Znana z wszechstronnego talentu i prowokacyjnych dzieł poruszających takie tematy jak zemsta, obsesja czy przywileje Emerald Fennell od ponad dekady powoli pnie się w górę w Hollywood. Znakomicie łączy humor z mrokiem, a jej najnowsze dzieło, odważna adaptacja „Wichrowych Wzgórz” nie jest tu wyjątkiem. Co warto wiedzieć o twórczyni najgorętszego filmu roku?
Jeśli jeszcze nie znacie Emerald Fennell, macie sporo do nadrobienia. To gwiazda kina, której twórczość zdecydowanie warto śledzić. Sama opisuje się jako osobę, która chce zadowolić wszystkich. – Zrobię wszystko, żeby inni mnie polubili – mówi o sobie, dodając, że kręcenie filmów, to jedyna dziedzina, w której odpuszcza bycie people pleaserką. Zanim jednak stanęła za kamerą dała się poznać jako świetna aktorka: zagrała m.in. w oscarowej „Dziewczynie z portretu”, serialu Netflixa „The Crown” oraz „Barbie” Grety Gerwig, ale aktorstwo okazało się dla niej niewystarczające i jako baczna obserwatorka rzeczywistości Fennell postanowiła spróbować swoich sił jako scenarzystka i reżyserka.
Ma krystalicznie czystą wizję swojej pracy. Kocha tworzyć rzeczy „operowe, czasem wręcz skandaliczne”, a jej najnowsze dzieło – odważna adaptacja „Wichrowych Wzgórz”, która bije rekordy popularności w kinach – jest tego najlepszym dowodem. Jest też bardzo precyzyjna i ma fiksację na punkcie detali, a przez to, że sama zaczynała przed kamerą, jest w stanie nawiązać niesamowitą więź ze swoimi aktorami. To sprawia, że gwiazdy ekranu nie tylko chętnie do niej wracają, ale niekiedy też sami błagają o ponowną współpracę (tak było w przypadku m.in. Carey Mulligan, która była w stanie zrobić wiele, aby znowu zagrać w jej filmie). – Chcę z nią pracować aż do śmierci – mówi aktorka.
Jej dzieła zwykle budzą dużo emocji i nazywane są kontrowersyjnymi. – Niekoniecznie chcę tworzyć rzeczy subtelne – mówi przekornie. Kto widział „Saltburn”, dobrze wie, o czym mowa. Uwielbia też docierać do mrocznych stron swoich bohaterów i konfrontować z nimi widzów. Uważa bowiem, że wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu potworni i należy o tym mówić głośno. – Zawsze lubiłam dłubać w tym strupku – dodaje, i podkreśla: – Jako gatunek ludzki nie jesteśmy zbytnio pompatyczni, dlatego lubię wplatać w swoje historie odrobinę greckiej tragedii, aby uwydatnić je estetycznie, psychologicznie i fizycznie. Myślę, że samo bycie człowiekiem jest już w pewnym sensie tragiczne i żałosne.
Emerald Fennell urodziła się 1 października 1985 roku w Londynie, w ekscentrycznej rodzinie o imponującym rodowodzie twórczym. Jest bowiem córką scenarzystki i powieściopisarki Louise Fennell (z domu MacGregor) oraz projektanta biżuterii Theo Fennella, którego dzieła dla Lady Gagi, Eltona Johna i Madonny przyniosły mu przydomek „Króla Blingu”. Praprababka Fennell, Gwendoline Eastlake-Smith, była mistrzynią olimpijską w tenisie, a dziadkowie ze strony matki założyli w Walii Towarzystwo Dobrostanu Koni i Kucyków, a sami mieszkali na farmie owiec z gromadką zwierząt. Młodsza siostra Coco jest natomiast projektantką mody. Fennell dorastała natomiast dzieląc czas między mieszkaniem rodzinnym w modnej londyńskiej dzielnicy Chelsea a domkiem w Hampshire. Jako nastolatka uczęszczała do prestiżowej szkoły z internatem, gdzie zaczęła grać w szkolnych przedstawieniach, a potem studiowała anglistykę na Oxfordzie, gdzie również grała w sztukach, aż w końcu odkryła ją agentka gwiazd Lindy King.
Karierę aktorską rozpoczęła w 2006 roku, zaraz po ukończeniu studiów, początkowo grając niewielkie role w serialach „Trial & Retribution”, „New Tricks” i „Any Human Heart”, a potem w dramatach kostiumowych „Albert Nobbs” (2011) i „Anna Karenina” (2012). W 2013 roku Fennell otrzymała jednak największą rolę w swojej dotychczasowej karierze aktorskiej – pielęgniarkę Patsy Mount, główną bohaterkę popularnego serialu „Z pamiętnika położnej”. W tym czasie zagrała również w znanym dramacie historycznym „Dziewczyna z portretu” (2015), przygodówce „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii” (2015), serialu „Victoria” (2017) oraz biopiku „Vita i Virginia” (2018).
