1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Jesień w dobrej formie

Jesień w dobrej formie

123rf.com
123rf.com
Niższa temperatura i opady deszczu nie zachęcają do aktywności fizycznej, brak słońca sprzyja spadkowi nastroju i motywacji, a mniejszy dostęp do niektórych świeżych warzyw i owoców utrudnia dostarczanie organizmowi niezbędnych witamin. Jesień jest prawdziwym wyzwaniem dla organizmu!

Światło słoneczne reguluje dużą część procesów zachodzących w ludzkim organizmie. Pod wpływem promieni słonecznych wytwarza on m.in. serotoninę, dopaminę i beta-endorfinę. Niedobór tych hormonów sprawia, że człowiek szybciej się męczy, pogarsza się jego sprawność intelektualna i wyraźnie spada nastrój. Na szczęście wszystkie te hormony wydzielają się w organizmie podczas aktywności fizycznej.

W okresie jesiennym warto nie rezygnować, a jedynie modyfikować dotychczasową aktywność fizyczną i zażywać jak najwięcej ruchu. Najlepiej korzystać z porad trenera, który pomaga dobierać zakres i rodzaj ćwiczeń, sprzyjających utrzymaniu dobrej formy w okresie jesiennym. Dla niektórych osób jest to np. większa ilość spacerów, a dla innych – więcej treningów na rowerze stacjonarnym czy bieżni.  Należy bowiem pamiętać o tym, że każdy organizm jest inny i nie ma jednego, w pełni uniwersalnego sposobu na zachowanie formy w okresie jesiennym”, mówi Małgorzata Segiet, trenerka personalna z Diet&More.

Niedobór promieni słonecznych prowadzi także do zmniejszenia produkcji w skórze witaminy D, która odpowiada m.in. za przyswajanie wapnia i fosforu, a także regulowanie poziomu insuliny. W okresie jesiennym warto spożywać więcej produktów zawierających związki pozwalające zachować zdrowe zęby i mocne kości. Warto dodać sobie również energii np. szklanką świeżo wyciśniętego soku z cytrusów.

Koniec lata to także koniec sezonu na niektóre świeże owoce i warzywa. Nie oznacza to jednak, że na stołach powinna królować monotonia. Jesień to okres, w którym szczególnie należy wspierać układ odpornościowy dietą. Najskuteczniejszym sposobem jest dostarczanie organizmowi większej ilości naturalnych antyoksydantów.

„Jednym z najsilniejszych antyoksydantów jest witamina C, która wykazuje właściwości bakteriostatyczne, działa odtruwająco i pomaga lepiej znosić zmiany temperatur. Można ją znaleźć w m.in. w pietruszce, cytrusach, jagodach czy czarnej porzeczce. Kolejnymi ważnymi składnikami odżywczymi są witaminy A i E. Pierwsza z nich wspomaga organizm w walce z infekcjami, a jej źródłem mogą być m.in. mleko, podroby czy żółtka jaj. Można ją zastąpić beta-karotenem, w który bogate są m.in. marchew, dynia czy pomarańcze oraz szpinak i brokuły”, podkreśla ekspertka. Dodaje ona również, że witaminę E zawierają z kolei oleje roślinne, orzechy, ziarna i kiełki zbóż. Warto również pamiętać o dostarczaniu organizmowi odpowiedniej dawki minerałów, takich jak selen, żelazo, cynk czy miedź. Można je znaleźć np. w mięsie zwierząt i ryb oraz pieczywie pełnoziarnistym.

W tym wymagającym dla organizmu czasie należy o niego szczególnie zadbać. Tym bardziej, że do pokonania pozostaje jeszcze okres zimowy, w którym warunki do treningu i utrzymania diety stają się jeszcze bardziej wymagające. Przy pomocy odpowiednio zbilansowanej diety i optymalnego treningu można zmniejszyć negatywne skutki okresu jesiennego, polepszyć swoją odporność i pełni energii doczekać wiosny. Każda osoba inaczej reaguje na zmiany pogody, dlatego warto regularnie sprawdzać, w jakiej jesteśmy formie oraz jakich składników odżywczych może brakować w naszym organizmie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak pozbyć się poczucia winy, wstydu i niepewności - czyli uczuć, które zatruwają życie?

"Taki, jaki jestem, jestem w porządku" - to najtrudniejsza afirmacja na świecie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Poczucie winy, wstyd, żal, lęk, smutek, niepewność... Każde z nich coś nam mówi, ale czy każde buduje? O stanach, które - jeśli trwają zbyt długo - czynią nas nieszczęśliwymi i niewidzialnymi, oraz o tym, jak się z nich wyciągnąć - mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. 

Wszystkie uczucia są potrzebne, choć najtrudniejsze do przyjęcia są te wynikające ze złego losu człowieka. Naturalną cechą uczuć jest to, że one przychodzą i odchodzą, czyli przemijają. Niektórych jednak tak nie lubimy, że próbujemy je tłumić, spychać ze świadomości. Nie mogą wtedy naturalnie przez nas przepłynąć, tylko kumulują się w ciele i, bez naszej świadomej wiedzy, rządzą nami. Utrwala się pewien stan i potrafi on  utrzymywać się tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Na przykład brak wiary w siebie, nienawiść do siebie czy ciągły lęk. Wszystkie te stany są dla człowieka ciężkie, bolesne, czasem zabójcze. Należy do nich także poczucie winy. Są różne szkoły na temat interpretacji tego stanu, ja uważam, że jest ono sztucznie tworzone, niepotrzebne i szkodliwe. Zupełnie czym innym jest odpowiedzialność, która uczy nas być dorosłymi. Robisz coś, to znaczy, że to twój czyn, jesteś za niego odpowiedzialny – tak trzeba uczyć dzieci. Natomiast nigdy nie należy wpędzać ich – i siebie – w poczucie winy. Oczywiście tak samo nie należy ich straszyć, nieustająco zawstydzać, niesprawiedliwie oceniać i pozostawiać samym sobie.

