1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Na czym polega edukacja seksualna?

Na czym polega edukacja seksualna?

123rf.com
123rf.com
Jak rozmawiać o seksie z dziećmi ? Pytam o to Kamilę Raczyńską, edukatorkę z Pontonu, która od wielu lat zajmuje się tym, co podstawowe, informowaniem młodzieży o pozytywnych aspektach seksualności, bezpiecznych zachowaniach, anatomii, psychologii.

Co dokładnie robią edukatorzy Pontonu w szkołach?

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton działa przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny już od prawie 10 lat. Główną, chociaż nie jedyną, działalnością Pontonu jest prowadzenie w szkołach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych zajęć z zakresu edukacji seksualnej i relacji międzyludzkich (pozostały obszary działań to poradnictwo przez telefon zaufania oraz mailowe, szkolenia dla rad pedagogicznych, tworzenie publikacji i broszur, organizowanie akcji ulicznych oraz happeningów). Zajęcia prowadzone przed edukatorów i edukatorki seksualne obejmują Warszawę i najbliższe okolice, są nieodpłatne, trwają 90  minut, a każde prowadzone jest przez parę edukatorów/edukatorek. Współpracujemy ze szkołami i placówkami oświatowymi oraz opiekuńczo-wychowawczymi głównie z Warszawy, ponieważ w Pontonie wszyscy jesteśmy wolontariuszami/wolontariuszkami i nie mamy możliwości brania urlopów z naszych stałych prac, czy zajęć na uczelniach, by nieodpłatnie jechać na drugi koniec Polski i szkolić.

Jeśli szkoła lub placówka z innej części Polski chce abyśmy przeszkolili młodzież lub kadrę w większym wymiarze godzin, robimy to odpłatnie, gdyż dysponujemy dyplomowanymi edukatorkami seksualnymi i trenerkami umiejętności psychospołecznych, które pracują w ten sposób zawodowo. 90 minut zajęć podyktowane jest tym, że z reguły szkoły nie mają tyle czasu w planie zajęć, aby wpuścić edukatorów na dłuższe zajęcia, a jest to pewne minimum czasowe, które pozwala nam przedstawić podstawowe zagadnienia.

Zajęcia skupiają się na promowaniu postaw asertywnych w kontaktach z parterem/partnerką oraz rówieśnikami, upowszechnianiu praw seksualnych oraz reprodukcyjnych (czyli praw człowieka odnoszących się do zdrowia Seksualnego i reprodukcyjnego, np. praw pacjentki u lekarza ginekologa, praw mniejszości seksualnych), przekazywaniu rzetelnych i obiektywnych światopoglądowo informacji na temat współczesnych metod antykoncepcji zgodnych z wytycznymi WHO (Światowej Organizacji Zdrowia), oraz na profilaktyce HIV/AIDS i innych STI (infekcji przenoszonych drogą płciową). Zaznaczam, że wszystkie przekazywane przez nas informacje są obiektywne światopoglądowo, co oznacza, że opieramy się na badaniach i raportach WHO i nie jest prawdą, że promujemy wyłącznie antykoncepcję hormonalną czy mechaniczną (prezerwatywy). Tak samo omawiamy tzw. naturalne metody planowania rodziny, czyli zakładające okresową abstynencję seksualną. Zajęcia są prowadzone metodami warsztatowymi, czyli aktywizującymi młodzież, nie prowadzimy nudnych wykładów niezrozumiałym, akademickim językiem.

Jako edukatorka Pontonu, co byś powiedziała na argumenty o molestowaniu i seksualizację młodzieży, jaki przywołują przeciwnicy edukacji?

To dla mnie szokujące i zarazem smutne, gdy wykształcony pedagog stawia w jednym rzędzie edukację seksualną oraz molestowanie seksualne. Akt molestowania zakłada przymus, a jego zamiarem jest skrzywdzenie danej osoby przy jednoczesnym czerpaniu satysfakcji seksualnej przez sprawcę. Teza, jakoby edukatorzy seksualni pobudzali się, prezentując młodzieży, jak prawidłowo założyć prezerwatywę na fantom penisa (zaznaczam, że nie jest to wibrator, dildo czy jakikolwiek gadżet z sex-shopu. Pracujemy na drewnianych bądź styropianowych fantomach penisa, dostępnych w sklepach internetowych, w tych samych, w których Akademie Medyczne kupują plansze i makiety edukacyjne), jest absurdalna i obnaża stan niewiedzy. Ani edukatorzy się tym nie pobudzają, ani tym bardziej młodzież, ponieważ nie mają czym.

Podczas zajęć młodzi ludzie dostają rzetelne, pozbawione podtekstów seksualnych czy niesmacznych żartów, informacje. Prowadzę zajęcia z zakresu edukacji seksualnej od ponad 8 lat. Do tej pory przeszkoliłam tysiące młodych osób i setki osób dorosłych. Nigdy nie zdarzyło mi się żeby ktoś poczuł się urażony, czy żeby granice czyjejś intymności zostały przekroczone. Mało tego, jako edukatorka szkoliłam grupy nauczycieli i nauczycielek, wśród których były katechetki oraz katecheci i oni również mimo początkowego zaskoczenia stwierdzali, że można tę część zajęć przeprowadzić w sposób nieinwazyjny i merytoryczny, chociaż sami by się na to nie zdecydowali.

