fbpx

Gry małżeńskie

Gry małżeńskie

W co zagramy? W „Zawsze coś ci się nie podoba”? A może w „Przecież ja się staram” albo „To wszystko przez ciebie”? Kto wygra? Nikt. Przegranych może być dwoje.
Grają wszyscy – doświadczeni psychoterapeuci i ich pacjenci, nauczyciele, dziennikarze. Co jest grane? Rozgrywki codziennego życia. Stawka większa niż zdrowy rozsądek. Lubimy grać z najbliższymi. Co więcej – zazwyczaj wybieramy na partnerów życiowych ludzi, którzy grają w te same gry, co my. Każda gra ma jednak wpisaną w regułę nieszczerość, choć zwykle nieświadomą – grający jest przekonany, że zachowuje się jak należy, w zgodzie ze swoimi przekonaniami i potrzebami. A tak naprawdę kierują nim nieuświadomione lęki.

Gra nr 1: Patrz, co przez ciebie zrobiłem

Marek nie jest zbyt towarzyski. Z konieczności uczestniczy w zjazdach rodzinnych i imprezach zawodowych. Poszukuje miejsc odosobnienia. Najczęściej przesiaduje w garażu, gdzie godzinami poleruje swoje auto lub przekłada śrubki w pojemniku. Wszystko po to, by chwilę pobyć sam, tylko ze sobą.

Do garażu wchodzi Basia, żona Marka. W ręku trzyma filiżankę. „Pomyślałam, że może masz ochotę na kawę…” – zaczyna. Marek upuszcza słoik ze smarem, pełen złości obraca się w kierunku Basi. „No i patrz, co przez ciebie zrobiłem” – mówi z wyrzutem. Basia zasmucona wycofuje się z garażu. Marek sięga z zadowoleniem po kawę.

To klasyczny przykład gry w „Patrz, co przez ciebie zrobiłem”. Głównym jej celem jest unikanie odpowiedzialności, ale także – zwłaszcza jeśli w małżeństwie pojawia się kryzys – kontaktów seksualnych. W to grają zwykle osoby, które nie potrafią wprost wyrażać złości i mają potrzebę potwierdzania swojej niewinności, nawet jeśli nikt ich o nic nie oskarża.

To nie wejście Basi, lecz irytacja Marka doprowadziła go do upuszczenia przedmiotu. Marek nie uświadamia sobie tkwiących w nim pokładów złości (do siebie, żony, a może nawet matki czy dzieci). Nie potrafi wyrażać jej wprost, dlatego potrzebuje pretekstu. Ale w spokoju, którego pragnie, wypija sobie kawę.

Po kilku takich sytuacjach żona będzie coraz częściej zostawiała go samego, a on schowa się za swoimi zajęciami. Jeśli Basia zagra w „Ja tylko próbuję ci pomóc”, to ta rozgrywka może toczyć się latami. Jak się przełoży na ich codzienne życie? Marek będzie pozwalał żonie podejmować decyzje nie tylko w błahych sprawach, na przykład wyborze restauracji na kolację, ale też w kluczowych, jak wychowywanie dzieci. I jeśli miejsce okaże się dobre, a stosowane metody wychowawcze przyniosą skutek – Marek będzie zadowolony. W przeciwnym razie powie: „To przez ciebie”. Ta wygodna pozycja zdejmuje z niego ciężar podejmowania decyzji i daje mu argument podczas kłótni, w których może wypominać żonie niewłaściwe postanowienia.

I element: skrypty

Gra kończy się tzw. wypłatą. Uczucia jej towarzyszące nazywa się w analizie transakcyjnej skryptowymi, czyli takimi, jakie przeżywaliśmy w dzieciństwie. Każda wygrana jest jednak równocześnie przegraną. Uczestnicy gry dochodzą do wniosków, które już znają, i przeżywają uczucia, które już przeżywali.

Gdyby Marek uświadomił sobie, co się dzieje, podziękowałby za kawę, przytulił żonę i powiedział jej, że chce pobyć sam, a może nawet zapytał, co ona na to. Zrezygnowałby z gry. A Basia? Jeśli zależałoby jej na prawdziwej bliskości, być może powiedziałby,
że chciała z nim chwilę pobyć, ale rozumie i poczeka na niego w sypialni.

II element: role

Grając, wcielamy się w określone role, które mogą zmieniać się w trakcie rozgrywki. Niczym nieświadome pacynki czy uśpieni aktorzy przechadzamy się po trójkącie dramatycznym, wchodząc w rolę Ofiary, Ratownika lub Prześladowcy. Każdy z nas ma swoją ulubioną rolę wyjściową i kończącą grę.

Basia wchodzi z kawą do garażu w roli Ratownika, Marek jako Ofiara upuszcza narzędzie swojej pracy, czyniąc z Basi Prześladowcę. Po tym incydencie, na krótką chwilę sam wchodzi w rolę Prześladowcy i pokazuje Basi, teraz Ofierze, co się przez nią stało. I powraca do swojego zajęcia ponownie jako skrzywdzona Ofiara. Basia jednak nie zgadza się na rolę Prześladowcy, w której zostaje postawiona. Wieczorem lub kolejnego dnia ponownie wejdzie w rolę Ratownika, próbując domyślić się potrzeb swego męża.

