1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jakim zmysłem odbierasz seks?

Jakim zmysłem odbierasz seks?

Seks jako doświadczenie zmysłowe jest totalny - możemy dostarczyć sobie bodźców każdego rodzaju. (Fot. Getty Images)
Seks jako doświadczenie zmysłowe jest totalny - możemy dostarczyć sobie bodźców każdego rodzaju. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jedni bardziej widzą, inni bardziej słyszą lub czują. Wiedza o tym, jak sami odbieramy rzeczywistość oraz jak robi to nasze otoczenie, jest ciekawą wskazówką, ułatwiającą życie. Co to ma wspólnego z seksem? Całkiem sporo.

Moje dziecko nie lubiło się kąpać w łazience. Kilka lat namawiania, a często złości na brak współpracy, nie przyniosło żadnej zmiany. Niedawno zostawiłam na pralce otwarty laptop. Dziecko puściło sobie muzykę i od tego czasu siedzi w wannie, podśpiewując, i nie ma mowy o oporze. Okazało się, że przeszkadzała mu łazienkowa cisza. Gdzie tkwi sekret? W odnalezieniu systemu reprezentacji.

Systemy reprezentacji opisują to, jakimi zmysłami odbieramy świat. Na co dzień jesteśmy bombardowani taką ilością bodźców, że zajmujemy się głównie ich odsiewaniem. Nasze zmysły, mocno związane z ciałem, nastrojem, także nasz mózg, wyćwiczyły  się w przyjmowaniu tylko tego, co pasuje do naszego systemu. Jeśli bardziej odbierasz kinestetycznie* niż słyszysz, to wspomnienia z minionego dnia będą zawierały wrażenia sensoryczne, których doznałaś/doznałeś, ale raczej nie przypomnisz sobie żadnych konkretnych dźwięków. No chyba, że usłyszysz młoty pneumatyczne.

To normalne przystosowanie z jednej strony pozwala nam wypracować strategie radzenia sobie ze światem - komunikacji, nauki, poszukiwania informacji etc. Z drugiej zaś redukuje nasze doświadczenie o całe mnóstwo ważnych informacji.  I relacje międzyludzkie, jako najbardziej subtelne i potrzebujące uważności, najmocniej na tym cierpią. Ludzie korzystają ze słuchu, wzorku, sygnałów zmysłowych w różnym stopniu. Każdy z nas ma swój system reprezentacji, w którym przeważa jeden lub drugi zmysł, zaś  jeden jest słabiej rozwinięty. Trzeba pamiętać, że jesteśmy zmysłowymi mieszańcami, wybieramy, co do nas dociera.

Seks totalny

Seks jako doświadczenie zmysłowe jest totalny - możemy dostarczyć sobie bodźców każdego rodzaju. Gra wstępna, uwodzenie jest już podporządkowane naszym osobistym preferencjom. Jeśli wasz partner/partnerka odbiera głównie wrażenia słuchowe, a elementem twojego repertuaru uwodzenia jest zmysłowa bielizna, można przewidzieć, że duża część twoich wysiłków przeminie niezauważona. Dla niego/dla niej muzyka, którą słyszy w tle (lub jej brak), jest ważniejszy niż to co odbierają jego oczy. Dla kinestetyka z kolei skomplikowana bielizna, którą musi rozplątać, szorstkość koronki lub pończoch może okazać się murem nie do przejścia. On chce jak najszybciej poczuć twoje ciało, jego ciepło i gładkość, a przeszkody na tej drodze nie zwiększają płomienia namiętności.

Co z tego wynika? Słuchaj i słysz, co mówi twój partner/partnerka. Jeśli zauważysz przewagę czasowników, zwrotów opisujących widzenie, zapewne masz do czynienia z reprezentacją wzrokową. Jeśli będzie mówił o dźwiękach, słyszeniu - słuchową. Jeśli o czuciu, ruchu - kinestetyczną. Rozpoznanie jest bardzo proste. Aby dostosować to, co sami lubimy; do tego, co pobudza innych; trzeba nieco więcej starań. Zyski będą dotyczyły nie tylko seksu, ale także komunikacji i wyrażania naszych potrzeb. Co więcej, działania czy zmiany są niezwykle proste.

Sama usłyszałam od partnera  wzrokowca-kinestetyka: „Widok twoich porozrzucanych ubrań działa na mnie tak, jak na ciebie leżenie w łóżku pełnym żwiru". Od razu zrozumiałam i posprzątałam szmaty. A kiedy powiedziałam, że oglądanie filmów wojennych jest jak odpryski szkła w oku, mam spokój z „bitwami o cokolwiek”. Nieco uwagi i każdy może dostać deser w swoim smaku.

*kinestetyk to osoba obierająca ciałem i ruchem

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Monogamia, zdrady, zazdrość… Jak wygląda ptasia „miłość”?

Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Uosabiają nasze marzenia o lataniu, a czasem też o dozgonnej miłości. Chociaż zwykle mało uważnie się im przyglądamy, ptaki pod wieloma względami przypominają ludzi. Wiele gatunków, dobierając się w pary i wychowując potomstwo, nawiązuje do ludzkich zachowań dużo bardziej niż ssaki, które ewolucyjnie są nam bliższe.

„Papużki nierozłączki”, „dwa gołąbki”, „kochają się jak turkaweczki” – te powiedzenia nie wzięły się znikąd. Myślimy czasem, że wszystkie ptaki są podobne… tymczasem jest to niezwykle zróżnicowany świat, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę jak ptaki układają swoje życie intymne, jak tworzą „związki”, czy relacje. Co tak naprawdę wiemy o miłosnych zwyczajach ptaków?

Kto jest monogamistą?

Czy ptaki często dobierają się w pary na całe życie?

– Niektóre ptaki rzeczywiście kochają aż po grób, do tego stopnia, że kiedy umiera partner lub partnerka to one bardzo to przeżywają. Gęsi znane są z tego, że reagują na takie wydarzenia żałobą. Niektóre potem znajdują sobie kogoś nowego, a część z nich zostaje wdowcami do końca życia. – wyjaśnia Jacek Karczewski, obserwator ptaków, autor książek („Jej wysokość gęś”), autor audycji radiowych poświęconych ptakom. – Ptaki jednak bardzo różnią się w tych kwestiach, w zależności od gatunku. Tych sposobów na życie mają naprawdę dużo.

Istotne jest to, że aż 90% wszystkich ptaków łączy się w pary – mogą łączyć się na jeden sezon, mogą na kilka sezonów, albo na całe życie. W każdym razie tworzą „związek”. Tylko pozostałe 10% ptaków nie tworzy par – tutaj cała relacja samca i samiczki sprowadza się do bardzo krótkiego momentu zapłodnienia.

Turkawki, kawki, kruki, gołębie, gęsi, albatrosy, bieliki, łabędzie, żurawie, pingwiny – to przykłady ptaków, które zwykle łączą się w pary na całe życie. Niektóre z nich, jak np. łabędzie czy żurawie, stały się legendarne ze względu na „stałość uczuć”.

– Łabędzie stały się symbolem wierności małżeńskiej. Tymczasem nasze łabędzie nieme, najbardziej znane w Polsce, widywane w parkach, wcale aż takie wierne nie są. Okazuje się, że aż 40% par, prędzej czy później się „rozwodzi”. Natomiast łabędzie Bewicka (Cygnus columbianus bewickii), należące do gatunku łabędzi czarnodziobych (bardziej dzikie, u nas tylko przelotem) – mogą być faktycznie symbolem wierności – zaznacza Jacek Karczewski – Są to jedne z najlepiej przebadanych dzikich ptaków, szczególnie jeśli chodzi o ich obyczaje (około 60 lat intensywnych, szczegółowych badań). Na dziesiątki par łabędzi Bewicka zarejestrowano tylko 3 rozstania!

Łabędzie Bewicka (fot. iStock) Łabędzie Bewicka (fot. iStock)

Co ciekawe, wierzono niegdyś, że łabędzie pierze chronią przed zdradą. Dlatego, w dawnych czasach, kobiety wkładały w poduszki swoich mężów i kochanków łabędzi puch, wierząc, że pomoże on zatrzymać ukochanych mężczyzn w ich łóżkach.

Ptasie zdrady

Jacek Karczewski podkreśla, że w przypadku wielu ptasich par zdrada zwyczajnie się opłaca. Zdradzając można zapewnić sobie, w łatwy sposób, przekazanie swoich genów i mieć pisklęta „na boku” bez większego wysiłku.

Wychowanie piskląt to jest ciężka praca. Wyobraźmy sobie kilka takich gęsi, które ciężko pracują, żeby doczekać się dorosłych dzieci. – Zdradzając zapewniam sobie, że ktoś inny wychowa moje dzieci… A ja mam gwarancję tego, że moje geny poszły w świat. Natomiast jestem zwolniony z tych trudnych, wymagających i kosztownych obowiązków rodzicielskich. - Z tego punktu widzenia dla ptasiego samca jest to bardzo wygodne rozwiązanie – tłumaczy Jacek Karczewski.

Zdradzają też samice. Dla nich zysk będzie jednak inny. Partner może mieć np. ukryte wady genetyczne. Na tyle dobrze radził sobie przykładowo w okresie toków (godów), że partnerka nie zauważyła jego niedoskonałości. Dzieci jednak mogą te drobne wady odziedziczyć. – Dlatego być może warto, aby w tej mojej piątce dzieci, jedno było od innego taty. To pisklę ma oczywiście moją część genów, ale druga część należy do innego ojca, co może okazać się dobrym rozwiązaniem – wyjaśnia znawca ptaków. Zdrady opłacają się więc z genetycznego i ewolucyjnego punktu widzenia. Jakby nie było, „zdradzony” partner i tak pomoże samicy w wysiadywaniu jaj i w wychowaniu piskląt.

Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock) Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock)

 

– Do niedawna uważaliśmy, że ptaki, które łączą się w pary, i są w tych parach, są sobie wierne. Ten obraz wierności ptaków kompletnie zburzyły badania genetyczne, kiedy okazało się, że rodzeństwo, które wychowywane jest w jednym gnieździe, przez jedną mamę i jednego tatę, od strony genetycznej jest dość zróżnicowane – mówi Jacek Karczewski – Samice robią jeszcze jedną rzecz, z której do niedawna nie zdawaliśmy sobie sprawy: podrzucają one jajka do gniazd swoich sąsiadek. I nie mówimy tu o kukułce. Szpaki, jaskółki, dzikie kaczki, gęsi – to też są ptaki, u których często dochodzi do podrzucania jaj do gniazd sąsiadek. Oczywiście dzieje się to wtedy, gdy sąsiadki nie ma w pobliżu…

Badając to, na ile ptaki są rzeczywiście sobie wierne, Jacek Karczewski przytacza pewien (dwuznaczny moralnie) eksperyment, który obala wiele mitów z tym związanych:

Bohaterami tego eksperymentu (zaznaczam, że nie do końca można go uznać za etyczny) były kosy, jedne z moich ulubionych ptaków, wspaniali śpiewacy. Kosy uważane były za monogamistów. Łączą się one w pary, często na wiele sezonów, wspólnie budują gniazdo. Samica składa jaja, które później wspólnie wysiadują. Potem razem opiekują się dziećmi, które z tych jaj się wylęgają. Otóż, w tym eksperymencie wyłapano samczyki, zanim jeszcze partnerki zostały zapłodnione i zaczęły składać jajka do gniazd. Wyłapano kilkanaście samczyków w danej populacji i każdego wysterylizowano… Wydarzyła się jednak rzecz niezwykła. Nie doszło do żadnego rozwodu. Natomiast wszystkie złożone jaja były pełnowartościowe (z embrionami w środku) i ze wszystkich jaj wylęgły się pisklęta. Czyli te wszystkie samiczki jakby wyczuły, że doszło do nieszczęścia i z własnym partnerem nie będą mogły mieć dzieci (jak to odkryły - pewnie się nie dowiemy), albo one i tak by tych samców zdradzały, niezależnie od tego eksperymentu.. Partnerów przecież już miały, a ci partnerzy pomogli im wychować pisklęta.

On jest tylko mój!

Wróble też są monogamistami. Te sprytne, małe ptaszki, których mamy „pod dostatkiem”, rzadko wzbudzają nasze zainteresowanie. A tymczasem zazdrość, jaką można u tych ptaków zaobserwować, robi niemałe wrażenie.

– Wróblice bardzo nie lubią, kiedy partnerzy je zdradzają. Zdarzają się czasami, wśród wróbli, takie bardzo ambitne samczyki, że gdzieś tam „przyćwierkają” sobie jakąś samiczkę na boku i zakładają drugą rodzinę. Pierwsza partnerka nie wie oczywiście o tej drugiej. I lepiej, żeby nie wiedziała. Bo kiedy się dowiaduje to leci tam z potworną awanturą. Czasami bardzo dramatycznie się to kończy. Wróblica rozwala gniazdo, a jeżeli w tym gnieździe są już jajka to je niszczy. Jeśli są już pisklęta to wyrzuca je z gniazda, czasami zabija. Kończy się to zawsze tym, że partner wraca z podkulonym ogonem do swojej pierwszej „żony” – opowiada Jacek Karczewski o tragicznych skutkach „skoków w bok”.

Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock) Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock)

Zbiorowe gwałty

Do gwałtów najczęściej dochodzi w populacji kaczek, gdzie kaczory słyną ze swojej brutalności. Wystarczy wspomnieć, że wzburzony kaczor w czasie kopulacji potrafi utopić swoją partnerkę...

– Kaczory to są prawdziwe demony seksu – podkreśla Jacek Karczewski. – Kaczki łączą się w pary wczesną jesienią lub późną wiosną. Tutaj też nierzadko dochodzi do zdrad. Wiosną kaczka zakłada gniazdo, składa jaja, zaczyna te jaj wysiadywać i jakby znika z życia kaczora. U niektórych gatunków tropikalnych kaczor opiekuje się również swoim potomstwem. Natomiast w przypadku „naszych” kaczek taka pomoc samca nie występuje (wyjątkiem mogą być miejskie kaczory, które rzeczywiście pomagają partnerkom). Zwykle kiedy zaczyna się czas inkubacji kacze pary się rozpadają. Większość kaczek znika więc z rozlewiska, po którym wciąż pływają pięknie ubarwione kaczory. Jednak te godowe ubarwienia oznaczają, że męskie hormony buzują jeszcze w najlepsze, a kaczory nie bardzo znajdują dla nich ujście. Zdarza się więc, że kiedy na takim jeziorze pływa kilkanaście kaczorów i gdzieś schodzi z gniazda jedna kaczka – może się to dla niej bardzo źle skończyć. Dochodzi w takich sytuacjach do zbiorowych gwałtów, których kaczki czasem nie przeżywają…

Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock) Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock)

Źródło: WWF Polska, na podstawie podcastu Naturalnie z WWF „Tajemnice ptasiego seksu”.

  1. Psychologia

Różne oblicza pożądania - rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Czym jest pożądanie? - Zdaniem terapeuty często jest tym samym, co chciwość. (fot. iStock)
Czym jest pożądanie? - Zdaniem terapeuty często jest tym samym, co chciwość. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Pożądamy na wiele sposobów, bo bywamy w rozmaitych stanach ducha i ciała. Z chciwości, ale i z miłości. To właśnie pożądanie każe nam – czasami za wszelką cenę, lekceważąc normy, obyczaje i reputację – dążyć do seksu z wybraną osobą – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

„Darmo zapędzasz mnie, miła matko Do wrzecion i przęśli; Tymon mi coraz wdzięcznie i gładko Na swej przygrywa gęśli. Nie mogę więcej, ach! Już nie mogę Nagłej wytrzymać chuci. Tymon mi wewnątrz puszcza zażogę, I myśli, i serce kłóci…”

- Pisał Franciszek Dionizy Kniaźnin o pożądaniu. Czym ono jest? Czy tylko natchnieniem dla poetów?
Pożądanie ma wiele postaci i wiele motywacji. Może być także natchnieniem. Najczęściej, niestety, jest tym samym co chciwość. Czyli każe traktować drugiego człowieka jak przedmiot. Pożądamy więc, by jego/ją mieć, posiąść, zawłaszczyć. Tak jak by był/była biżuterią, luksusowym samochodem, designerskim mieszkaniem albo środkiem do zdobycia władzy i splendoru. I bywa, że mamy wokół siebie lub w pamięci kolekcję pożądanych ludzi przedmiotów, z którymi nie potrafimy nawiązać żadnej głębszej relacji. Częsta sytuacja w naszej przesiąkniętej narcyzmem kulturze i nad wyraz smutna.

Mam jednak wrażenie, że nabycie wymarzonego auta jest przeżyciem większym niż seks z pożądanym mężczyzną…
Niestety, coraz częściej doświadczamy tej różnicy: „Wsiadłem w moje nowe porsche i powiem ci, że to lepsze niż orgazm z ukochaną”. Widocznie jest tak z nami od zawsze, skoro w przykazaniach wskazujących drogę zbawienia ostrzega się przed pożądaniem żony bliźniego czy jakiejkolwiek rzeczy, która jego jest. Na pierwszy rzut oka wydaje się to upokarzające dla kobiet, że żonę i rzeczy wymienia się jednym tchem, ale w drugim czytaniu można spostrzec, że jest to przestroga przed uprzedmiotawiającym pożądaniem człowieka. W naszych postpatriarchalnych czasach należałoby tylko dodać, że nie należy pożądać męża bliźniego swego itd.

Ale to geny pożądają, i to tego, a nie innego człowieka, tak nas informując, że potomstwo z nim będzie zdrowe genetycznie.
Tak, to pożądanie biologiczne wpisane w nasze DNA służy podtrzymaniu gatunku. Pierwotnie nie ma nic wspólnego z chciwością ani z żadnymi innymi psychologicznymi motywacjami. Jest identyczne ze zwierzęcą, sterowaną biologicznie potrzebą prokreacji. Uaktywnia się nie tylko przez odczuwalny zapach, również przez odbiór nieświadomych sygnałów feromonowych. U mężczyzn także przez odbiór języka ciała kobiety w okresie jajeczkowania. Listę uzupełniają podświadome kody dotyczące proporcji kobiecego i męskiego ciała, uświadamiane w postaci preferencji estetycznych. Choć w istocie są one preferencjami biologiczno-prokreacyjnymi, bo odpowiednia proporcja obwodu talii do obwodu bioder u kobiety oraz szerokie barki i wąskie biodra u mężczyzny to zapisane w DNA wskaźniki sprawności rozrodczej i seksualnej. To właśnie pożądanie każe nam – czasami za wszelką cenę, lekceważąc normy, obyczaje i reputację – dążyć do seksu z wybraną osobą. Nie zdajemy sobie sprawy, że w gruncie rzeczy napędzani jesteśmy instynktem podtrzymania gatunku, który indywidualnie przeżywamy jako potrzebę rozprzestrzeniania i ochrony własnego genotypu. Z tego samego powodu w chwili zagrożenia będziemy ratować ludzi, a nie zwierzęta, swoje dzieci, a nie cudze. Nasz ludzki egoizm i narcyzm prokreacyjny to potężne siły, które słusznie staramy się okiełznać poprzez wychowanie, normy etyczne.

Wróćmy do głównego tematu...
Jest jeszcze trzeci typ pożądania, który właściwie nie zasługuje na tę nazwę, jest bowiem nierozłączny z miłością i szacunkiem. Dlatego stosowniejszym terminem byłby „zachwyt”. Pragnienie seksualnego kontaktu może nawet w ogóle nie występować, a jeśli do niego dochodzi, to seks nie służy rozładowaniu energii ani prokreacji, ani zawłaszczeniu drugiej osoby, nie karmi też naszego poczucia wartości, lecz staje się szczególną i spełniającą formą wyrażania zachwytu, oddania i miłości. Różnica między pożądaniem motywowanym chciwością a zachwytem wyraża się też tym, że nie dążymy do własnej satysfakcji i przyjemności, bo ważniejsza jest dla nas satysfakcja i znaczące przeżycie partnerki/ partnera. Można powiedzieć, że dostajemy, dając. Słowem, seksualność może się przejawiać w różnych formach, mieć różne motywacje i cele w zależności od tego, na jakim poziomie świadomości znajduje się nasz umysł.

Na jakim poziomie świadomości jest pożądający z chciwości?
Odwołajmy się do nieco uproszczonej wersji typologii zaczerpniętej z tradycji wedyjskiej, czyli do koncepcji czakr. Jeśli nasza świadomość znajduje się na poziomie podstawowym, a dzieje się tak, gdy żyjemy w przekonaniu, że naszą misją na Ziemi jest fizyczne przeżycie, to seks będzie dla nas instrumentem poszukiwania schronienia, bezpieczeństwa, pokarmu, energii. Jeśli jesteśmy na poziomie drugiej czakry i żyjemy w przekonaniu, że naszą misją jest doświadczanie przyjemności, to gdy tylko poczujemy jej brak, w seksie będziemy dążyć do własnej przyjemności, a partner/partnerka będą odgrywali wyłącznie rolę służebną. Na poziomie trzeciej czakry, gdy żyjemy w przekonaniu, że naszą misją jest zdobycie władzy, znaczenia i sławy oraz upokarzanie i budzenie zawiści innych, seks i ludzie, z którymi go przeżywamy, będą podporządkowani naszym narcystycznym celom. Sięgając do kwantowej perspektywy na powyższych trzech poziomach, jesteśmy pogrążeni w świadomości dualnej, odczuwając siebie i świat jako dwa osobne byty. Niedualne widzenie świata zaczyna dochodzić do głosu dopiero na czwartym poziomie i wyższych poziomach. Dopiero od poziomu czakry serca doświadczamy wyższych uczuć i potrzeb, tam zaczyna zanikać „inne”, „inna”, „inny”, czyli nie-dualność staje się naszym żywym doświadczeniem albo, mówiąc inaczej i nieco patetycznie, dokonuje się komunia miłości. Wtedy to już nie partner czy partnerka stają się obiektem naszego zachwytu, tylko życie zachwyca się życiem. Doświadczamy miłości, która jest prawdziwie ludzka.

Chodzić do łóżka z miłości albo z chciwości – jest różnica. Czy jednak zachwyt-miłość budzi w nas tylko pozytywne odczucia?
Czasem miłość bardzo boli, bo gdy w końcu odkrywamy nie-dualny wymiar miłości i seksu, to jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, ile błędów wcześniej popełniliśmy, ilu ludzi zraniliśmy. Poza tym doświadczenie miłości nie-dualnej dotyka zarazem bólu zranienia, które kiedyś sprawiło, że się nam serce zatrzasnęło.

Skąd się bierze ten ból?
Wszyscy mamy takie bolesne przeżycie za sobą. Przez pierwsze trzy, cztery lata istnienia jesteśmy życiem zachwyceni, kochamy wszystko i wszystkich nie-dualnie i bezwarunkowo. Z czasem jednak nieuważność, brutalność, a bywa, że i okrucieństwo dorosłych, ich nadmierne wymagania i bezduszne kary zamykają nam serce i wpędzają w dualistyczną iluzję. Bo kochanie ludzi, którzy nas nie rozumieją i krzywdzą, za bardzo boli. Stąd wzięła się druzgocąca diagnoza Krishnamurtiego: „Gdybyśmy potrafili prawdziwie kochać nasze dzieci, na świecie nie byłoby wojen”. Ale dzieci mimo wszystko w głębi zranionych serc kochają swoich krzywdzicieli. Niemniej warunkiem naszego przeżycia w dzieciństwie staje się przyjęcie jakiejś strategii przetrwania w dualnym świecie i, niestety, z tą strategią zaczynamy się z wolna identyfikować. Wówczas staje się ona murem oddzielającym nas od innych, od świata i od nas samych – od naszej niewinnej, kochającej prawdziwej istoty. W rezultacie tracimy wiarę w miłość, a zachwyt życiem zmienia się w egocentryczne pożądanie bezpieczeństwa, przyjemności, luksusu, władzy i sławy. Na szczęście jednak możemy to podstawowe, pierwotne zranienie przekroczyć i ponownie otworzyć serce, by zacząć współodczuwać – z dwóch uczynić jedno.

Lecz czasem bywa tak, że chcesz się w łóżku zachwycić cieleśnie, a on czy ona potrzebują czegoś innego, na przykład czułości?
Jeśli jesteś w stanie nie-dualnym, a więc głęboko współodczuwasz z tą osobą, to odpowiedź na jej potrzebę nie powinna być problemem. A jeśli zabraknie ci empatii, to z języka ciała tej osoby odczytasz bez trudu, o co jej chodzi. Wtedy decyzja należy do ciebie – albo idziesz za popędem, albo uwzględniasz stan i potrzeby partnera/ partnerki. Wybór pierwszej opcji jest jednoznaczny z egocentrycznym uprzedmiotowieniem i nadużyciem. Druga możliwa jest, gdyż człowiek okazuje się istotą zdolną do sublimowania seksualnej energii, czyli używania jej jako napędu działań, uczuć i motywacji innego porządku. Wtedy zamiast w zaślepieniu dążyć do satysfakcji możemy komuś bardzo pomóc troską, czułością i zrozumieniem.

A tymczasem pojęcie sublimacji jest rozumiane jako przejaw dewocji czy dewiacji seksualnych.
To pomylenie pojęć. Skutki, które przytaczasz, są typowe dla wyparcia i zaprzeczenia własnej seksualności i z reguły powodują, że przeradza się ona w hipokryzję, potrzebę poniżania innych, okrucieństwo, agresję i nienawiść. Natomiast sublimacja nie ma nic wspólnego z wyparciem. Wręcz przeciwnie. Energia seksualna jest wtedy silnie i – co bardzo ważne – pozytywnie uświadamiana, lecz na zasadzie świadomego wyboru zostaje przekierowana na inne niż seksualna motywacje i cele. Na przykład na rozwój duchowy, pracę na rzecz innych, sztukę, naukę. Wyparcie i zaprzeczenie to igranie z ogniem. Energia seksualna jest tożsama z potężną twórczą energią życia, tworzącą wszelkie formy istnienia. Wszystko jest z tej energii uczynione. Wypieranie się jej to wypieranie się siebie. Dlatego celibat ma wartość tylko wtedy, gdy jest świadomym wyrzeczeniem się czegoś postrzeganego jako cenne i piękne, a więc dobrze rozumianym poświęceniem. Niestety, w wielu religiach seks jest najpierw stygmatyzowany, a potem wypierany. Wprawdzie łatwiej wyrzec się czegoś, co sobie obrzydzimy, to jednak taki zabieg na seksualności prowadzi do dewiacji lub agresywnej, szaleńczej nadkompensacji.

Wszystko jest energią (materia to energia o niskich wibracjach i częstotliwości – mówi prof. Maciej Adamski z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu), a więc jednością...
To, że wszystko jest jednością, zdarza się ludziom odczuć w trakcie orgazmu – co jest zwiastunem wyższego stanu świadomości. W tantrze używa się właśnie energii seksualnej do podnoszenia poziomu świadomości do tak wysokich wibracji, że zanika zjawisko pożądania. Gdy zaś Jan Paweł II zwrócił uwagę wiernym, że nie tylko żony bliźniego nie powinno się pożądać, ale i własnej, to było wezwanie do miłości. Jednak słowa papieża wzbudziły protesty. O ile wiem, już do tego tematu nie wrócił. A rzecz w tym, by się nie uprzedmiatawiać nawzajem. W świecie nie-dualnym nawet przedmiotów nie ma powodu ani sposobu pożądać, a co dopiero człowieka. All you need is love – jak śpiewali Beatlesi.

Wojciech Eichelberger: psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Seks

Świętowanie miłości nie tylko od święta

Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. (Fot. iStock)
Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. (Fot. iStock)
Kamery przy łóżku nie ma, możemy więc czarować, jaki to jest wspaniały ten nasz seks. A że wszyscy tak robią, to potem, czytając wyniki ankiet, czujemy się nieswojo. Co z nami nie tak, skoro innym tak dobrze!? – To, że z badań wynika, że Polacy są zadowoleni z seksu, to dowód naszych ambicji – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. A jak jest naprawdę?

Mężczyźni codziennie przynoszą kwiaty i w łóżku od razu są podnieceni. Kobiety? Mają orgazm, i to wielokrotny. Ziemia drży, a gwiazdy spadają z nieba… „Tak jest u innych”, myślimy i smutno nam, że u nas nie bardzo…
U nas nie bardzo, bo taki seks zdarza się czasem tylko raz na całe życie. Albo wcale. I wyłącznie wtedy, kiedy sobie na takie kochanie pozwolimy, czyli kiedy kobieta – jak ja to często mówię – się puści! Czyli przestanie się trzymać tego, co mamusia mówiła, że wypada robić. I przestanie się trzymać kurczowo kompleksów – że jest nie taka jak trzeba! Mężczyzna też ma się puścić, puścić się tego lęku, co mu tatuś kładł do serca, że kobieta jest jak modliszka. I dlatego on się jej seksualności boi. A ona się go wstydzi, bo piersi ma nie takie albo pupę! No, ale jeśli oboje się swoich hamulców przestaną trzymać, to ta ziemia i te gwiazdy będą z nimi rezonować. I bywa, że dziewczyna mówi: „On mnie tylko dotknie i cała drżę. Ale tak na co dzień to seks jest u nas taki jak u innych…”.

Czyli jaki? Słyszę często od kobiet, że seksu mają tyle co i gry wstępnej. A patrzę w tabelki i widzę, że mają go tyle, ile potrzebują. Kto tu kogo buja?
Kobiety mówią, że chcą seksu, jak tylko mężczyźni przestają ich pragnąć. A przestają nie dlatego, że one się im opatrzyły czy spowszedniały! One ich zniechęciły swoim marudzeniem. Bo kobiety wciąż marudzą. Że teraz to nie. Albo: „Tak to nie”. Albo: „Coś boli”. Albo są zmęczone. A jak pojawi się dziecko, to są złe, że po nocach same muszą do niego wstawać. Wciąż więc utyskują, aż się mężczyznom odechciewa je chcieć.

A jak mężczyzna przestanie kobiety chcieć, to ona zaczyna się źle czuć – bo na początku to on zawsze chciał! I ona była z tego jego chcenia bardzo zadowolona, że jest taka pożądana i taka upragniona, i taka godna tego zachwytu. To ona teraz chce! Czasem seksu, ale zasadniczo chce tego jego chcenia. To chcenie dawało jej poczucie wartości. Ba, władzy nad nim. Ona wtedy decydowała, kiedy da, a kiedy nie.

Zniechęcamy mężczyzn, a potem przy winie skarżymy się przyjaciółkom: „Ten mój to tylko w sobotę, i to w co drugą”?
Bardzo często słyszę od mężczyzn, że ich kobiety są męczące. Że w ich oczach oni już nie są tacy fajni, jak byli, że przestali się podobać. Do seksu zniechęcić mogą całkiem pozaseksualne sprawy, zwłaszcza to, czy się czujemy lubiani i akceptowani. Bo jak spotykamy się tylko na randkach, to oboje jesteśmy dla siebie mili i się cieszymy, że się widzimy. A jak się pokłócimy, to strasznie przeżywamy, więc się szybko godzimy. Mamy wtedy to, co najważniejsze, czyli poczucie odświętności bycia razem. No i, niestety, gubimy tę odświętność, kiedy zaczynamy mieszkać razem.

To jak jej nie zgubić?
Jak to jak? Świętować każdy dzień: dzisiaj jest poniedziałek, więc świętujemy poniedziałek! A jak? A w poniedziałki mówimy sobie o tym, jak się sobie podobamy fizycznie. We wtorki? Jak się sobie podobamy mentalnie. W środy: jaki mamy cudny dom. W czwartek – jak tęskniliśmy za sobą, bo każde dziś oddało się swojej pasji. W piątek opowiadamy o tym, jak wspaniale być razem. A w sobotę – jak cudownie się kochać… W niedzielę…

Dla mężczyzny to też dobry program – takie świętowanie każdego dnia?
Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że mężczyźni są dość prości w obsłudze. A to dlatego, że kiedy byli chłopcami, wolno im było być sobą. Oczywiście, jak chuliganili, to słyszeli: „Nie rób tego czy tamtego”. Ale jak nie przestawali, rodzice i tak machali ręką i kwitowali: „To przecież chłopcy”. Dlatego mężczyźni są mniej więcej sobą. Częściej dostawali akceptację od matek, mieli prawo do egoizmu, stąd są bardziej zdroworozsądkowi. Mówią więc do żon: „No co się stanie, jak nie będzie wysprzątane albo jak dziś nie będzie obiadu? Zamówimy pizzę!”. Na co żony się irytują, że obiad musi być! I że to straszne, że oni się tak nie przejmują! I same łapią za gary i mopa! No a wtedy mężczyźni wychodzą, żeby nie patrzeć, jak te ich żony się mordują. I po świętowaniu miłości.

Mamy przestać stawiać na swoim?
Jak my zawsze stawiamy na swoim, to im nawet viagra nie postawi. Od tego naszego uporu i chęci rządzenia zaczynają się często kłopoty ze wzwodem. No, ale tak nas wychowano i trzeba nam wiele pracy nad sobą, żeby sobie odpuścić. Jednak warto, bo jak mężczyzna ma tej swojej kobiety chcieć, to musi ją widzieć zadowoloną, a nie umordowaną. Pucowanie i pichcenie nie ma takiego znaczenia jak jej uśmiech i czułość. Bo jeśli ona jest zadowolona, to jemu się podoba. Taką ją miał na początku i o takiej marzy – żeby była ciepła, akceptowała go i była zadowolona.

Pozornie to takie proste…
Proste, ale o tym nie wiemy. Narzekać na swojego męża to lubimy, ale nie rozmawiamy z przyjaciółkami szczerze, jak jest, bo nie mamy takiego obyczaju. I się tylko frustrujemy, myśląc, że innym lepiej. Bujamy, kiedy mamy wypełnić ankietę, żeby poczuć się lepiej. Tak jesteśmy tym sfrustrowane, że mamy jeszcze więcej pretensji do swojego mężczyzny o to, czego nam nie daje! A ma dać! No, ale w życiu jest tak, że jak o coś się wykłócamy, to mamy jak w banku, że tego nie dostaniemy.

Nikt nie lubi być przymuszany, bo już w dzieciństwie nasi rodzice wciąż coś na nas wymuszali marudzeniem i pretensjami: „A tego nie zrobiłaś, a o tym zapomniałaś! A to nie tak zrobione jak trzeba!” itd. Zamiast więc narzekać, że seks nie taki, lepiej położyć się koło niego i powiedzieć: „Ja teraz sobie zrobię dobrze, a ty, jak chcesz, to też sobie zrób”. Mało który facet wytrzyma i nie zachce mu się seksu. Ale kobiety są przekonane, że to brzydko. Guzik prawda! To ich podnieca, bo wtedy robimy się takie mięciutkie, rozedrgane, czyli takie, jak oni marzą. Roznamiętnione, słodkie, spragnione.

Wiele kłamstw opowiadamy o tym naszym seksie?
Największe kłamstwo to to, że inni mają go więcej niż ja. Kolejne: Dlaczego mężczyźni zdradzają? Nie dlatego, że uroda przemija, choć też jest ważna. Ale ważniejsze jest to, że ta druga akceptuje, że patrzy jak na bóstwo, a nie jak na stary dziurawy kapeć! On się czuje przez nią słuchany, ceniony i szanowany, bo ona się śmieje z jego dowcipów, pamięta, co on mówi. A kiedy on kupi żółte róże, bo ona lubi, to usłyszy, jakie to miłe, że pamiętał. Więc pomyśli o sobie: „Jaki ja jestem wspaniały”, i postara się jeszcze coś z tego, co ona lubi, zrobić…

Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. Już słyszę, jak kobiety mówią: „Ja taka umęczona domem, pracą, dziećmi mam świętować?!”. Właśnie dlatego, żeś umęczona, to masz. Lecisz z tej pracy do domu, ale raz w tygodniu – na randkę ze swoim mężem do kawiarni. Odrobinkę się spóźnij, ale nie za dużo. Przyjdź cała w skowronkach. I udawaj, że to pierwsza randka! A potem idźcie potańczyć!

Mamy się bawić w takich trudnych czasach?
Bawić się mamy zawsze. Tylko od nas zależy, jakie to życie będzie. Czy znój, czy szczęście. A my wciąż tylko: „On mnie nie kocha, on mnie nie pieści jak trzeba, on za mało zarabia…”. Dajmy tym naszym mężczyznom trochę wsparcia z okazji świąt i karnawału i zobaczmy, co się stanie. Warto spróbować, bo oni są bardziej zakompleksieni niż my. Polscy mężczyźni uważają, że gdyby mieli większego, to wszystko by się zmieniło. Ale nie mają. Nigdy nie mają dość dużego! Choćby mieli. Myślą też, że kobiety wolą giganta, i nie słuchają, że nie. Udają więc, że mają większego, niż mają, co widać w ankietach. Linijką nie weryfikuje się odpowiedzi i można napisać 18 cm, choć średnia u nas to 14 cm.

Dlaczego zawyżają parametry?
Polacy nie uważają siebie za kochanków. Francuzi i Włosi tak, Polacy nie. A to dlatego, że u nas jest zimno! Im dłużej z ludźmi pracuję, tym bardziej dociera do mnie realność życia… Polacy wciąż się zajmują martyrologią albo czynnie, albo biernie. Albo walczą o wolność, albo wspominają tych, którzy walczyli. I gdzie tu miejsce na radość z seksu?

To co zrobić? Wynieść się na Majorkę i tam swoją martyrologię i kompleksy roztopić w słońcu?
Ocieplić związek! Klimatu nie zmienimy. Historii też. Ale możemy zmienić nasz stosunek do życia, dając sobie dużo radości, zabawy, wyrozumiałości. Mówimy: „Ludzie w Polsce nie uprawiają seksu”. A ja powiem, że my nie uprawiamy życia. Praca – smutek rzewny. Dom – obowiązek. Dzieci – katorga. Mąż – nieudacznik. Żona – zrzęda… Tak nie musi być.

Wystarczy smarować się balsamem do ciała tak, żeby on widział – jak moja koleżanka, której mąż to lubi, więc ona nie zamyka drzwi do łazienki, żeby popatrzył…
Właśnie. Od razu ma być wzwód. A jak nie, to: „Ja na niego nie działam”, i rozpacz. To najgorsze, co można sobie zrobić. Lepiej wziąć balsam albo piórko i go pogilgać. Umówić się, że się tylko gilgamy, żeby nabrać apetytu. Pobawić się w łóżku. Troszeczkę go popieścić, ale nie po penisie. Przytulić. To najważniejsze. Dużo czułości. Wtulić ciało w ciało. Nacieszyć się sobą. Położyć się razem pod kocykiem, pora roku akurat na ciepełko we dwoje… Znam parę: on na wózku i są razem szczęśliwi, kochają swój seks – muszą wymyślić sposoby, żeby mieć satysfakcję, i dlatego nigdy się nie nudzą. Znam inną parę: on ma teoretycznie przedwczesny wytrysk. Ale go ma. A potem ją dopieści i ona jest cała zadowolona. Więc się nie przejmują, bo niby dla kogo on jest przedwczesny? Dla gazety? Dla statystyk? Dla seksuologów? Seks to subiektywna sprawa i świętować go trzeba we dwoje tak, jak chcemy. Wtedy świętujemy naszą miłość i nasze życie tak, jak trzeba.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie boj się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty”, i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło).

  1. Seks

Kiedy mężczyzna nie ma ochoty na seks?

Mężczyźni, którzy nie mają ochoty na seks często nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje (fot. iStock)
Mężczyźni, którzy nie mają ochoty na seks często nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje (fot. iStock)
Pada kolejny mit. Ten, że mężczyzna ma zawsze ochotę na seks, a kobieta niekoniecznie. Powody, dla których mężczyźni omijają sypialnie, mogą zdziwić lub rozbawić ich partnerki, ale warto potraktować je poważnie.

Problem niedopasowania seksualnego towarzyszył ludzkości od wieków. Ale wektor skarg biegł kiedyś w przeciwnym kierunku. – Coraz częściej to kobiety skarżą się na oziębłość partnera – mówi seksuolożka i psycholożka, Małgorzata Zaryczna. – Coraz więcej par trafia do mnie właśnie dlatego, że partner unika seksu. To naprawdę palący problem naszych czasów.

Jak na spadek męskiego zainteresowania seksem reagują partnerki? Najczęściej myślą: „on na pewno ma romans, zdradza mnie”, „już mu się nie podobam”, a nawet: „jest gejem!”. No cóż – wszystko może się zdarzyć, ale seksuolodzy twierdzą, że romans zwykle jest na szarym końcu listy powodów. A podejrzenie o homoseksualizm to wpływ amerykańskich filmów. W życiu takie sytuacje stanowią zaledwie promil przypadków. Prawdziwych powodów kobiety nawet się nie domyślają, bo… zwyczajnie nie przyszłyby im do głowy.

Święta, nieskalana

Do gabinetów seksuologów przychodzą najczęściej pary – i to kobieta z reguły mówi, podczas gdy mężczyzna siedzi naburmuszony lub zawstydzony. Ale przychodzą też i sami mężczyźni. Niekiedy nawet dość otwarcie opowiadają o swoim problemie, ale kompletnie nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje.

Tak właśnie czuł się Patryk, który przyszedł poskarżyć się na to, że każdy jego związek kończy się tak samo: na początku jest super, seksualna fascynacja i sporo zbliżeń. Ale stopniowo traci erotyczny apetyt… Nie libido jako takie, ale zainteresowanie partnerką. Choć czuje, że ją kocha, woli się masturbować, niż inicjować współżycie. Ten schemat powtórzył się już wiele razy, a Patryk nic na to nie umie poradzić. Dlaczego?

– Bo cierpi na bardzo nadal częsty u mężczyzn syndrom myślenia o kobietach w kategoriach dziewicy lub dziwki – mówi Zaryczna. – Mężczyzna czuje, że nie może opowiedzieć swojej ukochanej, co go podnieca, gdy ogląda erotyczny film. Z żoną i przyszłą lub faktyczną matką swoich dzieci „takich” rzeczy wyprawiać nie wypada. Ale o aktorkach, które podniecały go na ekranie, myśli: „one nie są materiałem na żonę”.

Seks dzieli na ten dobry, małżeński, prokreacyjny oraz zły, bo wyuzdany. To skazuje go na dwie ścieżki. Pierwsza: będzie zdradzał żonę – bo kochankę łatwiej poprosić o spełnienie najskrytszych erotycznych fantazji, ale będzie się z tym źle czuł, bo kocha żonę i chce z nią spędzić życie. Druga: zdecyduje się na przykładne pożycie małżeńskie, w jednej pozycji, po ciemku, bez świntuszenia, fundując w ten sposób i sobie, i jej erotyczną pustynię. Co zatem robić? Zgłosić się do seksuologa. Pomoże wskazać ukryte motywy postępowania i rozpocząć terapię.

Nie tylko świece i kwiaty

Ale nie trzeba cierpieć na syndrom dziwki i dziewicy, żeby stracić seksualny apetyt w związku. Wielu mężczyzn hołubi w głowach taki obrazek: „kobiety chcą czułości, delikatności, światła świec, płatków róż na prześcieradle i godzinnych pocałunków”. A skoro znają kobiece pragnienia, to nie pytają o nie swojej partnerki.

Tak właśnie było z Krzysztofem, najbardziej romantycznym z kochanków. Zachwycał swoje partnerki czułością i delikatnością, bogactwem romantycznych scenariuszy i tym, że zamiast łapać za piersi, delikatnie głaskał po twarzy. Tyle tylko, że po kilku miesiącach, choć wciąż rozpieszczał kobiety, przestawał reagować na ich bliskość erekcją.

– Na początku relacji partnerka wysyła nowe bodźce, sama jej bliskość działa jak afrodyzjak – tłumaczy seksuolożka. – Ale w pewnym momencie mężczyzna zaczyna tęsknić za swoimi upodobaniami seksualnymi.

W miarę upływu czasu efekt nowości traci na sile i on potrzebuje innych bodźców, by się podniecić. Już nie chce być „grzeczny”, tęskni za tym, co podniecające, zakazane, trochę brudne. Miłość? Ok. Ale perwersja bardziej podnieca…

– On chce tego, co mu się podoba. Jednak czuje ogromny opór, by powiedzieć o tym partnerce, poprosić, by spróbowali czegoś nowego, zaproponować np. seks „na pieska” – mówi Zaryczna. – Boi się, że ona go odrzuci, uzna za dewianta. A on chce, by go kochała i by było jej dobrze i bezpiecznie. Dlatego tłumi własne potrzeby i odmawia sobie ich spełnienia. Stąd seksu coraz mniej.

To nie koniec męskich obaw. Bo – myśli mężczyzna – kiedy on opowie o jakiejś fantazji, kobieta powie „zgoda” – ale potem zaskoczy go własną. Co więcej, taką, której on nie będzie chciał lub mógł spełnić. Na przykład w zamian za zgodę na seks oralny, usłyszy: „nie ma sprawy, ale wiesz co, ja bym chciała trójkąt”. I co wtedy?

Brzmi już to jak mantra, ale najlepszym lekarstwem jest zwykle rozmowa. Jeśli seks jest tematem tabu, nasze lęki i zahamowania będą zawsze górowały. Ale jeśli umiemy o nim rozmawiać – oswoimy każdego demona. Jednak otwarta rozmowa na początku bywa trudna, dlatego dobrze uciec się do „pomocy naukowych”: rozmawiać o różnych scenach z filmów czy literatury, badając, gdzie są granice drugiej osoby. Bo może się zdarzyć, że on powie: „zobacz, co oni w tym filmie wyprawiają” – i usłyszy: „to wygląda na całkiem podniecające”. Okaże się, że może eksperymentować w łóżku, bo – wbrew obawom – ma na to pełną zgodę partnerki.

Oddech modliszki

Kiedy Robert poznał Małgosię, pomyślał: „jestem w raju!”. Pierwszy raz był z kobietą, która dawała mu w sypialni prawdziwe spełnienie. Była ucieleśnieniem jego marzeń: tak jak on uwielbiała seks. Była wyzwolona, otwarta i cudownie wyuzdana. Nie odmawiała eksperymentów i – aż trudno uwierzyć męskiemu szczęściu – sama czasem prosiła o zbliżenie. Robert cieszył się więc seksem swojego życia i był spełniony, ale...

Z czasem zaczął się czuć przytłoczony. To, co mu się kiedyś podobało, czyli aktywność i otwartość Małgosi, nagle zaczął odbierać jako zagrożenie. Czuł, że jego męskość jest wystawiana na próbę. Coraz rzadziej inicjował współżycie – na co Małgosia reagowała zwiększoną aktywnością, więc on jeszcze bardziej się wycofywał.

– W naszej kulturze, hołdującej modelowi patriarchalnemu, to partnerka powinna być stroną zdominowaną, bierną, uległą. Tymczasem ona chce więcej! Jest aktywna i ma wymagania! Mężczyzna powoli zaczyna żyć w przekonaniu, że cokolwiek zrobi i tak będzie za mało. Uznaje więc, że nie sprosta wyzwaniu. Woli nie reagować, bo po co mu porażka? – mówi Zaryczna.

Co więcej, partnerka wcale nie musi mieć wysokich wymagań, wystarczy, że on tak o niej myśli. Mężczyzna boi się samej sugestii, że nie może nad partnerką temperamentalnie górować. Oliwy do ognia dolewają same kobiety, bo upewniają swoich partnerów w ich obawach, skarżąc się: „Nie wierzę, żeby mężczyźnie w tym wieku nie chciało się seksu. Nie wierzę, że tak wysportowany i sprawny facet nie chce się kochać”. W ten sposób umacniają kulturowy stereotyp mężczyzny, który zawsze chce i może – ale się nie sprawdza.

Rada? Wizyta u specjalisty. Mężczyźnie trzeba pomóc w zmianie podejścia do seksualności partnerki. Uświadomić mu, że to, czego się obawia, jest tylko jego wyobrażeniem o sytuacji – a niekoniecznie jej prawdziwym obrazem. W konsekwencji wypracują sposób i częstotliwość współżycia, satysfakcjonujące dla obu stron.

Stres zabójca

Jest coś, z czym mężczyźni trafiają do gabinetu seksuologa tylko w pojedynkę. To lęk przed diagnozą: „jest pan impotentem”. Żaden nie chciałby tego usłyszeć w obecności partnerki.

Tego właśnie najbardziej obawiał się Łukasz. Przestała go interesować fizyczna bliskość z żoną, zaczął jej wręcz unikać. Ale nie interesowały go też inne kobiety, chęć stracił nawet na masturbację. Libido po prostu znikło, wyparowało, przestało istnieć... Kiedy mówił o tym seksuologowi, drżały mu głos i dłonie. Zdziwił się, kiedy lekarz pytał go o inne sprawy: sytuację w pracy, kwestie finansowe, w ogóle – całe życie. Okazało się, że przyczyną kłopotów Łukasza było coś, czego nie brał pod uwagę: stres!

– Mężczyźni zwykle nie łączą problemów w życiu zawodowym czy rodzinnym z tym, co się dzieje w sypialni – ubolewa Zaryczna. – Traktują seks, jakby był oderwany od reszty ich życia. Kłopoty, problemy, zmartwienia? To nic, tutaj mają być sprawni. Podobno facet stres rozładowuje właśnie w łóżku…

Stres krótkotrwały – owszem, ale nie przewlekły. Produkowane przez zestresowane ciało substancje, takie jak kortyzol czy noradrenalina, ograniczają aktywność układu hormonalnego. Ich głównym zadaniem jest ochrona, czyli w rzeczywistości obkurczanie, narządów płciowych. I libido spada na łeb na szyję.

Kolejny koszyk przyczyn, który skazuje kobiety na samotność w sypialni, a mężczyzn na ucieczkę od seksu, to choroby somatyczne, odbijające się na sprawności mechanizmu erekcyjnego. Ale wczesne podjęcie leczenia jest niemożliwe, bo przecież on za nic w świecie się do tego nie przyzna.

– Mężczyzna da się upiec żywcem, ale nie powie partnerce, że zdarzają mu się zaburzenia erekcji – uważa Zaryczna. – Bo to dla niego znaczy, że nie jest już mężczyzną. Tymczasem problemami z erekcją objawia się ponad 40 schorzeń: kardiologicznych, neurologicznych, hormonalnych. Wizyta u lekarza pomogłaby postawić diagnozę i szybko zwalczyć przyczynę, ale trzeba się odważyć na szczerość. Na początek... wobec samego siebie.

Tylko w samotności

Pornografia i masturbacja – ta koszmarna para sprawia, że wiele kobiet zadaje sobie pytanie: „czy już go nie podniecam?”. Coraz więcej mężczyzn wybiera tę formę rozładowania: ekspresową, bez zobowiązań i skuteczną. Paradoksalnie, niektórzy zaczynają przygodę z masturbacją z altruistycznych pobudek. Tak jak Jurek: najpierw  uciekał się do samozaspokojenia, bo... żona wracała z pracy zmęczona, nie w nastroju do seksu i nie chciał jej zmuszać. Kiedy zasypiała, potrzebował dziesięciu minut przed komputerem i… mógł spokojnie położyć się obok niej. Z czasem jednak coraz mniej myślał o żonie, a coraz chętniej sięgał po samotny seks. W końcu Eliza się poskarżyła: „nie spaliśmy ze sobą od ponad pół roku”. I zapytała: „już mnie nie kochasz?”. Kochał, ale przyzwyczaił się inaczej zaspokajać własne seksualne potrzeby.

– W dobie internetu i łatwej dostępności pornografii można sobie urządzić erotyczny seans w dowolnym momencie – mówi seksuolożka. – Dla mężczyzny najważniejsze są bodźce wizualne, a tu je znajdzie. Wie, czego potrzebuje i jak reaguje jego ciało. Potrafi się szybko zaspokoić. Dlaczego miałby się męczyć staraniem o kobietę?

Dlatego wcale nie tak rzadko się zdarza, że masturbacja wypiera życie seksualne pary, a wybierający łatwiejsze zaspokojenie mężczyzna zaczyna unikać seksu.

– W samozaspokojenie ucieka się jeszcze z jednego powodu: poszukiwania specyficznego bodźca. Mężczyźni miewają swoje fetysze: lateks, trójkąty, specyficzny rodzaj pieszczot. Łatwo znaleźć pornografię na dany temat, trudniej zachęcić partnerkę do takiej zabawy. Niektórzy wręcz boją się jej o tym powiedzieć – tłumaczy Zaryczna.

Masturbacja zostawia jednak ślad: warunkuje na pewien rodzaj bodźca. Takim może być np. nacisk własnej ręki. Kiedy mężczyzna się do niego przyzwyczai, stosunek genitalny nie daje mu przyjemności. A wtedy tym bardziej będzie unikać zbliżeń…

Na szczęście i z tej ścieżki można w porę zawrócić. Mężczyzna musi się tylko przełamać i opowiedzieć o swoich potrzebach partnerce, a ona chcieć je spełnić z miłością.

  1. Seks

Seks rodzi się w głowie

Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W najbardziej intymnych sytuacjach w organizmie wydzielają się różnorodne substancje. Jak mózg wpływa na odczuwanie satysfakcji z seksu i gdzie rodzi się orgazm? Pytamy neurolog Ałbenę Grabowską.

Jak wygląda seks oczami neurologa?
Przede wszystkim seks zaczyna się i kończy właśnie w mózgu. Nie w penisie czy łechtaczce. Tam zachodzi jedynie stymulacja, zresztą sprzężona z wrażeniami wzrokowymi, słuchowymi, smakowymi, potem sygnał dochodzi do mózgu, rozprzestrzenia się i wraca jako przyjemność i rozkosz. Najprościej mówiąc, tak to wygląda.

Gdybyśmy chcieli rozłożyć seks na czynniki pierwsze – jakie substancje odpowiadają za to, co odczuwamy w jego trakcie?
Głównie wydziela się dopamina: hormon przyjemności i nagrody, czyli doznań bardzo subiektywnych. Ale nie tylko, bo i obiektywnych, na przykład wzrostu ciśnienia. Dzięki temu mózg otrzymuje więcej tlenu i glukozy. Drugim hormonem jest oksytocyna, hormon przywiązania, ale inaczej działa ona u mężczyzn, inaczej u kobiet. Stąd absolutnie fizjologiczna reakcja, że po wszystkim „on” odwraca się i zasypia, a „ona” chciałaby porozmawiać czy poprzytulać się. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że u „niego” oksytocyna jest natychmiast eliminowana przez testosteron. Mężczyzna „otrzymuje” informację bardzo pierwotną, że zrobił, co do niego należy, prawdopodobnie przedłużył gatunek, umęczył się, więc teraz musi odpocząć, zregenerować się i szukać innej samicy czy zbierać siły, żeby polować na mamuty. „Ona” zaczyna działanie dopiero po seksie, jej struktury w mózgu się konsolidują, pojawia się lęk, że on odejdzie, że pójdzie do innej, że z tego stosunku nic nie wyniknie, że ona zostanie sama… więc jest nastawiona na budowanie więzi, chce wić gniazdo, opiekować się tym mężczyzną, przedłużać moment seksu – stąd mamy tak różne zachowania „po”.

Poza tym są jeszcze endorfiny, które służą do czystej przyjemności – to rodzaj bonusu, bo orgazm przyjemnościowy jest charakterystyczny tylko dla gatunku ludzkiego. Służą one też przyjemności, która nadaje motywację, ma zadziałać społecznie – po seksie jesteśmy pełni energii, z większą radością podchodzimy do życia. Wydziela się również cały szereg „mniejszych” hormonów, neuroprzekaźników, substancji pomocniczych i tak dalej. Wszystko to wzmacnia poczucie, że w naszym organizmie zachodzi coś ważnego.

Który rejon mózgu uruchamia się podczas seksu?
Aktywuje się wtedy cała masa obszarów. W ogóle mózg jest tak skonstruowany, że działa nie na zasadzie aktywowania jakiegoś jednego małego ośrodka, tylko wielu ośrodków i wzajemnych połączeń. Bo przy każdej naszej działalności, czy to jest patrzenie, słuchanie, ruszanie się, czy planowanie, uruchamiają się też inne, niebezpośrednio z nią związane struktury. W seksie początkowo też tak jest, to znaczy w fazie wstępnej, kiedy wybieramy partnera bądź partnerkę, czyli na poziomie wizualnym, że sprawdzamy, czy dana osoba jest dla nas atrakcyjna, czy chcemy się z nią poddać tak intymnej czynności, jaką jest seks, zachodzą różne elementy, typu wstępne zaufanie albo wstępny ogląd, że dana osoba jest dla nas bezpieczna. Kiedy już dochodzi do seksu, aktywują się ośrodki praktyczne, czyli: znaleźć miejsce, żeby było bezpiecznie, żeby było wygodnie. Potem dopiero pojawiają się reakcje na poziomie wyższym, korowym, oddajemy się bardziej postrzeganiu i analizowaniu, a nie działaniu: włączają się sfery przyjemnościowe związane z emocjami. Za tym idzie wzrost ciśnienia tętniczego, szybsze krążenie krwi, większe ukrwienie mózgu, przyspieszone bicie serca, aktywacja mięśni. I o ile w początkowej fazie seksu dochodzi w mózgu do mnóstwa połączeń, żeby się wydzieliła odpowiednia ilość hormonów, neuroprzekaźników, o tyle w trakcie samego orgazmu mózg się jakby defragmentuje.

Czyli podczas orgazmu niektóre połączenia w mózgu nagle „siadają”?
Tak, wyłączają się struktury związane z lękiem. U kobiet dzieje się to podczas orgazmu, u mężczyzn już na etapie wstępnym. To pozostałość po naszych przodkach: kobieta ma się tak przygotować i nastawić na seks, na prokreację, żeby wyłączyć wszystkie hamulce. One pojawiają się na etapie wstępnej percepcji, czyli doboru partnera, a jeśli już idziemy do łóżka, to ma być tylko przyjemnie, mamy być nastawieni na przedłużanie gatunku. Z kolei u mężczyzn lęk wyłącza się już wcześniej, bo oni nie mogą się bać, podchodząc do kobiety. Muszą być pewni i wysyłać komunikat: „Tak, to mnie szukasz!”. Pamiętajmy, że kiedyś seks służył do prokreacji, do przedłużania gatunku, ludzie często nie dożywali 40. roku życia, więc kobiety rodziły, gdy tylko wchodziły w wiek rozrodczy. To są atawizmy pozostawione przez naturę.

A w którym miejscu w mózgu rodzi się orgazm?
Głównie w płatach czołowych i skroniowych. Uruchamia się najstarszy filogenetycznie układ, tak zwany układ limbiczny, w skład którego wchodzą hipokamp i ciało migdałowate, czyli struktury odpowiedzialne za emocje. Bo emocji w seksie jest najwięcej. Mówi się, że miłość jest w prążkowiu, natomiast pożądanie w układzie limbicznym. Uruchamia się też układ współczulny, czyli nieuświadomiony kawałek układu nerwowego, który między innymi wysyła gwałtowny impuls do najmniejszych nerwów, stąd mocniejsze odczucia w skórze, specyficzna potliwość, która spowodowana jest nie tylko zmęczeniem, takim jak podczas biegania czy ćwiczeń, lecz wiąże się z wydzielaniem gruczołów potowych. U niektórych pojawia się również wrażenie parcia na mocz. Ale z badań naukowych wynika, że najprzyjemniejszym doznaniem jest moment wyłączenia kontroli, całkowitego oddania się, czyli „mała śmierć”. To chwila ekstremalnego ryzyka – wydziela się adrenalina i wszystkie hormony walki, a walki nie ma, więc pojawia się bardzo silnie odczuwana przyjemność. „Możesz mnie zamordować, możesz zrobić mi wszystko, a mnie się to spodoba”.

Czy za to, że łatwo lub nie wejść w stan podniecenia, również odpowiadają jakieś substancje w naszym organizmie?
W całym świecie zwierzęcym jest tak, że to samiec się stroi, ma być atrakcyjny i ma przywabić samicę. U ludzi jest odwrotnie – to samica jest atrakcyjna i ma na siebie zwrócić uwagę samca. To się dzieje na poziomie świadomości i na poziomie podświadomości. Już w czasie gry wstępnej wydziela się oksytocyna i kobieta planuje, co będzie dalej. Z kolei u mężczyzny oksytocyna powoduje natychmiastowe wydzielanie się testosteronu, więc on zaczyna działać. Dlatego tak łatwo jest podniecić mężczyznę, a tak trudno kobietę.

U kobiety podobno grą wstępną jest wszystko to, co się dzieje w ciągu 24 godzin przed penetracją, a dla mężczyzny to 3 minuty.
Bo mężczyźnie nie potrzeba więcej. Nie jest w stanie udawać orgazmu czy podniecenia – albo jest podniecony, i my to widzimy, albo nie. Kobieta może wydłużać ten stan w nieskończoność, do prokreacji nie potrzebuje przyjemności i żeby zajść w ciążę, nie musi mieć orgazmu. Natomiast mężczyzna, żeby zapłodnić kobietę, musi mieć orgazm i dlatego potrzebuje większej dawki w krótkim czasie. Wszystko musi szybko zadziałać: oksytocyna, testosteron, wzwód. U kobiet wszystko rozłożone jest w czasie, całym aktem przygotowują się do tego, co będzie w przyszłości, czy to będzie macierzyństwo, czy relacja. Są w gotowości i mózgowej, i hormonalnej.

Podobno kobiecy mózg odróżnia rodzaje dotyku. W zależności od tego, czy jest stymulowana łechtaczka, pochwa czy sutki, aktywują się różne partie mózgu.
To jest uwarunkowane indywidualnie, niektóre kobiety w ogóle nie reagują na stymulację sutków, a inne mają wrażliwą tylko łechtaczkę. Kobietę trzeba poznać, zorientować się, co jej sprawia przyjemność. Mężczyźni są bardziej jednorodni pod tym względem – prawie w 100 procentach przypadków najbardziej wrażliwy jest penis.

Czyli w naszych głowach dzieje się dużo więcej, niż nam się wydaje. Mózg ma wpływ na wszystko, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Ale to dobrze, że pewne rzeczy są nieuświadomione, bo tak jak trudno wyobrazić sobie sytuację, że musielibyśmy świadomie kierować takimi procesami, jak oddychanie czy chodzenie i nakazywać naszemu sercu, żeby biło, tak samo w seksie dobrze jest pewne sprawy pozostawić uczuciom, a nie wszystko kontrolować i analizować.