fbpx

Wolumetria? Naturalnie!

Wolumetria? Naturalnie!
(Fot. Getty Images)

Dosłownie to dodawanie twarzy objętości. W praktyce – uzupełnianie ubytków w tkankach, spłycanie zmarszczek, poprawa owalu, delikatny lifting. Natychmiast odejmuje co najmniej kilka lat.

Wypełniacze, bo o nich mowa w przypadku wolumetrii, mają od pewnego czasu złą prasę, czy słusznie?
Absolutnie nie. To złoty kanon medycyny estetycznej, choć w mediach pokazuje się głównie „błędy i wypaczenia” – pompowane twarze celebrytów, bo to się najlepiej klika. Tymczasem dobrze zrobiony zabieg to ten, którego nie widać, a znajomi mówią: „Jak dobrze wyglądasz”, a nie: „Coś ty zrobiła!”.

Wolumetria staje się potrzebna, gdy z wiekiem tkanki zanikają (zanik podskórnej tkanki tłuszczowej, resorbcja kości, cofanie się brody i żuchwy, zapadanie oczodołów) i przemieszczają się wskutek grawitacji. Skóra nie ma się wtedy na czym oprzeć. Wypełniacze pozwalają odtworzyć to, co zanika. Kluczowa jest znajomość anatomii, by właściwie podać preparaty. Procedura opiera się na kwasie hialuronowym, substancji, która naturalnie występuje w skórze, a której z czasem ubywa. Kwas stosowany w zabiegach też jest pochodzenia naturalnego, produkowany na bazie fermentacji bakteryjnej, a nie syntetycznych składników. Uzupełnienie jego niedoborów poprawia nawilżenie, stymuluje regenerację skóry, syntezę kolagenu. To poprawa jakości skóry, nie tylko samo dodawanie objętości.

Czyli wolumetria to nie tworzenie piłek pingpongowych na policzkach?
Nie, policzki jak piłeczki to błąd lekarski, nieumiejętne, zbyt płytkie podanie preparatu lub przesadzenie z jego objętością. W istocie wolumetria to odtworzenie tego, co utraciliśmy – akcentujemy łuki jarzmowe, wyciągamy lekko brodę, konturujemy żuchwę, spłycamy bruzdy nosowo-wargowe, linie marionetki. Odzyskujemy młode rysy, pożądane proporcje w całkowicie naturalny sposób. Dla mnie pomocne jest porównanie ze zdjęciami pacjenta z młodości lub sprzed kilku lat. Bo nie chcemy zmieniać twarzy, tylko naprawić to, co się „zepsuło”.

Od czego, poza znajomością anatomii, zależy naturalność rezultatu?
Od doboru i jakości podawanych wypełniaczy. Dobre firmy oferują nam portfolio siedmiu, ośmiu preparatów o różnej lepkości, gęstości. Daje to lekarzowi możliwość modelowania twarzy. Jedne z nich unoszą tkanki, dając efekt liftingu, inne potrafią je uwypuklić, wysunąć do przodu. Na przykład szwajcarska marka Teoxane ma protokół full face approach uwzględniający anatomię twarzy. Korzystając z gamy Teosyal, podporowo używamy preparatów, które zaznaczą kontur – te idealnie trzymają się w miejscu podania, nie ma ryzyka, że z czasem się przesuną. Powierzchowne poduszeczki tłuszczowe uzupełniamy miękkimi preparatami Teosyal RHA z tak zwaną pamięcią kształtu. One tak integrują się z naszą tkanką, że nie są widoczne nawet przy silnej mimice. Twarz jest stale ruchoma, wtedy często widać, że po zabiegu coś jest nie tak. Dobrze podane i dopasowane preparaty powodują, że wygląda naturalnie zarówno w bezruchu, jak i podczas śmiechu. Produkt układa się identycznie jak nasze mięśnie i tkanka podskórna, jest sprężysty, naśladuje ruchy i wraca do pierwotnej formy, nie odkształca się przy ucisku.

Wolumetria? Naturalnie!
Iwona Radziejewska-Choma specjalista flebolog, lekarz medycyny estetycznej, właścicielka kliniki Dr Radziejewska Saska Clinic