1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Szczepić czy nie?

Szczepić czy nie?

Chętni do studiowania w USA, np. na Harvardzie muszą mieć szczepienia. I nikt z tym raczej nie dyskutuje powołując się na wolność jednostki. (Fot. iStock)
Chętni do studiowania w USA, np. na Harvardzie muszą mieć szczepienia. I nikt z tym raczej nie dyskutuje powołując się na wolność jednostki. (Fot. iStock)
Szczepionki mają ostatnio złą prasę. Oskarża się je, że powodują autyzm, że zawierają trującą rtęć… to jak to właściwie jest: szczepić się czy nie? Mówi o tym dr Joanna Pietroń, lekarka rodzinna z Centrum Medycznego Damiana.

 

Kiedy moje dzieci były małe, nie przychodziło mi do głowy kwestionować konieczności szczepień. Przychodził termin, szło się do przychodni. Co się takiego wydarzyło, że nagle zaczęliśmy się bać?
Problem wcale nie jest nowy. Pojawił się 200 lat temu, kiedy Edward Jenner wynalazł pierwszą szczepionkę – przeciw ospie. Już wtedy powstał „ruch antyszczepionkowy” i ludzie zaczęli krzyczeć, że to ogranicza ich wolność. Tak jak teraz. Tylko w latach 80. czy na początku 90. Internetu nie było albo dopiero raczkował, więc trudniej było się zorganizować, przekazywać informacje, w efekcie takie głosy miały mniejszą siłę. Dziś, kiedy wpisujemy w Google’a hasła związane ze szczepieniami, to najpierw wyskakują informacje przeciwników, nie lekarzy.

Ale przez te 200 lat różne rzeczy się udały. Niektóre choroby wyeliminowano, wiele milionów ludzi ocalono…
To prawda. Wyeliminowana została ospa, choć nie udało się to z polio, a były duże nadzieje.

Na ulicach nie widać przecież dzieci z porażeniem po polio.
U nas nie, ale na Ukrainie pojawiło się kilka przypadków. Jesteśmy krajem pośredniego ryzyka. Choroba może zostać do nas zawleczona. Nadal stwierdzane są ogniska epidemiczne w Afganistanie, Pakistanie i w Indiach.

No tak, ale jeśli moje dziecko było szczepione, to nie powinno zachorować?
Na polio nie zachoruje. Ale są choroby, na które odporność wygasa. I jeśli w otoczeniu pojawią się chorzy, może zachorować. Choćby na krztusiec.

Musi paść to pytanie: co z NOP, czyli niepożądanymi odczynami poszczepiennymi? Może pani z ręką na sercu powiedzieć, że szczepienia są w stu procentach bezpieczne?
Oczywiście, jednak trzeba pamiętać, że szczepienie, jak każdy lek, nawet aspiryna, może dawać odczyny niepożądane. Niepożądane odczyny poszczepienne (w skrócie NOP, stąd nazwa ruchu Stop NOP) są rejestrowane. Te ciężkie my, pracownicy służby zdrowia, zgłaszamy. Dawniej takiego obowiązku nie było. Kiedyś jak dziecko po szczepieniu płakało, miało zaczerwienienie w miejscu wkłucia, przykładało się okład i tyle. Teraz, ponieważ te sprawy są nagłaśniane, matki reagują na każdą taką sytuację lękiem.

Ale lekarze uprzedzają, że po szczepieniu dziecko może gorączkować, być marudne…
Wiele matek się boi. I pewnie nie ma się czemu dziwić. Dziś na ogół ludzie mają jedno, góra dwoje dzieci i zwyczajnie bardziej się nimi przejmują. Każdy stan podgorączkowy budzi panikę. Internet – który traktujemy jak najlepszego specjalistę – ten strach tylko pogłębia. A paradoksalnie dziś szczepionki są bezpieczniejsze niż lata temu.

Szczepień jest chyba coraz więcej?
50 lat temu były błonica, tężec, krztusiec. I polio. Potem doszło szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, w 2004 roku odra, świnka, różyczka. Następnie szczepienie przeciw Haemophilus influenzae (zapobiega m.in. zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych i posocznicy). Wcześ-niej były to szczepienia zalecane, teraz stały się obowiązkowymi. Nadal mamy szczepienia zalecane, np. przeciw żółtaczce typu A – kiedyś nie było na nią szczepionki, choć w latach 80. masowo chorowano. I w ostatnich latach zanotowaliśmy znowu około kilku tysięcy przypadków – żółtaczka typu A jest jedną z częstszych chorób przywożonych z  podróży zagranicznych.

Słyszy się, że szczepionki powodują autyzm.
„Ruchy antyszczepionkowe” sponsorowały nawet badania mające to potwierdzić. Nie firmy farmaceutyczne, tylko właśnie przeciwnicy szczepień wyłożyli na to pieniądze. I… nic. Niczego podobnego nie stwierdzono. Objawy autyzmu pojawiają się na ogół, gdy dziecko ma około dwóch lat. Bywa, że do pewnego momentu idealnie się rozwija, a potem nagle to się zatrzymuje i pojawiają się problemy. W żaden sposób nie wykazano, że to wina szczepień. Nie ma tu związku przyczynowego, choć faktycznie jest czasowy. Zresztą wiele chorób nie ma jednej etiologii – może podanie szczepienia przyspiesza wystąpienie objawów z kręgu autyzmu? Może. A może nie. Wycofano z większości szczepionek tiomersal, czyli substancję konserwującą, też obarczaną winą za autyzm (choć badania w Japonii tego nie potwierdziły),  a w populacji wcale nie zmniejszyła się liczba autystyków. Inna rzecz, że teraz autyzm diagnozuje się częściej. Ale czy kiedyś chorych nie było? Nie sądzę. Raczej mówiono: „dziwak”. W każdej rodzinie jakiś dziwak przecież był. Teraz mówimy: „autyzm”. Albo: „zespół Aspergera”.

Sceptycy podnoszą też kwestię warunków, w jakich przechowywane są szczepionki.
Podajemy pacjentom to, co przygotował producent. Nie mamy wpływu na to, w jaki sposób lek był produkowany, przechowywany, transportowany aż do umieszczenia preparatu w lodówce przychodni. Ale gdybym tak myślała, nie mogłabym wypisać żadnej recepty! Personel jest szkolony w kwestii sprawdzania leków, partii, serii, przechowywania w przychodniach, podawania. Wszystko odbywa się z wielką starannością.