Często przeciwnicy edukacji seksualnej zarzucają edukatorom, że prowadzone przez nas zajęcia skupiają się tylko na tym, „jak uprawiać seks, ale uniknąć wpadki. Nie jest to prawdą. Zawsze podkreślamy wagę wspólnej decyzji o inicjacji seksualnej, wzajemnego szacunku i odpowiedzialności; mówimy, jak się chronić przed presją rówieśniczą oraz przed rozseksualizowanym przekazem płynących z mediów; gdzie się zgłosić, gdy ktoś nas wykorzysta lub złamie nasze prawa;  kiedy udać się do lekarza i jakie ten lekarz ma wobec nas obowiązki. To nie jest molestowanie czy rozbudzanie młodzieży. My uczymy jak się przed tym chronić, jak nie podejmować decyzji o współżyciu zbyt wcześnie i jak szanować swoje i cudze granice intymności. Owszem, uczymy też jak  się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą i chorobami, ale nigdy w myśl „hulaj dusza, piekła nie ma, tylko załóż gumkę". Taka postawa jest niegodna z zasadami pracy edukatora seksualnego i z wiedzą z zakresu psychoseksualności.

Jak, twoim zdaniem, wygląda panorama edukacji seksualnej w Polsce?

Z badań, które Grupa Ponton robiła w latach 2009 (Jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach) oraz 2011 (Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach) wynikają rzeczy smutne i straszne. Badania przeprowadziliśmy po tym, gdy na kolejne pisma do MEN, z żądaniem rzetelnej edukacji seksualnej w szkołach nie dostawaliśmy odpowiedzi, a podczas spotkań na konferencjach czy debatach przedstawiciele Ministerstwa uparcie powtarzali, że WDŻ jest prowadzone w szkołach i jest na dobrym poziomie. Natomiast badania dotyczące edukacji seksualnej w domach zrobiliśmy po tym, gdy po publikacji pierwszego raportu usłyszeliśmy, że szkoła nie musi uczyć tego przedmiotu, ponieważ wiedza na temat seksualności jest przekazywana w domu i widać to wystarczy.

Wyniki badań były zatrważające: blisko 40% osób ankietowanych nigdy nie miało zajęć WDŻ na żadnym etapie edukacji; 25% osób, które przedmiot miały, zgłosiło, że zajęcia z wychowania do życia w rodzinie prowadzone są/były przez księży i katechetki. Nie lepiej jest w domach - blisko 50% młodych osób nigdy nie rozmawiało z rodzicami w domu o niczym, co się wiąże z dojrzewaniem i seksualnością. Oznacza to, że rodzice nie przekazywali im wiedzy o higienie w okresie dorastania czy podczas miesiączki, o masturbacji, o chorobach, nawet o przemocy seksualnej. Pozostałe osoby, które tych rozmów doświadczyły (a przebadaliśmy w sumie 3868 osób w wieki 13-35)  pisały nam, że większość tych rozmów odbywała się w tonie „szanuj się!", „jak zajdziesz w ciąże, to cię wyrzucę z domu", a w przypadkach chłopców „chodź synu, pokażę ci pornosa, dowiesz się, jak się postępuje z kobietą". W szkole nie jest lepiej. Dostaliśmy zgłoszenia mówiące o tym, że na lekcjach WDŻ młodzież słyszy, że tampony przyrastają do pochwy i się umiera, że prezerwatywa uciska penisa, w skutek czego chłopak staje się impotentem, gwałt to oczywiście wina dziewczyny „bo prowokowała, a chłopak ma swoje potrzeby", a homoseksualność to choroba. Uważam, że taki poziom zajęć w polskich szkołach to dramat i wyraz nieudolności MENu.

Czy są jakieś dobre wzorce do naśladowania?

Nie wiem, czy konkretne wzorce, podejrzane w innych państwach, koniecznie muszą być wzorcami do naśladowania w Polsce. Kopiowanie jeden do jednego zachodnich pomysłów mogłoby się nie sprawdzić, ponieważ mamy w Polsce specyficzną sytuację polityczną i religijną. Często słyszymy głosy, że pewnie byśmy chcieli takiej samej polityki jak w Wielkiej Brytanii, a tam efektem powszechnej edukacji seksualnej są  ciąże nastolatek. Po pierwsze, nie powszechna edukacja seksualna jest powodem tych ciąż, tylko polityka socjalna, która młodym samotnym matkom daje wysokie wsparcie finansowe i młode dziewczyny z ubogich rodzin często rodzą dzieci, by nie musieć kontynuować nauki i żyć na garnuszku państwa. Po drugie, jaki efekt byśmy osiągnęli, montując w toaletach szkolnych automaty z prezerwatywami, gdy podczas lekcji biologii nauczycie nie wymawiają nawet słowa penis? Zacznijmy od podstaw - od edukacji dzieci, młodzieży i dorosłych do odpowiedzialnych postaw życiowych i mądrych decyzji. Jesteśmy naprawdę daleko za krajami zachodnimi; u nas wciąż w aptece farmaceuta nie sprzeda prezerwatywy, a pani na lekcji wdż w liceum mówi, że do zapłodnienia dochodzi „gdy układ rozrodczy żeński styka się z układem rozrodczym męskim". Przecież to absurd!

Co byś poleciła rodzicom, którzy mają dzieci i chcą je właściwie przygotować do wchodzenia w dojrzewanie seksualne?

Nie będę radzić we wszystkich kwestiach wychowawczych, mogę się wypowiadać w kwestii wychowania seksualnego. Po pierwsze zawsze odpowiadać na pytania dzieci. Dla dziecka w wieku przedszkolnym i młodszego pytanie „co to jest?" i wskazanie penisa, jest tak samo pozbawione jakiegokolwiek podtekstu, jak pytanie  „co to jest?" i wskazanie dużego palca u nogi.  Dzieci nie myślą w kategoriach pobudzenia erotycznego o swoich narządach płciowych. Oczywiście istnieje masturbacja dziecięca i służy ona dostarczeniu sobie przyjemności, ale dziecko przedszkolne nie fantazjuje podczas masturbacji o seksie! To dorośli, mając już pewne doświadczenia seksualne, przenoszą je na dziecko i zakładają jego „złe", czy „brudne" intencje. Z drugiej zaś strony ci sami rodzice, gdy dziecko już dorasta nie rozumieją, że jest ono istotą seksualną i w sposób naturalny zmierza ku pokwitaniu, burzy hormonów i będzie czuło zaraz pociąg seksualny.  Oszukują się, że jeśli nie będą „o tych tematach" mówić, to dziecko się nie dowie.  Przecież wszyscy wiemy, że tak się nie stanie i prędzej czy później, dziecko czy młodszy nastolatek zetknie się z pornografią w internecie, z żartami seksualnymi wśród rówieśników czy w najgorszym przypadku z przemocą seksualną. A wtedy jest już za późno na mądre rozmowy.

