1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. W łóżku z przyjacielem

W łóżku z przyjacielem

On gej, ona brzydula. Tylko w tym wypadku przyjaźń między kobietą a mężczyzną ma szansę!”. Stereotyp czy coś w tym naprawdę jest?

Tytułowy bohater kultowego już filmu „Kiedy Harry poznał Sally” twierdził, że w każdym bliskim damsko-męskim związku prędzej czy później pojawia się seks. I rzeczywiście: pod koniec filmu główni bohaterowie wylądowali pod wspólną kołdrą.

− Społeczny stereotyp mówi, że przyjaźń między płciami jest możliwa tylko wtedy, gdy mężczyzna jest gejem, kobieta jest brzydka albo próbowali już seksu i nie wyszło – mówi Anna Gawkowska, psycholog i terapeuta. – I choć stereotypy często fałszują rzeczywistość, w tym jest ziarenko prawdy: konfiguracja kobieta plus gej rzeczywiście zapewnia istnienie porozumienia intelektualnego i emocjonalnego i wyklucza napięcie erotyczne. Choć zdarzają się też heteroseksualne mieszane przyjaźnie, wiele z nich nie wytrzymuje „próby napięcia”.

Przytoczmy na przykład taki paradoks. Niemieccy socjologowie, za pośrednictwem badającej opinię publiczną firmy GFK Marktforschung, postawili kilku tysiącom osób pytanie: „Czy wierzysz, że damsko-męska przyjaźń jest możliwa?”. Prawie trzy czwarte respondentów odpowiedziało twierdząco. Ci sami badacze postanowili sprawdzić także rzeczywisty odsetek mieszanych przyjaźni. Okazało się, że wynosi on zaledwie 2 procent wszystkich przyjacielskich związków!

Trudny początek

Damsko-męskiej przyjaźni nie jest łatwo w naszym rozerotyzowanym świecie. Już na starcie napotyka na wiele trudności. Kiedy kilkuletnia dziewczynka bawi się z chłopczykiem na przykład klockami Lego, zwykle budują z nich dom. A skoro już jest dom, to ktoś musi w nim mieszkać, czyli potrzebna jest para, najlepiej małżeńska. Zaczyna się więc zabawa w tatę i mamę: ona gotuje, on czyta gazetę, i od czasu do czasu dają sobie buziaka.

− Maluchy nie mają świadomości płci, jeszcze nie wiedzą, czym się od siebie różnią (oprócz innych kolorów ubranek), ale już zaczynają odgrywać przypisywane im role, kładąc podwaliny pod własne postrzeganie kobiet i mężczyzn w przyszłości – tłumaczy Gawkowska.

Potem idą do szkoły i w ogóle przestają się ze sobą bawić – w podstawówce chłopczyk może usłyszeć: „Co ty, z babą się zadajesz?!”, a dziewczynka: „Nie biegaj z chłopaczyskami!”. Kilka lat później wchodzą w okres dojrzewania, podczas którego druga płeć jest postrzegana raczej jako obiekt pożądania i mrocznej fascynacji.
− W tym wieku zaczyna być ważne, kto spojrzał, jak długo i kto kogo poprosił do tańca – komentuje psycholog. – Wspólne zabawy oznaczają flirt albo grę w butelkę. Pozbawiony erotyzmu związek dwóch płci w tym okresie to ogromna rzadkość.

I jak w wyniku takiego procesu ma powstać istota, która będzie umiała się odnaleźć w mieszanej przyjaźni?
Jeszcze sto lat temu dziewczynki i chłopcy chodzili do różnych szkół, uczyli się innych zawodów, nawet wolny czas spędzali oddzielnie, miejsca publiczne odwiedzając wyłącznie w celu znalezienia partnera (a potem w jego towarzystwie). Dziś spotykamy się zarówno w szkole, jak i pracy, a dawny wyraźny podział ról nieco się zatarł. Nadal jednak, mimo emancypacji, kobietom i mężczyznom nie udało się znaleźć zbyt wielu wspólnych obszarów. Są oczywiście panowie zainteresowani modą i chętnie rozmawiający o emocjach i kosmetykach oraz panie, które uprawiają wyczynowo sporty ekstremalne, robią prawo jazdy na motocykl czy ciężarówkę i interesują się polityką, ale to nadal rzadkość.

− Wieleset lat patriarchalnej tradycji wciąż jeszcze w nas tkwi, dlatego mieszana przyjaźń może mieć trudniejszy start – uważa Gawkowska. – Choć kultura i społeczeństwo sporo nam ułatwiają (często mamy te same zawody, uprawiamy te same sporty), to w wielu środowiskach kobietom i mężczyznom ciężko znaleźć płaszczyznę wspólnych zainteresowań, będącą podstawą koleżeńskiego związku.

 

Instynkt nie chce spać

Przyjaźń między kobietą a mężczyzną najbardziej utrudnia popęd seksualny. Jakby na to nie patrzeć, przez większość historii ludzkości funkcjonowaliśmy przede wszystkim jako osobniki przeciwnej płci, których zadaniem było zadbać o przedłużenie gatunku. Inteligencja, kultura i społeczna ogłada to dość nowe wynalazki. Stąd instynkty – choć nad nimi panujemy – wciąż liczą się w naszym życiu.

Podobno statystyczny mężczyzna myśli o seksie co 7 sekund. Zdaje się to potwierdzać ankieta przeprowadzona przez dziennik „Hamburger Morgenpost”. Na pytanie: „Czy przespałbyś/przespałabyś się z najlepszą przyjaciółką/ najlepszym przyjacielem swojej dziewczyny/ swojego chłopaka, gdybyś miał/miała nie ponieść tego konsekwencji?”, „tak” odpowiedziało dziewięciu na dziesięciu mężczyzn i tylko 10 proc. kobiet. Skoro panowie bez wahania przespaliby się z najlepszą przyjaciółką swojej dziewczyny, to jest duże prawdopodobieństwo, że zrobiliby to także ze swoją najlepszą przyjaciółką. Paniom jest łatwiej wierzyć w platoniczność związków koleżeńskich, bo w ich życiu seks odgrywa inną rolę.

 

Przyjaźń nie przetrwa takiego wydarzenia, jakim jest seks. To rodzaj zdrady. Zdradziliśmy umowę, relację, a częso stałego partnera.

 
 

Z. Sylwan

− W zachowaniu platonicznego poziomu przeszkadza jeszcze jedno: brak wprawy ze strony mężczyzn – tłumaczy psycholog. – Kobiety mają wiele bliskich związków z innymi kobietami; łączy je z nimi zażyłość, poufałość i intymność bez erotycznego zabarwienia. Mężczyźni odwrotnie: z kumplami chodzą na mecze, ryby czy piwo, ale trzymają ich na odległość ramienia i nie budują z nimi bliższych relacji. Intymność pojawia się tylko w związkach z kobietami. Stąd bliskość emocjonalna jest zwykle przez nich utożsamiana z seksualną. W takiej sytuacji powstrzymywanie się od seksu wydaje się sztuczne i niepotrzebne.Dlatego mieszane przyjaźnie wychodzą nam najlepiej wtedy, kiedy hormony już nie grają pierwszych skrzypiec.

− Przyjaźniąc się z bardzo atrakcyjną fizycznie osobą przeciwnej płci, oprócz pokusy, z którą trzeba walczyć, narażamy się jeszcze na obmowy: mężczyzna, który się „tylko kumpluje” z piękną kobietą i nawet nie próbuje jej uwieść, może dostać łatkę geja, nieudacznika czy impotenta. Kobietę, która nie ma żadnych zakusów na superprzystojnego towarzysza, złośliwe koleżanki mogą okrzyknąć oziębłą – ostrzega Gawkowska.

Nigdy nie będzie tak jak dawniej

Platoniczne przyjaźnie najlepiej działają w stanie równowagi: gdy obie strony mają jednakowo aseksualną wizję związku. Ale bywa i tak, że jedna od początku chce czegoś więcej, tylko się z tym nie zdradza, bo „nie ma okazji”, i czeka w przyczajeniu.

− Prawdziwe intencje często zdradza jakaś istotna zmiana, na przykład jedno z przyjaciół się rozwodzi lub odchodzi od stałego partnera – uważa Gawkowska. – W takim momencie „przyczajony przyjaciel” może się uaktywnić i proponować spotkania bardziej o charakterze randek niż niezobowiązujących wypadów. Otwiera się furtka do zmiany płaszczyzny znajomości. Jeśli przyjaźń była naprawdę platoniczna, nikt nie będzie próbować przez nią przejść.

Ale rozwód to nie jedyny powód, dla którego trafiamy do łóżka z najlepszym przyjacielem. Jest ich więcej: możemy to zrobić z żalu, rozpaczy, żałoby, nudy, ciekawości, pod wpływem impulsu czy z wygody (po co mam szukać wśród obcych, skoro pod ręką jest ktoś znajomy). Czasem katalizatorem jest alkohol, który znosi kontrolę i przesuwa granice, a niekiedy sytuacja związana z nagłą bliskością czy nagością, np. nocleg w jednym pokoju czy wspólna kąpiel nago w jeziorze. Niestety, tylko w komediach romantycznych oboje żyją potem ze sobą długo i szczęśliwie.
− Seks przyjaciół nie jest dobrym sposobem na to, by wybuchło uczucie – twierdzi psycholog.
– Powstaje bowiem pytanie: czemu nie narodziło się przez tych np. dziesięć lat znajomości? Po wspólnie przeżytej nocy wcale nie muszą też obudzić się z poczuciem, że odkryli miłość swego życia, ale że stało się coś złego, coś, czego żałują.