Jednak coraz więcej rodziców zastanawia się, czy szczepić dziecko. Moim zdaniem jest jeszcze jedna tego przyczyna. 30 lat temu matki pamiętały panoszące się wtedy choroby. Widziały dzieci po polio, widziały, jak wygląda odra, szczepienia przyjmowały więc jako dobro. Teraz pamięć o tamtych chorobach znika, a organizacje osób, powiedzmy, sceptycznych wpływają na nasilenie wątpliwości i lęków. Ja różne choroby dobrze pamiętam. Do dziś mam pacjentki 60-, 70-letnie, które przeszły polio i mają porażenie. Są do mnie przywożone na wózkach. Patrzę na taką panią, a potem wchodzi do gabinetu matka i mówi, że dziecka nie zaszczepi… Trudno mi to zrozumieć. No i choroby wracają. Krztuśca mam co roku od kilku do kilkunastu przypadków. Kaszel wtedy jest tak silny, że dorośli ludzie mają złamane żebra. Niech sobie pani wyobrazi, jaka to siła! A kaszel przy krztuścu może trwać od kilku tygodni do pół roku. Małe dziecko sobie po prostu z tym nie poradzi. Dawniej chore dzieci wpadały w bezdech, w drgawki, umierały. Krztusiec znowu się pojawia. W zeszłym roku leczyłam pracowników jednej z warszawskich firm. Był tam krztusiec. Zarazili się wszyscy poza jedną osobą, która przed egzotyczną podróżą powtórzyła szczepienie.

Są też inne niepokojące sygnały w całej Europie – przypadki odry  czy różyczki. Jeśli wyszczepialność w populacji spadnie poniżej 85 procent, choroby wrócą.
Ale czy osobom szczepionym to zagraża?
Jeszcze raz powiem: są choroby, na które odporność wygasa. Kalendarz szczepień kończy się w 18. roku życia, potem są jedynie szczepienia zalecane – u nas nierefundowane. A błonica, tężec, krztusiec są właśnie na liście szczepień obowiązkowych. Jeśli w jakieś rodzinie ma się urodzić dziecko czy jeśli kobieta dopiero planuje ciążę, ważne, żeby wszyscy w jej otoczeniu się zaszczepili. Chodzi o to, żeby malutkie dziecko, bezbronne, którego jeszcze zaszczepić nie można, nie było narażone na chorobę, z którą jego organizm po prostu sobie nie poradzi.

Często spotyka się pani z sytuacją, że matka nie chce szczepień?
Większość moich pacjentów to osoby dorosłe, ale tak, zdarza się. Czasem przychodzą też do mnie młodzi ludzie planujący studia w Stanach. Rodzice są szczepieniom przeciwni, więc ci młodzi szczepią się w tajemnicy. Bo jak chcesz studiować w USA, np. na Harvardzie, musisz mieć szczepienia. I nikt nie mówi o tym, że się kończy wolność jednostki!

Grypą najbardziej zagrożeni są chorzy przewlekle z chorobami układu oddechowego, wątroby, nerek, serca - u nich wirus uruchamia lawinę złych zdarzeń. Zwłaszcza oni powinni się szczepić co roku. (Fot. iStock) Grypą najbardziej zagrożeni są chorzy przewlekle z chorobami układu oddechowego, wątroby, nerek, serca - u nich wirus uruchamia lawinę złych zdarzeń. Zwłaszcza oni powinni się szczepić co roku. (Fot. iStock)

Co pani myśli o modnych ospa party?
Ja sama przez przypadek z własnym synem poszłam na takie ospa party. Oczywiście, nie wiedziałam, że będzie tam chore dziecko, nikt nie wiedział, bo dziecko jeszcze nie miało wykwitów, a już zarażało. I zarazili się wszyscy. Mój syn ciężko przeszedł ospę. Jako lekarka widziałam wiele razy powikłania po tej chorobie – chyba najpoważniejsze takie, kiedy każda zmiana jest wtórnie zakażona i powstają ropnie. W Polsce ospa jest postrzegana jako choroba łagodna, tymczasem nigdy nie wiemy, jaki będzie jej przebieg. Czasem ospa party może się skończyć w szpitalu.

Zwolennicy tego rodzaju terapii uważają, że lepiej i zdrowiej, jeśli organizm w naturalny sposób zwalczy chorobę. 
Wiele razy rzeczywiście wszystko przebiegnie bez problemów, a raz może być niewesoło. Skąd wiadomo, że ten jeden raz nie będzie dotyczyć właśnie naszego dziecka?

Firmy farmaceutyczne mają złą prasę. Mówi się, że dla zysku zrobią wszystko, że szczepienia przygotowywane są w złych warunkach. Nie mamy do nich zaufania. To też pewnie jedna z przyczyn lęku.
To samo da się powiedzieć o żywności, o kosmetykach, o każdej niemal dziedzinie życia. Gdyby tak myśleć, można by zwariować! Zresztą to paradoks: nie mamy zaufania do szczepień, które mają numer serii, dokładnie opisany skład, działanie, przeciwwskazania. A jednocześnie masowo łykamy suplementy diety – tylko co się w nich dzieje, nie wiemy…

Rodzice mówią: „No dobrze, na ogół szczepienie przynosi korzyści. A może moje dziecko będzie tym jednym przypadkiem, kiedy coś pójdzie nie tak...”.
Im dłużej leczę, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że w medycynie nic nie jest proste. Ale ryzyko jest moim zdaniem takie jak przy podaniu dowolnego innego lekarstwa. Czyli niewielkie. A zagrożenia wynikające z niepodania szczepienia są realne i zdecydowanie większe.

Czy kary finansowe dla osób nieszczepiących dzieci, jak to miało ostatnio miejsce we Włoszech, coś by rozwiązały?
Moim zdaniem nie. Boję się, że będzie musiało wrócić kilka chorób, żebyśmy zaczęli myśleć inaczej.

Ale jeśli wróci na przykład odra, a moje dziecko jest na odrę szczepione, to będzie bezpieczne?
Tak. Ale kiedy rodzi się dziecko, to do momentu szczepienia bezpieczne nie jest. A pamiętajmy, że są dzieci, które z różnych względów mają przeciwwskazania do podania szczepionek. W społeczeństwie, które szczepi dzieci, a wyszczepialność populacyjna jest wysoka, to nieszczepione będzie bezpieczne. Ale gdy choroba wróci, jest narażone. Niech pani koniecznie napisze, że nie ma zgonów po szczepieniu, ale są po chorobach, na które szczepimy.

A co ze szczepieniami przeciw grypie? Jesień, wchodzimy w okres zachorowań.
Szczepić się! Obowiązku nie ma, możemy tylko namawiać. I ja namawiam, szczególnie grupy wskazane jako priorytetowe. Jest zalecenie, żeby szczepić pensjonariuszy opieki długoterminowej, seniorów. Jeśli w naszym domu jest taka osoba albo maleńkie dziecko, ważne, by zaszczepili się wszyscy członkowie rodziny, by nie narażać najsłabszego. Nie jestem naiwna, nie wyobrażam sobie, że na grypę zaszczepi się cała populacja, ale niech zrobią to chociaż ludzie z grup ryzyka ciężkiego przebiegu i powikłań grypy, ich bliscy i opiekunowie. Najbardziej zagrożeni są chorzy przewlekle z chorobami układu oddechowego, wątroby, nerek, serca. Nieraz widziałam ludzi, którzy trafiali do szpitala z powikłaniami po grypie – i z tego szpitala już nie wychodzili. U osób z chorobami przewlekłymi grypa uruchomia lawinę złych zdarzeń. Przyczyną zgonu zapisaną w karcie będzie na przykład niewydolność serca, nie grypa – ale pamiętajmy, że od grypy się zaczęło.

Wirus grypy przecież mutuje, a szczepienie przygotowane jest na tym, który był rok temu – pomoże?
Co roku opracowywana jest nowa szczepionka. Raz mniej, raz bardziej trafiona. Skuteczność oceniana jest na 50 proc. u osób starszych, a 90 proc. u młodych. Ale zwłaszcza osoby starsze powinny się szczepić, bo u nich grypa może nieść najcięższe konsekwencje. Jak jesteśmy w pełni sił, to grypa albo nas nie zmoże, albo jeśli zachorujemy, wyjdziemy z tego bez szwanku, choć powikłania mogą dotyczyć każdego. Źle, że często chorobę bagatelizujemy jako zwykłe przeziębienie. A zarazić się łatwo. Okropne są wszechobecne w korporacjach open space’y. Jedna osoba choruje i zaraz wszyscy mają grypę. Nadal wiele osób odmawia wypisania zwolnienia lekarskiego.

Dla starszych, schorowanych ludzi szczepienie nie będzie niebezpieczne?
Mam kolegę, który pracuje w dwóch zakładach opiekuńczo-leczniczych. W jednym dyrektorka szczepiła podopiecznych, w drugim nie. I w tym, gdzie szczepienia były, sezon jesienno-zimowy minął bez problemów, w tym drugim wręcz przeciwnie. Zapalenia płuc, poważne problemy kardiologiczne, długo by wyliczać. Widać, jakie znaczenie mają szczepienia.

W państwach bogatych, takich jak Finlandia czy Anglia, wyszczepialność na grypę u ludzi po 65. roku życia jest między 50 a 70 proc. U nas – około 16 proc., a całej populacji niecałe 4 proc. Ale kraje bogate do szczepień zachęcają, bo liczą pieniądze: powikłania pogrypowe, hospitalizacja, opieka nad chorymi to o wiele większe sumy niż koszt szczepionki.

Do szczepień na grypę musi pani przekonywać?
Kiedy szczepię ludzi w zakładach pracy, przychodzą do mnie ci, którzy już są przekonani. Rzadko ktoś chce zapytać, podzielić się wątpliwościami.

Jak przekonać tych, którzy się boją?
Kiedyś była kampania telewizyjna zachęcająca do szczepień przeciw pneumokokom. Agresywna, przerażająca. Szpital, puste łóżeczko dziecinne. To nie jest dobra droga. Nie można też osobom sceptycznym wymyślać od nieuków.

Czytałam książkę, wydaną w 1968 roku – „Pamiętniki lekarzy”. Jeden z nich był autorstwa lekarki, która prowadziła oddział wirusowych zapaleń opon mózgowo-rdzeniowych przy Siennej w Warszawie. Na koniec napisała: „Mam nadzieję, że przyszli lekarze dzięki temu, że wchodzą powszechne szczepienia, nie będą musieli oglądać śmierci własnych pacjentów na swoich rękach”. Minęło 50 lat, a my zaczynamy szczepienia odrzucać. Rozumiem osoby sceptyczne, ale usiądźmy do stołu, pogadajmy, jakie szczepienie kiedy, czy taka szczepionka, czy inna. Pamiętajmy też o tym, że w niedalekiej przyszłości wejdziemy w erę postantybiotykową. Wyobraźmy sobie: wracają choroby zakaźne, antybiotyki nie działają… Rozmawiajmy. Przekonujmy. Bez zacietrzewienia, bez agresji. To jedyny sposób.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jak długo trwa odporność na koronawirusa po zakażeniu lub szczepieniu?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Koronawirus SARS-CoV-2 prowadzący do COVID-19 jest stosunkowo nowym wirusem i nie do końca poznanym, a uodpornienie się na niego wymaga czasu. Przeciwciała posiadają w organizmie ozdrowieńcy oraz osoby zaszczepione. Przeczytaj, czy możemy sprawdzić naszą odporność na koronawirusa.

Odporność na koronawirusa SARS-CoV-2

Odporność jest zdolnością organizmu do ochrony przed chorobami. Wyróżnia się dwa rodzaje odporności: wrodzoną, czyli naturalną, pierwszą linię obrony przed patogenami oraz swoistą, powstająca m.in. poprzez kontakt z antygenem. Na odporność na COVID-19 ma wpływ wiele różnych czynników np. wiek (wraz z wiekiem następują zmiany w odpowiedzi immunologicznej organizmu i wzrasta podatność na choroby zakaźne), płeć (niektóre badania wykazały większe miana przeciwciał u mężczyzn), choroby współistniejące, palenie papierosów czy niewyleczone infekcje.

Koronawirus SARS-CoV-2 był nowym dla nas patogenem i na początku pandemii nie było w populacji na niego odporności. Jednak pojawiło się pytanie, czy przejście COVID-19 lub szczepienie zapewni nam odporność? Jeśli tak, to na jak długo? U osoby zakażonej w ciągu dwóch tygodni organizm zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko koronawirusowi. Po przebytej infekcji pamięć immunologiczna, produkowane przeciwciała oraz limfocyty T i B rozpoznają antygeny wirusa i zapewniają ochronę przed kolejnymi zakażeniami. Badania wykazały obecność przeciwciał w organizmie do około 6 miesięcy po przechorowaniu COVID-19. Wiele osób po rozpoczęciu szczepień oczekiwało końca pandemii, tymczasem słyszymy o nadchodzącej trzeciej fali koronawirusa. Jak na razie liczba zaszczepionych osób jest znikoma i zbyt mała, aby wykształciła się odporność populacyjna. Jedna dawka szczepionki jest niewystarczająca, zalecane jest przyjęcie dwóch.

Czy możemy sprawdzić naszą odporność na koronawirusa?

Obecnie dostępne są testy serologiczne sprawdzające obecność i ilość przeciwciał w pobranej próbce krwi. Przeciwciała neutralizujące anty-S to przeciwciała przeciwko białku S (glikoproteinie biorącej udział w infekcji wirusowej), pojawiające się u większości Pacjentów zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 prowadzącym do COVID-19. Wiążą się z białkiem koronawirusa, co zapobiega połączeniu wirusa z enzymem ACE2 znajdującym się na powierzchni wielu ludzkich komórek i jego neutralizację. Dzięki badaniom serologicznym umożliwiającym ilościowe oznaczenie przeciwciał anty-S koronawirusa SARS-CoV-2 można monitorować odporność na niego.

Dla kogo może być badanie przeciwciał przeciwko białku S i czym różni się od innych?

Test serologiczny oparty na ilościowym pomiarze przeciwciał przeciwko białku S koronawirusa SARS-CoV-2 może być przydatny dla osób chcących sprawdzić czy miały styczność z koronawirusem oraz dla chorych, po przejściu COVID-19, przy planowaniu szczepienia a także po szczepieniu, w celu zbadania odporności organizmu na koronawirusa - stwierdza specjalista portalu Zdrowegeny.pl

Wszystkie dopuszczone szczepionki na koronawirusa bazują na antygenie S i po szczepieniu w organizmie dochodzi do produkcji przeciwciał przeciwko białku S. Oznaczając przeciwciała anty-S osoby zaszczepione na COVID-19 mogą sprawdzić poziom przeciwciał w swoim organizmie i ustalić, czy faktycznie uzyskały pełną odporność na koronawirusa SARS-CoV-2. Wykonanie testu zaleca się po 7-14 dniach od przyjęcia drugiej dawki, ponieważ wtedy powinna pojawić się pełna odporność. Badanie to jest także przydatne dla ozdrowieńców. Jak interpretuje się wynik? Specjaliści i naukowcy wskazują, że im wyższy poziom przeciwciał, tym lepsza odporność na koronawirusa. Nie ma określonej górnej granicy przeciwciał.

Jak wzmocnić odporność organizmu?

W czasie pandemii warto zadbać o swój organizm i jego odporność. Funkcjonowanie układu immunologicznego zależy od wielu czynników, takich jak płeć, wiek, uwarunkowania genetyczne, styl życia, stres, sen czy dieta. W celu poprawy odporności, warto skupić się na zmianie stylu życia, dbać o prawidłową ilość snu, umiarkowaną aktywność fizyczną, zbilansowaną dietę dostarczającą odpowiednią ilość składników odżywczych, unikać stresu, przemęczenia i używek takich jak papierosy (palenie może prowadzić do przewlekłego stanu zapalnego dróg oddechowych oraz aktywacji cytokin prozapalnych). Deficyt witaminy D zwiększa podatność na infekcje, a jak wskazują badania większość Polaków ma niedobór tego składnika. Na odporność wpływa również mikroflora jelitowa, której prawidłowy skład wspiera dieta bogata w błonnik pokarmowy, ograniczenie żywności wysoko przetworzonej zawierającej duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych i cukrów prostych.

Bibliografia:

  1. Jankowska K., Suszczewicz N., Naturalne metody wspomagania odporności w walce z koronawirusem. Wiedza Medyczna 2020; 46-65.
  2. Sette A., Crotty S., Adaptive immunity to SARS-CoV-2 and COVID-19, Cell 2021; 184(4):861-880.
*informacja o udzielanym świadczeniu medycznym

  1. Zdrowie

Powstała "biała księga" obalająca mity o szczepieniach przeciwko SARS-CoV-2

Szczepionka przeciw SARS-CoV-2 nie jest wymysłem ostatnich miesięcy, tylko wynikiem wielu lat pracy nad technologią, która teraz dopiero znalazła zastosowanie. (Fot. iStock)
Szczepionka przeciw SARS-CoV-2 nie jest wymysłem ostatnich miesięcy, tylko wynikiem wielu lat pracy nad technologią, która teraz dopiero znalazła zastosowanie. (Fot. iStock)
Antyszczepionkowcy nie ustają w wysiłkach, by szerzyć dezinformacje na temat szczepień, które w pandemii są dla nas jedyną szansą na powrót do normalności. Dlatego lekarze i naukowcy starają się przekonywać do szczepień, odpierając nawet najbardziej absurdalne zarzuty. 

Fake newsy na temat szczepionek - ich skuteczności albo szkodliwości - pojawiają się w sieci i mediach społecznościowych każdego dnia. Stąd inicjatywa „Nauka przeciw pandemii". - Wielu Polaków w niezwykle sceptyczny, nawet nieprzyjazny sposób podchodzi do szczepień. Środowisko naukowe jest świadome tego, że tylko przełamanie obaw społecznych i działania oparte na merytorycznej, rzetelnej i sprawdzonej wiedzy mogą pomóc w zmianie postaw Polaków względem szczepień i  tym samym przyczynić się do wysokiej wyszczepialności i zatrzymania pandemii.- mówi mówi Andrzej M. Fal, Prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, Przewodniczący Rady naukowej „Nauka przeciw pandemii”.  - Dlatego zaprosiłem grono kilkunastu uznanych ekspertów z różnych dziedzin od lat działających na rzecz zdrowia publicznego: chorób zakaźnych, wakcynologii, wirusologii, chemii i biochemii, medycyny rodzinnej, do zjednoczenia się w ramach inicjatywy „Nauka przeciw pandemii” i przygotowania białej księgi pod tytułem „Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność” będącej kompendium wiedzy o szczepieniach, ich technologii oraz zasadności w walce z pandemią.”

