1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Qigong - zestaw spokojnych ćwiczeń do codziennego stosowania

Qigong - zestaw spokojnych ćwiczeń do codziennego stosowania

Termin
Termin "qi" odnosi się do jednego ze stanów skupienia energii. To energia, która jest nam potrzebna do codziennego funkcjonowania, potrzebna do życia tu i teraz. (Fot. iStock)
Starożytni Chińczycy upatrują genezę wszystkich naszych problemów w braku drożności energetycznej. Złamane serce, niemożność skupienia się na pracy, choroby... Aby zadbać o prawidłowy przepływ energii, wymyślili Qigong, czyli zestaw spokojnych ćwiczeń do codziennego stosowania. Orina Krajewska pyta nauczyciela Pawła Raszkiewicza, jak taki ruch przekłada się na jakość życia.

Na Zachodzie mamy tendencję do skrajności, jesteśmy nauczeni tłumić i gromadzić stres. I kiedy raz na tydzień pójdziemy na jakieś zajęcia ruchowe, cały stres zgromadzony w ciągu tygodnia chcemy wyładować naraz.
Qigong proponuje inny wariant: stały przepływ. Codzienną, systematyczną praca dążymy do osiągnięcia równowagi. Uspokajamy cały system tak, by pracował stabilnie. W Qigongu nic nie dzieje się na siłę i nie ma co liczyć, że już po pierwszej sesji odczujemy spektakularne efekty. Tutaj stosuje się zasadę kropli drążącej skałę. Chińczycy postrzegają stres o wiele szerzej, także jako napięcia kumulowane w organach wewnętrznych. Dlatego Qigong jest skuteczny w niwelowaniu stresu i uodparnianiu na czynniki stresogenne nie tylko w sytuacjach, które w naszym rozumieniu powodują jego wzrost, ale też w zapobieganiu urazom fizycznym, które mogą spowodować stres na poziomie ciała. Jakakolwiek forma aktywności fizycznej nie tylko uwalnia stres z organizmu, ale jest podstawą zdrowego stylu życia i przekłada się na wiele prozdrowotnych procesów. Chociaż bywa, że niektóre ćwiczenia Qigongu są stacjonarne, bezruchowe, najczęśćiej jednak jest to forma ruchu.

A konkretnie system ćwiczeń rodem z Chin, gdzie praktykowany jest po dziś dzień...
Zazwyczaj te ćwiczenia pogrupowane są w tak zwane serie, zestawy zawierające od kilku do kilkudziesięciu ćwiczeń. Serii jest mnóstwo. Tak samo jak stylów. Qigong da się porównać do jogi. Można praktykować hatha jogę, jogę kundalini, ashtangę, a nawet jogę śmiechu. W każdej z nich odnajdujemy różne szkoły. Podobnie jest z Qigong. Do najpopularniejszych serii można zaliczyć na przykład Osiemnaście Form, Ćwiczenia Pięciu Zwierząt, Osiem Kawałków Brokatu, Qigong Czterech Pór Roku. Wykonuje się je powoli, harmonizując tempo ćwiczeń z rytmem spokojnego oddechu. Od strony ruchowej w ich skład wchodzą między innymi skręty, skłony, wymachy rąk, spokojne rozciąganie. Robimy je najczęściej stojąc, ale istnieją również warianty siedzące czy nawet leżące.

Praktyki taoistyczne kładą duży nacisk na harmonizowanie życia ludzkiego z przyrodą i wszechświatem, dlatego niektóre sekwencje Qigongu odnoszą się do procesów związanych z cyklami natury, pór roku czy aktywności zwierząt. Stąd takie nazwy ćwiczeń, jak "lecąca gęś", "skręcanie tułowia i spoglądanie na księżyc", "biały żuraw rozpościera skrzydła", "podtrzymywanie nieba" czy "pływający smok". W starożytności, a potem w okresie świetności (czyli w drugiej połowie lat 80. XX wieku) w Chinach Qigong ćwiczyły miliony ludzi.

W ostatnich latach robi również zawrotną karierę na Zachodzie, szczególnie w kontekście swoich prozdrowotnych zastosowań.
Qigong to niezwykle stara praktyka, niektórzy historycy określają jego wiek nawet na 6000 lat. Od zawsze głównym jego założeniem było wspieranie zdrowia. Stosowało się go i profilaktycznie, i leczniczo. Ale zastosowań Qigongu jest dużo więcej. Bardzo ważnym jego elementem jest aspekt medytacyjny, a w niektórych interpretacjach rozumiany jest nawet jako część sztuk walki. W tym kontekście głównym założeniem będzie wzmacnianie ciała i przygotowanie go do kontaktu z przeciwnikiem. Sam termin Qigong jest mało precyzyjny. Składa się z dwóch słów "qi" - rozumiane jako energia życiowa, a konkretnie jeden z przejawów tej energii, jeden ze stanów jej skupienia, i "gong", czyli umiejętność opanowania czegoś. Jest to więc najogólniej sztuka opanowania energii życiowej. Najczęściej jednak rozumie się go jako zestaw prozdrowotnych ćwiczeń relaksacyjnych, oddechowych i energetycznych, które mają poprawić zdrowie i utrzymać witalność.

W kontekście medycznym Qigong może stać się specyficzną bioenergoterapią. Tę formę niejednokrotnie wykorzystywano w chińskich szpitalach. Klasycznie Qigong jest formą autoterapii, jednak niektóre praktyki skoncentrowane są na nauce gromadzenia energii, tak by móc ją potem wykorzystać do pomocy osobom bardziej potrzebującym.

To bardzo szerokie zastosowania.
Jest ich dużo więcej. Jednak wszystkie one odnoszą się do tego samego - pracy z energią qi, ponieważ według starożytnych chińskich założeń, zdrowie zależne jest od jej odpowiedniego przepływu w ciele. Aby dobrze zrozumieć istotę praktyki Qigong, bardzo ważne jest przede wszystkim to, żeby przyjąć ją jako system pozwalający pracować z energią życiową.

Dlaczego to takie ważne?
Termin "qi" odnosi się do jednego ze stanów skupienia energii. To energia, która jest nam potrzebna do codziennego funkcjonowania, potrzebna do życia tu i teraz. Jeśli jej przepływ nie jest niczym zakłócony, to swobodnie płynie ona po całym ciele swoistymi kanałami, nazywanymi meridianami. Jeśli jej przepływ jest zaburzony, to zazwyczaj mówi się o stagnacji qi. Może to być stagnacja na poziomie całego organizmu, skumulowana w niektórych częściach ciała przy konkretnych organach. W takich sytuacjach zawsze dążymy do tego, by przepływ udrożnić. Głównymi tak zwanymi zewnętrznymi źródłami energii qi są oddech i pożywienie. Odpowiedni oddech, stosowany podczas ćwiczeń, jest nieodłącznym elementem praktyki. Dbanie o odżywcze, jakościowe jedzenie również będzie wpływało na jakość i ilość energii. Natomiast qi ma też swoje wewnętrzne źródło. Mówi się, że wypływa z wcześniejszego stanu skupienia energii, który Chińczycy nazywają jing. Można powiedzieć, że jing jest to wartość stała, którą dostajemy od swoich przodków. Jej specyfikę można by przyrównać do predyspozycji zapisanych w genach.

Plusem Qigongu jest to, że nawet jeśli ćwiczy się go niepoprawnie, to praktycznie nie można sobie wyrządzić krzywdy. W przeciwieństwie do bardziej wymagających form ruchu, na przykład jogi. (Fot. iStock) Plusem Qigongu jest to, że nawet jeśli ćwiczy się go niepoprawnie, to praktycznie nie można sobie wyrządzić krzywdy. W przeciwieństwie do bardziej wymagających form ruchu, na przykład jogi. (Fot. iStock)

A więc to, co zużywamy codziennie, pochodzi częściowo z zasobów jing, a częściowo z zewnętrznego qi?
Tak. Rodzące się, mamy zapisany określony zasób jing, to między innymi z niego powstaje energia qi, której w zależności od stylu życia potrzebujemy więcej lub mniej. Osoba prowadząca bardzo intensywny tryb życia - fizycznie, intelektualnie czy emocjonalnie, codziennie zużywa więcej qi. Jeśli w takiej sytuacji się nie regeneruje, nie wysypia, nie dba o siebie, to mimo że ubytek qi może nie być od razu odczuwalny, z czasem doświadczy konsekwencji. Potrzebować będzie więcej regeneracji, tlenu, pożywienia.

Jeśli założymy, że jing jest bazą, podstawowym stanem skupienia, z którego wypływa qi to z qi kształtuje się trzeci stan skupienia, który nazywamy w medycynie chińskiej shen. Shen jest stricte związane z aktywnością umysłową i rozwojem duchowym. Starożytni Chińczycy uważali, że jeśli chcemy mieć jak najwięcej zasobów energii shen, powinniśmy na co dzień dbać o stały przepływ qi i bardzo uważnie rozporządzać energią podstawową jing. Można te trzy stany skupienia porównać do stanu skupienia wody. Woda w stanie ciekłym to będzie nasze qi, jing będzie bryłą lodu, którą dostajemy w dniu urodzenia. Z tego lodu ma nam starczyć na wodę i jeszcze dodatkowo na parę, która jest tym najbardziej subtelnym stanem skupienia energii.

Energii jing w miarę upływu czasu nam ubywa, natomiast qi możemy regulować zdrowym stylem życia i odpowiednimi praktykami?
Dokładnie tak.