Niestety, przyjaźń zwykle nie jest w stanie znieść takiego wydarzenia, jakim jest wspólne pójście do łóżka, bo to rodzaj zdrady: zdradziliśmy naszą umowę, relację, a czasem i naszych stałych partnerów. Jedni mają poczucie winy, inni straty, jeszcze inni odrzucenia. Owszem, niektóre relacje wytrzymują zdradę, ale to raczej wyjątki.
− Co się stało, to się nie odstanie. Wiele jednak zależy od tego, co obydwoje z tym zrobią – uważa Gawkowska. – Po wspólnej nocy jest sporo emocjonalnego zamętu. Nie znam pary, która by to wytrzymała i mogła się przyjaźnić jak dawniej.

To, że między przyjaciółmi pojawi się miłość i stworzą doskonały związek – bo przecież znają się jak łyse konie i wiedzą, co dostają wraz z nowym partnerem – jest tylko pobożnym życzeniem. Dlaczego? Oprócz seksu w relacji pojawi się też całe mnóstwo nowych czynników. Wiele z nich może okazać się ponurą niespodzianką.
Na przykład wynikająca z bliskości fizycznej zazdrość, zaborczość i chęć posiadania drugiej osoby na wyłączność. Przestrzeń i wolność, charakterystyczne dla luźniejszego związku, jakim była przyjaźń – nagle znikną. W relacji seksualno-miłosnej dominują bowiem słowa: „powinieneś”, „oczekuję”, „pragnę”. Pojawia się też element odpowiedzialności za drugą osobę – a to obciążające. Niestety, jako kochankowie możemy nie być w stanie powtórzyć tej cudownej, niewymuszonej bliskości z czasów przyjaźni.l
 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn – dlaczego tak trudno je pogodzić?

Czego w seksie pragną kobiety, czego chcą mężczyźni? Czy mamy więcej podobieństw czy różnic? (fot. iStock)
Czego w seksie pragną kobiety, czego chcą mężczyźni? Czy mamy więcej podobieństw czy różnic? (fot. iStock)
W wielu sferach, a w seksualnej na pewno, różnice między kobietami i mężczyznami zawsze były wyolbrzymiane i wykorzystywane do umacniania istniejącego porządku. A to właśnie powoli się zmienia. Na podstawowym poziomie kobieca seksualność ma taką samą siłę jak męska, jest po prostu ludzka – mówi Olga Haller, psycholożka, terapeutka.

Porozmawiajmy o tym, co nas, kobiety i mężczyzn, w seksie różni, co najczęściej powoduje nieporozumienia i niepokój. Wylicz, proszę, szybko i spontanicznie podstawowe różnice.
On szybko się rozgrzewa, a ona powoli. Dla niego przytulanie się i czułość to dodatek, dla niej danie główne. On zawsze ma ochotę, ona potrzebuje specjalnych warunków i wstępu. On może bez miłości, ona nie. On musi się postarać, zabiegać, a ona łaskawie się godzi lub nie. On zawsze chce seksu, chce więcej i częściej. Ona za to chce więcej rozmawiać i się przytulać. Faceci uwielbiają seks oralny, a kobiety nie bardzo. Ona wstydzi się nagości bardziej niż on, więc woli w ciemności, a on – w świetle lampy. Ona chce rozmawiać, wiedzieć, co on myśli i czuje, on niekoniecznie. Jego niełatwo dotknąć, a ona jest wrażliwa i podatna na zranienie. Ona pragnie pocałunków i pieszczot od góry, a on pragnie bezpośrednich pieszczot od dołu. Ona wstydzi się swojego podniecenia, on bez wstydu je pokazuje. I w końcu mężczyźni często świntuszą i są gruboskórni, a kobiety – subtelne i romantyczne. On ma poczucie, że musi być aktywny, ona czuje, że nie powinna wykazywać inicjatywy, boi się wykorzystania, on twierdzi, że wręcz pragnie być wykorzystany.

Uff, sporo tego, a to przecież na pewno nie wszystko. Chyba się zgadzam, tylko jedna uwaga: jesteśmy w trakcie szybkich zmian obyczajowych, np. młode panienki potrafią już używać słów strasznych. I coś jeszcze dodam... Ona boi się ciąży, on ma to zwykle w nosie. Podczas kilkumiesięcznego rozstania ona bez trudu będzie mu wierna, on z wielkim trudem itd. To wyliczenie różnic może być spisem tematów na obszerną książkę, wybierzmy więc na użytek naszej rozmowy te odmienności, które powodują najwięcej nieporozumień.
Dla wielu kobiet bolesna jest odmienność w zapotrzebowaniu na bliskość. Przecież poszukujemy w seksie zaspokojenia także innych niż seksualne potrzeb, np. akceptacji, ciepła, opieki, miłości. Oczekujemy zainteresowania naszymi przeżyciami, rozmowy, przytulania i czułości, szczególnie po. Jeśli tego nie ma, boimy się, że mu nie zależy, że nie kocha, że chodziło mu tylko o seks. Dociekamy więc, pytamy, mamy pretensje i poczucie krzywdy. A tymczasem seks to seks, może spełniać różne funkcje – od prostego zaspokojenia fizycznej potrzeby do wyrażenia głębokiej miłości, a to, czym będzie, zależy od nas.

Mężczyzna na wzrastającej fali pożądania łatwo mówi czułe słówka, potem fala szybko opada. I często znika czułość. Te kobiece szczebioty po bywały dla mnie czasami nie do zniesienia (zdarza się to przede wszystkim wtedy, gdy jest mniej uczuć, a więcej fizycznej fascynacji).
No właśnie, kobieta po seksie pragnie jak najdłużej zachować poczucie jedności, zespolenia, które jest dla niej symbolem miłości – pragnie dzielić się przeżyciami, poznać partnera, przytulać. On, zaspokojony i szczęśliwy, pragnie szybko się z tej „unii” wycofać, wrócić do siebie.

Najbardziej oczywistą odmiennością dla mnie jest to, co też jest obecne w powszechnej opinii – facetom o wiele łatwiej uprawiać seks bez uczuć. Koronnym dowodem na to może być choćby prostytucja. Przecież ta dla kobiet nie rozwinęła się nawet w superliberalnej Holandii, a dla facetów wszędzie nadal kwitnie.
Słyszałam, że jednak się rozwija. A jeśli powoli, to czy nie dlatego, że przez tysiące lat ograniczano seksualność kobiet? Spadek po patriarchacie – przeciwstawne wyobrażenia na temat kobiety: madonny lub ladacznicy – ma się dobrze i funkcjonuje w naszych głowach i obyczajach, a to, co mówisz o prostytucji, jest jego ekstremalnym wyrazem. Powszechnie przyjmuje się, że żona, matka dzieciom musi się szanować (czytaj: ograniczać swoją seksualność) i wtedy zasługuje na szacunek, a kochanki – pociągającej, zmysłowej, lubiącej seks – się nie szanuje. I tu uwaga: nie szanują jej ani mężczyźni, ani kobiety! Aby się od tego uwolnić, musimy szukać naszej prawdziwej kobiecej tożsamości, także seksualnej, uczyć się niezależności i stawiania granic. Jeśli przestaniemy mylić seks z miłością, i my, i nasi mężczyźni będziemy szczęśliwsi.

Było dla mnie szokiem, gdy z ankiet, które kiedyś robiłem, wynikło czarno na białym, że kobiety bardzo interesują się męską pupą, że powinna być kształtna...
Jasne, że kobiety interesują się męskimi kształtami od zawsze! Obyczaje w tej dziedzinie się szybko zmieniają, więc wiele kobiet dopiero teraz odważniej o tym mówi. Myślę też, że wcale nie tak rzadko „rozbierają” mężczyzn w wyobraźni, tak jak mówi się, że mężczyźni to robią z kobietami. Nasze erotyczne fantazje, jeśli tylko sobie na nie pozwalamy, potrafią być bardzo śmiałe.

Przynajmniej o lustracji pupy... Mężczyźni nie mają o tym zielonego pojęcia.
Nie jestem pewna, czy nie mają. Jestem natomiast przekonana, że nawet jeśli kobiety są odważne w luźnych pogaduszkach i fantazjach, to w łóżku mniej mówią o tym, czego chcą. A jeśli już zaczynają mówić na fali poszukiwania orgazmu, to instruują i wymagają, co nie sprzyja bliskości, zabija spontaniczność. A na spontaniczność nadal trudno nam sobie pozwolić. Wam za to o wiele łatwiej robić to, czego chcecie, co nie zawsze nam odpowiada. Skąd macie to wiedzieć, jeśli jesteśmy bierne?

Za to mężczyźni nie potrafią się przyznać do swoich niepokojów i słabości. Dlatego kobiety zwykle nie wiedzą, jak męska seksualność bywa niepewna siebie. Ironiczny uśmiech kobiety może zrujnować cokół, na którym stoi pomnik męskości.
Kobiecie w dominującym facecie trudno dostrzec wrażliwość czy delikatność. Ta trudność wynikać może z tego, że kobiety startują często w życie z pozycji ofiary, więc nie chcą zobaczyć w mężczyźnie człowieka. A on bywa niepewny, jego męskość jest krucha, dlatego nadrabia miną, czasami brutalnością. Był przecież zawsze postrzegany jako ten, kto ma władzę... Przywołam tu wagę czułości, o czym często piszesz. Uważa się, że kobiety są czułe, a mężczyźni nie. Ale na głębokim poziomie moim zdaniem takiej różnicy nie ma. Popatrzmy na małe dzieci. Pierwotnie jesteśmy tacy sami, potem chłopcom grubieje skóra.

Poszukajmy jeszcze tych najbardziej ukrytych różnic.
Mam! Kiedy chłopak spotyka się z dziewczyną sam na sam, intymnie, po raz pierwszy. On zawsze widział swojego penisa, trzymał go w dłoniach, dotykał w stanie wzwodu i prawie zawsze masturbował się, odczuwał przyjemność, zna się od tej strony. A dziewczyna? Ona często nie widziała dokładnie swojej waginy, dotyka się tam, owszem, ale po to, żeby się umyć, może to miejsce oglądać i dotykać lekarz, a jeśli ona robi to sama, to na ogół ukradkiem, w poczuciu, że to coś złego, niestosownego. Kiedy się więc spotykają i czują podniecenie, on wie, skąd ono płynie, a ona nie. Myśli, że to musi być miłość. I zaczyna się ambaras.

Ale jeśli tak bardzo się różnimy, to aż dziw, że tak często udaje nam się jednak spotkać i nawet wejść sobie pod skórę.
Jestem pewna, że nie jesteśmy tacy sami. Myślę jednak, że w wielu sferach, a w seksualnej na pewno, te różnice były i są wyolbrzymiane i wykorzystywane do umacniania istniejącego porządku. A to właśnie powoli się zmienia. Sądzę, że na tym podstawowym poziomie kobieca seksualność ma taką samą siłę jak męska – jest po prostu ludzka. I ma ten sam cel. Na to nakładają się naturalne różnice w przejawach tejże seksualności – te związane z płcią i te wynikające z różnic indywidualnych, niezależnie od płci. Tak jak np. nasza ludzka zdolność chodzenia – wszyscy uczymy się chodzić, mamy tę możliwość, a jednak chód kobiet i mężczyzn różni się naturalnie, ze względu na budowę, fizyczność. Poza tym różni nas indywidualny styl. A na to z kolei nakłada się następna warstwa – społecznokulturowych wpływów. W chodzeniu też można by się jej dopatrzyć. Przez tę ostatnią warstwę trudno dojrzeć to, co podstawowe. Długo i mozolnie przedzierałam się w swoim życiu przez te warstwy. I dopiero kilka lat temu się przebiłam i te doświadczenia, naprawdę odkrywcze, ukierunkowały moje zainteresowania i działania zawodowe. Dlatego z takim entuzjazmem zajęłam się kobiecą seksualnością. Te odkrycia były bardzo poruszające i otwierające. „To, co najbardziej osobiste, jest zarazem najbardziej uniwersalne”, jak mówił Carl Rogers, ojciec psychologii humanistycznej. Potwierdza się to też w moich spotkaniach z kobietami. Tak więc sądzę, że jeśli nawet kobietom np. abstynencja i wierność przychodzą łatwiej, nie jest to kwestia ich naturalnych preferencji. „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”, można by zamienić na: „Czego ciało nie czuje, tego serce nie żałuje”. A często nie mamy dobrego kontaktu z naszym ciałem, zwłaszcza z tą częścią „tam na dole”, czyli miednicą i kroczem.

Wróciłbym do problemu wierności.
Jeśli chodzi o tę kwestię, uważam, że trzeba odmitologizować różnice między płciami, wszyscy potrafimy wybierać, kierować swoim zachowaniem, powstrzymywać się i rozluźniać, to ludzka zdolność, którą zaczynamy rozwijać w drugim roku życia. Wierność to jednakowe wyzwanie dla obu płci. Ważne, abyśmy decydowali się na nią świadomie, mając kontakt z naszą seksualnością. Myślę, że mężczyznom łatwiej jest czuć swoje ciało jako własne, w konsekwencji łatwiej im korzystać z przyjemności kontaktu seksualnego. Kobiety raczej się oddają i pozwalają robić coś ze sobą, nie przejawiają inicjatywy, czasem nie wiedzą do końca, czego chcą. Albo odwrotnie: nie dają dostępu i odmawiają – myślą, że nie chcą, liczą się z zakazem, z opinią, co powiedzą mama lub tata. Kobiety w swoim rozwoju muszą odzyskać swoje ciało zawłaszczane przez rodziców, mężczyzn, społeczeństwo. A mężczyźni – otworzyć serce zatrzaśnięte często przed sobą i przed światem, aby lepiej wywiązać się z roli, która przypisana jest im w patriarchalnym porządku. Na szczęście wygląda na to, że kobietom i mężczyznom jest w nim coraz mniej wygodnie.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Jedyną drogą do spełnienia w seksie i w życiu jest uzdrowienie dawnych traum

Skutki dziecięcych traum mogą odbić się na całym naszym życiu, nie tylko seksualnym. Miejmy odwagę, żeby je odczytać i zatroszczyć się o siebie. (Fot. iStock)
Skutki dziecięcych traum mogą odbić się na całym naszym życiu, nie tylko seksualnym. Miejmy odwagę, żeby je odczytać i zatroszczyć się o siebie. (Fot. iStock)
Gdyby dało się prześwietlić sferę erotyki, gdzie tyle rzeczy jest w ukryciu i mroku, ujrzelibyśmy jasno wszystkie nasze problemy psychiczne, urazy, lęki... Jedyną drogą do spełnienia w seksie, ale też w życiu, jest uzdrowienie własnych dawnych dziecięcych traum – przekonuje terapeutka Olga Haller.

Właściwie dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak bezbronne są dzieci wobec dorosłych.
Dzieciństwo to przede wszystkim bezbronność, a więc zależność od dorosłych. Od nich uczymy się, jak traktować siebie, swoje ciało, płeć. Uczymy się bliskości i intymności w związkach od urodzenia! Dom rodzinny powinien być azylem, w którym dziecko dowiaduje się, jak chronić siebie i jak odważać się na samodzielność. Gdy w świecie spotyka je krzywda, przychodzi do rodziców po pomoc, a ich wsparcie pomaga mu uleczyć zranienie. To idealny obraz. Niestety zbyt często dziecko zostaje samo ze swoim przeżyciem. I coraz więcej wiemy o tym, że dzieci najczęściej są krzywdzone wewnątrz rodziny (uwiedzenie emocjonalne lub fizyczne przez matkę lub ojca; seksualne molestowanie – przez rodziców, dziadków, wujków, starsze rodzeństwo) lub w jej najbliższym otoczeniu. Narażone są szczególnie te dzieci, których rodzice nie potrafią uleczyć własnych zranień emocjonalnych. Bezradność i delikatność dziecka boleśnie im o nich przypominają. Jego zależność daje zaś toksyczne poczucie władzy – bezradni rodzice, sami zagubieni w rolach dorosłego życia, używają dziecka, by zagłuszyć swój ból.

Co za nędzna pociecha, że ci, którzy krzywdzą dzieci, na pewno zostali jakoś pokaleczeni w dzieciństwie.
Dlatego tak ważne jest świadome uleczenie dawnych dziecięcych zranień. Dzieciństwo to czas rozwiązywania naprawdę trudnych dylematów w drodze do dorosłej niezależności. Miłość rodziców jest niezbędna – dzieci potrzebują ich kochać i być przez nich kochane. By na tę miłość zasłużyć, wielu z nas wyrzeka się siebie, zaprzecza własnym uczuciom i potrzebom; a żeby móc rodziców kochać, idealizujemy ich obraz, przypisując winę sobie. Ten proces zakłóca rozwój, pogłębia zależność, a dziecko, choć coraz starsze, nie umie się obronić lub prosić o pomoc w sytuacji zagrożenia lub nadużycia.

W naszej kulturze, gdy ofiarą jest może już nie dziecko, lecz dorastająca dziewczyna, uważa się, że sama się o to prosiła.
O tak, zwiększa to lęk przed wołaniem o pomoc. A stereotyp na temat chłopców i mężczyzn? Im się to nie powinno w ogóle zdarzyć! Dziecko jako ofiara seksualnych nadużyć najczęściej zostaje samo i choć czuje, że stało się coś złego, nic nie mówi. Powoduje nim właśnie poczucie winy, ale także lojalność wobec sprawcy, jeśli to ktoś bliski.

Ufność wobec dorosłych jest podstawą bytu, więc dziecko musi ją utrzymać. Zależne i potrzebujące jest wtedy uwikłane w obezwładniający związek, tym bardziej toksyczny, im dłużej trwa. Dziecko nie ufa sobie, nie wie, czy to, co czuje, jest właściwe. Zwykle daje jakieś sygnały, że coś się dzieje: zmienia się jego zachowanie, usposobienie, tematyka zabaw, rysunki, zainteresowania, lecz często przekonuje się, że rodzice nie chcą tego usłyszeć i odczytać. Zostaje wstyd, poczucie winy i bezradność.

Wstyd chyba zawsze łączy się z obarczaniem siebie winą. To jedno z najbardziej dotkliwych i toksycznych uczuć. Iluż ludzi zabiło siebie lub innych ze wstydu!
To ciężar, który musimy wlec przez życie. Ile potrzeba energii psychicznej, żeby z tym żyć! Żeby to ukrywać, przed sobą i innymi. To ogromny psychiczny koszt – zapomnieć, znieczulić się, zabić dziecięcą wrażliwość, odciąć się od traumatycznego zdarzenia. Taka trauma z dzieciństwa może być skrywana przez wiele lat.

Podczas pracy z kobietami przekonałam się, że często bagatelizują one swoje seksualne problemy. Jeśli doświadczyły urazu nadużycia, naturalne jest, że chcą uniknąć bólu, wolą się nie konfrontować z przeszłością. Szukają przyczyn w bieżącym życiu. Próbują jakoś się dostosować. Znajdują stereotypy, które wyjaśniają ich problemy. Liczą, że to się jakoś samo zmieni: po trzydziestce, po dziecku albo kiedy ono dorośnie, kiedy będzie więcej czasu, mniej zmartwień albo znajdą kochanka… Liczą na partnera – obwiniają go, wymagają lub czekają, aż on coś zrobi, żeby było lepiej.

A on zwykle głupi i bezradny.
Nie, nie głupi! Bezradny, owszem. To nie w jego mocy jest wybawienie kobiety. To ona musi się odważyć. Znaleźć sprzymierzeńca. Najpierw ujawnić, by „dostać potwierdzenie” doznanej krzywdy, a potem wyrazić zadawnione uczucia, ból... To zawsze przynosi ulgę i daje szanse na zmianę w aktualnych relacjach. Skutki nieleczonych urazów zatruwają nasze życie. Nasze wysiłki unikania cierpienia, aczkolwiek zrozumiałe z dziecięcej perspektywy, w dorosłym życiu tracą swój przystosowawczy sens.

Czyli wstydliwe i bolesne zdarzenia z przeszłości są jak szczury w studni, rozkładają się i nas zatruwają, także erotykę, która jest wrażliwa na toksyny. Ale to czyszczenie studni po latach bardzo boli. Nie przypadkiem coś ukrywamy – robimy to, by nie bolało...
Zawsze boli, ale to się opłaca. Trzeba zrozumieć, że dziecko, które było molestowane, ukryło swoje doświadczenie, gdyż nie mogło z tym nic innego zrobić. Nie jest winne zaniechania. Wtedy to była jedyna metoda, by przetrwać. Teraz, gdy jesteśmy już dorośli, czas, by się z tym zmierzyć. Możemy znaleźć wsparcie, którego wtedy zabrakło. Zdobyć wiedzę, która pozwoli nam zrozumieć, co się stało. Skutki nadużyć seksualnych z dzieciństwa mogą odbić się na całym naszym życiu, nie tylko seksualnym. Lękowość, skłonność do depresji, zachowania autodestrukcyjne, toksyczne związki, alkohol, narkotyki to przejawy dawnych, zapomnianych krzywd. Ale też niezadowalający seks – brak orgazmu, bolesność lub całkowita niemożność współżycia. I częste zmiany partnerów, seks bez zahamowań albo odwrotnie – wycofanie z aktywności seksualnej. Może też się zdarzyć nagły wybuch nerwicy lękowej, kiedy jakieś wydarzenie w życiu uaktywnia wyparte lub stłumione treści. Bywa, że gwałtownie reaguje ciało – ból lub skurcz mięśni uniemożliwia współżycie mimo świadomego przyzwolenia. To są ważne sygnały. Miejmy odwagę, żeby je odczytać i zatroszczyć się o siebie.

Kobiety często bagatelizują swoje seksualne problemy. Jeśli doświadczyły urazu nadużycia, jego przyczyn szukają w bieżącym życiu. Liczą, że to się jakoś samo zmieni: po trzydziestce, po dziecku, kiedy będzie więcej czasu, mniej zmartwień albo kiedy znajdą kochanka… Liczą na partnera, czekają, aż on coś zrobi. Ale to nie w jego mocy jest wybawienie kobiety.

Czy zwierzać się swojemu partnerowi? Dla niejednego mężczyzny nagła wiadomość, że jego kobieta miała takie doświadczenia, jest czymś niewymownie upokarzającym i bolesnym, cierpi męska duma... Ona została zhańbiona! Rozumiem kobiety. Nie chcą ujawniać takich zdarzeń, by go oszczędzić, ale też z lęku, że w jego oczach coś stracą.
Ostrożność kobiet jest zasadna. Nierozważnie jest wnosić w nową relację jeszcze nierozeznany problem z przeszłości. Narażać się na reakcje partnera, który ma prawo nie wiedzieć, jak się zachować. Lepiej znaleźć pomoc terapeutyczną. Na terapii zacząć oczyszczanie studni i odkryć, że źródło zawsze było i jest czyste, cokolwiek się zdarzyło. Sens pracy leży w odbudowaniu szacunku do siebie i w wyznaczeniu granic w aktualnych relacjach. Zrzucenie ciężaru winy umożliwia zwolnienie z przymusu utrzymania tajemnicy. Możemy świadomie decydować, komu i kiedy o tym mówić.

Czy zwierzać się swojemu partnerowi? Dla niejednego mężczyzny nagła wiadomość, że jego kobieta miała takie doświadczenia, jest czymś niewymownie upokarzającym i bolesnym, cierpi męska duma... Ona została zhańbiona! Rozumiem kobiety. Nie chcą ujawniać takich zdarzeń, by go oszczędzić, ale też z lęku, że w jego oczach coś stracą.
Ostrożność kobiet jest zasadna. Nierozważnie jest wnosić w nową relację jeszcze nierozeznany problem z przeszłości. Narażać się na reakcje partnera, który ma prawo nie wiedzieć, jak się zachować. Lepiej znaleźć pomoc terapeutyczną. Na terapii zacząć oczyszczanie studni i odkryć, że źródło zawsze było i jest czyste, cokolwiek się zdarzyło. Sens pracy leży w odbudowaniu szacunku do siebie i w wyznaczeniu granic w aktualnych relacjach. Zrzucenie ciężaru winy umożliwia zwolnienie z przymusu utrzymania tajemnicy. Możemy świadomie decydować, komu i kiedy o tym mówić.

Przypomina mi się sprawa molestowania kobiet przez prezydenta Olsztyna – szokujące, że broniły go właśnie kobiety. To są te „najemnice patriarchatu” – przerażająco ich dużo...
Uwierzyłyśmy kiedyś, że jesteśmy mniej ważne, że mamy być uległe, czuć wstyd, niewiarę i winę. W sytuacjach społecznych mechanizm jest ten sam jak na planie indywidualnym między sprawcą a ofiarą. Kobiety, ofiary patriarchatu, bronią mężczyzny, pana i władcy tego porządku. Są w stanie poświęcić jedną ze swoich, żeby zachować jego względy i potwierdzić sens swojego wielowiekowego wyrzeczenia, ofiary. „Patriarchalna kobieta” jest w jakimś stopniu w każdej z nas i nie pozwala na stworzenie wspólnoty dla poparcia i obrony krzywdzonej siostry. Nie bójmy się rozpoznawać jej w sobie, jeśli chcemy ten porządek zmieniać.

  1. Seks

Igra z mężczyznami i prowadzi do zguby - kim jest kobieta fatalna?

Marlene Dietrich, największa femme fatale w historii kina, w 1930 roku. (Fot. BEW Photo/Archives du 7e Art/Warner Bros)
Marlene Dietrich, największa femme fatale w historii kina, w 1930 roku. (Fot. BEW Photo/Archives du 7e Art/Warner Bros)
Rękawiczki za łokieć, pończochy i papieros w długiej lufce nie są jej niezbędne. Wystarczy, że spojrzy – jak Marlena Dietrich – i zgarnie innym kobietom sprzed nosa każdego mężczyznę. Kim jest ta, która igra uczuciami i prowadzi mężczyzn do zguby? Czy mamy jej zazdrościć, czy współczuć – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Grana przez Ritę Hayworth bohaterka filmu „Gilda” (1946 r.) miała długie rękawiczki i suknię bez pleców. Czy kobiety fatalne nie zniknęły razem z tamtą epoką i modą?
Uwodzicielki zawsze będą, nawet bez tych wszystkich rekwizytów. Oczywiście, chodzi tu o inne uwodzenie niż to, które mamy na myśli, gdy mówimy do naszego misia: „ja cię dziś uwiodę i będzie nam przez całą noc bosko”. Femme fatale manipuluje, czyli osiąga zamierzony cel, nie patrząc na innych. Kiedy my mówimy: „jesteś boski”, to znaczy, że on nam się podoba. I zaboli nas, jeśli usłyszymy: „ale ty mi się nie podobasz”. Gdy femme fatale komplementuje mężczyznę, to znaczy tylko, że zanęca, wabi. I dlatego, gdy usłyszy: „ale ja jeszcze nie wiem, czy ty też jesteś cudowna”, patrząc mu w oczy, odpowie: „to znaczy, że jeszcze nic o mnie nie wiesz”. A potem odwróci się i odejdzie, wzbudzając w nim szaloną ciekawość, co ona takiego niezwykłego w sobie ma. Nic więc dziwnego, że pobiegnie za nią, by się dowiedzieć.

To chyba każda kobieta ma w sobie coś z femme fatale. Nie zawsze przecież mówimy całą prawdę.
Czasami bawimy się rolą uwodzicielki. Ale zdrowej kobiecie robienie tego bez przerwy po prostu by się znudziło. Tymczasem dla femme fatale istotą życia jest to, żeby mężczyznom niezmiennie na niej zależało. Każdej kobiecie zwykle jest przyjemnie, gdy mężczyzna okazuje jej wprost: „ty mi się podobasz, ciebie pragnę”. Ona nie musi na te sygnały odpowiadać. Wystarczy, że są, by czuła się ważna. Kilka razy w życiu zdarzyło mi się być taką kobietą i najbardziej podobało mi się to, że jak jeden zaczynał za mną łazić, to od razu pojawiał się drugi i trzeci.

Czy to znaczy, że atrakcyjność kobiety wynika z męskiego pożądania?
Miałam w liceum nietuzinkowych kolegów. Perliński, ładny brunet, postanowił wpłynąć na mechanizm powstawania popularności. Chciał zobaczyć, co się stanie, jeśli razem z kumplem zaczną kręcić się wokół koleżanki, która do tej pory nie wzbudzała zainteresowania kolegów. Zaczęli więc adorować Ewę, która była chuda i patykowata. Zdecydowanie różniła się od tych koleżanek, wokół których chłopcy latali. Ale jak Perliński z kumplem zaczęli na dużej przerwie ją obstawiać, to wzbudzili zainteresowanie reszty chłopaków. Ci byli zaciekawieni, co tamci w niej zobaczyli, i też zaczęli wokół niej krążyć. A Ewa zaczęła rozkwitać, pięknieć i przyciągać kolejnych adoratorów już własnym blaskiem.

A więc to przekonanie o własnej atrakcyjności czyni z kobiety obiekt westchnień?
Właśnie. W czasach socjalizmu organizowano wyjazdy mężczyzn na budowy w głąb Rosji. Razem z nimi jechało zawsze kilka kobiet, m.in. kucharek. Kiedy wracały, były całkiem odmienione. Tam dostały tyle męskich wyrazów uznania, że ich poczucie wartości wzrastało. W męskiej naturze leży bowiem, żeby za babą latać.

Skoro kucharka z budowy może być femme fatale…
Te kucharki nie wracały jako femme fatale, ale jako kobiety pewne swej atrakcyjności. W każdym środowisku spotkamy za to kobiety, które słyną z tego, że są chłodnymi pięknościami. Znałam pewną sekretarkę, bardzo ładną, która wciąż się malowała, czesała, pudrowała. Jej dyrektor się nią chełpił. Poznałam też jej męża, ciepłego faceta, który się jeszcze nie rozeznał, że nie ma żony, bo ta wciąż jest zajęta sobą. I jej córeczkę, która tak jakby nie miała mamy. Bo gdy próbowała przyciągnąć jej uwagę, słyszała: „przynieś mi lusterko”. Dla takich kobiet ważne jest tylko jedno: „lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie”. Dlatego tak naprawdę femme fatale nie będzie miał żaden mężczyzna i to ich doprowadza do wrzenia. A ponieważ zazwyczaj chce ją mieć kilku, każdy z nich patrząc na konkurentów, myśli: ona jest wyjątkowa. Do głosu dochodzi męska rywalizacja: „Jeśli ja ją złapię, okażę się lepszy”, i w rezultacie wszyscy macho zaczynają gonić króliczka.

Ale to nie jest króliczek...
To jest lisica! Ona potrafi rozgrywać męską rywalizację. Dlatego z jednego kabrioletu przesiada się do drugiego, a każdy z zainteresowanych nią mężczyzn myśli: „będę musiał się bardzo postarać, aby tamtego przebić”. Ona nauczyła się, że ma władzę nad nimi, jeśli im nie ulega. A jej urok, jej seksualność są ważniejsze od wszystkiego innego. Dlatego mężczyźni myślą, że jest szalenie zmysłowa. Tymczasem ona seksu nie lubi, boi się. Ale też wie, że on daje jej władzę przez niezaspokojenie, a nie poprzez bliskość, wspólne szczęście.

Jacy mężczyźni dają się na ten sztuczny miód złapać?
To jest kobieta, która nauczyła się odczytywać cudze pragnienia. Ale nie po to, by je szanować, ale by rządzić. Nie była kochana i nie umie kochać. Umie za to wysyłać sygnały: „tu u mnie czeka cię coś niezwykłego”. Ale im bardziej się mężczyzna do niej zbliża, tym bardziej ona się odsuwa. A to nęci. Dla neurotyka, który nie lubi siebie samego, to szalenie pociągające. To też oferta dla cynika, który uznał, że wszystkie kobiety są złe. Ona kłamie. On o tym wie, ale to kupuje, bo przy niej będzie zawsze wolny. Nie będą razem, jej obietnice nigdy się nie spełnią, a jednoczenie ożywiają go, podniecają. Toczą więc ze sobą grę niespełnionej miłości. Wystarczy sięgnąć do klasyki kryminału z lat 40., na przykład do „Żegnaj laleczko” Raymonda Chandlera, żeby zobaczyć, jak to wygląda.

Chociaż trafiają jej się neurotycy i cynicy, to kobiety i tak zazdroszczą jej powodzenia.
Myślą: „ona ma wszystko, a ja nawet nie mam jednego faceta”. Dla femme fatale zazdrość kobiet jest tak ważna jak podziw i pożądanie mężczyzn. Najprawdopodobniej matka jej nie kochała i rywalizowała z nią o ojca. Kiedy więc teraz femme fatale wygrywa z innymi kobietami, czuje taką samą satysfakcję jak wtedy, gdy wygrywała z matką. Ojciec traktował ją jak swoją małą kobietkę, to jej dawał biżuterię, to nią, a nie jej matką się zachwycał. W ten sposób używał jej do rozgrywek z żoną. Erotyczność tej relacji była bardzo ważna, choć seksu nie musiało być. Ale to właśnie za swoją atrakcyjność jako dziewczynka była podziwiana. I dlatego to dla niej najważniejsze – budzić podziw i pożądanie.

Czyli w dzieciństwie femme fatale była psychicznie molestowana?
Kobiety fatalne nie były nigdy kochane. Zawsze tylko używane. I jedynie wtedy ważne. Więc stale muszą w mężczyznach podsycać podziw. Używać siebie.

Czy w takiej sytuacji to one trzymają w ręku wszystkie sznurki?
W książce Aldousa Huxleya „Kontrapunkt” mężczyzna dostrzega, że kiedy odsłania się przed swoją ukochaną i zapewnia o miłości, ona odchodzi. Kiedy się od niej odwraca, ona zaprasza go z powrotem. Zaczął więc eksperymentować. Mówił: „Kochanie, jesteś jedyna, nie mogę żyć bez ciebie…”. Na co ona: „przepraszam cię, ale się spieszę”. Ale kiedy już się od niego odwróciła, a on nagle stwierdzał: „Właściwie masz rację, idź już”, wtedy wracała: „Może jednak napiję się z tobą herbaty…”. On dostrzegł, że ona nie wie, czego chce, że musi zgarniać dowody, że jest ważna, że ktoś ją widzi, że jest od nich uzależniona. A więc znajduje się w takiej samej niewoli jak mężczyźni, którymi manipuluje.

Powiedziałaś, że femme fatale nie lubi seksu. Czy to znaczy, że z nikim nie sypia?
Jak powiedziała kiedyś pewna kobieta: „zawsze wiem, jak się ułożyć w łóżku, żeby dobrze wyglądać”. Żeby móc pamiętać o wyglądaniu, nie można przeżywać. Takie kobiety wiedzą, czego pragnie facet, i dają mu tego troszkę mniej, ale obiecają troszkę więcej. Ponieważ same nie podlegają falom naturalnych emocji, mogą na zimno manipulować kochankiem. Są wyszkolone w ars amandi, więc jeśli mężczyzna nie potrzebuje w łóżku bliskości, będzie zachwycony. Kadzidełka, świece, bielizna, w sumie świetne przedstawienie. No i co z tego, że ona nie przeżywa orgazmu ani nawet zmysłowej przyjemności, jeśli on o tym nie wie? Ale jak femme fatale się do kogoś nieopatrznie przywiąże, to bardzo go zrani. Jest bowiem przekonana, że miłość rani, więc lepiej, żeby zraniła kogoś innego.

Ona daje im trochę w kość. Chyba każda z nas czasem chętnie by to zrobiła.
Lepiej, by mężczyźni uczyli się kochać kobiety, które potrafią odwzajemnić miłość, i żeby mieli dzieci, które będą czuły się kochane. Z rewanżem trzeba uważać. Miałam w terapii mężczyznę, który został zmanipulowany i porzucony, a potem już tylko się mścił. Uwodził mężatki i doprowadzał do tego, by ich mężowie się o tym dowiedzieli. Chodziło mu o to, żeby cierpieli tak samo jak on. Zrobił to 27 razy, nim się połapał, że marnuje życie. Często spotykam mężczyzn, którzy są nieszczęśliwi, bo dali się uwieść i wykorzystać. Pragną kobiety, o której umieją powiedzieć tylko tyle, że jej nie rozumieją. Próbuję im wyjaśnić, że to nie jest niezwykła istota, ale ktoś, kto za sprawą obietnic bez pokrycia trzyma ich mocno i nie puści.

Czy można zawczasu rozpoznać manipulatorkę?
Jeśli kobieta zawsze wygląda dobrze, to ty się, chłopie, przestrasz. Bo ona tak bardzo zwraca uwagę na siebie, że na nic więcej, a już na pewno na ciebie, nie będzie miała czasu. Jeśli nie masz wpływu na związek, nie wiesz, co od ciebie zależy, a co nie, jeśli nie rozumiesz tej kobiety, to się zastanów, czy chcesz tak żyć? Pragnąć, ale nie mieć. Głód bliskości łatwo pomylić z miłością. Pragniemy coraz bardziej, bo coraz bardziej brak nam tego, czego nie dostajemy. W każdym człowieku, który chociaż trochę siebie lubi, jest część, która mówi: „chcę być kochany i szanowany”, i do niej warto się odwołać, jeśli czujemy, że ktoś nami igra.

Jak historie femme fatale się kończą?
„Ulubieńcy Ameryki” z Catheriną Zeta-Jones i Julią Roberts to właśnie opowieść o tym, jak zimna piękność traci miłość, gdy jej mąż poznaje zwykłą, miłą dziewczynę. Mężczyźni nie chcą latać bez końca za kobietą, której nie można zdobyć. Wielu mówi też, że co innego pragnąć, a co innego być. I być wolą z kimś, kto umie kochać. A więc na koniec femme fatale zostaje sama, często w biedzie.

Co możemy poradzić kobietom, które czują się femme fatale?
Masz poczucie władzy, ale nie masz poczucia szczęścia. Masz poczucie ważności, ale nie wartości. Kobiety ci zazdroszczą, ale masz w środku niekochane dziecko, którego używasz jako przynęty. Do czego? Musisz uwodzić. To jest nałóg. Można się z niego wyzwolić i uczyć bliskości. Więc choć dostajesz wiele głasków od mężczyzn, zastanów się, na jak długo to starcza i co się w twoim życiu naprawdę dzieje.

  1. Seks

Zamieszanie wokół orgazmu – jak znaleźć drogę do seksualnej satysfakcji?

Zamieszanie wokół orgazmu - jak znaleźć drogę do seksualnej satysfakcji? (Fot. iStock)
Zamieszanie wokół orgazmu - jak znaleźć drogę do seksualnej satysfakcji? (Fot. iStock)
Syzyfowa praca – takie odnosi się wrażenie, śledząc tytuły artykułów o orgazmach. Mężczyźni zagrzewani są do boju: „Podaruj jej wielki finał w 15 minut!”, a kobiety utwierdzane w nieustannym niespełnieniu: „Osiem powodów, dla których nie możesz mieć orgazmu”. I tak będzie już do końca świata?

Niedawno portal I Fucking Love Science przeanalizował tytuły czasopism w gazetach męskich i kobiecych. W tych pierwszych natknął się na: „Dziesięć lekcji o kobiecym orgazmie”; „Jak dać jej Wielki Koniec, na który zasługuje”; „Cztery zmysłowe sposoby na przyspieszenie jej orgazmu”; „Jak ją zadowolić, ale nie stracić całej nocy?”. – Tytuły tekstów do gazet dla mężczyzn są czysto zadaniowe: damy ci instrukcję, a ty podwijaj rękawy i bierz się do roboty. Z podobnym zadaniowym nastawieniem przychodzą do mnie mężczyźni. Mówią: „Proszę pana, mam 40 lat, jestem w stałym związku. Od kilku miesięcy (może kilku lat) mam zaburzenia erekcji. Tyle o mnie. Teraz zamieniam się w słuch, a pan doktor da mi instruktaż, jak mieć stalowy wzwód na zawołanie i jak doprowadzić partnerkę do zniewalających orgazmów. Proszę mówić” – wyjaśnia Andrzej Gryżewski, seksuolog i psychoterapeuta z gabinetu CBTseksuolog.

Gazety kobiece mówią o orgazmie w zgoła innym tonie: „Osiem powodów, dla których nie jesteś w stanie osiągnąć orgazmu”; „Dziesięć faktów, których faceci nie rozumieją o orgazmie kobiecym”; „Sposoby na to, żeby osiągnąć orgazm razem”. – Tytuły dla kobiet są bardziej realne, nastawione na wsparcie. Opisują ogromne skomplikowanie kobiecej seksualności, dodają otuchy. Zachęcają do niezmuszania się, do dania sobie na spokojnie przestrzeni na seks, poznawania swoich stref erogennych. Motywują do niezniechęcania się w przypadku nikłych efektów – mówi Andrzej Gryżewski. Ale wnioski z analizy tych tytułów są jeszcze bardziej przewrotne:

Ona udaje – on myśli, że umie

Pod koniec 2017 r. roku zespół psychologów z Oakland University podał 63 (tak! tak!) przyczyny, dla których kobiety udają orgazm. Przypomnijmy, że David M. Buss, amerykański psycholog ewolucyjny, opisał 237 powodów, dla których kobiety uprawiają seks. I tylko jeden z nich mówił o orgazmie. Naukowcy z Oakland posegregowali przyczyny fałszowania orgazmu na trzy grupy:

  1. Brak zainteresowania seksem (czyli „im szybciej mam orgazm, tym szybciej skończymy”);
  2. Wsparcie partnera („nie wychodzi mu, ale przynajmniej się stara”, również: „udaję orgazm, żeby utrzymać związek”),
  3. Manipulacja i oszustwo („świetnie udany orgazm za świetne futro” albo „czuję się niepewna, a udawanie orgazmu sprawia, że jest mi lepiej”).

286 kobiet, które naukowcy poprosili o pomoc, opowiedziało, jak często w życiu stosowały (stosują) określone strategie. Psychologowie nie mają, niestety, dobrych wiadomości. Udawanych orgazmów może być coraz więcej. Dlaczego? Z powodu coraz bardziej skomplikowanych relacji i kruchości związku. Niebagatelny jest także fakt, że coraz więcej par bezskutecznie stara się o dziecko: ich seks dawno temu przestał być spontaniczny i wypełniony orgazmami. Szacuje się, że połowa kobiet na pewnym etapie życia przez dłuższy czas udaje orgazmy. Co z mężczyzną, który myśli, że potrafi dać partnerce wielki finał, a w rzeczywistości tego nie umie? Najlepiej nie mówić mu o tym po dziesięciu latach związku. Dobrze jest zacząć od pierwszej randki. – Wygląda na to, że nijak nie możemy się dogadać. Kompletnie nie interesuje nas druga strona, tak jesteśmy skupieni na własnej perspektywie. Co z tego, że mężczyzna dowie się o technikach z poradnika, a kobieta ponarzeka, że jej partner nie potrafi jej doprowadzić do orgazmu. Co z tego, jeśli oni nawzajem sobie tego nie mówią? – pyta Anna Moderska, edukatorka seksualna, ekspert Tulipan.pl.

Co z męskim orgazmem?

Wyobraź sobie, że role się odwracają i czytasz w gazecie kobiecej: „Jak dać mu gigantyczny wzwód”? A w męskiej: „Dlaczego ona nie umie spowodować u ciebie orgazmu”. Czy ze wstrętem odłożysz instrukcje o gigantycznym wzwodzie? Z jakich przyczyn? Ponieważ orgazm męski jest w przekonaniu wielu kobiet prosty, łatwy, a seksualność facetów zwierzęca i niskich lotów. Anna Moderska: – Nasza wiedza o kobiecej seksualności i przyjemności (choćby czysto fizycznym jej aspekcie) jest mocno do tyłu. U mężczyzn z penisem na wierzchu wydaje się to oczywiste i łatwe od setek lat: dotykanie go powoduje wzwód i wytrysk z orgazmem. Z kobietami i ich schowaną łechtaczką sprawa wydaje się bardziej zawiła – odkrycia naukowe w tej dziedzinie to nowość – przez to sądzimy, że jest to kwestia skomplikowana. Poza tym postrzeganie męskiej przyjemności jest bardziej sprymitywizowane, choć zupełnie niesłusznie. Mężczyźni mogą mieć niesamowicie rozbudowane i zróżnicowane orgazmy. Tak jak kobiety, wszystko w rękach kochanki, warunków, w jakich uprawiają seks, i tego, co między nimi seksualnie się odbywa, a więc także komunikacji. Jakie są tego konsekwencje? – Statystyczne 34 procent mężczyzn w stałych związkach nie chce uprawiać seksu. Dlaczego? Bo czują, że muszą obsługiwać kobietę w seksie. Słyszę często całą sekslitanię zażaleń mężczyzn do ich partnerek. Mówią to z mieszanką wstydu i złości, bo nie za bardzo wiedzą, czy mają do tych uczuć prawo w sferze seksualnej. Bo podobno facet w seksie bierze wszystko jak leci. Nic bardziej mylnego – mówi Andrzej Gryżewski. Kobiety z kolei łapią się w pułapkę: „Nie mogę być ekspertem od męskiej seksualności, bo to by oznaczało, że jestem puszczalska”. – Kobiety przyuczane kilkusetletnią tradycją sądzą, że mają być skromne, czekać, aż je książę na białym koniu wybudzi pocałunkiem ze snu i wprowadzi w świat piękna i cudownej zmysłowej relacji – pokpiwa Anna Moderska.

Przyjemność jako straszak

Seksuologowie obserwują w gabinecie mężczyzn zalęknionych faktem, że nie dają partnerce orgazmu, że to oni są za niego w 101 proc. odpowiedzialni. – Mają przekonanie, że niedoprowadzenie kobiety do orgazmu skutkuje „byciem nikim” również i w innych sferach. Mówią: „Odkąd mam zaburzenia erekcji, zauważyłem, że coraz gorzej jeżdżę samochodem, gdy występuję na scenie, to już nie daję z siebie tyle energii, ile przed impotencją. To mi rujnuje życie” – opowiada Andrzej Gryżewski. – Kobiety są zniechęcone do seksu z partnerem, bo on się spina, jest sztuczny. Wiele kobiet dalej ma przekonanie, że mężczyzna jest „gospodarzem balu”, a ona jest księżniczką. Mężczyźni mają szereg zarzutów do kobiet: ona leży i pachnie, nie wydaje z siebie żadnego dźwięku, nie ruszy nawet powieką. Nie dzielą się z mężczyznami swoimi fantazjami seksualnymi, ciągle zwodzą, że powiedzą później, jutro, za miesiąc, jak nabiorą większego poczucia bezpieczeństwa...

Pokutuje stereotyp, że oni mają nie zawieść, mają obowiązek znać się na „tych sprawach” i wprowadzać kobietę w świat seksualności. Bo oni są bardziej doświadczeni. Czy tak jest? – Niekoniecznie, ale tego się oczekuje. Oczekują tego zarówno kobiety, jak i sami mężczyźni. Mężczyzna niewiedzący, jak postąpić, jest w powszechnym rozumieniu ostatnią fajtłapą, niedojdą. Przyznanie się do niewiedzy czy niekompetencji jest tragedią, do której ten za wszelką cenę nie chce dopuścić – mówi Anna Moderska. – Prawda jest taka, że mężczyźni powinni uczyć się, jak rozmawiać z partnerką o seksie i jak się od niej dowiedzieć, co jej sprawia największą przyjemność, a nie zakładać, że wiedzą, co jest dla niej najważniejsze. Kobiety lepiej wychodzą na uczeniu się własnej seksualności, mówieniu o niej bez wstydu i niezakładaniu, że mężczyzna, jak ten bohater romansu, doprowadzi ją do szaleństwa.

Ale zanim tak się stanie, wciąż nie ma jasności w temacie orgazmu.

Droga do rozkoszy okiem ekspertki

Jak podkreśla Anna Golan, seksuolożka: Mam wrażenie, że cytowane media odwołują się do naszych kompleksów i stereotypów na temat płci. Przekaz dla mężczyzny brzmi: kobiety oceniają twoją sprawność (oraz wielkość członka). Dla kobiet: powinnaś sprawić mu przyjemność swoim orgazmem. Można by tu dorzucić jeszcze wciąż, niestety, popularny pogląd, że orgazm osiągany w wyniku stosunku jest bardziej wartościowy niż ten osiągany poprzez stymulację łechtaczki. I tak obie płcie zamiast cieszyć się ze spotkania dręczą się myślami: „Jak wypadam?”. Jakie ma to skutki? Ludzie są nieszczęśliwi, nieautentyczni w swoich relacjach. Oczekujemy od mężczyzn bliskości, umiejętności wyrażania emocji i reagowania na nasze, jednocześnie bezlitośnie oceniamy ich w tej sferze życia, gdzie wszyscy jesteśmy najbardziej bezbronni. Z kolei młode kobiety, które dopiero zaczynają życie seksualne, już zaczynają się czuć mniej wartościowe, ponieważ nie osiągają orgazmu. Wymagają od siebie zbyt wiele. Z moich rozmów z kobietami jasno wynika, że seks oceniamy, biorąc pod uwagę jakość relacji, uwagę, jaką poświęca nam partner. To, że inspirujemy, ekscytujemy siebie nawzajem, jest ważniejsze w ocenie kobiet niż najbardziej wyszukane techniki oferowane przez mężczyznę, który nie wzbudza emocji. Kobietom doradzałabym samodzielne poznawanie swoich ciał, tak jak to robią mężczyźni! Dzielcie się tą wiedzą w sypialni, pokazujcie, kiedy kochanek rzeczywiście dostarcza wam rozkoszy. Często przeszkodą w osiągnięciu orgazmu jest presja na to, żeby go przeżyć.

  1. Seks

Kobiety i seks: jak się oddać, a nie poddać? – radzi Katarzyna Miller

Pełnia smaku jest tylko wtedy, gdy się oddajemy seksualności bez reszty. To jest rzecz o odzyskaniu siebie, swojego napędu, swojego życia. Życie jest seksualne. (fot. iStock)
Pełnia smaku jest tylko wtedy, gdy się oddajemy seksualności bez reszty. To jest rzecz o odzyskaniu siebie, swojego napędu, swojego życia. Życie jest seksualne. (fot. iStock)
W seksie króluje dziś równouprawnienie, przynajmniej w sferze deklaracji. Już niemal nie pamiętamy, że prawo do orgazmu zdobyłyśmy zaledwie kilkadziesiąt lat temu. A jednak, gdy przychodzi co do czego, nadal uważamy, że to kobieta oddaje się mężczyźnie, ze wszystkimi tego konsekwencjami – mówi Katarzyna Miller.

Jak to jest z tym oddawaniem się mężczyźnie? Dylemat tylko z dziedziny języka?
Dzisiejsze kobiety mogą mieć z takim sformułowaniem problem. Na co dzień aktywne, często wiodące prym w domu, a co w łóżku? Oddawanie się albo uleganie – bo tak też się mówi o kobiecym seksie – kojarzy się przecież z męską dominacją i przedmiotowym traktowaniem kobiety. Tymczasem oddać się w seksie znaczy zupełnie coś innego. Świadome kobiety powinny się oddawać, ale nigdy nie poddawać.

Czyli?
Należy się oddawać nie mężczyźnie, lecz... seksowi. Mamy się oddać we władanie seksowi. To zresztą dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Co to znaczy oddać się seksowi?
Kobieca seksualność przeważnie budzi się wolniej niż męska. W dziewczynach najpierw pojawia się chęć patrzenia na chłopaków, przebywania z nimi, snucia marzeń. Do potrzeby stosunku zwykle daleka droga. Chcą oswajać kolejne rejony, nie lubią inwazji. Najlepiej dać im na to czas. Wbrew pozorom dziewczyn od razu nastawionych na seks nie ma tak dużo. Wiele dziś chce uchodzić za „wyzwolone”, ale to poza i pułapka zarazem. Dziewczyna, która nie idzie swoim tempem i ulega modom, jest zniewolona. To jest właśnie poddawanie się. Chłopakowi, modom, społecznym naciskom, własnym lękom...

Przeciwieństwem jest stopniowe oddawanie się własnej seksualności?
Dokładnie. Jedno z moich najintensywniejszych przeżyć seksualnych: siedzieliśmy z chłopakiem w kinie i trzymaliśmy blisko siebie ręce. Nawet się nie dotknęliśmy. Ale to, co przepływało między tymi rękami i po całym ciele, było tak wyjątkowe, że nic tego nie pobije. O tym, jak silnie przeżywamy samą myśl o zbliżeniu, napisano całe tomy. Jeśli się ten etap przeskakuje, brakuje elektryczności. Może być miło, ale to nie ta jakość. Gdy się idzie na skróty, niektóre obszary zostają nieodkryte, nieoddane przyjemności. A przecież każdy obszar jest do oddania i odkrywania – choćby taka szyja czy plecy – ile tam można znaleźć, zanim dojdziemy do piersi.

Ale chłopcy najchętniej poszliby od razu dużo niżej...
...i włożyli rękę między nogi, jasne. Bo nie mają pojęcia, co ta szyja robi dziewczynie. Gdy się ich tego nie uczy, myślą, że seks to tylko „dowód miłości”.

Chcą tego, co im potrzebne.
Czyli błyskawicznego rozładowania. A może raczej chcą tego, co im się wydaje potrzebne, bo to wyćwiczyli w samotności. Faceci, choć często sądzą inaczej, nie potrzebują ejakulacji bezwarunkowo. To mit. Ale tak prymitywnie myślący mężczyzna nie wie, że kobieta może mu dać o wiele więcej na zupełnie innym polu. Nie wie, ile rozkoszy może sam dać ani jakie to daje poczucie mocy.

Paradoks: kiedy dziewczyna się poddaje, czyli przedmiotowo traktuje swoje ciało, dając je mężczyźnie, on nie dostaje wiele – jedynie owo ciało do używania. A przecież w prawdziwej relacji miłosnej mężczyzna czegoś takiego nie chce.
To jest sedno patriarchalnego podejścia – ciało do użycia… W partnerstwie jest szacunek, nikt niczego nie bierze siłą, nikt też niczego nie oddaje bez własnej zgody, w imię jakichś ideologicznych czy kulturowych przymusów. Jest dwoje ludzi, którzy oddają się własnej seksualności. To oddawanie się jest podróżą, procesem, który przebiega we własnym tempie. Niezależnie od tego, czy aktualnie ona, czy on jest czynną stroną, czy powiemy, że ona przyjmuje go w siebie, czy też że on w nią wchodzi – to jest wtórny podział w stosunku do intencji oddania się w całości tej sile.

W stereotypie dotyczącym oddawania się jest też to, że kobieta nie bierze.
Tak. Ale kiedy sama się otwiera, dostaje bardzo wiele. To najważniejszy przekaz. Jeśli się poddajesz, to nic nie dostaniesz, jeżeli będziesz poddaną, obsługujesz pana. Oddać się to wymieniać. Bez wymiany, prawdę mówiąc, nie warto się do tego w ogóle zabierać... Mężczyźni to naturalni zdobywcy, odkrywcy – dlatego dla mężczyzny eksplorować większy kawałek ciała kobiety to jest coś dostać. Odkrywać nowe sposoby dawania i brania rozkoszy to jest coś dostać. Widzieć, jak kobieta ulega tej wielkiej sile, którą on umie tak dobrze kierować, to jest coś dostać.

Samo świadome uczestniczenie, wyczuwanie nastroju jest braniem. Bo można z tego czerpać jakąś bliskość, przyjemność...
W tym kobiety są całkiem niezłe, umieją widzieć, kiedy mężczyzna jest napalony, i to je bierze. Ale obawiam się, że wiele kobiet na tym poprzestaje. Jedyną nagrodą jest to, że on reaguje, że kontakt z nią go rajcuje. A kobieta, która jest cała dla niego, ale która sama niewiele przeżywa, nie eksploruje swojej seksualności, nie jest partnerką. I taki seks zamiera. Bo mężczyznę trzeba uczyć albo od niego wymagać, żeby się przestawił na bogactwo damskiego przeżywania, dawanie rozkoszy, odkrywanie. Sam też będzie miał fajnie, może się niezwykle zdziwić, ile jest sposobów na osiągnięcie przyjemności.

Najbardziej zależy mi na tym, żeby kobiety poczuły, że mają ogromną moc dostarczania sobie rozkoszy i dawania rozkoszy, są kimś niezwykle wyposażonym, że mają wielki skarb. Mówi się, że w tym świecie chodzi albo o władzę, albo o pieniądze, albo o seks. Bo seks to wielka siła. Niektóre kobiety to wiedzą, ale wykorzystują tę siłę w niecnych sprawach, dla zysku, dla tego, by coś załatwić, by kogoś trzymać w szachu.

 
To nadużywanie tej siły dla władzy. Co jest oczywiście kuszące i wpisane w patriarchat, w którym chodzi o władzę. Kobiety, które ulegają pokusie władzy, traktują seks instrumentalnie. Nie eksplorują swoich możliwości dla siebie, czasem nie czują zbyt wiele, czasem udają orgazm. Poddają się dla określonych celów. Ale nie po to odzyskujemy naszą seksualność, moc, którą nam przez lata odbierano, żeby nadużywać władzy, nie dawać do siebie dostępu, mścić się na mężczyznach i zgrywać silniejsze. Chodzi o to, żebyśmy się czuły spełnione i szczęśliwe. A kobieta, która się wyuczy swojego ciała, będzie umiała czuć się spełniona, rozkwitnie. Warto poznawać siebie, pozwalając mężczyźnie na wspólne odkrywanie tych swoich ponętnych połaci...

Dlaczego więc wciąż mamy skłonność do poddawania się, pozwalamy mężczyznom się „zdobyć” albo „wziąć”?
Bo to zwalnia z odpowiedzialności. Niektóre kobiety myślą, że skoro już pozwoliły facetowi wejść do swojego łóżka, nic więcej nie mają do roboty. Ona leży i czeka, aż on wszystko za nią zrobi. I on zwykle robi coś innego, niż ona oczekuje, prawda? A ona jest rozczarowana, niespełniona. Bo nie oddaje się swojej seksualności. Tylko jemu. A on nie wie, jak partnerkę zaspokoić.

Czasem kobieta się boi wychylić, żeby nie zostać odrzucona. Może iść do łóżka z facetem, by czuć, że jest chciana. Niektórym to wystarcza.
Na jak długo? Kiedy się okazuje, że robisz to tylko po to, byś się nie czuła niechciana, co ci to daje? Dużo kobiet mówi tak: „Ulegam, bo nie chcę żyć sama”. Tak mówią, jakby to, że nie zgodzą się na dany wzorzec, oznaczało koniec. I rzeczywiście, z niektórymi mężczyznami to jest koniec drogi. Bo tak samo jak są kobiety, które tak się poddają, są i mężczyźni zainteresowani tylko prostym braniem. Ale z takimi nie warto mieć do czynienia. Albo trzeba ich i siebie uczyć. Seks jest niespodzianką do końca życia.

W każdej chwili można tego doświadczyć?
W każdym wieku i zawsze. Oczywiście ludzie bardzo chorzy, których wszystko boli, nie zawsze są w stanie się przełamać. Ale często właśnie dlatego ich ciało cierpi, że nie było nigdy Ameryką Południową seksu. Odkrywanym kontynentem.

Oddanie się wymaga odpuszczenia kontroli.
Kontrolując się nadmiernie, zamykamy się na uczucia i doznania. Miałam pacjentkę, która mówiła, że zawsze wie, jak się w łóżku ułożyć, żeby dobrze wyglądać. Super. Tylko kogo to obchodzi, jak ona w tym łóżku wygląda? Może w pierwszej chwili. Ale po co się zastanawiać, czy dobrze wyglądam, kiedy chodzi o to, by się dobrze czuć? Gdy w chwili zbliżenia z kimś myślę o tym, jak wyglądam, to opuszczam siebie i tego kogoś. Poddaję się. Jestem gadżetem. Przecież my same nie wiemy, co znaczy dla kogoś ładnie wyglądać. A może nasz partner zapamięta z seksu naszą niezwykle zmienioną twarz, której my same nawet nie znamy, bo nigdy na siebie nie patrzyłyśmy w takiej chwili? Seks jest wielką siłą, jeśli zechcemy dać mu pole, szansę. Warto. Oddawajmy się seksowi, erotyzmowi, ulegajmy rozkoszy, nie mężczyźnie.

Co nie oznacza, że mężczyzna jest nieważny...
Oczywiście. To z nim uczysz się i doświadczasz siebie. Kiedy masz mężczyznę, który pragnie ciebie, a ty pragniesz jego, możecie sobie wzajemnie zaufać, a seks was poprowadzi. Nic na siłę. Nie róbmy wszystkiego od razu, odkrywajmy, bawmy się, cieszmy, bądźmy jak dzieci, które za pomocą jednej łopatki i jednego wiaderka potrafią zrobić naprawdę dużo różnych babeczek...

Przyszło mi na myśl, że seks w wersji „poddaj się” to jest kontakt z seksualnością jakby przez celofan. Niby coś w tym jest, ale bez smaku...
Pełnia smaku jest tylko wtedy, gdy się oddajemy seksualności bez reszty. To jest rzecz o odzyskaniu siebie, swojego napędu, swojego życia. Życie jest seksualne. Kiedy jestem rozbudzona, czuję to życie. Wypływa ze źródła, ze mnie, nieważne, ile mam lat.

I niezależnie od tego, czy jest przy mnie facet, czy nie.
Właśnie. Taniec sprawia przyjemność i solistom, i w grupowym transie, i w parze. Taniec jest tańcem. Życie jest życiem bez względu na to, czy jest mężczyzna, czy go nie ma. Jeśli się wypełniam życiem, choć bez mężczyzny, to gdy on się pojawia, mam mu bardzo dużo do dania i mogę od niego bardzo wiele dostać. Kiedy siedzę wygłodniała, to się rzucam na niego: „Teraz mnie nakarm za te lata posuchy”. I on na początku myśli: „Ależ ona mnie pragnie”. Ale potem się wycofuje, bo wciąż mi mało.

To odwrócenie schematu: kobieta chce wziąć, skoro tak długo nic nie dostawała.
Właśnie o takich kobietach jest dowcip: Czego chcą kobiety? Kobiety chcą więcej. Bo nie mają. Źródło życia jest na zewnątrz, a nie w nich. Uważają mężczyznę za źródło. Żaden mężczyzna nie ma szans tego unieść. A więc odkrywajmy siebie, wszystkie mamy to, czego nam potrzeba, w sobie. Oddawajmy siebie z rozkoszą i nigdy się nie poddawajmy.