Z dokumentu dowiadujemy się jak działają szczepionki, w jaki sposób powstawały, jak przebiega proces rejestracji i dopuszczenia do użytku. Ta publikacja to pierwszy tak kompleksowy dokument przygotowany przez przedstawicieli nauki i medycyny na rzecz edukacji i szerzenia rzetelnej informacji na temat szczepionek przeciw COVID-19.

Między innymi dzięki takim inicjatywom poziom zaufania do szczepionek wśród Polaków rośnie. W badaniu zrobionym przez Warszawski Uniwersytet Medyczny i ARC Rynek i Opinia w pierszej połowie grudnia tylko 17 proc. Polaków zamierzało się zaszczepić tak szybko jak to będzie możliwe, a 23 proc. dopiero po jakimś czasie. Pod koniec stycznia nieco ponad połowa badanych (53 proc.) zadeklarowała chęć zaszczepienia* - w liczbie tej są osoby, które odpowiedziały „zdecydowanie tak” i „raczej tak”. Największe zainteresowanie szczepieniami widoczne jest wśród osób z dużych miast, zamożnych i dobrze wykształconych (*badanie "Polacy o szczepionce na koronawirusa", agencja badawcza Inquiry)

Zobacz pełną treść białej księgi „Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność”

  1. Zdrowie

Pyłek pszczeli - właściwości i zastosowanie. Jak go stosować?

Zarówno pyłek pszczeli jak i pierzga mają wiele właściwości zwiększających wytrzymałość organizmu. (fot. iStock)
Zarówno pyłek pszczeli jak i pierzga mają wiele właściwości zwiększających wytrzymałość organizmu. (fot. iStock)
Pyłek pszczeli ma szczególne zastosowanie w okresie zimowym i wczesno wiosennym. Jest naturalnym źródłem cennych witamin i minerałów. Pomaga wzmocnić system immunologiczny poprzez szybkie przyswajanie zawartych w nim składników.

Pyłek pszczeli to potoczna nazwa na pyłek kwiatowy (męskie komórki rozrodcze roślin) zbierany przez pszczoły. Pszczoły zbierają pyłek z pręcików kwiatów (czyli z męskiej części kwiatów), po czym umieszczają go na swoich odnóżach zlepiając niewielką ilością nektaru. Tak przymocowany pyłek zanoszą do ula.

Pszczelarze pozyskują pyłek pszczeli zakładając przy wlocie do ula tzw. poławiacze pyłku. Część pyłku zostawia się wtedy pszczołom do dyspozycji, część zostaje w poławiaczu. Suszony i „przewiany” pyłek (wydmuchuje się z niego drobne zanieczyszczenia) nadaje się już do spożycia. Charakteryzuje się przyjemnym, słodkawym smakiem.

Pyłek pszczeli to jednak nie jedyny produkt, który wykazuje zdrowotne właściwości… Otóż tam, gdzie nie stosuje się poławiaczy pyłku, pszczoły gromadzą pyłek w plastrach, w dużych ilościach. Składając go w komórkach plastra, dodają troszeczkę miodu i enzymów pszczelich, a następnie ubijają całość główkami. Mieszanka pyłkowa, ubita w komórkach plastra, fermentuje przy pomocy bakterii kwasu mlekowego. Tak właśnie powstaje pierzga, która ma już bardziej gorzkawy i kwaskowy posmak.

Pierzga jest wyjątkowym darem natury, choć często zbyt mało znanym i niedocenionym przez ludzi. (fot. iStock) Pierzga jest wyjątkowym darem natury, choć często zbyt mało znanym i niedocenionym przez ludzi. (fot. iStock)

Pyłek pszczeli – właściwości

Zarówno pyłek pszczeli jak i pierzga to całe bogactwo witamin, minerałów, makroelementów, aminokwasów. Dzięki zastosowaniu tych naturalnych produktów bardzo szybko uzupełniamy w organizmie różne niedobory, przez co wzmacniamy odporność i przyspieszamy jego regenerację.

Właściwości lecznicze pyłku pszczelego (szczególnie w formie pierzgi) to m.in. zwiększona wytrzymałość i odporność organizmu, poprawa koncentracji, poprawa wzroku, działanie antydepresyjne, antyalergiczne, odtruwające i przeciwzapalne.

Pyłek pszczeli posiada też właściwości regulujące trawienie i poprawiające metabolizm. Ponadto przyspiesza regenerację wątroby i zmniejsza ryzyko wystąpienia prostaty u mężczyzn. Działa przeciwmiażdżycowo, reguluje poziom cukru we krwi, obniża poziom lipidów we krwi, wpływa na wzrost czerwonych krwinek, zawartość hemoglobiny i żelaza we krwi, wspomaga leczenie nadciśnienia tętniczego.

Warto więc zadać sobie pytanie, dlaczego pyłek pszczeli ma aż tak szerokie zastosowanie? Otóż pamiętajmy, że pyłek pszczeli to są komórki rozrodcze roślin - muszą więc być bogate w substancje odżywcze. Swoje wyjątkowe właściwości pyłek pszczeli zawdzięcza takim składnikom jak: witaminy (A, B1, B2, B6, B12, C, D, E, K, P i PP), pierwiastki (potas, żelazo, selen, magnez, miedź, krzem, chlor, siarkę, mangan), enzymy (inwertazę, katalazę, trypsynę, lipazę, laktazę) oraz aminokwasy (metionina, lizyna, treonina, histydyna, leucyna, izoleucyna, walina, fenyloalanina, tryptofan).

Pierzga z kolei bogatsza jest od pyłku o enzymy pszczele, miód i bakterie kwasu mlekowego, a dzięki procesom fermentacji pierzga jest też lepiej przyswajalna. Dodatkowo bakterie kwasu mlekowego poprawiają nasze trawienie i wspomagają oczyszczanie organizmu z toksyn.

Pyłek pszczeli – jak stosować

Zanim dowiemy się jak stosować pyłek pszczeli, warto poznać podstawowe zasady dotyczące jego przyswajalności. Sam pyłek, bez moczenia, przyswajalny jest przez nasze organizmy zaledwie w kilku procentach, pierzga – w kilkunastu. Natomiast po namoczeniu, zarówno pyłek jak i pierzga są przyswajalne w ponad 90%! Dlatego jeśli chcemy stosować pyłek pszczeli i skorzystać w pełni z jego właściwości, powinniśmy namaczać go przez minimum 4 godziny (zarówno pyłek jak i pierzgę).