Edukujmy dziecko na co dzień, przez całe jego życie, w sposób naturalny i dostosowany do jego możliwości rozwojowych. Przecież codziennie mijamy kobiety w ciąży, oglądamy filmy, w których całują się pary (nie zawsze heteroseksualne pary), wyrzucamy zza wycieraczek samochodowych reklamy agencji towarzyskich. Dzieci to widzą i jeśli nie będziemy ich prowadzić za rękę i tłumaczyć świata, zrobi to ktoś za nas i nie wiadomo czy w prawidłowy sposób. A łapanie naszego 17- letniego syna za rękaw, gdy wychodzi na imprezę i wciskanie mu nerwowo prezerwatywy w dłoń, to nie jest edukacja seksualna. Myśmy, że nasze dzieci będą kiedyś dorosłymi i to, co damy im na starcie, będzie procentować. Jeśli nauczymy akceptacji do siebie i damy wiedzę, unikniemy przykrych, a czasem dramatycznych sytuacji.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Młodzi zawalczą o swoje prawo do educkacji seksualnej

Anja Rubik z SEXEDpl i marka Levi’s połączyły siły, by edukacja seksualna w Polsce stała się normą. (Fot. materiały prasowe)
Anja Rubik z SEXEDpl i marka Levi’s połączyły siły, by edukacja seksualna w Polsce stała się normą. (Fot. materiały prasowe)
Fundacja SEXEDpl to multimedialna platforma edukacyjna, której założycielką jest modelka i aktywistka Anja Rubik. Wspólnie z marką Levi’s, znaną ze swoich działań na rzecz tolerancji, równości i wolności, startuje z akcją na rzecz edukacji seksualnej młodych Polaków.

Celem akcji jest zachęcenie młodych ludzi do walki o swoje prawo do rzetelnych informacji o seksualności. Inicjatywa zachęca do działania i wzięcia sprawy w swoje ręce. Dlatego do udziału w akcji zaproszeni są młodzi ludzie, którzy chcą mieć wpływ na otaczającą ich rzeczywistość oraz mają pomysł jak tę rzeczywistość mogą zmienić.

Niezależnie od tego, czy pochodzicie z dużego czy małego miasta w Polsce, zachęcam wszystkich młodych ludzi do wzięcia udziału w rekrutacji i działania na rzecz lepszego dostępu do edukacji seksualnej. Bądź głosem w walce o swoje prawa. - powiedział Jeremy Leaf, prezes East Cluster, Levi Strauss & Co.

Ogromnie cieszę się na wspólną akcję z marką Levi’s. Wierzę, że zaangażowanie młodych ludzi do tego projektu pomoże nam jeszcze szerzej dotrzeć z rzetelnymi informacjami na temat edukacji seksualnej. Jak badania pokazują głównym źródłem wiedzy o seksualności są rówieśnicy! - mówi Anja Rubik, założycielka Fundacji SEXEDpl i dodaje - Myślę, że jest to bardzo ważna akcja dla młodych ludzi, ponieważ zachęca i motywuje ich do działania i zmiany otaczającej nas rzeczywistości.

Film promujący projekt #SEXEDpl i Levi’s ma motywować potencjalnych działaczy i działaczki do wzięcia udziału w warsztatach. Buntowniczy, pełen energii duch, przemawiający przez bohaterów video, ma konkretny przekaz: Młodzi, bierzcie sprawy w swoje ręce. Macie wpływ na otaczającą was rzeczywistość. Działajcie, a my #SEXEDpl i Levi’s Wam w tym pomożemy!

Zwieńczeniem projektu będą trzydniowe warsztaty, podczas których wybrana grupa będzie miała możliwość szkolić się pod okiem najlepszych specjalistów i specjalistek z dziedziny psychologii i seksuologii, organizacji wydarzeń specjalnych czy znanych aktywistów. Podczas warsztatów uczestnicy i uczestniczki nauczą się podstaw edukacji seksualnej. Poznają również narzędzia, dzięki którym będą mogli podzielić się zdobytą wiedzą z innymi osobami w ich społecznościach lokalnych. Rolą SEXEDpl będzie profesjonalne wsparcie w realizowaniu ich pomysłów. Po edukacyjnym zlocie działacze i działaczki pod skrzydłami SEXEDpl będą szerzyć zdobytą wiedzę - zarówno podczas lokalnych aktywności, jak i internetowych przekazów.

 

Kto może wziąć udział w warsztatach? Młodzi działacze i działaczki w wieku 15-20 lat. Aby wziąć udział w warsztatach, należy odpowiedzieć na kilka pytań, które znajdują się w formularzu zgłoszeniowym zamieszczonym w zakładce na stronie www.sexed.pl. Zapisy potrwają od 21 stycznia do 17 lutego 2021 roku. Spośród zgłoszeń zostanie wybranych 20 osób, które w najciekawszy i najbardziej kreatywny sposób podejdą do tematu propagowania edukacji seksualnej w swoich lokalnych społecznościach.