Jesteś zły – mam nad tobą przewagę

Poczucie winy jest silnym orężem w rękach tych, którzy czują się niepewni, a chcą sprawować władzę. Na przykład Kościół rzymskokatolicki, który uzurpuje sobie jedynowładztwo duchowe nad człowiekiem, od wieków wpędza ludzi w poczucie, że stale są nie w porządku i że powinni czuć się winni właściwie za wszystko: za myśli, za uczynki, za intencje, za wyobrażenia, a już szczególnie te dotyczące seksu, niezależności czy wolnomyślicielstwa. Dlaczego? Bo chce ludźmi rządzić, robiąc z nich stado baranów. Co jest dla niektórych coraz bardziej jasne, a dla niektórych nie, i jeszcze długo nie będzie, bo oni chcą być w tym stadzie baranów, gdzie mówi im się, w jakim kierunku mają iść i że jeśli wszyscy pójdą razem, to znaczy, że to jest słuszne. To jedna z niezłych zmyłek, że kiedy robi się coś powszechnie, to jest to w porządku. I że to właściwie usprawiedliwia każdą bzdurę i głupotę, bo skoro inni tak robią, to jest to OK.

W poczucie winy wbija nas od małego nie tylko Kościół i posłuszne mu media, ale też ci rodzice, którzy sami takiego tresowania zaznali. Tacy rodzice nie umieją sami siebie szanować, nie wierzą, że mogą być autorytetem dla swoich dzieci, a przecież są – już z samego faktu, że są rodzicami. A że są słabi i niepewni, przekształcają swoje niezadowolenie w uwagi, oceny i nakazy, które wpędzają dzieci w poczucie winy. Łatwiej jest im wtedy nimi zarządzać – w głównej mierze po to, by trzymać je pod butem. Żeby nie szukały własnych dróg, żeby nie miały innych autorytetów, żeby niczego się same nie dorobiły – w tym swojego światopoglądu – żeby nie przeszkadzały, żeby nie przynosiły do domu idei, które rodzicom nie odpowiadają, i w ogóle żeby było z nimi jak najmniej kłopotów. (Mam nadzieję, że jest jasne, iż ten smutny obraz nie opisuje wszystkich rodziców, niestety, jednak na tyle dużą ich część, że można się pokusić o uogólnienie).

I tak poczucie winy rozłazi się na wszystkie przestrzenie naszego życia, w tym na związki. Strasznie jest słyszeć, jak ona mówi do niego: „Ty świnio, oszukałeś mnie, upokorzyłeś, zdradziłeś”. I on wcale nie musiał jej tego naprawdę zrobić, czasami ona sama to sobie zrobiła lub zrobił jej to ktoś inny, a czasami w ogóle nie zostało to zrobione – ale zasada jest taka, że człowiek niezadowolony z siebie lubi szukać powodu tego niezadowolenia na zewnątrz. Do tego w procesie wpędzania w poczucie winy sama wina nie musi być wcale udowodniona, tylko zarzucona. A osoba, której ją zarzucono, musi mieć w środku taki klik na zasadzie „jeśli się mnie czepiają, to może słusznie” – i wtedy ona to poczucie winy na siebie przyjmuje.

Dziecko, które ani nie zna siebie, ani świata, a do tego jeszcze nie zna i nie rozumie swoich rodziców – bo jak ma ich rozumieć – przyjmuje jak objawienie wszystko, co się na nie zwala. Moja mama na przykład zawsze mi powtarzała, że przez ciężki poród całe życie miała zatwardzenie – to oczywiście miała być moja wina, bo jej było z tym wygodnie. Innej dziewczynie matka powtarzała, że przez nią nigdy nie schudła i zaczęła mieć migreny. I jak dziecko może z takim zarzutem walczyć? Dziecko może się albo na to zamknąć, albo się pod tym ugiąć i bardzo się starać, by przeprosić i wynagrodzić, czyli być idealne we wszystkim, w czym się da: nie być głośno, nie przeszkadzać, nie bałaganić, dobrze się uczyć. Robią się potem z takich dzieci, a zwłaszcza dziewczynek, szare, ciche myszeczki. Bardzo wielu rodzicom zależy, żeby mieć takie dziecko.

Niewidzialna dziewczynka

Pamiętacie Nini, bohaterkę z serii o Muminkach, dziewczynkę, która była niewidzialna i tylko dzięki dzwoneczkowi na szyi było wiadomo, gdzie jest? Ktoś był dla niej kiedyś konsekwentnie zły i okrutny, ona wzięła winę na siebie, bo była bezbronna, i postanowiła, że nie będzie nikomu zawadzać, aż stała się niewidzialna. Ale kiedy ktoś jej powiedział coś miłego, to powoli pojawiała się kokardka na czubku głowy, a potem ewentualnie włoski, przy Mamie Muminka zaczęła się pojawiać już trochę buzia, ale wtedy wpadł Muminek i spytał: „a co to takiego dziwnego?” i dziewczynka znów zniknęła – bo tak była elektryczna na każde nieaprobujące zdanie na jej temat.

Bardzo dużo jest takich dorosłych niewidzialnych dziewczynek. Idzie taka do lekarza i od progu się jąka, że ją coś boli, ale w recepcji od razu zostaje usadzona i musi swoje odstać, a gdy wreszcie doczeka się swojej kolei, to się nie dopyta, nie powie, że jej coś nie pasuje albo że lekarz ją źle zrozumiał. Nie zadba o siebie, bo wszyscy są od niej ważniejsi. Wszelka złość, jaka się u niej pojawia, która ewentualnie mogłaby ją ośmielić, jest kierowana przeciwko niej samej. Może kiedy ta dorosła niewidzialna dziewczynka zacznie ciężko chorować i ktoś jej powie, że to jest psychosomatyczne, a do niej dotrze, co to znaczy – zechce to przyjąć i będzie ciekawa, jak można to zmienić. Większość takich dziewczynek woli jednak faszerować się lekami niż pracować nad zmianą samych siebie, nad dostrzeżeniem swojej złości. Poczucie winy tworzy właśnie takich niewidzialnych, niemych ludzi – po to, by łatwiej było nimi rządzić. A już broń Boże, żeby byli szczęśliwi, bo jak tu rządzić szczęśliwymi ludźmi?

Jeśli ma się w dzieciństwie wypracowany mechanizm przyjmowania na siebie poczucia winy, człowiek zaczyna sam siebie w nie wpędzać, bo to umie i zna. Dlatego powtórzę jeszcze raz: poczucie winy nie jest naturalnym stanem, to stan sztuczny i szkodliwy, to przedłużająca się krzywda. Co innego poczucie skruchy  – pojawia się wtedy, kiedy wiemy, że zrobiliśmy coś, co jest niefajne, również według nas samych. I można przeprosić, naprawić albo zadośćuczynić. Albo strach – kiedy dziecko wie, co zrobiło, i wie, że to nie spodoba się rodzicom, czuje strach, tylko tyle. Dopiero kiedy od nich dowie się za pierwszym, drugim i kolejnym razem, że nie tyle nawet zrobiło źle, co jest złe – wtedy wpada w otchłań poczucia winy.

Normalny, żyjący swobodnie człowiek ma świadomość, że raz na jakiś czas coś mu się wymsknęło spod kontroli, że coś zawalił, popsuł, czegoś nie dopilnował. Nie jest ze wszystkiego zadowolony, ale to jest wliczone w szeroki wachlarz wydarzeń ludzkiego życia – nie możemy przecież nigdy nie popełniać błędów czy nigdy o niczym nie zapominać. Dlatego można mieć poczucie błędu, ale nie winy.

Kiedy dziecko wie, że zrobiło coś nie tak, czuje strach, może mieć poczucie skruchy, ale nie można wpędzać w poczucie winy. (fot. iStock) Kiedy dziecko wie, że zrobiło coś nie tak, czuje strach, może mieć poczucie skruchy, ale nie można wpędzać w poczucie winy. (fot. iStock)

I niczego nie żałujcie

Nie tylko poczucie winy potrafi zatruć życie, także poczucie żalu. Żalu z powodu niezrobionych rzeczy, niewykorzystanych okazji, żalu do siebie o to, jakim się było. Że się o siebie nie walczyło. Że się uwierzyło w słowa: „do niczego się nie nadajesz”. Bardzo przykro zdać sobie z czegoś takiego sprawę. I żeby sobie udowodnić, że jednak się nadajemy, robimy wiele różnych rzeczy – tylko jakoś się one nie przekładają na zadowolenie z siebie, co dostrzegamy często dopiero na terapii.

Nie ma sensu żałować czegoś, co zrobiliśmy lub nie. Zrobiliśmy to dlatego, że w danym momencie po prostu samo nam wyszło, bo: albo było naszym automatyzmem, albo mieliśmy na to ochotę, albo daliśmy się namówić, albo się przestraszyliśmy i nie zrobiliśmy czegoś – czyli wynikało to z określonych okoliczności. No więc skoro takie były okoliczności, co mamy do tego? Mogę teraz powiedzieć, że żałuję, że nie pojechałam na tę wycieczkę, którą mi proponowano; nie puściłam się z chłopcem, który miał na mnie ochotę; nie kupiłam sobie tej rzeczy, która mi się strasznie podobała. A mogę powiedzieć sobie wprost przeciwnie: że świetnie, że nie wydałam pieniędzy na kolejną torebkę, bo były mi potrzebne na coś innego; świetnie, że z tamtym facetem nie poszłam do łóżka, bo potem się okazało, że on obgaduje swoje kochanki; świetnie, że nie pojechałam na tamtą wycieczkę, bo za to poszłam gdzie indziej i tam mnie spotkały różne fajne rzeczy. I gdzie tu miejsce na żal?!

Fajnie też, że pamiętamy pewne rzeczy z przeszłości, bo dzięki temu w przyszłości nie powtórzymy już tego samego. Albo właśnie wreszcie zrobimy to, czego pożałowaliśmy sobie kiedyś. Jeśli coś się już stało, to mamy traktować to jako materiał do wyciągnięcia wniosków i dowiedzenia się czegoś o sobie – bo to bardzo cenne i nas zasila.

Na przykład marzę, by jeździć po świecie, ale za każdym razem, gdy mi ktoś proponuje wycieczkę, to wynajduję różne powody, żeby nie pojechać – za drogo, niebezpiecznie. Lub: bardzo bym chciała kogoś poznać i zakochać się, ale jeśli już poznaję, to znajduję w nim różne wady: krzywe zęby, garnitur niemodny. I z tego można wyciągnąć wniosek – może powinnam się odważyć, przełamać schemat, może ja się czegoś bardziej boję niż pragnę. Nie chcę powiedzieć, że nie ma się czego bać, bo czasem jest: na przykład łajdaków, bandytów, oszustów i wszelkich krzywdzicieli. Lęk i strach są potrzebne, byle nie były naszymi jedynymi doradcami.

Zawsze jest wyjście

Żal to złożony stan emocjonalny, bierze się ze smutku, rozczarowania, zawodu. Nie ma co się go całkowicie pozbywać, bo on pokazuje naszą kondycję – zmaltretowanego człowieka, któremu się nie należało. Dlatego ważne, żebyśmy umieli siebie pożałować, ale też sobie wybaczyć i wyrównać, bo inaczej będziemy wiecznymi cierpiętnikami. Żal mówi, co było dla ciebie ważne, podobnie jak zazdrość. I to coś trzeba sobie dać, zadośćuczynić sobie, wyrównać sobie i samego siebie za to przeprosić.

Podobnie skomplikowane jest poczucie krzywdy, które z kolei ma korzenie w bezsilności i złości. Poczucie winy – jak już mówiłam, rodzi się z lęku, smutku, braku pewności siebie. I nie jest prawdą, że jeśli nie będziesz mieć poczucia winy, to będziesz zarozumiałym, bezczelnym egoistą, bo poczucie winy nas gryzie i niszczy, a nie buduje. Zupełnie czym innym jest odpowiedzialność czy skrucha albo zadośćuczynienie, przeproszenie, postanowienie poprawy, prawda – te rzeczy nas budują. Jeśli chcemy sobie poradzić z czymś, co nam w środku dolega, bo zrobiliśmy coś niefajnego – to są właśnie najlepsze metody. Refleksja na swój temat zawsze powinna być wszechstronna i pogłębiona – ludzie zwykle chcieliby być lepsi niż są, bo się im od dziecka wmawia, że nie są dobrzy.

„Taki, jaki jestem, jestem w porządku” – to jest najtrudniejsza afirmacja na świecie. Bo jak to, jestem w porządku?! Przecież spóźniłem się, zgubiłem portmonetkę, odpowiedziałem komuś niegrzecznie… To wszystko są drobiazgi, za które można przeprosić, wytłumaczyć, uśmiechnąć się. Nauczyliśmy się popadać w dołek, z którego nie ma wyjścia. A zawsze jest wyjście. Musi się bardzo dużo złych rzeczy poskładać, żeby przez jakiś czas tego wyjścia nie było, ale potem znów będzie.