Jak stosować pyłek pszczeli, który został już dobrze namoczony? - Należy go spożywać przynajmniej pół godziny przed posiłkiem, na czczo, lub dwie godziny po posiłku. Dawkowanie pyłku lub pierzgi zalecane jest w ilości od 10 do 30 g dziennie (przed namoczeniem) - czyli mniej więcej od 1 do 3 łyżek.

Jeśli chcemy uzyskać widoczne efekty, powinniśmy przyjmować pyłek lub pierzgę przez okres od jednego do dwóch miesięcy.

Konsultacja merytoryczna: Artur Rosłoniec, pszczelarz z 12-letnim doświadczeniem, pasjonat pszczelarstwa. Prowadzi rodzinne gospodarstwo pasieczne Złota Pszczółka na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

  1. Zdrowie

Adaptogeny - wzmacniają odporność i zmniejszają negatywny wpływ stresu

 Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)
Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie zlikwidują zanieczyszczenia środowiska czy hałasu, nie zastąpią dobrej diety czy zdrowego snu. Ale mogą wzmocnić naszą odporność i zmniejszyć negatywny wpływ stresu. Nie bez powodu ich nazwa oznacza „przystosować się”. Pora poznać (i stosować) rośliny o właściwościach adaptogennych.

Po raz pierwszy termin „adaptogen” został użyty w połowie XX wieku przez rosyjskiego uczonego i lekarza Mikołaja Lazarewa, który poszukiwał substancji podnoszących odporność na stres, niekoniecznie naturalnych. Jego prace zwróciły uwagę innego uczonego ze Związku Radzieckiego, Izraela Brekhmana, który zainteresował się adaptogenami pochodzenia roślinnego. Celem naukowca było opracowanie specyfiku, który wzmacniałby wydolność organizmu i pozwalał radzieckim sportowcom osiągać lepsze wyniki, a żołnierzom (w przyszłości zaś i kosmonautom) — być bardziej sprawnymi niż ich zachodni koledzy. Pierwszym ziołem, które badał Brekhman, był żeń-szeń azjatycki, w tradycyjnej medycynie chińskiej od dawna uważany za roślinę długowieczności. Ponieważ jednak nie rósł on w republikach radzieckich, poszukiwano alternatywy dostępnej w kraju. Okazał się nią żeń-szeń syberyjski. Według książki „History of Adaptogens” Davida Winstona i Stevena Maimesa, pierwsze opublikowane przez Brekhmana wyniki jego badań były kamieniem milowym w historii adaptogenów. Wkrótce potem ekstrakt z żeń-szenia syberyjskiego został zatwierdzony przez komitet farmakologiczny ministerstwa zdrowia ZSRR do użytku klinicznego jako środek pobudzający. Przez wiele lat Rosjanie kontynuowali badania nad odkryciem kolejnych roślin o podobnych właściwościach, ale spośród 4000 zbadanych gatunków tylko 12 zidentyfikowano jako adaptogeny. Dzięki pracy Brekhmana i jego licznych następców zachodnia nauka może postrzegać substancje na bazie tych roślin jako klinicznie skuteczną, bezpieczną alternatywę dla powszechnie znanych, farmakologicznych metod redukcji stresu.

Czym jest adaptogen?

Mikołaj Lazarew sformułował trzy postulaty (warunki) dla produktu ziołowego uznanego za adaptogen: powinien on powodować minimalne zmiany w fizjologii organizmu, poprzez szerokie oddziaływanie fizyczne i biochemiczne uodparniać organizm, normalizować i usprawniać różne jego funkcje oraz nie mieć działań niepożądanych. Najważniejszą właściwością roślin adaptogennych jest to, że są nietoksyczne dla odbiorcy i nie wywołują skutków ubocznych (nie zanotowano przypadków klinicznych, aby rośliny wchodziły w interakcję z lekarstwami). Rośliny te nie zredukują stresu wywoływanego egzaminem czy rozmową kwalifikacyjną, ale zminimalizują naszą reakcję na takie stresory, jak pośpiech i trudy codzienności, zanieczyszczone środowisko, zmienna pogoda, duży wysiłek umysłowy oraz presja, w jakiej żyjemy. Adaptogen działa na organizm całościowo, mówi się nawet o budowaniu zapasów energii adaptogenicznej.

Adaptogeny działają normalizująco, co znaczy, że ten sam adaptogen może pomóc wyregulować nadczynność danego narządu u jednej osoby, a niedoczynność u innej. Dlatego niektórzy nazywają adaptogeny „inteligentnymi roślinami”. Kluczową rolę odgrywa ich regulacyjny wpływ na współpracę układu neuroendokrynnego i układu immunologicznego, szczególnie poprzez działanie na podwzgórze i regulację poziomu hormonów stresu, głównie kortyzolu.

Adaptogeny są szczególnie cenne ze względu na zrównoważony i łagodny sposób działania. Jedną z wad tej delikatności jest to, że czasami ich wpływ jest na pozór niedostrzegalny. Niektóre osoby muszą stosować je regularnie przez kilka dni lub tygodni, aby odczuć efekty. Każdy może wybrać odpowiedni dla siebie sposób przyswajania adaptogenów. Są dostępne w formie kropel, tabletek lub kapsułek i herbat, a także jako składniki posiłków oraz proszek, który może być dodawany np. do koktajli czy deserów. Można je łatwo transportować, przechowywać, a odpowiednio przygotowane nie tracą szybko swoich właściwości (np. suszone grzyby czy suszone korzenie). Dzisiejszy stan badań pokazuje, że jest ich 21 (choć niektóre źródła wyróżniają jedynie 16). Najbardziej znane to: żeń-szeń, lukrecja, różeniec górski, ashwagandha, gotu kola, szczodrak krokoszowy, miłorząb japoński oraz traganek.

Korzeń pachnący różą

Jego łacińska nazwa to Rhodiola rosea, bywa też nazywany „złotym korzeniem”. Różeniec górski jest byliną o płatkach zielonych, żółtych lub czerwonych, ma charakterystyczny zapach róży i zawiera aż 140 związków bioaktywnych. Badania na Jiangsu Institute of Nuclear Medicine w Chinach potwierdzają jego silne działanie antyoksydacyjne, które chroni komórki układu nerwowego. Ma również właściwości antydepresyjne, czego dowiodły z kolei sześciotygodniowe badania na Uniwersytecie Pensylwanii oraz w szpitalu uniwersyteckim we Frederiksbergu w Danii. U przyjmujących go osób zaobserwowano znaczną poprawę samopoczucia i samooceny. W wielu innych badaniach, prowadzonych już od lat 60., udowodniono, że działa niezwykle korzystnie w stanach przewlekłego stresu i przemęczenia. Zwiększa koncentrację, pamięć oraz zdolność uczenia się. Uważa się go za sprzymierzeńca osób zmagających się z astenią – chorobowym stanem zmęczenia i amobilizacji. Stwierdzono nawet działanie przeciwnowotworowe i przeciwzakrzepowe jego substancji czynnych. Leczniczymi częściami różeńca są kłącze i korzeń. To z nich pozyskuje się ekstrakt, którego zalecana dzienna dawka wynosi do 0,5 g.

Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock) Różeniec górski, nazywany też „złotym korzeniem”, jest byliną o silnych właściwościach antyoksydacyjnych i antydepresyjnych. (Fot. iStock)

Końskie zdrowie, czyli ashwagandha

Jej nazwa oznacza „zapach i siłę konia”, co sugeruje moc tej rośliny oraz… zapach przypominający woń tego pięknego zwierzęcia. Nazwana przez botaników Withania somnifera, występuje również jako żeń-szeń indyjski, czereśnia zimowa oraz witania ospała. Ajurwedyjskie klasyczne teksty, testy na zwierzętach oraz badania kliniczne opisują ashwagandhę jako bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. Największym dowodem na jej skuteczność jest badanie przeprowadzone w Departamencie Neuropsychiatrii i Psychogeriatrii Asha Hospital  w Indiach. Uczestniczyło w nim 64 pacjentów z historią przewlekłego stresu. Po 60 dniach grupa leczona ashwagandhą wykazała znaczącą redukcję we wszystkich skalach oceny stresu, w stosunku do grupy placebo, a stężenie kortyzolu (hormonu stresu) w surowicy badanych było wyraźnie zmniejszone. W tradycyjnej medycynie indyjskiej ashwagandha jest znana i najczęściej stosowana jako lek na reumatyzm, a także w stanach lękowych, wyczerpania fizycznego lub psychicznego. Do celów zielarskich wykorzystuje się korzeń i owoce rośliny. Inne właściwości to m.in. wspomaganie pracy serca i układu sercowo-naczyniowego, wzrost masy mięśniowej oraz energii życiowej, wsparcie układu oddechowego oraz wspomaganie właściwego funkcjonowania żeńskich narządów rozrodczych, jak również funkcjonowania płciowego mężczyzn. Wpływa też na tworzenie nowych dendrytów, czyli połączeń nerwowych, dzięki czemu znajduje zastosowanie w zapobieganiu chorobom neurodegeneracyjnym, takim jak parkinson, alzheimer, huntington. Jak widać nie bez powodu powszechnie znane jest określenie „końskie zdrowie”. Ashwagandhę przyjmuje się zwykle w kroplach lub tabletkach.

Ashwagandha to bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. (Fot. iStock) Ashwagandha to bezpieczny i skuteczny adaptogen, który łagodzi stres, zwiększa poziom energii i poprawia koncentrację. (Fot. iStock)

Zjeść stres na słodko. Mowa o lukrecji

Kojarzymy ją zwykle z czarnymi cukierkami o słodkim smaku przypominającymi anyż. Co ciekawe, lukrecja ma długą historię zastosowań we wschodnich i zachodnich systemach ziołolecznictwa. Już około 3000 lat p.n.e. cesarz Shen Nung zaliczył ją do roślin leczniczych. Kwas glicyryzynowy zawarty w lukrecji hamuje rozpad kortyzolu i zwiększa jego produkcję, dzięki czemu jest przydatny w leczeniu zmęczenia nadnerczy, spowodowanym przewlekłym stresem. Lukrecja działa także kojąco na błony śluzowe w płucach, dzięki czemu jest korzystna dla palaczy. Korzeń lukrecji ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. Zwalcza wiele rodzajów wirusów, jak wirus zapalenia wątroby, opryszczki, zapalenia płuc oraz na wirusy wywołujące przeziębienie. Lukrecja wzmacnia ścięgna, kości oraz przyśpiesza wzrost mięśni. Można przyjmować ją w postaci herbatek i pastylek.

Lukrecja ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. (Fot. iStock) Lukrecja ma silne działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne. (Fot. iStock)

Czy to jest bezpieczne?

Dorota Małgorzata Wydro, specjalista patomorfolog, lekarz medycyny estetycznej, doktor nauk ekonomicznych, wykładowczyni, autorka wyjątkowej, powstałej na podstawie kilkuset naukowych doniesień książki „Anti-aging na talerzu”:

Adaptogeny są bardzo bezpieczne, właśnie dlatego, że normalizują objawy stresu, w odróżnieniu od energetyków (np. kofeiny, teiny), które mogą wywoływać również objawy niepożądane, takie jak wzrost ciśnienia, rozdrażnienie, bóle głowy czy kołatania serca. Adaptogeny nie uchronią nas wprawdzie przed stresem, ale pomogą walczyć z jego negatywnymi skutkami. Moim ulubionym jest ashwagandha, zwana również indyjskim żeń-szeniem. Nie tylko neutralizuje objawy stresu, ale także spowalnia procesy starzenia, wzmacnia funkcjonowanie wątroby i nerek, poprawia pamięć i koncentrację, normalizuje sen i uspokaja, reguluje układ hormonalny, zwiększa sprawność seksualną, hamuje siwienie włosów i wspomaga leczenie cellulitu, a wszystko dzięki zawartych w niej witanolidom, które mają również właściwości przeciwbakteryjne i przeciwnowotworowe. Rośliny adaptogenne są znane od tysięcy lat w Azji. W Polsce ich popularność to efekt poszerzania wiedzy. Pamiętam swój pierwszy wykład dla lekarzy w Podyplomowej Szkole Medycyny Estetycznej i Anti-aging w 2013 roku, kiedy żaden z kolegów jeszcze o nich nie słyszał. Oczywiście polscy naukowcy (np. Obidoska i Sadowska z SGGW) pisali o roślinach adaptogennych znacznie wcześniej, bo już w 2004 roku, ale lekarze raczej nie czytają biuletynów Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Ja też nie. Wystarczy jednak na bieżąco śledzić anglojęzyczne piśmiennictwo.

  1. Zdrowie

Szczepionka przeciw COVID-19 - apel epidemiologów

Szczepionka przeciw COVID-19 oparta jest na technologii mRNA, rozwijanej od lat, m.in w badaniach nad nowotworami,  wścieklizną, ebolą, SARS-1. (Fot. iStock)
Szczepionka przeciw COVID-19 oparta jest na technologii mRNA, rozwijanej od lat, m.in w badaniach nad nowotworami, wścieklizną, ebolą, SARS-1. (Fot. iStock)
Szczepionka przeciw COVID-19 to nadzieja na powrót do normalności. Prestiżowy tygodnik "Science" uznał, że jej szybkie stworzenie i przetestowanie jest najważniejszym naukowym wydarzeniem mijającego roku. W Polsce wiele osób nie chce się szczepić.

Według najnowszego badania opublikowanego 18 grudnia 2020 r. przez Warszawski Uniwersytet Medycznego i ARC Rynek i Opinia aż 38% badanych nie zamierza się szczepić w ogóle, a co piąty nie ma w tym temacie zdania. Tylko 17% Polaków zamierza się zaszczepić tak szybko jak to będzie możliwe, a 23% - dopiero po jakimś czasie.

Dużo bardziej sceptyczne wobec szczepienia na COVID-19 są kobiety. Tylko 11% z nich (24% mężczyzn) chce się zaszczepić tak szybko, jak to będzie możliwe, a 45% kobiet nie zamierza się szczepić w ogóle (w przypadku mężczyzn jest to 32%).

Na początku grudnia Zarząd Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wystosował list otwarty i apel do najważniejszych osób w państwie, polityków i mediów.

"My, specjaliści chorób zakaźnych, którzy od blisko roku diagnozujemy i leczymy chorych z COVID-19, stykający się codziennie ze śmiercią powodowaną przez SARS-CoV-2, apelujemy o ignorowanie apeli osób, które nazywają się naukowcami i lekarzami, a których zakres kompetencji nie wskazuje na posiadanie wiedzy uprawniającej do wydawania opinii na temat chorób zakaźnych, a w szczególności COVID-19, i szczepień przeciw zakażeniom SARS-CoV-2. Jako lekarze nie możemy pozwolić na dalsze przedłużanie paraliżu opieki zdrowotnej w sytuacji dostępności szczepionki pozwalającej na przerwanie pandemii. Każdy dzień zwłoki w udostępnieniu Polakom szczepień przeciw SARS-CoV-2 przyniesie kolejne kilkaset zgonów, czyli nawet 15 tysięcy przedczesnych śmierci miesięcznie spowodowanych tylko przez COVID-19, a przecież ludzie umierają także w wyniku utrudnionego dostępu do świadczeń zdrowotnych związanych z innymi schorzeniami. Jako lekarze i naukowcy zajmujący się od wielu lat chorobami zakaźnymi pragniemy przypomnieć o milionach istnień ludzkich ocalonych dzięki wdrożonym w przeszłości programom szczepień przeciw ospie prawdziwej, polio, wirusowemu zapaleniu watroby typu B i wielu innym chorobom zakaźnym.

Jednocześnie apelujemy do Polaków, jeżeli nie macie Państwo swojego zdania i chcecie lub musicie słuchać głosów doradczych, nie słuchajcie tych, których doświadczenie i wiedza są odległe od chorób zakaźnych, immunologii i wakcynologii. Zanim posłuchacie ich opinii, sprawdźcie kompetencje, bo nie każdy kto tytułuje się doktorem, skończył studia medyczne, nie każdy lekarz posiada właściwą wiedzę i nie każdy profesor jest ekspertem w tej konkretnej dziedzinie. Wsłuchajcie się w głos lekarzy, którzy na co dzień zajmują się chorymi z COVID-19 i mają już dość żniwa śmierci na oddziałach zakaźnych i intensywnej terapii. Posłuchajcie głosu zakaźników, epidemiologów, immunologów i wakcynologów, którzy wiedzą, że szczepionka przeciw SARS-CoV-2 nie jest wymysłem ostatnich miesięcy, tylko wynikiem wielu lat pracy nad technologią, która teraz dopiero znalazła zastosowanie. Dzięki nowoczesnym technikom informatycznym i aktywnemu wsparciu wielu instytucji, badania kliniczne, które w przeszłości trwały latami, mogły zostać przeprowadzone szybko i sprawnie. Olbrzymia liczba zakażeń sprawiła, że w przeciwieństwie do badań nad lekami i szczepionkami w innych chorobach, rekrutacja przebiegła niezwykle szybko, ale bez naruszenia obowiązujących procedur. Czy szczepionki przeciw SARS-CoV-2 mają działania niepożądane? Oczywiście, że mają, ale są one takie same, jak w przypadku innych szczepień. Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych Adres do korespondencji: Klinika Chorób Zakaźnych i Hepatologii UMB, 15-540 Białystok, ul. Żurawia 14 2 Podawanie każdego leku i szczepionki wiąże się z jakimś ryzykiem, dlatego zlecając każdy, nawet najprostszy preparat medyczny, lekarz musi rozważać za i przeciw, korzyści wobec ryzyka. W tym wypadku rachunek jest prosty, ryzyko krótkotrwałego bólu w miejscu podania czy nawet uczucie zmęczenia naprzeciwko ryzyka śmierci z powodu COVID-19, które wśród polskich pacjentów wymagających hospitalizacji przekracza 7%, a u chorych z koniecznością wsparcia wentylacją mechaniczną (zastosowanie respiratora) sięga 67%. Dlatego apelujemy do wszystkich, którzy mogą się przyczynić do szybkiego i sprawnego przeprowadzenia szczepień przeciw SARS-CoV-2, o zintensyfikowanie działań, które pozwolą na szybką rejestrację szczepionki i rozwiązanie problemów logistycznych związanych ze szczepieniami."

Treść apelu poparli wszyscy członkowie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych:

Prof. dr hab. Robert Flisiak - prezes Prof. dr hab. Małgorzata Pawłowska - wiceprezes Prof. dr hab. Krzysztof Tomasiewicz – wiceprezes Dr med. Agnieszka Czauż-Andrzejuk Prof. dr hab. Michał Garlicki Prof. dr hab. Waldemar Halota Dr hab. Jerzy Jaroszewicz Dr med. Alicja Kalinowska Dr hab. Dorota Kozielewicz Prof. dr hab. Magdalena Marczyńska Prof. dr hab. Anatol Panasiuk Prof. dr hab. Sławomir Pancewicz Prof. dr hab. Anna Piekarska Prof. dr hab. Krzysztof Simon Dr hab. Dorota Zarębska-Michaluk