W jaki sposób zarządza się energią qi?
Są różne szkoły. Na przykład te, które używają technik wizualizacji i dzięki niej ukierunkowują przebieg energetyczny, tym samym wpływając na jego jakość i siłę. Są takie, które, skupiając się na fizyczności, wzmacniają ciało i w ten sposób staje się ono bardziej drożne dla przepływu energii. Tam nacisk kładzie się na ćwiczenia rozciągające i wzmacniające powięziowe. Są też systemy pasywne, które polegają na obserwacji a nie na korygowaniu. Można powiedzieć, że praktyka Qigongu ma wiele wspólnego z praktyką uważności. W ogólnym założeniu jeśli zapewnimy optymalne warunki dla naszego ciała, to energia będzie sama wiedziała, jak płynąć, a nawet jak radzić sobie z zaporami czy problemami.

Poza poprawą przepływu energii i naszej witalności, w jaki jeszcze sposób Qigong przekłada się na jakość naszego życia?
Starożytni Chińczycy upatrują genezę wszystkich problemów związanych z jakością naszego życia - czy to będą problemy związane z motoryką, zdolnościami umysłowymi, radzeniem sobie ze stresem, czy z różnego rodzaju patologiami - w braku drożności energetycznej. Nawet czysto mechaniczne wypadki, urazy, złamania, uderzenia czy przecięcia skutkują pewnego rodzaju zastojem energii. Złamane serce, niemożność skupienia się na pracy, w skrajnych przypadkach nowotwory lub niewydolność organów - to wszystko będą kłopoty z zaburzonym przepływem energetycznym. Jeśli qi przepływa swobodnie odpowiednimi kanałami z wykorzystaniem punktów i ośrodków większej aktywności energetycznej, to teoretycznie nasze życie powinno uzyskać stałą i wysoką jakość. To nie jest dążenie do drastycznych skoków, nagłej poprawy czy wyczynowej aktywności. Chodzi tu bardziej o utrzymanie wysokiej jakości naszego życia do późnej starości poprzez regularną, subtelną pracę.

Czy Qigong może być stosowany jako praktyka wspierająca przy poważnych chorobach i schorzeniach?
Z chińskiej perspektywy Qigong stosuje się jako metodę wspierającą w leczeniu, której założeniem jest wsparcie całego organizmu i zachowanie drożności energetycznej lub - jeśli pełna drożność nie jest możliwa - omijanie energetycznych blokad, które tworzą się podczas chorób. Będzie to budowało siłę całego organizmu i odciąży tę jego część, w której znajduje się dana przypadłość. Ważne, by nie kumulować większego zastoju w miejscu schorzenia i by przepływ energii funkcjonował w całym ciele.

Czy są jakieś przeciwwskazania do ćwiczenia Qigongu?
To zazwyczaj całkowicie bezpieczna metoda. W typowych seriach fizycznych przeciwwskazań nie ma żadnych. Jeśli ktoś ma kłopoty ze staniem czy z poruszaniem się, to niektóre serie można wykonywać w wariancie siedzącym. O ile oddycha się samodzielnie, bez respiratora. Nie powinno się ćwiczyć na zewnątrz podczas silnych wiatrów i wyładowań atmosferycznych.

Wspomniałeś, że Qigong ma też cele medytacyjne.
Qigong czasami definiuje się jako medytację w ruchu. Czy to będzie medytacja pustki, koncentracja na danych punktach, wizualizacja, czy uważne bycie tu i teraz, podczas praktyki zachodzą wszystkie korzyści związane z medytacją i tym samym skupieniem się na chwili obecnej.

Czy praktyka jest na tyle przystępna, że można ją zacząć samemu w domu?
Plusem Qigongu jest to, że nawet jeśli ćwiczy się go niepoprawnie, to praktycznie nie można sobie wyrządzić krzywdy. W przeciwieństwie do bardziej wymagających form ruchu, na przykład jogi. Ale jeśli nie mamy właściwego zrozumienia, jak dane ćwiczenie czy seria powinny przebiegać, z jakim nastawieniem mentalnym lub z jaką wizualizacją w nią wchodzić, jak powinna wyglądać harmonia ruchu i oddechu - to praktykując bez konsultacji z kimś, kto się na tym zna, po prostu nie skorzystamy w pełni z dobrodziejstw płynących z Qigongu. Pierwszym krokiem do tego, by zacząć ćwiczyć samemu w domu, może być praca nad jakością oddechu, uaktywnienie przepony i aktywowanie oddychania brzusznego. Ale zachęcam, by pojawić się choć raz na zajęciach i zadać pytania dotyczące oddechu, postawy czy intencji wykonywania ćwiczeń.

W Chinach mówi się, że uczeń przychodzący na nauki powinien być jak pusta filiżanka: ma przestrzegać zaleceń swojego mistrza w danym systemie. W obecnych czasach praktyków tradycyjnych systemów jest bardzo dużo. Certyfikaty nie są usystematyzowane, więc oczywiście głębia przekazywanej wiedzy będzie się różniła w zależności od tego, do kogo pójdziemy na zajęcia. Może się zdarzyć, że trafimy na tai chi qigong w klubie fitness. Niekoniecznie będzie to miało coś wspólnego ze starożytną wiedzą na temat Qigongu, ale spłycenia takie pokutują wszędzie, nie tylko w klubach fitness. Często zdarzają się też w szkołach, które mienią się szczytnymi tytułami. Żyjemy w czasach ogromnej różnorodności i wolności wyboru. Wiele zależy od tego, jak bardzo zdeterminowani będziemy, by znaleźć prawdziwie głębokie, zgodne z nami przewodnictwo.

Czym powinniśmy się kierować przy wyborze szkoły, stylu lub nauczyciela?
Przy wyborze nauczyciela proponowałbym spojrzeć nawet lekko krytycznym okiem na to, w jaki sposób on sam się prezentuje. Są nauczyciele, którzy mimo że mają ogromnie bogaty program nauczania, znają wiele systemów i serii, uczyli się latami i są bardzo doświadczeni - sami borykają się z często prozaicznymi kłopotami, co świadczy o tym, że albo systemy, których uczą, nie działają, albo oni nie umieją wprowadzić nauk w życie. Myślę, że tutaj pomocne będzie poleganie na własnej intuicji.

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek "Bądź", autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia".

Paweł Raszkiewicz, dyplomowany instruktor Tai Chi oraz Qigong, który uprawnienia zdobywał pod okiem chińskiego mistrza Tsu. Od ponad 10 alt jest jednym z jego "closed door" uczniów, studiował również w górach Wudang.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Są ludzie, którzy wysysają z nas całą energię…

Musimy obserwować z kim czujemy się dobrze, kto nam dobrze życzy i cieszy się z naszych sukcesów, a kto zwyczajnie nam nieżyczliwie zazdrości. (Fot. iStock)
Musimy obserwować z kim czujemy się dobrze, kto nam dobrze życzy i cieszy się z naszych sukcesów, a kto zwyczajnie nam nieżyczliwie zazdrości. (Fot. iStock)
Po spotkaniach z wampirami energetycznymi czujemy się puści, zlęknieni, niezadowoleni. Niby wszystko jest ok, ale jednak towarzyszy nam to negatywne uczucie.

Każdy ma w sobie pewien wewnętrzny spokój lub jego brak. Przebywając z jakąś osobą odczuwamy (czasem nieświadomie) jej emocje. Jeżeli ktoś sam się źle czuje ze sobą, to często bycie w jego towarzystwie też jest nieprzyjemne. Może byłaś na spotkaniu z osobą, która jest po prostu bardzo nieszczęśliwa.

  • Czasami spotykamy się z kimś, kto nam psuje nastrój lub sprawia, że czujemy się wewnętrznie ciężko, a jednak wciąż utrzymujemy kontakt z takimi osobami, bo nauczyliśmy się bagatelizować te uczucia w sobie i tym samym poświęcamy siebie.
  • Jeżeli ktoś sprawia, że czujesz wewnętrzny dyskom- fort po spotkaniach, to po prostu nie spotykaj się z tą osobą i wybierz inny sposób spędzenia wolnego czasu.
  • Jesteśmy też otoczeni ludźmi, którzy nie czują się spełnieni i są zazdrośni o innych ludzi – za ich wygląd, za sylwetkę, za życie uczuciowe i stan majątkowy, za karierę i zdrowie. Wtedy to, co zaczynamy odczuwać jest ich zazdrością.
  • Często tacy ludzie wyolbrzymiają sobie to, co mamy, snują przekonanie, że dostaliśmy to i owo za darmo, że mamy więcej, lepiej, że mamy szczęście. Często uśmiechają się do nas, ale wewnątrz nich jest złość i zawiść.
  • Zastanów się też, jak się czujesz przed spotkaniem z taką osobą. Może nie chcesz się spotkać, masz złe przeczucia lub niechęć, ale racjonalizujesz sytuację i poddajesz się.
  • Trzeba umieć powiedzieć: „Nie!”.
  • Musimy obserwować z kim czujemy się dobrze, kto nam dobrze życzy i cieszy się z naszych sukcesów, a kto zwyczajnie nam nieżyczliwie zazdrości.
  • Może też być tak, że z taką osobą dobrze dogadujesz się jedynie po alkoholu? Albo innych używkach? A na trzeźwo nie macie o czym rozmawiać? To też jest oznaka toksycznej relacji.
  • Są osoby nastawione tylko na branie. Spotykają się niby towarzysko, ale pod tym zawsze kryje się interes. Tacy ludzie mają w głowie: „Co ona może dla mnie zrobić?”. Wówczas całe spotkanie zmierza do tego, żeby stworzyć intymną relację i wreszcie porozmawiać o interesach. Taka osoba może cię słuchać, komplementować, śmiać się z twoich historii, ale wciąż czeka na moment, kiedy będzie mogła opowiedzieć, czego potrzebuje. Po takim spotkaniu czujesz się dziwnie, niby było dobrze, a jednak masz w sobie niesmak i zmęczenie. Trzeba słuchać swoich uczuć. Nawet jeżeli taka osoba nosi perfekcyjne maski, to ty będziesz czuć, że coś jest nie tak.
  • Są kolory, które utrudniają drugiej osobie pochłania- nie energii. Jest to złoto, srebro, czerwień i wszystko, co się świeci. Wtedy masz taką barierę ochronną i możesz czuć się mniej zjedzona po takim spotkaniu.
  • Często osoby zbyt otwarte, zbyt szczere i wrażliwe mogą po prostu zasilać osobę, która daje mniej i wykorzystuje fakt, że ktoś jest dobry i przyjacielski.
  • Zastanów się, komu opowiadać o swoich sprawach i sekretach. Nie każdy jest osobą, która ma dobre serce i będzie odwzajemniała taką inwestycję.

