1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. W łóżku z przyjacielem

W łóżku z przyjacielem

On gej, ona brzydula. Tylko w tym wypadku przyjaźń między kobietą a mężczyzną ma szansę!”. Stereotyp czy coś w tym naprawdę jest?

Tytułowy bohater kultowego już filmu „Kiedy Harry poznał Sally” twierdził, że w każdym bliskim damsko-męskim związku prędzej czy później pojawia się seks. I rzeczywiście: pod koniec filmu główni bohaterowie wylądowali pod wspólną kołdrą.

− Społeczny stereotyp mówi, że przyjaźń między płciami jest możliwa tylko wtedy, gdy mężczyzna jest gejem, kobieta jest brzydka albo próbowali już seksu i nie wyszło – mówi Anna Gawkowska, psycholog i terapeuta. – I choć stereotypy często fałszują rzeczywistość, w tym jest ziarenko prawdy: konfiguracja kobieta plus gej rzeczywiście zapewnia istnienie porozumienia intelektualnego i emocjonalnego i wyklucza napięcie erotyczne. Choć zdarzają się też heteroseksualne mieszane przyjaźnie, wiele z nich nie wytrzymuje „próby napięcia”.

Przytoczmy na przykład taki paradoks. Niemieccy socjologowie, za pośrednictwem badającej opinię publiczną firmy GFK Marktforschung, postawili kilku tysiącom osób pytanie: „Czy wierzysz, że damsko-męska przyjaźń jest możliwa?”. Prawie trzy czwarte respondentów odpowiedziało twierdząco. Ci sami badacze postanowili sprawdzić także rzeczywisty odsetek mieszanych przyjaźni. Okazało się, że wynosi on zaledwie 2 procent wszystkich przyjacielskich związków!

Trudny początek

Damsko-męskiej przyjaźni nie jest łatwo w naszym rozerotyzowanym świecie. Już na starcie napotyka na wiele trudności. Kiedy kilkuletnia dziewczynka bawi się z chłopczykiem na przykład klockami Lego, zwykle budują z nich dom. A skoro już jest dom, to ktoś musi w nim mieszkać, czyli potrzebna jest para, najlepiej małżeńska. Zaczyna się więc zabawa w tatę i mamę: ona gotuje, on czyta gazetę, i od czasu do czasu dają sobie buziaka.

− Maluchy nie mają świadomości płci, jeszcze nie wiedzą, czym się od siebie różnią (oprócz innych kolorów ubranek), ale już zaczynają odgrywać przypisywane im role, kładąc podwaliny pod własne postrzeganie kobiet i mężczyzn w przyszłości – tłumaczy Gawkowska.

Potem idą do szkoły i w ogóle przestają się ze sobą bawić – w podstawówce chłopczyk może usłyszeć: „Co ty, z babą się zadajesz?!”, a dziewczynka: „Nie biegaj z chłopaczyskami!”. Kilka lat później wchodzą w okres dojrzewania, podczas którego druga płeć jest postrzegana raczej jako obiekt pożądania i mrocznej fascynacji.
− W tym wieku zaczyna być ważne, kto spojrzał, jak długo i kto kogo poprosił do tańca – komentuje psycholog. – Wspólne zabawy oznaczają flirt albo grę w butelkę. Pozbawiony erotyzmu związek dwóch płci w tym okresie to ogromna rzadkość.

I jak w wyniku takiego procesu ma powstać istota, która będzie umiała się odnaleźć w mieszanej przyjaźni?
Jeszcze sto lat temu dziewczynki i chłopcy chodzili do różnych szkół, uczyli się innych zawodów, nawet wolny czas spędzali oddzielnie, miejsca publiczne odwiedzając wyłącznie w celu znalezienia partnera (a potem w jego towarzystwie). Dziś spotykamy się zarówno w szkole, jak i pracy, a dawny wyraźny podział ról nieco się zatarł. Nadal jednak, mimo emancypacji, kobietom i mężczyznom nie udało się znaleźć zbyt wielu wspólnych obszarów. Są oczywiście panowie zainteresowani modą i chętnie rozmawiający o emocjach i kosmetykach oraz panie, które uprawiają wyczynowo sporty ekstremalne, robią prawo jazdy na motocykl czy ciężarówkę i interesują się polityką, ale to nadal rzadkość.

− Wieleset lat patriarchalnej tradycji wciąż jeszcze w nas tkwi, dlatego mieszana przyjaźń może mieć trudniejszy start – uważa Gawkowska. – Choć kultura i społeczeństwo sporo nam ułatwiają (często mamy te same zawody, uprawiamy te same sporty), to w wielu środowiskach kobietom i mężczyznom ciężko znaleźć płaszczyznę wspólnych zainteresowań, będącą podstawą koleżeńskiego związku.

 

Instynkt nie chce spać

Przyjaźń między kobietą a mężczyzną najbardziej utrudnia popęd seksualny. Jakby na to nie patrzeć, przez większość historii ludzkości funkcjonowaliśmy przede wszystkim jako osobniki przeciwnej płci, których zadaniem było zadbać o przedłużenie gatunku. Inteligencja, kultura i społeczna ogłada to dość nowe wynalazki. Stąd instynkty – choć nad nimi panujemy – wciąż liczą się w naszym życiu.

Podobno statystyczny mężczyzna myśli o seksie co 7 sekund. Zdaje się to potwierdzać ankieta przeprowadzona przez dziennik „Hamburger Morgenpost”. Na pytanie: „Czy przespałbyś/przespałabyś się z najlepszą przyjaciółką/ najlepszym przyjacielem swojej dziewczyny/ swojego chłopaka, gdybyś miał/miała nie ponieść tego konsekwencji?”, „tak” odpowiedziało dziewięciu na dziesięciu mężczyzn i tylko 10 proc. kobiet. Skoro panowie bez wahania przespaliby się z najlepszą przyjaciółką swojej dziewczyny, to jest duże prawdopodobieństwo, że zrobiliby to także ze swoją najlepszą przyjaciółką. Paniom jest łatwiej wierzyć w platoniczność związków koleżeńskich, bo w ich życiu seks odgrywa inną rolę.

 

Przyjaźń nie przetrwa takiego wydarzenia, jakim jest seks. To rodzaj zdrady. Zdradziliśmy umowę, relację, a częso stałego partnera.

 
 

Z. Sylwan

− W zachowaniu platonicznego poziomu przeszkadza jeszcze jedno: brak wprawy ze strony mężczyzn – tłumaczy psycholog. – Kobiety mają wiele bliskich związków z innymi kobietami; łączy je z nimi zażyłość, poufałość i intymność bez erotycznego zabarwienia. Mężczyźni odwrotnie: z kumplami chodzą na mecze, ryby czy piwo, ale trzymają ich na odległość ramienia i nie budują z nimi bliższych relacji. Intymność pojawia się tylko w związkach z kobietami. Stąd bliskość emocjonalna jest zwykle przez nich utożsamiana z seksualną. W takiej sytuacji powstrzymywanie się od seksu wydaje się sztuczne i niepotrzebne.Dlatego mieszane przyjaźnie wychodzą nam najlepiej wtedy, kiedy hormony już nie grają pierwszych skrzypiec.

− Przyjaźniąc się z bardzo atrakcyjną fizycznie osobą przeciwnej płci, oprócz pokusy, z którą trzeba walczyć, narażamy się jeszcze na obmowy: mężczyzna, który się „tylko kumpluje” z piękną kobietą i nawet nie próbuje jej uwieść, może dostać łatkę geja, nieudacznika czy impotenta. Kobietę, która nie ma żadnych zakusów na superprzystojnego towarzysza, złośliwe koleżanki mogą okrzyknąć oziębłą – ostrzega Gawkowska.

Nigdy nie będzie tak jak dawniej

Platoniczne przyjaźnie najlepiej działają w stanie równowagi: gdy obie strony mają jednakowo aseksualną wizję związku. Ale bywa i tak, że jedna od początku chce czegoś więcej, tylko się z tym nie zdradza, bo „nie ma okazji”, i czeka w przyczajeniu.

− Prawdziwe intencje często zdradza jakaś istotna zmiana, na przykład jedno z przyjaciół się rozwodzi lub odchodzi od stałego partnera – uważa Gawkowska. – W takim momencie „przyczajony przyjaciel” może się uaktywnić i proponować spotkania bardziej o charakterze randek niż niezobowiązujących wypadów. Otwiera się furtka do zmiany płaszczyzny znajomości. Jeśli przyjaźń była naprawdę platoniczna, nikt nie będzie próbować przez nią przejść.

Ale rozwód to nie jedyny powód, dla którego trafiamy do łóżka z najlepszym przyjacielem. Jest ich więcej: możemy to zrobić z żalu, rozpaczy, żałoby, nudy, ciekawości, pod wpływem impulsu czy z wygody (po co mam szukać wśród obcych, skoro pod ręką jest ktoś znajomy). Czasem katalizatorem jest alkohol, który znosi kontrolę i przesuwa granice, a niekiedy sytuacja związana z nagłą bliskością czy nagością, np. nocleg w jednym pokoju czy wspólna kąpiel nago w jeziorze. Niestety, tylko w komediach romantycznych oboje żyją potem ze sobą długo i szczęśliwie.
− Seks przyjaciół nie jest dobrym sposobem na to, by wybuchło uczucie – twierdzi psycholog.
– Powstaje bowiem pytanie: czemu nie narodziło się przez tych np. dziesięć lat znajomości? Po wspólnie przeżytej nocy wcale nie muszą też obudzić się z poczuciem, że odkryli miłość swego życia, ale że stało się coś złego, coś, czego żałują.

Niestety, przyjaźń zwykle nie jest w stanie znieść takiego wydarzenia, jakim jest wspólne pójście do łóżka, bo to rodzaj zdrady: zdradziliśmy naszą umowę, relację, a czasem i naszych stałych partnerów. Jedni mają poczucie winy, inni straty, jeszcze inni odrzucenia. Owszem, niektóre relacje wytrzymują zdradę, ale to raczej wyjątki.
− Co się stało, to się nie odstanie. Wiele jednak zależy od tego, co obydwoje z tym zrobią – uważa Gawkowska. – Po wspólnej nocy jest sporo emocjonalnego zamętu. Nie znam pary, która by to wytrzymała i mogła się przyjaźnić jak dawniej.

To, że między przyjaciółmi pojawi się miłość i stworzą doskonały związek – bo przecież znają się jak łyse konie i wiedzą, co dostają wraz z nowym partnerem – jest tylko pobożnym życzeniem. Dlaczego? Oprócz seksu w relacji pojawi się też całe mnóstwo nowych czynników. Wiele z nich może okazać się ponurą niespodzianką.
Na przykład wynikająca z bliskości fizycznej zazdrość, zaborczość i chęć posiadania drugiej osoby na wyłączność. Przestrzeń i wolność, charakterystyczne dla luźniejszego związku, jakim była przyjaźń – nagle znikną. W relacji seksualno-miłosnej dominują bowiem słowa: „powinieneś”, „oczekuję”, „pragnę”. Pojawia się też element odpowiedzialności za drugą osobę – a to obciążające. Niestety, jako kochankowie możemy nie być w stanie powtórzyć tej cudownej, niewymuszonej bliskości z czasów przyjaźni.l
 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kompleksy? Wyrzuć je z łóżka!

Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Natura stworzyła kobietę jako istotę piękną i zmysłową. Kultura dorzuciła trzy grosze: dała jej poezję, księcia na białym koniu i…kompleksy.

Mężczyźni przepadają za kobiecym ciałem. Nie ma obszarów czy stref, których nie uważaliby za ponętne, godne bliższego poznania. Już jako nastolatkowie marzą, by podziwiać, oglądać i dotykać pączkujących piersi koleżanek lub tego tajemniczego miejsca między ich nogami. Tymczasem one z obrzydzeniem i kpiną odwracają się od ich widocznej pod spodniami erekcji, wstydzą się i nie rozumieją ich zainteresowania. Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? Czemu nie potrafi się radośnie rozebrać i cieszyć sobą?

– Mężczyzn do seksu popycha testosteron – podkreśla Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka. – Kobieta ma go dużo mniej, ale za to została wyposażona w bardzo czułe i doskonale funkcjonujące zmysły, dzięki którym mogłaby naprawdę polubić fizyczną bliskość. Niestety, nabyte wraz z wychowaniem zahamowania powodują, że jest w tej sferze mniej przystępna i otwarta.

Niemożliwe, to nie moje!

W naszym społeczeństwie kobieta rzadko przyznaje otwarcie, że jest istotą seksualną. Wstydzi się często również swojej seksualności, na przykład tego, że ma bardzo wilgotną pochwę, kiedy zbliża się do niej mężczyzna, który budzi jej zainteresowanie. Boi się, że gdy to zdradzi, on pomyśli o niej: „rozwiązła”.

– Powinna się cieszyć, że sprawnie działają u niej mechanizmy związane z pożądaniem, tak jak mężczyzna jest dumny z „wyjątkowo udanej” erekcji – uważa Platowska. – Tymczasem ona woli ukryć „udaną” lubrykację. Obfita wilgoć w tym miejscu świadczy o tym, że odczuwa pożądanie, a przecież to kobiecie nie przystoi. Co najwyżej może być tego pożądania obiektem, poddawać się mu.

Ale kobiety wstydzą się też, kiedy mają wilgoci zbyt mało, bo wtedy trudno im się kochać. Mądrze byłoby sięgnąć wtedy po lubrykant i ułatwić sobie sprawę. Zamiast tego wiele woli udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i męczyć się „na sucho”, narażając na otarcia i uszkodzenia. Dlaczego? No bo jeśli on zobaczy, że ona sięga po wspomagacz, pomyśli, że go nie kocha albo jest oziębła.

– Kiedy kobieta zobaczy po seksie wilgoć na prześcieradle, pierwszym jej odruchem jest zaprzeczenie: „Niemożliwe, to nie moje!” – uważa psycholożka.
– A o w takiej sytuacji zrobi mężczyzna? Z dumą spojrzy na dowód tego, że się „sprawdził”.

Pachnąca królewna

Wciąż jeszcze wiele kobiet wstydzi się także menstruacji. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby to mężczyźni menstruowali, uczyniliby z tego dowód siły i potęgi, swój męski sztandar. Kobiety chowają się do kącika. Jakże mogłoby być inaczej: jesteśmy córkami swoich matek, a one całe życie się tego wstydziły.

Kiedy dziewczynka zaczyna miesiączkować, nie spotyka się raczej z gratulacjami, częściej z obawami i niezadowoleniem, bo od tej chwili mała kobietka może zajść w ciążę, a to kłopot dla całej rodziny. O tym, że ma „okres”, zwykle nie mówi się przy ojcu czy starszym bracie. To kobiecy świat.

Mężczyźni nie mają problemu z zaakceptowaniem wydzielin swojego ciała. Co więcej, uważają nasienie za coś godnego pozazdroszczenia. Tryskające na piersi kochanki tuż po seksualnym zbliżeniu uważają za jeden z najbardziej podniecających scen filmu pornograficznego. Skąd taka rozbieżność?

Wynika przede wszystkim z podziału płci. Na jednym końcu skali jest cuchnący piżmem i cygarem samiec, w brudnych butach, z „żałobą” pod paznokciami, nieznający mydła czy dezodorantu, z drapiącym trzydniowym zarostem. A na drugim – czyściutka, pachnąca i różowa panienka, królewna z dziewczęcego dzieciństwa. Nie podnosi głosu i służy do kochania. Wstydzi się nie tylko faktu, że ma jakiekolwiek wydzieliny, ale także tego, że może mieć swój własny zapach. I to w dodatku „tam, na dole”.

– Taka kobieta nie potrafi pojąć, że ponętne mogłoby się okazać coś, co uważa za najgorszą katastrofę: nieumyte genitalia – mówi Platowska. – To, że mężczyzna mógłby chcieć poczuć ten zapach, że jest on dla niego niezwykle pociągający, nie mieści się w jej obrazie świata. Ona wkracza do łóżka jak na fotel ginekologiczny: tak czysta, że niemal sterylna. I tego samego spodziewa się po swoim kochanku.

Ale nie zawsze tak było – kiedyś, we wczesnym dzieciństwie, kochaliśmy całe nasze ciało, włącznie z jego wydzielinami. Dla każdego dwuletniego dziecka wszystko, co wychodzi z jego ciała, jest nim. I nagle maluch dowiaduje się, że jego kupka lub siusiu nie są wcale takie pożądane. Kiedy puszczony nago po domu kuca, by się załatwić, biegnie do niego mama z krzykiem, żeby tego nie robił. Co więcej, karcone jest także zainteresowanie kupą czy pupą.

– Dziewczynki są ostrzej trenowane do czystości, od nich więcej się pod tym względem wymaga – podkreśla psycholożka. – One powinny pachnieć, a chłopcom wystarczy, by nie śmierdzieli. Poza tym matki łatwiej „odpuszczają” swoim synom. Oczywiście, przez całe dzieciństwo podejmują próby utrzymania ich w czystości, jednak widząc, że ich wysiłki spełzają na niczym – i w dodatku obserwują, że inni chłopcy wcale nie wyglądają lepiej – wywierają na synów mniejszą presję. Wzdychają tylko: „No tak, chłopcy zawsze będą nieporządni, brudni i potargani”, po czym skupiają się na „pucowaniu” swoich córeczek.

Chłopcom jest łatwiej umknąć matczynemu treningowi czystości z jeszcze jednego powodu: zdobywając swą męską tożsamość, w naturalny sposób ustawiają się w opozycji do matki… i dziewczynek. Wchodząc w sam środek błotnistej kałuży, z wyższością podkreślają, że są małymi mężczyznami.

Dziewczynki zaś zmagają się z ciężarem matczynych oczekiwań, utożsamiają się z nią i niemal dosłownie biorą od niej pewne przekazy i treści. – Całe życie dumnie noszą sztandar głoszący, że kobieta ma być czysta, różowa i pachnąca. Nie wolno jej z żadnego naturalnego otworu wypuścić jakiejś wydzieliny. Królewny nie chodzą przecież do toalety, nie mówiąc już o puszczaniu bąków – mówi Platowska.

Radość z seksu

Chłopczykowi kultura i natura przychodzą w sukurs w jeszcze jednym momencie: kiedy odkrywa swój członek. Natura sprawia, że obcuje z nim od dzieciństwa, choćby podczas siusiania. Kiedy zaczyna mieć erekcję i odkrywa przyjemność masturbacji, dostaje na nią przyzwolenie: matka, która go na tym przyłapie, wycofuje się bez komentarza i zawstydzona nie wraca do tematu – bo nie wie, jak zareagować. A syn dostaje wyraźny komunikat: to sfera, w którą kobieta nie wkracza. Jeszcze nie wie, na ile grzeszy, ale już oswaja się ze swoją seksualnością.
– Kwestie moralne częściowo weryfikuje podwórko, co znowu jest szczęśliwe dla chłopców, bo bawią się swoimi penisami, porównują je, urządzają konkursy w oddawaniu moczu na odległość lub zbiorowe seanse masturbacyjne – i nawzajem się do tego zachęcają. W ten sposób wzajemnie się wspierają w rodzącej się męskości – tłumaczy psycholożka.

Dla dziewczynki miejsca intymne to „coś”, co należy przede wszystkim często myć. Nie jest sobie w stanie wyobrazić, że nieumyte może być tak podniecające, że mężczyźni gotowi są kupić przez internet noszone damskie majtki. Grzeczna, dobrze wychowana dziewczynka nie chce w to uwierzyć. Ona nawet podczas mycia niechętnie się „tam” dotyka, a jeśli już, to robi to szybko i w poczuciu, że konieczności. Wychowana według uznanych norm nie pojmuje, że ktoś „normalny” mógłby chcieć ją w te miejsca całować.

A mężczyźni uwielbiają seks oralny, zarówno czynny, jak i bierny. Wiadomo, że to główny temat męskich fantazji erotycznych. Gdyby tylko mogli, pieściliby oralnie kobiety tak często, jak to tylko możliwe – różne, nawet kilka naraz i wcale niekoniecznie takie prosto spod prysznica… Ale niejedna dziewczyna myśli sobie: „przecież nie mogę na to pozwolić”. Bardzo wstydzi się dopuścić mężczyznę aż tak blisko.

– Ona się „tam” nie dotyka, bo to nie jest jej, to jest dla niego – uważa Platowska. – Także dlatego, że jest grzeszne, brudne, nieładne. Nic dziwnego. Skoro słyszy od dziecka, że nie wypada, to trudno, żeby kochała i akceptowała swoje narządy płciowe. Większość kobiet nigdy ich nawet nie widziała! Stąd na różnych kursach samoakceptacji obowiązkowym punktem programu jest praca z lusterkiem: każda z uczestniczek ma za zadanie dokładnie obejrzeć swoje wargi sromowe, przyjrzeć się im, czasem także narysować, poznaje również ich budowę. I prawdę powiedziawszy powinna to zrobić każda z nas, bez względu na to, czy wybiera się na taki kurs, czy nie.

Kobiety będą czerpały więcej radości z seksu, jeśli nauczą się patrzeć na swe ciała oczyma mężczyzny: pełnymi zachwytu. Kiedy zobaczą swą fizyczność tak jak ją widzą partnerzy: jako coś wspaniałego, tajemniczego i godnego pożądania. Ale partnerzy mogą im bardzo w tym pomóc.

– Bo to do mężczyzny należy pokazanie kobiecie w sposób najbardziej naturalny, że wiele rzeczy, które się łączą z jej ciałem, jest dla niego wspaniałym przeżyciem – uważa Platowska. – Powinien ją przekonać, że nie o to chodzi, by się nie myć, ale siódmy prysznic w ciągu dnia nie jest potrzebny, a dzień bez kąpieli mógłby być miłą odmianą. Matka jej tego nie nauczy, bo sama jest zbyt „czysta”. Tym bardziej nie zrobi tego ojciec. Najlepszy będzie w tym kochanek.

Otwarcie na ciało i to, co z niego wynika, ma jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna, mając kobietę, która nie tylko pozwoli się pieścić oralnie, ale zgodzi się na to chętnie, bez obrzydzenia – odwzajemni się tym samym i będzie przeszczęśliwy. I nie chodzi tylko o to, że realizuje swoje fantazje, choć to też ważne, ale poczuje się akceptowany, w pełni i po prostu. A to bardzo ważny element ludzkiej miłości.

  1. Seks

Spontaniczny seks – dlaczego nie? Jak dojrzeć do bycia spełnioną kochanką?

Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
W lesie? Nie, bo gdzie tu wziąć prysznic? W samochodzie? Nie, bo jeszcze ktoś nas zobaczy. Teraz? Nie, to przecież środek dnia. Wieczorem? Ależ muszę się wyspać! Są kobiety, które prawie zawsze odmawiają partnerom. Dlaczego? I czy mogłyby być trochę szczęśliwsze, gdyby pomyślały, czemu tak robią – zastanawia się terapeutka Katarzyna Miller.

Zdarza się, że kobieta skarży się: „Mieszam zupę w garnku, a on chce się ze mną kochać. Ja nie chcę, bo dla mnie nie ma nic bardziej nieseksualnego niż gotowanie. Ale dla niego odwrotnie, to go ekscytuje”. Co wtedy?
Wygląda na to, że dla tego mężczyzny życie jest seksualne. Dla tej kobiety – nie. Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. Na przykład ktoś cudnie tańczy lub przemawia. Albo patrzymy na mężczyznę, który przyrządza sałatkę, kroi warzywa, miesza, oblizuje palce… i myślimy: co za sexy facet. I może się nam zachce go pogłaskać albo wziąć za rękę i zaprowadzić do łóżka? Dlatego dziewczyna, która mówi „nie”, bo właśnie miesza zupę z obowiązku gotowania, a nie z radości, że robi coś smacznego, odziera sobie życie z przyjemności, z erotyzmu.

Chyba że dla niej seks nie jest atrakcją.
Właśnie. Więc ona nie pozbawia się radości życia, tylko broni przed napaścią. I mamy nasz temat! Taka Alicja, czy raczej malutka Ala, wydała się za mąż, bo trzeba. Może nawet dzieci już porodziła, bo też trzeba, ale wciąż czuje się dziewczynką i nie cieszy jej, że się rozwinęła seksualnie, bo emocjonalnie się nie rozwinęła. A ktoś od niej chce, żeby była kobietą, chce usług seksualnych. I tu się pojawia to nieszczęsne: wszyscy mężczyźni tylko tego chcą. Co, niestety, nie jest prawdą!

Kobiety równie często skarżą się, że nie są napastowane przez partnera, jak na to, że są!
Musimy powiedzieć w imieniu wielu kobiet, że one chciałyby być przez swoich mężczyzn zaczepiane erotycznie przy mieszaniu zupy i w wielu innych okolicznościach przyrody. Ale znam też takie, i do nich wróćmy, które mówią o swoich facetach: „jak można ciągle mieć ochotę?”. A oni wcale nie chcą ciągle, tylko one ciągle odmawiają. W końcu jednak się godzą, więc tym mężczyznom opłaca się próbować za każdym razem – i przy zmywaniu, i w samochodzie za miastem...

A za miastem są szyszki, mrówki. I nie ma łazienki…
Łazienki!? Po co? To takie boskie – seks w lesie. Las jest jednym z piękniejszym miejsc do miłości. Napisałam w wierszu „las ma nasze ciało”... Ładne, nie? Ale kobiety często mówią mężczyźnie, który chce iść z nimi na polankę: „Nie, bo sukienka się ubrudzi i pogniecie. Spóźnimy się do znajomych na kolację i oni zobaczą, że leżeliśmy na ziemi, i się domyślą, że uprawialiśmy ten straszny seks!”. Taka kobieta ma także w głowie to, że jeśli mu w lesie ulegnie, to on pomyśli, że jest łatwa. A może nawet napalona! A ona nie życzy sobie, żeby ktoś tak o niej myślał. Bo wtedy by jeszcze czegoś więcej i częściej od niej chciał!

Może nasza Alicja jest po prostu aseksualna?
Nie mówimy tu o syndromie medycznym Alicji w krainie czarów, który polega na nieadekwatnym postrzeganiu swojego ciała – na przykład wydaje się nam, że mamy ogromne stopy. Nazwa wzięła się z tego, że w „Alicji w krainie czarów” bohaterka raz rośnie, a raz maleje. Zawsze jest nieadekwatna do sytuacji. Podobnie Ala jest nieodpowiednia do swojej roli życiowej – fizycznie jest kobietą, ale wewnętrznie czuje się dziewczynką. I nie zamierza przestać nią być, bo jej mamusia też była taka sama i Ala widziała w domu, że seks jest „be”. Może też nie chcieć urosnąć, bo ojciec miał wobec niej jakieś molestujące myśli, o które matka była zazdrosna, i dlatego odrzuciła córkę? Ala zobaczyła, że niedobrze chcieć być blisko tatusia czy chcieć czegoś od jakiegokolwiek mężczyzny. Bo ładną, porządną i czystą jest tylko wtedy, kiedy jest malutką córeczką mamusi.

Jako trzylatka byłam bardzo dumna z tego, że mam taki czysty fartuszek!
Na pytanie, jakie dzieci są nieszczęśliwe, mądra odpowiedź brzmi: czyste. Byłaś dumna z tego, że podobasz się mamie. Słowo „czysta” może dziewczynkę nieźle załatwić, zwłaszcza gdy matka jej opowiadała, że ojciec jest taki ohydny, seksualny, chce od niej tych brudnych rzeczy, które dorośli robią w nocy. Córeczka nie chciała tego słuchać, ale przecież nie mogła powiedzieć mamie: „To nie są dla mnie opowieści. Ja ich nie chcę”. Niejedna z moich pacjentek, słuchając zwierzeń matki, miała poczucie, że ją oblepiają, że matka strasznie nastawia ją przeciwko ojcu, bo bardzo jej zależy, żeby ona go nie kochała, lecz była tylko jej – mamusi. To trwa często aż do dorosłości córki, kiedy ta zda sobie sprawę, że matka ją zatruła, i choć ojciec był trudnym człowiekiem, to oprócz wad miał sporo zalet...

A może mądre kobiety wybierają strategię: „nie teraz, nie tu…”, bo wiedzą, że dzięki temu nie wygaśnie jego pożądanie?
Jeśli mężczyzna jest tak niedojrzały, że kręci go to, że kobieta nie chce z nim spać, to będzie miał za swoje. A jeśli będzie miał dość jej strategii, pójdzie gdzieś, gdzie usłyszy ochocze „tak!”. Wtedy ona nazwie go łajdakiem i będzie grała rolę skrzywdzonej.

Czy jednak będąc łatwo dostępnymi, nie przestajemy być atrakcyjne?
Dla mężczyzny szalenie podniecająca jest radość kobiety z seksu. Ile razy ona będzie ją przeżywać, jemu się to nie znudzi. Rajcuje go, że on jej to daje. Natomiast zrażająca mężczyzn łatwość kobiety może oznaczać, że ona godzi się na coś, czego nie lubi, na coś, co jej nie cieszy, a tylko pozwala robić ze sobą to, co on chce. Wtedy dorosły facet może się nią znudzić. Nie znudzi się, jeśli jest niedojrzały i lubi rządzić: „teraz połóż się tak, a teraz tak!”, i nie dba o to, czy jej jest dobrze. Albo też lubi mieć pewność, że ona nigdzie indziej nie pójdzie po seks, bo po prostu nie jest rozbudzona. Są przecież mężczyźni obawiający się seksualnych kobiet.

Zresztą kobieta, o której mówiłaś, stosująca strategię odmawiania seksu, to nie nasza Ala, bo Ala nie wykorzystuje sztuczek seksualnych do manipulacji partnerem. Ala jest niewinna.

Co to znaczy niewinna?
Jest dziewczynką. Najbardziej chciałaby, żeby on ją przytulał, chwalił, bawił się z nią i rozmawiał. Był takim nowym tatą. A ponieważ takie udawanie dziewczynki bywa bardzo pociągające dla wielu mężczyzn, Ala nie jest samotna. I to nie musi oznaczać pedofilii. Żyjemy po prostu w kulturze mężczyzn niedojrzałych, chłopców, którzy lubią „dziewczynki”, bo one nie zagrażają ich poczuciu bezpieczeństwa dlatego właśnie, że są niewinne. Nie trzeba przy nich być samcem, wystarczy z nimi bawić się w dom, rozmawiać i je lubić. Ala nie ma nic wspólnego z Lolitą opisaną przez Nabokova, nie ma w sobie ani grama perwersji – jest ciekawa świata, przygód, ale nie seksualnych. Do nich jeszcze nie dojrzała i może nigdy nie dojrzeje.

Czy jeśli zechce, może dorosnąć do bycia szczęśliwą kochanką?
To zależy od niej. Od tego, na ile wierzy, że tylko czyste jest niewinne i dobre... Czy nadal bardzo nie chce się pobrudzić? Czy jest w stanie zapragnąć seksu jako czegoś, czego dotąd nie poznała, i nie bać się, że mamusia będzie na nią zła? A to niełatwe, bo ona jest silnie związana z mamusią. Często dostrzegam zlanie córki z matką. Powstaje, gdy niedojrzałe kobiety godzą się na seks tylko po to, żeby mieć dziecko. I jeśli im się to uda, dzieciątko jest wyłącznie ich: „to jest moja mała dziewczynka!”. Chcą mieć właśnie córeczkę, a nie synka. Myślą: „To ma być moja własna, czysta dziewczynka. Już zawsze będziemy szczęśliwe we dwie i nikt nas nie zbruka” wtedy. Jeśli matka tak działa, córka czuje się jej częścią, często nawet gdy dorośnie. Czuje się bezpieczna tylko z mamusią, która wie o niej wszystko, córka jest dla niej całym światem. Czyli jest też nieadekwatna do rzeczywistości. Jak w tej bajce…

Co ma zrobić Ala, która chce być Alicją?
Dorosnąć. Zrezygnować z mitu cudownej przyjaźni i bliskości z matką. Przeżyć stratę tej iluzji, nie przestraszyć się bólu wyodrębnienia, odkleić się od niej. Zdać sobie sprawę z tego, co mamusia jej zrobiła, ale także zrozumieć ze smutkiem, żalem i ze złością, że z powodu tego, co matka kładła jej do głowy w dzieciństwie, teraz wszyscy mężczyźni wydają się jej obrzydliwi. Jeśli Ali uda się dostrzec tę zależność, zacznie zmieniać się z kobiety, która uznaje seks za coś brukającego, w kobietę, która seks lubi i potrafi z niego czerpać radość.

Trudno spojrzeć tak krytycznie na matkę. Tym bardziej że ojcowie to rzadko anioły.
A niby skąd mają się brać anioły?! Rzadko jednak to zło wcielone. Ważniejsze od oceny ojców jest to, że Ale zatrzymały się na jakimś etapie rozwoju i nawet nie muszą o tym wiedzieć ani też chcieć tego zmieniać. Jeśli jednak poczują, że czegoś im brak, że coś się nie spełniło w ich życiu, mogą albo cierpieć w cichości, albo zacząć szukać rozwiązania.

Kobieta jest zdolna do konfrontacji z matką, dopiero kiedy ma w życiu coś pewnego i solidnego, na czym podczas tej konfrontacji będzie mogła się oprzeć. Może to być wiedza, umiejętności, kariera, pieniądze, powodzenie, spełnione marzenia. Lub lojalny, kochający, pomagający w rozwoju partner. Jeśli jeszcze sięgnie po pomoc psychologa, jest na dobrej drodze.

A jeśli jest kurą domową?
Przecież może odnieść sukces jako pani domu. Terapia pomoże jej docenić, że stworzyła dom, wychowała dzieci. Często kobiety, które sobie nie ufają, nawet jeśli wiele zrobiły, nie cenią tego. Trzeba im to pokazać. Kiedy przyjmą do wiadomości, że to ich własny sukces, może wzrosnąć ich wiara i zaufanie do siebie. A wówczas ta część, która jest spełniona zawodowo i społecznie, może pomóc wewnętrznej dziewczynce wydostać się z króliczej nory, w której się schowała, i dorosnąć.

I kiedy partner zacznie ją napastować przy zupie…
To odwróci się do niego, pocałuje i powie: „kochanie, jak to miło, że mnie przytulasz”. A gdy usłyszy: „chodźmy do łóżka”, wyłączy gaz pod garnkiem i pójdzie – o ile ma na seks ochotę! Albo powie: „najpierw zjem zupę, bo jestem głodna”. Ważne, żeby nie musiała zachowywać się zawsze tak samo. Człowiek dojrzały reaguje różnie, w zależności od tego, co czuje i czego chce. Więc pewna siebie Alicja raz może fuknąć na męża: „teraz mi nie przeszkadzaj, tworzę wybitną zupę”, a raz powiedzieć zalotnie: „Oj, ty, ty! Ty to jesteś!”. Albo patrząc mu głęboko w oczy, stwierdzić: „poczekaj do wieczora, będzie ci jeszcze bardziej smakowało”.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Baw mnie, czyli seks i śmiech

Potraktowanie seksu jako dobrej zabawy, wcale nie oznacza jego dewaluacji. Wprost przeciwnie. – Zabawa to stan, który pozwala być „tu i teraz” – podkreśla seksuolożka i psycholożka Małgorzata Zaryczna. (Fot. iStock)
Potraktowanie seksu jako dobrej zabawy, wcale nie oznacza jego dewaluacji. Wprost przeciwnie. – Zabawa to stan, który pozwala być „tu i teraz” – podkreśla seksuolożka i psycholożka Małgorzata Zaryczna. (Fot. iStock)
Choć stroimy sobie żarty z religii czy polityki, to w kwestii pożycia seksualnego często jesteśmy śmiertelnie poważni. Tymczasem śmiech nie tylko rozładowuje napiętą sytuację, ale też pozwala czerpać prawdziwą radość z erotycznych uniesień.

Karmieni od dzieciństwa mitem o jedynej i prawdziwej miłości, w łóżku pragniemy romantycznych uniesień, zjednoczenia ciał i dusz. Z kolei tradycja chrześcijańska i patriarchalny model społeczeństwa każą wiernym spełniać małżeński obowiązek, lecz za główny cel stawiają im prokreację.

Dużo zamętu wprowadza też współczesny kult przyjemności, który co prawda stawia seks na piedestale, tyle tylko, że traktuje go wyłącznie jako źródło doraźnej rozkoszy, pozbawia natomiast głębi. Zaleca jako najlepszy lek na chandrę, samotność czy stres, ale też nienaturalnie wyśrubowuje standardy. Nie mieć ochoty na seks czy nie czerpać z niego przyjemności – po prostu wstyd.

I gdzie tu miejsce na niczym niezmąconą radość z seksu albo szczery śmiech? Ten ostatni, zwłaszcza w alkowie, prędzej kojarzy się kochankom z… byciem wyśmianym. – Większość ludzi uważa, że śmiech czy żarty podczas seksu są nie na miejscu, bo to jakby z sacrum czynić profanum – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka. – Nasza kultura nawet pewnych siebie obciąża poczuciem winy i nadmierną odpowiedzialnością w stosunku do erotycznych figli.

Taka postawa może stać się poważnym problemem. Tym bardziej, że w łóżku jesteśmy nadzy nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie, więc bardziej wrażliwi i podatni na krytykę. – Jednym z najgłębiej zakorzenionych ludzkich lęków jest obawa przed ośmieszeniem i upokorzeniem, a kiedy się boimy, nie jest nam do śmiechu – konstatuje Małgorzata Zaryczna.

Trudne początki

To prawda: intymne sytuacje konfrontują nas z naszymi kompleksami i strachami. Właściwie powinniśmy się z nich śmiać, pomyśleć, że inni mają dokładnie takie same problemy, tymczasem niepotrzebnie je rozdmuchujemy. Idąc do łóżka, chcemy być ze sobą jak najbliżej, ale coraz częściej jesteśmy od siebie... jak najdalej. Mężczyzna, zamiast na partnerce, skupia się na tym, czy się sprawdzi. Z kolei umysł kobiety bardziej od seksualnych fantazji potrafi zaprzątać troska o to, czy on nie zauważy fałdki na jej brzuchu.

– W rezultacie w tym łóżku spotyka się dwoje ludzi, którzy są skupieni na sobie, zamiast na partnerze – zauważa seksuolożka. – Skoncentrowani na potencjalnych potknięciach, nie tyle czerpiemy radość z seksu, co staramy się zapobiec klęsce. Więc śmiech w łóżku? Jaki śmiech?

Tymczasem trochę dystansu i poczucia humoru przydaje się, nawet bardzo, zwłaszcza na początku erotycznej relacji. Nie tylko tej pierwszej w życiu, ale z każdym nowym partnerem. Wtedy bowiem towarzyszy nam lęk przed nieznanym. Konfrontujemy się z nową sytuacją, nową osobą, nowymi oczekiwaniami i… bardzo się spinamy. Często nastawiamy się na to, że ten pierwszy raz powinien być wspaniałym, niezapomnianym przeżyciem. A gdy tak się nie dzieje – co jest dość powszechne – stres, zażenowanie, poczucie klęski i dyskomfort sięgają zenitu. Im więcej napięcia, tym trudniej poczuć się swobodnie i zwyczajnie sobą cieszyć. I koło się zamyka. Gdybyśmy potrafili podejść do sytuacji z dystansem i humorem, moglibyśmy sobie ją znacznie ułatwić, a nierzadko wręcz uratować. Na dodatek wszystko pogarszają… wszechobecne media.

– Z jednej strony popularyzowanie wiedzy o seksie jest ze wszech miar pożyteczne – uważa Zaryczna. – Ale z drugiej, nagłaśniane standardy są tak wyśrubowane, że boimy się im nie sprostać.

Orgazm? Ma być taki, jak w filmach, niczym trzęsienie ziemi. Efekt? Seks kojarzy się ludziom z wymaganiami, swoistym egzaminem. Nic dziwnego, że nie jest nam do śmiechu – bo komu by się chciało śmiać na przykład na myśl o rozmowie kwalifikacyjnej?

Kilka pomysłów

Potraktowanie seksu jako dobrej zabawy, wcale nie oznacza jego dewaluacji. Wprost przeciwnie. – Zabawa to stan, który pozwala być „tu i teraz”. Cenny zwłaszcza dla kobiet, które mają tendencje do krążenia myślami wokół kłopotów w pracy, choroby dziecka czy niezapłaconych rachunków. Takie myśli wykluczają raczej przyjemność – podkreśla Małgorzata Zaryczna.

Nie od razu musimy uciekać się do skomplikowanych erotycznych sztuczek. Można zacząć od tego, co odpręża, wprawia w dobry nastrój, rozluźnia, wywołuje uczucie zadowolenia. Zabawą jest każda forma bliskości, która sprawia partnerom przyjemność. Jeśli wyrażanie radości w sypialni początkowo nas krępuje, zacznijmy od tego, żeby ze sobą razem pobyć, oswoić nagość.

– Na początku nie musi to być związane z seksem – uważa seksuolożka. Jest mnóstwo możliwości: rozwiązywanie krzyżówek, gra w scrabble, w „zgadnij, co to za postać”, w co kto chce, ale... nago. Piknik na łóżku z papierowymi talerzykami i mnóstwem ulubionych smakołyków. Bitwa na poduszki? Czemu nie! Skorzystanie z wynalazków w rodzaju jadalnych farb czy jeszcze lepiej z tradycyjnych przysmaków w nowej roli: dlaczego by nie wymazać się wzajemnie czekoladą, a potem zlizać ją z siebie – bez zamartwiania się o pościel, bo od czegóż współczesne proszki do prania? Możemy też wziąć do łóżka owoce i zjeść je z najśmieszniejszych miejsc, jakie nam przyjdą do głowy, np. z czubka małego palca u nogi czy z pępka. Kupić prezerwatywy w różnych smakach i żartować z nich do woli.

Każda forma zabawy sprawiająca przyjemność obojgu kochankom jest dobra. Śmiech w sypialni krępuje? Zacznijmy od tego, żeby ze sobą razem pobyć. Może nago?

– Chodzi o to, żeby było wesoło, niezobowiązująco, a przede wszystkim razem – mówi Zaryczna. – Wspólne przeżywanie radości bardzo zbliża ludzi. Kiedy się śmiejemy, porzucamy napięcia, lęki, niepokoje i wypracowane sposoby zachowania. Jesteśmy po prostu sobą. Łóżko zbliża, śmiech zbliża – a łóżko pełne śmiechu zbliża podwójnie.

Jak bawią się ludzie wyluzowani? W odgrywanie ról, teatr: scenę pierwszego spotkania, uwodzenia. W udawanie nieznajomych, którzy mówią do siebie per pan i pani. Albo wcielają się w ulubione postacie z książek czy filmu, na przykład stają na chwilę Romeo i Julią, mówią zabawnym, staromodnym językiem o miłości i tym, co chcieliby dziś robić w sypialni. To zresztą można również zakomunikować... na migi!

Szczypty lub salwy śmiechu mogą dostarczyć erotyczne zakupy. Choćby specjalne kości do gry: za ich pomocą los wybiera, gdzie i w jakiej pozycji będziecie się kochać. Albo pisanie sobie na plecach erotycznych fantazji i zamówień. Niektórych niezmiernie bawi nadawanie imion lub przezwisk narządom płciowym, ale trzeba zachować w tym przytomność – mąż może poczuć się urażony, gdy nazwiemy jego penisa „krasnoludkiem”…

– Bawiąc się, okazujemy sobie nawzajem otwartość, bliskość, chęć realizacji pragnień drugiej osoby. To przecież wspaniałe – tłumaczy psycholożka. – Granicą kreatywności w zabawie jest tolerancja partnera. Żartowanie w łóżku musi się spotkać z akceptacją drugiej strony, to podstawowy warunek! Gdy widzimy, że jej lub jemu to się nie podoba, trzeba się wycofać. Żart ma być żartem, a nie czymś, co boli. Z dowcipami lepiej też uważać przy nowo poznanej osobie, bo nie znając jej poczucia humoru, możemy niechcący ją urazić. Ale w stałym związku, żart może zadziałać jak odblowanie tamy: kiedy pierwsze opory już puszczą, radość popłynie swobodnie. Opadnie napięcie i poznamy smak świetnej zabawy.

Żartem na ratunek

Każdemu zapewne zdarzyła się – a jeśli nie, na pewno się zdarzy – sytuacja, która zawstydza, wprawia w konsternację, rodzi nerwowe pytanie: „co robić, jak mam się teraz zachować”.

W ferworze miłosnym może ktoś spadł z łóżka lub bardzo dbająca o urodę kochanka odkryje na pupie sporą krostę – i jak tu teraz kokieteryjnie wypiąć przed partnerem pośladki… Bywa, że niesforne ciało wyda niekontrolowany, ale całkiem naturalny odgłos… – Niektórzy wycofują się ze zbliżenia na samą myśl, że coś takiego mogłoby ich spotkać. Ale jeśli potrafimy się z tego śmiać, problem przestanie istnieć. Wiemy, że damy sobie radę i takie sytuacje nie będą nas spinać – mówi seksuolożka.

Zamiast traktować wszystko śmiertelnie poważnie, lepiej obrócić konsternację w żart. Posłużmy się tu przykładem z rozbrajającej książeczki Pierre’a Thomasa Nicolasa Hurtauta „Sztuka pierdzenia”, wydanej po raz pierwszy we Francji w 1751 roku. Opisany w niej kochanek w obliczu niekontrolowanego ujścia gazów w towarzystwie wybranki postanowił nazwać je… miłosnym westchnieniem: „Me serce przepełnione łzami/Strasznie nabrzmiałe westchnieniami/Na widok zaciekłości Pani/Westchnienie jedno przemieniło/Tak, że z lęku przed ustami/Przez inny kanał się przebiło”.

A co, jeśli druga strona zażartuje sobie rubasznie z twojego faux pas? – To przecież po to, żeby pomóc partnerowi – zdecydowanie podkreśla Małgorzata Zaryczna. – Nie ma co się obrażać, przecież w takiej sytuacji nie zawsze przychodzą kochankom do głowy inteligentne żarty. Przypiszmy wtedy partnerowi dobre intencje, próbę rozładowania sytuacji, nie chęć poniżenia i ośmieszenia.

A kiedy wpadka zdarzy się partnerowi? Nie wolno dać mu odczuć, że się z niego śmiejemy. W takiej chwili najlepiej przywołać jakieś zdarzenie ze swojego życia, np.: „Mnie też się to kiedyś zdarzyło. Myślałam, że spalę się ze wstydu, a przecież to drobiazg” albo „Umiesz sobie fajnie poradzić, ja kiedyś omal nie umarłam ze wstydu”. Ale warto reagować. Czasem nie żart, lecz drętwa cisza jest bardziej konsternująca.

  1. Seks

Kochasz tak, jak oddychasz

Kobieta, która odzyskuje naturalny oddech, zaczyna brać z życia to, czego potrzebuje, staje się świadoma siebie, dla siebie ważna, bierze odpowiedzialność za swój związek, orgazmy i się nimi cieszy. (Fot. iStock)
Kobieta, która odzyskuje naturalny oddech, zaczyna brać z życia to, czego potrzebuje, staje się świadoma siebie, dla siebie ważna, bierze odpowiedzialność za swój związek, orgazmy i się nimi cieszy. (Fot. iStock)
Kiedy podczas seksu oddychamy głęboko, w naturalnym rytmie, doświadczamy znacznie więcej. Nie tylko erotycznie. Nasze ciała przekazują sobie uczucia, skóra staje się bardziej wrażliwa – mówi Grzegorz Pawłowski, autor książki „Oddech. Oddychaj świadomie, żyj pełniej”.

Ciało. Są na nim miejsca, których pieszczenie daje nam szczególnie wiele przyjemności. Ale bywa, że przyjemności towarzyszą zaskakujące uczucia zażenowania lub nawet dreszcze niechęci czy bólu. Pupa na przykład jest szczególnie wrażliwa na dotyk. Jednak też w pupę dostawaliśmy jako dzieci zawstydzające klapsy, bolesne uderzenia paskiem czy zastrzyki. Kiedy mężczyzna głaszcze, pieści, całuje pośladki kobiety – jest jej cudownie. Bywa jednak, że zmysłowej przyjemności towarzyszy cień zawstydzenia, niechęci, a nawet bólu. Skąd? Łatwo pomyśleć, że ona po prostu nie chce, by ją dotykał, że go nie kocha. Wcale nie. Jej odczucia mogą wypływać z przeszłości, z tego, co przeżyła jako dziecko, o czym wydawało się, że nie pamięta. Nie pamięta, ale jej ciało te bolesne odczucia jakby zapisało. A teraz dzięki poruszeniu, jakie wzbudził seks, to, co wtedy czuła, „wyszło z ciała na powierzchnię świadomości”. Jeśli zabraknie jej ciekawości, skąd ta niechęć, może uznać, że nie lubi pieszczot albo nawet w ogóle seksu. Może urazić bliskiego sobie człowieka, odrzucając go.

– Szkoda by było, bo ciało można oczyścić z bolesnych przeżyć i otworzyć na naturalne odczuwanie przyjemności – mówi Grzegorz Pawłowski, trener i life coach pracy z oddechem. – Transformujący oddech nam w tym pomoże.

To technika polegająca na uwolnieniu się od bolesnych przeżyć poprzez pracę właśnie z oddechem. Psychiatra Wilhelm Reich i psycholog Alexander Lowen to prekursorzy psychoterapii poprzez ciało i oddech. Ich drogę kontynuuje Grzegorz Pawłowski, twórca praktyki transformującego oddechu.

– Zastosowanie transformującego oddechu nie wymaga stu lat praktyki ani szczególnych umiejętności – wyjaśnia life coach. – Na początek wystarczy skupić się na oddechu, wyobrażając sobie, że dociera on właśnie w to miejsce, które odczuwa zawstydzenie czy ból. Zwizualizować sobie, że tym miejscem w ciele oddychamy. Wówczas razem z każdym wydechem ciało się oczyszcza, a my odzyskujemy naturalny sposób odczuwania.

Oczywiście, nie dzieje się to od razu, czasem koniecznych jest kilka sesji, ale zawsze, niezależnie od tego, jaka była przyczyna „zaburzenia”, oddech pomaga.

– Seks jest przestrzenią okołoterapeutyczną, bo może obudzić zaskakujące doznania. Uruchamia uczucia, od których dawno się odcięliśmy – mówi Grzegorz Pawłowski. – Dlatego czasem w łóżku kobieta płacze, a mężczyzna czuje złość lub odwrotnie – mężczyzna czuje się małym chłopcem, a kobieta jest rozczarowana. Nieważne, jakie uczucie się pojawiło, razem z nim pojawia się ten, kto go doświadczył, czyli zazwyczaj my z czasu, kiedy byliśmy dziećmi.

Oddech transformujący może pomóc płaczącej dziewczynce i złoszczącemu się chłopcu. Energia skrzywdzonej dziewczynki blokowała w dorosłej kobiecie seksualność. Tak jak energia skrzywdzonego chłopca blokowała w mężczyźnie kontakt z męskością.

Teraz ich życie seksualne może zostać uzdrowione. Ważne więc, by gdy pojawiają się np. łzy czy frustracja, nie uciekać. A jeśli już, to wrócić i podzielić się tym, co się przemyślało: „Chcę, żebyś wiedział, że poczułam w seksie coś, czego się przestraszyłam”. Warto nie uciekać od takich doświadczeń, bo dzięki oddechowi możemy odnaleźć przyczynę swojego lęku i oczyścić z niej ciało, uczucia i umysł. Kochać, przeżywać więcej dobrych uczuć i móc doświadczać pełniej pieszczot.

Blokujące przekonania

– Są kobiety i mężczyźni, którzy twierdzą, że seksu nie lubią. Są też tacy, którzy mówią, że palą, bo lubią – śmieje się trener. – Niechęć do seksu bywa rezultatem nieświadomego zakazu, bo seks jest czymś naturalnym i żeby go nie chcieć lub nie lubić, trzeba mieć jakieś przykre, blokujące doświadczenia. Na ich podstawie podejmujemy wówczas decyzję, że seks jest nie dla mnie. I ta decyzja małego dziecka, które przeżyło szok zawstydzenia czy lęku, zakłóca dorosłą miłość.

Przekonania, które kontrolują nas i naszą seksualność, powstają z myśli, którym towarzyszyły silne emocje. Patrząc np. na zawstydzoną, upokorzoną nagością mamę, córka uczy się, że ciało i seksualność są złe. Silne emocje powodują reakcje ciała: skulenie, rumieńce itp., ciało je zapamiętuje jako reakcję na nagość czy bliskość fizyczną. W życiu zawstydzonej dziewczynki nagie ciało nie będzie przyjmowane naturalnie. Przekonania zakłócają i zubożają nasze reakcje i odczucia także dlatego, że zakłócają oddech: spłycając go i wydłużając przerwy między wdechem a wydechem. Kiedy się rodzimy, kiedy śpimy głębokim snem, nasz oddech jest płynny: wdech przechodzi w wydech. Nie ma między nimi przerw. Kiedy przeżywamy silne emocje – a do nich należy lęk przed bólem czy poniżeniem – odruchowo wstrzymujemy powietrze. Robimy to automatycznie tak jak wtedy, gdy kulimy się, kiedy chcemy ochronić się przed ciosem. Wstrzymanie oddechu pomaga nam odciąć się od ciała, od tego, co ono czuje, i od tego, co czuje nasze serce.

Jeśli mocno i długo doświadczaliśmy lęku czy wstydu, zapewne został zakłócony na stałe nasz naturalny rytm oddechu – interwały między wdechem a wydechem są znaczne. Trudniej nam też powiedzieć, co czujemy. Wstrzymując oddech, odcinamy się nie tylko od bólu czy trwogi, ale też od rozkoszy.

Kobiecość jako zagrożenie

Oddech wody – tak nazywa się jedna z technik oddechowych, która oczyszcza energię kobiecości. Polega m.in. na delikatnym wysuwaniu miednicy do przodu, a następnie cofaniu, przy czym ruch do przodu wykonujemy na wydechu, a do tyłu na wdechu. Elementem oddechu wody jest także ruch kolisty bioder przy właściwej sekwencji wdechu i wydechu. Jeśli tym, wydawać by się mogło, prostym ćwiczeniom towarzyszy świadomy oddech, w ciele mogą się pojawić zaskakujące odczucia i myśli, np. niechęć do własnej kobiecości: „Tak tyłkiem ruszają tylko puszczalskie!”.

– Podczas sesji transformującego oddechu kobiety podobnie jak mężczyźni często odkrywają w sobie nieuświadomione, wyniesione z kultury, blokujące oddech przekonania. Radość życia i miłości zakłócają im często nieświadome przekonania dotyczące kobiecości (np. że jest „brudna i grzeszna”) albo męskości („On chce tylko jednego, wykorzysta i odejdzie”). Wówczas praca z transformującym oddechem może pomóc, by ciało stało się w umyśle kobiety „piękne i niosące rozkosz”, a mężczyzna „opiekuńczy i silny”.

– Zazwyczaj u kobiet te przekonania wyrażają się w formie oporu przed odczuwaniem przyjemności zmysłowej – tłumaczy Grzegorz Pawłowski. – W ich ciele zapisana bywa pamięć babć czy matek, a nawet całych pokoleń kobiet, które cierpiały z powodu przyjemności seksualnej. Bo przecież kobieta otwarta na zmysły, atrakcyjna nazywana bywa łatwą. Ten motyw obecny jest choćby w filmie „Malèna”. Z tego lęku stanowiącego dziedzictwo kulturowe kobiet można się oczyścić, a dzięki transformującemu oddechowi odzyskać kontakt ze swoją kobiecością.

Po co terapia oddechem?

– Kobiety często przychodzą na sesje oddechowe, by pomóc sobie w depresji czy w poczuciu życiowego zagubienia. Powodem może być kryzys w związku, rozstanie czy problemy w pracy, nie bywa nim natomiast brak ochoty na seks, kłopoty z orgazmem czy wstyd – mówi Grzegorz Pawłowski.

Ale podczas sesji transformującego oddechu razem z energią życiową można – nawet nie myśląc o seksualności – odzyskać libido. Przykład uzdrawiającego działania oddechu to np. doświadczenie 35-letniej kobiety, od której odszedł mąż, zostawiając ją samą z trojgiem małych dzieci. Nie chciała żyć, a co dopiero się kochać. Po kilku sesjach oddechowych odzyskała radość życia mimo odczuwanej ciągle straty. Zaczęła też promieniować erotyzmem, który każdy w niej wyczuwał. Szybko pojawił się zainteresowany nią mężczyzna i mogła dokonać wyboru, czy chce nowego związku.

– Kiedy ktoś mówi: „Czuję się zablokowany seksualnie”, to zaczynamy pracę nad tym zablokowaniem – tłumaczy trener. – Jeśli stwierdzi: „Chcę sobie pozwolić czuć więcej przyjemności”, to mamy punkt wyjścia. Może się okazać, że podczas pracy nad oddechem pojawi się w ciele jakieś odczucie, a wraz z nim myśl, np. że dotyk jest „brudny”. Wtedy zaczynamy nad tym pracować i uwalniamy potencjał erotyczny.

Dwa rodzaje seksu

Warto zainteresować się tym, jak oddychamy, kochając się, bo ze względu na oddech możemy mówić o dwóch rodzajach seksu i o tym, czy on buduje emocjonalną więź między kochankami.

Pierwszy rodzaj: kiedy wstrzymujemy oddech. Wtedy zazwyczaj nasza seksualność nastawiona jest na szybkie rozładowanie napięcia, czyli na sam orgazm. To stereotypowo męska postawa. Taki seks nie buduje bliskości.

Drugi rodzaj seksu i oddychania oparty jest na naturalnym rytmie wdechu i wydechu: głębokim, z małymi interwałami. Dwoje tak oddychających ludzi nastawionych jest na czułość, delikatność – na współodczuwanie. Na bliskość. Tradycyjnie taki rodzaj seksu jest bardziej kobiecy.

Kiedy więc podczas miłości oddychamy świadomie – czego można się nauczyć – doświadczamy znacznie więcej. Nie tylko erotycznie. Nasze ciała komunikują się, przekazują sobie uczucia.

– Gdy wyobrazimy sobie, że „oddychamy” miejscem, które dotykamy u partnera, jego i nasza skóra stają się bardziej wrażliwe. Bardziej też jesteśmy obecni, bardziej tu i teraz. Intymniej ze sobą – mówi Pawłowski.

– Ludzie nie przychodzą do mnie po to, aby mieć lepszy seks. Ale dzięki zmianie, jaka dokonuje się w ich życiu za sprawą siły transformującego oddechu, ich życie seksualne staje się dużo bardziej żywe. Esencją mojej pracy z oddechem nie jest sam oddech, ale to, żeby czuć radość bycia sobą w każdej chwili, i kiedy jesteś sama, i kiedy jesteś z bliską osobą, i kiedy jesteś w grupie. To nie stan wieczny i ekstatyczny, ale może się pojawiać coraz częściej. To podstawa udanego życia i udanego związku. Odrzucam mit dwóch połówek, które muszą się ze sobą skleić, by tak się poczuć.

Kobieta, która odzyskuje naturalny oddech, zaczyna brać z życia to, czego potrzebuje, staje się świadoma siebie, dla siebie ważna, bierze odpowiedzialność za swój związek, orgazmy i się nimi cieszy. Oddech pomaga jej odkryć pełnię doznań ciała. Poczuć, jak przepływa energia seksualna. Energia ta nie musi być od razu rozładowana w sypialni. Po prostu można się nią cieszyć, czuć, jak płynie przez ciało. Kobieta cała emanuje taką seksualnością, co sprawia, że staje się wyjątkowo atrakcyjna. Kiedy poznaje mężczyznę świadomego swojej seksualności, otwartego, to jej życie diametralnie się zmienia. Seks? Nie on jest najważniejszy, najważniejsze jest spotkanie z samą sobą poprzez spotkanie z drugim człowiekiem. Oddanie siebie i bycie zaakceptowaną.

– Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które ma wszystkie narzędzia, by być szczęśliwymi. – mówi Grzegorz Pawłowski. – Warto znaleźć te, które okażą się pomocne nam samym. Może będzie to właśnie transformujący oddech?

Dzięki praktycznym poradom i ćwiczeniom nauczysz się w prosty sposób wykorzystywać oddech do poprawienia jakości swojego życia. Poznasz wartościowe narzędzia i przyswoisz cenne umiejętności. I co najważniejsze – szybko zaczniesz widzieć i czuć efekty w codziennym życiu.

  1. Seks

Niskie libido – o co należy siebie zapytać?

Przyczyn niskiego libido jest całe mnóstwo, poczynając od zdrowotnych, psychologicznych po społeczne czy kulturowe. (Fot. iStock)
Przyczyn niskiego libido jest całe mnóstwo, poczynając od zdrowotnych, psychologicznych po społeczne czy kulturowe. (Fot. iStock)
Zmniejszone potrzeby seksualne mogą się pojawiać tymczasowo w różnych okresach życia. Zdarzają się momenty, w których jedna sfera staje się najważniejsza i podporządkowuje się jej inne.

Tymczasowa koncentracja na pracy, nauce czy dziecku w sposób oczywisty może wpływać na potrzeby seksualne i nie ma w tym nic dziwnego ani złego (jeżeli zawsze spędzasz długie godziny w pracy, nie oszukuj się – z jakiegoś powodu nie masz ochoty wracać do domu). Co jednak zrobić, kiedy pozostaje się w satysfakcjonującym związku i teoretycznie chce się uprawiać seks, ale w praktyce okazuje się to niemożliwe i prowadzi nie tylko do obniżenia nastroju, lecz także do pogorszenia relacji między partnerami/partnerkami?

Przyczyn niskiego libido jest całe mnóstwo, poczynając od zdrowotnych, psychologicznych po społeczne czy kulturowe. Jeżeli znajdziemy się takiej sytuacji, to nie powód do paniki i zadręczania się. Warto wtedy spokojnie zastanowić się nad całą naszą sferą seksualną i emocjonalną oraz dokonać swoistego bilansu. Jeżeli wnioski sprawią, że coś w sobie zmienimy albo przekształcimy relację z partnerem, doświadczenie to okaże się zbawienne.

Dobra relacja i możliwość komunikowania swoich potrzeb dają podstawę do satysfakcjonującego seksu. Jeżeli w związku jest przemoc, jedna ze stron zmusza drugą do niechcianych zachowań seksualnych albo nie potrafimy pokazać, że coś nam nie odpowiada, potrzeby seksualne w sposób naturalny będą minimalne.

W pierwszej kolejności trzeba zadać sobie następujące pytania:

  • czy od początku uważałam partnera/partnerkę za atrakcyjnego/atrakcyjną fizycznie i seksualnie? Czy w naszej relacji dominowała raczej czułość i przyjaźń?
  • czy byłam zadowolona podczas naszych pierwszych kontaktów fizycznych? Jakim kochankiem okazał się mój partner? Czy mojej partnerce zależy głównie na swojej przyjemności?
  • czy wspólnie dbaliśmy o siebie podczas seksu? Czy także poza sypialnią partner okazuje mi szacunek i przywiązanie? Czy przedyskutowaliśmy sprawę antykoncepcji i czuję w pełni bezpieczna?
  • czy możemy otwarcie rozmawiać i wyrażać swoje potrzeby? Czy jestem przekonana, że kobieta ma prawo domagać się satysfakcjonującego seksu i to robię? Czy mówienie o seksualności wywołuje u mnie wstyd i wolę nic nie mówić? Czy komunikowałam to, czego chcę i czy było to brane pod uwagę?
  • czy mój partner zmienił się? Czy jest w nim coś, co mnie szczególnie niepokoi? Czy pojawia się coraz więcej napięć i konfliktów? Czy moja partnerka robi coś, co mnie denerwuje i nie możemy dojść do porozumienia?
  • czy zmieniłam się fizycznie? Czy chętnie oglądam się nago i akceptuję swoje ciało? Czy podczas seksu koncentruję się na tym, jak wyglądam i czy widać moje fałdki, cellulit i rozstępy zamiast skupić się na przyjemności?

Odpowiedzi na te pytania mogą boleśnie nas zaskoczyć. Warto badać swoje reakcje, szczególnie wtedy, kiedy czujemy jakiś dyskomfort. Nie próbujmy same przed sobą tłumaczyć partnera lub partnerkę: „ale ja go kocham”, „nie wyobrażam sobie, że mogłabym ją zostawić”. Nierozwiązane problemy seksualne same się nie rozwiążą. Konfrontacja z nimi to podstawa poradzenia sobie.

Zbyt łatwo wpada się w pułapkę najłatwiejszego rozwiązania. Wydaje się nim medycyna – kobiety szukają cudownego leku, który przywróci libido i energię. Na forach internetowych można znaleźć wiele pytań o dostępne na rynku suplementy. Jak sama nazwa wskazuje nie mają one statusu leków, czyli udowodnionego działania, więc ewentualnie można je potraktować jako placebo i przyjmować przez krótki czas. Nawet jeżeli naukowcy wymyśliliby cudowną pigułkę (a jeszcze do tego nie doszło), to i tak jej przyjmowanie jest rozwiązaniem tymczasowym.