  1. Psychologia

Najważniejsze potrzeby dzieci - 4 filary odporności psychicznej

Dajemy dzieciom bezpieczną bazę, kiedy pokazujemy im, że jest przy nich ktoś, kto je dostrzega i kocha, a także że ukoimy je w chwilach cierpienia. (Fot. iStock)
Dajemy dzieciom bezpieczną bazę, kiedy pokazujemy im, że jest przy nich ktoś, kto je dostrzega i kocha, a także że ukoimy je w chwilach cierpienia. (Fot. iStock)
Dzieci, które wykształcają bezpieczną więź z opiekunami, są szczęśliwsze i mają większą satysfakcję z życia – piszą autorzy „Potęgi obecności”. Ich zdaniem więź ta powstaje, kiedy rodzice zaspokajają potrzeby dzieci, dając im następujące cztery filary:

Bezpieczeństwo: rodzice powinni chronić dzieci przed krzywdą oraz unikać sytuacji, w których sami staliby się dla nich źródłem strachu i zagrożenia. Dlatego:

  • Przyjmij zobowiązanie, że nie staniesz się w swoim domu źródłem strachu.
  • Kiedy twoja relacja z dzieckiem zostanie naruszona, jak najszybciej nawiąż ponowny kontakt i w razie potrzeby przeproś.
  • Stwórz w swoim domu środowisko, w którym dzieci będą czuły się bezpiecznie i dobrze.
Dostrzeganie: prawdziwe dostrzeganie dzieci to dostrajanie się do ich wewnętrznego stanu umysłowego na głębokim poziomie, rozumienie ich życia wewnętrznego oraz reagowanie na to, co zauważymy, w adekwatny sposób i w odpowiednim momencie. Dlatego:
  • Po prostu obserwuj swoje dzieci. Zamiast wydawać pochopne osądy, poświęć trochę czasu, by przyjrzeć się ich zachowaniu i zrozumieć, co tak naprawdę się dzieje, odrzucając z góry przyjęte interpretacje.
  • Stwarzaj przestrzeń do rozmów, które zaprowadzą cię głębiej w świat dzieci i pozwolą dowiedzieć się o nich więcej, a także poznać szczegóły, które w przeciwnym wypadku mógłbyś przegapić.

Ukojenie: Kiedy dziecko cierpi emocjonalnie, ten trudny stan może się zmienić, jeśli dziecko wejdzie w interakcję z opiekunem, który się do niego dostroi i okaże mu troskę. Wciąż może cierpieć, ale przynajmniej nie będzie z tym bólem samo. Dzięki takiemu ukojeniu interpersonalnemu, nauczy się samo dawać sobie ukojenie wewnętrzne. Dlatego:

  • Wyćwicz z dzieckiem proste narzędzia i strategie pomagające mu się uspokoić, zanim nadejdą trudne emocjonalnie sytuacje (ulubiona muzyka czy maskotka, zaciszny kąt w domu).
  • Kiedy twoje dzieci są zdenerwowane lub smutne, dawaj im swoją obecność, zaangażowanie, czułość, spokój i empatię.

Poczucie wewnętrznej pewności: dajemy dzieciom bezpieczną bazę, kiedy pokazujemy im, że jest przy nich ktoś, kto je dostrzega i kocha, a także że ukoimy je w chwilach cierpienia. W ten sposób uczą się, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo, dostrzegać swoją wartość i dawać sobie ukojenie, kiedy coś pójdzie nie tak. Dlatego:

  • Za każdym razem, kiedy dziecko cię potrzebuje, a ty jesteś obecny, kapitał zaufania w waszej relacji wzrasta.
  • Ucz dzieci, jak być obecnym przy sobie samym, kiedy potrzebują poczuć się pewniej.

Więcej w książce: „Potęga obecności”, D.J. Siegel, T.P. Bryson, wyd. Mamania 2020

  1. Psychologia

Odporność psychiczna dziecka - jak ją wzmacniać?

Od najmłodszych lat warto uczyć dzieci dostrzegania drobnych sukcesów i trenować umiejętność zauważania jasnych stron każdej sytuacji. (Fot. iStock)
Od najmłodszych lat warto uczyć dzieci dostrzegania drobnych sukcesów i trenować umiejętność zauważania jasnych stron każdej sytuacji. (Fot. iStock)
Jako rodzice możemy, a wręcz powinniśmy budować w dzieciach poczucie siły i sprawczości, by w przyszłości mogły samodzielnie mierzyć się z różnymi problemami.

Do tego nie trzeba wcale kryzysu, ani dyplomu psychologa, wystarczy skupić się na kilku rzeczach.

Odporność psychiczna to – w dużym skrócie – wytrzymałość psychiczna, czyli umiejętność skutecznego radzenia sobie z sytuacjami trudnymi, stresującymi, stanowiącymi wyzwanie. Jest podstawową, wrodzoną zdolnością człowieka i wykształca się u wszystkich dzieci, natomiast ogromne znaczenie dla jej rozwoju ma stabilny dorosły, z którym dziecko może nawiązać bezpieczną relację. – Taka relacja jest dla niego modelem postaw i zachowań, które będą sprzyjać przyszłej sile i odporności psychicznej – podkreśla Aleksandra Jastrzębowska-Jasińska, psycholog i coach rodzicielski (www.artystamowy.pl). 

Psychika dziecka - jak ją poznać i wzmacniać?

Jak podkreśla Małgorzata Sukhareva z Centrum Terapii i Rozwoju Dziecka „Po Dziecięcemu” w Bydgoszczy, pierwszym zadaniem rodzica jest zrozumienie dziecka. – Warto od najmłodszych lat obserwować, jakim jest człowiekiem, jak przeżywa emocje, jak widzi i jak interpretuje świat. Poznać je i podążać za nim – mówi. Autorzy książki „Potęga obecności”, neuropsycholog dr D.J. Siegel oraz dr pediatrii i psychoterapeutka Tina Payne Bryson, określają tego typu działania mianem „dostrzegania”. Aby móc uważnie obserwować swoje dziecko, dostrajać się do jego stanu umysłowego i reagować w trudnych dla niego momentach – potrzebna jest jednak wysoka samoświadomość. Mówiąc krótko – wymaga to przyjrzenia się także sobie i swojej odporności psychicznej. Na szczęście, jak podkreśla psycholog i psychoterapeutka dzieci, młodzieży i rodzin Anna Resler, nie jest ona cechą jednolitą i stałą. – Odporności psychicznej możemy uczyć się wspólnie, całą rodziną!