Fragment książki „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”. Rozmawiją: Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska.

Katarzyna: Spotkałam się ostatnio ze znajomym, którego nie znałam zbyt dobrze, ale jednak lubiłam go. Zrobił na mnie kiedyś dobre wrażenie, wręcz byłam oczarowana jego energią, pozytywnym nastawieniem, sposobem bycia, poczuciem humoru i w ogóle aurą, jaką wokół siebie roztaczał.
Nastawiłam się więc na kolejne spotkanie bardzo pozytyw- nie, dużo po nim oczekiwałam. Gdy do niego doszło, kolega rzeczywiście był miły, wesoły i przyjemny, ale jednak mnie rozczarował. Opowiadał mnóstwo niestworzonych historii, gadał wręcz totalne głupoty. Stało się tak, że po spotkaniu z nim czułam się kompletnie przemęczona, wyssał ze mnie całą energię i doszłam do wniosku, że nie chcę więcej się z nim widzieć. U mnie to jest bardzo rzadkie.

Suzan: Co się w takim razie stało?

Katarzyna: Jest takie mądre powiedzenie: „Jeżeli chcesz mieć zepsute życie, miej oczekiwania”. Tak było w tym przypadku. Nastawiłam się niepotrzebnie. Człowiek mądry wie, że nigdy nie wie, co się zdarzy.

Suzan: A jakie miałaś oczekiwania?

Katarzyna: Że będzie super. Że jest interesującym człowiekiem i zadba o to, by było fajnie i wesoło. Rzeczywiście, w jakimś stopniu o to dbał, ale stało się też coś takiego, że nie miałam ochoty więcej się z nim spotkać. Dla mnie to jest nawet trudne do wyjaśnienia, bo nie zdarza mi się często.

Muszę tutaj też zaznaczyć, że to było spotkanie bardziej biznesowe niż przyjacielskie. Kolacja była dosyć rozbudowana, za- mówiliśmy dużo rzeczy. Byliśmy we trójkę i nagle ten znajomy oznajmił, że musi pilnie wyjść, bo ma coś ważnego do załatwienia. Wybiegł z restauracji, nie płacąc nawet za siebie rachunku.

Byłam rozczarowana. Poczułam się tak, jakby przyjechał co najmniej Brad Pitt i nie mógł nawet postawić kobiecie kotleta tylko kazał za siebie płacić, a ja w dodatku powinnam się czuć zaszczycona faktem, że mogłam uregulować rachunek wielmożnego pana.

Suzan: Rzeczywiście, to niefajna sytuacja.
Jest coś w energii ludzi. Myślę, że są ludzie, którzy są księżycem, a są tacy, którzy są słońcem.

Katarzyna: To prawda, ale nie chodzi o słońce i księżyc, a o dobro i zło. Księżyc nie jest ani zły, ani dobry, tak samo jak słońce. Istnieje dobra intencja, dobre działanie, uczciwe i szczere, ale istnieje też zła intencja, pokrętne i fałszywe działanie. Nie- którzy skrzywdzeni ludzie uważają, że należy im się nie wiadomo co, a w dodatku zapominają, że skrzywdzeni są prawie wszyscy. Nie przeszkadza im to sądzić, że ich sytuacja jest najważniejsza. Zdobywca natomiast uważa, że otoczenie ma go nosić na rękach, bo coś osiągnął więc on teraz jest najważniejszy. Alkoholik, który nie pił tydzień, myśli, że rodzina powinna go wozić w złotej karocy.

Znasz takich ludzi? Ja mnóstwo. Roszczeniowość buduje się stopniowo. Od małego. Dzieci muszą mieć zdrowe granice. Albo mają za dużo, albo za mało i wtedy wyrastają na roszczeniowych ludzi.

Suzan: Zawsze wiesz, kiedy ktoś chce od ciebie ssać energię?

Katarzyna: Nie zawsze, choć często to czuję i potrafię się wtedy wycofać, ale czasami, jak w przypadku tego kolegi ze spotkania, nie umiem tego przewidzieć.

  1. Styl Życia

Dobra energia w domu - jak ją wprowadzić?

Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Kiedy patrzymy na coś, co nam się podoba, otwieramy szerzej oczy, nasze rysy łagodnieją, pojawia się też rodzaj przyjemnego zaciekawienia. A to tylko jeden ze sposobów, w jaki rzeczy, którymi się otaczamy, są w stanie oddziaływać na nasz stan ducha.

Czy materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości? Oczywiście, ich widok może sprawiać nam czysto estetyczną przyjemność, ale przecież filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. Jak przekonuje jednak Ingrid Fetell Lee, projektantka wnętrz i autorka książki „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu”, za pomocą przedmiotów warto kreować sytuacje, w których możemy tę radość łatwiej w sobie odnaleźć – tak jak wtedy, gdy patrzymy na bukiet świeżo zerwanych kwiatów, gdy siedzimy przy kawiarnianym stoliku skąpanym w ciepłych słonecznych promieniach lub wieszamy na choince migoczące świąteczne ozdoby. W sposób szczególny powinniśmy zaś przyjrzeć się przedmiotom w najbliższym otoczeniu, czyli w domu. Doskonałą okazją ku temu jest remont bądź przemeblowanie.

Z całą pewnością znasz remontowe porzekadło, wedle którego pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi – dla przyjaciela, a trzeci – dla siebie. Na urządzanie wnętrz w sposób niedający nam radości szkoda jednak czasu i pieniędzy. Przystępując do ich projektowania, warto przyjrzeć się kilku prostym mechanizmom, których znajomość pozwoli wpuścić do codziennego życia więcej wesołości i beztroski. Obok długotrwałego efektu w najbliższym otoczeniu dodatkową przyjemność da nam poczucie sprawczości, które stanie się naszym udziałem poprzez świadome zastosowanie pewnych zasad w praktyce. Mechanizmy, którymi rządzi się przestrzeń i zebrane w niej przedmioty, autorka „Joyful” podzieliła na 10 kategorii.

Energia

Energia jest w wielu wypadkach synonimem radości. Kojarzy się ze wszystkim, co żywe, kolorowe, jasne i ciepłe. Nic dziwnego, że jej odczuwanie doskonale stymulują przede wszystkim nasycone barwy. Przypomnij sobie, jak wiele radości daje ci wizyta w galerii sztuki, podziwianie murali w odwiedzanym mieście albo zabawa w paintball! Intensywne, jaskrawe kolory warto wprowadzić także do naszej codziennej przestrzeni – jeśli nie na dużych powierzchniach, to przynajmniej w formie niewielkich plam i akcentów (idealnie nadają się do tego wszelkie dekoracyjne dodatki, jak poduszki, kapy, obrazy). Szczególnie polecana jest kojarzona ze słońcem barwa żółta, zaś dobrym tłem dla innych kolorów będzie czysta biel. Lepiej natomiast unikać beżów i szarości.

Kolejnym istotnym elementem dodającym energii jest naturalne światło oraz, w wypadku jego braku, dynamiczne sztuczne oświetlenie jak najlepiej imitujące promienie słoneczne.

Obfitość

Nasze zamiłowanie do obfitości odziedziczyliśmy po dalekich przodkach. Miejsca pełne bujnej roślinności, z żyzną glebą, odpowiednio nawodnione i zamieszkane przez rozmaite gatunki zwierząt – kojarzyły im się z poczuciem bezpieczeństwa i dawały perspektywę łatwiejszego przetrwania. Dziś obfitość kojarzymy raczej z nadmiarem. Jak w rozmowie z SENSem podkreślała jednak Katarzyna Kędzierska, propagatorka minimalizmu, wyrzeczenie się nadmiaru nie oznacza zgody na „zbyt mało”, a raczej na „tyle, ile trzeba”. Podobnie interpretuje obfitość Ingrid Fetell Lee, dla której nie stanowi ona synonimu przesytu, a raczej różnorodności i pobudzenia wszystkich zmysłów. Jak poczuć obfitość w kreowanej przez siebie przestrzeni? Przede wszystkim przez warstwowość, którą stosować można w doborze tkanin (modne szczególnie w stylu boho układanie na sobie kilku dywanów czy narzut) oraz przez wykorzystanie rozmaitych faktur i wzorów. Aby zapewnić sobie prawdziwą stymulację sensoryczną, wybierajmy sprzęty o ciekawych teksturach, wykonane z użyciem rzemieślniczych materiałów (puchate dywany, nieszlifowane drewno, naturalny kamień, tkaniny o nietypowym splocie).