  1. Seks

Trzy mity na temat masturbacji

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Dlaczego warto tropić mity i fałszywe przekonania, które dotyczą tak intymnej sfery życia, jaką jest masturbacja? Ponieważ fałszywe przekonania mają dużą siłę i uniemożliwiają nam poznawanie. Wiemy, że coś jest niewłaściwe, więc nawet o nie myślimy. A okazać się może, że niewłaściwe jest jak najbardziej stosowne.

Masturbacja szkodzi kobietom?

Faceci się masturbują i w większości nie mają z tego powodu poczucia winy. Nikt tez ich jakoś nie posądzą, że stracą ochotę na seks albo się uzależnią. Masturbują się nawet płody w łonie matki, czego dowodzą badania amerykańskich neurologów związane z wielogodzinną obserwację płodów w usg. Masturbacja jest naturalna i nie prowadzi do zahamowań ani nie rozbudza w złym tego słowa znaczeniu. Jest wręcz odwrotnie - dla kobiet to sumienie popędu seksualnego wiąże się z poważnymi konsekwencjami nie tylko natury erotycznej, ale też emocjonalnej.

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice, oprócz takiej, jaką same możemy sobie wyrządzić - na przykład przez utrzymywanie poczucia winy z tego powodu.  Jeśli używamy jej świadomie, aby zwiększyć kontakt ze swoim ciałem, nauczyć się rozpoznawać sygnały z niego płynące, swoje potrzeby i warunki fizjologiczne -  służy naszemu rozwojowi i budowaniu kontaktu z ciałem.

Oczywiście istnieje ciemna strona masturbacji, gdy jest używana jako środek zaradczy na poczucie osamotnienia, przedłużający się stres, kłopoty w związku. Jeśli masturbujemy się kompulsywnie, nawykowo, nerwowo możemy uzależnić się od niej tak, jak od każdej rzeczy niosącej pozorną ulgę.

Uzależnienie od wibratora?

Wibrator + masturbacja kompulsywna = kłopoty.

Nie można uzależnić się od wibratora, ponieważ wibrator sam w sobie jest czymś obojętnym, neutralnym. Problem może pojawić się w użytkowniczce, gdy popadnie w masturbację kompulsywną, czyli taką, która służy nie przyjemności, a rozładowaniu napięcia. Podobnie jak nadużywanie alkoholu, seks z przygodnie poznanymi partnerami i inne ryzykowne zachowania, tak i masturbacja bywa sposobem na niewłaściwe podejście do stresów i napięć. W dobrej masturbacji, czyli tej prowadzonej świadomie, z uwagą wobec swojego ciała, wibrator jest tylko zabawnym gadżetem lub urządzeniem intensyfikującym doznania. Nie staje się fetyszem czy jedyną drogą do uzyskania zaspokojenia seksualnego.

Spadek zainteresowania normalnym seksem z powodu masturbacji?

Będziesz miała jeszcze większą ochotę nas seks, jeśli będziesz się masturbować. Deborah Sundah w swojej świetnej książce „Kobieca ejakulacja i punkt G. Orgazmy, jakich nie miała twoja babcia" mówi o bardzo ciekawych badaniach. Dowodzą one, że w kobiecym ciele po seksie z człowiekiem (kobietą lub mężczyzną) dochodzi do wyzwolenia dużej ilości dopamin - hormonów szczęścia. Natomiast po masturbacji, niezależnie od sposobu jej prowadzenia, dopamin wydziela się znacznie mniej, dużo natomiast testosteronu - męskiego hormonu odpowiedzialnego m.in. za aktywizację libido. Dodatkowo dobra masturbacja, skierowana na przyjemność, kontakt z ciałem zwiększa twoją wiedzę o potrzebach i reakcjach ciała. Dlatego: im więcej dobrej masturbacji, tym większy apetyt na seks.

  1. Seks

Sposoby na osiągnięcie orgazmu – 10 zaskakujących dróg na szczyt

Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Gdy mówimy o orgazmach ze stymulacji genitaliów, sprawa wydaje się dość oczywista. A co z resztą ciała? Czy są orgazmy indukowane czymś innym niż grą wstępną i seksem? Są i jest ich całkiem sporo. Nie nazwę ich dziwnymi drogami do osiągnięcia orgazmu, bo przecież są zupełnie naturalne, nawet jeżeli jedna z nich to choroba. Naturalne są też dlatego, że pokazują, że całe nasze kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. Oto 10 mniej lub bardziej zaskakujących metod na dochodzenie na szczyt.

1. Aktywność fizyczna.
Orgazmy w czasie sportu spowodowane zarówno intensywnym ruchem, jak i pobudzeniem rdzenia kręgowego oraz produkcją hormonów. Podobno joga (praca mięśniami dnia miednicy zwłaszcza) i pływanie rządzą, ale świetne także są ćwiczenia z siłowni - wzmacnianie ud, pośladków i bioder. Nie wymienię jazdy konnej, bo to zdecydowanie za proste. Tężyzna fizyczna i przyjemność. Może jednak warto zapisać się na fitness jesienią.

2. Stymulacja sutków i karmienie piersią
. Sutki niektórych kobiet są tak wrażliwe na pieszczoty, że nawet ich niewielkie pobudzenie owocuje pełnym, intensywnym orgazmem. Co dopiero mówić o matkach karmiących swoje dzieci piersią? Przy karmieniu oksytocyny wydziela się tyle, że uniknięcie orgazmu wydaje sie wyczynem.

3. Poród
. Może i brzmi dziwnie, ale w końcu mówimy o tych samych strefach, tylko innej stymulacji. Kobiety rodzące w wodzie, świadomie, które nie boją sie porodu i mają do niego właściwe przygotowanie, często relacjonują wrażenia orgazmiczne, które na dodatek uśmierzają ból. Jedna z teorii o sensowności posiadania strefy G przez kobiety mówi właśnie o tym, że przemieszczająca się przez kanał rodny główka dziecka uciska strefę G, prowokując orgazm i zmniejszając ból porodu. Do wypróbowania osobiście.