Odporność psychiczna a emocje             

Dzieci, czując się w jakiejś sytuacji niepewnie, wykazują skłonność do obwiniania się za to, co się dzieje. Dlatego jeśli doświadczają większego stresu, zawsze starajmy się wytłumaczyć im okoliczności, zachęcajmy do pytań i nie dopuszczajmy do pojawienia się poczucia winy. Anna Resler, pracująca w nurcie terapii narracyjnej, sugeruje, by skłaniać się raczej ku dialogowi, a nie wykładowi. – Podążając za jego ciekawością i potrzebami, kierujmy do niego pytania pogłębiające: Co wiesz na temat...? Jak myślisz? Co chciałbyś wiedzieć? O co miałbyś ochotę zapytać, a nie pytasz? Co czujesz po rozmowie na ten temat? Co mogłabym zrobić, byś poczuł się lepiej? Wtedy taka rozmowa dla dziecka będzie wsparciem, a dla rodzica – źródłem informacji o tym, jakie myśli i uczucia uruchamia w nim dana sytuacja. 

W tym wszystkim najważniejsze pytanie to: Co czujesz? Badania pokazują, że większość z nas nie potrafi nazywać swoich emocji – na przykład smutek często mylimy z lękiem czy złością. Przekazując ten brak umiejętności dzieciom, uniemożliwiamy im także skuteczne radzenie sobie z nimi. Zacząć trzeba oczywiście od uświadomienia, że emocje mogą być bardzo różnorodne, a każdy z nas ma prawo reagować inaczej na to samo zdarzenie. – Warto, aby dzieci widziały w nas ludzi z całą paletą emocji – tłumaczy Małgorzata Sukhareva. – Nie martwmy się, że okazując uczucia przy dziecku, obarczymy je własnymi problemami. Kiedy pokazujemy, że ludzie przeżywają różne sytuacje i mogą się niekiedy bać, niekiedy cieszyć lub smucić – uczymy dziecko, że emocje są w porządku, że nie należy ich oceniać, a raczej obserwować. Nie mamy wpływu na to, co czujemy, ale na to, co z tym robimy, już tak.

 – Emocje informują nas o naszych granicach – dodaje Małgorzata Owczarek, psycholożka i trenerka (www.malgorzataowczarek.pl). – Umiejąc je nazwać, a dzięki temu rozpoznając własne granice i identyfikując potrzeby, jesteśmy bardziej pewni siebie i możemy skuteczniej o siebie zadbać. I w drugą stronę – trzymanie emocji w sobie będzie negatywnie wpływać na naszą odporność psychiczną, a także powodować obciążenie całego organizmu.

Jak uodpornić dziecko?                

Jeśli pewne trudne i stresogenne sytuacje jesteśmy w stanie przewidzieć, warto próbować dziecko na nie przygotować. – Szczególnie ważne jest to w wypadku dzieci, które mają trudności w adaptacji do zmian czy są wysoko wrażliwe emocjonalnie – mówi Aleksandra Jastrzębowska-Jasińska. – Przykładowo: kiedy przeprowadzamy się do nowego domu, warto już kilka miesięcy wcześniej zacząć oswajać dziecko z tą nową sytuacją. Możemy z nim jeździć i oglądać nowe mieszkanie, chodzić na spacery w nowym miejscu, rozmawiać o niepokojach związanych z przeprowadzką… 

Inaczej jest oczywiście w wypadku sytuacji nieprzewidzianych. Tu kluczowa okazuje się reakcja dorosłego, pokazująca, że nasze działania nie zawsze muszą być spójne z odczuwanymi emocjami, a wręcz mogą wpływać na to, jak się czujemy. – Dzieci są świetnymi obserwatorami, dlatego bardzo dużo zależy od tego, w jaki sposób na różne sytuacje reagują rodzice. Często można zauważyć, że kiedy małe dziecko się przewróci, nie zaczyna od razu płakać, tylko najpierw zerka ukradkiem na rodzica. Kiedy ten zareaguje spokojnie, reakcja dziecka jest często również łagodniejsza niż wtedy, gdy rodzic od razu biegnie przejęty zobaczyć, co się stało – tłumaczy Dorota Pietrzyk-Matusik z fundacji FLOW, nominowana psycholog Polskiego Komitetu Olimpijskiego, wspierająca młodych zawodników (www.psycholog-sportu.com.pl).

Od najmłodszych lat warto też pokazywać dziecku postawę aktywną: zachęcać do poszukiwania własnych rozwiązań problemów („i co zamierzasz teraz zrobić?”), a także pozwalać na popełnianie błędów. Ale aby być w tym wiarygodnym, sobie również musimy dać do tego prawo. – Tylko upadając, jesteśmy w stanie nauczyć się, jak poradzić sobie z przeszkodą – mówi Dorota Pietrzyk-Matusik. – Oczywiście, jeśli będzie ona zbyt duża, dziecko łatwo się zniechęci; dlatego rolą rodzica jest stopniowanie trudności i jednocześnie pilnowanie bezpieczeństwa dziecka. W ten sposób trenuje się odpornośc psychiczną dzieci. Warto zachęcać je do podejmowania różnych wyzwań, takich jak udział w konkursach, zawodach czy mierzenia się z własnymi ograniczeniami, a w razie porażki być z nim i pomóc w zrozumieniu, dlaczego tak się stało. 

Higiena i odporność psychiczna - jak o nie dbać?

Większość rodziców uczy dzieci dbania o ciało – poprzez zdrową dietę, higienę, ruch. A przecież dbanie o własny dobrostan psychiczny jest równie istotne jak regularne mycie zębów. 

Jeśli nasz maluch już od wczesnych lat okazuje brak wiary w siebie, wyposażmy go w umiejętność radzenia sobie ze stresem. Marta Chrościcka, terapeutka dzieci i rodzin z warszawskiej Poradni Psychologicznej Uśmiech, proponuje zacząć od rozmowy na temat podejścia do zmian. Bo to właśnie one są najczęstszym źródłem stresów i napięć. – Chodzi o postrzeganie zmian nie w kategorii zagrożenia, ale nowości, do których wciąż uczymy się dopasowywać. Tak zwana elastyczność psychiczna jest ważnym składnikiem naszego dobrostanu. 

Podobnie jest z pozytywnym nastawieniem do siebie i świata. Co jeśli dziecko ma skłonność do pesymizmu i niskiej samooceny? – Pracować, pracować, pracować – radzi Dorota Pietrzyk-Matusik. – Uczyć dzieci dostrzegania drobnych sukcesów. Jestem niezmiennie zaskoczona, jak wiele dzieci nie zauważa swoich postępów, a jednocześnie jest w stanie w nieskończoność wyliczać, co zrobiły źle. Warto robić codziennie proste ćwiczenie: zachęcać malucha do wymienienia trzech rzeczy, które zrobił dobrze, z których jest zadowolony. Możemy ćwiczyć razem z dzieckiem, by przekonać się, czy my sami jesteśmy w stanie dostrzec takie trzy rzeczy u siebie. 

Na tej samej zasadzie warto praktykować wdzięczność i umiejętność zauważania jasnych stron każdej sytuacji; ich wyliczanie przed zaśnięciem to świetna metoda na przestawienie się na pozytywne myślenie. Tłumaczmy również dziecku, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ. – Pracując z nastolatkami w gabinecie, często spotykam się z tym, że obszary „mam wpływ” i „nie mam wpływu” są u nich zupełnie pomieszane – mówi Marta Chrościcka. Często prawdziwym odkryciem dla młodego człowieka jest to, że ma wpływ na to, ile myśli poświęca danemu tematowi, a nie ma wpływu na opinie i zachowania innych ludzi. Wniosek? Warto skupić się na rzeczach i aspektach, które znajdują się w obszarze wpływu. 

Nie bójmy się też zapewniać naszego nastolatka, że poza wsparciem rodziny, ma zawsze do dyspozycji pomoc profesjonalną – terapeutów, psychiatrów, telefon zaufania. Tak jak nieraz trzeba pójść do dentysty, żeby wyleczyć bolący ząb, tak czasem ból duszy związany z przeżytym kryzysem albo lęk przed przyszłymi wyzwaniami można złagodzić dzięki wsparciu specjalistów.

  1. Styl Życia

Sisu - fiński sposób na wzmocnienie psychiki

Sisu to postawa życiowa, którą charakteryzuje hart ducha, niezłomność i umiejętność dostrzeżenia wyzwań w przeszkodach. (fot. iStock)
Sisu to postawa życiowa, którą charakteryzuje hart ducha, niezłomność i umiejętność dostrzeżenia wyzwań w przeszkodach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
W czasach epidemii szukamy sposobów na to, jak wzmocnić naszą psychikę. Pragniemy, aby była odporna na zawirowania losu i spadki nastroju, a jednocześnie wspierała nas w poszukiwaniu szczęścia. Finowie już dawno znaleźli na to sposób. I nazwę.

Sisu – słowo łatwe do zapamiętania, w dodatku wymawia się je dokładnie jak pisze. Co oznacza? W skrócie – podsumowuje fiński charakter; bardziej obszernie – opisuje coś w rodzaju postawy życiowej, którą charakteryzuje hart ducha, niezłomność i umiejętność dostrzeżenia wyzwań w przeszkodach. Jedna z badaczek sisu, Emilia Lahti, definiuje to pojęcie jako zespół cech zapewniających psychiczną twardość i zdolność radzenia sobie z silnym stresem, a jednocześnie umiejętność stawiania czoła przeciwnościom losu, które wydają się niemożliwe do pokonania. Katja Pantzar, dziennikarka, która przeprowadziła się z Kanady do Finlandii, określa sisu jako siłę woli, determinację, żeby się nie poddawać i nie iść na łatwiznę.

Historia Pantzar i jej własnej drogi do odnalezienia sisu, jest znamienna. Katja dorastała w Kanadzie w kulturze dość podobnej do naszej, czyli nastawionej na ułatwianie sobie życia i korzystanie z wszelkich dóbr współczesnej techniki. Jednocześnie od zawsze zmagała się z kruchą psychiką i niskim poczuciem wartości. Była nadwrażliwa i zamknięta w sobie, od dziecka cierpiała także na depresję. Nauczyła się myśleć o sobie jako o kimś wiecznie zmęczonym, melancholijnym i słabym - zarówno psychicznie, jak i fizycznie. A jednak wystarczyło kilka tygodni w Finlandii, dokąd pojechała najpierw na roczny kontrakt, a potem się "zasiedziała" - by wszystko się zmieniło. Nie tylko zaczęła chętniej wychodzić do ludzi, ale też: jeździć na rowerze (nawet przy minus 20 stopniach C), kąpać się zimą w Bałtyku, saunować i każdą wolną chwilę poświęcać na ruch. Zaczęła lepiej sypiać, jej ciało stało się smukłe i silne, pojawiły się rumieńce na twarzy i od tego momentu nie nastąpił ani jeden nawrót depresji. Odkryła, że jest dzielna, a życie wspaniałe. Stała się szczęśliwą twardzielką. „Jestem przekonana, że to właśnie dzięki wykorzystaniu nieodkrytych dotąd pokładów siły charakteru czy wytrzymałości, które uruchomiłam, zyskałam narzędzia umożliwiające poprawę psychicznego i fizycznego samopoczucia. Pozwoliło mi to wyzbyć się wyuczonej bezradności, przekonania, że właściwie to mogę jedynie pogodzić się z tym, że jestem nieco ospała, cierpię na depresję i miewam trudności z porannym wstawaniem. Stałam się osobą, która budzi się wcześnie, żeby jeszcze przed rozpoczęciem dnia wskoczyć do morza” – pisze w książce „Odnaleźc sisu” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego).

Odkryła jedną ważną rzecz - że można hartować ducha tak samo jak hartuje się ciało, a nawet więcej – poprzez sam fakt, że wzmacniamy się fizycznie – automatycznie wzrasta nasza psychiczna odporność. Tak podchodzą do sprawy Finowie, i warto brać z nich przykład. Według Światowego Raportu Szczęścia z 2018 roku Finlandia jest najszczęśliwszym państwem na świecie.