Wolność i odnowa

Beztroska w działaniu, otwarta przestrzeń, brak ograniczeń, swoboda ruchu i oddechu – oto najważniejsze skojarzenia z wolnością. Odczuwamy ją, przebywając na plaży, rozległej łące, w dzikich górach, ale także wtedy, kiedy nosimy luźną, wygodną odzież, biegamy boso po piasku i uprawiamy sport na świeżym powietrzu. Odczucia, które stają się wówczas naszym udziałem, możemy odtworzyć także w przestrzeni mieszkalnej: unikając dużych, ciężkich i ciemnych mebli oraz syntetycznych materiałów; instalując w domu huśtawki, hamaki i zjeżdżalnie, dające przyjemne wrażenie powrotu do beztroski dzieciństwa; wprowadzając do wnętrz naturalną roślinność w postaci kwiatów doniczkowych lub, jeśli to tylko możliwe, uprawiając chociaż niewielki ogródek, na przykład na balkonie. Kontakt z przyrodą, który sobie w ten sposób zapewnimy, jest też ważną składową kolejnej stworzonej przez Lee kategorii: odnowy, kojarzonej z odrodzeniem, przywróceniem sił i naturalną witalnością.

Harmonia

Wielu z nas, a szczególnie osoby wysoko wrażliwe, ma problemy ze skupieniem, relaksem i odczuwaniem szeroko pojętego dobrostanu w miejscach zabałaganionych. Znacznie lepiej czują się w przestrzeniach dobrze zorganizowanych, funkcjonalnych, opartych na symetrii, nieprzeładowanych przedmiotami, które ułożone są zgodnie ze swoim przeznaczeniem lub w przemyślanych konfiguracjach geometrycznych. Z tego właśnie powodu, bez względu na stosunek do religii i historycznych zawieruch, zwykle uspokajają nas wizyty w antycznych świątyniach, kościołach i klasycznych willach; najwięksi sceptycy nie odmawiają racji bytu wiekowym chińskim praktykom feng shui, a poradniki specjalistki od sprzątania Marie Kondo biją rekordy popularności. Wprowadzanie harmonii do wnętrza oznacza przede wszystkim symetrię.

Podobne przedmioty warto łączyć w grupy lub multiplikować przy użyciu luster; kolory i wzory – koordynować tak, aby połączyć je w zbiory. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o jednolitość szczegółów – czy będą to jednakowe wieszaki w szafach, jednokolorowe pinezki na korkowej tablicy czy jeden kolor metalu, z którego wykonane są uchwyty do szaf w całym mieszkaniu.

Zabawa i zaskoczenie

Okrywanie wewnętrznego dziecka w sobie to od wielu lat jeden z głównych postulatów wysuwanych przez psychologów. Wśród inspirujących do zabawy elementów jest nostalgia: przywołanie poczucia bezpieczeństwa i niefrasobliwości odczuwanej w dzieciństwie. Kształtem, który najpełniej symbolizuje ten okres, jest koło. Od karuzeli po hula-hoop, od balonu po piłkę, kręgi i kuliste formy zdają się być wpisane w historię beztroskiej zabawy od tysiącleci. Ich przeciwieństwem są „dorosłe” kąty i kanty, kojarzone z dyscypliną i rygorem – jak pisze Lee, na kanciaste przedmioty podświadomie reagujemy niepokojem. Projektując przestrzeń, warto wprowadzić do niej formy koliste i faliste, a także inne elementy kojarzone z zabawą, jak frędzle, pompony, tkaniny w grochy. Można także rozważyć komponenty humorystyczne: zaskakujące rzeźby czy grafiki albo pojedyncze dodatki na pierwszy rzut oka niepasujące do reszty, stanowiące swego rodzaju puszczenie oka do naszych gości oraz do nas samych.

Blisko stąd do kolejnej kategorii, bezpośrednio związanej z ludycznością, mianowicie do zaskoczenia. Większość z nas bardzo lubi przyjemne niespodzianki. Dlaczego nie wprowadzić ich do własnego domu? Co powiesz na piękny, kolorowy i pachnący papier do wykładania zupełnie zwykłych szuflad, który cieszy zmysły przy każdym sięgnięciu po parę skarpetek?  Rolę niespodzianki spełniać może też kontrast formy czy koloru, zabawa proporcją i skalą, ale także np. element niedoskonały, jak specjalnie postarzona ściana czy widoczne ślady po naprawie jakiegoś przedmiotu, znane doskonale miłośnikom filozofii wabi-sabi.

Transcendencja

Słowo „lekkość”, którego Lee używa poniekąd zamiennie z transcendencją, stało się ostatnio niezwykle modne. Używa się go wszędzie tam, gdzie mowa o szczęściu i szeroko pojmowanym odnoszeniu sukcesu. Lekkie jest to, co przychodzi nam naturalnie, w sposób niewymuszony, nie jest okupione nadmiernym wysiłkiem i dodaje poczucia radości i zadowolenia. Co ciekawe, sposób, w jaki odczuwamy i pojmujemy emocje, związany jest z osią pionową. Przykładowo, uśmiech wygina nasze usta ku górze, a wysokie poczucie własnej wartości każe nosić uniesioną głowę; brwi marszczymy zaś ku dołowi i w ten sam sposób załamujemy ręce. W większości przypadków – co widać także w naszym języku – kierunek ku górze jest synonimem tego, co pozytywne. Dobro podnosi nas na duchu, dodaje skrzydeł, sprawia, że czujemy się wniebowzięci albo w siódmym niebie. W przestrzeni lekkość i transcendencję symbolizują jasne kolory w tonacji nieba, duże wolne płaszczyzny pionowe (np. ściany pomalowane na ulubiony kolor, ale pozbawione obrazów czy plakatów), elementy przezroczyste, dekoracje mocowane na suficie (np. wiszące doniczki z kwiatami, ozdobne żyrandole), powietrze i naturalne światło.

Magia

Światło pojawia się w wielu kategoriach wyodrębnionych przez autorkę „Joyful”. Jest również podstawą przestrzennej magii, wyrażanej przez wszystko to, co błyszczące, fluorescencyjne, pryzmatyczne, nieuchwytne. Także w jej wypadku po raz kolejny dostarczamy bodźców naszemu wewnętrznemu dziecku oraz tej części naszego jestestwa, które tęskni za zjawiskami przyrody uważanymi kiedyś za tajemnicze, jak mgła, wiatr czy energia geotermalna. Element magii wprowadzą do przestrzeni opalizujące tkaniny, lustra, fantazyjne przedmioty szklane i wydające kojące dźwięki wietrzne dzwonki.

Świętowanie

Jednym z momentów, podczas których większość osób odczuwa radość i przyjemne podekscytowanie, są święta i rodzinne uroczystości, łączące się ze sferą sacrum – przestrzenią wyjątkową, odmienną od codziennej, przepełnioną podniosłą atmosferą, ale także bliskością drugiego człowieka. Aby w jakimś wymiarze odwzorować świąteczny nastrój we wnętrzu, warto zadbać o jego kameralność i przytulność, a także łatwość międzyludzkiej komunikacji – czy to przy wygodnym stole, wręcz stworzonym do gromadnego biesiadowania, czy poprzez wprowadzenie tzw. punktu centralnego, wokół którego skupiać się będzie uwaga wchodzących, jak np. kominek, otoczony fotelami stolik kawowy w salonie albo szemrząca fontanna w ogrodzie.

Zmiana w pięciu krokach

  1. Wybierz maksymalnie trzy kategorie, które najbardziej do ciebie przemawiają, np. obfitość (tapety, warstwy tkanin), wolność (rośliny, huśtawka), harmonia (symetria, grupy podobnych przedmiotów).
  2. Wypisz kategorie dodatkowe, które również chciałbyś zawrzeć we wnętrzu – dlatego, że ci się podobają, albo dlatego, że już je masz, np. okrągły stolik kawowy (zabawa) czy plamy kolorów (energia).
  3. Zastanów się, jak połączyć je w unikatowy, tylko tobie właściwy sposób. Spróbuj wypisać około pięciu pomysłów, np. tapeta + motywy roślinne = tapeta z motywem dżungli; plamy kolorów + huśtawka = huśtawka pomalowana na jaskrawą czerwień.
  4. Z wypisanych kombinacji spróbuj wyciągnąć wspólne hasło – łączący je temat, który określisz jednym lub dwoma zdaniami, np. „Radość w dżungli”.
  5. Sporządź listę przedmiotów, które musisz dodać do wnętrza – wypisz, co musisz w nim zmienić, aby dostosować je do swojej nowej wizji, oraz co powinno je opuścić.
Więcej w książce: „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

  1. Styl Życia

Rozbudź w sobie energię na wiosnę - proste ćwiczenia

Jeśli masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. (Fot. iStock)
Jeśli masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. (Fot. iStock)
Wszystko wokół się budzi i nabiera kolorów – to zasługa słońca i wschodzącej zieleni. Świat wysyła ci pozytywne sygnały i napełnia optymizmem, masz ochotę przenosić góry. Pójdź za tym, ale na spokojnie – naucz się zarządzać swoją energią

Już Albert Einstein wykazał, że wszystko w naszym świecie materialnym, ożywione i nieożywione, zbudowane jest z energii. Energią są nasze myśli, emocje, relacje z ludźmi czy jakakolwiek aktywność. Każdego dnia, kiedy wstajesz z łóżka, rozmawiasz przez telefon czy wychodzisz na ulicę, wydatkujesz pewną ilość energii. Nie musisz wcale odcinać się od świata, zamykać w czterech ścianach, drastycznie ograniczać relacji czy zawsze aktywnie odpoczywać, by nie tracić sił. Pierwszy krok to wytropienie swoich osobistych zjadaczy energii.

Największym zjadaczem energii jest nasz umysł, który produkuje niestworzoną ilość rozmaitych myśli, tworzy w wyobraźni setki teorii spiskowych, próbuje odkryć intencje innych ludzi czy w stu procentach przewidzieć sytuację, która dopiero ma się wydarzyć. Wyobrażasz sobie, jaka to strata energii, te wszystkie obsesyjne „łamigłówki”? Zamęczają nas nie same problemy, ale energia, którą zużywamy na zamartwianie się nimi oraz na stosowanie tych samych strategii, mimo że do tej pory nie przyniosły żadnych pozytywnych skutków.

Jeśli ty również masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. Te wszystkie „myślówy”, wahania przy podejmowaniu decyzji, rozmowy z ludźmi o niczym, zajmowanie się cudzymi sprawami, kiedy nie masz na to ochoty, robienie czegoś wbrew sobie tylko dlatego, że nie masz odwagi odmówić, ploteczki, drobne kłamstewka – to najwięksi pożeracze energii.

Gdzie ucieka energia?

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie sytuacje, które najbardziej cię męczą lub stresują, powodują, że czujesz się zniechęcona, rozdrażniona albo nie możesz zasnąć. Zastanów się, czy i w jaki sposób możesz ich uniknąć. Czasami pomaga sama świadomość, że spotkanie z teściową cię męczy, ale od czasu do czasu musisz je odbyć.

Codzienna profilaktyka

Oto kilka ćwiczeń, które pomogą ci w skutecznym zarządzaniu energią:

Przed podjęciem decyzji. Dobrze podjęta decyzja to taka, w przypadku której istnieje zgodność pomiędzy głową, sercem i ciałem. Jeśli masz dylemat: zadzwonić do niego czy poczekać, aż pierwszy się odezwie – połóż się wygodnie, pooddychaj spokojnie w swoim rytmie, potem wyobraź sobie, że wykręcasz jego numer. Co czujesz? Spokój, a może nerwowe pulsowanie w żołądku? Koncentruj się na doznaniach w ciele, a nie na tym, co podpowiada ci głowa. Następnie wyobraź sobie, że jednak nie dzwonisz. Czy jesteś w stanie spokojnie czekać na jego telefon, a może już w trakcie wykonywania ćwiczenia zastanawiasz się, czy on akurat nie próbuje się do ciebie dodzwonić? Rozważ, która opcja jest dla ciebie bardziej oszczędna energetycznie.

Przed powrotem do domu. Po skończonej pracy, zanim rzucisz się w wir domowych obowiązków, znajdź chwilę, by przestawić się z rytmu „praca” na rytm „dom”. Możesz pójść na krótki spacer albo posiedzieć przez 10 minut w samochodzie, by zamknąć tematy zawodowe. Podobne przerwy rób zawsze, ilekroć zmieniasz aktywność, jesteś tuż przed ważnym spotkaniem czy masz gdzieś zadzwonić.

Przed snem. Wieczorem po ciężkim dniu zrób sobie kąpiel z dodatkiem soli morskiej. To cię zrelaksuje i oczyści z energii ludzi, z którymi dziś się spotkałaś.

Przed kolejnym spotkaniem. Jeśli pracujesz z klientami, jak najczęściej wietrz swój gabinet i myj ręce do łokci w zimnej wodzie.

Na dobre rozpoczęcie dnia. Połóż się na podłodze, ręce złącz nad głową, a nogi ułóż tak, by stykały się wewnętrznymi stronami stóp. W ten sposób stworzysz zamknięty obieg energii. Poleż spokojnie 10 minut, oddychaj zgodnie z własnym rytmem.

Na złagodzenie bólu. Kiedy boli cię brzuch albo głowa, połóż się i postaraj rozluźnić ciało. Lewą rękę połóż w okolicach serca, a prawą w miejscu, które cię boli. Wyobraź sobie, że pomiędzy nimi przebiega linia. Energia serca złagodzi ból.

Na zmęczenie. Kiedy czujesz się zmęczona, opukuj palcami miejsce tuż za uszami tak długo, aż poczujesz przypływ energii.

  1. Psychologia

Energia uśpiona w każdym z nas – sprawdź, jak ją obudzić

Nauczyciele duchowi podkreślają, że wszystko, czego nam potrzeba, mamy w sobie. Także siłę do życia. Wystarczy tylko ją uruchomić. (Fot. iStock)
Nauczyciele duchowi podkreślają, że wszystko, czego nam potrzeba, mamy w sobie. Także siłę do życia. Wystarczy tylko ją uruchomić. (Fot. iStock)
Codzienność wykańcza, praca stresuje, rodzina nas męczy. Bez przerwy narzekamy: „nie mam już siły, nie dam rady”. A przychodzi nieszczęście – choroba, wypadek – i jesteśmy w stanie unieść sto razy więcej. Czy konieczny jest aż taki bodziec, żeby obudzić uśpioną energię? Bo że ona gdzieś głęboko w nas drzemie, to pewne.

Artykuł archiwalny

Magdalena Kiełducka (38 lat, menedżerka, właścicielka firmy eventowej To Pestka) tamtego kwietniowego ranka 2006 roku usiadła na brzegu łóżka i zapytała samą siebie: „Co ze mną będzie? Jak mam dalej żyć?”. Dwa miesiące wcześniej w wypadku samochodowym zginął jej chłopak Daniel. Znali się tylko trzy miesiące. Zdążyli wyjechać do Egiptu i zaplanować całe życie. Miał być ślub, wspólny dom, dzieci.

– Kiedy Daniel zginął, wydawało mi się, że następnego dnia świat się nie obudzi – mówi Magda. – Nie byłam w stanie wyobrazić sobie dalszego życia. Ogarnęła mnie jedna wielka rozpacz. Myślałam, że to kompletnie niemożliwe, żebym została dłużej tu, na ziemi. Mechanicznie załatwiałam sprawy. W co go ubrać? Na pewno w te jedyne czarne spodnie, jakie miał. Bo choć był kolorowym ptakiem i czarnych ubrań nie nosił, kilka godzin przed wypadkiem prosił, żeby je wyprać, bo się przydadzą. Skąd wiedział? Dlaczego mnie opuścił?

Sami nie wiemy, co posiadamy

Tamtego kwietniowego dnia powiedziała sobie: skoro Daniel nie zabrał mnie ze sobą, to znaczy, że mam do zrobienia na tej ziemi coś ważnego. Nie była gotowa na nowe uczucie, jej serce pozostawało nadal zajęte, skupiła się więc na firmie. Pomyślała: „w ten sposób mogę zrobić coś pożytecznego – budzić uśmiech, zadowolenie klientów i dać godnie zarobić pracownikom”. („W mojej firmie liczy się nie tylko zysk, ale i etyka” – powtarza). Z potrzeby serca nawiązała też współpracę z domami dziecka. Po dwóch latach nieoczekiwanie dla samej siebie znalazła miłość, wzięła ślub, wyjechała z mężem w egzotyczną podróż, zaszła w ciążę. I znów dostała po głowie, raz za razem. Po dwóch poronieniach postanowili z mężem, że na razie dadzą sobie spokój, bo ile można znieść?!

Okazuje się, że możemy znieść niewyobrażalnie dużo. Uruchamiają się w nas ogromne, wręcz nadludzkie możliwości, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Świadczy o tym wiele ludzkich losów, nie tylko tych wojennych, obozowych. Także dzisiaj, gdy bywamy wystawiani na najtrudniejsze próby, potrafimy im sprostać, czym zadziwiamy samych siebie.

– Gdy stawką jest życie, odzywa się w nas najsilniejsza z naszych sił życia: instynkt samozachowawczy – mówi psycholog Jarosław Przybylski. – Każdy człowiek dysponuje takim potencjałem i wszyscy z niego czerpiemy w sytuacji zagrożenia. Ale gdy w grę wchodzi życie innych, z naszą reakcją bywa różnie. Jedni bez wahania śpieszą z pomocą, inni stoją z boku albo uciekają gdzie pieprz rośnie. Instynkt samozachowawczy niestety nie działa na rzecz drugiej osoby. Działają wtedy uczucia, emocje, wartości.

Jan Woźniakowski (50 lat, religioznawca) ma dzień wypełniony od pierwszej do ostatniej minuty, bo dom musi działać jak szwajcarski zegarek. Potrzebują tego bardzo: niepełnosprawny Iwo (8 lat), chora na raka żona Dominika i najstarszy syn Hubert (18 lat) cierpiący na białaczkę (bierze tak zwaną chemię podtrzymującą i dzielnie sobie radzi). Jan całą domową logistykę ma w małym palcu. Załatwia opiekunki, zajmuje się Iwonem popołudniami i w weekendy, czyta mu, bawi się z nim, myje go, karmi, czuwa nad opieką lekarską dla Dominiki, ustala całodzienny plan funkcjonowania domu, robi zakupy i oczywiście pracuje.

Wcześniej żyli jak wiele małżeństw (są 20 lat po ślubie) z ich pokolenia: raz praca była, raz nie, nie zawsze mieli pieniądze, własnego mieszkania nie dorobili się do dzisiaj („nie byliśmy na tyle praktyczni”). Mają za sobą doświadczenia emigracyjne (mieszkali w Stanach, tam urodzili się dwaj synowie, Hubert i 16-letni dziś Piotr).

Gdy Jan patrzy z dzisiejszej perspektywy, widzi, że tamte problemy to żadne problemy. Prawdziwe zaczęły się w 2002 roku wraz z narodzinami Iwona. Podczas ciąży nic nie wskazywało na to, że będzie niepełnosprawny. Jednak jeszcze na sali porodowej zaczął tracić oddech. Odwieziono go na OIOM, diagnoza brzmiała tajemniczo: strukturalna anomalia chromosomowa, czyli błąd genetyczny. Lekarze nie pozostawiali złudzeń. Mówili, że nawet jeśli dziecko przeżyje, to nie będzie chodziło, mówiło, jadło. Jan zobaczył w Internecie zdjęcia takich dzieci. Wyglądały strasznie. A Iwo od urodzenia był śliczny. To dawało nadzieję, choć zdjęcie mózgu ją odbierało. Lekarze przygotowywali ich na najgorsze. Oni szukali pomocy, gdzie tylko się dało. U lekarzy specjalistów, terapeutów, przyjaciół.

Pytania bez odpowiedzi

Jan: – Człowiek ma w takich sytuacjach tyle energii, a może po prostu adrenaliny, że funkcjonuje na najwyższych obrotach. Nie myśleliśmy o chorobie Iwona w kategorii nieszczęścia. Były oczywiście smutki w domu, ale mówiliśmy, że człowiek bardziej płacze nad sobą niż nad dzieckiem.

Kiedy Iwo miał cztery lata, dokładnie w ostatni dzień karnawału 2006 roku, poznali następną straszną prawdę: Dominika jest chora na raka jelita grubego.

– Heroicznie przyjęła tę wiadomość i heroicznie znosi chorobę – mówi Jan. – Miała w sumie pięć operacji, konieczna okazała się stomia, potem radioterapia, chemioterapia. Rak nie daje jednak za wygraną. Przeniósł się do miednicy, kości krzyżowej, idzie do kręgosłupa, atakuje układ moczowy, powoduje odrętwienie i straszny ból. Ratunkiem dla Dominiki okazało się hospicjum domowe, bo złagodziło cierpienie. Ale ma to i niedobre strony, bo człowiek widzi, jak mało jest dróg dających jeszcze nadzieję.

Dwa lata po wykryciu choroby Dominiki zaczęły się kłopoty ze zdrowiem Huberta – złe samopoczucie, osłabienie, wysoka gorączka. Badania wykazały, że przyczyną dolegliwości jest ostra białaczka limfoblastyczna. Więc znów szpital, chemia, sterydy.

Tamten czas był dla nich wszystkich ekstremalny. Dominika miała swoją chemię, Hubert leżał w szpitalu i brał swoją, a w domu czekał Iwo (wbrew diagnozom nauczył się chodzić, jest nadaktywny, choć nadal używa pieluch, nie gryzie, nie mówi i wymaga stałej opieki).

– Oczywiście, że pojawiało się pytanie: dlaczego? – mówi Jan. – Ale nie ma na nie odpowiedzi. Można wszystko tłumaczyć filozoficznie, za Leibnizem, że żyjemy w najlepszym ze światów, i się na to zgodzić. Można przyjąć to, co niesie życie, ze stoickim spokojem. Ale człowiek zawsze będzie się buntował, pytał – jak ostatnio nasza znajoma – gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg. Znajomy, któremu zmarło dziecko na raka mózgu, powiedział: „każdy dostaje taki krzyż, jaki może udźwignąć”. Pan Bóg w swojej mądrości nie daje nic ponad nasze siły. Nie straciłem wiary, choć mówienie, że wiara pomaga, to zbyt łatwy wykręt. Człowiek myśli, że spotyka go tragedia, a potem wydarza się Haiti…

Skąd czerpać w takich chwilach siłę?

Jarosław Przybylski: – Z wewnętrznych „baterii”, takich jak optymizm, poczucie własnej wartości, wiara w siebie, odwaga. Pod warunkiem że się je ma naładowane przez geny albo wychowanie.

Nauczyciele duchowi podkreślają, że wszystko, czego nam potrzeba, mamy w sobie. Także siłę do życia. Wystarczy tylko ją uruchomić. Jak to zrobić? Uwierzyć, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Że nasze myśli, przekonania na własny temat mają moc sprawczą. Jeżeli będziemy powtarzać, że nie damy rady – to nie damy. Wielu ludzi wybiera określoną drogę, a potem obwinia innych za to, że się nie udało. Tymczasem prawda jest taka, że to my tworzymy nasze doświadczenia, naszą rzeczywistość i wszystko, co się z tym wiąże. To, co sądzimy o sobie i życiu, staje się naszą siłą. A wszechświat zawsze wspiera każdą myśl, w którą wierzymy. Nie roztrząsajmy więc przeszłości, niepowodzeń, doznanych krzywd. Zacznijmy myśleć pozytywnie i działać konstruktywnie, bo tylko takie myślenie i działania są źródłem wewnętrznej mocy.

Magda uważa, że jej siła pochodzi z kochającego, pełnego wsparcia domu. To jej kapitał. Wychowywała ją samotnie mama, o której mówi: „wspaniała, kochana, inteligentna, silna, robiła dla mnie wszystko”, i ukochana babcia. Ojca nie znała, nie interesował się ich życiem i sytuacją finansową, więc marzeniem Magdy było jak najszybciej się usamodzielnić, żeby mamie pomóc. Zaczęła wcześnie pracować, ucząc angielskiego. Zawsze wybierała trudniejszą drogę. To ją hartowało. Była humanistką, a poszła do klasy matematyczno-fizycznej. Zamiast pójść na anglistykę, bo język był jej pasją, albo na psychologię, którą się interesowała, poszła na politechnikę, na inżynierię środowiska. Z perspektywy czasu uważa, że był to wspaniały trening dla umysłu. Potem uparła się, żeby pójść na studia MBA, choć nie było jej na to stać. Zarobiła lekcjami angielskiego. Ma za sobą trudne związki, ale powtarza, że każdy z nich ją rozwinął i za każdy jest wdzięczna.

– Mój ukochany mąż jest Polakiem z amerykańskim obywatelstwem i mieszka w Stanach od ponad 15 lat, więc też łatwo nie jest, bo trzeba pokonywać ocean – śmieje się. – Ale dzięki temu świat się dla mnie niesamowicie skurczył.

Według Magdy siły życia najlepiej rosną w trudach i codziennych zmaganiach. Ale karmią się też zrozumieniem tego, co nas spotyka. Kiedy przeżywała żałobę po Danielu, nie szukała łatwego pocieszenia, że będzie dobrze, że tak musiało być. Miała ogromne wsparcie przyjaciół i bliskich, czytała mnóstwo książek na temat duchowości. Przyniosły ulgę, uspokojenie i przekonanie, że wszystko, co się dzieje, ma swój sens. Dzięki książkom i ciekawym ludziom poznała zupełnie inny wymiar swojej egzystencji.

– Siły życia to nie węgiel kamienny, którego złoża są wyczerpywalne, to odnawialne źródło, takie perpetuum mobile, które powstaje trochę z niczego, bo tak naprawdę różne czynniki są jego paliwem. Przede wszystkim jednak trzeba samemu pozwolić się im odnowić. Znaleźć pokój w sercu, swój cel. Mam wrażenie, że nie jesteśmy tu po to, żeby banalnie kończyć dzień zmęczeniem, ale żeby zrobić coś dla świata. Kiedyś wszystko musiałam mieć pod kontrolą. A teraz coraz bardziej cieszę się dniem codziennym. Wstaję, świeci słońce, piję z mężem kawkę, rozmawiamy z synkiem, który urodzi się w czerwcu, przytulimy psa – dla takich chwil warto żyć. Te trudne oczywiście jeszcze nieraz przyjdą. Coraz spokojniej jednak o nich myślę, bo wiem, na co mnie stać. Przez wszystko da się przejść.

Prezent od Pana Boga

Jan na pytanie, skąd pochodzi jego siła, odpowiada: – Nie wiem. Nie zastanawiam się nad sobą, nie robię autoanalizy. Myślę, że nie wyróżniam się niczym szczególnym wśród gatunku ludzkiego. Każdy w takiej sytuacji zachowałby się podobnie. Jak ktoś mówi: „jesteś wspaniały, że nie zostawiłeś Dominiki”, to ja sobie myślę, że to fatalnie świadczy o autorze tych słów. Co za pomysł, żeby mnie chwalić za to, że nie zostawiłem Dominiki!

Jan uważa, że wolę życia buduje wychowanie, miłość do rodziny i życia w ogóle, ale także chęć znalezienia odpowiedzi na różne ważne pytania. On nie ma czasu na wątpienie, czy da radę, bo przychodzi następny dzień, w którym tyle jest do zrobienia. Dużo napędu daje mu Dominika. Wydaje się delikatna, a ma nieprawdopodobną siłę i optymizm. Pokazuje, jak z godnością znosić cierpienie. Jan podkreśla, że sił dodają mu także ci wszyscy ludzie, czasem obcy, którzy im pomogli i pomagają, idąc za odruchem serca. Jako rodzina doświadczyli nieprawdopodobnej solidarności z całego świata. I poprzez dobre słowo, obecność, zakupy, pomoc w załatwianiu opiekunek i lekarzy, i poprzez pomoc finansową.

  1. Psychologia

Jakiego żywiołu masz w sobie najwięcej?

Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Takie osoby fascynują, bo są pełne namiętności, zarażają radością i pogodą ducha. Przy nich wszystko jest możliwe. Dominację tego żywiołu rozpoczynasz po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. (Fot. iStock)
Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Takie osoby fascynują, bo są pełne namiętności, zarażają radością i pogodą ducha. Przy nich wszystko jest możliwe. Dominację tego żywiołu rozpoczynasz po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. (Fot. iStock)
Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki – mówi przysłowie chińskie. To nic innego jak popularne w kulturze Wschodu pójście za ruchem, bo – oporując – wypadamy z cyklu natury, w którym pięć żywiołów płynnie przechodzi jeden w drugi. To, na jakim jego etapie jesteś: Drewna, Ognia, Metalu, Ziemi czy Wody, pomoże zrozumieć naturopatka Beata Diana Miller.

System Pięciu Elementów: Woda, Drewno, Ogień, Ziemia, Metal – został stworzony wiele tysięcy lat temu przez chińskich filozofów. Z założenia w momencie narodzin w naszym organizmie wszystkie one powinny być w równowadze, choć zwykle któryś dominuje. W różnych fazach życia to się zmienia, poza tym możemy również doświadczyć nadmiaru lub niedoboru poszczególnych elementów, co zakłóca prawidłową współpracę między nimi. W tej właśnie nierównowadze Tradycyjna Medycyna Chińska dopatruje się źródeł problemów zdrowotnych, bo według niej dobrostan człowieka jest powiązany z płynną wymianą żywiołów.

Cykl rozpoczyna Drewno, które przechodzi w Ogień, a ten w Ziemię, leżącą w centrum procesu. Po niej nadchodzi Metal i jako ostatnia Woda. Rozpoznaj, w jakim momencie cyklu jesteś, wykorzystaj go jak najlepiej i nie wstrzymuj zmiany.

Drewno: wiosna, złość i działanie

Drewno jest wiosną, wschodzącym słońcem, symbolem początku. Według taoistów symbolizuje wędrówkę duszy hun i jej ponowne narodziny. Hun jest siedzibą podświadomości, przekazywanej z pokolenia na pokolenie i z poprzednich istnień. Mieszka w wątrobie, narządzie przynależnym do Drewna. Wyraża wolę, siłę i umiejętność zaczynania od nowa, przekazującą niezależność wzrostu i ekspansji. W taoizmie ważne jest wyzwolenie się od elementu Drewna, bo tylko bycie w tu i teraz zapewnia nam spełnienie i zdrowie.

Jeśli masz w sobie silny element Drewna, cechuje cię zdecydowanie i świadomość swojej drogi. Potrafisz planować i masz w sobie motywację oraz determinację. Żyjesz w przekonaniu, że świat stoi przed tobą otworem. Osoby z dominującym Drewnem są stworzone do inicjowania, lubią kwaśny smak, na przykład niedojrzałych owoców czy herbatki z hibiskusa. Bywają tak pewne siebie, że wręcz aroganckie. – To świetni stratedzy, którzy potrafią przewidywać, ich atutem jest działanie – mówi Beata Diana Miller, naturopatka wykorzystująca w swojej praktyce Tradycyjną Medycynę Chińską. – Ciężko pracują, ale potrafią też skutecznie się odprężać. Dobrze zarządzają swoją energią. Niezależnie od wieku są obdarzeni duchem i mocą młodości.

Ambitni ludzie Drewna niestrudzenie podążają za swoją wizją. Są gotowi znaleźć własne miejsce na ziemi. Przypominają rozprzestrzeniające się z ekspansją, ale zakorzenione w ziemi, stabilne drzewo. Często mają zdecydowany uścisk dłoni, a ich sylwetka promieniuje siłą. Żyją w ciągłym ruchu. Drewno się nie waha i nie ma problemu z inicjowaniem, potrafi stworzyć coś z niczego. Nie przepada jednak za sytuacją, kiedy okoliczności wywierają na nim presję. Wtedy nie radzi sobie z narastającą pod wpływem stresu złością.

Dla elementu Drewna na poziomie emocjonalnym wskazane jest rozwinięcie spokoju ducha, bo gniew i frustracja niweczą jego skuteczność, działają przeciwko wzrostowi – naturalnemu porządkowi wiosny, i szkodzą wątrobie. Wtedy energia elementu Drewna traci elastyczność, staje się sucha, najmniejsza iskra grozi jej płomieniem.

Namiar energii elementu Drewna odbiera umiejętność przemyślanego planowania. Drewno staje się agresywne, zaślepione, zapalczywe, wybuchowe, dąży po trupach do celu. Z kolei niedobór żywiołu objawia się wypaleniem. Wówczas agresja kieruje się do wewnątrz. Dojmujące poczucie winy i wstydu prowadzą do stagnacji, apatii, rezygnacji. Ekspertka podkreśla, że u takich ludzi pojawia się bezsilność, przestają oni działać i osiągać sukcesy. Korzenie pięknego niegdyś drzewa usychają, nie są w stanie czerpać z ziemi pokarmu potrzebnego do wzrostu. To zwykle efekt zakazów i nakazów, bo Drewno lubi wolność i odprężenie, kiedy czuje ucisk – więdnie albo pokazuje swoją bezsilność w rebelii i oporze. Wpada w niepotrzebne konflikty, traci skuteczność.

Jak wrócić do pierwotnej siły Drewna zdolnego podejmowania ryzyka i rozwiązywania problemów? Przy niedoborze pomogą wszelkie formy terapii związane z ruchem, przy nadmiarze – techniki przywołujące równowagę, takie jak joga, medytacja, trening autogenny. A także wiedza, że można wyrażać złość tak, żeby pomogła rozwinąć skrzydła, a nie niszczyła czy blokowała.

Ogień: lato, radość i namiętność

Element Ognia to ciepło i światło. Jest aktywny, podniecający, pełen zachwytu. Taoiści mówią, że na dworze naszego ciała władcą jest serce, narząd przynależny temu elementowi, a w nim rezyduje shen – energia nieba przekazana nam w chwili poczęcia. Ogień to magiczna energia lata, kiedy cieszymy się życiem i zakochujemy. To on umożliwia wyrażenie świadomych myśli, odczuwanych emocji, powstałych idei, ubiera je w przekaz. I łączy ludzi, bo domeną tego elementu jest komunikacja w każdej formie.

Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Jeśli przeważa w tobie energia Ognia, uchodzisz za osobę barwną, nieprzewidywalną, hojną, towarzyską i uczciwą. Jesteś gorącym, nieustraszonym wojownikiem, a przy tym masz w sobie dostojeństwo i mądrość życiową. Dominację elementu Ognia można rozpoznać po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. – Pragniemy przebywać w towarzystwie tej osoby, ponieważ czujemy się zrozumiani i zaakceptowani – mówi Beata Diana Miller. Osoba Ognia fascynuje, bo jest pełna namiętności, zaraża radością i pogodą ducha. Przy niej nagle wszystko jest możliwe.

„Ogniści” mają serce na dłoni, są gościnni, uwielbiają imprezy. Lubią jeść ostre potrawy. Zharmonizowany element Ognia obdarza ciekawością świata i ludzi – ich przeżyć, myśli, uczuć. Takie osoby są świetnymi słuchaczami, potrafią wczuć się w drugą osobę, wesprzeć, służyć dobrą radą. Kochają z pełnym oddaniem, co jest zarazem ich siłą, jak i słabością. Nie czują swoich granic, przejmują cudze emocje i spalają się w płomieniach uczuć. Często bywają zaborcze w związkach, a rozstanie jest dla nich tragedią, na którą reagują wybuchem niedojrzałych emocji.

Jeśli masz w sobie za dużo Ognia, dręczy cię niepokój i wewnętrzne rozedrganie, chociaż uśmiechasz się i emanujesz zadowoleniem. Jesteś w tysiącu miejsc naraz i wyrzucasz z siebie potoki słów, żywo gestykulując. Kwestią czasu jest, kiedy taki wulkan wybuchnie. Wtedy  serce zaczyna bić zbyt szybko, pojawia się narastający lęk, który może nawet doprowadzić do ataków paniki albo stanów maniakalno-depresyjnych. Ludzie z niedoborem energii Ognia są letargiczni, mówią cicho i mało. Czują wyczerpanie i wewnętrzne zimno. Mają problemy z koncentracją, ich myśli są chaotyczne, trudno im odnaleźć sens istnienia. Dopada ich depresja, tracą nadzieję, brakuje im energii do wyrażenia swoich uczuć i myśli. Stają się niekomunikatywni, mają trudności w nawiązywaniu bliskich związków i często cierpią na bezsenność.

Co zrobić, żeby przywrócić równowagę? „Ogniści” dobrze reagują na różnego rodzaju terapie mistyczne albo ćwiczenia ze śnieniem na jawie. Terapeutycznie działają na nich ćwiczenia teatralne oraz taniec.

Ziemia: późne lato, akceptacja i zakorzenienie

Element Ziemi zajmuje centralne miejsce w systemie Pięciu Elementów. Utrzymuje je w równowadze i odżywia, ale też jest od nich zależny. Porą roku Ziemi jest późne lato – czas „pomiędzy”. Dlatego jej mocą jest umiejętność przeczekania. Ziemia zbiera informacje, przechowuje je i przetwarza, co umożliwia dotarcie do uzdrawiającego źródła, które jest w każdym z nas. Jej narządem jest żołądek, przypisanym smakiem – słodki. Ziemia jest mieszkaniem yi, siły pamięci – uporządkowanym myśleniem, naszą świadomością. Element Ziemi roztacza harmonię i spokój, przekazuje energię ciszy i zrównoważenia. Uczy zaufania przede wszystkim do siebie, płynącego z relacji z matką, i obdarza poczuciem własnej wartości. Osoby z dominującym elementem Ziemi wyróżniają: akceptacja, uważność, wewnętrzny spokój. Umiejętność stawiania granic i rozróżniania. Element Ziemi niesie współczucie i naturalną potrzebę przynależności. Ludzie z silnie zaznaczoną Ziemią są wyrozumiali i sprawdzają się jako mediatorzy i opiekunowie. To archetyp matki, więzy rodzinne i przyjacielskie dają im poczucie sensu życia.

Jeśli masz w sobie dużo Ziemi, działasz na innych ludzi jak stabilne centrum, wokół którego się gromadzą. Nic dziwnego, ponieważ jesteś tolerancyjny, nie oceniasz, przyjmujesz życie takim, jakie jest. Zdaniem ekspertki ludzie Ziemi doskonale czują się w tu i teraz. Beata Diana Miller podkreśla też, że są to osoby lojalne, nie bujają w obłokach, widzą plusy i minusy egzystencji i potrafią rozwiązywać problemy. Ziemia jest stabilna, więc można się na niej oprzeć.

Element Ziemi to głębokie zakorzenienie i potrzeba bliskości, ale przy jego nadmiarze można się zatracić w pomaganiu innym. Pojawia się ryzyko utraty środka równowagi, co powoduje emocjonalne rozchwianie i wewnętrzną pustkę. „Ziemianie” próbują ją zapełnić nadopiekuńczością i wtrącaniem się w życie bliskich, więc prędzej czy później czują się odrzuceni i samotni. Złaknieni miłości i uwagi często pocieszają się jedzeniem. Ich smakiem jest słodki, więc zajadają swoje emocje czekoladą, lodami, ciastkami... Jeśli kompulsywnie się objadasz z powodu tęsknoty za miłością, możesz cierpieć na nierównowagę elementu Ziemi.

Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej niedobór Ziemi powstaje w dzieciństwie,  bo ludzie urodzeni z konstytucją Ziemi potrzebują szczególnej uwagi, opieki i miłości. Deficyt takich doświadczeń powoduje, że w życiu dorosłym czują się niekochani, niedowartościowani. Często są niedojrzali i nie potrafią zadbać o siebie. Symptomem niedoboru Ziemi jest zależność od innych. Często, aby ukryć swoje emocje, takie osoby wkładają maskę obojętności i tkwią w niesatysfakcjonujących relacjach. Żyją w emocjonalnym letargu, są nieobecni. Pojawiają się u nich problemy z koncentracją i zapamiętywaniem.

Zrównoważony element Ziemi przynosi koncentrację, rozpoznanie i refleksję, zaburzony – uczucie zagubienia, zapętlenie myśli, niemożność wykonania ruchu. Osoba z niedoborem Ziemi zaczyna się zamartwiać, co wynika z mieszaniny lęku i obsesyjnych myśli, i w  efekcie często odczuwa zaburzenia apetytu. Żołądek zaczyna chorować, a dla Chińczyków zdrowy żołądek jest otwarciem się na nowe, bezpieczeństwem i zaufaniem. Kiedy ludzie Ziemi pogrążają się w czarnych scenariuszach, ogarnia ich zwątpienie i rozpacz –  powinni zacząć tworzyć swój raj i nauczyć się sprawiać sobie małe przyjemności (byle nie cukier!) , by zakorzenić się w chwili obecnej. Terapiami najbardziej odpowiadającymi ludziom Ziemi są terapie analityczne.

Metal: jesień, struktura i smutek przemijania

Element Metalu należy do Nieba. Metal żegna nas z elementem Ziemi, który uosabiał matkę, a wita z męską energią ojca. Dla Chińczyków Metal jest symbolem struktury, uosabia twardość. Świat powstaje, kiedy świadomość przybiera kształty i formy, zarówno myślowe, jak i materialne. To siła, która pojawia się po pożegnaniu. Metal to instynkt, który pomaga nam zostawiać za sobą to, co przestarzałe, i otworzyć się na nowe. Jego domeną jest przemijanie, a porą roku – jesień. Smutek i łzy, związane z rozstaniem, są emocjami tego elementu. Chińczycy uważają, że do Metalu należy dusza ciała, której siedziba są płuca, a oddech jej bezpośrednim wyrazem.

Jeśli masz w sobie silny element Metalu, badasz zasady, na jakich funkcjonuje świat. Fascynuje cię nauka, filozofia, religia. Masz wiele zainteresowań, szerokie horyzonty myślowe, lubisz intelektualne dyskusje, unikasz powierzchownych kontaktów. Polegasz na swojej wiedzy i konkretach. Twardo stąpasz po ziemi, ale głową sięgasz nieba. Będąc w kontakcie ze sobą i rozumiejąc prawa rządzące wszechświatem, potrafisz pożegnać się z tym, co odeszło, umiesz spalić za sobą mosty. – Zrównoważona energia Metalu obdarza odpornością psychiczną – zauważa Beata Diana Miller. – Taka osoba potrafi świetnie się zorganizować, dobrze się czuje w strukturach, jest pewna siebie i pozytywnie nastawiona do życia. Nie grożą jej depresja czy nałogi.

Osoby z dominującym Metalem czują, że to one są siłą sprawczą, ale potrafią poddać się cyklom przemijania i odradzania.

Kiedy jednak Metal chce za bardzo kontrolować nurt życia, bo jest go w nadmiarze, traci poczucie własnej wartości. Próbuje to wyrównać zdobyczami materialnymi, zaczyna skupiać się na sztywnym przestrzeganiu reguł, etykiety, nadmiernej dyscyplinie porządku i perfekcji. U takiej osoby pojawiają się lęki, że nie spełni pokładanych w niej oczekiwań. Pije dużo kawy, żeby funkcjonować, bo jest ona smakiem gorzkim, przynależnym do Metalu. Ludzie z nadmiarem tego elementu czują się ograniczeni i zagrożeni tak mocno, że brakuje im powietrza, co prowadzi często do chorób płuc.

Z kolei ludziom z niedoborem Metalu towarzyszą nieporządek i chaos. Źle znoszą oni krytykę, stają się nadwrażliwi. Nie pozwalają sobie odciąć się od dawno zakończonych spraw. Są tak słabo osadzeni w świecie, że popadają w melancholię. Stają się eteryczni, oderwani od realiów życia. Cechuje ich kruchość – są zalęknieni, zatroskani, płaczliwi, smutni. Ekspertka zwraca uwagę na to, że jeśli ktoś płacze, zapadają mu się ramiona, skraca mu się oddech i płuca nie przyjmują tlenu. I dodaje, że do Metalu przypisany jest żal z powodu straty, kiedy ktoś nie potrafi się z kimś czy czymś pożegnać. Wtedy ludzie często chorują na astmę.

Odnaleźć rytm oddechu, a tym samym drogę równowagi w przyjmowaniu i oddawaniu, ludziom Metalu pomagają ćwiczenia oddechowe. Wzmacniają płuca, odbudowują energię, uspokajają, poprawiają nastrój. Również medytacja pomaga im odprężyć się i na nowo odnaleźć radość życia.

Woda: zima, zaufanie życiu i wizjonerstwo

Woda to siła prowadząca w głębiny, w zimno i ciemno, gdzie wszystko staje się jednością i lęk przed przemijaniem ustępuje. Możemy pytać o sens życia, ale nie musimy znać odpowiedzi. Wystarczy, że zaufamy, poddamy się bez oporu nurtowi wielkiej rzeki życia. Porą roku Wody jest zima, kiedy wszystko zamiera, przyroda i człowiek osiągają całkowity spokój, ale jednocześnie z końcem zimy, dzięki energii Wody, powstaje nowe życie. Woda jest symboliczną jedynką, ruchem. To czysta energia życia, która według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, zgromadzona jest w nerkach.

Dominacji elementu Wody towarzyszy zainteresowanie duchowością, etyką, sztuką. Jeśli dotyczy to ciebie, zastanawiasz się nad sensem istnienia i w miejscach, gdzie nikt ci nie zakłóca spokoju, w kontakcie z naturą, poddajesz się rozmyślaniu nad tajemnicami życia. Jesteś obdarzony wizjonerską fantazją oraz inteligencją emocjonalną. Jednak dokładnie wiesz, czego chcesz. Podobnie jak rzeka płynąca swoim korytem, trzymasz się wyznaczonego nurtu, omijając spotykane na swojej drodze przeszkody. Cechuje cię elastyczność, na bieżąco pozbywasz się energii, które ci nie służą. Lubisz sól, która oczyszcza. Potrafisz współdziałać z ludźmi, ale też uchodzisz za indywidualistę. Dzielisz się tym, co masz, bo wiesz, że niczego ci nie ubędzie. Ufasz życiu, masz kontakt ze swoimi uczuciami i umiesz je wyrażać. – Ludzie Wody porywają tłumy, bo są zaangażowani w to, co robią – wyjaśnia Beata Diana Miller. – Aż chce się przebywać w ich towarzystwie, są otwarci, pomocni.

Przy nadmiarze Wody pojawia się sztywność, bezrefleksyjne trzymanie się wyznaczonego celu. Ludzie Wody w stresie bywają nieprzyjemni, złośliwi, kłótliwi. Pod wpływem lęku mają zmienne nastroje i ulegają kaprysom. Niedobór Wody natomiast objawia się melancholią i brakiem inicjatywy. Osoba z zaburzonym elementem Wody jest zdezorientowana, nie wie, dokąd prowadzi jej droga. Czuje wewnętrzną pustkę i obawę przed wysuszeniem swojej rzeki życia, co wiąże się z utratą kreatywności i motywacji. Staje się zbyt emocjonalna albo wycofana. Ekspertka podpowiada, że można to poznać po izolowaniu się od ludzi  i pojawieniu się nieśmiałości i zalęknienia w relacjach.

Lęk ludzi Wody jest lękiem pierwotnym – przed ostatecznym, przed śmiercią. Czas zimy uświadamia ograniczenie naszego życia, skłania do metafizyczności. Lęki Wody to również lęki egzystencjalne, np. że zabraknie jedzenia, że nie przetrwamy... One towarzyszą zaburzeniu elementu Wody.

Ludzie Wody reagują dobrze na terapie, które mają w sobie element duchowości, a także medytację. W ich naturze leży spirytualizm i bliskość z tą sferą działa na nich kojąco.

Beata Diana Miller, naturopatka, dietetyczka Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, wspiera kobiety w dbaniu o zdrowie.