4. Fantazje i sny.
Na początku tylko Betty Dodson mówiła, że porządnie przykładając się do fantazji seksualnych, możemy spowodować u siebie orgazm. Z czasem i wraz z rozwojem badań przy pomocy tomografii komputerowej odkryto i opisano liczną grupę kobiet, które dochodzą przez samo wyobrażanie sobie aktu seksualnego. Bez dodatkowej stymulacji ciała. Podobny mechanizm działa, gdy mamy sen zakończony orgazmem, choć wtedy nie decydujemy świadomie o kształcie naszych fantazji. W każdym przypadku – polecane!

5. Masaż.
Fakt, że intensywne pobudzenie ciała masażem skutkuje odczuciem przyjemności to oczywistość. Jednak pewna grupa kobiet posiada fascynująca zdolność - mogą osiągać orgazmy ze stref innych niż erogenne. Na przykład z masażu stóp, dłoni, masażu ciała z pominięciem genitaliów. Prośba o podrapanie po plecach nabiera zupełnie innego znaczenia.

6. Syndrom Stałego Pobudzenia Seksualnego (Permanent Sexual Arousal Syndrome, PSAS
). Wcale nie zabawne, bo to męcząca przypadłość oznaczająca permanentne przekrwienie genitaliów. Może dawać kilkadziesiąt, kilkaset niechcianych i nieoczekiwanych orgazmów dziennie. Ciężko na tym etapie mówić o rozkoszy czy przyjemności.

7. Energia
. Orgazmy owiane legendą, przenoszące nas gdzie indziej i zalewające całe ciało. Jak święty Graal działają na młodych adeptów Tantry. Prozaicznie polegają głównie na wyostrzeniu świadomości ciała na i pełnym odczuwaniu, i przewodzeniu bodźców z niego płynących. Efekt osiągany w połączeniu z praktyką jest wart całego zainwestowanego w naukę czasu.

8. Autonomous Sensory Meridian Response, ASMR
- potocznie nazywany orgazmem głowy, choć bardziej precyzyjna nazwa powinna brzmieć „Orgazm Z Głowy”. Są to bardziej sensacje, niż orgazm in spe zaczynające się na głowie i biegnące wzdłuż kręgosłupa. Można mieć ASMR bez żadnego bodźca z zewnątrz albo dzięki określonym bodźcom nieseksualnym, wśród których wymienia się same przyjemne i zmysłowe rzeczy: wizyta u fryzjera (dotyk głowy, szyi i ramion), słuchanie delikatnych dźwięków (np. szeptów), melodii określonego języka, oglądanie spokojnie wykonywanych, monotonnych czynności. Badań naukowych nad ASMR brak. Psychologowie mówią, że to raczej pozytywne kodowanie z dzieciństwa (uspokajający głos matki. czesanie jako pieszczota), które owocuje przyjemnością w dorosłości. Nie zraża to społeczności tworzącej liczne grupy i fora internetowe, na których można się cieszyć ASMR-owimi radami i filmami.

9. Mycie zębów.
Ten akurat przypadek opisano w USA i dotyczył kobiety, która po operacji mózgu straciła możliwość odczuwania orgazmów w tradycyjny sposób. Jej ciało prawdopodobnie samo znalazło rozwiązanie i kobieta odkryła, że intensywne szczotkowanie zębów daje jej najpierw przyjemność a potem odczucie orgazmu. Zjawisko obserwowane u osób dotkniętych paraliżem pourazowym, zwłaszcza dolnej połowy ciała. Zamiast stref erogennych wokół genitaliów są w pełni funkcjonalne strefy erogenne, np. na szyi, sutkach, uszach.

10. Najmniej naturalny
. Stosowanie leków antydepresyjnych i przeciwlękowych zawierających clomipraminę powoduje orgazmy przy ziewaniu. Podobno.

  1. Psychologia

Jak przygotować dzieci do życia seksualnego? Nie bądźmy głusi na pytania

Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy jednak uczyć dzieci także wyznaczania granic seksualności. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu – mówi seksuolożka i terapeutka Maria Beisert.

Teoretycznie wiemy, że dzieci trzeba uświadamiać, ale w praktyce nam to nie wychodzi. Dlaczego?
Prawdopodobnie dlatego, że traktujemy wychowanie seksualne jako coś osobnego. Tymczasem to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia.

Od kiedy zaczynać?
Tak jak nie da się określić punktu startowego wychowania, tak nie można określić początku wychowania seksualnego. Zaczyna się już w momencie, gdy dwoje ludzi decyduje się na dzieci, a w sensie duchowym nawet wcześniej – gdy młodzi ludzie podejmują kontakty seksualne i może pojawić się dziecko.

Znam rodziców, którzy niczego przed dziećmi nie ukrywają, także własnej nagości. To dobrze?
Wszystkie sposoby wychowania mają swoje zalety i wady. W tym pozytywne jest to, że dziecko, blisko dopuszczane do intymności innych ludzi, dosyć wcześnie i swobodnie porusza się po zagadnieniach seksualnych. Ta sfera nie łączy mu się poza tym z negatywnymi uczuciami, takimi jak wstyd, złość, lęk. Seks jest czymś dobrym, naturalnym i przynależnym każdemu człowiekowi. Wady – to mało wyraźne granice stawiane dziecku, co powoduje, że ma mało informacji, dokąd mu wolno dojść, lub nie ma ich wcale, bo rodzice uważają, że ciekawość dziecka jest wielką wartością, którą należy promować. Konsekwencje tego mogą być takie, że dziecko nie bardzo wie, co jest dobre, a co złe, dokąd może się posunąć, a gdzie zaczyna się obszar, na który nie powinno wkraczać. I to jest bardzo groźne na przyszłość.