Sisu - skandynawska prostota

Przepis na fińskie sisu jest równie prosty jak ich design. Chodzi o to, by polegać na sobie, mieć do siebie zaufanie i wiarę we własne siły. I zawsze wybierać te najprostsze, najbardziej naturalne rozwiązania. Finowie są bardzo praktyczni, a jednocześnie mało wymagający. „Dla nich nawet samodzielne wykonywanie domowych obowiązków, takich jak sprzątanie czy mycie okien, do których większość osób z łatwością mogłaby kogoś wynająć, stanowi źródło dumy i satysfakcji” – pisze Katja.
„Finowie wolą zrobić coś sami niż to kupić, nie wyrzucają rzeczy, ale najpierw je naprawiają”
Finowie to maniacy idei „zrób to sam", która wcale nie wynika z ich przesadnej oszczędności, ale przekonania, że nic tak nie poprawia zdania o sobie, jak efekty własnej pracy. Poza tym, skoro potrafisz sam ugotować obiad, naprawić drzwi czy zbić prostą ławkę, to w obliczu innych wyzwań, czasem o wiele bardziej wymagających, z większym przekonaniem powiesz: „dam radę” albo przynajmniej: „spróbuję”. Takie podejście ma też inne korzyści. Według UKK - fińskiego instytutu zajmującego się promowaniem aktywności sprzyjających zdrowiu, ćwiczenia fizyczne wykonywane przy okazji innych czynności - takich jak zabawa z dzieckiem, zbieranie grzybów i owoców leśnych czy sprzątanie – zmniejszają rozwój choroby wieńcowej i cukrzycy, spowalniają rozwój osteoporozy i depresji.

Zresztą wszyscy Skandynawowie stawiają na naturalny ruch, czyli codzienny i niewymuszony, wynikający z rozkładu dnia. Przede wszystkim wszędzie jeżdżą rowerem i zamiast windy korzystają ze schodów. O ile drugi zwyczaj jest w pełni zrozumiały, to pierwszy może budzić podziw zwłaszcza w Finlandii, gdzie zimą temperatura i aura z pewnością mało sprzyjają jakimkolwiek aktywnościom na świeżym powietrzu. Rozwiązaniem jest jednak odpowiednie ubranie i grubsze opony. Po prostu.

Skandynawowie stawiają na naturalny ruch - wszędzie jeżdżą rowerem i zamiast windy korzystają ze schodów. (fot. iStock) Skandynawowie stawiają na naturalny ruch - wszędzie jeżdżą rowerem i zamiast windy korzystają ze schodów. (fot. iStock)

„Skandynawowie zdają się też mieć mniej kompleksów na punkcie swojego ciała. Być może to dlatego, że wychowują się w kulturze sauny. Jeśli dorastasz, widząc ludzi bez ubrania, nagość przestaje być czymś szczególnym. Poza tym uczysz się, ze ciała mają różne rozmiary i kształty. I to właśnie jest normalne i naturalne” – czytamy w „Odnaleźć sisu”. Jeszcze jeden ważny aspekt fińskiej sauny – równość. Nie ma w niej żadnych przywilejów, tu prezydent siedzi obok robotnika, wszyscy są równi, wszyscy spoceni, wszyscy zadowoleni. Przy okazji: Finowie cieszą się bardziej w sobie, wewnętrznie. Katja Pantzar opowiada, że po kilku miesiącach pobytu w Helsinkach zrozumiała, że w Finlandii nie wypada się uśmiechać i powtarzać, że czujesz się świetnie lub jak fantastycznie układa ci się życie. To zdecydowanie w złym guście. Kiedy jest ci dobrze, widać to w twoich oczach i w spokojnym chodzie. Ma to też taką zaletę, że melancholia jest tutaj całkowicie akceptowana społecznie.

Sauna i lodowe kąpiele

Kobieta nigdy nie jest piękniejsza niż po wyjściu z sauny – mówi stare fińskie przysłowie. I nie chodzi w nim jedynie o zdrowy rumieniec na twarzy, ale o poczucie wewnętrznego spokoju i błogości, jakie pojawia się dzięki detoksykującej parze. Jak podaje Fińskie Towarzystwo Saunowe, korzystanie z sauny rozluźnia mięśnie, zmniejsza napięcie psychiczne i fizyczne zmęczenie, poprawia krążenie, zapewnia głębszy sen, zwiększa odporność na choroby oraz usuwa toksyny z ciała i ze skóry, sprawiając, że pozbywamy się napięć i zmęczenia po całym dniu.

Co więcej, badania dowodzą, że fińska sauna poprzez stymulowanie wydzielania w ciele endorfin może uśmierzać ból i pomaga zapobiegać demencji. Poza tym to świetny sposób na towarzyskie spotkanie i okazja do pogadania naprawdę od serca z bliską osobą. Finowie równie chętnie korzystają z publicznych saun, jak z przydomowych i łączą je często z morsowaniem.

Korzystanie z sauny rozluźnia mięśnie, zmniejsza napięcie psychiczne i fizyczne zmęczenie, poprawia krążenie, zapewnia głębszy sen, większą odporność na choroby oraz usuwa toksyny z ciała i skóry. (fot. iStock) Korzystanie z sauny rozluźnia mięśnie, zmniejsza napięcie psychiczne i fizyczne zmęczenie, poprawia krążenie, zapewnia głębszy sen, większą odporność na choroby oraz usuwa toksyny z ciała i skóry. (fot. iStock)

Zimne kąpiele, podobnie jak sauna, stanowią naturalne remedium na zmęczenie, stres, napięcia karku i mięśni. Zwiększają odporność na choroby i obniżają ciśnienie krwi. Krótka, czyli trwająca od 30 sekund do minuty, kąpiel w zimnej wodzie uwalnia wiele tzw. hormonów szczęścia: endorfiny, serotoninę, dopaminę oraz oksytocynę – nic dziwnego, że krioterapia jest stosowana w zwalczaniu depresji. Zimne kąpiele to także przebywanie na łonie natury i bliski kontakt z żywiołami – Finowie kąpią się najchętniej w Bałtyku, na otwartej przestrzeni, pod gołym niebem.

Jak to ujęła jedna z koleżanek Katji, kobieta na amerykańskim filmie po ciężkim dniu w pracy lub po rozstaniu z partnerem, zwykle idzie do baru na drinka lub bierze kąpiel ze szklaneczką czegoś mocnego. Kobieta na fińskim firmie jedzie rowerem nad pomost i wskakuje do wody, po czym pozbywa się złych wspomnień i emocji, wypacając je w saunie.

Kontakt z naturą

To zastanawiające, bo pomimo trudnych warunków pogodowych, Finowie przebywają na świeżym powietrzu o wiele częściej niż my, Polacy, którzy przez większą część roku możemy się cieszyć wspaniałą pogodą. Może to dlatego, że już od małego są wychowywani w kulcie bliskiego i częstego kontaktu z naturą. Katja Pantzar zwraca uwagę na to, że kiedy w poniedziałek w przerwie na kawę pracownicy opowiadają sobie, jak spędzili weekend, zawsze jest to coś w rodzaju: "byliśmy w lesie na grzybach, potem kopaliśmy ogródek warzywny, poszliśmy na ryby, a wieczorem oglądaliśmy zachód słońca z łódki".