Gra nr 2: Udręczona

Mariola stara się być idealną panią domu. Przyjmuje na siebie wszystkie obowiązki, a nawet prosi o więcej. Pokornie słucha uwag Jerzego, swojego męża, który co jakiś czas krytycznie wypowiada się o jej pracy, a w towarzystwie pozwala sobie w stosunku do niej nawet na żarty i złośliwości. Mariola stara się również spełniać prośby, a z czasem żądania swoich dzieci. Gdy przychodzą goście, nie potrafi odpocząć, stara się wszystkich zadowolić. Czy czuje się wykorzystywana? Nie, ona wydaje się czerpać satysfakcję z tego, że pracuje ponad siły. Dzięki temu jest potrzebna i kochana. Gdyby tylko nie to wyczerpanie… Mariola przestaje dbać o siebie, gwałtownie chudnie, aż wreszcie trafia do gabinetu psychiatrycznego, marząc o pobycie w szpitalu.

Mariola gra w „Udręczoną”. Każdego dnia wypełnia te same, nużące obowiązki oraz odgrywa powtarzalne, czasami sprzeczne ze sobą role. Gdyby potrafiła rozdzielić zadania i zadbać o własny odpoczynek, gdyby postawiła granice krytycyzmowi Jerzego – mogłaby się uratować. Jednak ona nie jest świadoma swojej gry.

Ba, nieświadomość starannie wybrała jej męża. Mariola tak naprawdę nie wyszła za Jerzego, ale za wcielenie swojej wiecznie niezadowolonej matki. Taka matka nagradza jedynie za posłuszeństwo i pracowitość. Od córki wymaga, żeby nie jadła zbyt dużo przy gościach i zbyt głośno się nie śmiała. Mariola pozostaje więc w roli udręczonego dziecka, które stara się zadowolić najpierw matkę, potem męża. Na poziomie emocjonalnym odbiera ich jako jeden byt. Jerzy z kolei tkwi w roli krytycznego rodzica, który wymaga, i przekracza kolejne granice, otrzymując na to ciche przyzwolenie.

III element: poziomy

Gra może toczyć się na trzech poziomach. Pierwszy z nich jest społecznie akceptowany, odbywa się często w większym gronie. Drugi bywa wstydliwy i rozgrywa się zazwyczaj w czterech ścianach. Gra na trzecim poziomie kończy się w szpitalu lub na sali rozpraw.

Mariola tak naprawdę nigdy nie rozstała się psychicznie ze swoją matką, w związku z tym stała się swoim wewnętrznym Rodzicem, zmuszającym wewnętrzne Dziecko do ciągłej pracy, bo tylko wtedy może otrzymać miłość lub choćby jej skrawek w postaci pochwały czy uśmiechu. Skrypt ten pomaga Marioli utrzymać Jerzy, którego zresztą po to jej nieświadomość wybrała. Jeśli Mariola okaże się wytrawnym graczem i nie zdecyduje się wewnętrznie pożegnać mamy, oraz postawić granice Jerzemu i swojemu wyczerpującemu stylowi pracy – wyląduje w szpitalu. Jej gra skończy się więc na trzecim, ostatnim poziomie.

IV element: przerwanie

Każdą grę można przerwać, odwołując się do swojego wewnętrznego Dorosłego, który opisuje rzeczywistość, bez oceniania.

Dorosły zbiera wszystkie informacje, a nie jedynie te, które są potrzebne do potwierdzania przekonań typu: „mężczyznom chodzi tylko o jedno”, „tak bardzo się staram, a on tego nie widzi”. Najczęściej grę podejmuje wewnętrzne Dziecko, skupione na własnych emocjach, oraz krytycznie lub nadopiekuńczo nastawiony wewnętrzny Rodzic.

Jednym ze sposobów przerwania gry jest zadanie sobie lub partnerowi trzech pytań: Co teraz robisz? Co ja teraz robię? Co my teraz sobie robimy? Kolejnym – jej zignorowanie.

Gdy rozpoznajesz, że twój partner w coś gra, prowokuje cię w znajomy sposób, poszukaj w sobie Rodzica ochraniającego. Basia, zamiast spuszczać głowę i wychodzić z garażu, mogłaby powiedzieć Markowi, że jest jej przykro, że mu przeszkadza. Mogłaby też zapytać, na co ma teraz ochotę.

Czasami skutecznym sposobem na zakończenie gry jest podjęcie jej, ale w przerysowany sposób, tak, by druga strona mogła zobaczyć, co robi.

Prawdziwa rozgrywka zawsze odbywa się nieświadomie. Jeśli z życzliwością wejdziemy w cudzą rolę, stając się lustrem osoby, którą kochamy, najpewniej zakończy się to wspólnym śmiechem, a może – chwilą intymności.

Nie daj się wciągnąć

Omówione gry to zaledwie okruszek z bogatego tortu małżeńskich rozgrywek. Każdą można toczyć przez całe życie. Nazwa gry jest też zwykle jej główną narracją lub zdaniem, które pada na końcu rozgrywki, np. „A tak się starałam…” lub „Gdyby nie ty,…”. To, co je łączy, to zmieniające się w trakcie role: Ratownika, Prześladowcy i Ofiary. Większość gier służy jedynie przerwaniu monotonii małżeńskiego życia, czasami inicjują nową znajomość, zazwyczaj jednak prowadzą do cierpienia, zerwania lub rozluźnienia relacji. Dlatego jeśli jakaś sytuacja wywołuje w nas nieprzyjemne uczucia, np. wstyd czy złość – zapewne nieświadomie dajemy się wciągnąć w jakąś grę. Warto wtedy wydostać się z tej matni, powiedzieć do partnera: „Przecież naprawdę nie chodzi ci o tę stłuczoną wazę. O co w takim razie?”. Bliskość i szczerość smakuje zdecydowanie lepiej niż najbardziej skomplikowana gra.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze