1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks

Gdy gaśnie żar – o związkach bez seksu rozmawiamy z dr Alicją Długołęcką, seksuolożką

Dr Alicja Długołęcka: "Do seksu nie można partnera zmusić. Można zgłosić problem, powiedzieć o swoich niezaspokojonych potrzebach, zapytać, co się dzieje z jego seksualnością.(Fot. iStock)
Kochają się, lubią, szanują, nie zdradzają – to dlaczego nie ma seksu? I co z tym zrobić? Pogodzić się? – Libido to jeden z przejawów życiowej mocy. Nie ma więc sensu rezygnować z fizycznej bliskości z drugim człowiekiem – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.

Mało seksu, a potem wcale. O takich związkach mówi się „białe”.
Zaczęłabym od wyjaśnienia, czym jest biały związek. Załóżmy, że to taki, w którym ludzie umówili się, że są razem, tworzą więź, ale z jakichś powodów seks jest niemożliwy. Ani między nimi, ani poza związkiem. Możemy też założyć, że mówimy o parach, które żyją bez takiej umowy, bez seksu, bez zdrad, ponieważ jedna ze stron zamknęła się na fizyczną miłość, a druga cierpi z tego powodu. Można jeszcze dodać do tej kategorii pary, które nie mają pojęcia, dlaczego nie kochają się fizycznie, choć to trwa już pięć, dziesięć, a czasem i więcej lat. Zazwyczaj przez te lata nie mieli odwagi i motywacji, żeby się tym problemem zająć. Stopniowo seks spadał coraz niżej na skali ich wartości. Nie analizowali dlaczego, bo obawiali się otworzyć, inne sprawy odczuwali jako ważniejsze. No i jeszcze są ci, którzy się nie lubią, nie chcą dotykać, a co dopiero współżyć. Z jakichś innych powodów są jednak razem i się nie zdradzają.

Skupmy się na tych parach, które zaprzestały seksu, choć nie są w stanie zimnej wojny.
Zanik libido kojarzy się z kobietami, i to tylko wtedy, gdy urodzą dziecko lub wchodzą w menopauzę. Mówi się, że kobiety mogą wtedy nie mieć ochoty. Ale ten brak ochoty może się zdarzyć także w innym czasie i z innych powodów. Co więcej, okresowy zanik pożądania może także dotknąć mężczyzn, i to w różnym wieku. Młodych także. Nie zakładajmy więc, że człowiek musi od dojrzałości do śmierci cały czas odczuwać pożądanie. Pamiętam, jak spotkałam się z falą krytyki, kiedy pisałam o płynności pożądania. O tym, że przychodzi i odchodzi falami. Jeśli więc kobieta czy mężczyzna są na przykład w fazie robienia kariery i totalnego przemęczenia pracą, to mogą „zapomnieć” o seksie, i to na długo. Bywa i tak, że dopiero na emeryturze, kiedy ktoś taki zacznie prowadzić zdrowy tryb życia i mieć czas na relaks, pożądanie wróci, również wobec stałej partnerki czy partnera. I nie ma w tym nic dziwnego, bo nie da się otworzyć wybiórczo tylko na seks. To otwarcie jest wynikiem dopuszczenia do siebie pełnego przeżywania życia w ogóle.

Pierwsza dobra wiadomość: nie traćmy nadziei, nawet jeśli czas płynie, a w naszym związku nadal biało?
Libido często wiąże się z postrzeganiem siebie. Dzisiaj miałam pacjentkę, która dopiero po czterdziestce odkryła swoją atrakcyjność seksualną. A takich kobiet jest wiele, bo Polki mają naprawdę niską samoocenę. Ale ta może się poprawić na przykład dzięki sukcesowi zawodowemu, macierzyństwu albo samorozwojowi. Kobieta może wtedy poczuć się atrakcyjnym człowiekiem, kimś, kto ma coś do zaoferowania, także w seksie. Libido zależy więc w znacznym stopniu od miłości do siebie, a w różnych fazach życia możemy mieć różny jej poziom. Zwłaszcza gdy podkopują ją bieżące sprawy, jak: utrata pracy, konfrontacja z własnymi iluzjami, stagnacja życiowa, choroba. Dramatyczne wydarzenia losowe też sprawiają, że libido zamilknie, i to nie na miesiąc czy dwa, ale na lata. Jeśli więc ludzie żyją ze sobą kilkadziesiąt lat, to któreś z nich może zgasnąć seksualnie, i to na dłuższy czas. Nie będzie to związane z ich relacją, ale z krajobrazem wewnętrznym tej osoby.

Czy powodem braku seksu może być to, że partnerka albo partner odkryją w sobie aseksualność?
Ludzie wchodzący w związki małżeńskie nie zawsze są świadomi swojej seksualności. I może się zdarzyć, zwłaszcza kiedy decyzja o małżeństwie jest szybka, że po pewnym czasie jedno z nich odkryje, iż seks nie ma dla niej czy dla niego sensu, że aspekt romantyczny jest tym dominującym w miłości. Jednak dla czułości czy bliskości przez pewien czas ta osoba zgadzała się na seks.
W przypadku mężczyzn to jednak prawie niemożliwe. Widoczne jest przecież to, czy ciało mężczyzny reaguje, czy nie reaguje seksualnie. Jeśli więc para jest razem, mają dziecko i nagle któreś z nich mówi: „Jestem asem” [czyli osobą aseksualną – przyp. red.], to raczej będzie to kobieta. Bo jeśli przed ślubem nie miała relacji seksualnych, nie masturbowała się, to mogła po prostu uznać siebie za nierozbudzoną i liczyć na to, że po ślubie obudzi się w niej pożądanie, zacznie doświadczać przyjemności i orgazmu. Wyszła więc za mąż, współżyła z partnerem, nawet urodziła dziecko i czekała, aż coś w niej ożyje. Ale nie ożyło. Potrzebowała więcej czasu, aby dotrzeć do swojej tożsamości osoby aseksualnej.

Świetnie, że już wie, kim jest, ale co z jej partnerem? On pragnie seksu.
Wersja „szczęśliwa” to ta, kiedy dwoje ludzi świadomych siebie dobiera się tak, aby razem stworzyć związek aseksualny. To model, jakiego nie spotkałam, ale pewnie dlatego, że takie osoby nie potrzebują seksuologicznego wsparcia. Są szczęśliwe bez seksu. Przyznam się jednak, że w swojej praktyce niezwykle rzadko spotykam osoby aseksualne. Większość kobiet, które zgłaszają brak ochoty na seks lub słabe libido, wyniosła ze swojego życia bagaż, który uniemożliwia odczuwanie przyjemności zmysłowej. Ten bagaż to negatywne przekonania na temat ciała i seksualności, którymi karmi nas nasza kultura. To uwarunkowania rodzinne, doświadczenia osobiste, które zaniżyły ich samoocenę i spowodowały negatywny stosunek do fizjologii narządów płciowych. Jak się uważniej przyjrzeć, to można odkryć, że kobiety często mają anorgazmię właśnie z powodu negatywnych przekonań o swojej kobiecości i seksualności, braku kontaktu z własnym ciałem. No bo jak przeżyć orgazm, kiedy myśląc o ciele i seksie, czuje się lęk i wstyd, a nie podniecenie?

No właśnie, jak?
Rozwiązaniem jest terapia indywidualna: praca nad przekonaniami, nad zbudowaniem kontaktu z ciałem. Nad tym, aby odblokować zdolność kobiety do przeżywania satysfakcji seksualnej. Potrzebna bywa też terapia pary, bo w takiej sytuacji narasta w relacji wiele problemów, choćby z tego powodu, że nie chcąc seksu, kobieta odmawia także innych form bliskości. Każdy dotyk czy czułość partnera traktuje jako wywieranie presji, wstęp do stosunku. To zamyka ją całkowicie na bliskość.

Czy poza samooceną i nieznajomością siebie jest jeszcze jakiś inny powód braku seksu w dobrym związku?
Trzeba wspomnieć o parach, które są ze sobą od czasów liceum, a więc łączy ich pierwsza miłość, taka, w której otwieramy się na drugiego człowieka w stu procentach. Łatwo wtedy o fuzję, czyli zlanie się dwojga w jedno. Taki związek może przez wiele lat funkcjonować bez seksu, ale ogromnym kosztem rozwoju wewnętrznego. Często obserwuję, jak jedna z osób zaczyna się w takiej relacji dusić i wtedy budzi się w niej – powiem metaforycznie – pożądanie do autonomii, do własnego życia, do seksu także.

Jakie są jeszcze powody zaniku seksu?
Przyczyną długich przerw w seksie jest po prostu brak komunikacji. Rozmowa jest konieczna, jeśli mamy przeżywać to, czego potrzebujemy i pragniemy. Podstawowym błędem komunikacyjnym, jaki popełniamy, my, kobiety, jest niestawianie granic, bo nie jesteśmy tego uczone. Decydujemy się więc na jakieś seksualne zachowania, których nie chcemy, albo w ogóle na seks, choć nie mamy ochoty. To powoduje, że coraz bardziej oddalamy się od samych siebie, od swoich potrzeb. Jednocześnie nieintencjonalnie wprowadzamy partnera czy partnerkę w błąd, bo nie wysyłamy prawdziwych informacji o tym, jak chcemy się kochać. Koronnym przykładem jest udawanie orgazmu. Udając, uczymy partnera robić to, czego nie powinien, jeśli chcemy doświadczyć orgazmu.

I orgazmu nie doświadczamy.
A to nas frustruje. Co więcej, jeśli przez dłuższy czas zmuszamy siebie do jakichś zachowań i nie wiemy, jak się z nich wycofać, to budzi się w nas niechęć, a nawet coś w rodzaju obrzydzenia do tego drugiego człowieka. Nawet gdy tę osobę kochamy. Przestrzegam pary, żeby nie kłamały na temat seksu. Związek oparty na udawaniu i omijaniu tego, co niewygodne lub bolesne, oddala i może się przerodzić w biały związek. Partner czy partnerka czują przecież „przez skórę” brak autentycznego zaangażowania ze strony tego drugiego. Kiedy po latach kobieta przyznaje, że nie miała orgazmów, mężczyznę to może bardzo zaboleć. Przecież on myślał, że jest z nim szczęśliwa w łóżku, i dlatego czuł się spełniony jako kochanek. Czasami, kiedy ludzie tak się zaplączą w udawaniach i kłamstwach, że rozplątanie byłoby zbyt raniące, można spróbować zakończyć to, co było, bez dramatu ujawniania przeszłości – świadomie zaczynając nowy etap. Pretekstem jest choćby wejście w wiek średni. Zmieniamy wtedy schematy działania, kochania się, wietrzymy erotyczną szafę. Naszym zadaniem jest od tego momentu życie w seksualnej prawdzie i próba otwarcia się na partnera czy partnerkę.

Kobiety mogą więc zamrozić libido. A mężczyźni?
Patriarchalna kultura jest bardzo nieprzychylna dla seksualności kobiecej. Ale też dla seksualności mężczyzn. Kastruje ich z duchowości, ucząc oddzielać seks od bliskości, od serca, od tego, co miękkie, czułe i uważne. Mężczyźni dojrzali ze zdziwieniem odkrywają tę część w sobie. Pracuję z kilkoma, którzy pojawili się w moim gabinecie sami, choć powodem był problem niskiego libido w relacji z partnerkami, które kochali. Wymagało czasu, aby zobaczyli w sobie klasyczne dla naszej kultury rozszczepienie w postaci syndromu Madonny i ladacznicy. A więc to, że są nauczeni, że im bardziej jest im z kobietą harmonijnie, im bardziej są przyjęci jako osoby, tym mniej czują się w tej relacji seksualni. A więc im więcej bliskości, tym słabiej z libido.

To nie „natura myśliwego”, tylko syndrom Madonny i ladacznicy odpowiada za brak seksu w wielu związkach?
Równie dobrze jak do teorii ewolucyjnej możemy się odwoływać do tantrycznych traktatów: mężczyzna dojrzały seksualnie spotyka kobietę po to, żeby dojrzeć emocjonalnie, otworzyć swoje serce. Jeśli serca nie otworzy, nie zintegruje seksualności z uczuciowością, to będzie mu tym dalej do seksu, im bliżej emocjonalnie do partnerki. Nie rozwinie się seksualnie, swoją seksualność będzie realizował poza związkiem, w romansach lub w pornografii, żeby tylko rozładować napięcie. A kiedy podniecenie rodzi się z napięcia, to w dobrej i czułej relacji go nie będzie. Zmiana takiego stosunku do seksu wymaga od mężczyzny głębokiej transformacji.

Co może zrobić kobieta, kiedy mąż poza przytulaniem niczego więcej nie chce?
Nie można zmusić partnera. Można zgłosić problem, powiedzieć o swoich niezaspokojonych potrzebach, zapytać, co się dzieje z jego seksualnością. A potem podjąć decyzję, co dalej z nami będzie. Kobieta może dać mężczyźnie czas, empatię, zrozumienie. Ale to tyle. Nie powinna zapisywać go do seksuologa ani czytać za niego książek.

To bywa trudne: zapytać i zaakceptować odpowiedź partnera.
Kiedy mówię o integrowaniu seksualności z psychiką, mówię o decyzji człowieka. Może taka rozmowa o potrzebach kobiety wystarczy, jeśli na przykład powodem braku seksu jest to, że mężczyzna całą energię kieruje ku pracy i karierze. Ale i wtedy potrzebna będzie rewizja jego systemu wartości.

Jeśli zgodzimy się na brak seksu, mamy szansę na szczęście?
Chciałabym wspomnieć o tych długich fazach, kiedy nie mamy nawet pomysłu, by uprawiać seks. Ten, kogo kochamy, może na przykład być chory na depresję. Wtedy decydujemy, czy go porzucamy, czy nie, choć na spontaniczny, żywiołowy seks nie mamy co liczyć. Decyzję o rozstaniu podejmujemy, gdy nasza więź nie jest tą „na dobre i na złe”. Bywa, że potrzebujemy wsparcia specjalistów, by pozostać razem. Ale są też tacy, którzy decydują się na otwarcie związku. Aseksualny partner wyraża na to zgodę. Otwarcie związku niesie ryzyko zaburzenia poczucia bezpieczeństwa i więzi. Częściej to sprawdza się u młodych ludzi, którzy są jeszcze w fazie eksperymentowania, u dojrzałych jest trudniej.

Może po sześćdziesiątce lepiej stwierdzić: „Już sobie odpuśćmy ten seks, skoro ty go tak nie chcesz”?
Można, ale po co? Mówię to z całą świadomością, bo piszę właśnie książkę poświęconą edukacji seksualnej dojrzałych kobiet, w marcu będzie premiera. Nie ma powodu, żeby z seksu rezygnować, nawet gdy dawno już jesteśmy po menopauzie. Libido to jeden z przejawów życiowej mocy. Nie ma też sensu, żeby pozostawać ze swoim bagażem do końca życia, rezygnując z fizycznej bliskości z drugim człowiekiem. Oczywiście bywa i tak, że czerpiemy moc z innych źródeł, ale i wtedy można poszukać kogoś, kto także pragnie seksu, a nie tylko czułości. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze