8 łyżeczki kardamonu, szczyptą szafranu i kroplą wody różanej. (Uwaga! Sięgajmy po niego pół godziny po posiłku).

Dwa razy dziennie zażywajmy łyżeczkę mikstury ze startego świeżego imbiru i soku z cebuli (proporcje 1:1), a do potraw dodawajmy cebulę i czosnek. Warto także od czasu do czasu wypijać przed snem mleko czosnkowe (zmiksować filiżankę mleka, 1/4 filiżanki wody i ząbek czosnku, gotować na małym ogniu, aż zostanie filiżanka napoju).

Zalecam także regularne ćwiczenie jogi, która pomoże rozładować stres i pobudzić krążenie w narządach rozrodczych.

Naoliwione libido

Porady dla panów - przynajmniej raz dziennie masuj główkę penisa odrobiną oleju rycynowego i naciskaj przez 1–2 minuty punkt marma, który znajduje się w połowie żołędzi. Zażywaj trzy razy dziennie tabletkę Ashwagandhy, popijając dużą ilością wody. Kuracja powinna trwać 3–6 miesięcy.

Porady dla pań - raz dziennie masuj kość łonową olejem rycynowym i zażywaj ajurwedyjski suplement Elevation. 

  1. Psychologia

Opanuj stres - proste ćwiczenie na natłok myśli

Im częściej będziesz wykonywać ćwiczenie
Im częściej będziesz wykonywać ćwiczenie "Zatrzymaj się, poczuj", tym szybciej przyniesie ono ulgę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Stres, natłok myśli, podenerwowanie – powodują, że nie funkcjonujemy w harmonii, jesteśmy spięci i roztargnieni. Wtedy właśnie przyda się to proste ćwiczenie, polecane przez nauczycielkę medytacji Nityę Patrycję Pruchnik. Im częściej będziesz je wykonywać, tym szybciej przyniesie ulgę. Spróbuj!

Stres, natłok myśli, podenerwowanie – powodują, że nie funkcjonujemy w harmonii, jesteśmy spięci i roztargnieni. Wtedy właśnie przyda się to proste ćwiczenie, polecane przez nauczycielkę medytacji Nityę Patrycję Pruchnik. Im częściej będziesz je wykonywać, tym szybciej przyniesie ulgę. Spróbuj!

Ilekroć poczujesz, że nachodzą cię uporczywe myśli lub robi się w głowie gęsto, zatrzymaj się. Nic nie rób, po prostu zatrzymaj umysłowy ciąg. Nie ulegaj mu. Powiedz mu: „dość”. Nic więcej. Całkowite zaprzestanie jakiegokolwiek działania, ruchu (w głowie) może natychmiast przenieść cię w przestrzeń świadka. Stamtąd rozciąga się widok na płynące przez niebo w bezruchu myśli. Bądź z nimi z perspektywy świadomości. Nie oceniaj ich dodatkowo, nie pomijaj i nie staraj się ich pozbyć. Patrz, jak przychodzą i odchodzą jedna po drugiej.

A teraz poczuj

Po wybudzeniu z myślowego natłoku przenieś uwagę na odczucia płynące z ciała, poczuj je. Przestań śledzić myśli, tylko odczuwaj – bez myślowego wsparcia. Pozwól sobie przepuszczać wszystko przez siebie – bez stawiania jakiegokolwiek oporu. Obserwuj, jak konkretne emocje odchodzą, jak się rozpływają. Zazwyczaj odczucia cielesne i emocje mijają trochę wolniej niż myśli. Nie popędzaj ich. Nie spiesz się. W tym czystym nieporuszonym byciu dostrzeż nieoddzieloną od siebie energię. Odpocznij w niej. Najpewniej myśli będą nawracać, w dalszym ciągu przenoś uwagę na odczuwanie ciała i odprężaj się w nim. Nawet wówczas, gdy pojawią się dotkliwe emocje. Po jakimś czasie będą się one przeobrażać i rozpływać. Pamiętaj, że walka z emocjami tylko je przedłuża. Przyjmij je, pozwól im wzbierać i zanikać. Jeśli uporczywe myśli nadal będą powracać, ponownie zatrzymaj się. Nie folguj myślom. Znajdź pozycję świadka, a następnie przenieś uwagę na czucie.

Czuj. Praktykuj w ten sposób dopóty, dopóki zarówno myśli, jak i emocje zaczną się rozpływać, pozostawiając po sobie spokój. Spróbuj popraktykować opisany cykl ćwiczeń dwa, trzy razy w ciągu dnia. Niewykluczone, że przy pierwszych próbach ta praktyka przyniesie ci więcej frustracji niż pożytku.

Może pod wpływem początkowego rozczarowania zechcesz ją sobie odpuścić. Tym  bardziej zachęcam cię do wytrwania. W takim wypadku uważnie przeczytaj raz jeszcze opis praktyki. Pamiętaj, że nie chodzi tu o zmianę stanu, który ci aktualnie towarzyszy, lecz o spojrzenie na to, co się wydarza, z szerszej perspektywy. Przyjęcie i rozpuszczenie się w tym, co jest. Nie znaczy to bynajmniej, że doświadczeń w niej nie będzie. Wprost przeciwnie, wszystkie stany i doświadczenia są z takiej perspektywy w pełni przyjmowane. Nawet jeśli wykonywanie tej praktyki nie przyniesie od razu oczekiwanych przez ciebie rezultatów, pamiętaj o niej i próbuj co jakiś czas do takiego spojrzenia powrócić. Pobaw się w zatrzymywanie i czucie. Nie rób tego po to, by coś zmienić, coś z siebie wymazać, lecz po to, by się odprężyć i budzić.

Praktyka pochodzi z książki „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020. Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.