Dlaczego?
Po pierwsze dziecko może samo przekraczać cudze granice niechcący, bez złej woli, mając szlachetne pobudki, jak chęć poznania czyjegoś ciała. Ale czyjeś ciało to nie krzesło czy drzewo, tylko prywatna własność, i żeby je eksplorować, trzeba mieć pozwolenie. Wszystkie kultury podkreślają, że istnieją części ciała dostępne dużej grupie osób i takie dostępne wyłącznie partnerowi. Jeśli dziecko przekracza wyznaczone w danej kulturze granice, rodzice mówią: stop.

Powinni wyjaśnić, dlaczego nie wolno?
Dwulatkowi mówią tylko stop. Pięciolatkowi tłumaczą, że tych części ciała nie wszyscy mogą dotykać. Nastolatkowi należy się dokładniejsza informacja z wyjaśnieniem, że tylko w intymnym kontakcie można mieć do tych obszarów dostęp. Konsekwencją pozwalania dzieciom na wszystko jest to, co słyszę potem od dorosłych pacjentów. Na przykład: człowiek powinien być otwarty, tymczasem blokują go bariery kulturowe zabraniające uprawiania seksu z dziećmi czy ze zwierzętami. W takim dorosłym słyszę dziecko, które w wieku pięciu lat było zachęcane do eksperymentów z przekraczaniem granicy intymności, któremu nie udzielano wskazówek, co wolno. Wychowanie przyzwalające na wszystko wyrządza podwójną krzywdę – dziecku i otoczeniu, które potem będzie musiało sobie z nim radzić.

U nas dominuje opresyjne wychowanie seksualne. Jakie mogą być konsekwencje tego modelu?
Seks obciążony zostaje lękiem, wstydem, gniewem, złością, czyli wszystkim tym, co kojarzy się z przykrymi przeżyciami, co jest negatywnie wartościowane, brzydkie, brudne, z czym porządni ludzie woleliby nie mieć do czynienia, a jeśli już, to szybko, byle jak i ewentualnie jak najkrócej. Seks to też to, co jest dozwolone tylko w celu prokreacyjnym.

Dlaczego w Polsce wychowanie seksualne budzi tyle emocji?
Duży wpływ na wychowanie w ogóle ma jedna religia, która w dodatku traktuje seksualność jako coś nieczystego, a ponadto istnieje wzorzec matki Polki, który kładzie akcent tylko na jeden aspekt płciowości, czyli na bycie matką, tak jakby matki brały się z wiecznego zatrudniania bocianów, a nie z seksualności. Tymczasem należy podkreślać, że seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także – atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy też jednak uczyć, że eksploracja seksualności – naszej i innych ludzi – musi mieć granice. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu.

Jakie to granice?
Po pierwsze seksualność powinna być realizowana bez przemocy, manipulacji, przymusu, zawsze z pozwoleniem. Brak przyzwolenia jest sprzeczny z istotą seksualności. Po drugie formy realizacji seksualności powinny być wzajemnie akceptowane i uzgodnione. Po trzecie nie mogą szkodzić zdrowiu. A po czwarte realizując naszą seksualność, nie możemy nią atakować innych.

Ważne są pewnie nie tylko wskazówki, ale i własny przykład.
Nie łudźmy się, że uda się nam wychować dzieci, dając im spójne wskazówki. Rodzice wyuczeni wiedzą, że dziecku należy się informacja, więc siadają z nim do rozmowy, oddychając głęboko, jakby zamierzali skoczyć do wody. Dziecko to widzi. Z jednej strony otrzymuje komunikat, że należy mu się informacja, a z drugiej – jakiż to ciężki obowiązek! Oczywiście rodziców nikt nie uczył, jak rozmawiać o seksualności, więc nie ma sensu czynić im wyrzutów, że tego nie potrafią. Chwała im za to, że próbują.

Lepiej się przyznać przed dzieckiem, że mamy z tym problem?
Oczywiście. Lepiej powiedzieć: „Porozmawiajmy, ale weź pod uwagę, że to dla mnie trudne, że robię mnóstwo błędów, choć się staram”.

Kiedy rodzice zabierają się do tej najważniejszej rozmowy z nastolatkiem, on na ogół macha ręką: „Nie wygłupiajcie się, ja to wszystko już wiem”.
Otóż to. Nadal pokutuje w rodzicach przekonanie, że trzeba odbyć tę jedną rozmowę, która nagle ustawi dziecko na całe życie. Nieprawda! Z dzieckiem trzeba rozmawiać od małego. I jak trzyletni Jaś pyta mamę, czemu nie ma siusiaka, to mama powinna odpowiedzieć: „dlatego, że mam coś zupełnie innego – małą cipkę, którą mają tylko dziewczynki, bo ja jestem kobietą”. A gdy córka dziwi się: „o, mama połknęła piłkę”, rodzice powinni wyjaśnić: „w mamy brzuchu jest twoja siostrzyczka, która wzięła się tam stąd, że się kochamy”. Takie rozmowy sprawiają, że nie będzie potrzebna ta przełomowa z nastolatkiem.

A jeśli dziecko nie pyta?
Na ogół pyta, tylko jesteśmy głusi na jego pytania, zniechęcamy go albo nie ma nas pod ręką. Oczywiście są dzieci mniej zainteresowane sferą seksualną. Ale bardzo ważne jest wychwytywanie pytań, bo dziecko nie mówi przecież: proszę o uświadomienie. Raczej powie: Czy ty wiesz, że ja czasami mam siusiaka, a czasami kijek? Mama, która odburknie „aha”, zamyka temat. Ta, która nie ucieka od tematu, powie: To nadal twój siusiak, tylko raz może być miękki, a raz twardy. Czasami dziecko nie pyta, a jednak prosi o informację. Trzeba podążać za nim, być czujnym, a czasem trzeba podać pewne informacje, nie czekając na pytania. Czekanie jest niedobrą strategią. Dziecko musi być przygotowane do tego, że jego seksualność może być wykorzystywana i powinno wiedzieć, jak się obronić. Nie możemy czekać, aż zapyta, czy to dobrze, że ktoś dotykał jego narządów płciowych.

Do jakiego stopnia wtajemniczać dzieci w nasze intymne kontakty?
Już dwu–trzyletnie dzieci muszą wiedzieć, że rodzice mają prawo do intymności. Robimy to przez drobne fakty, które uczą granic, na przykład prosząc o pukanie do sypialni.

Dziecko wchodzi do sypialni w trakcie aktu seksualnego. Jak reagować?
Zależy, ile ma lat i co widzi. Jeżeli trzylatek widzi jedną głowę na górze, drugą na dole, a zawsze widział je obok siebie, to znaczy, że niewiele zobaczył. Ale kiedy widzi dwa golasy w trakcie aktu penetracji, w dodatku od tyłu, może sądzić: „w konia się bawią”. Czternastolatek pewnie powie: „coś okropnego”. Reakcja dziecka na seks rodziców jest różna w zależności od tego, jakie kontakty obserwuje między nimi w dzień i co słyszy na temat seksu. Jeżeli matka mówi o seksie jako o „świństwie, za które idzie się do piekła”, po czym to świństwo uprawia, to córka, która przyłapie na tym matkę, jest zszokowana i zrozpaczona, że mamusia pójdzie do piekła. To wymaga poważnej rozmowy z dzieckiem – że rodzice są dorośli i okazują sobie czasami uczucia inaczej niż dzieci i obcy ludzie. Ale mało prawdopodobne, żeby taką rozmowę przeprowadziła matka źle wyrażająca się o seksie i konsekwencje tej sytuacji będą się za dzieckiem ciągnąć. W jeszcze trudniejszej sytuacji jest dziecko, które w dzień widzi między rodzicami przemoc, wrogość, poniżanie, a w nocy zobaczy kontakt seksualny. Seks może kojarzyć mu się z kontynuacją przemocy („znowu ją bije”), co potrafi fatalnie zaważyć na stosunku dziecka do tej sfery życia. W przyszłości dziewczynka może podjąć decyzję: nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, albo: trzeba mamie pomóc. I na przykład ucieka w chorobę, wymyśla różne strategie po to, żeby odciągnąć ją od ojca.

Co to znaczy: dobrze przygotować dzieci do życia seksualnego?
Przygotować do różnorodności, do wyboru. Popatrz, jacy ludzie są różni. Na religii siostra mówi, że współżycie przed ślubem jest grzechem, a twoja babcia urodziła mnie, zanim wyszła za mąż za dziadka. Jedni mają taki system wartości, inni siaki, ciebie będzie czekał wybór. To jest jeden z poglądów, bo oczywiście można powiedzieć: istnieje jeden jedyny słuszny. Ja wolę patrzeć na świat jak na propozycję różnorodności. I z niej czerpać siłę.

Maria Beisert prof. dr hab., kieruje Pracownią Seksuologii Społecznej i Klinicznej w Instytucie Psychologii UAM oraz Podyplomowym Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii działającym przy Instytucie. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną. Autorka książek, m.in.: „Seks twojego dziecka”, „Seksualność w cyklu życia człowieka”, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, „Rozwód. Proces radzenia sobie z kryzysem”.

  1. Psychologia

Pierwsza, przedszkolna miłość

Pierwsze miłości mają miejsce już w przedszkolu. (Fot. Getty Images)
Pierwsze miłości mają miejsce już w przedszkolu. (Fot. Getty Images)
Kiedy mówimy o miłości młodego człowieka, staje nam przed oczami najczęściej nastolatek. Wiek 12-14 lat uważamy zwyczajowo za czas pierwszych miłości. Niesłusznie, ponieważ to czas drugich miłości.

Pierwsze zauroczenia mają bowiem miejsce już w przedszkolu. Okres przedszkolny to czas częstego zafascynowania płcią przeciwną. Większość z nas, mimo szeroko promowanej edukacji seksualnej, nadal ma ogromne kłopoty ze swoją i cudzą seksualnością, nie mówiąc już o seksualności własnego dziecka, na którą zazwyczaj nie jesteśmy w ogóle przygotowani. Tymczasem twoje dziecko właśnie w przedszkolu, mając zaledwie kilka lat, odkrywa, że dzieci innej płci są inaczej zbudowane.

Wzorowa manifestacja uczuć

Czy kilkuletnie dziecko może być zakochane? Nawet jeśli jego stan uczuć nie mieści się w twojej definicji tego uczucia –  może. Kilkuletnie zakochane dziecko kocha inaczej niż człowiek dorosły. Gdyby przyjrzeć się takiemu uczuciu z bliska, to dziecko kocha idealnie – mocnej i szlachetniej niż młodzież i dorośli:
  • chce cały czas spędzać ze swoją sympatią (nie walczy o zachowanie własnej przestrzeni w związku);
  • jest załamane, rozbite, rozdrażnione, nie może sobie znaleźć miejsca, gdy sympatia nie przyszła do przedszkola (nie ma potrzeby odpoczynku od ukochanej osoby);
  • chce jej ofiarować cały świat, wszystko, co ma: swoją kanapkę, scyzoryk zabrany tacie, ładny kamyk i wszystkie pieniądze, jakie posiada;
  • chce siedzieć zawsze z nią, stać w parze, występować razem (wierzy, że ta druga osoba to naprawdę jego druga połówka);
  • nazywa rzeczy po imieniu, nie kręci i nie zwodzi („To moja narzeczona”; nie uważa, że relacje z sympatią są skomplikowane);
  • planuje przyszłość jednoznacznie, jest ufne i wierzy, że chcieć to móc – „ożenimy się i będziemy razem” (nie zakłada nigdy innej możliwości);
  • nie wstydzi się swoich uczuć, nie utajnia ich; wręcz przeciwnie – wszystkim z miejsca opowiada o swojej narzeczonej czy narzeczonym, chce żeby cały świat wiedział o ich szczęściu;
  • wchodzi w „nowy związek” bez obciążeń i zaszłości. Zamyka za sobą drzwi poprzedniego uczucia, zanim zakocha się ponownie (nikt nie musi go pocieszać po poprzednim związku).
  • nie buduje swojego uczucia na biologicznej fascynacji fizycznej ani nie odkłada bliskości fizycznej na później – ale buduje ją zdrowo, bo jednocześnie z bliskością psychiczną.
Jeśli uda ci się pokonać strach, poczucie winy i przyjrzysz się miłości swojego dziecka, zobaczysz, że jest ona idealna. Możemy się uczyć od małych dzieci, jak wzorowo kochać.

Aspekty fizyczny

Miłość dzieci nas śmieszy, czasem wzrusza. Potrafimy nawet wznieść się na wyżyny tolerancji i przyznać dziecku prawo do posiadania sympatii w przedszkolu, ale tylko tyle. Dotyk już nas przeraża. A przecież jeśli ktoś jest dla nas szczególnie bliski, dotyk jest wyrazem naszej sympatii, elementem budowania więzi, symptomem bycia kimś szczególnym, wręcz uwiarygodnieniem miłości. Zakochany kilkulatek w spectrum zachowań związanych z wyrażaniem miłości do przedszkolnej narzeczonej czy narzeczonego, ma kontakt fizyczny. Dzieci lubią się dotykać, trzymać za ręce, przytulać, całować (to jeszcze od biedy jesteśmy w stanie znieść); przedszkolaki dotykają również się w miejscach intymnych oraz pokazują je sobie. Jeśli masz z w historii swojego życia epizod „pokazywania” innym dzieciom swoich części intymnych, będzie ci łatwiej zmierzyć się z tym tematem. Doświadczenie osobiste – „ja też to robiłam, ale wyrosłam i teraz jestem normalna” – pomoże. Gorzej mają mamy, które nigdy nie brały udziału w zabawie w „pokazywanego”. One bardziej boją się jej i demonizują zarówno przyczyny, jak i skutki.

Pokazywanie

Małe dzieci, czy nam się to podoba czy nie, pokazują sobie swoje intymne części ciała. Pokazywanie budzi przerażenie dorosłych – kojarzy nam się bowiem z przemocą seksualną, z wykorzystywaniem i molestowaniem. Niesłusznie.

Jeśli to się zdarzy

Każda mama może „nakryć” swoje dziecko na pokazywaniu. Ty również. Zabawa w pokazywanego nie jest charakterystyczna tylko dla dzieci z rodzin patologicznych, zaburzonych czy niewydolnych wychowawczo. Jeśli jesteś kochającą, mądrą mamą:

  • Zareaguj spokojnie. Chociaż to trudne do akceptacji, to normalna faza rozwoju. Dziecko poznaje świat, a jednym z elementów wiedzy jest obejrzenie sobie płci przeciwnej (a czasem też własnej) „na żywo”.
  • Porozmawiaj o tym z dzieckiem. Przede wszystkim zapobiegnij kłopotom. Powiedz, że części intymne są bardzo wrażliwe. Nie wolno ich szarpać, wykręcać, dotykać brudnymi rękami ani niczego, absolutnie niczego do nich wkładać. Dzieci dość często, wiedzione ciekawością i naturalną chęcią eksperymentowania, próbują wetknąć w swoje intymne części ciała kredki, żywność, a nawet zabawki, patyki czy piasek. Robią to zawsze z jednego powodu: z ciekawości.
  • Nie denerwuj się. Twoje dziecko nie zaczęło uprawiać seksu. Nie jest zaburzone ani zboczone. Nie myśl w ten sposób.
  • Nic złego się nie stało. Twoja reakcja może wyrządzić większe szkody. Nie wolno dziecka zawstydzać („To było obrzydliwe, wstrętne”), karać („Za to, co zrobiłaś, nie dostaniesz prezentu, nie pojedziesz do cioci” itp.), odrzucać („Nie chcę takiego synka), zastraszać („Od tego się umiera. to straszny grzech”). Przesadzona i nadmiernie emocjonalna rekcja mamy sprawi, że dziecko zrozumie, że pokazywanie to doniosłe wydarzenie, a zyskasz tylko tyle, że następnym razem starannie zadba, żebyś nigdy się o tym nie dowiedziała.
  • Nie wypytuj, nie przenoś dziecka do innego przedszkola. Etap „pokazywania” i dziecięcych narzeczonych trwa bardzo krótko i kończy się wraz z rozpoczęciem edukacji szkolnej. Dzieci zajęte nauką porzucają zainteresowanie płcią przeciwną i własnym ciałem na rzecz zabaw w środowisku własnej płci rówieśniczej.
Kiedy się martwić

Przedszkolna miłość – pokazywanie, fascynacja i chęć bycia nieustannie razem – nie jest groźna, chyba że działa destrukcyjnie na inne sfery rozwoju. Dopóki twoje dziecko rozwija się normalnie, jest wesołe, lubi być aktywne, chętnie podejmuje wyzwania i czyni postępy w rozwoju, nic złego się nie dzieje. Dopiero gdy pokazywanie staje się dziecięcą obsesją, warto zabrać dziecko do dziecięcego psychologa i zobaczyć, czy nie potrzebuje ono wsparcia w rozwiązaniu problemu.