Finowie żyją w wyjątkowej bliskości z naturą. (fot. iStock) Finowie żyją w wyjątkowej bliskości z naturą. (fot. iStock)

Finowie to ludzie żyjący w wyjątkowej bliskości z otoczeniem, a także naród zbieraczy, łowców i surviwalowców. Długie godziny spędzone w lesie to dla nich czysta przyjemność, własnoręcznie wyhodowane warzywa – oczywistość, a dobra kondycja i spokojny sen – naturalny efekt takiego trybu życia. Nie od dziś badacze z całego świata udowadniają, że mieszkańcy miast, którzy spędzają mało czasu na łonie natury, częściej cierpią na stany lękowe i inne zaburzenia psychiczne.

Przerzucając się na bardziej naturalne sposoby spędzania wolnego czasu, dbamy też o ekologię i oszczędzamy. W Finlandii samochód to rzadkość, rower – codzienność. W ten sposób na drogach nie ma korków, ludzie są zdrowsi (jak wykazują badania jazda na rowerze do pracy i z powrotem może zmniejsza ryzyko nadciśnienia i otyłości) i bardziej kreatywni (kiedy się stale ruszamy, aktywność naszego mózgu się zwiększa), a powietrze jest czystsze. Poprzez jedną zwyczajną czynność zapewniamy sobie i otoczeniu tyle dobra - czy to nie cudowne?! Już sam ten fakt powinien zbawiennie działać na naszą psychikę.

Sisu na co dzień

  • jeśli możesz, pokonaj rowerem lub piechotą choć część drogi do pracy lub szkoły
  • spróbuj najpierw naprawiać przedmioty, zamiast je wyrzucać
  • wypracuj codzienne proste nawyki: chodź po schodach zamiast jechać windą
  • trudne warunki pogodowe występują w wielu częściach świata – ubierz się odpowiednio i pogódź z żywiołami
  • spróbuj wykonywać samodzielnie wszystkie obowiązki domowe
  • zaplanuj na weekend zajęcia na świeżym powietrzu, umawiaj się z przyjaciółmi na spotkania, podczas których będziecie spacerować lub w coś grać, zamiast siedzieć
  • bierz zimny prysznic o poranku - daje podobne korzyści jak krótka kąpiel w lodowatej wodzie (dobrze jest zakończyć go ciepłym prysznicem), wystarczy kilka sekund, potem możesz ten czas stopniowo wydłużać
  • kiedy tylko możesz, wskakuj do sauny, choćby na kilka minut
  • szukaj lasu, już 15-minutowy spacer wśród drzew bardzo korzystnie wpływa na ciało i umysł

  1. Psychologia

Akceptując lęk, zyskujesz kontrolę nad samym sobą

Gdy zaczniesz odczuwać lęk, zaakceptuj jego obecność i skoncentruj się na oddychaniu. (Fot. iStock)
Gdy zaczniesz odczuwać lęk, zaakceptuj jego obecność i skoncentruj się na oddychaniu. (Fot. iStock)
Lęk jest jak ciasna, klaustrofobiczna pułapka. Obawa, strach, niepokój całkowicie opanowują nasze myśli i emocje i determinują nasze działania Warto zmierzyć się ze swoim lękiem i zacząć żyć inaczej - mówi Tanya J. Peterson autorka  książki "Jak żyć bez lęku. 101 sposobów, aby uwolnić się od niepokoju, fobii, ataków paniki." 

 

Zaakceptuj swój lęk

Jeśli zastanowisz się nad swoim życiem w kontekście zmagania się z lękiem, być może zauważysz, że dotąd podążałeś wyboistą, trudną drogą. Zastanów się, czy walka i opór przynoszą oczekiwany efekt. Bardzo możliwe, że nie dają ci nic, a wręcz potęgują lęk. Opór nie zawsze ma sens. Jeśli zmagamy się z lękiem, walczymy z nim, przeklinamy go – w efekcie koncentrujemy na nim całą uwagę, a to, na czym się skupiamy, umacnia się i rozwija. Jeśli uda nam się skierować myśli na inne tory, na przykład na pozytywne wydarzenia, które zastąpią lęk, zacznie on stopniowo maleć, a sprawy dla nas ważne – rosnąć. To brzmi logicznie, ale trzeba dodać coś jeszcze.
Jak przestać walczyć z lękiem, żeby zniknął z naszego życia? Jak skierować uwagę na coś innego, gdy lęk jest tak uporczywy i zajmujący? Odpowiedź brzmi: akceptując go.
Lęk jest częścią ludzkiego doświadczenia; nie da się go wyeliminować całkowicie. Akceptacja pomaga zakończyć nieustanną walkę, gdyż zostawia nam czas i energię na pozytywne doświadczenia.

Oto kilka sposobów, które pozwolą nam zaakceptować lęk i pójść do przodu.

  • Akceptacja jako nastawienie. Akceptacja to postawa mentalna, którą ugruntowujemy, przypominając sobie, że nawet gdy w naszym życiu jest obecny lęk, możemy podążać naprzód.
  • Akceptacja jako zachowanie. Ważnym elementem akceptacji jest postępowanie w taki sposób, który wspiera to, co dla nas ważne, nawet jeśli budzi to nasz niepokój.
  • Bycie w pełni i uważnie obecnym w danej chwili. Wykorzystaj swoje zmysły, myśli, ciało i umysł do zakotwiczenia się w tym, gdzie jesteś i co w danym momencie robisz. Jeśli zauważysz u siebie lęk, zaakceptuj jego obecność i zajmij się innymi sprawami.
  • Spokój w obliczu lęku. To forma medytacji: oddychaj głęboko, siedź spokojnie i po prostu zauważaj wszystkie myśli i uczucia, które pojawiają się i znikają w twojej głowie, a gdy zauważysz lęk, zaakceptuj jego obecność i skoncentruj się na oddychaniu.
„Najlepszym wyjściem z trudnej sytuacji jest przejście przez nią” – Robert Frost
Akceptując lęk, zyskujesz kontrolę nad samym sobą. Teraz ty decydujesz, na czym skupiasz uwagę, i to niezależnie od tego, czy lęk jest, czy go nie ma. Zaakceptuj swoją moc!

Więcej w książce: