1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Kalendarz erotyczny

Kalendarz erotyczny

Seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego mężczyzn i kobiet przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają. W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności. (Fot. iStock)
Seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego mężczyzn i kobiet przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają. W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności. (Fot. iStock)
Piękni dwudziestoletni, zapracowani trzydziestoletni i świetni czterdziestoletni! Kochankowie jak wino – im starsi, tym lepsi. Właśnie tak!

Co widzi mężczyzna, kiedy patrzy na kobietę? Generalizując – dwudziestolatek widzi seks, seks i jeszcze raz seks. Dziesięć lat później dostrzega w niej partnerkę, ale i jej wymagania. Dopiero po czterdziestce ujrzy osobę. A kobieta? Niezależnie od wieku, w mężczyznach widzi przede wszystkim kandydatów na życiowych partnerów.

Natura spłatała nam niezłego figla: dojrzewanie mężczyzn i kobiet, ich seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają! W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności.

Młody, zdolny 20+

Dla niego życie to seks. Testuje, szuka, sprawdza. Jest w pełni erotycznej mocy, napędza go duża dawka hormonów.

– Dwudziestolatek ma wrażenie, że jest u bram niebios! – mówi Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Odkrył, że świat erotycznych rozkoszy stoi przed nim otworem. Jako nastolatek stwierdził, że ma sprawnego penisa. Teraz bada, co ten penis potrafi.

To jeden z najprzyjemniejszych treningów. Świat wreszcie pozwala mu na seksualną swobodę. „Nie mogę”, „nie wolno” – te słowa straciły dla niego znaczenie. Młody mężczyzna zachłystuje się więc seksem. – Jego życie to Walhalla, pełna pięknych kobiet, które można uwodzić, porzucać, podrywać kolejne, sprawdzać, co sam lubi, jak lubi i gdzie lubi – tłumaczy seksuolożka. – Jeśli postanowi rzucić się w wir seksualnych przygód i czerpać z nowej wolności garściami, nie myśli o odpowiedzialności i konsekwencjach. Używa życia. Zdaniem ekspertki, tę seksualną karuzelę dodatkowo nakręca świadomość, że to ostatni moment, by zaczerpnąć wolności. Dlatego pogoń za przygodami nabiera intensywności.

– Młody mężczyzna jest jak turysta w nowym mieście: ma wielki apetyt i każdy posiłek chce zjeść w innej restauracji – tłumaczy seksuolożka. – Jego relacje cechuje niestałość, zmienność, skłonność do eksperymentowania i naginanie granic. Szuka wprawdzie partnerki dla siebie, ale nie ma w nim jeszcze chęci stabilizacji, gotowości do pracy nad związkiem. Czuje się niczym w sklepie samoobsługowym. Mnóstwo rzeczy może oglądać, ale żadnej nie musi zabrać do domu.

Młodzieniec i jego dziewczyna

Czy to znaczy, że młodzi mężczyźni nie potrafią kochać? Skądże! Młodzieniec, zupełnie niespodziewanie dla samego siebie, może się gwałtownie i głęboko zakochać. Ulec potężnej fascynacji, która potrwa dłużej lub krócej. Jednak nie jest to jego celem. Choć może mu się zdarzyć miłość na całe życie – będzie to raczej przypadek. On na razie testuje i sprawdza – oraz wybiera kobiety, które… będą się podobały jego kolegom.

– Dwudziestolatek wciąż znajduje się pod silnym wpływem grupy rówieśniczej. Wybiera więc takie kobiety, których koledzy będą mu zazdrościć – tłumaczy Zaryczna-Pogorzelska.

Kolejną tajemnicą młodego mężczyzny jest to, że… paradoksalnie jego życie erotyczne jest mało owocne. – Taki, powiedzmy, dwudziestotrzylatek uprawia dużo seksu, ale uczy się niewiele. Pragnienie zdobycia kolejnych partnerek, potrzeba sprawdzania się sprawiają, że ma mało okazji, by dowiedzieć się, co naprawdę lubi. Bardziej się skupia na ocenie i osiąganiu niż na poznawaniu własnych seksualnych apetytów. Większość młodych chłopaków po prostu „zalicza” – mówi seksuolożka.

I przez to właśnie nie są najlepszymi kochankami. Kobieta i mężczyzna w tym wieku  kompletnie się rozmijają. Bo dwudziestolatka też przejawia tendencje do szukania przygód, eksplorowania świata seksu i poznawania jego granic – ale najchętniej robiłaby to w jednych ramionach. Niestałość i gwałtowność związków tego czasu to dyktat mężczyzn. Kobiety płacą za to wysoką cenę: – Mając dwadzieścia parę lat, najczęściej nie znają jeszcze swoich ciał i pragnień na tyle, by z łatwością szczytować, bo u kobiety jest to umiejętność nabyta, nie wrodzona – ostrzega ekspertka. – A uczyć się niełatwo. Z jednej strony czują presję otoczenia i mediów, by być istotą seksualną, a z drugiej – wolność seksualna rozbija się o stereotypy i ograniczenia kulturowe. Bądź seksowna, ale nie bądź łatwa. Uwódź, ale nie prowokuj. Wiele młodych kobiet ma więc zahamowania, kosztuje seksu powoli i nieśmiało. Testują swoje możliwości, potrafią erotycznie brylować w grupie, być niezwykle kobiece – ale to często tylko seksualny blef. Wykorzystują swoje ciała, by zainteresować i zatrzymać przy sobie młodych mężczyzn.

Właśnie wtedy mogą pojawić się takie problemy jak odczuwanie bólu podczas współżycia i brak orgazmu, związane ze zmuszaniem się do seksu i brakiem komunikowania swoich potrzeb. Młode kobiety w imię miłości godzą się na zachowania, które nie sprawiają im przyjemności – a bywają wręcz urazowe. Niestety, ich partnerzy często są tak skupieni na swojej seksualności, że nawet tego nie zauważają. I kobiety wchodzą w trzecią dekadę życia, nie mając zielonego pojęcia, czego w łóżku chcą, a przyjemność znając wyłącznie z masturbacji. Na szczęście męski seksualny dziki pęd zwalania przed trzydziestką. Pojawia się przestrzeń na to, by się wreszcie spotkać.

Trzydziestolatek: przełom

Ten, kto uważa, że trzydziestolatek jest królem życia, musi zweryfikować poglądy. – Trzydziestka to dziś chyba najbardziej stresujący dla mężczyzny wiek – rozwiewa złudzenia seksuolożka. – Kumulują się oczekiwania ze strony otoczenia. Musi podjąć wiele decyzji. Potrzeba zrobienia kariery zawodowej, znalezienia swojego miejsca w świecie, jest teraz największa. Pojawia się lęk: „czy dam radę?”. Bo jak nie teraz, to kiedy? Trzydziestolatek czuje presję, musi dać radę na wszystkich frontach. Do tego porównuje się z rówieśnikami: gdzie są teraz, co im się udało? To okres wzmożonej rywalizacji. Po dekadzie eksperymentowania zaczyna sobie zadawać pytania: „Kim jestem? Czego chcę? Do czego dążę?”. To dla mężczyzny czas przełomowy.

Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, ta grupa wiekowa też miewa problemy z nawiązaniem relacji, a potem ze zbudowaniem trwałych więzi. – Wymagania ze strony świata są tak duże, że mężczyźni już nie chcą kolejnych, a te nieuchronnie płyną ze strony partnerek – wyjaśnia seksuolożka. – A trzydziestolatka chce być lepszą połówką, a nie erotyczną zabawką. Rzadko zakłada przygodę na jedną noc i jeśli idzie z kimś do łóżka, traktuje to jako początek relacji – a to oznacza oczekiwania, zarówno w seksie, jak i w życiu. Mężczyzna o tym wie i się tego obawia.

Kobieta 30-letnia dąży do założenia rodziny. Czas ją pogania. Mężczyzna dopiero zaczyna myśleć o stabilizacji. Patrząc na kobietę, widzi kochankę, partnerkę, a także wizytówkę swojego sukcesu zawodowego. Wciąż jednak jeszcze nie ma dużego apetytu na bliskość. Na razie wystarczą mu wspólne kolacje i weekendy. Założenie rodziny nadal oznacza rezygnację z możliwości, jakie sobie w pocie czoła wypracował.

– Mężczyzna w tej dekadzie życia pewnie zaczął już rozważania na temat założenia rodziny, ale wciąż są to tylko rozważania. I wcale nie jest powiedziane, że wybierze rodzinę. Może się okazać, że będziesz musiała poczekać, aż zbliży się do kolejnej dekady – ostrzega seksuolożka. – Choć zdarzają się wyjątki.

Seks ze znakiem jakości

Stosunek trzydziestolatka do seksu też się zmienia: staje się zadaniowy. Mnóstwo mężczyzn w tym wieku bierze pod lupę każdy aspekt swego życia, także wydolność fizyczną i aktywność seksualną. – Trafiają do mnie panowie po trzydziestce, zadający pytania: „Czy współżycie trzy razy w tygodniu oznacza, że nasz seks się kończy? Czy jeśli nie mamy gadżetów z sex shopu, to jesteśmy nudni?” – mówi seksuolożka.

Sfera seksualna wciąż jest sferą osiągnięć. Teraz już jednak nie chodzi o „więcej i szybciej”, ale o seks lepszej jakości. Życie erotyczne trzydziestolatka jest bardziej urozmaicone,  wysmakowane, lepiej dopasowane do jego własnych potrzeb i zapatrywań. To dobra wiadomość dla kobiet, bo właśnie w tym okresie zaczynamy powoli wyrównywać szyki: 30-letnia kobieta jest już bardziej pewna siebie i lepiej zrozumie swoją seksualność. Wie, czego chce, co sprawia jej przyjemność – nauczyła się ją odczuwać. Trzydziestolatka zaczyna się otwierać na eksperymenty, bo tego chce – a nie, bo powinna. Zaczyna komunikować swoje potrzeby – są więc spełniane, a seks staje się bardziej satysfakcjonujący. Po trzydziestce kobiety częściej myślą o seksie, są też bardziej skłonne realizować swoje fantazje. Trzydziestolatek, który pragnie zadbać o jakość swojego życia seksualnego, spotyka w rówieśniczce godną partnerkę. Mają szansę stworzyć udany związek. Pod jednym warunkiem: – Ten czas może być wspaniałym okresem budowania dojrzałych więzi – mówi Zaryczna-Pogorzelska. – Ale może też być pułapką: gdy w pogoni za ideałem wezmą swoje życie intymne pod zbyt dużą lupę. Dlaczego? Bo zamiast zadawać sobie pytanie: „Co mi się najbardziej podobało?”, martwią się: „Co mogło pójść lepiej?”.

Czterdziestolatek: czas bilansu

Po przekroczeniu czterdziestki mężczyzna zaczyna się przyglądać swemu życiu. – To fantastyczny moment na rozwój i eksplorację nowych sfer seksualności – uważa seksuolożka. – Jesteśmy już z reguły w stałych związkach, czujemy się ze sobą bezpiecznie, możemy więc sobie pozwolić na więcej. Przychodzi czas na seks jak najbardziej różnorodny, bogaty w eksperymenty. Mężczyzna wreszcie nie pędzi w seksualne przygody, nie bierze wszystkiego pod lupę, ale bada siebie, własne pragnienia, potrzeby, ścieżki rozkoszy. Kiedyś ważny był sam seks. Teraz ważne są własne upodobania i dopasowanie do nich seksualnej aktywności.

Mnóstwo badań potwierdza, że najbardziej zadowoleni ze swoich związków i seksualności są właśnie czterdziestolatkowie. Mają powody: są w kwiecie wieku, sprawni fizycznie i najlepiej się rozumieją z partnerkami. Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, właśnie ten etap może być dla pary najlepszy: nie tylko są zgrani i mają podobne potrzeby, ale czterdziestolatek jest naprawdę fajnym kochankiem, bo nakierowanym na potrzeby partnerki. Przestaje sprawdzać samego siebie, bić rekordy, szukać wrażeń. Zna też kobiece ciało. Przestaje się spieszyć, ma czas na pieszczoty. Wie, że lepiej pytać partnerkę, niż kierować się własnymi pomysłami na jej seksualność. Wreszcie jest gotów zaspokoić kobiecą potrzebę bycia wysłuchaną. Zdaniem seksuolożki, właśnie teraz obie płcie bardziej się doceniają. Kiedy mamy po 20 lat, tego kwiatu jest pół światu. W wieku 30 lat wciąż jest duża rotacja. Dopiero po czterdziestce zaczynamy doceniać partnera jako osobę. Wielkiej wagi nabierają komplementy i okazywanie sobie nawzajem, że jesteśmy dla siebie ważni.

– Kobieta jest dla czterdziestolatka partnerką, przyjaciółką, towarzyszem. A jeśli jest zadbana – jest też miarą jego atrakcyjności seksualnej – podkreśla Zaryczna-Pogorzelska. – Seks dla niego to już nie tylko sposób na orgazm, ale też na bliskość, bycie dla kogoś ważnym i atrakcyjnym. I jeśli tego zabraknie, mężczyzna może zacząć szukać szczęścia w innych ramionach.

Bywa jednak, że życiowy bilans wypada kiepsko: porównanie z rówieśnikami pokazuje, że inni poszli dalej – i w duszy czterdziestolatka rodzi się niepokój. Jeśli w dodatku w przeszłości skupił się wyłącznie na karierze i nie dbał o relacje, w czterdziestkę wkracza osamotniony. A gdy zabraknie mu kogoś, kto widzi w nim prawdziwego mężczyznę – pojawia się widmo rozwodu. W dodatku mogą dawać o sobie znać pierwsze problemy ze zdrowiem, a co za tym idzie – z seksem. I to jest moment, w którym mężczyzna kupuje czerwone ferrari!

Oczywiście, może się zdarzyć, że stworzysz udany (także w sypialni) związek z mężczyzną w wieku 26 lat, a rozczarujesz się Piotrusiem Panem po czterdziestce. Warto jednak poznać naturalny kalendarz erotyczny, nawet jeśli jest pewną generalizacją.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Nie samą penetracją żyje człowiek – nowe trendy erotyczne

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Zmienia się świat i razem z nim zmienia się także seks. Joanna Keszka w swojej nowej książce „Potęga Zabawnego Seksu” promuje wolność, równość, orgazmiczność. Przedstawia nowe seksualne trendy oraz podpowiada praktyczne i zabawne sposoby na własną erotyczną rewolucję w łóżku. Seks ma być przyjemnością, w której obie strony czują i bawią się dobrze.

Ludzie, którzy uważają pozycje seksualne z filmów porno za szczyt zmysłowej wirtuozerii od lat wieszczą, że w erotyce rzekomo wolno nam wszystko i jesteśmy jakoby tak wyzwoleni, że bardziej już po prostu się nie da. Dla odmiany przypominam, że skoro mamy XXI wiek, to czas porzucić średniowieczne bajki erotyczne i spróbować czegoś zabawniejszego, nowocześniejszego, co działa i podnieca obie strony w łóżku.

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. Dobry seks nie mierzy się już długością stosunku czy wielkością penisa, ale przyjemnością i swobodą obu zaangażowanych stron.

„Potęgę Zabawnego Seksu” jest dla wszystkich, którzy nie chcą kochać się zgodnie z smutnymi scenariuszami erotycznymi rodem z filmów porno i kościelnych połajanek. Kochać się dobrze, to znaczy wyzwalać endorfiny i wprowadzać swobodny nastrój. Otwierajmy się na przyjemność szeroko jak stokrotki do słońca.

Czas powiedzieć - żegnajcie! do pozycji na które pozwolenie dał nam ksiądz w konfesjonale, czy do kalkowania halowych seks zawodów z filmów dla dorosłych, w których penis taranuje pochwę jakby była otworem którym można przewiercić się do Australii. Nie samą penetracją żyje człowiek! Proponuję przywitać się z wyzwalającymi pomysłami na przyjemność, śmiech, wspólne wygłupy, zmysłowość i rozkosz. Już dość erotyki, która łączy się z poczuciem winy, wstydu i grzechu. Kreatywny i radosny seks w każdym polskim domu. Musicie przyznać, że to kusząca perspektywa i nadzieja na lepszą przyszłość.

5 najważniejszych trendów w seksie z „Potęgi Zabawnego Seksu”

1. Przyjemność, która angażuje wszystkie zmysły. Dobry seks jest kreatywny i zaangażowany. Nie bzykamy się byle jak. Im więcej zmysłów dopieszczamy w czasie zabaw erotycznych, tym lepiej. Czy to co widzimy, słyszymy, czujemy, smakujemy w czasie seksu relaksuje nas i podnieca? Ważne jest światło, dźwięki, słowa, dotyk, smak, zapach. Zamiast ograniczania się do monotonnej penetracji, angażujemy wszystkie zmysły. Zapalmy świeczki, kadzidełka, przygaszone lampki, włączamy ulubioną muzykę, mówimy do siebie na słodko i na ostro, przebieramy się do seksu oraz dotykamy, odkrywamy, podziwiamy i dopieszczamy całe ciało i każdą jego część. Przyjemność w łóżku to nasze prawo. To jest potrzeba, a nie kaprys.

2. Eksperymentujemy! I mamy z tego zabawę. Mam wspaniałą wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego, ale trochę się boją, że się nie sprawdzą, albo wygłupią w łóżku. Nowe rzeczy w seksie wydają się dziwne tylko za pierwszym razem! Podążaj za tym, na co masz ochotę. Wolno Ci! Potrzeba nam więcej różnorodności, śmiechu, radości i nieskrępowanej seksualnej przyjemności. Nowy trend polega na tym, żeby poluzować to co za ciasne w życiu i w seksie. Perfekcja i powaga są przereklamowane. Swawola, bezwstydność z lekką domieszką bezczelności jest potrzebna w życiu każdej i każdego z nas, żeby ożywić ciało i psychikę. Napisałam „Potęgę Zabawnego Seksu”, żeby zachęcić do szukania wolności, radości i przyjemności w seksie, zamiast sztywnego i ponurego dowodu swojej poprawności, moralności, kobiecości czy męskości. Dobry seks odkrywa się popełniając jedną wpadkę za drugą. Nie bójmy się wygłupiać w łóżku. Dopuszczamy do głosu swoje pragnienia, zamiast się ich obawiać. Kiedy próbujemy rzeczy nowych uczymy się, żyjemy, bawimy, odkrywamy, wzmacniamy, poznajemy i zmieniamy siebie, relacje i świat. Robimy rzeczy, których nie robiliśmy wcześniej, a co najważniejsze, w ogóle coś robimy w łóżku.

3. Komunikacja to nowa Kamasutra. Kluczem do udanego seksu jest chęć i umiejętność komunikowania się w tych sprawach. Kiedy tylko „robimy”, a nie rozmawiamy o seksie, to spychamy temat do strefy tabu i przez co wzmacniamy naszą niepewność i niepokoje związane z czerpaniem przyjemności z seksu. Cisza wokół seksualności odgradza nas od tego czego pragniemy i czego możemy chcieć w seksie. A także wzmacnia nieporozumienia. Dlatego uprawiajcie oral seks, czyli używajcie nie tylko penisów i cipek, ale też głosu. Mówcie o tym czego chcecie więcej, a czego mniej. Pytajcie się. Pytania to znak rozpoznawczy wyrafinowanego kochanka i kochanki. Nie zakładaj, że wiesz, czego chce twoja partnerka, czy twój partner. Pytanie drugiej osoby co lubi, to najlepszy sposób, żeby zabłysnąć w jej oczach i dowiedzieć się co zrobić, żeby rzeczywiście sprawić przyjemność zarówno sobie, jak i drugiej osobie w łóżku. Dowiesz się, jak chce być podniecana, dotykana, zaspokajana. Dzięki tej wiedzy staniesz się lepszym kochankiem i kochanką. I nie martw się o to, że możesz sprawiać wrażenie osoby niedoświadczonej. Nawet osoby o bujnych doświadczeniach erotycznych nie znają pragnień tej konkretnej osoby, z którą akurat dzielą łóżko. Kto pyta, nie błądzi.

4. Seks udomowiony, czyli jedzenie i seks. Jedzenie i seks to źródła naszych największych zmysłowych doznań. Kiedy się je łączy, to intensyfikuje się zarówno przyjemność z jedzenia, jak i przyjemność z seksu. Nazywam ten trend :”udomowieniem seksu”. Coś sprośnego doprawiamy czymś domowym. Tak powstają proste i pikantne dania erotyczne.Zamiast drogiej bielizny, podajemy przekąski ubrani tylko w kuse fartuszki,. Delektujemy się ulubionymi przysmakami siedząc w pogodnym negliżu na kuchennym stole. Jedzenie przysmaków rękami lub językiem wprost z nagiego ciała kochanki lub kochanka ma niezwykła moc spuszczania nas z smyczy dobrego, katolickiego wychowania, w którym tak wielu rzeczy nie wypada nam robić i tak wielu spraw należy się wstydzić.

5. Zamieniamy się w kogoś innego czyli dyskretny urok role play. Dawno temu seks oralny uważano za szczyt wyuzdania i zmysłowości. Obecnie zrobienie laski czy wylizanie cipki jest dość powszechną praktyką w sypialniach, ku radości wielu kobiet i mężczyzn. W tych okolicznościach, jeżeli mielibyście ochotę odświeżyć swoje manewry miłosne, zaproponujcie zgodnie z najnowszymi trendami zabawę w role play. Polega to na tym, że jesteśmy w łóżku trochę sobą, a trochę kimś innym. Czasami wystarczy zmienić sobie imię w sypialni, można też iść na całość i przebrać się na przykład w seksownego hydraulika, czy napaloną panią domu. Zmiana wyglądu i zachowania działa wyzwalająco. Założenie, chociaż na jeden wieczór, czegoś zupełnie innego niż nosimy na co dzień może nas odmienić i dodać animuszu do ostrzejszych zabaw w sypialni. Bawcie się nowymi emocjami. W "Potędze Zabawnego Seksu" opisuję jak bawić się w łóżku w przebraniu Francuskiej Pokojówki. Vive l'amour!

Przyjemność w seksie dla kobiet jest rewolucją

Spotykam wiele kobiet, którym brak pewności czy seks kojarzy im się z przyjemnością. Na początku aktywności seksualnej większość z nas wita z uśmiechem i ciekawością przyjazne penisy w swoich cipkach. Z czasem niestety tracimy nasz erotyczny entuzjazm. To efekt żelaznej konsekwencji z jaką jesteśmy taranowane, czyli traktowane w łóżkach. W tej sytuacji trzepot naszych łechtaczek przypomina bardziej rozedrgane serce niż orgazmiczny organ szalejący z rozkoszy.

Nauczono nas, że seksualność ma kojarzyć się z zamknięciem, a nie otwarciem. Wmówiono, że wolno nam „To robić”, ale pod warunkiem, że powtarzamy wciąż te same rzeczy, zamiast swobodnie szukać własnych dróg do przyjemności w takiej postaci na jaką mamy ochotę. Mamy wstydzić się pragnień i obawiać potrzeb seksualnych, zamiast mieć odwagę i prawo do własnych wyborów i komunikowania swoich pragnień. W „Potędze Zabawnego Seksu” piszę o wolności w seksie, swobodzie, bezwstydności, o zabawach, wygłupach, przyjemności, różnorodności, o krzyczeniu z radości i mruczeniu z rozkoszy, o pocieranie łechtaczki i masowaniu penisów.

Dobry, uczciwy seks jest elementem lepszego świata za którym wszyscy tęsknimy. Radosny seks łączy ludzi, wnosi w nasze życie otwartość, wolność oraz mocne przekonanie, że zabawa jest tylko wtedy, kiedy obie strony czują i bawią się dobrze. Kto nam odmawia przyjemności, ten zabiera nam nasze prawa. Seks ma moc. Daje siłę i wzmacnia przekonanie, że to czego ja chcę też się liczy. Mój głos, moje ciało, moje potrzeby, mój komfort mają znaczenie. Nie dajmy sobie tej mocy odebrać. Niech Potęga Zabawnego Seksu zawsze będzie z nami!

Joanna Keszka, edukatorka seksualna, trenerka kreatywnego seksu. Autorka książek, m.in. „Potęgi Zabawnego Seksu”, oraz programów edukacyjnych. Prowadzi kursy online i warsztaty seksualności.

  1. Psychologia

Egoizm a egotyzm. Czy dobrze być w związku egoistką? – wyjaśnia Katarzyna Miller

Zamiast myśleć o tym, jak przestać być egoistą, warto postawić na zdrowy egoizm. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. (fot. iStock)
Zamiast myśleć o tym, jak przestać być egoistą, warto postawić na zdrowy egoizm. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. (fot. iStock)
Po pierwsze: nie dbaj o niego. Zamiast tego doceń to, co on już ma i co potrafi. A dbaj o siebie i wasz związek – mówi psycholożka Katarzyna Miller. W rozmowie z Joanną Olekszyk wyjaśnia różnicę między kochaniem a matkowaniem, egoizmem a egotyzmem, poświęcaniem się a kompromisem oraz pomiędzy altruizmem a obłudą.

Egoizm i miłość – czy to może w ogóle iść w parze? Jak przestać być egoistą?
Bardziej wierzę w egoizm niż w miłość. I równie mocno wierzę w altruizm. Ludzie mają przecudowne, czysto altruistyczne odruchy, ale wtedy, kiedy się ze sobą dobrze czują. Kiedy są zdrowi i zaspokojeni, kiedy mają ten naddatek, który mogą ofiarować. Czasem słyszę od czytelników pytanie, zadawane z taką boleściwą troską: „Ale dlaczego pani tak popiera egoizm – to przecież taka niemoralna postawa?”. Nosz obudźcie się, kurde! Przestańcie być zakłamani, przestańcie być nieprawdziwi, przestańcie się bezsensownie poświęcać! Poza tym niektórzy tylko mówią, że tak nie podoba im się postawa egoistyczna, a sami są szalenie egoistyczni. Dlatego jestem oburzona oburzeniem innych, tym koszmarnym stereotypem, który nie pozwala ludziom się zatrzymać i zastanowić nad tym, co oni w ogóle mówią. Moim zdaniem to takie popłuczyny po XIX w., kiedy się opowiadało kocobuły o tym, że człowiek żyje dla wszystkich innych tylko nie dla siebie. A przecież każdy z nas dostał tylko swoje własne życie do dyspozycji.

Postawami, które powinniśmy piętnować są nie egoizm a egotyzm i egocentryzm, dlatego, że są skierowane przeciwko innym ludziom. Egotyzm i egocentryzm, w odróżnieniu od egoizmu, zakładają, że inni są dla mnie. Że mają się starać, by mnie było jak najlepiej. A jak nie jest, to mam prawo mieć pretensje. Podobnie jak mam prawo mieć żądania czy roszczenia. Nie muszę prosić, nie muszę dziękować, nie muszę się starać...

Czym w takim razie jest egoizm?
To zwyczajnie dbanie o siebie. Czyli PODSTAWA. Nikt nie może tego zrobić za nas i nikt nie ma tego w obowiązku. Poza rodzicami, i to tylko w naszym dzieciństwie. Potem – nikt. Oczywiście ktoś może chcieć ci coś dawać czy opiekować się tobą, bo cię lubi, kocha i się z tobą przyjaźni – ale tylko w ramach tego, czym dysponuje. A jeżeli człowiek jest spokojny, łagodny, zadowolony z siebie i wie, czym dysponuje, to wie też, co ma w naddatku. Ta tzw. wartość dodatkowa, mówiąc po marksowsku, jest właśnie do rozdania, dla ludzi. Zasada jest taka: „im więcej mam swojego, tym więcej mam wartości dodatkowej”.

Kiedy dajesz z tego naddatku, to nie interesuje cię, czy ktoś ci kiedykolwiek to odda albo choć podziękuje.
Podziękować powinien. Mamy umieć czuć wdzięczność i ją wyrażać! Ale nie czekasz, aż oddadzą, bo dajesz na zasadzie: „poślij dalej, innym ludziom”. Natomiast co innego, kiedy się poświęcasz, kiedy sobie czegoś ujmujesz.

Wtedy dajesz, ale jakby w zastaw.
I tylko patrzysz, kiedy ci zaczną zwracać, kiedy ci zaczną za to robić coś ekstra, kiedy się okaże, że jesteś osobą niebywale wyjątkową i niezbędną. Ja to nazywam „pułapką poświęcenia”. Jeśli tak dajesz, to lepiej przestań, bo jest ryzyko, że nigdy nie dostaniesz z powrotem i tylko cię to sfrustruje.

Altruiści dają i jakby od razu zapominali, że dali.
Bo to ich nic nie kosztuje. Jeżeli ktoś wyrywa sobie spod brzucha, spod serca, spod głodnego gardła coś, co by chciał zjeść, to patrzy na tego drugiego i myśli: „Jezu, on spożywa moje, on mi tu szamie mój obiadek. To ja powinienem wcinać to jedzonko, ale oddałem je, by...” No właśnie, by poczuć się lepszym, zaimponować komuś, wkupić się w czyjeś łaski albo coś ukryć, na przykład to, że wcale go nie lubisz. Ludzie robią takie rzeczy. I gdzie tu altruizm?! To zwykły fałsz.

A ten, kto dostał, ma problem. Zarówno jak obiadek nie będzie mu smakował, jak i kiedy będzie wcinał go ze smakiem.
Niektórzy rodzice mówią do dzieci: „Wy macie dziś wszystko, myśmy nie mieli nic”. To się cieszcie, że wasze dzieci mają tak dobrze. Ale też nie dawajcie im wszystkiego, bo kto kazał? Dajcie im tyle, by miały swobodne życie, resztę niech sobie same zdobędą. Możecie im opowiedzieć, jak wam kiedyś było źle, bo to jest bardzo ciekawe, jak żyli rodzice, ale nie na zasadzie „Smarkacze, wam mlekiem i miodem płynie”, bo to boli i nie jest prawdą, nawet jeśli dzieci mają łatwiej i więcej.

Tacy rodzice sami sobie nie dali tego, czego nie dostali?
Oni zwyczajnie nie potrafili sobie tego dać POTEM. Dają za to swoim dzieciom, ale po to, by dzieci im oddały. A dzieci po to mają dostawać, by przekazywać dalej.

Czyli egoizm jest ukróceniem tej pokrętnej drogi „Ja daję tobie, żebyś ty dał mi”.
Tak jest, to najlepszy na świecie przykład bycia wprost. Wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do ciebie i mówi: „Pożycz mi pieniądze”. „Ile?”, „500 zł”. „500 nie mam, pożyczę ci 100. Możesz sobie pożyczyć od każdego po 100 zł i ci się uzbiera”. Możesz też powiedzieć: „Nie pożyczę, bo nie mam” albo „Nie pożyczę, bo nie chcę”.

Mamy chyba problem z odmawianiem.
Mamy też problem z tym, ile możemy zrobić dla swoich rodziców, kiedy zaczną potrzebować opieki. Ja wiedziałam od początku, ile jestem w stanie zrobić dla taty, a ile dla mamy. Dla taty gotowa byłam siedzieć przy łóżku i sama się nim zajmować, mamie za to zapewniłam dobrą, specjalistyczną opiekę. Dzieci to wiedzą i czują. Są rodzice, dla których zrobią bardzo dużo, a dla innych nie będą w stanie. Niestety, niektóre dzieci są nauczone zaprzeczać swoim odczuciom. I potem, w dorosłym życiu, taka najmniej kochana córeczka nadal stara się o uznanie mamy i znosi ją z jej humorami. Druga, ta ukochana córeczka, wyjechała za granicę, bo była na tyle sprytna, by oddalić się od kłopotów, i jest nadal przez mamę uwielbiana i stawiana wszystkim za wzór: „Moja córka jest w Anglii, świetnie się urządziła”. A ta, co została, by opiekować się mamą? Słucha tego wszystkiego i jeszcze przynosi mamie basen do łóżka, poganiana: „A co się tak guzdrasz, jak zwykle?”. Mama nadal nie dostrzega niekochanego dziecka, nadużywa go, poniewiera nim i nie dziękuje.

A dziecko poświęca się na próżno.
Ono poświęca się dla iluzji, że w końcu zostanie uznane.

Nie sądzisz, że to kobiety mają większą tendencję do poświęcania się? Może to krzywdzące dla mężczyzn...
To wcale nie jest krzywdzące dla mężczyzn. To stwierdzenie faktu. Mężczyźni są bardziej egoistyczni, bo matki ich tak wychowują, że mogą na to sobie pozwolić. Czasem idzie to u nich nawet w egocentryzm. Nie na darmo mamy przecież wiek Narcyza! Neurotyzm jako norma przeszedł już do historii – prawdziwy neurotyk to dziś perełka zdrowia psychicznego (śmiech).

Dużo się mówi o Narcyzach, rzadko o Narcyzkach.
Ponieważ kobiety, z jakiegoś niewiarygodnego rozpędu ciągle robią te same rzeczy, czyli ciągle oddają siebie. Nasz problem to nie narcyzm, tylko bycie ofiarą.

I skąd to w nas się bierze? Z wychowania? Historii?
Z jednego i drugiego. Z toksycznego przykładu i wzorca, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Prababcia, babcia, matka, córka, wnuczka i prawnuczka dostały ten sam przekaz. Masz oddać siebie całą na ołtarzu rodziny i dzieci, a jednocześnie twoją udręką i władzą ma być kontrola wszystkiego i wszystkich. Stąd się biorą te słynne: „A to go pani samego puściła?” albo: „Trzeba było go krótko trzymać”, co oznacza w praktyce zero zaufania, głównie w kwestii tego, czy przy tobie zostanie.

Straszy się nas, że jeśli nie będziemy mężowi nadskakiwały i go kontrolowały, to on pójdzie sobie do innej. I pytamy potem psychologów: a skąd brać pewność, że on zostanie?
A psycholodzy, a ja to już na pewno, odpowiadają: znikąd. Natomiast wiem, skąd czerpać spokój w kwestii tego, że jeżeli on będzie chciał być z inną, no to trudno. Ten spokój można wziąć tylko z siebie. Bazowa myśl jest taka: "Po co mu inne, skoro ja jestem taka fajna?". To jest ta pewność, o którą pytasz.

I za taką pewność siebie kobiety cię kochają, tylko nie wiem, ile z nich jest w stanie powiedzieć to o sobie...
Ja wiem, że one jeszcze nie wszystkie potrafią, bo nie popracowały nad sobą tak jak ja to zrobiłam. Ja miałam te same obawy, co one. Naprawdę. Często i wszędzie o tym mówię. Pamiętam, jak szłam na randkę i bałam się, że się mu nie spodobam. Dopiero po latach doszłam do tego, że gdybym mu się nie podobała, toby się ze mną nie umawiał. Powtarzam to wszystkim dziewczynom: jeżeli twój chłop jest z tobą, macie wspólne sprawy, wraca do domu - to o co ci chodzi, kobieto? Jest z tobą. Dlaczego wątpisz w to, że on chce z tobą być?

Niedawno byłam w radiu, gdzie rozmawiałam na temat książki "Instrukcja obsługi faceta". Był tam bardzo fajny młody dziennikarz i czytelnicy pisali do nas maile. Napisała też pewna dziewczyna: "Mam zabójczo przystojnego faceta, do tego cudownie się ubiera. Dlaczego on jest ze mną? Co prawda odrażająca nie jestem, ale przecież on mnie może zostawić. Podoba się wszystkim moim koleżankom". Płakać i krzyczeć mi się chce, jak ona się traktuje. Przecież to zgroza! Taki negatywizm. No i co ja mam jej odpowiedzieć? "Przecież wybrał cię, widział, nie miał chustki zawiązane na oczach". Kochane, zrozumcie jedno: faceci się nie poświęcają! To jest pierwsza podstawowa rzecz na temat ich egoizmu. Tylko my jako te, co się zwykle poświęcamy, im nie wierzymy. Jeżeli kobieta jest uczona, że musi oddać pół siebie, żeby on ją chciał, to jeśli potem on ją chce, to ona czuje, że coś tu jest nie tak, bo to znaczy, że albo ma mu oddać pół siebie, albo że to jakiś podstęp.

Jak postępować z afcetem egoistą? Możemy się tego egoizmu nauczyć od mężczyzn?
Możemy, jeśli będziemy myśleć i wyciągać wniosku. Na przykład z tego, jak faceci radzą sobie z dziećmi. Strasznie mi się podobało, jak Miłosz Brzeziński odpowiedział kiedyś swojej córce. Zośka przychodzi do niego i mówi: "Tatusiu, tak mi się nie chce lekcji odrabiać, och, jak mi się nie chce. Co ja mam zrobić?". A on na to: "To odrabiaj z niechęcią". Jakie to jest mądre. I proste. Boisz się coś zrobić? To rób to z lękiem. Bój się i rób. Ojcowie często też mówią: "A co z tego, że nie ma obiadu, zamówimy pizzę", "Co z tego, że ma nieposprzątane w pokoju, posprząta jutro".

Takie "olewcze" podejście niektóre mamy wkurza. Zamiast się wkurzać mają pomyśleć: "Jakie to genialne"?
Ale najpierw zobaczyć, co je naprawdę wkurza, bo wkurza nas coś w sobie, coś, na co sobie nie pozwalamy. Czyjeś tolerancyjne słowa czy zachowania dotykają naszych nieprzerobionych rzeczy, tzw. cienia, czegoś, co głęboko schowaliśmy i nie chcemy tego tykać. A to niekoniecznie muszą być złe rzeczy, to mogą być pochowane skarby. Nam rodzice zabraniali być "jakimiś", czyli tak naprawdę zabraniali być sobą. Dlatego, kiedy schodzisz gdzieś głęboko w swoje zakamarki, to tak naprawdę odnajdujesz samą siebie. Wkurza cię, że on olewa? Też poolewaj.

Ja na przykład mam problem z tym, żeby odwołać spotkanie, mimo że jestem bardzo zmęczona.
A mężczyźni mówią: "Nie dam rady, jestem zmęczony". Oni, w większości, dają sobie prawo do tego, żeby im się nie chciało. Ale choć mnie samej bardzo się podoba takie podejście, by nie zmuszać się do czegoś, na co nie mamy ochoty czy sił, to uważam, że pomiędzy asertywnością a lekceważeniem umów przebiega cienka granica, trzeba być przytomnym i uważnym. Jeśli spotkanie jest ważne - warto się jednak zwlec.

Są sytuacje, w których trzeba siebie trochę odłożyć na bok i tę drugą osobę postawić na pierwszym miejscu. Jak wtedy przestać być egoistą?
Są takie sytuacje i bardzo ważne, że o nich tu wspominamy. Druga osoba może być chora albo coś w jej życiu się rozjechało - oczywiście są też takie osoby, które zawsze są chore i zawsze chcą, by się nimi zajmowano - ale nie o takich sytuacjach mówimy. Tylko na przykład o takich, kiedy kobieta rodzi dziecko i jest jej potrzebne większe wsparcie albo młoda para przechodzi kryzys i potrzebuje o tym porozmawiać, a nie słuchać rad innych.

A taka sytuacja: ona i on w tym samym momencie dostają propozycję wymarzonej pracy, przy czym jedna z nich wiąże się z wyjazdem za granicę.
No, to są bardzo trudne dylematy. Nie można nikomu doradzić, co ma zrobić w takiej sytuacji. Każdy musi sam zdecydować, co dla niego w tym momencie jest ważniejsze. Zwłaszcza jeśli dla jednego i drugiego taka praca to spełnienie marzeń. I co będzie straszniejsze: odrzucenie takiej oferty czy jednak mieszkanie osobno, kilkaset kilometrów od siebie.

Doszłyśmy chyba do tematu kompromisów.
Kompromisy są niezbędne w związku. Rzadko się przecież zdarza, że ludzie się tak dobiorą, że będą bardzo dużo lubić tego samego. Ja znam jedną taką parę. Są zgodni prawie we wszystkim. Poznali się jeszcze w szkole, złapali za rączki i już nie puścili.

Szczęściarze! U zwykłych zjadaczy chleba nawet banalne wyjście do kina może spowodować konflikt interesów.
Mój Edek czasem mnie woła: "Chodź, chodź, taki fajny film oglądam". Sensacyjny? - pytam. Thriller? A to nie idę. Chyba że się skuszę. "Tożsamość Bourne'a", którą Edek oglądał z siedem razy, też chętnie obejrzałam ze trzy. Sama czasem namawiam go na tzw. babski film - ostatnio poszliśmy na "Paryż może poczekać". Bardzo nam się obojgu podobał i mieliśmy fajny, ciepły wieczór.

Przywykło się myśleć o kompromisach, że w ich ramach każdy musi coś poświęcić, ale z tego, co mówisz, wynika, że tu chodzi o to, by każdy coś dostał...
Zawsze musi być wymiana, nie może być samego dawania albo samego brania - wtedy robi się krzywa sytuacja. Ja jadę z tobą do twojej mamusi na Boże Narodzenie, a ty ze mną na Wielkanoc do mojej, a za rok sami sobie jedziemy na święta do Chamonix. I to jest kompromis. Zdrowy człowiek, jeśli jest egoistą, to się cudnie z innymi ludźmi dogaduje, żeby im było fajnie z nim, a im z nim. Na zasadzie "Ja jestem OK, ty jesteś OK".

Jeśli nie umiesz zadbać o siebie, jak zadbasz o innych?
O to, o to! Bo na czym polega empatia? Na tym, że rozumiesz czyjeś uczucia, nie, że ogromnie przejmujesz się nimi, ale że wiesz, co to jest za rodzaj przeżycia, bo sam go doświadczyłeś. Dlatego masz poszanowanie dla swoich uczuć i uczuć innych.

Postawa "Ja jestem nie OK, a ty jesteś OK" to postawa ofiary, "Ja jestem OK, a ty nie OK" to postawa Narcyza, psychopaty, a "Ty jesteś nie OK i ja jestem nie OK" to postawa ludzi, którzy już w nic nie wierzą, straceńców.

Sądzę, że kiedy słyszymy "Bądźmy bardziej egoistyczni", to myślimy, że teraz się nie będziemy musieli starać.
Ale przecież jeśli kogoś kocham, to się postaram, dla niego. Na spotkaniach autorskich w takich momentach odzywa się głos z sali, oczywiście męski: "Ale co to znaczy? Że żona nie będzie dbać o męża?", "To wy będziecie takie egoistki, zajęte tylko sobą?". Ja pytam: "A chcesz mieć taką żonę, co wisi na tobie i od ciebie wszystkiego oczekuje?". "No nie chcę". "W takim razie jesteś egoistą. Każdy jest. Nie ma co wmawiać sobie, że jest inaczej".

Jak się zdziwił dziennikarz z radia, o którym wspominałam, gdy w "Instrukcji" przeczytał radę: "nie dbaj o niego". Jak to "nie dbaj"? Spytałam: "Czy woli pan mieć dziewczynę czy mamusię?". A on: "No jasne, że dziewczynę!" "No właśnie drogie panie... Trzeba rozpoznać, co nasz mężczyzna potrafi, docenić to, ucieszyć się z tego, używać, szanować go za to i być wdzięczną. A resztę, która nam jest potrzebna, dać sobie samej, z satysfakcją!

Zwykle kiedy chcemy, żeby ktoś inny, bliski o nas zadbał, to i tak potem nie jesteśmy zadowoleni. Bo on może i zadba, tylko że na swój sposób - da nam to, co mu się wydaje, że będzie dla nas dobre, albo to, czego on sam potrzebuje, nie my. Jak postępować z facetem egoistą?
Wszystko, co robimy, robimy z myślą o sobie. Nawet w takiej sytuacji jak zdrada. Ja zawsze powtarzam kobietom: "On nie poszedł do łóżka z tamtą panią, by cię skrzywdzić, on to zrobił dla siebie. Nie jesteś dla niego pępkiem świata, to on jest dla siebie pępkiem świata". One czasem dopiero wtedy się wkurzają: "Aha, czyli ja jestem nieważna". "No na pewno jesteś dla niego mniej ważna niż on jest dla siebie". I tak powinno być. Ty też powinnaś być dla siebie ważniejsza niż on. On ma być dopiero na drugim miejscu.

Czyli: nie dbaj o niego, ale...
Zauważaj go, zrozum go, bądź otwarta na niego, uzgadniaj z nim różne rzeczy, poznaj jego punkt widzenia. A dbaj o siebie i wasz związek.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym.

  1. Psychologia

Miłosne IQ – do stworzenia dobrego związku nie wystarczą same uczucia

Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Bystry umysł i uczuciowość są potrzebne, by wieść szczęśliwe życie we dwójkę. Już dwa wieki temu powiedziała to Jane Austen, autorka powieści opisujących życie angielskiej klasy wyższej. Dzisiaj psychologowie mówią o inteligencji miłosnej. Co to oznacza? Być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym. Czy można się tego nauczyć? Tak.

Szkoda, że umiejętności radzenia sobie z emocjami nie uczymy się w szkole. Nie mamy profesorów od empatii, nie chodzimy na lekcje aktywnego słuchania, nie mówiąc już o wykładach z kochania siebie i akceptacji tego, że nieustannie się zmieniamy. Wiedzę o tym, jak żyć w związku, najczęściej wynosimy z domu rodzinnego i najczęściej z jego ograniczeniami. Tak naprawdę nasza edukacja na temat miłości jest mierna. Ktoś może powiedzieć - wystarczy kochać. Otóż to za mało. Zdaniem znanego amerykańskiego psychoterapeuty Johna Valentisa, specjalizującego się w zagadnieniach związków, w miłości postępujemy jak głupcy. W stanie zakochania decyzję, by z kimś być, podejmujemy z poziomu jedynie serca i bodźców erotycznych. Umysłem i ciałem rządzą wówczas hormony, odpowiedzialne za przedłużenie gatunku. Nawet, gdy uda ci się spotkać bratnią duszę, wiele obiecująca relacja, pełna wspólnych marzeń i szerokich perspektyw, może się skończyć, jeśli nie dysponujesz emocjonalnym know-how. Im więcej miłosnego IQ wniesiesz w swoje życie, tym bardziej silny i znaczący będzie twój związek, tym mniej doznasz bólu i rozczarowań.

Miłość według Valentisa to trójwymiarowa konstrukcja złożona z myśli, emocji i fizycznego pożądania. Składnik intelektualny obejmuje nasze ogólne wyobrażenia o związkach, obraz własnej osoby (w kontekście intymności), oczekiwania wobec partnera. Na tym poziomie posługujemy się rozumem. Tak, on w miłości jest niezbędny. Dzięki uważnemu przyglądaniu się sobie i partnerowi, umiemy zajrzeć pod powierzchnię spraw. Umiejętność zaglądania za fasadę - czy jest nią maska urody, urok pieniędzy czy też fascynująca praca - by dostrzec za nią prawdę o człowieku, to jedna z kwalifikacji osoby inteligentnej w miłości. Być może tego właśnie najtrudniej nauczyć się w związkach.

Składnik emocjonalny to między innymi styl nawiązywania i zrywania więzi uczuciowych. Także lęki związane miłością, bliskością i jej utratą. Emocje przydają głębi i znaczenia temu, czego chcemy. Popychają nas do działania, każą nam się śmiać, wyciskają z oczu łzy. O ile posłużymy się nimi inteligentnie, powiedzą nam co jest dla nas dobre, podszepną niezbędne zmiany. Emocje czynią nas ludźmi.

Składnik fizyczny to erotyczny aspekt związku. Poziom wzajemnego zaangażowania i umiejętność wyrażania pożądania w atmosferze troski i szacunku do drugiej osoby. Jeśli pożądanie ogarnia nas za sprawą uczuć, gotowi jesteśmy na każdy wysiłek, by osiągnąć spełnienie. By pozbyć się wreszcie napięcia między naszymi pragnieniami, a tym co mamy. John Valentis inteligencją miłosną nazywa zbiór postaw i zachowań z tych trzech poziomów. Udowadnia, że można się ich nauczyć. To one uczynią twój związek satysfakcjonującym i wzbogacającym. Dzięki pracy nad inteligencją miłosną, lepiej zrozumiesz kim jesteś i kim są inni. Twoje uczucia staną się intensywniejsze, miłość bardziej bezwarunkowa.

Aby mądrze postępować w związku, trzeba między innymi:

  • umieć rozpoznawać, rozumieć i akceptować własne stany emocjonalne oraz sterować nimi,
  • z empatią podchodzić do nastrojów i uczuć partnera oraz całej jego osobowości,
  • czuć się pod względem emocjonalnym równie komfortowo w kontakcie z partnerem, jak i sobą samym,
  • świadomie kształtować swoje umiejętności komunikacyjne,
  • myśleć i działać odważnie i prostolinijnie,
  • być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym,
  • być szczerym i autentycznym, postępować zgodnie z tym, co myślisz i czujesz,
  • wyeliminować powierzchowne emocje, impulsywne reakcje, ponieważ z uczuciami nie mają one wiele wspólnego.

John Valentis obiecuje, że dzięki inteligencji miłosnej stajesz się bardziej sobą, nie grasz komedii, wyzbywasz się fałszywych pretensji. Twoje życie nabiera celu i sensu, zyskujesz poczucie wartości i godności. Związek osób inteligentnych w miłości cechuje elastyczność, naturalność i spontaniczność. Kobieta i mężczyzna nie trzymają się ściśle sztywnych reguł, ustalających zachowanie każdej strony. Nie przypisują stereotypowych ról płciowych. Ich postawy zmieniają się, lecz jednocześnie zdają sobie oni sprawę z różnic między sobą.

Na podstawie książki „Inteligencja miłosna. Bądź umiejętny w miłości i seksie”, Mary i John Valentis, wyd. Jacek Santorski & Co

  1. Seks

Spontaniczny seks – dlaczego nie? Jak dojrzeć do bycia spełnioną kochanką?

Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
W lesie? Nie, bo gdzie tu wziąć prysznic? W samochodzie? Nie, bo jeszcze ktoś nas zobaczy. Teraz? Nie, to przecież środek dnia. Wieczorem? Ależ muszę się wyspać! Są kobiety, które prawie zawsze odmawiają partnerom. Dlaczego? I czy mogłyby być trochę szczęśliwsze, gdyby pomyślały, czemu tak robią – zastanawia się terapeutka Katarzyna Miller.

Zdarza się, że kobieta skarży się: „Mieszam zupę w garnku, a on chce się ze mną kochać. Ja nie chcę, bo dla mnie nie ma nic bardziej nieseksualnego niż gotowanie. Ale dla niego odwrotnie, to go ekscytuje”. Co wtedy?
Wygląda na to, że dla tego mężczyzny życie jest seksualne. Dla tej kobiety – nie. Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. Na przykład ktoś cudnie tańczy lub przemawia. Albo patrzymy na mężczyznę, który przyrządza sałatkę, kroi warzywa, miesza, oblizuje palce… i myślimy: co za sexy facet. I może się nam zachce go pogłaskać albo wziąć za rękę i zaprowadzić do łóżka? Dlatego dziewczyna, która mówi „nie”, bo właśnie miesza zupę z obowiązku gotowania, a nie z radości, że robi coś smacznego, odziera sobie życie z przyjemności, z erotyzmu.

Chyba że dla niej seks nie jest atrakcją.
Właśnie. Więc ona nie pozbawia się radości życia, tylko broni przed napaścią. I mamy nasz temat! Taka Alicja, czy raczej malutka Ala, wydała się za mąż, bo trzeba. Może nawet dzieci już porodziła, bo też trzeba, ale wciąż czuje się dziewczynką i nie cieszy jej, że się rozwinęła seksualnie, bo emocjonalnie się nie rozwinęła. A ktoś od niej chce, żeby była kobietą, chce usług seksualnych. I tu się pojawia to nieszczęsne: wszyscy mężczyźni tylko tego chcą. Co, niestety, nie jest prawdą!

Kobiety równie często skarżą się, że nie są napastowane przez partnera, jak na to, że są!
Musimy powiedzieć w imieniu wielu kobiet, że one chciałyby być przez swoich mężczyzn zaczepiane erotycznie przy mieszaniu zupy i w wielu innych okolicznościach przyrody. Ale znam też takie, i do nich wróćmy, które mówią o swoich facetach: „jak można ciągle mieć ochotę?”. A oni wcale nie chcą ciągle, tylko one ciągle odmawiają. W końcu jednak się godzą, więc tym mężczyznom opłaca się próbować za każdym razem – i przy zmywaniu, i w samochodzie za miastem...

A za miastem są szyszki, mrówki. I nie ma łazienki…
Łazienki!? Po co? To takie boskie – seks w lesie. Las jest jednym z piękniejszym miejsc do miłości. Napisałam w wierszu „las ma nasze ciało”... Ładne, nie? Ale kobiety często mówią mężczyźnie, który chce iść z nimi na polankę: „Nie, bo sukienka się ubrudzi i pogniecie. Spóźnimy się do znajomych na kolację i oni zobaczą, że leżeliśmy na ziemi, i się domyślą, że uprawialiśmy ten straszny seks!”. Taka kobieta ma także w głowie to, że jeśli mu w lesie ulegnie, to on pomyśli, że jest łatwa. A może nawet napalona! A ona nie życzy sobie, żeby ktoś tak o niej myślał. Bo wtedy by jeszcze czegoś więcej i częściej od niej chciał!

Może nasza Alicja jest po prostu aseksualna?
Nie mówimy tu o syndromie medycznym Alicji w krainie czarów, który polega na nieadekwatnym postrzeganiu swojego ciała – na przykład wydaje się nam, że mamy ogromne stopy. Nazwa wzięła się z tego, że w „Alicji w krainie czarów” bohaterka raz rośnie, a raz maleje. Zawsze jest nieadekwatna do sytuacji. Podobnie Ala jest nieodpowiednia do swojej roli życiowej – fizycznie jest kobietą, ale wewnętrznie czuje się dziewczynką. I nie zamierza przestać nią być, bo jej mamusia też była taka sama i Ala widziała w domu, że seks jest „be”. Może też nie chcieć urosnąć, bo ojciec miał wobec niej jakieś molestujące myśli, o które matka była zazdrosna, i dlatego odrzuciła córkę? Ala zobaczyła, że niedobrze chcieć być blisko tatusia czy chcieć czegoś od jakiegokolwiek mężczyzny. Bo ładną, porządną i czystą jest tylko wtedy, kiedy jest malutką córeczką mamusi.

Jako trzylatka byłam bardzo dumna z tego, że mam taki czysty fartuszek!
Na pytanie, jakie dzieci są nieszczęśliwe, mądra odpowiedź brzmi: czyste. Byłaś dumna z tego, że podobasz się mamie. Słowo „czysta” może dziewczynkę nieźle załatwić, zwłaszcza gdy matka jej opowiadała, że ojciec jest taki ohydny, seksualny, chce od niej tych brudnych rzeczy, które dorośli robią w nocy. Córeczka nie chciała tego słuchać, ale przecież nie mogła powiedzieć mamie: „To nie są dla mnie opowieści. Ja ich nie chcę”. Niejedna z moich pacjentek, słuchając zwierzeń matki, miała poczucie, że ją oblepiają, że matka strasznie nastawia ją przeciwko ojcu, bo bardzo jej zależy, żeby ona go nie kochała, lecz była tylko jej – mamusi. To trwa często aż do dorosłości córki, kiedy ta zda sobie sprawę, że matka ją zatruła, i choć ojciec był trudnym człowiekiem, to oprócz wad miał sporo zalet...

A może mądre kobiety wybierają strategię: „nie teraz, nie tu…”, bo wiedzą, że dzięki temu nie wygaśnie jego pożądanie?
Jeśli mężczyzna jest tak niedojrzały, że kręci go to, że kobieta nie chce z nim spać, to będzie miał za swoje. A jeśli będzie miał dość jej strategii, pójdzie gdzieś, gdzie usłyszy ochocze „tak!”. Wtedy ona nazwie go łajdakiem i będzie grała rolę skrzywdzonej.

Czy jednak będąc łatwo dostępnymi, nie przestajemy być atrakcyjne?
Dla mężczyzny szalenie podniecająca jest radość kobiety z seksu. Ile razy ona będzie ją przeżywać, jemu się to nie znudzi. Rajcuje go, że on jej to daje. Natomiast zrażająca mężczyzn łatwość kobiety może oznaczać, że ona godzi się na coś, czego nie lubi, na coś, co jej nie cieszy, a tylko pozwala robić ze sobą to, co on chce. Wtedy dorosły facet może się nią znudzić. Nie znudzi się, jeśli jest niedojrzały i lubi rządzić: „teraz połóż się tak, a teraz tak!”, i nie dba o to, czy jej jest dobrze. Albo też lubi mieć pewność, że ona nigdzie indziej nie pójdzie po seks, bo po prostu nie jest rozbudzona. Są przecież mężczyźni obawiający się seksualnych kobiet.

Zresztą kobieta, o której mówiłaś, stosująca strategię odmawiania seksu, to nie nasza Ala, bo Ala nie wykorzystuje sztuczek seksualnych do manipulacji partnerem. Ala jest niewinna.

Co to znaczy niewinna?
Jest dziewczynką. Najbardziej chciałaby, żeby on ją przytulał, chwalił, bawił się z nią i rozmawiał. Był takim nowym tatą. A ponieważ takie udawanie dziewczynki bywa bardzo pociągające dla wielu mężczyzn, Ala nie jest samotna. I to nie musi oznaczać pedofilii. Żyjemy po prostu w kulturze mężczyzn niedojrzałych, chłopców, którzy lubią „dziewczynki”, bo one nie zagrażają ich poczuciu bezpieczeństwa dlatego właśnie, że są niewinne. Nie trzeba przy nich być samcem, wystarczy z nimi bawić się w dom, rozmawiać i je lubić. Ala nie ma nic wspólnego z Lolitą opisaną przez Nabokova, nie ma w sobie ani grama perwersji – jest ciekawa świata, przygód, ale nie seksualnych. Do nich jeszcze nie dojrzała i może nigdy nie dojrzeje.

Czy jeśli zechce, może dorosnąć do bycia szczęśliwą kochanką?
To zależy od niej. Od tego, na ile wierzy, że tylko czyste jest niewinne i dobre... Czy nadal bardzo nie chce się pobrudzić? Czy jest w stanie zapragnąć seksu jako czegoś, czego dotąd nie poznała, i nie bać się, że mamusia będzie na nią zła? A to niełatwe, bo ona jest silnie związana z mamusią. Często dostrzegam zlanie córki z matką. Powstaje, gdy niedojrzałe kobiety godzą się na seks tylko po to, żeby mieć dziecko. I jeśli im się to uda, dzieciątko jest wyłącznie ich: „to jest moja mała dziewczynka!”. Chcą mieć właśnie córeczkę, a nie synka. Myślą: „To ma być moja własna, czysta dziewczynka. Już zawsze będziemy szczęśliwe we dwie i nikt nas nie zbruka” wtedy. Jeśli matka tak działa, córka czuje się jej częścią, często nawet gdy dorośnie. Czuje się bezpieczna tylko z mamusią, która wie o niej wszystko, córka jest dla niej całym światem. Czyli jest też nieadekwatna do rzeczywistości. Jak w tej bajce…

Co ma zrobić Ala, która chce być Alicją?
Dorosnąć. Zrezygnować z mitu cudownej przyjaźni i bliskości z matką. Przeżyć stratę tej iluzji, nie przestraszyć się bólu wyodrębnienia, odkleić się od niej. Zdać sobie sprawę z tego, co mamusia jej zrobiła, ale także zrozumieć ze smutkiem, żalem i ze złością, że z powodu tego, co matka kładła jej do głowy w dzieciństwie, teraz wszyscy mężczyźni wydają się jej obrzydliwi. Jeśli Ali uda się dostrzec tę zależność, zacznie zmieniać się z kobiety, która uznaje seks za coś brukającego, w kobietę, która seks lubi i potrafi z niego czerpać radość.

Trudno spojrzeć tak krytycznie na matkę. Tym bardziej że ojcowie to rzadko anioły.
A niby skąd mają się brać anioły?! Rzadko jednak to zło wcielone. Ważniejsze od oceny ojców jest to, że Ale zatrzymały się na jakimś etapie rozwoju i nawet nie muszą o tym wiedzieć ani też chcieć tego zmieniać. Jeśli jednak poczują, że czegoś im brak, że coś się nie spełniło w ich życiu, mogą albo cierpieć w cichości, albo zacząć szukać rozwiązania.

Kobieta jest zdolna do konfrontacji z matką, dopiero kiedy ma w życiu coś pewnego i solidnego, na czym podczas tej konfrontacji będzie mogła się oprzeć. Może to być wiedza, umiejętności, kariera, pieniądze, powodzenie, spełnione marzenia. Lub lojalny, kochający, pomagający w rozwoju partner. Jeśli jeszcze sięgnie po pomoc psychologa, jest na dobrej drodze.

A jeśli jest kurą domową?
Przecież może odnieść sukces jako pani domu. Terapia pomoże jej docenić, że stworzyła dom, wychowała dzieci. Często kobiety, które sobie nie ufają, nawet jeśli wiele zrobiły, nie cenią tego. Trzeba im to pokazać. Kiedy przyjmą do wiadomości, że to ich własny sukces, może wzrosnąć ich wiara i zaufanie do siebie. A wówczas ta część, która jest spełniona zawodowo i społecznie, może pomóc wewnętrznej dziewczynce wydostać się z króliczej nory, w której się schowała, i dorosnąć.

I kiedy partner zacznie ją napastować przy zupie…
To odwróci się do niego, pocałuje i powie: „kochanie, jak to miło, że mnie przytulasz”. A gdy usłyszy: „chodźmy do łóżka”, wyłączy gaz pod garnkiem i pójdzie – o ile ma na seks ochotę! Albo powie: „najpierw zjem zupę, bo jestem głodna”. Ważne, żeby nie musiała zachowywać się zawsze tak samo. Człowiek dojrzały reaguje różnie, w zależności od tego, co czuje i czego chce. Więc pewna siebie Alicja raz może fuknąć na męża: „teraz mi nie przeszkadzaj, tworzę wybitną zupę”, a raz powiedzieć zalotnie: „Oj, ty, ty! Ty to jesteś!”. Albo patrząc mu głęboko w oczy, stwierdzić: „poczekaj do wieczora, będzie ci jeszcze bardziej smakowało”.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Baw mnie, czyli seks i śmiech

Potraktowanie seksu jako dobrej zabawy, wcale nie oznacza jego dewaluacji. Wprost przeciwnie. – Zabawa to stan, który pozwala być „tu i teraz” – podkreśla seksuolożka i psycholożka Małgorzata Zaryczna. (Fot. iStock)
Potraktowanie seksu jako dobrej zabawy, wcale nie oznacza jego dewaluacji. Wprost przeciwnie. – Zabawa to stan, który pozwala być „tu i teraz” – podkreśla seksuolożka i psycholożka Małgorzata Zaryczna. (Fot. iStock)
Choć stroimy sobie żarty z religii czy polityki, to w kwestii pożycia seksualnego często jesteśmy śmiertelnie poważni. Tymczasem śmiech nie tylko rozładowuje napiętą sytuację, ale też pozwala czerpać prawdziwą radość z erotycznych uniesień.

Karmieni od dzieciństwa mitem o jedynej i prawdziwej miłości, w łóżku pragniemy romantycznych uniesień, zjednoczenia ciał i dusz. Z kolei tradycja chrześcijańska i patriarchalny model społeczeństwa każą wiernym spełniać małżeński obowiązek, lecz za główny cel stawiają im prokreację.

Dużo zamętu wprowadza też współczesny kult przyjemności, który co prawda stawia seks na piedestale, tyle tylko, że traktuje go wyłącznie jako źródło doraźnej rozkoszy, pozbawia natomiast głębi. Zaleca jako najlepszy lek na chandrę, samotność czy stres, ale też nienaturalnie wyśrubowuje standardy. Nie mieć ochoty na seks czy nie czerpać z niego przyjemności – po prostu wstyd.

I gdzie tu miejsce na niczym niezmąconą radość z seksu albo szczery śmiech? Ten ostatni, zwłaszcza w alkowie, prędzej kojarzy się kochankom z… byciem wyśmianym. – Większość ludzi uważa, że śmiech czy żarty podczas seksu są nie na miejscu, bo to jakby z sacrum czynić profanum – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka. – Nasza kultura nawet pewnych siebie obciąża poczuciem winy i nadmierną odpowiedzialnością w stosunku do erotycznych figli.

Taka postawa może stać się poważnym problemem. Tym bardziej, że w łóżku jesteśmy nadzy nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie, więc bardziej wrażliwi i podatni na krytykę. – Jednym z najgłębiej zakorzenionych ludzkich lęków jest obawa przed ośmieszeniem i upokorzeniem, a kiedy się boimy, nie jest nam do śmiechu – konstatuje Małgorzata Zaryczna.

Trudne początki

To prawda: intymne sytuacje konfrontują nas z naszymi kompleksami i strachami. Właściwie powinniśmy się z nich śmiać, pomyśleć, że inni mają dokładnie takie same problemy, tymczasem niepotrzebnie je rozdmuchujemy. Idąc do łóżka, chcemy być ze sobą jak najbliżej, ale coraz częściej jesteśmy od siebie... jak najdalej. Mężczyzna, zamiast na partnerce, skupia się na tym, czy się sprawdzi. Z kolei umysł kobiety bardziej od seksualnych fantazji potrafi zaprzątać troska o to, czy on nie zauważy fałdki na jej brzuchu.

– W rezultacie w tym łóżku spotyka się dwoje ludzi, którzy są skupieni na sobie, zamiast na partnerze – zauważa seksuolożka. – Skoncentrowani na potencjalnych potknięciach, nie tyle czerpiemy radość z seksu, co staramy się zapobiec klęsce. Więc śmiech w łóżku? Jaki śmiech?

Tymczasem trochę dystansu i poczucia humoru przydaje się, nawet bardzo, zwłaszcza na początku erotycznej relacji. Nie tylko tej pierwszej w życiu, ale z każdym nowym partnerem. Wtedy bowiem towarzyszy nam lęk przed nieznanym. Konfrontujemy się z nową sytuacją, nową osobą, nowymi oczekiwaniami i… bardzo się spinamy. Często nastawiamy się na to, że ten pierwszy raz powinien być wspaniałym, niezapomnianym przeżyciem. A gdy tak się nie dzieje – co jest dość powszechne – stres, zażenowanie, poczucie klęski i dyskomfort sięgają zenitu. Im więcej napięcia, tym trudniej poczuć się swobodnie i zwyczajnie sobą cieszyć. I koło się zamyka. Gdybyśmy potrafili podejść do sytuacji z dystansem i humorem, moglibyśmy sobie ją znacznie ułatwić, a nierzadko wręcz uratować. Na dodatek wszystko pogarszają… wszechobecne media.

– Z jednej strony popularyzowanie wiedzy o seksie jest ze wszech miar pożyteczne – uważa Zaryczna. – Ale z drugiej, nagłaśniane standardy są tak wyśrubowane, że boimy się im nie sprostać.

Orgazm? Ma być taki, jak w filmach, niczym trzęsienie ziemi. Efekt? Seks kojarzy się ludziom z wymaganiami, swoistym egzaminem. Nic dziwnego, że nie jest nam do śmiechu – bo komu by się chciało śmiać na przykład na myśl o rozmowie kwalifikacyjnej?

Kilka pomysłów

Potraktowanie seksu jako dobrej zabawy, wcale nie oznacza jego dewaluacji. Wprost przeciwnie. – Zabawa to stan, który pozwala być „tu i teraz”. Cenny zwłaszcza dla kobiet, które mają tendencje do krążenia myślami wokół kłopotów w pracy, choroby dziecka czy niezapłaconych rachunków. Takie myśli wykluczają raczej przyjemność – podkreśla Małgorzata Zaryczna.

Nie od razu musimy uciekać się do skomplikowanych erotycznych sztuczek. Można zacząć od tego, co odpręża, wprawia w dobry nastrój, rozluźnia, wywołuje uczucie zadowolenia. Zabawą jest każda forma bliskości, która sprawia partnerom przyjemność. Jeśli wyrażanie radości w sypialni początkowo nas krępuje, zacznijmy od tego, żeby ze sobą razem pobyć, oswoić nagość.

– Na początku nie musi to być związane z seksem – uważa seksuolożka. Jest mnóstwo możliwości: rozwiązywanie krzyżówek, gra w scrabble, w „zgadnij, co to za postać”, w co kto chce, ale... nago. Piknik na łóżku z papierowymi talerzykami i mnóstwem ulubionych smakołyków. Bitwa na poduszki? Czemu nie! Skorzystanie z wynalazków w rodzaju jadalnych farb czy jeszcze lepiej z tradycyjnych przysmaków w nowej roli: dlaczego by nie wymazać się wzajemnie czekoladą, a potem zlizać ją z siebie – bez zamartwiania się o pościel, bo od czegóż współczesne proszki do prania? Możemy też wziąć do łóżka owoce i zjeść je z najśmieszniejszych miejsc, jakie nam przyjdą do głowy, np. z czubka małego palca u nogi czy z pępka. Kupić prezerwatywy w różnych smakach i żartować z nich do woli.

Każda forma zabawy sprawiająca przyjemność obojgu kochankom jest dobra. Śmiech w sypialni krępuje? Zacznijmy od tego, żeby ze sobą razem pobyć. Może nago?

– Chodzi o to, żeby było wesoło, niezobowiązująco, a przede wszystkim razem – mówi Zaryczna. – Wspólne przeżywanie radości bardzo zbliża ludzi. Kiedy się śmiejemy, porzucamy napięcia, lęki, niepokoje i wypracowane sposoby zachowania. Jesteśmy po prostu sobą. Łóżko zbliża, śmiech zbliża – a łóżko pełne śmiechu zbliża podwójnie.

Jak bawią się ludzie wyluzowani? W odgrywanie ról, teatr: scenę pierwszego spotkania, uwodzenia. W udawanie nieznajomych, którzy mówią do siebie per pan i pani. Albo wcielają się w ulubione postacie z książek czy filmu, na przykład stają na chwilę Romeo i Julią, mówią zabawnym, staromodnym językiem o miłości i tym, co chcieliby dziś robić w sypialni. To zresztą można również zakomunikować... na migi!

Szczypty lub salwy śmiechu mogą dostarczyć erotyczne zakupy. Choćby specjalne kości do gry: za ich pomocą los wybiera, gdzie i w jakiej pozycji będziecie się kochać. Albo pisanie sobie na plecach erotycznych fantazji i zamówień. Niektórych niezmiernie bawi nadawanie imion lub przezwisk narządom płciowym, ale trzeba zachować w tym przytomność – mąż może poczuć się urażony, gdy nazwiemy jego penisa „krasnoludkiem”…

– Bawiąc się, okazujemy sobie nawzajem otwartość, bliskość, chęć realizacji pragnień drugiej osoby. To przecież wspaniałe – tłumaczy psycholożka. – Granicą kreatywności w zabawie jest tolerancja partnera. Żartowanie w łóżku musi się spotkać z akceptacją drugiej strony, to podstawowy warunek! Gdy widzimy, że jej lub jemu to się nie podoba, trzeba się wycofać. Żart ma być żartem, a nie czymś, co boli. Z dowcipami lepiej też uważać przy nowo poznanej osobie, bo nie znając jej poczucia humoru, możemy niechcący ją urazić. Ale w stałym związku, żart może zadziałać jak odblowanie tamy: kiedy pierwsze opory już puszczą, radość popłynie swobodnie. Opadnie napięcie i poznamy smak świetnej zabawy.

Żartem na ratunek

Każdemu zapewne zdarzyła się – a jeśli nie, na pewno się zdarzy – sytuacja, która zawstydza, wprawia w konsternację, rodzi nerwowe pytanie: „co robić, jak mam się teraz zachować”.

W ferworze miłosnym może ktoś spadł z łóżka lub bardzo dbająca o urodę kochanka odkryje na pupie sporą krostę – i jak tu teraz kokieteryjnie wypiąć przed partnerem pośladki… Bywa, że niesforne ciało wyda niekontrolowany, ale całkiem naturalny odgłos… – Niektórzy wycofują się ze zbliżenia na samą myśl, że coś takiego mogłoby ich spotkać. Ale jeśli potrafimy się z tego śmiać, problem przestanie istnieć. Wiemy, że damy sobie radę i takie sytuacje nie będą nas spinać – mówi seksuolożka.

Zamiast traktować wszystko śmiertelnie poważnie, lepiej obrócić konsternację w żart. Posłużmy się tu przykładem z rozbrajającej książeczki Pierre’a Thomasa Nicolasa Hurtauta „Sztuka pierdzenia”, wydanej po raz pierwszy we Francji w 1751 roku. Opisany w niej kochanek w obliczu niekontrolowanego ujścia gazów w towarzystwie wybranki postanowił nazwać je… miłosnym westchnieniem: „Me serce przepełnione łzami/Strasznie nabrzmiałe westchnieniami/Na widok zaciekłości Pani/Westchnienie jedno przemieniło/Tak, że z lęku przed ustami/Przez inny kanał się przebiło”.

A co, jeśli druga strona zażartuje sobie rubasznie z twojego faux pas? – To przecież po to, żeby pomóc partnerowi – zdecydowanie podkreśla Małgorzata Zaryczna. – Nie ma co się obrażać, przecież w takiej sytuacji nie zawsze przychodzą kochankom do głowy inteligentne żarty. Przypiszmy wtedy partnerowi dobre intencje, próbę rozładowania sytuacji, nie chęć poniżenia i ośmieszenia.

A kiedy wpadka zdarzy się partnerowi? Nie wolno dać mu odczuć, że się z niego śmiejemy. W takiej chwili najlepiej przywołać jakieś zdarzenie ze swojego życia, np.: „Mnie też się to kiedyś zdarzyło. Myślałam, że spalę się ze wstydu, a przecież to drobiazg” albo „Umiesz sobie fajnie poradzić, ja kiedyś omal nie umarłam ze wstydu”. Ale warto reagować. Czasem nie żart, lecz drętwa cisza jest bardziej konsternująca.