W 2019 roku dołączyła natomiast do obsady cenionego serialu „The Crown”, gdzie przez dwa sezony wcielała się w młodą Camillę Parker-Bowles, obecną królową Wielkiej Brytanii. Tuż po premierze trzeciego sezonu tak mówiła o niej w wywiadzie dla „Vogue’a”: – Podobno jest bardzo zabawna, ciepła i miła, a mnie interesują osoby, których historia, opowiedziana przez świat i media, może być sprzeczna z tym, kim naprawdę są.
Emerald Fennell jako Camilla Parker-Bowles w serialu „The Crown” (Fot. materiały prasowe Netflix)
Emerald Fennell z księżną Camillą (Fot. Arthur Edwards-WPA Pool/Getty Images)
– Chciałam być uczciwa i wyobrazić sobie siebie na jej miejscu – młodej kobiety, która wiedzie luksusowe życie w Londynie lat 70. i zakochuje się w kimś, z kim związek bardzo utrudniłby jej życie – dodała, podkreślając: – Panuje przekonanie, że każda kobieta chce być księżniczką lub królową. Nie sądzę, żeby tak było.
Na swoim koncie ma trzy książki: inspirowaną miłością do horrorów dziecięcą opowieść o chłopcu uczęszczającym do upiornej szkoły z internatem „Shiverton Hall” (2013), jej kontynuację „The Creeper” (2014) oraz kryminalną powieść grozy dla młodzieży „Monsters” (2015), która opowiada o dwójce 12-latków badających morderstwo w małym miasteczku. W 2016 roku zaczęła jednak pisać scenariusze do telewizji, gdzie pracowała nad kilkoma epizodami sitcomu „Drifters” (zagrała również w jednym odcinku), a w 2019 roku przejęła od Phoebe Waller-Bridge („Fleabag”) rolę głównej scenarzystki i producentki wykonawczej serialu „Obsesja Eve”. Co więcej, jej pracę nad produkcją doceniono dwiema nominacjami do Emmy: za scenariusz i serial dramatyczny, jednak to pełnometrażowy debiut Fennell w pełni ujawnił jej pisarski instynkt.
Emerald Fennell z Phoebe Waller-Bridge (Fot. Mike Marsland/Getty Images)
„Obiecująca. Młoda. Kobieta”
Jako reżyserka zadebiutowała w 2018 roku krótkometrażową czarną komedią skupiającą się na postaciach femme fatale „Careful How You Go”. Dwa lata później podjęła ten sam temat i podkręciła go o kilka poziomów w swoim pełnometrażowym debiucie. Wydana w szczytowym okresie ery #MeToo „Obiecująca. Młoda. Kobieta” (2021) to niepokojąca i mrocznie komiczna historia kobiecej zemsty, która okazała się tym, czego kino oraz widzowie w pandemii potrzebowali najbardziej – powiewem świeżości.
Wstrząsający thriller z Carey Mulligan w roli straumatyzowanej młodej kobiety planującej unicestwienie każdego męskiego drapieżnika seksualnego, który stanie jej na drodze, zdobył pięć nominacji do Oscara oraz statuetkę za najlepszy scenariusz oryginalny, co uczyniło Fennell pierwszą kobietą, która zdobyła tę nagrodę w jakiejkolwiek kategorii literackiej od czasu zwycięstwa Diablo Cody za scenariusz do „Juno” (2007). – Oscar to było kompletne szaleństwo, ale całe szczęście była pandemia i wszystko odbyło się bez czerwonych dywanów – mówi twórczyni, która wyraźnie nie przepada za byciem w centrum uwagi.
Emerald Fennell z Carey Mulligan i Leverne Cox na planie „Obiecującej. Młodej. Kobiety.” (Fot. materiały prasowe)
– Po Oscarach od razu powiedziałam moim agentom i menedżerowi, żeby nie wysyłali mi żadnych ofert. Naprawdę poczułam, że chcę tworzyć własne projekty tak długo, jak się da. To było w pewnym sensie wyzwalające, bo dało mi dużo pewności siebie – powiedziała Fennell. Mulligan, która wystąpiła również w kolejnym filmie reżyserki, uważa natomiast, że twórczyni zawsze podążałaby za swoim instynktem, nawet gdyby nie zdobyła Oscara: – Jej tworzenie nie jest strategią. Ona po prostu opowiada historie. Nie chce pouczać ludzi. To prawdziwa artystka, która tworzy, a ludzie mogą na to reagować w różny sposób.
Emerald Fennell z Oscarem za scenariusz oryginalny do filmu „Obiecująca. Młoda. Kobieta” (Fot. Chris Pizzello-Pool/Getty Images)
„Saltburn”
Liczne nagrody i słowa uznania sprawiły, że Fennell postanowiła iść za ciosem i zrealizować kolejny film, który – podobnie jak produkcja z Carey Mulligan – rozgrzeje widzów do czerwoności. Tym razem padło na artystyczne połączenie neogotyckiego thrillera, dramatu i diabolicznej czarnej komedii. W „Saltburn” (2023) twórczyni odkłada więc na bok wątki feministyczne i serwuje widzom mroczną opowieść o przywilejach, pożądaniu, obsesji, zazdrości oraz zwycięstwie ludzkich żądz nad wszelkimi cnotami.
Pomysł na film krążył po głowie Fennell dość długo. Akcja filmu rozgrywa się bowiem głównie w połowie lat 2000. i czerpie inspirację z doświadczeń reżyserki z czasów studenckich. Fabuła koncentruje się natomiast na nieśmiałym studencie z Oxfordu, Oliverze Quicku (Barry Keoghan), który popada w obsesję na punkcie bogatego kolegi, Felixa Cattona (Jacob Elordi) i zostaje wciągnięty w świat jego arystokratycznej rodziny. Okazuje się jednak, że intencje chłopaka nie są do końca, delikatnie mówiąc, czyste.
Emerald Fennell, Barry Keoghan i Jacob Elordi na planie „Saltburn” (Fot. materiały prasowe)
– Najlepszą reakcją na ten film jest to, że ludzie są nim fizycznie wstrząśnięci – mówi twórczyni. I faktycznie, seans wywołuje dreszcze. Jest zmysłowy i obrzydliwy, piękny i brzydki jednocześnie. „Saltburn” odniósł więc komercyjny sukces, wywołał zażarte dyskusje na temat przywilejów i tzw. wspinaczki społecznej, a także otrzymał pięć nominacji do nagrody BAFTA oraz dwie do Złotych Globów.
„Wichrowe Wzgórza”
Gdy podbiła już Hollywood, postanowiła podążać za swoimi „miłościami”. W swoim kolejnym filmie sięgnęła więc po klasykę literatury, burzliwy gotycki romans Emily Brontë „Wichrowe Wzgórza”. Do projektu zaprosiła natomiast (po raz kolejny!) Jacoba Elordiego, a także Margot Robbie, z którą przyjaźni się prywatnie (co więcej, twórczynie wystąpiły razem w „Barbie”, gdzie Brytyjka wcieliła się w ciężarną lalkę Midge, a firma aktorki wyprodukowała dwa wcześniejsze filmy Fennell) i która, podobnie jak Mulligan, potwierdza, że poszłaby za Fennell wszędzie.
Emerald Fennell z gwiazdami „Wichrowych Wzgórz”: Jacobem Elordim i Margot Robbie (Fot. Jeff Spicer/Getty Images for Warner Bros.)
Nowa adaptacja wyróżnia się jednak śmiałą oprawą wizualną i dużymi zmianami w podejściu do tematu. Autorka wysuwa bowiem na pierwszy plan destrukcyjną, obsesyjną miłość dwojga głównych bohaterów, wybijając się ponad furię i obsesję z oryginalnej powieści, co podzieliło nie tylko znawców kina, ale też publiczność. Jak natomiast sama autorka dzieła odnosi się do słów krytyki? – Nie sądzę, żeby dało się stworzyć coś naprawdę dobrego, a jednocześnie w pełni strawnego. Nawet filmy z przeszłości, które uwielbiam – te kanoniczne, idealne – po latach przestają być idealne, ale właśnie dlatego są tak interesujące – twierdzi. Jednocześnie rewiduje każdą opinię i cieszy się, że ponownie otwiera kanon na stylizowane, bogate dramaturgicznie filmy.
Czytaj także: Brontë Barbie czy filmowy majstersztyk dla Gen Z – dyskusja o „Wichrowych Wzgórzach” nie ustaje. Zderzyliśmy opinie
Emerald Fennell i Margot Robbie na planie „Wichrowych Wzgórz” (Fot. materiały prasowe)
Emerald Fennell prywatnie: związek, dzieci
Prywatnie Emerald Fennell wiedzie bardzo spokojne życie. Obecnie mieszka w Londynie z mężem, reżyserem Chrisem Vernonem, i dwójką małych dzieci. Zawodowo wydaje się natomiast, że odnalazła swój rytm, całkowicie odkładając aktorstwo na bok i w pełni oddając się scenopisarstwu i reżyserii. Zdaje sobie sprawę z szumu wokół premiery jej nowego filmu i większego zainteresowania jej osobą, ale pozostaje tym niewzruszona.
„Nie jestem sławna, nie zaczepiają mnie na ulicy ani nie spędzam nocy w towarzystwie gwiazd. Organizuję za to imprezy Eurowizji w domu. Moje życie jest normalne i cudownie nudne”.
Źródło: britannica.com; latimes.com; harpersbazaar.com; hollywoodinsider.com [20.02.2026]